1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Przygody ciała: Moc bezpiecznego lądowania

Przygody ciała: Moc bezpiecznego lądowania

fot.123rf
Trudno uwierzyć, jak duży wpływ na styl bycia, samopoczucie i życiowy sukces naszych dzieci mają okoliczności ich przyjścia na świat. Tworząca się wtedy neurologiczna matryca determinuje tak wiele, że warto się jej przyjrzeć, zrozumieć ją, a w razie potrzeby próbować ją modyfikować – mówi psychoterapeutka Sara Zięborak.

Wychodzisz z brzucha mamy i co zastajesz? Jarzeniowe lampy i zimno, bo najwyżej 23 st. C. A przed chwilą dryfowałeś w 36-stopniowym piekarniku, dokąd odgłosy otoczenia dochodziły leniwie zza wód płodowych. Światło tylko delikatnie tam przebijało. Teraz mrużysz oczy. Słyszysz hałas szpitala. Nie masz czasu się z tym oswoić, bo odcinają ci pępowinę z łożyskiem, w którym pozostaje dwie trzecie twojej krwi. Krztusisz się, bo przecież dotąd przez pępowinę oddychałeś. Musisz użyć płuc natychmiast, nie możesz przestawiać się na to powoli, więc ten pierwszy oddech piecze i boli. Płaczesz. Zimne ręce zabierają cię od mamy. Rozciągają ci nóżki, mierzą. A na koniec dostajesz szczepionkę z trzech zjadliwych wirusów, z którymi musisz zacząć natychmiast walczyć. Witaj. Wylądowałeś na planecie Ziemia.

A mogłoby być zupełnie inaczej…

Mogłoby. Jednak w takich okolicznościach przychodziła na świat większość obecnych 50-, 40- czy nawet dwudziestokilkulatków. To dlatego dla wielu z nas życie jest zagrożeniem, walką. Brak nam ciepła, bezpieczeństwa. A byłoby inaczej, gdybyśmy urodzili się spokojnie, gdyby dano nam czas na oswojenie się z rzeczywistością poza brzuchem mamy.

Lawinowo rośnie liczba cesarskich cięć. Ponad jedna trzecia Polaków przychodzi w ten sposób na świat…

Poważny zabieg. Blizny i cięcia. Myślenie, że to prosta, szybka i cywilizowana alternatywa dla normalnego porodu, jest pułapką. Dziecko nie staje przed wyzwaniem współpracy z mamą i nie przechodzi przez kanał porodowy. Dryfuje spokojnie w wodach płodowych i nagle gwałtownie jest z nich wyciągnięte, nie wiedząc, dlaczego tak się dzieje. Tymczasem poród naturalny poprzedzony jest długotrwałymi przygotowaniami. Do dziś toczy się debata, czy to organizm mamy zaczyna poród, czy dziecka…

Nie wiadomo?

Psychologowie podejrzewają, że pierwszy impuls pochodzi z ustroju matki i jest przekazywany dziecku poprzez hormony. Ono też odpowiada mamie hormonalnie. Spokojnie krok po kroku zaczyna się akcja porodowa. Cesarskie cięcie zaburza naturalny rytm, zabiera dziecku istotne doświadczenie i odbija się na jego rozwoju. Takie dziecko może mieć potem trudności z rozpoczynaniem, np. będzie czekać do ostatniej chwili z odrobieniem lekcji, spodziewając się, że ktoś zrobi to za nie. W dorosłym życiu to samo może być z pracą. Może panikować z powodu nawet niewielkich przeszkód i źle znosić skomplikowane sytuacje. Może łatwo się dekoncentrować i odchodzić od zaplanowanych zadań w dygresje.

Czy matrycę porodową takiego dziecka można modyfikować?

Ustępować mu, jeśli to możliwe, i uznawać, że miało rację. Po to, by wzmocnić w nim poczucie, że ma prawo do decyzji. Nie wchodzić z nim w rywalizację. Akcentować jego siłę w relacji. Pozwalać działać na skróty i znajdywać własne, choć czasem dziwaczne rozwiązania. Być elastycznym i po rozproszeniu uwagi pomagać mu wrócić na starą ścieżkę myślenia.

Czasem cesarskie jest konieczne, a dzidziuś idzie do inkubatora.

Kontakt z mamą jest przerwany, co niesie w przyszłości dodatkowe trudności. Nasila lęki separacyjne dziecka. Boi się ono rozstań i opuszczenia, broni się przed nimi wszelkimi sposobami. Będąc kilkulatkiem, trzyma się kurczowo twojej nogawki, a gdy dorasta, panicznie boi się opuszczenia przez partnera. Od najmłodszych lat trzeba bardzo delikatnie z nim postępować. Przygotowywać je do przerw w kontakcie i zapewniać, że się wróci, że się kocha. Dlatego im spokojniejszy poród i w im większym kontakcie z mamą, tym lepiej.

Rodzącej często trudno zachować spokój.

Dużo pracy wkładałam w emocjonalne przygotowanie matek do porodu. Dotyczy to m.in. odreagowania okoliczności ich własnego przyjścia na świat. Bo kiedy rodzimy dziecko, uruchamiają się automatycznie wspomnienia naszych własnych doświadczeń okołoporodowych. Jeżeli nie przetworzymy własnych traum, powrócą, gdy nasze dziecko wysunie na świat czubek główki. Maluch wyczuje nasze przykre emocje.

Wspomnienia uruchomią się automatycznie?

Tak, za sprawą kodowania i pamięci. Tzw. bodźce spustowe powodują uruchomienie zakodowanej matrycy. Widzisz poród, białe kitle, czujesz zapach szpitala, w mózgu uruchamia się dawno zarejestrowany i nieotwierany np. przez 30 lat plik. A w pliku? Czasem coś fajnego, czasem nie. Twój stan wpływa na atmosferę porodu, jego przebieg i na dziecko. Dlatego warto uważnie dobierać osoby obecne przy narodzinach naszego malca. Pamiętam, że byłam przy porodzie rodzinnym, w takcie którego tatuś w odpowiedzi na długie, przeplatane przerwami parcie partnerki wpadł w histerię, wykrzykując: „Ona przeze mnie umiera!”. Gdy pracowałam z nim potem, okazało się, że jego własny poród był powikłany, a życie jego matki – zagrożone.

Dlaczego zajęłaś się psychoterapią doświadczeń okołoporodowych?

Mam troje dzieci. Pierwsze wydałam na świat jako 17-latka w głębokiej komunie w 1984 roku. Brak wiedzy sprawił, że nie zadbałam o wiele rzeczy i rodziłam fatalnie. Dostałam oksytocynę na przyspieszenie porodu, bo lekarz chciał zejść z dyżuru. Córka przyszła na świat w pośpiechu, zimnie, ostrym świetle i hałasie. Wtedy nabrałam przekonania, że musi być inaczej. Zagłębiłam się w literaturze na temat porodów i zaczęłam współpracę z Fundacją „Rodzić po Ludzku”. Wkrótce potem pracowałam z doświadczeniami okołoporodowymi pacjentów, pomagając im pozytywnie je przetworzyć, odreagować emocje z nimi związane.

Jak rodzić szczęśliwe dzieci?

Najlepiej w domu. Poród jest czymś naturalnym. Jeśli nie jest zagrożony, nie wymaga szpitala. W domu mama jest we własnym środowisku. A na porodówce nie dość, że przechodzi intensywny proces fizyczny i emocjonalny, to między obcymi ludźmi. Stres przechodzi z matki na dziecko. Poród to jedno z ważniejszych wydarzeń w życiu kobiety, doświadczenie na pograniczu życia i śmierci. Inicjacja na poziomie fizycznym, emocjonalnym i duchowym. W naszym świecie kobietom nie daje się na nią przestrzeni. Poród stał się fizjologiczno-medycznym wydarzeniem. W sensie biologicznym szpital nie jest najbezpieczniejszym miejscem. Pełno tu zarazków i wirusów. Tymczasem bakterie domowe są dziecku znane, bo przenikają jego mamę i łożysko przez dziewięć miesięcy.

Nie zawsze można przewidzieć, czy poród przebiegnie bez komplikacji.

Naturalny poród trwa zazwyczaj 12 godzin, więc jeśli w trakcie coś niedobrego się dzieje, zawsze jest czas, żeby pojechać do szpitala. Porody domowe wymagają planu B. Jest podstawione auto, wiadomo, do którego szpitala jechać. A położna, która rodzi z tobą, jest na tyle wykształcona, by wiedzieć, kiedy sytuacja staje się trudna.

Gdy mama urodzi w domu, może położyć się do własnego łóżka, umyć się we własnej łazience. Dzidziuś nie jest zabierany do innego pokoju, szarpany, mierzony, ważony… W domu można przyciemnić światło i zapewnić ciszę, zamiast krzyczeć: „O! Jest! Tak! Wyłazi! Przyj!”. Można odtworzyć maluchowi środowisko, w jakim przebywał przez dziewięć miesięcy. Pozwolić mu wyjść spokojnie i np. do wody. Łagodnie się go potem dotyka, powoli kładzie na brzuchu mamy w naturalnej cieplutkiej mazi. W szpitalu zaś substancję tę ściera się z dziecka zaraz po urodzeniu. A ona oprócz tego, że ułatwia przejście przez kanał rodny, jest ochronnym płaszczem dziecka w pierwszych minutach jego życia.

Czym wyróżniają się dzieci urodzone w domu?

To przykład mojego trzeciego dziecka. Syn ma 13 lat i wewnętrzny spokój, jest pewny siebie, śmiały, chętny, by doświadczać. Wchodzi w relację z zaufaniem i nie przeżywa rozstań tak, jak np. moja starsza córka. Do dziś zmaga się z doświadczeniem z 1984 roku. Wtedy dziecko zabierano od matki na wiele godzin. Straszne dla obojga. Bo dzięki pierwszemu wzajemnemu spojrzeniu dopełnia się poród. Wytwarza się dodatkowy hormon w dziecku i mamie zapewniający im głęboką więź. Jej brak to czynnik ryzyka depresji poporodowej u mamy i silnego lęku przed opuszczeniem u dziecka.

Jak pracować z maluchami, których poród sztucznie przyspieszono?

Wyobraźmy sobie, że poród idzie powoli i gładko, dziecko i mama przygotowują się do niego i nagle jakaś siła z zewnątrz – np. podana w kroplówce oksytocyna – decyduje, że malec ma się urodzić szybciej. Jeśli ktoś próbuje coś potem od takiego dziecka wyegzekwować, opiera się. To siła matrycy porodowej. Można ją zaobserwować np. przy budzeniu do szkoły. Zewnętrzna siła próbuje wyjąć malca z ciepłego łóżeczka. Nie chce wstawać. Ma w sobie złość, że nie pozwala mu się robić rzeczy na własną rękę. I nieświadomie rozgrywa to uczucie w relacjach z innymi. Nie podejmuje inicjatywy, nie potrafi samo zacząć, bo mu tego nie dano, w związku z czym czeka, przeciąga. A jak próbujesz je do czegoś nakłonić, włącza opór.

Na „oksytocynowe dziecko” nie można naciskać. Przy tym trzeba tak umiejętnie je wesprzeć, by nauczyć je rozpoczynania. Przekładając to na sytuację poranną, można kilka razy spokojnie uprzedzić, że „już za pół godzinki będziemy wstawać”, „już za dziesięć minut”. Trzeba delikatnie odtwarzać to „coś”, co się niegdyś podczas porodu naturalnie nie wydarzyło. Wielokrotne wspieranie dziecka i dawanie mu poczucia, że decyduje, stopniowo modyfikuje jego neurologię. Takie maluchy mają niezwykłą satysfakcję, gdy coś wreszcie uda im się zacząć samodzielnie.

Przypomina mi się poród z filmu „I kto to mówi”. Zaczął się zdecydowanie, więc bohaterka starała się go ze wszystkich sił powstrzymać w taksówce.

Tak się zdarza. Kobiety, jadąc do szpitala, zaciskają nogi, zatrzymują oddech. Czasem dlatego, że czekają na wolne łóżko w szpitalu. To tzw. poród wstrzymywany. Tak rodzone dzieci bywają szybciej niż inne gotowe na różne rzeczy i mogą czuć, że świat je powstrzymuje. Bywają wściekłe. W końcu, gdy już nie mają siły naciskać, odpuszczają. A gdy otoczenie sygnalizuje im, że mogą wreszcie zrobić, co chciały, czują się smutne i zdemotywowane. Z takimi maluchami od najmłodszych lat trzeba adekwatnie postępować. Być tolerancyjnym, uczyć łagodnie odraczania działań w czasie i pokazywać, że powrót do rozpoczętej niegdyś czynności nie musi być wcale bolesny. Rozbudowane i dokładne instrukcje tego, jak postępować z dziećmi z rozmaitych porodów, daje książka „Narodzić się…” Robyn Fernance.

Czy można zrobić coś od razu po porodzie, żeby potem nie przechodzić trudów wychowania?

Można. Tzw. pozytywne przeramowanie matrycy niemowlaka wymaga świadomości rodziców, obserwacji i intuicji. Pokazuję chętnym film z pewnego porodu domowego w Australii. Kobieta po czterdziestce rodzi tam bliźnięta, w tym jedno ułożone pośladkowo. Każdy lekarz biłby na alarm, ale ona decyduje się rodzić lotosowo, czyli wraz z łożyskiem. Synek rodzi się główką, potem dziewczynka – pośladkowo. Pływają w wodzie, gdy nagle dziewczynka zaczyna lekko pojękiwać, widać napięcie w jej ciele, próbuje się odwracać. Matka zauważa to i mówi: „O! zobaczcie, malutka przerabia swój pośladkowy poród”. Bierze ją za rączkę, dając jej przestrzeń, by ułożyła się tak, jak chce. Wspiera ją delikatnie: „Tak dobrze, moja kochana, super to robisz, tak, tędy droga”. Po pięciu minutach maleństwo kończy okręcanie się i… oddycha z ulgą. Matryca odwrócona.

A gdyby mała nie odwróciła się wtedy w wodzie?

Być może chciałaby robić różne rzeczy na odwrót. Inni wchodziliby drzwiami, a ona tyłem albo od zaplecza. Mogłaby być przekorna, zezłoszczona. Sporo pracy z takim dzieckiem.

Poród w domu w wielu kobietach budzi lęk.

Wtedy lepiej, by rodziły w szpitalu i były spokojne. Jeśli zdarzy się poród nietypowy, warto skupić się na tym, jaka płynie z tego doświadczenia lekcja i jak pracować z maleństwem, by ułatwić mu rozwój, zamiast pogrążać się w poczuciu winy. Jest tyle możliwości pracy z dzieckiem, a zdrowa równowaga kreatywności i intelektu matki pozwala subtelnie, ale skutecznie wpływać na jego charakter.

SARA ZIĘBORAK psychoterapeutka doświadczeń okołoporodowych. Pracuje m.in. z oddechem i świadomością technikami Life Flow Therapy, których uczy w prowadzonej przez siebie szkole. Jest w trakcie specjalizacji z psychologii klinicznej dziecka. Tłumaczka terapeutów i trenerów, właścicielka wydawnictwa New Dawn publikującego literaturę rozwojową.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze