fbpx

Jak dokonać zmiany w życiu, w pracy i relacjach?

Jak dokonać zmiany w życiu, w pracy i relacjach?
123rf.com

Karolina Cwalina sama walczyła z otyłością i ciężką chorobą. Schudła 60 kilo, dziś jest coachem i pomaga innym kobietom dokonywać zmian w życiu, w pracy i relacjach. Jak? Zapraszamy do cyklu spotkań.
Karolina, po co nam cel?

Żeby każdego dnia budzić się i… mieć po co żyć. Cel daje nadzieję, wytrwałość, siłę, motywację do tego, żebyśmy się nie poddawali w swoich działaniach.

A kiedy go brak, to…

Ludzie, którzy mówią: „Nie mam celu”, są zazwyczaj niezadowoleni, nie akceptują siebie. To się przekłada na całą postawę życiową. Też tak kiedyś miałam. Dryfowałam. Byłam przekonana, że niczego nie jestem w stanie osiągnąć. Bo źle wyglądałam, a przez to źle się czułam, do tego pracowałam w korporacji, której nie znosiłam. Najgorsze, że nie wiedziałam, do czego mam dążyć, bo byłam niepoukładana. To jeszcze bardziej mnie dołowało. Musimy wiedzieć, co jest dla nas ważne, wtedy dopiero możemy ustalać jakikolwiek cel.

Czasem trudno go określić. Możliwości jest tak wiele…

ZAMÓW

E-WYDANIE

To prawda. Ale coaching jest właśnie odpowiedzią na potrzeby ludzi, którzy są w dzisiejszym świecie pogubieni, a przede wszystkim przytłoczeni. Bywa przecież tak, że nawet jeśli mamy cele, to nie są one nasze. Nie wynikają z wyznawanych przez nas wartości, nie są odzwierciedleniem naszych marzeń, ale wyrazem społecznych oczekiwań, przekonań wyniesionych z domu rodzinnego, zasad, które wyznaje nasza mama, przyjaciółka, siostra. Tak głęboko jednak tkwimy w iluzji, że trudno nam cokolwiek zmieniać. Coaching pomaga odkryć to, co jest najlepsze dla nas, a nie dla innych. Ja zaraz po studiach poszłam pracować do dużej korporacji, bo tak robiło wielu moich znajomych. Z ich perspektywy moja praca była fajna. Ale mnie męczyły reguły korporacyjne. Wystarczyło, że spóźniałam się dwie minuty – choćby dlatego, że kolejka do windy była duża – już byłam strofowana. Mogłam wyjść na lunch, ale musiałam za to o godzinę dłużej siedzieć w biurze, pomimo że bardzo szybko wykonywałam swoje obowiązki.

I co zrobiłaś?

Poszłam na sesję coachingową. Powiedziałam: „Chciałabym mieć pracę, która będzie mi dawała satysfakcję”. Coach zapytał mnie wtedy: „A po czym poznasz, że będziesz miała satysfakcję?”. I powoli określałam, co bym chciała w tej pracy robić, żeby mieć przyjemność, jakie moje potrzeby musiałyby zostać zaspokojone. W tamtej pracy miewałam takie momenty, że nie mogłam oddychać, bolało mnie serce, wiedziałam więc, że coś jest nie tak. Organizm często daje nam znać, że jesteśmy w niewłaściwym punkcie życia. I albo tłumimy to i żyjemy dalej, albo pytamy sami siebie: „O co mi chodzi?”. Po serii podobnych pytań w końcu doszłam do tego, że nie umiem mieć nad sobą kogoś, kto narzuca mi obowiązki. Moim celem jest zawodowa wolność i niezależność.

Czy dużo jest takich kobiet, które podczas sesji dopada olśnienie: „Wow, żyłam nie swoim życiem”?

Wiele kobiet przychodzi na sesję coachingową z jakimś celem, a w trakcie okazuje się, że wcale nie na tym im zależy. Jedna z moich klientek na początku spotkania rzuciła: „Chcę schudnąć! Próbuję od lat, wierzę, że z tobą w końcu mi się to uda”. Okazało się, że brak sukcesu w chudnięciu był wynikiem ogólnego braku organizacji, nieumiejętności trzymania się planu. Głównym celem, który jej postawiłam, była poprawa organizacji. Jej brak destrukcyjnie wpływał na wiele innych sfer życia mojej klientki: miała problemy z przyjaciółmi, bo ciągle odwoływała spotkania, była zdolna, ale nie trzymała się terminów i przez to traciła szansę na awans. Jej nadwaga była „tylko” skutkiem ubocznym tego, że cała machina źle działała. Oczywiście, pracowałyśmy nad tym, żeby nie odwoływała spotkań na siłowni, ale cel był inny: zorganizować sobie życie!

Z racji tego, że sama schudłam kilkadziesiąt kilo, trafia do mnie mnóstwo kobiet, których celem jest zrzucenie wagi. Szybko jednak okazuje się, że na 15 kobiet tylko dla 4 to jest priorytet. Pozostałym chodzi o odnalezienie pasji, umiejętności planowania, poczucia własnej wartości, poprawę relacji z rodziną i współpracownikami.

Jak odkryć, co jest dla nas ważne?

Metod w coachingu jest wiele. Jedna z nich to narysowanie koła, podzielenie go na osiem części, z których każda symbolizuje ważny obszar naszego życia. Potem oceniamy ważność każdego w skali od 1 do 10.

Czyli na przykład rodzina – 9, przyjaciele – 6?

Mniej więcej, choć nikt nie powiedział, że w naszym obszarze ma być rodzina czy przyjaciele. To być może są wartości istotne dla ciebie, ale ktoś inny może wpisać: seks, pieniądze. Cokolwiek. Wpisujemy to, co jest ważne dla nas. I oceniamy na chwilę obecną. No i widzimy, nad którym obszarem należy pracować. Zwykle automatycznie wpisujemy właśnie: miłość, przyjaciele – bo to są społecznie akceptowane wartości. Ale przecież ważne mogą być zupełnie inne rzeczy. Może nagle się okazać, że naszym celem nie jest posiadanie rodziny, tylko wolność.

Inną z metod stosowanych w coachingu jest wizualizacja. Trzeba zamknąć oczy i wyobrazić sobie, gdzie chcielibyśmy być za jakiś czas. W jakim miejscu, sytuacji, czasie. Ważny jest każdy szczegół: jak wyglądasz, co robisz, z kim jesteś, jak się czujesz, bo to też bardzo dużo mówi o tym, co jest dla ciebie ważne. Jeśli wyobrażasz sobie siebie prowadzącą ważne zebranie, to najprawdopodobniej twoim celem jest awans.

A gdy to już odkryjemy, to…

Wtedy z coachem albo same odpowiadamy sobie na pytania: Dlaczego to jest dla mnie takie ważne? Kim się stanę, gdy to będę miała? Jak to wpłynie na inne obszary mojego życia? Potem ustalamy, jakie będą pierwsze kroki, które podejmiemy. Na przykład jeśli chcemy awansować, to musimy ustalić, jakich kursów do tego potrzebujemy, u kogo szukać zawodowej porady. Kolejna sprawa to znajdowanie rzeczy i ludzi, którzy będą nas wspierać w działaniach. To ważne, gdy pojawią się kryzysy.

Muszą się pojawić?

Raczej tak. Z jednej strony dadzą o sobie znać nasze ograniczające przekonania, które będą podpowiadały np.: „Nie, jesteś za słaba, nie próbuj, odpuść”. Trzeba je odrzucać, pokonywać: „Ja nie dam rady? Ja? To kto, jak nie ja?!”. Każdy sukces zbudowany jest na porażkach, gdyby nie one, nie wyciągalibyśmy wniosków.

Mieć jeden cel czy kilka?

To zależy. W coachingu mamy na przykład jeden duży cel, załóżmy w sferze zawodowej: „Chcę mieć lepszy komfort pracy”. Co za tym idzie? Poprawa kontaktów ze współpracownikami, niespóźnianie się, większa asertywność w kontaktach z szefem. Cel jest jeden, ale rozbijamy go na części, tzw. małe cele. Na przykład chcesz schudnąć, więc rozbijasz ten cel na mniejsze: zmienić dietę, ćwiczyć, dbać o ciało i prowadzić zdrowy tryb życia.

A co zrobić, gdy tych celów wydaje się mnóstwo: zmienić pracę, schudnąć, a może i zmienić partnera?

Wszystkiego nie da się zrobić od razu. Ważne są priorytety, co na daną chwilę jest najistotniejsze. Lepiej skupić się np. na dwóch rzeczach, wtedy bardziej się przykładamy. A gdy cel zostaje osiągnięty, to i tak wygeneruje zmianę.

Karolina Cwalina ECPC, coach, autorka programu „Sexy zaczyna się w głowie”, www.sexyzaczynasiewglowie.pl

ZAMÓW

E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>