1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Kto się boi samotności?

Kto się boi samotności?

123rf.com
123rf.com
Dla dojrzałej emocjonalnie osoby przebywanie w samotności do nic nadzwyczajnego. Są jednak tacy, dla których samotność oznacza strach i porzucenie. Jak sobie z tym poradzić?

Lęk przed rozstaniem jest naturalnym etapem w rozwoju dziecka, zazwyczaj szczególnie intensywny jest ok 8-11 miesiąca, a potem słabnie. Półtoraroczny malec zaczyna rozumieć, że mama odchodzi i pojawia się z powrotem, radzi sobie z jej nieobecnością. To działa pod warunkiem, że pomiędzy tą dwójką nawiązała się już wystarczająca więź - przedwczesne rozstania mogą mieć poważne konsekwencje w przyszłości. Ci, którzy za wcześnie doświadczyli nieobecności matki – fizycznej albo psychicznej jako dorośli częściej odczuwają problemy z doświadczaniem samotności. Trudniej przychodzi im zaufać, że więź emocjonalna może być równie silna na odległość. Czują potrzebę ciągłego upewniania się, że ktoś ich lubi, kocha, myśli o nich. Z lęku przed odrzuceniem mogą mieć problem z poszanowaniem granic innych albo chcieć kontrolować partnera.

Ale przyczyn niechęci do samotności jest więcej. Niekiedy jest to prostu kwestia przyzwyczajenia - osoby, które były bardzo związane z rodzeństwem, więc w dzieciństwie praktycznie nigdy nie były same, a potem szybko założyły własny dom i znów cały czas spędzały z rodziną, zwyczajnie nie umieją spędzać czasu bez towarzystwa. Warto więc, by planowały i „obłaskawiały” samotność: słuchały przyjemnej muzyki, oglądały zdjęcia, jadły dobry posiłek, medytowały czy modliły się. W ten sposób budują pozytywne skojarzenia związane z chwilami spędzanymi tylko ze sobą.

Silniejsze emocje przeżywają ci, dla których samotność oznacza uwolnienie innych lęków, takich jak strach przed ciemnością czy strach przed powracającymi atakami choroby. Jeszcze inna jest sytuacja osób, które przeżyły różne traumy i w samotności boją się o własne bezpieczeństwo. W przypadkach poważnych zaburzeń lękowych, zwłaszcza zespołów stresu pourazowego najczęściej niezbędna jest pomocy specjalisty: psychologa lub psychiatry. Ale jest o co walczyć - warto nauczyć się przebywać w samotności bez lęku, bo to wspaniała odskocznia od codziennego zgiełku.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Psychologiczne podłoże odczuwania samotności

Co, według badaczy, jest powodem tego, że czujemy się samotni? (fot. iStock)
Co, według badaczy, jest powodem tego, że czujemy się samotni? (fot. iStock)
Samotność doskwiera tak wielu ludziom, że warto przyjrzeć się, co na jej temat mówią badania.

Jak podkreśla Sławomir Prusakowski, psycholog i trener biznesu z Uniwersytetu SWPS: Samotność jest nam czasem potrzebna. Jednak samo poczucie osamotnienia może być efektem braku znajomości własnych potrzeb i trudnym doświadczeniem. Badanie przeprowadzone na Uniwersytecie Kalifornijskim wykazało, że 76% dorosłych czuje się samotnie.

Co może być powodem samotności według badaczy?

Po pierwsze – okoliczności i sposób w jaki żyjemy. Zbyt duża ilość bodźców i przeciążenie informacjami powodują tak duże zmęczenie u niektórych osób, że w następstwie wycofują się one z interakcji społecznych.

Kolejnym powodem samotności może być brak przestrzeni na autorefleksję, która umożliwia nam określenie swoich potrzeb. Jeżeli wokół nas jest chaos, to bardzo trudno jest usłyszeć, co dzieje się w środku nas. A jeśli sami nie odkryjemy swoich potrzeb, trudno nam będzie odnaleźć je w relacjach społecznych.

Innym zjawiskiem, które może być powodem samotności jest obawa, że nie znajdziemy akceptacji w oczach drugiej osoby. Z lęku przed odrzuceniem podejmujemy paradoksalny wybór: wolimy samotność niż odrzucenie.

We wspomnianych badaniach podjęto próbę zdiagnozowania tego, co różni osoby samotne od tych, które nie odczuwają bycia samemu w sposób negatywny. Okazało się, że osoby, które nie czują się samotnie charakteryzują się tak zwaną życiową mądrością. Składa się na nią 6 obszarów i związane z nimi codzienne praktyki:

  • wiedza o życiu – przyglądanie się mu i uważne doświadczanie go,
  • umiejętność zarządzania emocjami – ćwiczenie kontrolowania własnych reakcji na emocje,
  • empatia i współczucie – umiejętność przyjmowania perspektywy innych ludzi,
  • wgląd w siebie – samotność i cisza sprzyjają autorefleksji, która jest kluczowa do budowania relacji z innymi ludźmi,
  • akceptacja różnorodności – akceptując różnych ludzi i różne sytuacje, łatwiej jest nam nawiązać kontakt z innymi,
  • zdolność do efektywnego podejmowania decyzji – nie wystarczy rozumieć, że się jest samotnym i nie wystarczy wiedzieć, jakie ma się potrzeby – trzeba zacząć działać.
Rozwijając te cechy, możemy sprawić, że zminimalizujemy nasze poczucie osamotnienia. Samotność będziemy mogli potraktować jako okazję do zatrzymania się, poświęcenia sobie uwagi i nauczenia się umiejętności, które mogą nam pomóc budować wartościowe i silne relacje z innymi ludźmi – komentuje Sławomir Prusakowski, psycholog.

Źródło: materiały prasowe Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu

  1. Psychologia

Plaga samotności - jak radzić sobie z poczuciem osamotnienia?

Co wpływa na odczuwanie przez nas samotności? Co mówią ostatnie badania? (fot. iStock)
Co wpływa na odczuwanie przez nas samotności? Co mówią ostatnie badania? (fot. iStock)
Czujemy się samotni w wielu sytuacjach i z różnych powodów. Zawsze jest jednak sposób, żeby, mimo trudności, wykorzystać to doświadczenie dla rozwoju osobistego.

 

Poczucie osamotnienia niekoniecznie musi pojawiać się u osób żyjących w pojedynkę. Często występuje w związkach i w rodzinie. Poniżej kilka przykładów, kiedy możemy odczuwać samotność:

Samotność z powodu braku partnera
To najczęstszy powód czucia się samotnym. Wydaje się, że ludzie stworzeni są do tego, żeby doświadczać bliskości. Bez dotyku, przepływu uczuć, seksu - nasz organizm wydziela zbyt mało oksytocyny i endorfin, żeby czuć się w pełni szczęśliwymi. I wtedy dokucza samotność odczuwana bardziej jako bolesne osamotnienie.

Samotność w rodzinie
Niektórzy ludzie nie czują, że są częścią rodziny. Mają poczucie głębokiej odmienności i niedopasowania. Przeżywają wyobcowanie a nawet traumę z powodu wykluczenia. Mogą wówczas doświadczać lęku, bo nie są wspierani przez system rodzinny oraz poczucia winy, z powodu tego, że zasłużyli na ostracyzm.

Samotność w małżeństwie
To też się zdarza i wcale nie rzadko. Ludzie są razem, ale tak naprawdę żyją w znacznym oddaleniu od siebie. Brakuje między nimi bliskości a pojawia się wrogość albo obojętność.

Samotność w grupie społecznej lub w pracy Zwłaszcza introwertycy i wrażliwcy nie potrafią odnaleźć się w grupach. Nie ma w nich często poczucia przynależności do grupy. W towarzystwie innych ludzi tracą dobre samopoczucie, komfort oraz poczucie bezpieczeństwa.

Jak radzić sobie z samotnością?

1. Przełącz się na czucie wewnętrzne.
Pierwszym krokiem w kierunku radzenia sobie z samotnością jest uświadomienie sobie jej. Dlatego zbadaj swoje osamotnienie i to, co w związku z nim czujesz. Najczęściej jest to lęk lub depresyjne nastroje. Każde z uczuć przyjmij i uszanuj.

2. Nie oceniaj źle swojej samotności.
Najczęściej krytykujemy się za to, że czujemy się samotni. „Jestem nieudacznikiem” - mówimy sobie. „Coś musi być ze mną nie tak” - zastanawiamy się. „Widać zasługuję na takie doświadczenie” - wydajemy na siebie wyrok. Tymczasem doświadczanie samotności nie ma nic wspólnego z twoją wartością jako osoby. Tego typu negatywne myśli zamykają cię w bolesnych uczuciach, które nie mogą znaleźć dobrego ujścia. Katujesz się tylko krzywdzącymi myślami i niewiele czujesz.

3. Popatrz na samotność jak na informację.
Jeśli czujesz się samotna w związku, zobacz co się pod tym kryje. Jaka jest kondycja tej relacji, gdzie ty w niej jesteś a gdzie partner. Uświadomienie sobie takiej samotności może być pierwszym krokiem do potrzebnych zmian. Czujesz się samotna w jakiejś grupie ludzi? Nie obwiniaj siebie za to, tylko pomyśl wśród jakich ludzi poczułabyś się dobrze. Poszukaj ich.

4. Podejdź do samotności jak do etapu.
Kiedy jest nam źle w danej chwili, trudno nam zobaczyć większy plan tego, co się dzieje. Podejdź do samotności jako do pewnego etapu w twoim życiu, który minie. Wykorzystaj tę ciszę na introspekcję i regenerację sił. Zasil swoje źródło energii.

5. Wykorzystaj samotność dla siebie.
To najlepszy czas, żebyś zajęła się rozwojem osobistym i wreszcie zaczęła robić to, na co zawsze miałaś ochotę. Naucz się czegoś nowego, zacznij uprawiać sport, popracuj nad swoją atrakcyjnością. Poczuj się ze sobą lepiej. Dzięki samotności można połączyć się ze sobą i własną siłą witalną. Ostatecznie właśnie samotność może doprowadzić do znaczącego związku.

 

  1. Styl Życia

Jak żyć długo i szczęśliwie? 9 lekcji na długowieczność od stulatków z Niebieskich Stref

Określenia „Niebieskie Strefy” pierwszy raz użyli demografowie, którzy badali jeden z rejonów świata, położony na włoskiej Sardynii, gdzie żyło najwięcej stulatków. (Fot. iStock)
Określenia „Niebieskie Strefy” pierwszy raz użyli demografowie, którzy badali jeden z rejonów świata, położony na włoskiej Sardynii, gdzie żyło najwięcej stulatków. (Fot. iStock)
Kto by nie chciał żyć długo i szczęśliwie? Ale spójrzmy na to realnie: los, nawyki, geny… Mieszkańcy Niebieskich Stref przekonują, że mamy wpływ na jakość i trwałość naszego życia. Niektóre ich rady cię zaskoczą.

Określenia „Niebieskie Strefy” pierwszy raz użyli demografowie, którzy badali jeden z rejonów świata, położony na włoskiej Sardynii, gdzie żyło najwięcej stulatków. Dan Buettner, amerykański badacz i pisarz, który interesuje się tematem długowieczności, rozszerzył to pojęcie na inne rejony: Okinawę, Kostarykę, południową Kalifornię oraz grecką Ikarię. Razem z ekipą badawczą wybrał się we wszystkie te miejsca, by poznać sekret długowieczności. – Moim zdaniem to, że dieta, jaką stosują mieszkańcy stref, sposób, w jaki współdziałają, pozbywają się stresu, leczą się, unikają chorób i postrzegają swój świat, zapewnia im dłuższe życie, wcale nie jest dziełem przypadku – pisze Buettner w książce „Niebieskie strefy”. – Wiedza kultur, w których żyją, ewoluowała. I tak jak natura faworyzuje cechy gatunku, które umożliwiają jego przetrwanie, tak moim zdaniem kultura promuje te nawyki społeczności, które najlepiej działają na korzyść długowieczności jej członków.

9 lekcji od stulatków

Buettner na szczęście nie zamierza ukrywać wyników swojego śledztwa. Nie tylko opublikował je w książce, jako 9 lekcji długowieczności, ale też prowadzi dwa pilotażowe programy w ramach projektu Niebieskich Stref. Jak to działa? Na stronie www.bluezones.com obliczysz spodziewaną długość swojego życia oraz liczbę lat, o które możesz je przedłużyć, jeśli zoptymalizujesz jego styl. Najważniejsze jest jednak to, abyś podjęła się stworzenia swojej prywatnej Niebieskiej Strefy. Pomogą ci w tym wskazówki Buettnera oraz jego stuletnich znajomych. Dotyczą głównie diety i regularnego ruchu, ale nie tylko…

Lekcja pierwsza: naturalny ruch

Nie chodzi o to, by raz w roku przebiec triathlon lub trzy razy w tygodniu odwiedzać siłownię (choć oczywiście możesz). Sekret tkwi w umiarkowanej i regularnej aktywności fizycznej, którą niejako wplatasz w swoje codzienne zajęcia. Zamiast podjeżdżać dwa przystanki autobusem, przejdź się, zwłaszcza jeśli pogoda dopisuje. Przesiądź się z samochodu na rower, a zamiast na kawę, umawiaj się ze znajomymi na spacery. Możesz zapisać się na spokojne, wymagające niewielkiego wysiłku zajęcia, np. pilates, tai-chi czy jogę. Możesz też celowo „utrudniać sobie” codzienne, zwykłe czynności: chodź schodami zamiast jeździć windą, codziennie myć podłogę albo sprzątać jakieś trudno dostępne miejsce, a jeśli masz przed domem trawnik, koniecznie kup sobie grabie i łopatę do śniegu. Stulatkowie stawiają też na uprawianie ogródka.

Lekcja druga: Hara hachi bu

Tę konfucjańską formułkę zwykli wypowiadać przed jedzeniem Okinawczycy, a znaczy ona mniej więcej tyle: zawsze najadaj się tylko w 80 proc. Skuteczność niskokalorycznej diety potwierdzają badania naukowe – jednym z efektów jest zahamowanie niszczenia komórek przez wolne rodniki. Nie mówiąc już o skutku ubocznym, czyli utracie wagi, która z kolei korzystnie wpływa na ciśnienie oraz poziom cholesterolu. Okinawczycy jedzą do momentu, kiedy nie są już głodni, ale nie syci. W wypracowaniu tego nowego nawyku pomoże ci stosowanie mniejszych naczyń i kupowanie produktów w mniejszych opakowaniach. Nigdy nie jedz też w biegu i na stojąco, przeżuwaj powoli, delektując się smakiem. Największy posiłek zjadaj w pierwszej połowie dnia, najmniejszy – późnym popołudniem lub wieczorem. Tak właśnie robią Sardyńczycy i mieszkańcy półwyspu Nicoya.

Lekcja trzecia: Rośliny rządzą

Większość mieszkańców Niebieskich Stref rzadko ma do czynienia z wysoko przetworzonym jedzeniem, nigdy nie wyrobili sobie też nawyku picia gazowanych napojów czy podjadania słonych przekąsek. Jedzą mało mięsa, także z tego powodu, że zwykle mieli do niego ograniczony dostęp. Podstawą ich diety są wyhodowane we własnym ogródku warzywa, a także twarda pszenica, słodkie ziemniaki, fasola czy kukurydza. Okinawczycy stawiają też na tofu, które dla nich odgrywa podobną rolę jak pieczywo we Francji. Ikaryjczycy z kolei zachwalają ziołowe herbaty, pite nieśpiesznie i regularnie. Ograniczyć mięso nie znaczy całkowicie z niego zrezygnować. W czterech spośród pięciu Niebieskich Stref dużą popularnością cieszy się wieprzowina. Chodzi o to, by nie jadać jej regularnie, a raczej „od święta”. Prawdziwą furorę wśród pokarmów sprzyjających długowieczności robią orzechy, zwłaszcza ziemne, laskowe, włoskie, migdały, pekany oraz pistacje.

Lekcja czwarta: Grona życia

Według badaczy piwo, wino i wódka, pite w niewielkich ilościach, mogą mieć korzystny wpływ na nasze zdrowie. Na Okinawie codziennie pije się czarkę lub dwie sake z przyjaciółmi, a na Sardynii nie wyobrażają sobie, by zjeść posiłek bez szklaneczki czerwonego wina. Zwłaszcza wino jest chwalone za swoje właściwości prozdrowotne, zawiera bowiem polifenole, utrzymujące tętnice w dobrej kondycji, a jego picie podczas posiłku sprawia, że wolniej i mniej jemy. Uwaga – dozwolona ilość to jeden–dwa kieliszki dziennie.

Lekcja piąta: Mieć cel

Różnie można wytłumaczyć zalecenie tej lekcji, generalnie chodzi o powód, dla którego warto budzić się każdego dnia. Silne poczucie sensu i posiadanie motywacji do życia chroni przed stresem, zmniejsza też ryzyko zachorowania na Alzheimera, artretyzm czy udar. Poczucie celu nie musi wynikać z jakiejś szczególnej misji, jaką mamy do wykonania, to może być chęć zobaczenia, jak nasze dzieci dorastają, posiadanie ciekawego hobby czy opiekowanie się psem ze schroniska. Może to być chęć nauczenia się nowych rzeczy: gry na jakimś instrumencie, jazdy konnej czy nowego języka. Warto podejmować się nowych, trudnych na początku rzeczy – to utrzymuje nasz mózg w dobrej kondycji. Dobrze jest mieć też bliską osobę, z którą można o swoim celu porozmawiać.

Lekcja szósta: Nie spiesz się

Stulatkowie wiedzą, że kiedy gonimy na oślep za jakimś iluzorycznym celem, jak pozycja zawodowa, prestiż czy sława, omijają nas najcenniejsze chwile w życiu. Kluczem do szczęścia jest umiejętność robienia sobie przerw – choćby pogapienie się na drzewa w parku czy wyjście na smaczny lunch mimo nawału pracy. Zwolnienie jest nam potrzebne, aby mogli uchronić się przed przewlekłym stresem, który jest swego rodzaju stanem zapalnym organizmu. Negatywne skutki takiego zapalenia to m.in. schorzenia typowe dla wieku starczego, jak choroba Alzheimera, cukrzyca i miażdżyca. Dlatego niech każdy weekend czy urlop będą czasem świętym. Nasze ciało nam za to podziękuje. Zwolnieniu obrotów sprzyjają wszelkie praktyki duchowe, jak modlitwa czy medytacja, a także ograniczenie hałasu w miejscach, w których często przebywamy. Bardzo pomocne może być też wypracowanie w sobie nawyku przychodzenia 10 minut wcześniej na spotkania.

Lekcja siódma: Duchowa więź

Nie ma znaczenia, czy jesteś muzułmanką, chrześcijanką, buddystką czy żydówką – szczęśliwe stuletnie osoby zawsze są pełne wiary. Badania przeprowadzone przez „Journal of Health and Social Behaviour” udowodniły, że uczestnictwo w nabożeństwach, nawet raz w miesiącu, pozytywnie wpływa na długość naszego życia. To działanie można porównać do wpływu umiarkowanej aktywności fizycznej. Po pierwsze, osoby wierzące rzadziej przejawiają szkodliwe dla zdrowia zachowania, a uczestnictwo w nabożeństwach skłania do refleksji i wyciszenia. Niebagatelną rolę odgrywa też poczucie przynależności do wspólnoty. Jeśli jeszcze nie znalazłaś swojej duchowej drogi – szukaj, próbuj, to też daje spełnienie.

Lekcja ósma: Bliscy najważniejsi

Długowieczni mieszkańcy Niebieskich Stref zawsze na pierwszym miejscu stawiają rodzinę. Wychodzą za mąż, żenią się, mają dzieci i wspólnie spędzają z nimi czas. Dbają o tych, których kochają, a oni odwdzięczają się im tym samym. Badania potwierdzają, że starsze osoby mieszkające z dziećmi są mniej podatne na choroby i nie doświadczają stresu. Samotność nie sprzyja zdrowiu i dobremu samopoczuciu. Dlatego jeśli masz szczęśliwą rodzinę, poświęcaj jej jak najwięcej czasu i dbaj o wasze rytuały: codziennie wspólnie zjedzony posiłek, raz do roku wyjazd na wakacje, raz w tygodniu wspólne wyjście. Stwórzcie też w domu „miejsce pamięci”, czyli np. ścianę z fotografiami przodków. A jeśli nie masz rodziny, stwórz ją ze zdjęć przyjaciół i znajomych.

Lekcja dziewiąta: Wśród swoich

Rodzina to jedno, ważne jest także, by otaczać się ludźmi myślącymi jak my. Więzi społeczne stanowią nieodłączny element kultury Niebieskich Stref. Sardyńczycy każdy dzień kończą w miejscowym barze, gdzie w gronie przyjaciół opowiadają, jak minął im dzień. Silne więzi społeczne są w stanie zrekompensować nawet brak partnera życiowego. Dlatego jeśli chcesz żyć długo i szczęśliwie, określ, kto należy do twojego kręgu „pokrewnych dusz”, czyli kto jest ci przyjazny, otwarty, wspiera cię w twoich postanowieniach, towarzyszy ci w radościach i smutkach – i przebywaj z tymi osobami jak najczęściej. Poza tym nie bądź zrzędą, daj się lubić, nie noś w sobie urazy i nie bądź zazdrosna. Spędzaj przynajmniej 30 minut dziennie z osobą z twojego kręgu.

  1. Psychologia

Jestem sama, bo…

Kiedy bycie samemu staje się bardziej darem niż torturą, wiesz, że twoje szczęście nie jest przez nikogo uwarunkowane. (Fot. iStock)
Kiedy bycie samemu staje się bardziej darem niż torturą, wiesz, że twoje szczęście nie jest przez nikogo uwarunkowane. (Fot. iStock)
Nastawienie na własny komfort i potrzeby. Zbyt wysoko ustawiona poprzeczka oczekiwań. A może lęk wyniesiony z dzieciństwa, chęć bycia niezależną i samostanowiącą o sobie. Samotność z wyboru czy przypadku ma wiele przyczyn i… nie musi być taka straszna

W kulturze skupionej na dążeniu do zaspokojenia indywidualnego prawa do szczęścia, wśród singli, którzy znakomicie radzą sobie w pojedynkę, coraz częściej pojawiają się głosy, że bycie samemu to nie zawsze otwarty manifest dojrzałej samodzielności, ale sposób życia, którego się wcale nie planowało. Osoby po rozwodach, choć podjęły tę decyzję świadomie, przyznają, że odzyskana niezależność nie jest wcale taka kolorowa. Choć zmienia się społeczny obraz małżeństwa – już nie jest ono ostoją wartości i gwarantem stałości, a coraz więcej rodzin jest patchworkowych – to nadal tęsknimy za trwałym, szczęśliwym związkiem. Gdyby ktoś zagwarantował nam, że tam za rogiem czeka ktoś, z kim będziemy szczęśliwi, mało kto powiedziałby „nie”.  Nikt nie chce być sam, nawet jeśli twierdzi że chce.

Hania, 40-letnia singielka, mówi wprost: – Ktoś, kto ucieka przed związkiem, jest w pewnym sensie upośledzony emocjonalnie – tak myślę. Jasne, można całe życie przeżyć samemu, ale właściwie po co? Bywają też tacy, którzy mimo że mają żony czy mężów, są sami, ale tak naprawdę nie do końca sami, bo jednak mają do kogo się odezwać w domu czy nawet z kim się pokłócić! Mają kogo prosić o zakupy czy nawet na kim wieszać psy! To zupełnie co innego niż bycie samemu naprawdę... Generalnie nie zazdroszczę mężatkom, bo bardziej mój odruch wymiotny wzbudzają zdrady, fałsz i obłuda. I chęć bycia żoną, żeby odhaczyć obrączkę na palcu – dodaje. – Cel główny: nie być starą panną. A gdzie miłość? Gdy tak patrzę na niektóre mężatki, to mam wrażenie, że trzymają się związku głównie ze strachu, by nie być samą, i są też takie, którym wydaje się, że obrączka na palcu jest wystarczającym powodem, by na niezamężne koleżanki patrzeć ze współczuciem lub pogardą.

Dobra samotność

Choć samotność doskwiera, to bywa też zbawienna. Zwłaszcza jeśli wypełnia czas „pomiędzy” – gdy już zakończyliśmy ważną relację, a jeszcze nie nawiązaliśmy nowej. Wtedy możemy bliżej przyjrzeć się sobie, bez pośpiechu, bez zagłuszania deficytów kimś lub czymś z zewnątrz, gdy możemy sprawdzić, jak mi ze sobą jest, z czym sobie dobrze, a z czym gorzej radzę, jakie są moje największe potrzeby, ale i najważniejsze potencjały. Gdy nie patrzymy na potencjalnego partnera jak na kogoś, kto nas wypełni, uzupełni (jakbyśmy sami byli niewystarczająco kompletni). Idealna „druga połówka” może się nigdy nie pojawić. Z prostego powodu – bo jej nie ma. Każdy z nas jest całością, jest kompletny. Dobrze to wiedzieć zwłaszcza w czasach, gdy małżeństwo nie gwarantuje ani bycia szczęśliwszym, niż kiedy jest się samemu, ani czegoś stałego, co daje poczucie bezpieczeństwa. To poczucie możemy dać sobie tylko my sami. I warto się tego dowiedzieć właśnie wtedy, kiedy akurat nie jesteśmy z nikim w związku. Wojciech Kruczyński, psycholog, autor książki „Wirus samotności”, mówi: – Jeśli umiesz cieszyć się samym sobą, dla innych ludzi jest to sygnał, że masz wiele do zaoferowania – że przebywając blisko Ciebie nie tylko nie będą czuli się wykorzystywani, ale wręcz zostaną w jakiś sposób zainspirowani, wzbogaceni lub ogrzani Twym wewnętrznym ogniem.

Basia, 36-latka, zawsze myślała, że będzie mieć dom, męża i dwójkę dzieci. Na potencjalnych partnerów na męża patrzyła dość krytycznie, wyszukując cechy, które mogą przeszkodzić w dopełnieniu tego obrazu. Z czasem, gdy już uznała, że ideału nie ma, gotowa była związać się z aktualnym chłopakiem, próbując zaakceptować go takim, jakim jest. Był już pierścionek zaręczynowy i miał być ślub… Realna szansa, że plan się ziści, okazała się jednak zbyt przerażająca i dziś Basia od kilku lat jest sama. – Może to wyświechtane, ale w pojedynkę każdy dylemat, nawet najdrobniejszy, urasta do rangi megaproblemu, tragedii, czarnej dziury, katastrofy. Może trochę przesadzam, ale w pojedynkę trudniej się „ogarnąć” i znów przyjąć „właściwą perspektywę rzeczy” – wyznaje. – Przyjaciele? Pewnie, są bardzo ważni, ale z doświadczenia wiem, że kiedy ten sam problem przegada się z osobą bliską sercu, ma się wrażenie, że jest was dwoje do rozwiązania tej kwestii. A kiedy ten sam problem omawiasz z przyjaciółką – dostajesz rady, wskazówki, a i tak wszystko spoczywa na twoich barkach. Mimo pomocy, jesteś sama i sama musisz to zrobić. Odkąd jestem singielką, brakuje mi na co dzień męskiej energii. Po pracy zazwyczaj nie chce mi się samej iść do kina, na spacer, na piwo czy coś ugotować. Siadam i czytam książkę, pracuję, oglądam film w telewizji, ale sama. Brakuje kogoś, kto powie: „Chodź, idziemy na spacer”. Tęsknię za ciepłem drugiego człowieka, pocałunkami, seksem, dotykiem. Tęsknię za „okazywaniem i odbieraniem”, że się komuś podobam, że ktoś na mnie zwraca uwagę, że jestem dla kogoś atrakcyjna... Próżne? Może tak, ale bardzo ważne. Bez tego niezwykle trudno stawić czoło życiu i światu, a kiedy się wie i czuje, że ktoś za tobą stoi i cię wspiera, jest łatwiej.

Choć tęskni za związkiem, przyznaje, że lubi też być sama: – Doceniam bycie samej ze sobą. Za możliwość wykonywania różnych dziwnych rzeczy o rozmaitych porach dnia i nocy. Namiętnie korzystam z kąpieli o 13.00 lub 14.00. Nikt mi nie zawraca głowy, nikt nie stuka do drzwi. Doceniam i korzystam z tego. Bezkarnie mogę nałożyć maseczkę na twarz – bez jej utraty przed moim ukochanym.

Dopiero gdy umiemy być sami, gdy kochamy siebie łącznie z naszymi wadami, to możemy pokochać kogoś także z jego wadami. – Kiedy bycie samemu staje się bardziej darem niż torturą, wiesz, że twoje szczęście nie jest przez nikogo uwarunkowane – mówi Bob Mandel, pisarz i terapeuta, autor książki „Terapia otwartego serca”. – Wówczas możesz wybierać związki, które automatycznie odzwierciedlają miłość, jaką znalazłeś w sobie.

I – dodam od siebie – nikomu niczego nie zazdrościć.

  1. Psychologia

Relacje jako antidotum na samotność

Relacje to inwestycja i – tak jak każda inwestycja - wymagają podjęcia decyzji, zaakceptowania ryzyka i wysiłku. (Fot. iStock)
Relacje to inwestycja i – tak jak każda inwestycja - wymagają podjęcia decyzji, zaakceptowania ryzyka i wysiłku. (Fot. iStock)
Jak to się dzieje, że w świecie, który podsuwa tyle narzędzi służących komunikacji, daje tyle możliwości spotkania nowych osób coraz więcej ludzi czuje się samotnie? Co możemy zrobić, aby uchronić się przed pułapką długotrwałego osamotnienia? Co możemy zrobić, aby uchronić się przed pułapką długotrwałego osamotnienia?

Jak to się dzieje, że w świecie, który podsuwa tyle narzędzi służących komunikacji, daje tyle możliwości spotkania nowych osób coraz więcej ludzi czuje się samotnie? Co możemy zrobić, aby uchronić się przed pułapką długotrwałego osamotnienia?

Artykuł archiwalny

Samotność zwykła kojarzyć się z wiekiem podeszłym, jednak w ostatnich latach sytuacja zmieniła się fundamentalnie - problem samotności dotyka coraz większej liczby osób. Według danych przytoczonych przez Susan Pinker w znakomitej i szeroko komentowanej książce „Efekt wioski” 12-23% współczesnych Amerykanów nie ma z kim porozmawiać. W krajach takich jak Polska, Węgry, Słowacja czy Rosja aż 34% społeczeństwa deklaruje, że boryka się z samotnością. Może ona oczywiście być następstwem rozwodu, wyprowadzki dzieci z domu, ale nie omija również osób żyjących w związkach czy w rodzinie.

Samotność zabija. I to dosłownie. U ludzi, którzy przez dłuższy czas odczuwają bolesną samotność, podnosi się poziom kortyzolu – hormonu stresu, którego długotrwałe działanie wyniszcza organizm. To między innymi dlatego ludzie ci są bardziej podatni na choroby, częściej zapadają na depresję oraz mają duże trudności z rozwiązywaniem problemów. W trakcie wieloletniej praktyki terapeutycznej zaobserwowałem, że samotność towarzyszy niemal wszystkim problemom, z jakimi zgłaszają się pacjenci. Co więcej: często jest ich pierwotnym źródłem. Dokładnie odwrotnie sprawy wyglądają u ludzi, którzy otoczeni są gronem oddanych przyjaciół: osoby te żyją dłużej, są bardziej optymistycznie nastawione do życia, szybciej dochodzą do siebie nawet po bardzo ciężkich chorobach oraz znacznie lepiej radzą sobie z rozwiązywaniem problemów.

Dlaczego samotność jest aż tak destruktywna? Wyjaśnienie znajdujemy w przytoczonych w „Efekcie wioski” naukowych dociekaniach profesora Johna Cacioppo z University of Chicago. Skoro ludzkie mózgi ewoluowały w czasach, gdy przetrwanie mogła zapewnić jedynie społeczność, a izolacja wcześniej czy później prowadziła do śmierci poprzez głód lub atak drapieżnika, nie powinno nas dziwić, że pojawił się pewien system ostrzegawczy. Systemem tym jest dotkliwe uczucie samotności, które w swej istocie podobne jest do głodu, pragnienia czy bólu fizycznego. Jeśli z jakiegoś powodu jednostka odłączyła się od grupy, uczucie to spełniało rolę alarmu, który mówił: jeśli szybko nie znajdziesz swoich, zginiesz.

Pułapki współczesnego świata

Po pierwsze: zwodnicza łatwość. Pozorny kontakt. To, że w każdej chwili możemy otworzyć Internet i wejść na portal randkowy, Facebook, Skypa czy grupę tematyczną i poznać nową osobę, wcale nie znaczy, że nawiążemy z nią bliższą relację.

Po drugie: brak czasu. Nie jest tajemnicą, że współczesny świat wymusza na nas coraz szybsze tempo życia: awanse w pracy, podążanie wybraną ścieżką kariery czy nacisk na samodoskonalenie. Jeśli dodamy do tego rodzinę i osobiste problemy, to okazuje się, że w takiej rzeczywistości wyjścia ze znajomymi czy rozmowy z przyjaciółką traktowane są najczęściej jako strata czasu.

Po trzecie: brak świadomości. Czy zdajemy sobie sprawę, jak ważne są dla nas autentyczne więzi z innymi? Czy świadomie uczymy się, w jaki sposób możemy je budować i utrzymywać? Prawda jest taka, że jeśli nie mamy odpowiednich wzorców wyniesionych z domu lub z natury nie jesteśmy osobami zbyt towarzyskimi, często zbyt późno orientujemy się, że wpadliśmy w samotność.

Tylko głębokie i trwałe więzi mogą nas uzdrowić. Jednak ich nawiązanie i podtrzymanie kosztuje: wymaga czasu, energii, oddania, dzielenia wspólnych doświadczeń. Czy potrafimy inwestować w relacje? Przyjrzyjmy się pod tym kątem własnemu życiu.

Nauka nawiązywania relacji w pigułce

Czy nawiązywania szczerych i głębokich relacji można się nauczyć? Tak, podobnie jak każdej innej umiejętności. Relacje to inwestycja i – tak jak każda inwestycja - wymagają podjęcia decyzji, zaakceptowania ryzyka i wysiłku.
  • Zaryzykuj kontakt twarzą w twarz, zastąp nim kontakty wirtualne.
  • Wyjdź do świata, poznaj swoje najbliższe otoczenie, zaciekaw się nim. Choćby miały to być 5–minutowe pogawędki przy okazji wyjścia do sklepu czy koszenia trawy.
  • Zauważ, że wokół Ciebie mieszkają inni ludzie. Sprawdź, czy odwzajemnią Twoje spojrzenie, uśmiech. Poczuj, jak przyjemnie jest być zauważonym.
  • Inwestycja wymaga wysiłku – pamiętaj o urodzinach i ważnych dla bliskich Ci osób wydarzeniach. Świętuj z nimi, ciesz się ich radościami, płacz z nimi w smutku, złość się, kiedy jest to potrzebne.
  • Zaangażuj się we "wspólne chwile". Zaproś znajomych do siebie na mecz, na wspólne zabawy waszych dzieci, na twoje urodziny albo bez okazji.
  • Daj sobie szansę, żeby poczuć się dla innych kimś ważnym. Oczywiście jesteś ważny pomimo wszystkiego, stwórz jednak okazję, aby osoby z Twojego otoczenia mogły to wyrazić. To bardzo przyjemne i budujące.
  • Myśl o relacjach tak, jak myślisz o ćwiczeniach, rozwijaniu różnych umiejętności.
  • Zarezerwuj sobie miejsce w kalendarzu na spotkania z przyjaciółmi.
  • Dziel pasje z innymi.
  • Naucz się budować relacje, być blisko, ale po swojemu. Pamiętaj, nie ma żadnego wzorca bycia w bliskich związkach, nie ma na świecie drugiej takiej osoby jak Ty.
  • Bierz i dawaj tyle, ile potrzebujesz i tylko tyle. Bliskość i relacje to najlepsza i najpewniejsza inwestycja, na jaką możesz się w życiu zdecydować. Zwrot gwarantowany.
Przy pracy nad artykułem opierałem się na książce Susan Pinker „Efekt Wioski”, której przeczytanie w całości gorąco polecam osobom zainteresowanym budowaniem głębokich, uzdrawiających więzi.