Patrycja Fijałkowska - Użalanie się nad sobą polega na oszukiwaniu samej siebie. Snujesz sieć kłamstw, a potem się dusisz. Oto sposób, by się uwolnić
00:00
13:32
„Dlaczego zawsze mnie to spotyka?”, „Nikogo nie obchodzę”, „Nigdy nic mi się nie udaje” – z każdym powtórzeniem tego rodzaju zdań coraz mocniej zaplątujesz się w historię o własnym nieszczęściu. Czy zastanawiałaś się kiedyś, ile jest w niej prawdy?
Każdy ma w życiu momenty olśnienia. Ja lubię je nazywać „kaszą manną z nieba”, bo czuję się wtedy, jakby nagle spadł na mnie wyproszony dar z niebios. Jednej z takich chwil nigdy nie zapomnę.
Po raz pierwszy otworzyłam pewien poradnik psychologiczny (ani tytułu, ani treści akurat nie pamiętam) i na pierwszej stronie ujrzałam słynny cytat Gustawa Junga: „Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty będziesz nazywał to przeznaczeniem”.
Jakieś odległe neurony w moim mózgu nagle się połączyły i nastąpił wybuch. Zadzwoniłam od razu do przyjaciółki, ale ona, jak można się domyślać, nie do końca rozumiała, o co ta wielka afera. Już tłumaczę.
Odkąd pamiętam, wierzyłam, że jestem przeklęta. Uważałam, że ktoś tam wyżej podjął decyzję, że nigdy nic nie będzie mi wychodzić. Mój fatalizm dodatkowo podsycały możliwie najsmutniejsza muzyka i książki. W głowie miałam wyryty cytat z „Pamiętnika narkomanki”: „Jestem planetą na ostatniej orbicie do odpadnięcia” (nie polecam lektury).
Wyjście z tego zapętlenia oczywiście wymagało pracy własnej oraz na terapii. Myślę jednak, że bez tego momentu olśnienia mogłabym nie wytrwać i nie dojść do miejsca, w którym jestem teraz.
Mogłabym nigdy nie zrozumieć, że moje życie nie jest efektem „klątwy”, ale schematu myślenia, który sprawia, że codziennie się nad sobą użalam.
Zdaniem psychoterapeutów użalanie się nad sobą to jeden z najbardziej powszechnych problemów wśród ich klientów. Dlaczego? Wyjaśnienie jest bardzo proste.
Korzenie tego schematu myślenia zwykle tkwią w dzieciństwie, czyli okresie, kiedy każdy z nas był w dużym stopniu bezbronny, bezradny i zależny.
Każda trudna sytuacja stawała się kolejnym potwierdzeniem, że nie mamy wpływu na to, co nas spotyka. Z czasem mózg „sformułował i zaprogramował” to jako regułę rządzącą naszym życiem. Niestety po 18. urodzinach nie nastąpiło jej „cudowne” wykasowanie. Zaczęliśmy więc mieć realny wpływ na swoje życie, dalej wierząc w coś przeciwnego.
Żeby zrobić pierwszy krok ku wolności, trzeba zrozumieć nieuświadomione mechanizmy, o których pisał Jung. W przypadku użalania się nad sobą eksperci wskazują te cztery:
Wcześniejsze doświadczenia braku wpływu sprawiły, że przestaliśmy szukać rozwiązań. Zakładamy, że nic nie możemy zrobić, choć mamy taką możliwość.
2. Selektywna uwaga
Zauważamy dowody potwierdzające przekonanie „nic mi się nie udaje”, a pomijamy te, które temu przeczą.
3. Myślenie typu „wszystko albo nic”
Postrzegamy niepowodzenia jako całkowite porażki, zamiast widzieć w nich złożone sytuacje lub niezbędne lekcje.
4. Personalizacja
Zakładamy, że złe rzeczy przydarzają się tylko nam. Nie uwzględniamy dodatkowych okoliczności i nawet nie próbujemy zrozumieć innych. Z góry zakładamy, że mają łatwiej.
Ja dodałabym do tej listy dziecinne spojrzenie na życie. Uważamy nie tylko, że szczęście się nam „należy”, ale na dodatek jest zupełnie naturalnym i ciągłym stanem. Jest się albo szczęśliwym, albo nieszczęśliwym – pierwsze uznajemy za dobre, drugie za złe.
Tymczasem, jak pisałam w artykule o nadmiernym przejmowaniu się wszystkim, Joanna Wojsiat (dawniej Podgórska), doktor nauk biologicznych, podkreśla, że jest dokładnie odwrotnie. Nie zostaliśmy „zaprojektowani” przez ewolucję, aby być permanentnie szczęśliwymi. Z poczuciem szczęścia wiążą się bowiem euforia, beztroska i nieuwaga, przez które kiedyś łatwo było wpaść w paszczę lwa, a dziś choćby pod koła samochodu czy związek z narcyzem. Lęk, smutek czy złość pomagają nam dostrzegać zagrożenia, reagować na stratę i rozpoznawać, że nasze granice zostały przekroczone.
Szczęście to chwilowe uniesienie, a na co dzień zupełnie wystarczające jest umiarkowane samopoczucie. Zaakceptowanie tego było dla mnie niesamowicie uwalniające.
W tytule napisałam, że użalanie się nad sobą to oszukiwanie samej siebie. To słowa dr. Michaela R. Edelsteina, psychologa klinicznego i autora książek „Three Minute Therapy” oraz „Stage Fright”, a ja podpisuję się pod nimi rękami i nogami. Dzięki temu prostemu ćwiczeniu może to zrozumiesz.
Kiedy użalasz się nad sobą, zapewne wypowiadasz na głos lub w myślach kilka charakterystycznych zdań. Te połączenia słów są jak kody otwierające skrzynię wypełnioną żalem, frustracją i smutkiem oraz niezliczoną liczbą wiążących się z nimi historii. Działasz automatycznie i nawet nie zauważasz, ile w tym wszystkim nieprawdy.
Spróbuj choć raz wysilić się i skierować myśli w innym kierunku.
„Dlaczego zawsze mnie to spotyka?”
Czy naprawdę zawsze? Czy tylko ciebie? Czym jest "to"? Kiedy rozłożymy to zdanie na czynniki pierwsze, okaże się jest doskonałym przejawem selektywnej uwagi i personalizacji.
Zacznijmy od "zawsze". Czy zawsze chorujesz przed wyjazdem? Czy zawsze pada, kiedy zaplanujesz coś na świeżym powietrzu? Czy każda osoba, na której ci zależy, prędzej czy później zawsze cię zawodzi?
Teraz "mnie". Czy tylko tobie zdarza się utknąć w korku i spóźnić na ważne spotkanie? Czy tylko ciebie ktoś zawiódł, odrzucił lub potraktował niesprawiedliwie? Czy tylko tobie zdarzyło się włożyć w coś dużo wysiłku, a mimo to nie osiągnąć celu?
Czym jest owo „to”? Niespodziewanym wydatkiem, nieudaną randką, krytyczną uwagą szefa? To różne sytuacje, które mają różne przyczyny, okoliczności i skutki, a dopiero ty łączysz je w jedną opowieść o swoim pechu? Każda z nich może być przykra, ale razem nie stanowią dowodu na to, że jesteś skazana na kolejne rozczarowania.
Kiedy nazwiesz konkretne zdarzenie, łatwiej oddzielisz to, co się wydarzyło, od historii, którą wokół niego budujesz.
Oto przykłady:
- Zamiast: „Tylko ja mogę mieć takiego pecha”, powiedz: „Utknęłam w korku i stresuję się, że nie zdążę na ważne spotkanie”,
- Zamiast: „Wszyscy zawsze mnie zawodzą”, powiedz: „Bliska osoba nie dotrzymała obietnicy i czuję żal, bo liczyłam na jej pomoc”,
- Zamiast: „Po co się staram, skoro zawsze wszystko idzie na marne?”, powiedz: „Włożyłam dużo wysiłku w ten projekt i czuję się teraz rozczarowana”,
- Zamiast: „Zawsze muszę radzić sobie ze wszystkim sama”, powiedz: „Tym razem nie otrzymałam pomocy, o którą prosiłam, i trudno mi poradzić sobie z tą sytuacją”,
- Zamiast: „Mnie nigdy nikt nie doceni”, powiedz: „Nie dostałam awansu i czuję rozczarowanie, bo liczyłam na docenienie mojej pracy”.
„Nikogo nie obchodzę”
Czy ta myśl rzeczywiście opisuje wszystkie twoje relacje? Spróbuj pomyśleć o konkretnych osobach: członkach rodziny, znajomych, przyjaciołach, kolegach z pracy, a także tych, z którymi nie masz już kontaktu.
Zastanów się też, kiedy pojawia się ta myśl. Może wtedy, gdy ktoś nie zareagował dokładnie tak, jak oczekiwałaś? Nie odpisał lub nie oddzwonił tak szybko, jak tego potrzebowałaś? To może zaboleć, zwłaszcza gdy niecierpliwie czekasz. Przyznaj jednak, że nie wiesz, co stoi za czyjąś reakcją lub milczeniem. Nie wiesz, z czym ta osoba sama się mierzy i co przeżywa w danej chwili.
Jest też możliwe, że nie potrafisz komunikować swoich potrzeb, więc oczekujesz, że inni sami się ich domyślą. Pragnienie, żeby ktoś sam zauważył, że jest ci trudno, jest zrozumiałe, ale warto wziąć pod uwagę to, że nawet bliskie osoby mogą nie wiedzieć, co przeżywasz i jakiego wsparcia potrzebujesz. Ty zapewne też nie zawsze dostrzegasz, że ktoś bliski przeżywa trudne chwile.
A może zranił cię ktoś, kto nie potrafi dać ci tego, czego potrzebujesz? Przyjęcie tego do wiadomości bywa bolesne, szczególnie jeśli bardzo liczyłaś na tę relację.
To, że konkretna osoba cię zawiodła, nie oznacza, że nikomu na tobie nie zależy. W chwili rozczarowania łatwo jednak zatrzeć tę różnicę i potraktować bolesne doświadczenie jak prawdę o wszystkich swoich relacjach. Spróbuj powiedzieć sobie: „Czuję się teraz nieważna, bo zabrakło mi czyjejś uwagi i troski”.
Zamiast: „Nikogo nie obchodzę”, powiedz: „Nie zaproszono mnie na to spotkanie i poczułam się pominięta”. W ten sposób nazwiesz swój ból, pozostawiając miejsce na to, że nie jest on całą prawdą o twoim życiu.
„Nigdy nic mi się nie udaje”
Czy naprawdę nie jesteś w stanie wskazać ani jednej rzeczy, która ci się udała? Czy przypadkiem nie pomijasz sukcesów, bo uznajesz, że się nie liczą? Dlaczego niepowodzenia mają być dowodem, a osiągnięcia już nie?
Może nie dostałaś wymarzonej pracy, ale ukończyłaś trudny kurs. Nie udało ci się uratować relacji, ale znalazłaś w sobie siłę, żeby odejść. Nie zrealizowałaś wszystkich planów na ten tydzień, ale załatwiłaś sprawę, którą od dawna odkładałaś.
Prawdopodobnie przyzwyczaiłaś się traktować to, co ci wychodzi, jako oczywistość, a każde potknięcie jako dowód, że „nic ci nigdy nie wychodzi”. Ten sposób myślenia uniemożliwia ci racjonalną ocenę, tego jak sobie radzisz. Sukcesy pomijasz, a porażki liczysz podwójnie.
„Nikt mnie nigdy nie pokocha”
Acha, rozumiem, że przeprowadzono szczegółowe badania naukowe i wyniki są jednoznaczne. Na dodatek konsultowałaś je z najlepszymi jasnowidzami w Polsce i za granicą, a oni stwierdzili zgodnie: „Nikt jej nigdy nie pokocha”.
Bądźmy poważne. Nie wiesz tego, choć po kolejnych rozczarowaniach możesz mieć właśnie takie poczucie. Traktujesz swoją przyszłość jak wynik prostego równania: 2+2=4. Tymczasem to, że Wojtek w trzeciej klasie liceum nigdy nie zwrócił na ciebie uwagi, a żadna randka z Tindera nie zapoczątkowała udanej relacji, to informacje o twoich dotychczasowych doświadczeniach, ale nie przepowiednia.
Wojtek mógł mieć inne sprawy na głowie albo po prostu interesował się kimś innym. Na Tinderze mogłaś spotykać osoby, z którymi niewiele cię łączyło, mieć pecha lub trafiać na ludzi, którzy szukali czegoś innego niż ty.
Twój smutek i frustracja są prawdziwe. Nie oznaczają jednak, że myśl, która im towarzyszy, również jest faktem.
Zamiast mówić sobie: „Nikt mnie nigdy nie pokocha”, spróbuj nazwać to, co teraz przeżywasz: „Boję się, że nie spotkam kogoś, kto mnie pokocha, bo dotychczasowe doświadczenia były dla mnie bolesne”. To wciąż trudne uczucie, ale nie wyrok na przyszłość.
Jeśli chcesz przestać użalać się nad sobą, czeka cię sporo pracy. Olśnienie, o którym pisałam na samym początku, to piękny i ważny moment, ale nie przycisk „reset”.
„Przeprogramowanie” mózgu wymaga czasu, konsekwencji i cierpliwości. Nie możesz bowiem oczekiwać, że schematy myślenia, które utrwalałaś przez wiele lat, zmienisz w tydzień.
Z każdym kolejnym dniem będzie ci odrobinę łatwiej, aż w końcu twoje myśli zaczną naturalnie podążać w nowym kierunku. Pamiętaj też, że nagroda jest wyjątkowo słodka – wolność.
Artykuł ma charakter wyłącznie informacyjny i edukacyjny. Nie zastępuje konsultacji z wykwalifikowanym specjalistą. W przypadku problemów emocjonalnych, psychicznych lub trudności w codziennym funkcjonowaniu zalecamy kontakt z psychologiem, terapeutą lub lekarzem.
Artykuł napisany z wykorzystaniem: Michael R. Edelstein, „How to Overcome Self-Pity”, psychologytoday.com; „Self-Pity: What it Means & How to Shift It”, therapy-central.com [dostęp 15.10.2026].