1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Olga Bołądź: Nogi na ziemi, głowa w chmurach

Olga Bołądź: Nogi na ziemi, głowa w chmurach

fot. BewPhoto
fot. BewPhoto
Gra u najlepszych i u ich boku. Ostatnio wystąpiła w „czerwonym punkcie” z Ewanem McGregorem. Ale nie zadziera nosa. Ona robi swoje i nie zastanawia się już tak bardzo, co ludzie powiedzą, bo „ścigać najlepiej jest się ze sobą”.

(Wywiad z numeru 4/2017)

Kiedy patrzysz w lustro, kogo widzisz?

Siebie. Mam kontakt z tą, którą widzę, lubię ją – dziewczynę z drugiej strony lustra. Obserwuję proces dojrzewania, stawania się kobietą, stawiania na siebie. Widzę swoje mocne i słabe strony, uczę się bycia w sam raz. To dla mnie idealne na ten moment – być akurat, nie wymagać od siebie ponad miarę. Tak, mogę przenieść wóz z całą wsią, ale po co? W końcu dotarłam do takiej informacji o sobie, że wiem, jak ułożyć się na tej wadze, żeby nie było ani za ciężko, ani zbyt lekko. Dotarło do mnie, że fajnie jest siebie dawać, ale tylko tam, gdzie potrafią brać, czyli tam, gdzie przetworzą to, co dostali, w coś dobrego.

Jednak potrafisz wychodzić ze strefy własnego komfortu, gdy przy 30-stopniowym mrozie przez kilka godzin wyciągasz z zamarzniętej nory porzuconego psa. Albo czatujesz pod sklepem, aż wyjdą właściciele psa, którego wcześniej przywiązali na zimnie przed wejściem, po to, żeby dać im do wiwatu.

Ale to są akurat rzeczy ważne na tyle, że gdybym ich zaniechała, to przed lustrem, zamiast patrzeć sobie prosto w oczy, raczej spuszczałabym wzrok. To jest coś, co ma bezpośredni związek z sumieniem. Nie mogę, jak się okazuje, mieć w domu kotów, bo ostatnio, kiedy wzięłam dwa ze schroniska, żeby znaleźć im dom na stałe, okazało się, że mam uczulenie. A na psa chcę jeszcze poczekać, by móc stworzyć mu lepsze warunki do życia, czyli moją większą obecność, ale poza tym? Staram się brutalnie wykorzystywać w tej kwestii wszystkie możliwości, jakie daje mi popularność.

Jak to robisz?

Wspomagam na przykład różne fundacje, ostatnio zafascynował mnie toruński Azyl dla Królików, którego hasłem jest „Zakochaj się w uszach po uszy”. Dowiedziałam się o nim od przyjaciółki. Gdyby nie ona, nie przyszłoby mi chyba do głowy, że króliki też mają takie problemy jak psy czy koty, że ludzie biorą je, bo są malutkie i słodkie, a potem one rosną i ta miłość nagle pryska. Azyl leczy je, stara się o ich adopcję, daje im schronienie. Wsparłam też ostatnio Chatę Zwierzaka, która szukała nowego miejsca, by stworzyć dom opieki paliatywnej dla starych psów i kotów, których właściciele umarli. Dobra, OK! Poszłam z tą sprawą do telewizora i tydzień później dostałam mejl z informacją, że udało im się uzbierać 180 tysięcy, za co kupiony został były dom starców dla ludzi, który teraz stanie się domem starców dla zwierząt, z możliwością rehabilitacji. Myślę, że najlepsze w tej Chacie Zwierzaka jest samo branie pod dach zwierząt starych i chorych, które co chwilę będą przecież umierać, to już jest megawykon. Jaką inteligencję emocjonalną i siłę trzeba w sobie mieć, żeby w taką grę życia ze śmiercią wejść. Niedawno umarł mój pies. Flo przyszła do nas, kiedy zdawałam maturę. Była z nami 14 lat, a proces jej umierania i rozterki, czy ją uśpić, bo bardzo cierpi, czy może ma jednak żyć, były nie do wytrzymania. Tym bardziej że weterynarz powiedział w pewnej chwili, że zwierzęta cierpią w ciszy i może nie być oznak udręki... Zastanawiałyśmy się z siostrą, jakie mamy prawo decydować, czy ma umrzeć, czy żyć. Flo umarła sama, a ja mogę jedynie podziwiać moją siostrę, bo to ona była z nią na co dzień i to ona wraz z mężem dźwigała przez cztery miesiące ciężkiego retrievera po schodach. I to w końcu ona jako pierwsza zderzyła się z tym, że Flo odeszła.

Wierzysz, że zwierzęta mają dusze?

Myślę, że są wspaniałe. Na Facebooku mam znajomych wolontariuszy z różnych schronisk i zawsze, kiedy jakiś pies odchodzi, wrzucają posta, że odszedł za tęczowy most. Piękna jest ich obecność, a brak dojmujący. Wierzę, że zwierzęta mają dusze, odkąd zobaczyłam Pana Kleksa i psi raj. Miałam wtedy z pięć lat i do dziś uwielbiam tę scenę – jak Adaś przylatuje do psiego raju. Potem był jeszcze mały Atreyu z „Niekończącej się opowieści”, który uważał, że zwierzętom trzeba pomagać, i wyciągał konia z bagna... Jak ja wtedy płakałam! Teraz widzę, jakie piętno odcisnęło na mnie kino familijne na VHS.

VHS to twoje dzieciństwo. Co jeszcze utkwiło ci w pamięci z tamtych czasów?

Pamiętam, gdy miałam z siedem lat i mój kuzyn, który jest jak mój starszy brat, puszczał w samochodzie na kasecie Bajm. Kojarzę to z latem i jazdą nad morze. Jak ja się zakochałam w tych piosenkach! Od tamtej pory Beata Kozidrak rozbija bank, uwielbiam ją. Świetnie łączyła mi się z Beastie Boys, Kalibrem 44, Hey, Lennym Kravitzem, Skunk Anansie czy z klasykami: Breakoutem i Niemenem – może mamałyga, ale mnie się to w głowie komponowało. Teraz zresztą też mam różnorodny gust. Do kina chodzę nie tylko na filmy artystyczne, uwielbiam na przykład Liama Neesona i każda sensacja z nim jest obowiązkowa. Kocham książki, ale czytam bardzo różne. Uwielbiam fantastykę, a przygodę z nią zaczęłam od „Sagi o Ludziach Lodu”, którą siostra mojej kumpeli kupowała w kiosku Ruchu, i tak oto klasyk krążył po naszym osiedlu. Efekt? Wszystkie tomy przeczytane w wakacje po trzeciej klasie podstawówki. Jakoś w ogóle doceniam różnorodność. Lubię, gdy ludzie noszą różowe skarpetki albo różne buty, tworzą swój własny styl. To jest piękne, że są tacy, jacy chcą! Cenię odwagę bycia sobą. Podziwiam Madonnę, Krystynę Jandę, Michelle Obamę, Meryl Streep i Korę, która ma świadomość, charyzmę i odwagę. To osobowość, na której mogę się oprzeć, wiem to. Dzięki takim kobietom jak ona mam jeszcze więcej siły, by uprawiać ten swój własny ogródek i dbać o to, by przyzwoicie się w nim żyło. By przychodzili do niego wzajemnie wspierający się ludzie, by mój syn dobrze się czuł w tej małej rodzinno-przyjacielskiej strukturze i chłonął ją według świętej zasady, że dziecko nie bierze przykładu z tego, co mu powiem, tylko z tego, co robię. W związku z tym wiem też jeszcze jedno – gapiąc się w wiadomości, nie zmienię świata, tak samo jak nie pomogę syryjskim dzieciom, zadręczając się przekazem ich cierpienia. Dlatego jestem na detoksie od telewizji i portali informacyjnych. Zamiast tego loguję się na stronę Caritas Polska i czytam, jak mogę pomóc, robię przelew na organizację lekarzy, którzy pomagają w Syrii, albo na poszkodowane rodziny. To jest coś konkretnego do wykonania. Realna umowa z życiem, z której będzie jakiś skutek, a doprowadzić do tego mogę ja sama.

„Ja siama” – to w ogóle pierwsze słowa, jakie w życiu powiedziałaś. A co powiedział twój synek?

„Koko”, czyli światełko. To było w czasie, kiedy wszyscy nosili go na rękach i mówili: „O, zobacz, jak się świeci, spójrz, światełko, światełko”.

Bruno przypomina ciebie?

Wiele osób mówi: „czysta Olga”, bo ma podobne gesty i uśmiecha się jak mała Chinka, tak że nikną mu oczka, jak mnie. Ale... ja siama [śmiech] widzę w nim też duże podobieństwo do jego taty. Przyglądam mu się i jestem dumna z mojego synka. Mam  w sobie takie ciche postanowienie, żeby nauczyć go, jak być szczęśliwym człowiekiem. Nie próbować lepić go na siłę, raczej obserwować, co lubi robić i jak lubi się bawić – wtedy może będę miała szansę wspomóc jego słabsze strony. Dziś wiem na przykład, że nie ma zbyt dużo cierpliwości, ale... Czekaj, czekaj, wiem, po kim to ma! Po mamusi [śmiech]. A na co dzień uczę go kultury na zasadzie: „Co się mówi?”, „Poczekaj, aż skończę mówić do dziadka, i wtedy do mnie mów, a nie krzycz” albo „Panie przodem”, bo zawsze mam w głowie taką myśl, że wychowuję go przecież dla innej kobiety. Chciałabym, żeby był mężczyzną, który potrafi się odnaleźć i zachować w różnych sytuacjach, żeby miał dobre narzędzia i klisze, ale równocześnie chcę zrobić wszystko, by miał też przestrzeń na własny charakter. I widzę, że fajny ten Brunio, że cieszy się tym, co dostanie od mamy i taty, tym, że pada śnieg albo rosną drzewa, że dziadkowie go kochają. Jest szczęśliwy sam w sobie. Od środka ma w sobie słońce.

Ale w życiu dzieją się też rzeczy trudne.

No właśnie. Ostatnio dziadek uzmysłowił mu, czym jest odchodzenie na chmurkę... I tak sobie pomyślałam: „Boże święty, to jest to pierwsze ziarenko goryczy, które dostał”. Ziarenko oczywiście kiełkuje, bo już zaczęły się pytania: „Mamo, a kiedy ty pójdziesz na chmurkę? A ja też tam pójdę?”. Nagle więc znalazłam się w takim momencie, że muszę opowiadać o śmierci, cierpieniu i starości, step by step.

Jak to się robi?

Staram się opowiadać mu o tym tak, by nie przyklejać temu zbyt wielu znaczeń, bo w końcu jest jeszcze malutki i przekaz trzeba do niego dostosować – zrobić to jednak tak, żeby miał jasność – tak się po prostu w tym życiu dzieje, że ono się kiedyś kończy. Oczywiście, że przy okazji czasem łza poleci, bo dla mnie to nie są oczywiste rozmowy, ale teraz już nie ma odwrotu. Wchodzę więc w tę przygodę i próbuję jej sprostać, a robię to przecież pierwszy raz w życiu!

Sama siebie też przy okazji odkrywasz. Myślisz, że wraz z macierzyństwem zmniejsza się potrzeba szukania w życiu ryzyka? Skoczyłabyś dziś na bungee?

Nie skoczyłabym. Wielu ryzykownych rzeczy już nie zrobię, bo nie mogę dziecku z własnej głupoty zafundować braku matki. Przeklikuję się więc na inny zestaw Olgi i tego mojego rebelianta w sobie częściej dziś usypiam. Zależy mi na tym, żeby było bezpiecznie, a ja i tata Bruna właśnie to bezpieczeństwo stanowimy. Kiedyś zbierałam dewocjonalia, w domu jest dużo różnych figurek i obrazków, a Bruno ma w pokoju Matkę Boską zmieniającą kolory w zależności od pogody. Raz jest niebieska, raz różowa, raz fioletowa. Stoi obok minionka i święcącego misia, a na głowie ma koronę. Pamiętam, jak kiedyś zaproponowałam, żebyśmy podziękowali jej za fajny dzień i poprosili, żeby jutro też taki był. Mój synek wziął tę bozię do łóżka i najlepszą zabawą było ściąganie z jej główki plastikowej korony. Takie małe wieczorne sacrum profanum. I jak mu to wszystko razem powyjaśniać, że bozia się do snu nie rozbiera, a on ma wskoczyć w piżamę? Albo pytania o jego Boga Stróża, czyli Anioła Stróża. „Gdzie on teraz jest? Koło mnie? A jaki ma kolor? A to jest chłopiec?”.

A to jest chłopiec?

On jest chłopcem, dziewczynką, aniołem. To jest taka trzecia forma. Widzisz, mnie w tej całej religii chodzi przede wszystkim o to, by przekazać to, w co sama wierzę: że Bóg jest miłością i dobrocią. I z chrześcijaństwa czerpię to, co dobre, miłosierne, choć zdaję sobie sprawę, że to nie jest jakieś szczególnie szablonowe myślenie.

Ale ty chyba nie jesteś jakoś szczególnie szablonowa?

Wiesz co, każdy kreuje swoje życie po swojemu. Ja na przykład uważam, że w zawodzie jestem gdzieś między sztuką a komercją. Z biegiem czasu coraz bardziej się na to godzę i nikomu nie chcę niczego udowadniać, bo i po co? Najlepiej ścigać jest się ze sobą. A ja mam co robić. Ostatnie półtora roku to głęboki, intymny obraz Kolskiego „Las, 4 rano” i niezwykłe spotkanie z Krzysztofem Majchrzakiem. Potem sam Juliusz Machulski, którego uwielbiam, więc propozycja zagrania w „Volcie” – to był moment, kiedy pomyślałam tylko: „Klękajcie narody”. To wielkie szczęście w tych czasach pracować z inteligentnym, pełnym kultury i dowcipu reżyserem oraz fantastyczną ekipą, z którą można było w przerwie skoczyć na lody do lubelskiej lodziarni. Żadnej spinki. Najlepiej!

W następnym projekcie indywidualista Bodo Kox i jego „Człowiek z magicznym pudełkiem” – jeden z najciekawszych filmów, jakie w życiu zrobiłam – opowieść o dziewczynie z 2030 roku i facecie z 1950 roku. Taka międzyczasowa miłość, gdzie ja gram wyobrażenie przyszłości, a Piotrek Polak wspomnienie reżimu. To niezwykły, wizjonerski projekt.

I do tego jeszcze Patryk Vega z „Czerwonym punktem”. Jak się tam w ogóle znalazłaś?

Zadzwonił do mnie Patryk z propozycją zagrania w jego projekcie, a ja mogłam się jedynie strasznie ucieszyć, ponieważ na planie „Służb specjalnych” bardzo dobrze nam się pracowało. Lubię to, że jest reżyserem, który dokładnie wie, o co mu chodzi. Masz wtedy jasność, co robić na planie.

Zemdlałaś, gdy powiedział, że grasz z Ewanem McGregorem?

Wiesz, że on mi tego na początku w ogóle nie powiedział? Dopiero gdy weszliśmy w szczegóły, oświadczył, że będzie jeszcze taki jeden aktor... Wiesz, Ewan McGregor [śmiech].

I co ty na to?

Trochę mnie zatkało, szczerze mówiąc. Pamiętam, że powiedziałam tylko: „Bez kitu! Serio?”. A potem „wow” i cisza. Ewan okazał się więc wielkim bonusem w tej całej historii i nawet powiedziałam mu później, że jest moim prezentem świątecznym, ponieważ kręciliśmy film akurat przed Gwiazdką.

Co odpowiedział?

Roześmiał się i spytał o mój akcent. Odpowiedziałam, że angielski znam z londyńskiego baru, gdzie kiedyś zbierałam szklanki i popielniczki. I okazało się, że on też to robił w czasach szkoły teatralnej, w innym barze, nawet nie tak daleko od mojego, tyle że jakieś 15 lat wcześniej. Ewan to w ogóle bardzo miły, zwyczajny człowiek, bez zadęcia, za to potrafiący stworzyć taką atmosferę na planie, że zaczynasz się czuć po prostu dobrze. I to są właśnie takie historie, dowody na istnienie, które pokazują ci, że jesteś na fajnej drodze w życiu. Szczerze więc? Jestem tak spełniona zawodowo, że nazwałabym to nawet szczęściem, a czuję się coraz lepiej! Jest tak, jak lubię: nogi na ziemi, głowa w chmurach.

 

OLGA BOŁĄDŹ ukończyła PWST w Krakowie, studiowała też w Barcelonie i w Stella Adler Academy of Acting and Theatre w Los Angeles. Występowała m.in. na deskach Narodowego Starego Teatru i warszawskiego Teatru Polonia. Znana m.in. z filmów „Skrzydlate świnie”, „Nad życie”, „Służby specjalne”, „Las, 4 rano”. Mieszka w Warszawie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).