1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Moje serce znowu śpiewa, czyli o tym jak być sobą

Moje serce znowu śpiewa, czyli o tym jak być sobą

123 RF
„Chcemy być sobą!” - śpiewamy z mocą u cioci na imieninach. Ale kiedy na przykład czujemy złość, jesteśmy przerażeni własnym uczuciem, jakby tykała w nim bomba. Wycofujemy się z takiej deklaracji i zaczynamy uciekać od siebie gdzie pieprz rośnie.

Dlaczego odrzucamy sami siebie? Bo nie chcemy być kimś, kto przykładowo trzęsie się ze strachu. Bo nie wyobrażamy sobie, jak można czuć i zaakceptować własną wściekłość czy bezradność. Przypominamy kogoś, kto ucieka przed własnym cieniem. Nie podoba mu się jego cień, więc biegnie i biegnie bez wytchnienia, aż pada martwy. Każdy z nas ma chwile, kiedy najchętniej zwiałby, schował się pod kołdrę przed samym sobą, życiem, odczuwaniem. Przerzucił odpowiedzialność na los, Boga, rodzinę i powiedział: „Ja wysiadam”. Wysiadłby z łupiny płynącej po rzece życia na jakiś bezpieczny brzeg. Tylko gdzie on jest? Czy można uciec przed własnym cieniem?

Tęsknimy za bezpiecznym lądem, tylko czy można być bezpiecznym i pozostać żywym? Bo przecież życie jest jak miłość - przychodzi niezapowiedzianie, nie znasz dnia ani godziny, nie możesz jej schować do szafy, włożyć do banku i żyć z procentów. Ale my próbujemy. „Już mnie nie kochasz? - pytamy - to przynajmniej udawaj i bądź wierny. Ja też udaję”. Nie podążamy swoją ścieżką serca, wybieramy drogę szeroką, ekspresową, ale cudzą. Żywe pragnienia zamieniamy na opłacalne, prawdziwe emocje na zapewniające bezpieczeństwo. A potem zapisujemy się na warsztaty z motywacji i entuzjazmu. Albo mówimy: „Takie jest życie”. Ale to właśnie nie jest życie. Już go nie ma. Jest poza naszą szkołą, pracą, poza naszą rodziną, poza nami. Zostawiamy to, co żywe, zagłuszamy to, co w nas śpiewa, uciszamy bunt, tłumimy złość, żeby wieść martwe, bezpieczne życie. A nocami tęsknimy do tego, co prawdziwe, piękne, dzięki czemu chce się skakać, śmiać. Ale nie wystarczy to zrozumieć, wielu ludzi to rozumie. Trzeba jeszcze pokochać swoje przerażenie, zawstydzenie, usztywnianie, nawet swoją martwość. Bo tylko miłość jest w stanie sprawić, że wstaniemy z martwych.

Łatwo powiedzieć, a wczoraj sama uciekłam od siebie.Nie poszłam na spektakl o pewnym przedwojennym pieśniarzu warszawskim, chociaż moje serce się wyrywało, a potem, po fakcie poczułam żal, taki bardzo znajomy, dotkliwy żal. Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką, uwielbiałam słuchać przedwojennych piosenek. Potem ktoś się z tego śmiał, a ja śmiałam się razem z nim. Moje usta się śmiały, chociaż serce było smutne. Śmiałam się ze swojego serca, dlatego teraz nie od razu je usłyszałam. Nie od razu pobiegłam za nim, gdy znowu chciało śpiewać. Przestraszył mnie ten śmiech. Nie pobiegłam za sercem i poczułam wściekłość. Teraz czułam już nie tylko smutek, żal, ale i wściekłość. Spojrzałam w przerażone oczy tej małej dziewczynki i objęłam mocno jej strach, żal, wściekłość... na siebie, na tego, kto się śmiał, na cały świat. Wyglądała groźnie, przeraziłam się jej, ale nie wypuszczałam z objęć. Pozwoliłam jej przeżyć w pełni jej ból, mój ból, nasz ból. I stał się cud, moje serce ożyło i zaczęło śpiewać. Jak cudnie znowu je słyszeć.

Zapraszam na mój , na którym możesz nauczyć się słuchać śpiewu serca.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze