1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Przemoc wobec siebie

Przemoc wobec siebie

fot.123rf
fot.123rf
Joanna Szpak-Ostachowska: Wiem, że mi to szkodzi, a robię to. Wiem, co mi pomaga, ale tego nie robię. To jest przemoc wobec siebie. Aleksandra Künstler: Jak łatwo uwierzyć, że to, co złe, bolesne, jest dla nas dobre! Agnieszka Czapczyńska: Pytam kobiety, czy lubią swoje ciało. Nie lubią. Czy jest jakaś część ciała, która im się podoba? No, może paznokcie. O kondycji psychicznej współczesnych kobiet mówią kobiece przewodniczki.

Kobieta rodzi dziecko. To mocne, kluczowe kobiece doświadczenie konfrontuje z tymi obszarami w nas, których wcześniej nie byłyśmy świadome.

Joanna:
Doświadczenie macierzyństwa odkrywa być może po raz pierwszy w sposób tak spektakularny, jak bardzo spuścizna gorszości, stawiania siebie na dalszej pozycji, jest ciągle żywa.

Aleksandra:
Przez pierwsze miesiące to nowe doświadczenie, nowe życie w sposób naturalny kobietę zasila. Symbioza z dzieckiem trwa średnio pół roku. Później wewnętrzny barometr mówi: „Już mam dosyć, przyszedł nowy etap”. Jednak ten głos jest przytłumiony, bo nie można, bo będziesz złą matką. Cena tego wyparcia jest wysoka; frustracja, żal, wściekłość, nastroje depresyjne. Kobieta odkrywa, że znajduje się w izolacji, odcięta od ludzi, od innych kobiet, od wspólnoty, społeczności. Partner pracuje, wyjeżdża na narty, wychodzi na tenisa.

Joanna:
Na spotkaniach kręgów matek, które prowadzimy z Olą, kobiety mówią o ogromnym zmęczeniu, o tym, jak fatalnie się czują. Piękne, mądre, wykształcone, fantastyczne kobiety, żony, matki mówią, jak źle traktują siebie na podstawowym poziomie – jedzenia, spania. Dla dziecka wszystko musi być najlepsze, domowe, wyszukane, a ja zjem kanapkę z żółtym serem kupioną w sklepie po drodze, resztki, okruchy. Mówią o wstydzie z tym związanym. No bo jak się przyznać, że przez kilka miesięcy nie zjadłam ciepłej zupy. Bardzo mnie to porusza, bo też tak robiłam. Czasem przychodzi otrzeźwienie: na gazie zupa dla dzieci z drogich ekologicznych warzyw, po które jechałam przez pół miasta, a ja jestem głodna. I do głowy mi nie przyjdzie, że ta zupa jest też dla mnie. Albo przysiadanie na kancie krzesełka, gdy cała rodzina siedzi wygodnie przy stole.

Aleksandra:
Usuwam się w cień, przestaję o sobie myśleć, niemal przestaję istnieć, oddychać. Pozwalam na niedocenianie mojej roli, nieszanowanie potrzeb. Gdy dziecko podrasta, kobieta mogłaby zrobić coś, co ją nakarmi, zasili. Jednak już siebie porzuciła, przyzwyczaiła się, że jest na ostatnim planie. Na zajęcia z jogi, które prowadzę, przychodzą matki, które wychowały dwoje, troje dzieci, ze zniszczonymi kręgosłupami; czują, że je coś boli, ale nie dają sobie prawa do tego, żeby wyjść same dla siebie na spacer, na basen, poćwiczyć.

Joanna:
Wyspać się, odpocząć. To jest poziom przetrwania. W takim stanie trudno myśleć o zaspokojeniu potrzeb wyższego rzędu, jak potrzeba miłości, bezpieczeństwa, duchowości, wspólnoty, rozwoju, radości, harmonii.

Agnieszka:
W grupach, które prowadzę, pytam kobiety, czy lubią swoje ciało. Nie lubią. Czy jest jakaś część ciała, która im się podoba? No, może paznokcie. Cały system przekonań, który mamy o swoim ciele, jest przemocowy. Patrzymy na siebie jak oprawca. Wszystko do poprawki. Ta przemoc się rozwija w miarę, jak my się zmieniamy. Przejawia się w tym obszarze, który właśnie teraz jest dla nas ważny. Pracuję z kobietami młodymi, w średnim wieku i starszymi. 20-latki, piękne jak kwitnące kwiaty jabłoni, mówią, że są grube, brzydkie i beznadziejne. 30-latki z doktoratami, studiami podyplomowymi i znajomością trzech języków twierdzą, że są mało profesjonalne. Żony, matki i kochanki wiadomo: daleko do ideału, bo nie robią tego, tego i jeszcze tego. Ostatnio 70-latka ważąca 50 kilogramów powiedziała mi, że jest gruba!

Staramy się dobrze wyglądać, być dobre, kochające – to pozytywna intencja kobiecych działań.

Joanna:
Słyszymy, jak kobiety ze ściśniętym gardłem mówią na przykład o ekologicznym odżywianiu czy o rodzicielstwie bliskości. To, co miało być karmiące i dobre, przemienia się w udrękę. W rodzicielstwie bliskości chodzi o to, by dzieci nie były wychowywane w chłodzie i w dystansie, tylko w bliskości. To idea bardzo mi bliska, ale każdą ideę można wykorzystać przeciwko sobie, jeżeli wewnętrzny oprawca ma nad nami władzę. To, co dobre, zmienia się wtedy w bezwzględny przymus. Oddajesz się dziecku bez reszty. I w końcu padasz udręczona tą bliskością i miłością. I to nie dotyczy tylko macierzyństwa; ten mechanizm zatracenia praktykujemy w pracy, w innych związkach, w relacji ze sobą.

Aleksandra:
Okazuje się, że bardzo trudno usiąść z rodziną i powiedzieć: „Jest mi ciężko, nie daję rady”. Kobiety mówią, że gdy zaczynają takie rozmowy w swoich domach, od razu płaczą. Zdarza się, że głos skargi mężczyzna słyszy pierwszy raz. Dopiero wtedy orientuje się, że jest jakaś potrzeba, jakaś prośba.

Joanna:
Stawiamy sobie ogromne wymagania bycia na pełnych obrotach we wszystkich sferach życia. Teraz trzeba być superzadbaną mamą, szczęśliwą kobietą w szczęśliwym związku, mieć superfajną pracę, w której się spełniam. Jeśli się nie spełniam, to niech przynajmniej ta praca będzie dobrze płatna. Jeśli to się nie udaje, oceniam siebie bezwzględnie, zachowuję się wobec siebie agresywnie.

Agnieszka:
Wewnętrzny sprawca przemocy nie mówi, że 90 procent rzeczy zrobiłaś dobrze, a pozostałe dziesięć to pole do rozwoju. Skupia się wyłącznie na tych dziesięciu procentach. I już nie widać, ile rzeczy się udało, już nie mogę siebie cenić, lubić. Nieważne, że napisałam dobry projekt, ważne, że zapomniałam wpisać jeden wniosek. Ten głos zahacza o konkret, o coś małego, odrobinę prawdy, uczepia się tej odrobiny i wyolbrzymia ją do niebotycznych rozmiarów. Trudno go rozpoznać, ponieważ wewnętrzna przemoc odbywa się na nieświadomym poziomie. Ale czujemy ją w ciele, które nagle zaczyna słabnąć, energia zjeżdża w dół.

Joanna:
Można powiedzieć, że to banały. Gdy jednak żywe kobiety pokazują nam ten banał, to jest przejmujące. Mówią ze łzami w oczach: „Tu się nie wyrabiam, tam się nie wyrabiam, a powinnam!”. Jaka rozpacz się uruchamia! Jakie poczucie winy!

Aleksandra:
Wewnętrzny sprawca przemocy przekonuje, że nie mogę powiedzieć „nie”, nie mogę odmówić dziecku, partnerowi. „On ma pasje, projekty, jest wielki”. Więc ona w imię bycia dobrą dla niego, dla siebie jest totalną zołzą, odmówiła sobie wszystkiego, przewraca się ze zmęczenia. Mówi: „Ja mam w domu tortury: nie mogę się wyspać, nie jem prawie nic cały dzień, czasem nawet wysikać się nie mam czasu”.

Joanna:
Kobiety nie chcą być zołzami, złymi żonami, partnerkami, ale tłumienie swoich potrzeb powoduje, że stają się takimi. Mówią: „Nie mogę siebie słuchać! Zrzędzę, marudzę, wrzeszczę, wyzywam, nie szanuję partnera, wściekam się na dzieci. Robię awanturę o niewyrzucone śmieci!”. Przemoc słowna, której dokonuję na rodzinie, to sygnał, że zaniedbuję siebie, że coś mnie boli, ale nie dopuszczam tego do głosu. To się przenosi na relację z partnerem. W związku nie ma seksu, bliskości, zostaje przepychanka. Miało być tak cudownie, a co się porobiło. Kobiety obwiniają siebie, mówią sobie w duchu bardzo złe rzeczy: „Jesteś głupia, nieodpowiedzialna, szybciej, nie nadajesz się, coś z tobą nie tak”. A potem zamiast odpocząć, patrzą w telewizor albo w komputer i jedzą cukierki. I czują się jeszcze gorzej.

Agnieszka:
W kulturze, w której żyjemy, zawsze jesteśmy niewystarczająco dobre, więc nie możemy o sobie dobrze myśleć. Umieramy z tym. Na starość zaczynasz czuć się jeszcze gorzej, bo jesteś stara, słabiej słyszysz, nie ogarniasz komputera. To w równym stopniu dotyczy mężczyzn. Mężczyźni niszczą siebie skuteczniej niż kobiety, umierają kilka lat wcześniej niż my. Scenariusz bycia mężczyzną i kobietą w naszej kulturze jest przemocowy, bo oparty na przymusach, osądach, porównaniach, presji. My musimy odciąć się od naszej siły, asertywności, złości, mocy, ran. Mężczyźni – od własnej delikatności, wrażliwości, emocjonalności, bezsilności, zależności. Czytałam niedawno ciekawe badania dotyczące nastolatków. To jest grupa podwyższonego ryzyka autoagresji, samobójstw. Jedna z teorii mówi, że jest to związane z wchodzeniem do klatki bycia mężczyzną i kobietą. Młody człowiek, żeby się dopasować, musi przyswoić zestaw przemocowych przekonań, zabić kawałek siebie: stać się męskim, czyli twardym, nieokazującym bólu i słabości mężczyzną, podległą kobietą.

„Muszę”, „powinnam”, „trzeba” i „należy” zamieniamy na „chcę”, „wybieram”, „decyduję się”, „działam”. To ciągle niełatwy dla kobiet proces.

Aleksandra:
Na przykład kobieta rodzi pierwsze dziecko w niesprzyjającym, zimnym otoczeniu. Ciało mówi jej: „To nie jest dobre miejsce, ci ludzie mnie przerażają”. Doświadcza bólu, przemocy, a jednak z drugim dzieckiem idzie do tego samego szpitala. Dlaczego sobie to robimy? Przecież są miejsca, gdzie można urodzić spokojnie, z poczuciem bezpieczeństwa, z poszanowaniem intymności, gdzie nikt cię nie oszukuje, nie krzyczy, słucha, pyta o zgodę. Wystarczy wcześniej o to zadbać, przygotować się, zrobić rozeznanie. Świadoma kobieta, która szanuje siebie, ufa sobie i nie stosuje na sobie przemocy, może odmówić przemocowych szpitalnych procedur i zabiegów.

Joanna:
Nikt nas nie uczył, że trzeba o siebie dbać, że to ważne. Że idziemy spać po to, aby ciało było zdrowe i szczęśliwe. Jemy po to, by karmić siebie najlepszą energią. Cieszymy się, aby się rozluźnić. Raczej słyszałyśmy: „Śpij, bo musisz, jedz, bo musisz”. Ja mówię sobie i swoim dzieciom, że zasypianie jest dobre, jedzenie jest dobre, to jest cudowny potencjał.

Aleksandra:
Chodzi o zasilanie siebie na bieżąco: wiem, co mnie karmi, i robię to. Lubię tańczyć, więc tańczę, zamiast mówić, że muszę kiedyś pójść potańczyć. Lubię przyrodę, więc jadę do lasu. Czuję, że ciało domaga się ruchu, więc ćwiczę. I tak dalej. Nie trzeba jechać na koniec świata, tylko już teraz przez najbliższe pół godziny zadbać o siebie. Jestem tak samo ważna jak każdy członek mojej rodziny. Jestem ważna dla siebie. Jestem ważna dla wszystkich i wszyscy są ważni dla mnie.

Joanna:
Zrobię sobie zupę – to jest przejaw miłości do siebie. Znajdę czas i energię, żeby zaplanować, co kupić, pójdę po warzywa do sklepu, obiorę je, wrzucę do garnka, ugotuję i zjem. I wpiszę w rodzinny grafik dni, kiedy na przykład biegam lub robię coś dla siebie. Mam dla siebie pół godziny – bez obowiązków, dzieci, siatek. Zwykłe bieganie staje się ozdrowieńczym procesem; przychodzi świadomość, że jestem dla siebie ważna, totalne wzruszenie. Wszystkie wiemy, co nas zasila: aktywność fizyczna, spacer, śmiech, zabawa, dobry czas w dobrym towarzystwie. To są rzeczy proste, dostępne i możliwe.

Agnieszka:
Bardzo pomaga świadomość, że doświadczamy kulturowej przemocy, że nie tylko my, ale wszyscy ludzie się z tym borykają. Ta historia nigdy się nie skończy, dopóki nie zakończymy jej w swojej głowie.

Joanna:
Byłam wstrząśnięta, gdy przeczytałam swoje pamiętniki z młodości. Czytając, miałam wrażenie, że podłączyłam sobie kroplówkę z toksyną. Nigdy nikomu nie powiedziałabym takich złych słów, jak wtedy sobie. Spaliłam te pamiętniki.

Aleksandra:
Długo byłam w związku z kimś, kto mnie nie kochał. Kilka razy dostałam informację: „Już cię nie chcę, będę cię ranić”. Brnęłam, jak ślepa: „Kocham cię, rań mnie dalej!”. On w końcu na szczęście zerwał ten związek. Jak łatwo uwierzyć, że to, co złe i bolesne, jest dla nas dobre.

Agnieszka:
Czasem borykam się z tym, że jestem niewystarczająco dobrą matką dla mojego 16-letniego syna. Na wiele jego wyborów nie mam wpływu, jednak nie straciłam z nim więzi, ma we mnie oparcie. Wybieram przekonanie, że jestem wystarczająco dobrą matką. Mój krytyk od lat usiłuje mi udowodnić, że za mało umiem. Radzę sobie w ten sposób, że bardzo realnie rozwijam się zawodowo i zdobywam nowe kompetencje. Ale robię to z przekonaniem: „Wiem już bardzo dużo”. A wtedy każda nowa rzecz, której się uczę, to przyjemność, a nie przymus.

Każda podróż zaczyna się od małego kroku, a potem następnego i następnego. Jak wyjść z opresji wobec siebie?

Joanna:
Na spotkaniach z kobietami zachęcamy je, żeby poczuły zołzę w sobie. Jeśli pozwolą sobie świadomie poczuć złość, a nie ją stłumić, bardzo szybko wychodzą na prostą. Zaczynają szanować swoje potrzeby, prosić o pomoc.

Agnieszka:
Tak, najpierw uczucia: jak się czuję? Potem odkrywamy przekonania, ponieważ uczucia powiązane są z tym, co o sobie myślimy. W końcu docieramy do takiego miejsca w sobie, gdzie widzimy, że wewnętrzny cenzorski głos jest tylko jedną z możliwych prawd na nasz temat, choć wierzymy, że jedyną i ostateczną. Pojawia się świadek, który obserwuje ten głos. Możemy się zdystansować; zauważamy, że mamy możliwość wyboru, która czyni nas wolnymi.

Aleksandra:
W kręgach matek praktykujemy docenianie siebie. Trzeba siebie doceniać za wszystko! Za to, że karmimy piersią, wstajemy w nocy do dziecka, gotujemy, staramy się, odwozimy do przedszkola, tulimy, wspieramy, pokazujemy świat. To, co robimy, to bardzo, bardzo dużo.

Agnieszka:
Ważna jest łagodność i wyrozumiałość dla siebie; uczę się nowych przekonań, zachowań, zbieram informacje, doświadczenia. Robię pierwsze kroki jak dziecko. Jest we mnie kochająca matka, która to dziecko asekuruje. Ważne jest przebywanie w przestrzeni kochających i wzmacniających nas ludzi. Jednak wiem, że jeśli nie zmienię przekonań o sobie, nie będę w stanie przyjąć pozytywnych wzmocnień od innych. Nie uwierzę im. To równoległy proces: zmiana własnych przekonań i wychodzenie do życzliwych ludzi. Gdy zaczynam siebie kochać i szanować, w końcu dochodzę do wniosku, że jestem, kim jestem. Mogę widzieć, że w moim życiu jest jeszcze wiele obszarów do rozwoju. I zawsze tak będzie. Jednak to miejsce, w którym jestem teraz, jest doskonałe, i cieszę się, że w nim jestem. Życie to cudowna przygoda.

Joanna Szpak-Ostachowska – wraz z Aleksandrą Künstler prowadzi kręgi matek i warsztaty dla kobiet „Wioska Kobiet”. Dziennikarka, autorka bloga: mamawcentrum.blogspot.com

Aleksandra Künstler – psycholożka, joginka, doula, instruktorka szkoły rodzenia.

Agnieszka Czapczyńska – psychoterapeutka, arteterapeutka, superwizorka przeciwdziałania przemocy w rodzinie Instytutu Psychologii Zdrowia Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Współtworzy warszawską fundację Nowy Świat Kobiet (www.nowyswiatkobiet.pl).

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak zachować zdrowie psychiczne?

Pełne zdrowie psychiczne to klucz do szczęścia. Po czym je rozpoznać? (fot. iStock)
Pełne zdrowie psychiczne to klucz do szczęścia. Po czym je rozpoznać? (fot. iStock)
Albert Ellis, psycholog, psychoterapeuta, twórca terapii racjonalno - emotywnej, wymienił 13 elementów, które znacząco wpływają na stan psychiczny.

Uznany przez Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne za jednego z najbardziej wpływowych psychologów XX wieku - Albert Ellis zgłębiał tajniki ludzkiego umysłu. W szczególności interesowały go tajniki umysłu chorego, zaburzonego, pełnego lęków, napięć i fobii. W toku swych zawodowych poczynań zadał sobie trud zdefiniowania człowieka zaburzonego, zarówno w sferze społecznej, poznawczej jak i emocjonalnej.

Według Ellisa człowiek zaburzony przejawia zachowania autodestrukcyjne uniemożliwiające samorealizację, przeżywanie szczęścia i spełnienia w życiu. Twierdził on, że negatywne emocje wywodzą się z błędnej interpretacji świata, a nie z samej rzeczywistości. Negatywne przekonania są drogą do niewłaściwej i irracjonalnej percepcji samego siebie, tym samym mogą prowadzić do zaburzeń neurotycznych, depresyjnych, czy cierpienia.

Skoro błędne przekonania są źródłem lęku, to jakie przekonania są właściwe? Czym w takim razie jest zdrowie psychiczne?

Według Ellisa osoba zdrowa psychicznie myśli w sposób logiczny, tak samo również działa. Nie jest autodestrukcyjna, nie zachowuje się wrogo, depresyjnie czy lękliwie. Może się rozwijać, uczyć na własnych błędach i brać, w sposób rozsądny to, co najlepsze z życia.

Albert Ellis wymienił 13 obszarów, które pozwalają cieszyć się lepszym samopoczuciem i pozostać w zdrowiu psychicznym.

1. Dbanie o własne dobro

To prawo do bycia sobą. To JA jestem kowalem swojego losu, biorę sprawy w swoje ręce i piszę scenariusz do filmu „moje życie”, bez niepotrzebnych powinności, zewnętrznych przymusów czy zachowywania konwenansów. Moje potrzeby wyznaczają moje cele. Szanuję innych, ale przede wszystkim respektuję siebie.

2. Przystosowanie społeczne

Człowiek to nie samotna wyspa, dlatego inni potrzebni są mu do szczęścia. JA lubię ludzi, a oni lubią mnie. Dobre relacje interpersonalne, współpraca, obcowanie z drugim człowiekiem - definiują przystosowanie społeczne.

3. Autonomia

Mam świadomość własnego JA, niezależności, zdrowej potrzeby akceptacji, przyjęcia odpowiedzialności za własne życie. Zachowuję własną przestrzeń w związku i odcinam pępowinę od rodziców.

4. Tolerancja

Tolerancja to prawo do inności, prawo do błędu, pomyłek, wybaczania. Daję to prawo sobie i innym. JA nie potępiam, nie oceniam, pamiętam, że tak jak i JA, każdy jest tylko człowiekiem.

5. Akceptowanie dwuznaczności i niepewności

Przekonanie, że świat ma charakter probabilistyczny i nic na ziemi nie jest całkowicie konieczne i pewne. JA eksploruję świat, smakuję mądrze życie i nie przestaję się uczyć.

6. Giętkość myślenia

Jestem ciekawy poznawczo, otwarty na zmiany i nowości. Słucham siebie, ale i słucham innych, jestem otwarty na nowe idee i poglądy.

7. Myślenie naukowe

Stawianie hipotez to moja specjalność. Myślę krytycznie, racjonalnie i obiektywnie - to mój sposób na pojmowanie świata i rozumienie siebie.

8. Zaangażowanie

Czyli aktywność w działaniu, zarówno w pracy jak i prywatnie. Odważnie zdobywam świat, cechuję się kreatywnością i nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Szukam lepszego życia i robię wszystko, aby tak było.

9. Podejmowanie ryzyka

Pomimo, że istenieje ryzyko niepowodzenia są cele, które chcę osiągnąć. Bez naiwności, ale z rozwagą, bez pyszałkowatości, ale z pokorą podejmuję nowe wyzwania.

10. Samoakceptacja

Akceptuję siebie w pełni i bezwarunkowo (przeszłość, dokonania, wygląd). Kocham i lubię siebie, nie narcystycznie i zuchwale, ale rozsądnie i dojrzale. Zdrowa samoocena przekłada się przecież na relacje z innymi ludźmi.

11. Hedonistyczne, ale rozsądne nastawienie do życia

Poszukuję przyjemności tylko wtedy, gdy to jest najlepsze rozwiązanie dla mnie. Nie bawię się w miałkie przyjemności, które do niczego nie prowadzą. Nie ma sensu też zadręczać się przekonaniem, że przyjemność jest czymś złym.

12. Brak perfekcjonizmu i utopijnych poglądów

Akceptuję, że nie da się być najlepszym we wszystkim. Wiem, że perfekcjonizm czy idealizm istnieją tylko w filmach albo w snach. Dążę ku temu, co ma sens. Moja świadomość pomaga mi zrozumieć, że czasem dobrze, znaczy tyle samo, co idealnie.

13. Przyjmowanie odpowiedzialności za własne trudności

Nie obwiniam innych za całe zło tego świata. Widzę, gdzie jest granica mojego JA, co jest w zasięgu mojej ręki, a co staje się trudnością, na którą nie mam wpływu.

  1. Zwierciadło poleca

Przemoc słowna wobec kobiet – rusza kampania społeczna „#NiePrzesadzam”

O przemocy werbalnej mówimy wtedy, gdy świadomie używamy języka do obrażania, poniżania, nękania lub marginalizowania. Wulgarne wyrażenia, seksistowskie uwagi, mobbing w pracy – to elementy przemocy słownej i języka nienawiści, który w dużym stopniu przeniósł się do Internetu. (ilustr. iStock)
O przemocy werbalnej mówimy wtedy, gdy świadomie używamy języka do obrażania, poniżania, nękania lub marginalizowania. Wulgarne wyrażenia, seksistowskie uwagi, mobbing w pracy – to elementy przemocy słownej i języka nienawiści, który w dużym stopniu przeniósł się do Internetu. (ilustr. iStock)
Język nienawiści? – To zwykle od słowna wszystko się zaczyna. Dlatego nowa kampania ma na celu uświadomienie, że przemoc wobec kobiet to nie tylko przemoc fizyczna. To również zwroty, do których przywykliśmy na co dzień, będące początkiem fizycznej agresji. Twarzą kampanii „#NiePrzesadzam” oraz główną ambasadorką została aktorka, dziennikarka i modelka – Anna Wendzikowska.  

Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych wyznaczyło 25 listopada Międzynarodowym Dniem Eliminacji Przemocy wobec Kobiet. Zdaniem ONZ przemoc wobec kobiet ma charakter prawdziwej epidemii, która nie objawia się jedynie w czynach. Każdego roku miliony kobiet i dziewcząt na całym świecie jest obrażanych czy poniżanych. W Polsce, według badań przeprowadzonych na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, przemocy psychicznej w rodzinie doświadczyło 27% badanych: 33% kobiet i 21% mężczyzn. Przemoc najczęściej jest stosowana w obrębie jednego gospodarstwa domowego. Warto też zauważyć, że  przemocy  psychicznej  ze  strony  aktualnego lub byłego partnera doświadcza niemal co druga kobieta (43%).

Kiedy możemy mówić o przemocy słownej i psychicznej?

Polacy w swoim otoczeniu najczęściej zauważają przemoc psychiczną - aż 54% respondentów przyznało, że zna przynajmniej jedną rodzinę, w której doszło do takiego aktu wobec kobiet. Według powszechnej definicji, przemocą psychiczną nazywamy takie zachowanie, które prowadzi do umniejszania poczucia własnej wartości ofiary, wzbudzania w niej strachu, pozbawiania poczucia bezpieczeństwa i kontroli nad własnym życiem.

- Przemoc na poziomie języka to niestety bardzo częste zjawisko, które możemy obserwować tak w życiu publicznym, w mediach czy na portalach społecznościowych, ale bywa stosowana także w związku czy rodzinie. Znamy przypadki klientek naszej fundacji, które przychodząc do nas wyrażają powątpiewanie, czy już należy im się pomoc – „on mnie nie bije, ale mnie wyzywa, obraża, szantażuje, grozi mi”… Tłumaczymy wtedy, że takie zachowania to także forma przemocy czy znęcania się, mimo że dzieją się „tylko” na poziomie języka. Tego typu sytuacje są nie tylko bardzo bolesne, ale stanowią również poważne zagrożenie dla zdrowia psychicznego – mówi Urszula Nowakowska, prezeska Centrum Praw Kobiet. - W każdej formie przemocy chodzi o sprawowanie władzy i kontroli, także na poziomie psychicznym. Aktualnie obowiązujące obostrzenia związane z pandemią sprzyjają stosowaniu przemocy, bo rodzą złość, frustrację, niepewność jutra, destabilizują sytuację finansową rodziny. To idealne warunki do gróźb i zastraszania, by wymóc na drugiej osobie posłuszeństwo. Nasze doświadczenia potwierdzają, że takich sytuacji jest w dobie pandemii niestety znacznie więcej.

Do wielu obraźliwych określeń, niestety, przywykliśmy

Słowna przemoc bywa też zawoalowana. Na niektóre określenia, przypisywane tradycyjnie kobietom, większość z nas po prostu nie zwraca już uwagi. Tak bardzo do nich przywykliśmy, że nie zastanawiamy się nad ich znaczeniem. Począwszy od histeryzowania, przez rozdrażnienie spowodowane PMSem, aż po brak zdolności kobiet do podejmowania męskich decyzji (taki język stosują zresztą same kobiety). Wśród społeczeństwa ciągle panuje powszechne przyzwolenie na pewnego rodzaju negatywne frazy, które mogą ranić potencjalnego odbiorcę i przyzwalać na rozwój przemocy. Nie bądź baba! Masz okres, czy co? Dziewczynce nie przystoi. Słaba płeć - to tylko przykłady.

- Nawet jeśli mizoginistyczne i nienawistne teksty czy komentarze są rozpowszechniane pośrednio w tekstach piosenek lub na forach internetowych, wpływają one na samoocenę milionów dziewcząt i kobiet - wyjaśnia Cornelia Lahmann, lingwistka z językowej aplikacji Babbel - Akt mowy, taki, jak np. obraźliwy post w social mediach to na pierwszy rzut oka ciąg słów. Dopiero to jego znaczenie może prowadzić do poważnych szkód emocjonalnych odbiorcy. Język kształtuje percepcję każdego człowieka i prowadzi od uprzedzeń i stygmatyzacji, aż do braku szacunku i agresywnego zachowania. Uznanie, że słowa mogą być źródłem przemocy jest zatem ważnym krokiem w dążeniu do stworzenia miejsca wolnego od przemocy - zarówno w codziennym świecie, jak i wirtualnej rzeczywistości.

Organizatorem tegorocznej kampanii #NiePrzesadzam jest firma Babbel – twórca jednej z najpopularniejszych aplikacji do nauki języków obcych. Partnerem wydarzenia została Fundacja Centrum Praw Kobiet. Organizacja, jak co roku przeprowadza głośną kampanię społeczną, której celem jest szerzenie świadomości poruszanego problemu związanego z przemocą wobec kobiet. W tym roku skupia się na kwestii kobietobójstwa i wszelkich aspektach, które mogą prowadzić do tej tragedii. Organizacja nieustannie wspiera wszystkie kobiety, które potrzebują pomocy. Obecnie, poza doradztwem prawnym obejmuje ona pomoc psychologiczną, asystowanie kobietom w sądach, zapewnienie bezpiecznego schronienia, prowadzenie grup wsparcia i telefonu zaufania, a także pomoc socjalną i doradztwo zawodowe.

  1. Kultura

Elisabeth Moss: Chciałabym, żeby „Opowieść podręcznej” była tylko fantazją

Elisabeth Moss w
Elisabeth Moss w "Opowieści Podręcznej". (Fot. materiały prasowe Netflix)
Niepozorna? Wystarczy jeden charakterystyczny uśmiech, a już nie sposób jej zapomnieć. Ostatnie kilka lat to dla Elisabeth Moss pasmo zawodowych sukcesów. Sama deklaruje, że zawdzięcza to raczej cierpliwości i konsekwencji niż talentowi: – Dość szybko zorientowałam się, do jakich ról, mimo ambicji, nie powinnam startować. W aktorstwie ważne jest, żeby jak najszybciej przestać się łudzić.

Lubisz horrory?
Uwielbiam [śmiech]. Od zawsze chciałam być w nich tą uciekającą, przerażoną i krzyczącą dziewczyną.

Mam w to uwierzyć?
Oczywiście żartuję. Chociaż naprawdę lubię takie mroczne klimaty.

Dlaczego?
Po prostu lubię brać udział w filmach, które komentują współczesny świat. Tak właśnie odbieram najlepsze horrory. Przypomnij sobie „Lśnienie” Kubricka czy „Egzorcystę” Friedkina – jest w nich o wiele więcej niż tylko to, co widać na powierzchni. Poza tym dla mnie horrory to komfortowa przestrzeń, w której mogę szczerze egzorcyzmować moje emocje. Bohaterki, które w nich gram, inspirują mnie do bycia silniejszą kobietą i orędowniczką spraw, które uważam za ważne. Inna rzecz, że na tych planach, na przykład serialu „Opowieść podręcznej”, odkryłam, że można się całkiem dobrze bawić. Zdarzało się, że w przerwach między ujęciami z Maxem Minghellą [serialowym Nickiem, z którym główna bohaterka kolaboruje i z którym jest uczuciowo związana – przyp. red.] śpiewaliśmy sobie piosenki Taylor Swift. Widzę twoją minę i rozumiem, że dla wielu widzów serial „Opowieść podręcznej” jest trudny do zniesienia, zbyt brutalny. Że nie mogą pogodzić się z traktowaniem kobiet jako reproduktorek, seksualnych niewolnic, pozbawionych jakichkolwiek praw, ale myślę, że równoważymy to innymi elementami. Serial bywa romantyczny, piękny i smutny jednocześnie. To nieprawda, że nie można się na nim śmiać. Ważne, by pozostawać w zgodzie z prawdą tej historii, dalekiej od uproszczonych schematów.

Zaintrygowałaś mnie twierdzeniem, że grane przez ciebie bohaterki pomagają ci w stawaniu się silniejszą kobietą. Myślę, że można to powiedzieć nie tylko o twoich rolach w filmach grozy czy serialu „Opowieść podręcznej”, ale też o ostatnich projektach, w których wzięłaś udział –„Niewidzialnym człowieku” czy „Shirley”. Mylę się?
W „Niewidzialnym człowieku” gram kobietę doprowadzoną do szaleństwa przez mężczyznę, który ją terroryzuje. Chociaż moja bohaterka ciągle powtarza: „Nie jestem szalona”, wszyscy myślą, że naprawdę postradała zmysły. Ten film robi z niewidzialności metaforę… przemocy domowej. To bardzo ważny temat. To, że nie widać, że kobieta jest bita, nie znaczy, że ktoś nie stosuje wobec niej przemocy psychicznej. Zależy mi, żeby ten problem nie był bagatelizowany i żeby kobiety odważyły się o tym mówić. W „Shirley” gram z kolei – po raz pierwszy w życiu, co było dla mnie sporym wyzwaniem – autentyczną postać, autorkę powieści grozy Shirley Jackson. Żeby przełamać własny strach, zagrałam po prostu moją wersję Shirley. Kobietę silną, już nie ofiarę, ale manipulatorkę, prowokatorkę. To, że Shirley zawodowo zajmuje się pisaniem horrorów, że góruje intelektualnie nad mężczyznami, wprowadza narrację feministyczną. Ta postać to mieszanka szaleństwa, samotności, smutku, rozpaczy i wszystkich tych emocji, w których się odnajduję także prywatnie. Jest we mnie dużo z tej postaci.

Masz już na swoim koncie mocne feministyczne role, choćby te w serialach „Mad Men” i „Tajemnice Laketop”.
Myślę, że po prostu ciągnie mnie do takich bohaterek. Niestety, przyszło nam żyć w świecie zdominowanym przez mężczyzn i zmiana tego modelu jest dużym wyzwaniem.

Stałaś się głosem kobiet walczących o swoje prawa, wspierasz ruch #MeToo. Tymczasem Kościół scjentologiczny, do którego należysz, te wartości odrzuca. Nie ma w tym sprzeczności?
Wiara to kwestia zbyt skomplikowana, by wyjaśnić ją w jednym wywiadzie. Prawda jest taka, że w przeciwieństwie do wielu innych gwiazd, takich jak Tom Cruise czy John Travolta, ja scjentologii nie wybrałam. Moi rodzice, muzycy, należeli do Kościoła scjentologicznego. W naszym domu religia była więc obecna na równi z jam session. Jako dorastająca dziewczyna zdecydowanie częściej słuchałam George’a Gershwina niż Nirvany. A właściwie nie… Nie chcę o tym mówić. Wybacz, ale to moja osobista sprawa. Mówiąc szczerze, mam bardzo małą kontrolę nad tym, co jest moje, prywatne, a co nie. Chciałabym zachować prywatność, choćby w tak niewielkim zakresie, ponieważ w przeciwnym razie naprawdę nie zostanie mi już nic osobistego.

Problem w tym, że scjentologia piętnuje homoseksualizm, a kobietom przypisuje podrzędną rolę.
Nikt nie wytykałby mi hipokryzji, gdybym była katoliczką, prawda? Na Instagramie nakłaniałam do głosowania w wyborach prezydenckich. Nie boję się mówić, że nie po drodze mi z polityką Donalda Trumpa. Podkreślam, że wierzę w wolność – zarówno wolność słowa, jak i wolność kochania, kogo się chce, czy wiary w to, co się chce. Gdy zaczynamy mówić: „nie możesz tak myśleć”, „nie możesz tak mówić” czy „nie możesz w to wierzyć”, rodzą się problemy. Wtedy zaczynasz żyć w Gilead.

„Opowieść podręcznej” nabiera dziś bardzo ostrej wymowy politycznej.
To prawda. Kiedy Margaret Atwood pisała tę powieść w 1985 roku, już wtedy uważała, że jej wizja wcale nie jest nierealna. Chciałabym, żeby „Opowieść...” była tylko fantazją. Niestety, stała się aktualna w czasach prezydentury Trumpa i władzy prawicowych populistów w wielu innych krajach świata. Na naszych oczach powstają patriarchalne fundamentalizmy. W Teksasie prawo antyaborcyjne znów było dyskutowane w senacie. Ten film jest opowieścią feministyczną, choć Atwood woli, żeby mówić o tym jako o historii łamania praw człowieka. Gdyby była facetem, to w ogóle nikt by o feminizmie nie mówił. Tak to już jest, a ja cieszę się, że gram w filmach, które zabierają głos w ważnych sprawach. Życie jest za krótkie, by je marnować i rozmieniać na drobne. Ten film prowokuje dyskusję na temat sytuacji politycznej kobiet w Stanach i na całym świecie.

Przyjmując tę rolę, zdawałaś sobie sprawę, jak wielką bierzesz na siebie odpowiedzialność?
Na planie „Tajemnic Laketop” przeczytałam książkę Margaret Atwood, a potem scenariusz serialu, który mnie zachwycił. Widziałam także wcześniejszą adaptację Volkera Schlöndorffa z Natashą Richardson. Zobaczyłam, że szykuje mi się rola inna niż wszystkie dotychczasowe. To kreacja, o której marzy każda aktorka, bo ta postać niesie w sobie wielką historię. Były jednak trudne sceny. Na przykład ta, w której moja Offred musi oddać swoje ciało Komendantowi. To był gwałt, a nie seks za zgodą obu stron. Pokazaliśmy to w sposób bezduszny, bez erotyki, jako coś wstrętnego. To nie było przyjemne doświadczenie do zagrania ani dla mnie, ani dla Josepha Fiennesa. Narracja „Opowieści podręcznej” prowadzona jest z punktu widzenia Offred. Także dlatego adaptacja książki była dla nas tak dużym wyzwaniem. Stąd liczne zbliżenia mojej twarzy – ujęcia były kręcone z tak bliska, że nie mogłam się ruszyć, inaczej uderzyłabym głową w kamerę.

Przy okazji zadebiutowałaś jako reżyserka. Niedawno zrealizowałaś trzeci odcinek czwartego sezonu.
Jestem podekscytowana, że dostałam tę szansę. Wiele to dla mnie znaczy. Już to, że byłam producentem wykonawczym tego serialu przez ostatnie trzy lata, sprawiało mi wielką frajdę. Mogłam uczyć się od reżyserów na planie. Mam szczęście, że pracujemy z najlepszą obsadą i ekipą na świecie.

Masz za sobą nieprawdopodobnie intensywny czas zawodowy. Dla niektórych izolacja była czasem odpoczynku, dla ciebie, jak słyszałam, raczej źródłem stresu.
Nie popadam w depresję, bo nie mam na to, co się dzieje, żadnego wpływu. Wszyscy moi koledzy aktorzy są w podobnej sytuacji. Na szczęście na festiwalu w Sundance i na Berlinale tuż przed pandemią odbyły się premiery „Shirley”. Przełożony został za to „Kurier francuski z Liberty, Kansas Evening Sun”. Z kolei „Niewidzialny człowiek” miał premierę pod koniec lutego w USA i w Australii, ale nie wszedł do kin w innych krajach. No i przesunięto czwarty sezon „Opowieści podręcznej”. Szczególnie mocno odczułam wpływ koronawirusa na ten serial, bo odpowiadałam tutaj także za produkcję. Każdy chciał wrócić do pracy, ponieważ kochamy to, co robimy, ale są też ludzie, którzy muszą utrzymać swoje rodziny i chronić siebie. Dlatego producenci, moi koledzy, przyczynili się do powstania funduszu dla naszej ekipy. Pieniądze pochodzą z naszych własnych kieszeni. To są dla nas nowe sytuacje, natomiast zdajemy sobie sprawę, że wszyscy jedziemy na jednym wózku.

Podobno kiedy grasz w „Opowieści…”, bardzo trudno ci wygospodarować czas na granie gdzie indziej. Jakim cudem udaje się przyjmować inne propozycje?
Kiedy kręcimy serial, zwykle mam dwa tygodnie wolnego raz na sześć lub siedem miesięcy. Jedną z takich przerw wykorzystałam, żeby zagrać niewielką rolę w „Kurierze francuskim z Liberty…” Wesa Andersona. Pojechałam do Francji i kręciłam dwa dni. Było to surrealistyczne przeżycie. Czułam, jakbym dosłownie wchodziła do filmu Wesa, w świat jego niesamowitej wyobraźni. Nawet poza planem wszyscy aktorzy wyglądali, jakby byli wciąż w filmie Wesa. To było jak dziwny sen. I wszyscy byli dla siebie szalenie mili. Na planie ktoś czytał, ktoś słuchał muzyki, kulturalnie rozmawiano, konsumowano croissanty.

Elisabeth Moss: Czekałam dość długo na swoją szansę, ale byłam cierpliwa i konsekwentna. (Fot. Rich Fury/Getty Images/Gallo Images) Elisabeth Moss: Czekałam dość długo na swoją szansę, ale byłam cierpliwa i konsekwentna. (Fot. Rich Fury/Getty Images/Gallo Images)

Od dziecka wiedziałaś, że chcesz być aktorką?
Urodziłam się w Los Angeles. Dorastałam w domu, w którym zawsze ceniło się sztukę. Mama grała na harmonijce w zespole bluesowym, a ojciec był menedżerem muzyków. Chciałam zostać profesjonalną tancerką, uczyłam się baletu, ale to aktorstwo okazało się moim przeznaczeniem. Jako siedmiolatka wystąpiłam w serialu „Jackie Collins: Uśmiechy losu”. Grałam od dziecka, ale pierwsze filmy nie przyniosły mi wielkiego uznania widzów. To, co zyskałam, to pewność, że właśnie tą drogą chcę podążać. Sporo wystałam się na castingach, zaliczyłam naprawdę wiele porażek, zagrałam mnóstwo ról drugo- i trzecioplanowych, wystąpiłam w wielu serialach. Czekałam dość długo na swoją szansę, ale byłam cierpliwa i konsekwentna. Nigdy nie powiedziałabym o sobie, że jestem utalentowana, ale te dwie cechy mam na pewno. Dość szybko zorientowałam się także, do jakich ról – mimo ambicji – nie powinnam startować. W aktorstwie jest ważne, żeby jak najszybciej przestać się łudzić.

Twoje życie prywatne jest barwne tak  jak serial?
Moje prawdziwe życie jest inne – intensywne, ale poukładane… z małymi przygodami. Przez ostatnie dwa lata pracowałam bez przerwy. Nie lubię odmawiać, bo boję się, że propozycja może się nie powtórzyć. Wynajmuję apartamenty w Hollywood i na Manhattanie, mieszkam z dwoma rudymi kotami o wdzięcznych imionach Ethel i Lucy i pozostaję w bardzo bliskiej relacji z mamą i młodszym bratem. Kiedy kręcę film, całkowicie koncentruję się na pracy. Wieczorem często jadam samotnie kolację w domu i idę spać, żeby wcześnie rano być na planie. Staram się, jak tylko to możliwe, upraszczać rzeczy, brać je takimi, jakie są. Tyle że w moim wykonaniu wygląda to mniej więcej tak: kiedy ogromna ćma wleciała raz do mojej sypialni i usiadła na okładce „Trafnego wyboru” J.K. Rowling, to po prostu wyrzuciłam obie za okno…

Podbijasz Instagram. Jesteś celebrytką?
Nie interesuje mnie życie celebrytki, chciałabym pozostać zwykłą osobą. A nie jest łatwo to osiągnąć, jeśli zaczyna się być coraz bardziej sławnym. Dlatego założyłam konto na Instagramie. Mój profil śledzi prawie 450 tysięcy fanów. Wrzucam zdjęcia z planu, ale zdarza mi się także pokazywać kadry z życia prywatnego. Instagram stał się moją codziennością. Mimo wszystko nadal kiedy widzę się na zdjęciach paparazzich, jak wychodzę z restauracji – jestem zaskoczona. Wydaje mi się to dziwaczne. Myślę wtedy, że widocznie nie było nikogo innego do sfotografowania tej nocy. Natomiast w przeciwieństwie do wielu celebrytów nie zamieszczam na Instagramie zdjęć z wakacji, prywatnych imprez czy płatnej współpracy. Daję tam wyłącznie relacje z planów filmowych, studiów telewizyjnych i branżowych eventów. Od czasu do czasu pojawi się fotka zrobiona na meczu bejsbolowym albo życzenia dla młodszego brata. Zdjęć partnerów nie publikuję.

Kto jeszcze jest na twojej liście marzeń, jeśli chodzi o reżyserów? Zawsze chciałam pracować z Wesem Andersonem, Martinem Scorsesem i braćmi Coen. Właśnie skreśliłam z listy Wesa, ale chciałabym ponownie z nim współpracować. Wciąż pojawiają się nowi reżyserzy, których podziwiam, jak Jennifer Kent i Alma Har’el. Wierzę, że sporo jeszcze przede mną.

Elisabeth Moss
, rocznik 1982. Amerykańska aktorka telewizyjna i filmowa. Popularność przyniosły jej role w serialach „Mad Men”, „Tajemnice Laketop” i „Opowieść podręcznej”. Ostatnio zagrała m.in. w thrillerze „Niewidzialny człowiek” (dostępny na VOD), a także w biograficznym dramacie „Shirley”.

  1. Psychologia

Wybaczanie to proces. Co zrobić, by nie trwać w żalu?

Wybaczenie przynosi wolność. Nieraz jednak towarzyszy nam przekonanie, że nie wszystko można przebaczyć, bo rany są zbyt głębokie. Czy tak jest naprawdę? (fot. iStock)
Wybaczenie przynosi wolność. Nieraz jednak towarzyszy nam przekonanie, że nie wszystko można przebaczyć, bo rany są zbyt głębokie. Czy tak jest naprawdę? (fot. iStock)
Dookoła przebaczania narosło wiele nieporozumień a także mitów związanych z niewłaściwym podejściem do tematu. Dr David Stoop, amerykański psycholog, psychoterapeuta i doradca rodzinny wyjaśnia je w zrozumiały dla każdego sposób. Na początek warto sobie uświadomić, że przebaczenie dla nikogo nie jest proste.

Z jakimi przekonaniami na temat przebaczania warto się rozstać?

Nieporozumienie nr 1 - Nie można wybaczyć, zanim winowajca nie okaże skruchy. Nieporozumienie nr 2 - Kiedy wybaczasz - musisz zapomnieć. Nieporozumienie nr 3 - Zawsze musisz pojednać się z człowiekiem, któremu przebaczyłeś.

Co właściwie sprawia, że pewne rzeczy są niewybaczalne?

Gdy człowiek dokonuje rozrachunku ze swoją przeszłością i zmaga się ze swymi zranieniami, jako niewybaczalne określa zazwyczaj te czyny, które są dalekie od normalności i łamią podstawowe zasady moralne - występują przeciwko najsilniej ugruntowanym przekonaniom i są zadane nam przez kogoś, kogo obdarzaliśmy zaufaniem i miłością. Osoba, która dopuściła się takiego czynu, nawet jeśli już nie żyje, znajdzie się na naszej czarnej liście z powodu tego, co zrobiła lub zaniedbała. Morderstwo, molestowanie seksualne, zdrada małżeńska, aborcja, gwałt, rozwód, znęcanie się fizyczne, porzucenie - to przykłady, które wyraźnie łamią zasady społeczne.

Przebaczenie a konflikt wartości

Przebaczenie zawsze dotyczy moralnego wymiaru życia. Odnosi się do naszej świadomości dobra i zła, uczciwości i sprawiedliwości. Wiąże się także z uprzytomnieniem sobie, czym jest miłość, współczucie i litość. Gdy ktoś rani nas swym czynem, który pojmujemy jako niewybaczalny, przynajmniej kilka z tych wartości zostało sponiewieranych. Doświadczamy wtedy wewnętrznego konfliktu. Gdy kochana osoba nas zdradza, domagamy się satysfakcji. Doznajemy także wewnętrznego rozdarcia, ponieważ inna część naszego bytu uczuciowo wiąże się z tą osobą, współczuje jej znalezienia się w takiej sytuacji i pragnie dla niej litości. Nieuchronnie rodzi się w nas złość wywołana napięciem między tymi dwoma sposobami rozumowania, nieustająco rywalizującymi o przewagę. Jeśli skłaniamy się ku przebaczeniu, czujemy że musimy zaprzeczyć naszej wizji sprawiedliwości i uczciwości. Jednakże nie przebaczając, zaprzeczamy naszemu zrozumieniu miłości i współczucia. Nie ma łatwego wyjścia z tej niewygodnej sytuacji. Gdy ktoś nas rani i znieważa, nie chodzi tylko o złamanie jakichś norm, ale czujemy, że coś niezwykle ważnego uległo unicestwieniu - nasze poczucie niewinności. Nasze serce rozdziera pytanie - jak coś takiego mogło się wydarzyć? Wtedy naturalne pragnienie sprawiedliwości kieruje się w stronę rewanżu, który może nas tylko zostawić z nawracającym poczuciem pustki.

Rewanż nigdy nie przyniesie satysfakcji, gdyż nigdy nie może zastąpić tego, co zostało utracone. Stare chińskie przysłowie mówi: „Ten, kto szuka odwetu, powinien wykopać dwa groby.”

10 prawd o przebaczeniu

  1. Gdy wybaczasz, nie musisz zapomnieć.
  2. Dobrze jest poczuć gniew, kiedy wybaczasz.
  3. Powinieneś przestać żywić negatywne uczucia wobec osoby, której wybaczasz.
  4. Nie musisz starać się przebaczać natychmiast i zupełnie.
  5. Przebaczenie nie dokonuje się samo. Ból sam nie zniknie. Musi być poprzedzone wyborem, który prowadzi nas poprzez ten proces. Czas nie uleczy rany, tylko ją na trochę znieczuli.
  6. Kiedy przebaczasz, trzeba się przyznać do uczucia nienawiści do osoby, która nas zraniła. Wtedy można to uczucie uwolnić z siebie. Jeśli mu zaprzeczasz, tkwi w tobie.
  7. Przebaczając, nie pobłażamy szkodliwym czynom i złu. Głębia naszego smutku i gniewu bezpośrednio odnoszą się do rozmiaru niesprawiedliwości, z jaką przyszło nam się zmierzyć. Tylko rozpoznając nasz ból, smutek i gniew, jesteśmy gotowi posunąć się naprzód na drodze przebaczenia. Wybaczenie w żadnym wypadku nie zwalnia z odpowiedzialności sprawcy. Jedynie umożliwia nam umorzenie długu, jaki jest nam ten ktoś winien. My sami stajemy się przez to uwolnieni od oczekiwań wynagradzania nam strat, które ponieśliśmy.
  8. Przebaczenie jest zarazem decyzją i procesem. Wymaga czasu.
  9. Warto wybaczyć, nawet jeżeli druga osoba nie jest skruszona. Jeśli twoje wybaczenie zależy od woli skruchy drugiej osoby, jesteś zamknięty w pozycji ofiary, a druga osoba trzyma kontrolę nad tą sytuacją.
  10. W procesie przebaczania warto otworzyć się na perspektywę duchową.

Pułapki braku przebaczenia - droga do stania się zgorzkniałym

Trwanie w żalu, gniewie, poczuciu winy, które powodują przewlekły stres - wiąże się z niemożnością wybaczenia sobie lub innym. Można tu wymienić kilka objawów
  1. Emocjonalne zamknięcie
  2. Depresja
  3. Obwinianie się i zaprzeczanie
  4. Oskarżanie i usprawiedliwianie
  5. Obsesja na punkcie zdarzenia
  6. Zawstydzenie
  7. Poszukiwanie rewanżu
  8. Izolacja i wycofanie

Co dzieje się z naszym ciałem, kiedy nie wybaczamy?

Żyjemy wówczas w ciągłym stresie, prowadzącym zdecydowanie do wypalenia, zarówno fizycznego, jak i emocjonalnego. Kiedykolwiek odczuwamy przedłużający się stres lub napięcie i zmagamy się z długotrwałym gniewem, podwyższony poziom hormonów ma wpływ na serce, układ nerwowy i odpornościowy organizmu, co w konsekwencji czyni nas bardziej podatnymi na nowotwory. Objawami tego we wczesnej fazie są bóle głowy, skurcze mięśni, problemy ze snem, trawieniem, wrzody oraz oczywiście depresja. Według raportu Duke University Mediacal School z 1995 roku, zabójcą numer jeden w USA nie był rak, choroby serca, AIDS ani żadna ze zwykle cytowanych przyczyn śmierci. Zamiast koncentrować się na chorobach, naukowcy badali postawy i emocje, a jako zabójcę numer jeden określili skłonność do nieprzebaczania.

Prawdopodobnie największą korzyścią płynącą z przebaczenia, jest okazja do odnowienia związków międzyludzkich. Przebaczenie jest podstawowym warunkiem do osiągnięcia sukcesu i zadowolenia. Lekarze, terapeuci i uczeni widzą w przebaczeniu skuteczne narzędzie terapii, które przynosi bardzo pozytywne efekty.

Na podstawie książki „Wybaczyć niewybaczalne”, David Stroop, Wydawnictwo WAM, Kraków 2002.

  1. Psychologia

Strach przed własnym dzieckiem? Co radzi psycholog?

Kiedy dziecko wkracza w okres dojrzewania, próbuje różnymi metodami wyrażać swoją niezależność. (fot. Getty Images)
Kiedy dziecko wkracza w okres dojrzewania, próbuje różnymi metodami wyrażać swoją niezależność. (fot. Getty Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Powodów opryskliwego zachowania dziecka wobec rodzica może być sporo: popisywanie się przed kolegami, naśladowanie bohaterów filmowych czy wyrażanie niezależności. Czasem jednak przyczyna jest głębsza – dziecko rani, bo chce nas za coś ukarać. Jak wyplątać się z tego emocjonalnego potrzasku? Radzi terapeutka Ewa Nowak.

Jak pisze jedna z matek:

Moja 12-letnia córka rani mnie i czasami mam wrażenie, że robi to celowo. W domu punktuje mnie za wszystko: nic nie rozumiem, gotuję same ohydne rzeczy. Na swoim biurku zostawia mi kartki: „Nie ruszaj tego!” albo na drzwiach do pokoju: „Nie wchodź! To mój pokój!”. Ostatnio sąsiadka powiedziała do niej: „Ale ci się fajna mama trafiła” – na co ona parsknęła śmiechem, a ja z trudem powstrzymałam płacz. Jestem rozwódką, córce poświęcam cały swój czas i życie. Próbowałam jej tłumaczyć, że wszystko robię dla niej, że jest dla mnie najważniejsza, bo mam tylko ją, ale ona jest na to głucha i zaczyna krzyczeć na mnie. Pod koniec roku szkolnego miała za zadanie napisać pracę na temat „W jakim stopniu rodzice są dla ciebie autorytetem?”. Dopisała do pytania: „Ale tata czy mama? Bo mama zero!!!”. I ta praca leżała bardzo długo na podłodze w jej pokoju, tak, żebym to zobaczyła. To niby drobiazgi, ale z ich powodu coraz częściej unikam kontaktu z córką, a rozmowy skracam do minimum, żeby znowu czegoś niemiłego nie usłyszeć. Może jestem złą matką, ale nie wiem, co robię źle. Nie chcę bać się swojej córki. Co mam zrobić, żeby to zmienić?      

Kiedy dziecko wkracza w okres dojrzewania, próbuje różnymi metodami wyrażać swoją niezależność. Musi, bo hormony je do tego zmuszają, buntować się przeciwko autorytetowi rodziców i walczyć z nim – w ten sposób wykuwa się jego przyszła niezależność (emocjonalna, społeczna i ekonomiczna). Te formy wyrażania niezależności często ranią rodzica. Dlatego należy robić dwie rzeczy: rozumieć, że to naturalny proces, i reagować, żeby ranienie ludzi nie weszło dziecku w krew. Dzieci lubią się popisywać nonszalanckim stosunkiem do rodziców, ale to tylko poza. Filmy, które oglądają, pokazują, że wyrażanie siebie i niezależność to wartości najwyższe. Warto pamiętać, że dokładnie tak samo jak dorośli, dzieci czasami robią coś lub mówią bez zastanowienia i nie ma w tym żadnej głębi, po prostu chcą błysnąć w towarzystwie, a fakt, że kogoś przy okazji zraniły, po prostu im umyka. Córce z pewnością do głowy nie przyszło, jak się Pani poczuje, czytając pracę, którą zostawiła na podłodze.

Dlaczego córka Panią rani? Może być tak, że w ten sposób wymierza Pani karę. A powody mogą być różne, oto kilka najbardziej prawdopodobnych: „Nie jesteś silna i nie czuję się przy tobie bezpiecznie”; „Ranię cię, bo nie mogę znieść tego, że jesteś słaba, nie masz swoich spraw i za dużo czasu mi poświęcasz”; „Wypominasz mi swoją opiekę, to mnie tak boli, że muszę cię ukarać za to, że zajmowanie się mną to nie była dla ciebie przyjemność”; „Czuję, że się mnie boisz (unikasz, wyręczasz, podlizujesz się, analizujesz każde moje zachowanie), a tego nie mogę ci darować”.

Z pewnością strach przed własnym dzieckiem, przed tym, że nas dotknie czy obrazi, nakręca sprężynę ranienia i ma Pani rację – dla dobra córki, trzeba to zatrzymać.

Bycie jedynym celem w życiu rodzica to dla dziecka ogromnie niewdzięczna rola. Ono nie chce słuchać, że mama czy tata poświęcili mu życie, bo odbiera to jako wymawianie, że jest dla nich ciężarem.
Jeśli wciąż pojawiają się u Pani myśli typu „poświeciłam dla niej życie”, „robię wszystko dla córki”, proszę przemyśleć rozpoczęcie terapii – może to być dla Pani niezbędne, żeby uwolnić się od pragnienia wdzięczności ze strony córki.

Ewa Nowak pedagog, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży