1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Noworoczne odchudzanie - hit czy kit?

Noworoczne odchudzanie - hit czy kit?

fot.123rf
fot.123rf
Jeśli masz ochotę sprawdzić czy sięgasz w danym momencie po jedzenie przez głód emocjonalny czy fizyczny, zadaj sobie kilka pytań...

Ach ten Nowy Rok! Jak on motywuje, tylko czemu ten doping nie trwa wiecznie? Pomówmy o konsekwencji i rezultatach, czyli… marzenia kontra rzeczywistość.

Która z nas nie zna kultowego filmu „Dziennik Bridget Jones”? Tytułowa bohaterka wraz z rozpoczęciem nowego roku postanawia nie tylko poukładać sprawy damsko-męskie w swoim życiu, ale również uporać się z nadwagą. My, kobiety, często śmiejemy się z Jones, w której w rzeczywistości nierzadko odnajdujemy część siebie. Bo przecież która z nas nigdy nie posiadała w swojej garderobie za małych dżinsów? Otwarcie przyznajemy, iż obie dysponujemy sporą ilością spodni, które wciąż czekają na wagę „minus pięć kilo”. Wszystkie marzymy o tym samym -  by się w nie zmieścić, by smukło wyglądać w sukience i choćby „poprawnie” prezentować się na plaży.

Rozpoczęcie nowego roku, podobnie jak u tytułowej bohaterki, to dla wielu kobiet moment, kiedy chętnie decydują się na nowe postanowienia. Chcemy coś zacząć, coś innego zakończyć, kilka rzeczy zmienić i oczywiście… schudnąć. Jakby mogło być inaczej!

I właśnie o chudnięciu tutaj mowa.

Nowym rokiem - nowym krokiem, a więc zawzięcie od stycznia ruszamy na siłownię, biegamy, pływamy, robimy zielone koktajle, odmawiamy sobie ciasta na urodzinach koleżanki… Ba, nie pozwalamy sobie nawet na kieliszek szampana podczas toastu, bo alkohol to przecież zbędne kalorie. Nawadniamy się, zmniejszamy porcje żywieniowe wraz z porą dnia, by ostatecznie przyzwyczaić się do niejedzenia po godzinie 18.00 – nawyku, który sprawia ogromną trudność większości z nas. Nieprawdaż? Jesteśmy konsekwentne w naszych postanowieniach jak nigdy w życiu, trzymając zdrowy plan dnia przez… cały miesiąc.

Po miesiącu, może dwóch, siłownie odwiedzamy coraz rzadziej, a nasze zielone koktajle coraz częściej zastępujemy słodkościami. Okazuje się również, że do 18.00 nawet łatwo jest odmówić sobie pewnych pokus, jednak im dalej w las, tym trudniej. Coraz częściej, zmęczone po całym dniu, niekiedy wręcz rozdrażnione nadmiarem obowiązków, wracamy do domu. A w nim nie ma już większego znaczenia ani która jest godzina, ani co w siebie „wrzucimy”. Jemy kompulsywnie, bez większego zastanowienia, właściwie wszystko co wpadnie nam w ręce.

Dlaczego to robimy? Ponieważ niekontrolowane jedzenie pojawia się najczęściej pod wpływem stresu. Często towarzyszy nam, tak jak Bridget, kiedy mamy nieudane życie osobiste czy doświadczamy niepowodzeń w różnych sferach życiowych. Wtedy najłatwiej jest nam zaspokoić własne deficyty emocjonalne poprzez sięgnięcie do lodówki. Głód emocjonalny w przeciwieństwie do głodu fizjologicznego jest na tyle silny, że potrzebuje praktycznie natychmiastowego zaspokojenia.

Skąd zatem tendencja do zaspakajania głodu emocjonalnego właśnie przez jedzenie? Jak to jest, że to akurat jedzenie rekompensuje nam braki emocjonalne? Dzieje się tak, ponieważ jedzenie jest niezwykle emocjonalne! Może brzmi zabawnie, ale teza ta ma swoje naukowe podłoże w naszym dzieciństwie. Po urodzeniu w życiu człowieka pojawia się mama, która raczy nas słodkim mlekiem, daje nam poczucie bezpieczeństwa, bliskość emocjonalną, przytula nas, uspokaja. Szybko łączymy jedzenie z tymi odczuciami. Taka zależność pojawia się w naszym mózgu bardzo wcześnie i w dużym stopniu towarzyszy nam przez całe życie. Im więcej deficytów, tym większa chęć sięgnięcia po coś do jedzenia.

Mimo tego wszystkiego,  głodu emocjonalnego nie da się zaspokoić jedzeniem.

Co jeszcze sprawia, że wiele osób przejawia skłonności do rekompensowania sobie stresu przez jedzenie? Z pewnością fakt, że jedzenie posiada silną konotację pozytywną - wywołuje przyjemność i odprężenie, jest łatwo dostępne, nie wymaga udziału innych osób i jest produktem akceptowalnym społecznie.

Jeśli masz ochotę sprawdzić czy sięgasz w danym momencie po jedzenie przez głód emocjonalny czy fizyczny, zanim zjesz batonika, zadaj sobie następujące pytania:

  1. Dlaczego właśnie teraz jem?
  2. Czy sięgam po jedzenie w chwilach zdenerwowania i napięcia?
  3. Czy jedzenie pomaga mi się uspokoić i rozluźnić?
Podczas zadawania tego typu pytań możemy wyłapać myśli, których być może nie jesteśmy na co dzień świadomi.

Jeśli niedawno zaczęłaś swoją przygodę ze zmianą nawyków żywieniowych, warto byś pamiętała, że w procesie zmiany na każdym jej etapie może nastąpić nawrót do niekorzystnych nawyków. Moment, w którym po miesiącu trzymania diety i uprawiania katorżniczych treningów wpadamy jak oszalałe do domu i biegniemy do lodówki po produkty, od których uciekałyśmy przez cały ten czas, jest naturalny w procesie zmiany. Nawyk bardziej higienicznego odżywania jeszcze się nie wykształcił, a my tęsknimy za swoimi smakołykami, których sobie od pewnego czasu stanowczo odmawiamy. Najbardziej istotne jest jednak to, by jak najszybciej powrócić do zdrowego nawyku i nie poddawać się przy pierwszym ani żadnym kolejnym potknięciu. Nie liczy się bowiem ile razy upadniesz, tylko to, czy po każdym upadku wstaniesz.

W całym procesie dążenia do upragnionej sylwetki  nie chodzi bynajmniej o głód, czy o to ile kilogramów schudłyśmy - bo to paradoksalnie dość często się nam udaje - lecz o to, by wychwycić przyczynę problemów z wagą i zmienić swoje nawyki żywieniowe. Jeśli tego nie zrobimy, nawet po osiągnięciu wymarzonej sylwetki w katuszach, ciężko będzie nam ją utrzymać. Dlatego nie warto kusić się na ekspresowe diety-cud, głodzić się czy rezygnować całkowicie z ulubionych – choć niezdrowych - przysmaków. Dieta to nie kara! To nagroda dla naszego organizmu - specjalne menu, w którym jest miejsce zarówno na potrzebne nam witaminy i minerały, jak również na wszystko co uwielbiamy jeść, lecz w granicach zdrowego rozsądku.

Tekst: dr Justyna Bukowska-Kania i mgr Aneta Kaluba

Dr Justyna Bukowska-Kania – certyfikowany coach osobisty i rodzinny, właścicielka firmy coachingowo-szkoleniowej , trener rozwoju osobistego. Od ponad 10 lat realizuje swoją życiową misję, jaką jest wspomaganie kobiet w ich rozwoju oraz łączeniu roli mamy i żony, ze swoimi pasjami, pracą czy własnym biznesem. Odkąd sama została mamą, aktywnie pomaga również rodzicom w ich zmaganiach wychowawczych do czego zainspirowały ją jej dwie córki oraz zamiłowanie do rozwoju intelektualnego dzieci i młodzieży. Mama rocznej Antosi i trzyletniej Celinki, pasjonatka fotografii i kuchni tajskiej.

Mgr Aneta Kaluba – psycholog, terapeuta Racjonalnej Terapii Zachowań. Pracuje z osobami mającymi niskie poczucie własnej wartości, przeżywającymi trudności w relacjach z bliskimi, z cierpiącymi na różnego rodzaju zaburzenia lękowe, depresyjne czy psychosomatyczne. Prowadzi warsztaty związane z samooceną, pewnością siebie oraz obniżające negatywne emocje i stres. Prywatnie mama 9-letniej Nairy, zafascynowana możliwościami ludzkiego umysłu. Uwielbia wieczory z dobrą książką.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Od jutra będzie inaczej. Dlaczego nie umiemy dotrzymywać postanowień?

Chcemy schudnąć, zmienić pracę, być bardziej asertywni. Od tego roku, tego miesiąca, tej godziny. Tylko dlaczego wiecznie nam się to nie udaje? (Fot. iStock)
Chcemy schudnąć, zmienić pracę, być bardziej asertywni. Od tego roku, tego miesiąca, tej godziny. Tylko dlaczego wiecznie nam się to nie udaje? (Fot. iStock)
Chcę schudnąć, zmienić pracę, być bardziej asertywna… Od tego roku, tego miesiąca, tej godziny. Tylko dlaczego wiecznie mi się to nie udaje?

Marta ma apetyt na życie. Śmieje się perliście i otwarcie, dużo mówi. Ma urocze dołeczki w policzkach i blond loki. Ciągle się śpieszy. Szybko mówi, szybko też je. Dwa razy w roku wyjeżdża do Włoch, głównie z powodu makaronów. Z rozmarzeniem opowiada o tortellini ze szpinakiem i ricottą.

Jest kobietą przed czterdziestką i ma kilkanaście kilogramów nadwagi. Je jeden posiłek dziennie – trwający od rana do wieczora. Ciągle coś przekąsza, podjada, smakuje. Je całą sobą. Oczywiście wtedy, kiedy się nie odchudza. Gdy przystępuje do akcji zrzucania zbędnych kilogramów, z dużą dawką humoru opowiada znajomym i przyjaciołom o kolejnych dietach cud, które testuje, o zestawach ćwiczeń, którymi się torturuje, i medytacjach oddechowych, które śmiertelnie ją nudzą. Rozpoczyna to wszystko z każdym Nowym Rokiem, wiosną, jesienią i od niektórych poniedziałków. Bo Marta jest świetna w robieniu postanowień. Ekscytuje się, wręcz unosi się ze szczęścia, gdy czyta poradniki, serfuje po Internecie, śledząc fora, przeszukuje sklepy ze zdrową żywnością. Szykuje się na nowe.

„Mam energię do zmiany”

– Za każdym razem naprawdę wierzę, że mi się uda – mówi Marta. – Zmiana, której chcę, wydaje się naprawdę możliwa do wprowadzenia w życie.

Opowiada, że wyobraża sobie siebie szczupłą, najchętniej w dżinsach. Widzi się na zakupach, na których wybiera obcisłe bluzeczki w rozmiarze 38. Uśmiecha się do tych wizji, piekąc w foliowym rękawie mały kawałek schabu na obiad. Aż następuje moment, w którym robi się zbyt ciężko.

– Boję się tego charakterystycznego ścisku żołądka, mdlącego uczucia głodu – mówi Marta. I zaczyna dojadać, najpierw po dzieciach. Przecież nie wolno wyrzucać jedzenia. Impreza u przyjaciółki? Czemu nie! Idzie, bawi się i nie odmawia sobie dodatkowej porcji risotta czy ciasta. Czy po takiej przyjemności można wrócić do szpinaku, jedynie lekko posolonego, niedoprawionego śmietaną?

– To dla mnie zbyt okrutne i niesprawiedliwe. Bo co ja mam z tego życia? – tłumaczy Marta. Zaczyna kulinarne szaleństwo. Zaprasza gości na wykwintne kolacje, wraca do niedzielnego pieczenia ciasteczek, wydaje okrągłe sumy w delikatesach. Znowu podjada i przekąsza od rana do nocy.

– Czuję, że żyję, że jestem wolna – wyznaje. – Przekonuję siebie, że zasługuję na przyjemności. Że jeśli ja nie będę dla siebie dobra, to kto będzie? Z czasem jednak moje świetne samopoczucie się pogarsza. Dopadają mnie potworne wyrzuty sumienia. Krytykuję siebie za słabość, brak silnej woli, nazywam się tłustym potworem.

„Jestem beznadziejna”

Właściwie chodzi nie tylko o odchudzanie. Marta chętnie zmieniłaby też pracę. Od lat siedzi w tej samej firmie, w administracji. Fakt, dobrze zarabia, ale marzą się jej podróże, praca z ludźmi, a nie papierami. Co jakiś czas postanawia więc doszlifować angielski.

– Nie wiem dlaczego, ale nie mogę w tym wytrwać. Na kursie pojawia się opór przed wypowiadaniem się na forum, a indywidualne konwersacje zawsze w końcu mnie nudzą – opowiada. Stwierdza więc, że jest już za stara na naukę, rzuca lekcje i, podobnie jak po przerwaniu diety, czuje się wolna. Do czasu aż zacznie nazywać się leniwym potworem, bez talentu i ambicji.

– Wstydzę się, że jestem taka beznadziejna – mówi Marta. – Wpadam w czarną dziurę. Dopada mnie smutek, rozdrażnienie, złość. Ludzie mówią, że się nagle zmieniłam, bo najczęściej jestem rozgadana i uśmiechnięta.

Marta jest lubiana. Wysłucha, doradzi, pocieszy. Choć sama nie uważa, że dołeczki w jej policzkach są urocze ani że ma wyjątkowe poczucie humoru – inni sobie to cenią. Jej samopoczucie pogarsza się, gdy gwar ludzki wokół niej milknie. Czuje się otyła, niekochana, nieszczęśliwa.

 

„Męża też bym zmieniła”

Wojtek nie jest czuły jak kiedyś. On nawet nie jest nią zainteresowany. Ma swoje sprawy, czasu dla żony zostaje niewiele. Marta czasem postanawia z nim szczerze porozmawiać. Umie nawet zrobić awanturę. To jednak nie daje efektu, nie przywraca zaangażowania Wojtka sprzed lat. Są chwile, gdy Marta myśli, że to, jak się czuje w małżeństwie, ma jakiś związek z tym, że w dzieciństwie jej ojciec odszedł do innej kobiety.

– Czasem chce mi się wyć z bólu i samotności – mówi Marta. – Mąż jest tak odległy, obcy, a ja nie mam odwagi się do niego zbliżyć. Powiedzieć, co czuję, wyznać, czym mnie rani. Ale chyba pogodziłam się już z tym. Jest jak jest. Nie mam szans, by zacząć życie od nowa.

Komentarz psychologa

Dyskusja Dziecka z Rodzicem

Według analizy transakcyjnej, stworzonej przez amerykańskiego psychiatrę Erica Berne’a, w każdym z nas mieszkają trzy subpostacie: Rodzic, Dziecko i Dorosły. Sterują naszymi schematami zachowania i odczuwania.

Dziecko pod wpływem impulsu, wiedzione piękną wizją końca, podejmuje się szalonych zadań, których nie potrafi zrealizować. Dla niego liczy się tylko tu i teraz, czyli doraźna przyjemność. I pewnie gdyby nie Rodzic, nasze postanowienia noworoczne i wszelkie inne byłby zarzucane w chwili pierwszego dyskomfortu, wynikającego z ograniczeń. Wspaniały cel na zawsze pozostałby odległy. Rodzic przypomina nam o nim. Stoi za plecami i surowo ocenia wszystkie wpadki, każde ciastko zjedzone na diecie, każdy przerwany kurs angielskiego, każde niezrealizowane zadanie. I wtedy Dziecko czuje się jeszcze gorzej. Nie dość, że coś mu się nie udało, staje się podmiotem bezwzględnej krytyki.

Bo Rodzic jest tyranem, który nie uwzględnia okoliczności łagodzących. Nie ma litości dla potknięć Dziecka. On pragnie wychować człowieka ze stali, bo tylko taki, jego zdaniem, poradzi sobie w świecie. Kontakt między Dzieckiem a Rodzicem może odzwierciedlać najgorszy model relacji z dzieciństwa. Ponieważ jednak mechanizm ten odtwarza się na poziomie nieświadomym, nie jest łatwy do zauważenia.

Dlaczego Marta nie umie dotrzymywać postanowień?

Kiedy Marta planuje odchudzanie, widząc siebie szczupłą i atrakcyjną, przemawia przez nią Dziecko, które potrafi marzyć. To Ono wyobraża sobie, że kupuje obcisłe ubrania, podpowiada, że męża najlepiej zmienić, skoro jest taki nieczuły.

Rodzica w bohaterce poznajemy natomiast po klasycznych dobrych radach, które pojawiają się w jej relacji. „Nie wolno wyrzucać jedzenia”, „nie wypada odmawiać” – to typowe hasła Rodzica, suma ogólnych społecznych prawd i przekonań, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Najczęściej zbędnych, bo ograniczających. Rodzic Marty odzywa się również krytycznym, wręcz bezwzględnym głosem, kiedy Marta nazywa się tłustym, leniwym potworem, gani za brak ambicji, urody. W efekcie nie potrafi zawalczyć o szczęśliwy związek, satysfakcjonującą pracę czy szczupłą sylwetkę.

Na scenę wkracza Dorosły

Gdybyśmy mieli w sobie tylko Dziecko i Rodzica, pewnie nigdy nie wyszlibyśmy poza fazę ścierania się sprzecznych głosów. Szczęśliwie jest jeszcze Dorosły. To część nas, która jest mądra, doświadczona, zna możliwości i ograniczenia swojego „właściciela”.

Dorosły przygotowuje plan działania, który jest ambitny, ale realny do wykonania. Stara się dookreślić cel. Dorosły jest elementem wnoszącym świadomość. Może ocenić zapał Dziecka, a jednocześnie utemperować nieco oczekiwania Rodzica. I zamiast postanowień, że za pół roku będę szczupła, pojawia się obietnica, że do końca roku zgubię 7 kilogramów.

Dorosły jest na tyle rozsądny, że stosuje metodę małych kroków, czyli opracowuje cele pośrednie, za których realizację zawsze się nagradza. Nagroda to istotny aspekt pracy z celami. Przy osiągnięciu każdego etapu (np. strata pierwszego kilograma czy wytrwanie na zajęciach z angielskiego przez trzy miesiące) obdarowuje się. To może być drobiazg, ale taki, który ucieszy Dziecko. Bo to ono jest odpowiedzialne za aktywność, ruch, siłę działania. Dorosły jest bardziej wyrozumiały niż Rodzic. Kiedy zdarzy się wpadka, podchodzi do tego spokojnie. Nie uogólnia, nie krytykuje, nie załamuje się, tylko przechodzi nad tym do porządku dziennego i idzie dalej. Jest także na tyle zapobiegliwy, że potrafi stworzyć plan awaryjny. Czyli potrafi wymyślić sposób postępowania na wypadek kłótni z mężem, problemów w pracy, gorszego samopoczucia, kiedy to odkładamy na bok wszystkie postanowienia i sięgamy po czekoladę lub w inny sposób zapadamy się w siebie.

 
Wbrew pozorom Dziecko z Rodzicem stanowią dobraną parę. Rodzic poucza, a Dziecko wysłuchuje. W tym trójkącie outsiderem jest Dorosły, który odważa się na polemikę zarówno z Rodzicem, jak i z Dzieckiem. Widzi słomianą schematyczność pierwszego i słomiany zapał drugiego. Wygląda na to, że najlepiej byłoby się pozbyć obojga i zostawić tylko Dorosłego. Ale byłoby to błędem.

Każda z trzech postaci jest nam bowiem w jakiś sposób potrzebna. Jeśli ją wykorzystać we właściwym celu, zaprząc do pracy – sukces murowany. Dorosły, choć jest taki mądry, przewidujący i świadomy, sam nie da rady ruszyć bryły z posad.

Wskazówka dla Marty

Żeby Marta mogła zacząć dietę, lekcje angielskiego, rozmowy z mężem... – potrzebuje zgodnej współpracy trzech subpostaci. Plan jest taki: Od Dziecka niech weźmie wizję i odwagę. Rodzic będzie odpowiadał za konsekwencję, a Dorosły zadba, by Rodzic z Dzieckiem mogli razem działać, zamiast się na siebie obrażać.

Ale żeby ten scenariusz mógł być realizowany, Dorosły musi być aktywny. I tu jest sedno problemu, bo zapadł w letarg. Stało się to najprawdopodobniej jeszcze w dzieciństwie. W momencie, kiedy ojciec Marty odszedł do innej kobiety. Pozbawiona wsparcia w tak trudnym momencie Marta zatrzymała się na etapie Dziecka. Zabrakło wyjaśnień, przedstawienia argumentów obu stron, zrozumienia. Zabrakło w jej otoczeniu prawdziwego Dorosłego. I tak często jest, że dzieci są wychowywane przez inne Dzieci.

Osoba z syndromem Dziecka postrzega świat monochromatycznie. Ludzie są źli albo dobrzy, głupi albo mądrzy. Nie ma cieni, szarości, normalności. Dlatego też w przypadku Marty, jedno odstępstwo od diety przesądzało o tym, że rzucała w kąt całe odchudzanie. Podobnie było z innymi projektami. Tak zachowuje się Dziecko i ma do tego prawo. Chyba, że ma więcej niż trzydzieści lat. Wtedy warto się zastanowić, czy to Dziecko nie przejęło nad nami kontroli.

Według analizy transakcyjnej, stworzonej przez psychiatrę Erica Berne’a, w każdym z nas mieszkają trzy subpostacie: Rodzic, Dziecko i Dorosły. Sterują naszymi zachowaniami. Historia Marty jest bardziej skomplikowana, dlatego trzeba czegoś więcej niż tylko ustawienia odpowiednich proporcji pomiędzy jej wewnętrznymi bohaterami. Dość wcześnie zostawała pozbawiona poczucia bezpieczeństwa, jakie daje bliskość z rodzicami. Zamiast pierwszogatunkowej miłości otrzymała produkt miłościopodobny – jedzenie. Prosty i jakże uroczy sposób, żeby wyrazić uczucie. Jeśli jednak jedzenie jest jedynym sposobem okazywania miłości – obdarowany zostaje zamieniony w ofiarę. Żeby zająć się tymi problemami, przydałby się ktoś do pomocy. Może terapeuta?

Jak jednak sprawić, żeby Marta odważyła się dać sobie jeszcze jedną szansę? Pierwszym krokiem ku temu będzie wniesienie świadomości – zrozumienie, co się z nią dzieje, co nią powoduje i dlaczego podejmuje takie decyzje. Wiedza na temat mechanizmów, które rządzą jej wyborami, może pomóc uratować wewnętrzne Dziecko – kiedyś porzucone. I to nie raz, bo najpierw przez ojca, a teraz przez męża. Wtedy jednocześnie bezwzględny Rodzic przestanie obrzucać obraźliwymi epitetami, a Dorosły wydorośleje.

Żeby dać sobie wsparcie w odnajdywaniu drogi do własnej tożsamości, może skorzystać ze wsparcia zewnętrznego: warsztatów, psychoterapii, coachingu, kręgów kobiet, ale też mądrych czasopism, książek oraz ludzi.

  1. Psychologia

Postanowienia noworoczne - jak je zrealizować? Radzi lifecoach

Silne poczucie bezpieczeństwa, pozwala na zdobywanie nowych doświadczeń wymagających odwagi. (Fot. iStock)
Silne poczucie bezpieczeństwa, pozwala na zdobywanie nowych doświadczeń wymagających odwagi. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 13 Zdjęć
Na początku nowego roku zastanawiamy się nad tym, co nas czeka, snujemy marzenia, robimy plany... Dokonujemy też bilansu poprzedniego roku, starając się wychwycić rzeczy do zmiany. Joanna Godecka, lifecoach, proponuje kilka ważnych ćwiczeń, które pomogą te sprawy przemyśleć i ułożyć je sobie nie tylko w głowie, ale również w sercu.

Na początku nowego roku zastanawiamy się nad tym, co nas czeka, snujemy marzenia, robimy plany... Dokonujemy też bilansu poprzedniego roku, starając się wychwycić rzeczy do zmiany. Joanna Godecka, lifecoach, proponuje 12 ważnych ćwiczeń, które pomogą te sprawy przemyśleć i ułożyć je i w głowie i w sercu. Znajdziesz je w galerii zdjęć.

 

 

 

 

  1. Psychologia

Życiowe trudności - jak sobie z nimi radzić?

Ufność w zdolność pokonywania przeciwności to podstawa życiowego sukcesu. (Fot. iStock)
Ufność w zdolność pokonywania przeciwności to podstawa życiowego sukcesu. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Życiowe trudności - wszyscy je przeżywamy. Ale w różny sposób. Każdy z nas chce z nich wyjść, ale radzimy sobie z nimi również różnie. Jednych poważne problemy wpędzają we frustrację, depresyjne nastroje, rezygnację. Inni, napotkawszy przeszkodę, przegrupowują siły i ruszają naprzód. Na czym polega różnica?

Wszyscy przeżywamy trudności. Ale w różny sposób. Każdy z nas chce z nich wyjść, ale radzimy sobie z nimi również różnie. Jednych poważne problemy wpędzają we frustrację, depresyjne nastroje, rezygnację. Inni, napotkawszy przeszkodę, przegrupowują siły i ruszają naprzód. Na czym polega różnica?

Podstawowa różnica między tymi dwiema grupami polega na niezłomnej ufności w zdolność pokonywania przeciwności. Zawiera się w tym: zaradność, kreatywność, wytrwałość, aktywność oraz umiejętność proszenia o pomoc i współdziałania z innymi. Oto czym różnią się ludzie, którzy pozostają w strumieniu życia, od tych, których problemy paraliżują. Większość z nas ma cechy zarówno jednych, jak i drugich.

Martwy punkt - ludzie tkwią w nim, kiedy:

1. Czują się bezradni i pozbawieni praw. Nie potrafią zmobilizować się do działania, coś ich blokuje. Okazje pojawiają się i znikają, a oni biernie się im przyglądają, niezdolni do wykonania pierwszego kroku. Są przekonani, że lepsze posady lub szczęśliwe związki są zarezerwowane dla innych. Nie oznacza to wcale, że oni nie pracują, czy że są samotni. Nie. Oni zwykle latami wykonują niewdzięczną pracę i często tkwią w toksycznych relacjach. A gdy mogą uczynić życie lepszym, decydując się na wyzwanie i nową jakość, paraliżuje ich strach. 2. Myślą negatywnie. Nadchodzi okazja do zmiany, a oni od razu wynajdują powody, dla których jakieś rozwiązanie nie zadziała, nie uda się. W ich umyśle pojawiają się wątpliwości, że to za trudne, że nie o tej porze roku, nie tym razem i na pewno nie w tych okolicznościach. Bo to będzie niewygodne, nie przyniesie ani grosza tylko rozczarowanie. Robią uniki, zamiast zacząć działać we własnym interesie.

3. Poddają się chaosowi życia.
Nie potrafią planować i organizować działań. Górę biorą emocje i impulsywność, rozum schodzi na dalszy plan. Łatwo się dekoncentrują i tracą zapał, nie doprowadzając spraw do końca, nie trzymając się planu ani budżetu. Kiedy pogrążają się w chaosie, tracą koncentrację. Idą od jednej katastrofy do drugiej.

4. Nie potrafią się uspokoić, nie robiąc sobie krzywdy.
Funkcjonują w stanie pobudzenia, nie wiedząc, jak sobie pomóc. Nie potrafią zwrócić się do kogoś po wsparcie lub zrobić sobie przerwę. Kompulsywnie się objadają, wpadają w uzależnienia, bez końca rozpamiętują problem. Nie są w stanie się rozluźnić i uspokoić skołatanych nerwów. Wówczas trudno o kreatywność, przemyślane decyzje i odczuwanie radości.

5. Mają trudności z nawiązaniem więzi z innymi.
Izolują się od otoczenia, a w towarzystwie innych czują się niespokojni. Obawiają się, że ktoś ich zawstydzi, poniży, odrzuci, skrytykuje. Pozbawieni czułych i serdecznych relacji nie zapewniają sobie wsparcia, źródła nowych pomysłów, inspiracji. Czy przyjaźni, która mogłaby ich skłonić do podjęcia ryzyka lub spojrzenia w głąb siebie.

6. Szukają zewnętrznych źródeł szczęścia lub własnej wartości.
Są fałszywie przekonani, że pozycja, majątek, wygląd zewnętrzny i sukces dowiodą ich wartości lub tego, że zasługują na miłość. Pragną się wesprzeć pieniędzmi, seksem, teoriami. Warto czytać i radzić się innych ludzi, ale to, czego potrzebujemy najbardziej, to spokój umysłu i pogodzenie z tym, co się dzieje w naszym wnętrzu.

7. Nie wiedzą jak zadbać o siebie i wyznaczyć granice.
Dbanie o siebie to mówienie tak, nie i może bez poczucia winy. Przypomina to głębokie oddychanie, dostrojenie do wewnętrznej rzeczywistości i poszanowania życia, które zostało nam dane. Oznacza równowagę, harmonię i robienie tego, co trzeba.

8. Utożsamiają własne ja z wyobrażeniami, przekonaniami i wierzeniami.
Wiedzą, jakimi chcą się wydawać, i nie próbują odkryć, kim naprawdę są. Wierzą w absolutne dobro i zło, nie potrafią dostrzec, że koncepcje można interpretować na wiele sposobów.

9. Robią wciąż to samo z nadzieją, że uzyskają odmienny wynik.
Na przykład narzekają, prawią ludziom kazania, prowadzą firmę w określony sposób, przejadają się, unikają problemów, przepracowują się. Powtarzają wciąż to samo, licząc że wydarzy się cud. A to zdarza się rzadko.

10. Skupiają się na tym, co ich przytłacza, na tym że życie jest złe, a sytuacja tragiczna. Niepokoją się, nieustannie cierpią, zwierzają się ze swojej niedoli lub ukrywają swoje uczucia, upatrując winy za swoją sytuację w zewnętrznym świecie. Podążają po niszczącej spirali, zamiast zadać sobie pytanie: „Co mogę zrobić, żeby poczuć się lepiej?”.

Wyjście z impasu - udaje się to, kiedy:

1. Wiedzą, że potrafią rozwiązywać problemy i podejmują konkretne działania.
Koncentrują się na możliwościach, sprawdzają różne źródła, są gotowi spróbować wielu rozwiązań, są otwarci i aktywni w obliczu życiowych trudności. Jeśli jakieś rozwiązanie nie działa, próbują innego.

2. Nie zgadzają się na tkwienie w skrajnie nieprzyjemnej lub stresującej sytuacji.
Chcą od życia więcej. Nie wyrażają zgody na wieczne chorowanie, tkwienie w depresji, uniki. Uważają, że życie jest na to zbyt cenne. Umocnieni wewnętrzną pewnością siebie, decydują się na zmianę. Wiedzą, że mogą być szczęśliwi i pragną tego. Kiedy jakaś sytuacja wywołuje stres, wzburzenie lub ból, wychodzą z niej.

3. Potrafią przyjmować wsparcie i udzielać go przyjaciołom oraz członkom rodziny.
Są otoczeni przez ludzi. Związki z nimi dostarczają im ogromnego pocieszenia, łagodzą niepokój i uczucie osamotnienia. Sami potrafią pocieszać innych, przeżywać ich radości oraz ufać, że zostaną przez nich zrozumiani.

4. Nie utożsamiają własnego ja z sukcesami i porażkami.
Życie postrzegają jako przygodę, na którą składa się wiele elementów: przyjaciele, relacje międzyludzkie, praca, rodzina, rozwijanie talentów. Cieszą się życiem i nie uzależniają poczucia własnej wartości od osiągnięć ani pochwał. Umieją świętować sukcesy, lecz prawdziwej radości dostarcza im uczenie się, tworzenie, poznawanie, rozwój, nowe doświadczenia. Godzą się z tym, że jedne bitwy wygrywają, a inne przegrywają. Bywają smutni i przygnębieni, ale nie mają do siebie żalu, gdy coś idzie nie tak. Wsłuchują się we własne uczucia, pytają czego to, co przeżywają, może ich nauczyć - i idą dalej.

5. Są gotowi eksperymentować, próbować nowych rozwiązań, popełniać błędy, a potem podejmować kolejne próby i snuć plany.
Dążą do celu, nie obawiając się popełnić błędów. Nie blokuje ich wieczne pytanie, czy dobrze robią i czy im się powiedzie. Snują wizje, plany, sprawdzają koncepcje i wcielają je w życie. Mogą się złościć, lecz potrafią ochłonąć i spróbować jeszcze raz.

6. Kiedy do czegoś dążą, umieją znosić frustrację i niezadowolenie. Są gotowi przystać na niewygody i trudności oraz wytężyć siły, gdy wymaga tego nowe wyzwanie. Skupiają się na szerszym obrazie. Gdy na przykład chcą zabezpieczyć się finansowo, podejmują dodatkową prace, naukę, bardziej rygorystycznie kontrolują wydatki. Są w stanie zaryzykować. 7. Mają poczucie humoru i pogodne usposobienie.
Postrzegają siebie jako część strumienia życia. Dzięki temu łatwiej się im zrelaksować, śmiać z siebie, okazywać wyrozumiałość sobie i innym. Z humorem spoglądają na błędy, które wszyscy popełniamy. W swoich wadach nie widzą nic wstydliwego.

8. Głęboko się troszczą i dbają o dobro wszelkiego życia.
Postrzegają siebie jako członków większej wspólnoty. Nie odradzają się murem od cierpienia innych, lecz starają się im pomóc, okazując życzliwość. Wynika to z umiejętności myślenia nie tylko o sobie.

 

Jak się czułaś, fizycznie i psychicznie, czytając te dwie listy? Przy której czułaś się spokojniejsza? Niezależnie od odpowiedzi, zaakceptuj siebie taką, jaką jesteś. Potem zastanów się, jak i dlaczego ulegałaś problemom. To pierwszy krok do przezwyciężenia złego wzorca. Nie koncentruj się na tym, co ci sprawia kłopoty. Zwróć uwagę na to, co na drugiej liście jest w zasięgu twoich możliwości. Odważ się na nowe. To ważne. Zwłaszcza na początku lepszego roku.

więcej przeczytasz w „Gdyby Budda utknął w martwym punkcie. Buddyjska księga duchowej przemiany”, Charlotte Kasl, wydawnictwo Czarna Owca

  1. Psychologia

Chcesz dokonać trwałych zmian? Poznaj psychiczne mechanizmy, które tobą kierują

Postanowienia noworoczne wielu osobom przywodzą na myśl szereg porażek. Czy warto sobie cokolwiek planować, skoro tak trudno jest później wytrwać w tych postanowieniach? Niestety, często wierzymy w wiele mitów na temat zmian i brakuje nam podstawowej wiedzy psychologicznej... (fot. iStock)
Postanowienia noworoczne wielu osobom przywodzą na myśl szereg porażek. Czy warto sobie cokolwiek planować, skoro tak trudno jest później wytrwać w tych postanowieniach? Niestety, często wierzymy w wiele mitów na temat zmian i brakuje nam podstawowej wiedzy psychologicznej... (fot. iStock)
Marzą nam się zmiany na lepsze, planujemy kolejne przedsięwzięcia, wyrobienie sobie nowych, zdrowszych nawyków. Tymczasem, gdy naszych postanowień nie umiemy skutecznie realizować, fundujemy sobie poważny spadek nastroju. Od czego zależy nasza motywacja i powodzenie? Co warto wiedzieć o swoich mechanizmach psychologicznych, zanim zdecydujemy się na wprowadzanie zmian w życie? – wyjaśnia dr Ewa Jarczewska-Gerc z Uniwersytetu SWPS, psycholożka społeczna i trenerka biznesu.

Czy zależy nam na zmianie, która przyjdzie z zewnątrz, czy na tym, żeby zmienić siebie? Jak podkreśla dr Ewa Jarczewska-Gerc: „Chcę się zmienić”, a „chcę zmiany” to dwa różne stwierdzenia. Okazuje się, że najczęściej zależy nam na odmianie życia, ale bez ponoszenia kosztów i wysiłku związanego z tym procesem.

Nie wszyscy też działamy tak samo, kiedy już zdecydujemy, że chcemy coś zmienić. Jedni z nas kochają rewolucje i przewracają całe swoje życie do góry nogami, inni wolą dochodzić do celu krok po kroku. I okazuje się, że czasem wystarczy jedna zmiana, która zadziała jak efekt domina. – Jeden dobry nawyk, jeden mały krok jest w stanie uruchomić pozytywne zmiany w innych obszarach. Z badań wynika, że osoby, które zaczynają ćwiczyć, mają lepszy nastrój, dbają o zdrowe odżywianie, rzadziej tracą nad sobą panowanie, przestają palić, krócej oglądają telewizję, lepiej śpią, poprawiają jakość relacji z bliskimi, a nawet częściej myją zęby – wymienia psycholożka.

Kiedy jest czas na zmianę? Skąd mieć pewność, że trzeba coś zmienić?

Nie zawsze mamy świadomość, że obraliśmy w życiu niewłaściwy kurs. Skąd możemy wiedzieć, że przyszedł czas na to, aby zmienić nasze cele, założenia, nasze działanie albo, że my sami powinniśmy się zmienić?

Dr Ewa Jarczewska-Gerc: To wcale nie jest takie łatwe, aczkolwiek źródeł jest kilka. Po pierwsze - nasze „wnętrze”. Nasz nastrój, nasze emocje mogą nam podpowiadać, że coś jest nie tak… Możemy czuć pewien dyskomfort, czuć, że coś nas uwiera, coś nie idzie po naszej myśli. Gdy pojawiają się negatywne emocje – one są taką sugestią, że nasze plany, założenia być może nie idą tak jak chcieliśmy, jak sobie zaplanowaliśmy. Dlatego często negatywne emocje są taką czerwoną flagą mówiącą uważaj, bo chyba nie idziesz w takim kierunku, w jakim chciałeś.

Drugie źródło to są oczywiście inni ludzie. Nasi bliscy często znają nas lepiej niż my sami siebie. Mogą nam zwrócić uwagę na pewne rzeczy (popatrz, ten kierunek, w którym zmierzasz, nie jest dobry dla ciebie; możesz mieć z tego powodu negatywne konsekwencje). Nie zawsze muszą to być bliskie osoby, czasem obcy ludzie są dla nas źródłem informacji na temat tego, że być może droga, którą obraliśmy nie jest właściwa i powinniśmy się zmienić. A czy czeka nas zmiana… to już jest zupełnie inna sprawa.

Czy chcieć znaczy móc? W jakie mity wierzymy?

Wielu ludziom towarzyszy błędne przekonanie, że samo pragnienie celu jest wystarczające do jego osiągnięcia. I choć dobrze wiedzą, że bez włożenia pracy w jego realizację nie osiągną wiele, trzymają się swojej „wiary”. –Ciekawe, że my głównie wierzymy w to, że to chęci są tym czynnikiem, który poprowadzi do zmiany – komentuje psycholożka – Mówi się nawet, że chcieć to móc. I o ile zgadzam się z tym stwierdzeniem, to nie zawsze tak się dzieje. Ludzie mówią „ale ja bardzo chcę się zmienić”, albo „ja bardzo chcę zmiany” – i tutaj właśnie wprowadzę to rozróżnienie, że my z jednej strony chcemy zmiany, ale nie chcemy się zmieniać. Chcemy, żeby zmiana przyszła sama z siebie, żeby ona na nas spadła, spłynęła z nieba niczym manna… Natomiast zmienianie siebie wymaga już wysiłku. Dlatego też często nie podejmujemy działania, albo szybko rezygnujemy, bo okazuje się, że droga do tego upragnionego celu nie jest tak przyjemna jak sam cel, sam wynik. W związku z tym nie tylko chęci są nam potrzebne, ale także pewna umiejętność samodyscyplinowania się, umiejętność panowania nad swoimi pokusami, umiejętność wytrwałego i konsekwentnego realizowania swojego działania, czyli tzw. czynnik wolicjonalny, jak go nazywamy w psychologii, który oznacza, że nie tylko chcemy się zmienić, ale mamy siłę do tego, żeby zmiany dokonać.

Zanim jednak przystąpimy do działania, w pierwszej kolejności należy skonkretyzować cel. Postanowienia w rodzaju „będę zdrowo się odżywiać”, „będę uczyć się nowego języka”, „będę ćwiczyć” – są nie tylko ogólne, ale też formułowane przyszłościowo. Dlatego dr Jarczewska-Gerc poleca stworzenie tzw. intencji implementacyjnej, która jest formułowana w postaci implikacji: jeśli wydarzy się sytuacja x to ja robię y, czyli np. „jak tylko wrócę po pracy do domu to idę biegać”. Stosując ten bardzo prosty zabieg psychologiczny, polegający na konkretyzacji celu, określamy kiedy i gdzie zamierzamy wcielać w życie to, co sobie zaplanowaliśmy. Nasz cel przestaje być „mglistym” założeniem i staje się jasny, konkretny, inaczej też działa na psychikę.

Droga do celu

To, co warto mieć na uwadze to fakt, że od samego celu ważniejsza jest droga, która do niego prowadzi – ona właśnie świadczy o naszej skuteczności. Nie warto skupiać się od razu na wymarzonym sukcesie, ale zaplanować plan realizacji, zgodny z tym, co jest dla nas naprawdę ważne. Jak radzi psycholożka: - To, co może nam pomóc, to skupienie się na procesie dążenia do celu. Wyobrażanie sobie kolejnych kroków działania, które muszą być podjęte, aby uzyskać wymarzony efekt sprawia, że zaczynamy dostrzegać wzajemne powiązania pomiędzy poszczególnymi etapami działania, formułując w ten sposób spójny plan akcji. Dostrzegamy także przeszkody, które mogą się pojawić i utrudnić nam dążenia, dzięki czemu jesteśmy w stanie przygotować „plan B”. To właśnie droga prowadząca nas do upragnionego celu jest kluczem do sukcesu, który staje się wówczas miłym „produktem ubocznym” naszej efektywności.

Dwa procesy zarządzania sobą, które zawsze powinniśmy mieć na uwadze

Mamy już jasno określony cel, który chcemy osiągnąć. Opracowaliśmy plan działania. Jednak, gdy zbliża się moment, w którym musimy włożyć trochę wysiłku, żeby realizację celu rozpocząć, albo musimy przemóc „niechcenie”, żeby go kontynuować, zaczynamy szukać wymówek… Dlaczego tak się dzieje?

– Dzieje się tak dlatego, że możemy wyróżnić dwa rodzaje procesów zarządzania sobą. Pierwszy rodzaj procesów to tak zwane procesy samoregulacyjne. Polegają one na tym, że koncentrujemy się wokół podnoszenia swojego dobrostanu, swojego samopoczucia, swojego nastroju, czyli mówiąc ogólnie: sprawiamy sobie przyjemność. Drugi rodzaj procesów zarządzania sobą to procesy samokontrolne. One polegają na tym, że gdy postawię sobie cel to ja się siebie nie pytam „czy ja mam ochotę ten cel dzisiaj wdrażać?” – tylko ja go po prostu wdrażam. Procesy samokontrolne koncentrują się wokół zdyscyplinowania się na tyle, aby pociągnąć realizację celu, czyli po prostu: tworzymy plan działania i zaczynamy go wcielać w życie. – podsumowuje dr Ewa Jarczewska-Gerc i dodaje: Ktoś mógłby powiedzieć „no dobrze, ale ja wolę się samoregulować i trzeba też mieć trochę przyjemności od życia”. Tylko problem polega na tym, że kiedy ta równowaga zostanie zachwiana w kierunku tych procesów samoregulacyjnych to na końcu tej drogi nasz nastrój ucierpi. Dlaczego? – Dlatego, że jeżeli my każdego dnia będziemy wracać do domu i nie będziemy realizować faktycznie swojego celu (jak bieganie po pracy), tylko położymy się na kanapie, zaczniemy objadać się lodami i oglądać telewizję… po godzinie przyjdzie lekki dołek. Bo znowu nie byliśmy skuteczni! Znowu nie zrobiliśmy tego, co sobie założyliśmy! Tylko leżymy i tyjemy. I tak naprawdę nasz nastrój zaczynie spadać. Rośnie nam wtedy napięcie i mamy coraz mniej energii. Ale jeśli, mimo wszystko, zmobilizujemy się i pójdziemy pobiegać, to być może na początku odczujemy pewien dyskomfort (bo to jest jednak wyjście poza strefę swojego komfortu: musimy założyć ubrania, wyjść na dwój, pada śnieg, deszcz, jest zimno itd.), ale po chwili zacznie działać fizjologia, czyli zaczną wydzielać się endorfiny, które spowodują, że odczujemy przyjemność… przede wszystkim jednak to, że dotrzymaliśmy sobie słowa, spowoduje, że będziemy dumni z siebie. Myślimy sobie wówczas „teraz to ja już mogę wszystko, dlatego, że pokonałam swoje słabości.”

Zmaganie się z celem oznacza zmaganie się z własnymi słabościami, pokonywanie samego siebie.
Jeżeli nam uda się to zrobić - jest to bezcenne. Daje nam nie tylko doskonałe samopoczucie, ale także wysoką samoocenę, która będzie stabilna. Będziemy wiedzieć, że nawet drobne niepowodzenia nie są w stanie zachwiać naszym poczuciem wartości, ponieważ jesteśmy skuteczni: gdy sobie cel postawimy to konsekwentnie go realizujemy, dążymy do jego osiągnięcia – i to sprawia, że na końcu drogi nasz nastrój będzie bardzo dobry.

Jak utrzymać motywację na odpowiednim poziomie? Uważaj na krytyczny punkt „trzech miesięcy”

Załóżmy, że weszliśmy na drogę do celu. Udało nam się zacząć. Codziennie realizujemy kolejne postanowienia. Jednak po jakimś czasie nasz entuzjazm opada, żar się wypala i znowu dążenie do celu staje się trudne. – Dzieje się tak dlatego, że na początku , po przekroczeniu naszego psychologicznego rubikonu, gdy powiemy sobie „dobrze, kości zostały zrucone, przekraczam most, most zostaje spalony, nie mam już innego wyjścia i wchodzę w to”, siły w polu psychologicznym, które pchają nas do zmiany są bardzo mocne. My ich nie widzimy, ale to są siły psychologiczne, emocjonalne, motywacyjne, które nas pchają do tego, żeby działanie znalazło swój finał, żeby się domknęło (dążymy do domknięcia struktury). Jednak, po jakimś czasie, te siły po prostu się rozpraszają. Tej energii do działania jest nieco mniej i to jest absolutnie naturalne. Problem polega na tym, co my robimy z tym dalej. Mówi się, że trzy miesiące to jest taki okres, w którym wykształca się pewien nawyk, a więc możemy uznać, że potem zmiana będzie już trwała. – tłumaczy dr Jarczewska-Gerc.

– Warto tu jednak zwrócić uwagę na badania dotyczące zmiany diety (brały w nim udział kobiety chcące spożywać więcej warzyw i owoców w swojej diecie), które zostały przeprowadzone przez znaną badaczkę Gabriele Oettingen i Petera Gollwitzer’a (znane nazwisko w świecie badań nad motywacją). To badanie trwało 24 miesiące. I co się okazało? - Osoby, które zostały wyposażone w warsztat umiejętności, które mają podtrzymać zmianę działania, czyli zmianę stylu życia, były na końcu tej drogi, po tych 24 miesiącach, zdecydowanie bardziej skuteczne, niż ci, którzy tylko sobie postanowili, że takiej zmiany dokonają. I co ciekawe: „rozjazd” między badanymi pojawił się dopiero po trzech miesiącach.

Trzy miesiące to jest taki okres, po którym albo będziemy potrafili podtrzymać swoje działanie, albo nie widząc, że jest to dość zdradliwy moment, ulegniemy różnym pokusom. To jest czas, kiedy nam się wydaje, że już nie zejdziemy z obranego kursu, bo minęły aż trzy miesiące… Bądźmy jednak czujni – to może być właśnie ten moment, kiedy nastąpi rozproszenie sił i nie podtrzymamy swojego działania.

Kto ciężko przechodzi porażki?

Może się zdarzyć, że pomimo naszych starań i wysiłków ponosimy jednak porażkę. Jak się do niej odnieść w zdrowy sposób? Dlaczego jedni stają się po upadkach silniejsi, a inni tracą poczucie sensu?

Carol Dweck, amerykańska psycholożka, profesor Stanford University, w swojej pracy naukowej analizuje koncepcje, które mają ludzie w odniesieniu do siebie, i których używają do kształtowania siebie i kierowania swoim zachowaniem. W swoich badaniach porusza m.in. temat przyczyny, która stoi za tym, że jedni ludzie po porażkach się podnoszą, rozwijają, a drudzy załamują. Jak się okazuje, czynnikiem, który odgrywa tu znaczącą rolę jest przekonanie o zmienności lub o stałości naszej osobowości, naszych zdolności, naszej inteligencji. Niektórzy po prostu wierzą w to, że człowiek jest stały i się nie zmienia.

– Jeżeli jesteśmy przekonani o tym, że już się ukonstytuowaliśmy i że jesteśmy stali w naszej osobowości, w naszych przekonaniach, naszych postawach (co oczywiście jest tylko pozorne, bo nic nie jest bardziej pewnego niż zmiana), to takie przekonanie powoduje, że porażka jest dowodem na to, że jesteśmy beznadziejni. Bo skoro ja jestem jakaś, określona, i działam, a nagle okazuje się, że droga, którą szłam nie przyniosła mi zamierzonego efektu, to znaczy, że jestem do niczego. A skoro moje postawy są stałe - to znaczy, że ja nie mogę się zmienić. To znaczy, że sytuacja jest beznadziejna i nie ma nadziei na lepsze jutro. – podsumowuje dr Jarczewska-Gerc. – W momencie, kiedy wierzymy w zmianę (co jest bliższe prawdzie), wierzymy w to, że zawsze istnieje nadzieja i szansa na to, że możemy się zmienić, wówczas, niezależnie od tego czy tak jest w istocie, czy nie (czynnik obiektywny jest mniej ważny jeżeli w to wierzymy), możemy potraktować porażkę jako okoliczność do tego, żeby tej zmiany dokonać. Traktujemy wówczas niepowodzenia jako informację zwrotną, mówiącą nam o tym, że kierunek, jaki wybraliśmy, czy być może środki - po prostu nie zostały dobrane we właściwy sposób.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc, zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi. 

Źródło: materiały prasowe SWPS

  1. Kuchnia

Trendy żywieniowe na 2021 rok

Najważniejsze trendy żywieniowe na 2021 rok to przede wszystkim zróżnicowana dieta i świadome jedzenie (fot. iStock)
Najważniejsze trendy żywieniowe na 2021 rok to przede wszystkim zróżnicowana dieta i świadome jedzenie (fot. iStock)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Nasze życie ciągle się zmienia - styl, przyzwyczajenia, dieta. Jemy coraz zdrowiej, a przynajmniej staramy się ograniczać spożywanie mięsa, konserwantów, bazować na domowych potrawach, roślinnej diecie pozbawionej glutenu, laktozy, przyjaznej dla alergików. Nadchodzący rok to także duże zmiany dla branży gastronomicznej - pandemia przyniosła ogromne trudności w funkcjonowaniu wielu lokali, a dotychczasowe przesiadywanie w restauracjach i pubach być może jeszcze długo nie wrócić do normy. Jakie trendy żywieniowe zaobserwujemy w nadchodzącym 2021 roku? 

1. Domowe jedzenie

Jednym z największych trendów nadchodzącego roku będzie to, do czego powoli się przyzwyczajamy. Żywienie się w domu - przygotowywanie własnych potraw, odkrywanie nowych przepisów i ograniczenie spożywania posiłków na tzw. "mieście" będzie towarzyszyć nam przez najbliższy czas. I staje się coraz bardziej popularne. Pomimo tego że tęsknimy za restauracjami i przygotowywanymi za nas daniami, samodzielne gotowanie dla wielu stanie się normą. Tworzenie własnych kiszonek, uatrakcyjnianie tradycyjnych przepisów i eksperymentowanie w kuchni będzie jednym z najsilniejszych trendów 2021 roku.

fot. iStock fot. iStock

2. Ograniczenie alkoholu

Zgodnie z Food Raport 2021, w nowym roku znacznie zmaleje ilość spożywanego przez nas alkoholu. Dobrowolne unikanie napojów alkoholowych to nie tylko oczywisty sposób na poprawę jakości życia, ale także większa kontrola nad własnymi wyborami, zachowaniami i doznaniami. Zamiast spotkań opartych na spożywaniu wina czy mocniejszych trunków, w nadchodzącym roku modne stanie się wspólne picie oryginalnych herbat, koktajli bezalkoholowych, kombuchy itd. Dotychczasowe degustacje win zamieniamy na tzw. "tea pairing" stanowiące odpowiednik "wine pairing" polegające na dobieraniu herbaty do odpowiednich smaków. Tak jak wino, tak samo herbaty i inne napoje z ziół pasują do konkretnych rodzajów jedzenia, np. czarne podkreślają smak truskawek, cukinii, batatów, zielone zaś idealnie łączą się z daniami zawierającymi pomidory, anchois oraz jabłka. W nadchodzącym roku to napoje bezalkoholowe będą odgrywały główną rolę.

fot. iStock fot. iStock

3. Dieta dobra dla zdrowia psychicznego

Coraz więcej badań potwierdza wpływ stosowanej przez nas diety na nasze samopoczucie. Choć oczywistym jest, że jedzeniem nie wyeliminujemy poważnych chorób czy zaburzeń, naukowcy stawiają jednoznaczną tezę: to co jesz, ma wpływ na to, jak się czujesz psychicznie. Dieta śródziemnomorska, bogata w warzywa, duże ilości ryb i owoców morza wpływa korzystnie na nasz nastrój, pomaga wspomagać nasze zdrowie psychiczne i chroni przed lękami. W 2021 roku jednym z przodujących trendów będzie dodawanie do produktów większej ilości wartościowych związków, witamin i przeciwutleniaczy.

fot. iStock fot. iStock

4. Zamienniki mięsa

Choć ciężko uznać dietę bezmięsną za nowość, w 2021 roku będziemy chętniej korzystać z bezmięsnych zamienników. Wegański kebab, boczek, smalec - nie rezygnujemy z potraw, które w większości lubimy, ale zastępujemy je produktami na bazie białka. Zamiast  faszerowania mięsem potraw coraz chętniej sięgać będziemy po składniki pochodzenia roślinnego, które z powodzeniem usatysfakcjonują nawet największych mięsożerców. Rezygnacja z mięsa stanie się globalnym trendem również z tego względu, że coraz bardziej zdajemy sobie sprawę z faktu, że unikanie mięsa to także zmniejszenie ryzyka rozwijania się wszelkich odzwierzęcych wirusów. Są one bowiem jednym z najczęstszych czynników chorobotwórczych powodujących świńską oraz ptasią grypę, ebolę, czy właśnie COVID-19.

fot. iStock fot. iStock

5. Dieta Locavore

Głównym założeniem diety Locavore jest korzystanie z lokalnych produktów - przede wszystkim warzyw i owoców zakupionych w lokalnych sklepikach i warzywniakach. Dieta bazuje przede wszystkim na krajowych produktach, kupowanych od lokalnych dostawców. Dzięki temu nasza dieta staje się różnorodna, ponieważ skupiając się na dostępnych sezonowo produktach, jesteśmy "zmuszeni" zmieniać swoje menu. Promowanie krajowych produktów to także wsparcie dla rodzimych gospodarek i działanie przyjazne dla środowiska. Pierwsze wzmianki o diecie Locavore miały miejsce już w tym roku, a przyszły rok jedynie pogłębi trend kupowania lokalnej, sezonowej i ekologicznej żywności. Dlatego też nasza dieta bogata będzie w produkty ziemniaczane, kiszonki, a latem - jabłka, maliny oraz truskawki.

fot. iStock fot. iStock

6. Gotowanie na Zoom'ie

Pandemia zmieniła nasze nawyki - wiele restauracji nie wytrzyma kolejnego lockdownu, a my będziemy o wiele bardziej ostrożni w stołowaniu się w knajpach. Obecnie wiele lokali radzi sobie z zamknięciem dostarczając jedzenie na dowóz. Coraz więcej miejsc decyduje się także na opcję "przygotuj to sam". Restauracje oraz puby (dotyczy to również lokali serwujących wyłącznie napoje i drobne przekąski) coraz chętniej wprowadzają możliwość dostarczenia produktów niezbędnych do przygotowania konkretnego dania bądź koktajlu/drinka oraz przepisy umożliwiające ich wykonanie. W nadchodzącym roku popularne będzie gotowanie przez Internet - sposób, który wykorzystały niektóre firmy np. organizując firmowe Wigilie i wspólne gotowanie. Dostarczając do domu niezbędne produkty umawiają się na konkretną godzinę, aby pod okiem specjalisty przygotować umówione danie. Restauracje coraz bardziej nastawione będą na wykorzystywanie możliwości szeroko rozumianego digitalu i umożliwianie konsumentom udania się do "wirtualnego" lokalu.

fot. iStock fot. iStock

7. Shok-iku

Shok-iku to japoński klucz do zdrowego i długiego życia. Japończycy są bowiem jednym z najdłużej żyjących narodów na całym świecie, co według obserwacji naukowców, jest w głównej mierze wynikiem odpowiedniego sposobu odżywiania. Shoku-iku to japońska filozofia odżywiania, nazywana też edukacją żywieniową, która przyswajana jest przez Japończyków od najmłodszych lat życia. Uczniowie już podczas edukacji szkolnej dowiadują się, jak odżywiać się zdrowo i jakie nawyki żywieniowe wyrobić w sobie, aby cieszyć się zdrowiem i długim życiem. U podstaw filozofii leży przede wszystkim kilka podstawowych reguł: regularna aktywność fizyczna, unikanie przejadania się, odpowiednie nawodnienie organizmu, jedzenie oparte na sezonowych produktach oraz niepomijanie żadnego z posiłków (a zwłaszcza śniadania). Choć zasady te mogą wydawać się banalne, Japończycy praktycznie od chwili narodzin aż do śmierci przestrzegają zasad zdrowego żywienia i kierują się podstawową zasadą - nie głodzić oraz nie przejadać się. Ponadto shoku-iku odnosi się do diety buddyjskiej składającej się z pięciu elementów i konieczności zachowania w swojej diecie różnorodności smaków, kolorów, zmysłów i sposobów przygotowania posiłków. Shok-iku będzie stanowił nowy trend, który (miejmy nadzieje) ogarnie także pozostałe kraje.

fot. iStock fot. iStock