1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania

Powrót do przeszłości. Rozmowa z prekursorem muzeoterapii w Polsce, prof. Robertem Kotowskim

Robert Kotowski, prof. nauk humanistycznych, historyk, kustosz dyplomowany, dyrektor Muzeum Narodowego w Kielcach, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, prekursor muzeoterapii w Polsce (Fot. Małgorzata Stępnik/Muzeum Narodowe w Kielcach/materiały prasowe)
Robert Kotowski, prof. nauk humanistycznych, historyk, kustosz dyplomowany, dyrektor Muzeum Narodowego w Kielcach, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, prekursor muzeoterapii w Polsce (Fot. Małgorzata Stępnik/Muzeum Narodowe w Kielcach/materiały prasowe)
Wiele badań dowodzi, że bezpośredni kontakt z kulturą materialną poprawia samopoczucie, zdrowie, wspiera w osiągnięciu stabilizacji emocjonalnej czy poszukiwaniu swojej tożsamości. O szczególnej metodzie terapii sztuką – muzeoterapii – opowiada jej prekursor w Polsce prof. Robert Kotowski.

Czym właściwie jest muzeoterapia?
To stosunkowo nowy termin, który określa współczesną rolę muzeów – ich terapeutyczne oddziaływanie na odbiorców zmagających się z różnymi dolegliwościami cywilizacyjnymi, w tym z rozmaitymi schorzeniami. Odbywa się ono przy wykorzystaniu trzech elementów: przestrzeni muzealnej, zbiorów muzealnych i narracji muzealnej. Oczywiście, przy współpracy wykwalifikowanej kadry psychologów, psychoterapeutów, pedagogów, lekarzy i muzealników.

Co muzeoterapia ma wspólnego z arteterapią?
Muzeoterapia odwołuje się do szeroko rozumianej terapii sztuką, która – dzięki właściwościom procesu twórczego – ma uzdrawiającą moc. Dziś mówimy nie tylko o arteterapii, ale też dramaterapii, biblioterapii i wielu innych. Muzeoterapia może przebiegać z wykorzystaniem elementów z wyżej wymienionych dziedzin, ale nie należy jednak zestawiać ich jeden do jednego.

Czym różni się obcowanie ze sztuką w muzeum od kontaktu z nią w innych, na przykład domowych, warunkach?
Pamiętajmy, że muzea nie dotyczą tylko sztuki, ale też życia codziennego, przyrody czy historii. Liczne badania pokazują, że bezpośredni kontakt z kulturą, właśnie poprzez wykorzystanie przestrzeni, ekspozycji oraz narracji muzealnej, poprawia samopoczucie, zdrowie, wspiera w osiągnięciu stabilizacji emocjonalnej czy poszukiwaniu swojej tożsamości. To nie jest nowe, XXI-wieczne odkrycie, a raczej powrót do przeszłości.

Jakich czasów sięga więc muzeoterapia?
Historii starożytnej. Wówczas sztuka wykorzystywana była w różnych terapiach. Przykłady można znaleźć m.in. w Koryncie czy Atenach, gdzie funkcjonowały sanktuaria Asklepiosa, które były rodzajem kompleksowych ośrodków powrotu do zdrowia. To miejsca, w których pacjenci obcowali z różnymi formami sztuki, a pod wpływem kultury i natury następowało uzdrowienie. Pamiętajmy też, że pierwotnie muzea (zwane muzejonami), zanim stały się tożsame ze zbiorami, były miejscami przemiany, w których następowała duchowa i twórcza transformacja.

Jak to funkcjonowało na przestrzeni kolejnych wieków?
Muzea w ciągu kolejnych stuleci przeszły długą i żmudną drogę rozwoju, która doprowadziła te instytucje do radykalnej reorganizacji kultury muzealnej – postaw, wzorców, ale także stosunku do publiczności, a tym samym zmiany roli społecznej. Muzea zaczęły otwierać przed publicznością świat, często zupełnie nieznany, przekazując informacje o nim i wzbogacając powszechną wiedzę. Stało się to jedną z podstawowych funkcji muzeów. Gromadzone zbiory zaczęły służyć ludziom, tak by sami mogli formułować spostrzeżenia i sądy o przeszłości. Muzea zaczęły dostarczać swego rodzaju spoiwa, które łączy jednostki w społeczeństwo i tworzy cywilizacyjny bufor na czas różnorodnych kryzysów.

Sala Jacka Malczewskiego, Muzeum Narodowe w Kielcach (Fot. Małgorzata Stępnik/Muzeum Narodowe w Kielcach/materiały prasowe)

A kiedy powstała ugruntowana naukowo koncepcja muzeoterapii?
Pierwsze duże badania dotyczące społecznego oddziaływania instytucji kultury zaczęto prowadzić ponad 20 lat temu. Na kanwie bardzo zadowalających wyników, francuskojęzyczna grupa lekarzy w Montrealu przygotowała pilotażowy program „Muzeum na receptę”. Ci lekarze wypisywali recepty na wizyty w muzeum, a pacjentów obserwowano i badano, także pod kątem biochemicznym: poziomu kortyzolu, serotoniny, cukru czy ciśnienia. Okazało się, że kontakt ze sztuką muzealną wywiera pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Efekty zainspirowały inne ośrodki na całym świecie: Brytyjczyków, Francuzów czy Amerykanów. Zaczęto korzystać z tej właściwości sztuki do leczenia lęku, depresji, traum, zaburzeń odżywiania, autyzmu, chorób onkologicznych czy demencji. Muzeoterapia pomagała także osobom z wysokim ciśnieniem krwi, cholesterolem czy dusznością. Okazała się też bardzo skuteczną bronią w walce ze stresem.

Jest Pan prekursorem muzeoterapii na naszym polskim poletku. Jak ona wygląda w praktyce? Czym „realizacja recepty” różni się od normalnego zwiedzania?
Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że nie chodzi o to, że zamiast wizyty u lekarza idziemy do muzeum i już jesteśmy zdrowi. Muzeoterapia nie jest autonomiczną formą leczenia, a jego wspomaganiem. I można rozpatrywać je na różnych płaszczyznach. Jedną z nich jest wykorzystanie przez psychoterapeutów i lekarzy wizyt w muzeum. Wielokrotnie dzieliłem się swoimi spostrzeżeniami ze specjalistami, praktykującymi psychoterapeutami, którzy później wykorzystywali to w swojej pracy z pacjentami. Kolejnym obszarem muzeoterapii są organizowane – w ramach różnych programów – grupy terapeutyczne dla pacjentów kardiologicznych, neurologicznych, onkologicznych czy też osób zmagających się z zaburzeniami psychicznymi. Obecnie, we współpracy z Kliniką Ginekologii i Położnictwa w Kielcach przygotowujemy program dla pacjentek leczących się w klinice niepłodności. Chcemy wspomóc ich leczenie, umożliwiając im uruchomienie emocji, które im towarzyszą.

Takie programy tworzone są wyłącznie dla chorych czy zmagających się z różnymi trudnościami?
One dostępne są dla wszystkich. W Muzeum Narodowym w Kielcach realizujemy programy uważności czy projekt „Emocje-obrazy”. Uczestnicy tych zajęć uczą się rozróżniać i definiować swoje emocje. Z badań wiemy, że zaprzeczenie swoim uczuciom czy tłumienie reakcji na nie stanowi dziś przyczynę wielu psychicznych problemów. Istotą tego pomysłu jest chęć pokazania, w jaki sposób obiekty muzealne i ich narracja wpływają na naszą percepcję i uwalniają nasze emocje.

Czy samodzielna wizyta w muzeum również wpisuje się w nurt muzeoterapii?
Tak, to jej najbardziej powszechna forma. Możemy wybrać się do muzeum w każdym dowolnym momencie naszego życia. Tego typu wizyta, na skutek zderzenia naszych życiowych doświadczeń z doświadczeniami, które obserwujemy – chociażby na obrazach w muzeum – potrafi nas uspokoić i skłonić do wielu refleksji. Może być też motywowana chęcią budowania relacji, kapitału społecznego, gdyż wiąże się to z pierwszym, najważniejszym krokiem, jakim jest wyjściem z domu i aktywizacją. Także wzajemna wymiana doświadczeń między zwiedzającymi lub pomiędzy zwiedzającymi a muzealnikami ma swój wymiar terapeutyczny. To zmniejsza społeczną izolację i może pomóc w przełamywaniu pewnych stereotypów.

O jakich stereotypach Pan mówi?
W tej chwili częstym zjawiskiem jest lęk przed odwiedzaniem muzeum. Z różnych powodów: że nie będę wiedział, jak się zachować, że tego nie zrozumiem, że inni są mądrzejsi ode mnie. Muzeoterapia pomaga więc w budowaniu relacji międzyludzkich i przełamywaniu trudności społecznych.

Jakie konkretne aspekty obcowania ze sztuką działają na nas terapeutycznie?
Ważnymi elementami są uważność czy doświadczanie piękna, ale w muzeoterapii chodzi przede wszystkim o zderzenie naszego życiowego doświadczenia z doświadczeniem naszych przodków czy twórców. Własne doświadczenie przekłada się na indywidualną interpretację eksponatów, które widzimy. Obiekty odnoszące się do szerszej historii świata i ludzi prowokują nas do refleksji, wywołują emocje, opinie, wspomnienia, a często też ucieleśniają nasze cele, zachęcają do działania w sposób, w jaki naprawdę chcemy żyć. W pewnym sensie funkcjonują też jako symbole tożsamości, przypomnienie przeżywanego doświadczenia. To pomaga w lepszym zrozumieniu naszego życia. A w konsekwencji wpływa na nasz rozwój, przemianę oraz na zmniejszenie poziomu lęku. Bo pojawiają się: nadzieja, radość, poczucie własnej wartości czy wspólnoty.

Zajęcia muzeoterapii w Muzeum Narodowym w Kielcach (Fot. Małgorzata Stępnik/Muzeum Narodowe w Kielcach/materiały prasowe)

Jak powinna wyglądać taka samodzielna sesja?
Trudno powiedzieć, bo to zależy od naszej wrażliwości czy znajomości tego obszaru. Ale są pewne elementy, które mogą nam pomóc. Chociażby wykorzystanie obiektów muzealnych w prostym ćwiczeniu z uważności: 5-4-3-2-1. Stając przed jakimś obrazem, przyglądamy mu się i znajdujemy pięć rzeczy, które widzimy; cztery – które możemy dotknąć w naszej wyobraźni; trzy – które usłyszeć; dwie – poczuć zapach; jedną, której chcielibyśmy zasmakować. A to powoduje, że skupiamy się na przedstawionej przed nami scenie. Takie ćwiczenie uważności jest bardzo pomocne do wyciszenia i refleksji oraz przełamywania blokad emocjonalnych.

Podejrzewam, że muzeoterapia nie zadziała bez aspektu uważności.
Posłużę się przykładem psychoterapeuty, którego pacjent miał problemy z budowaniem relacji społecznych. Terapeuta zalecił mu więc wizytę w muzeum. Wybór padł na British Museum. I on w pół godziny zwiedził to ogromne muzeum! Przebiegł się po nim. Ale specjalista konsekwentnie nakłaniał go do kolejnych wizyt, wprowadzając techniki uważności. Efekt był taki, że ten człowiek nie tylko stał się miłośnikiem muzeów, ale w konsekwencji otwierania się na doświadczenia poprawił też swoje relacje społeczne.

Czy podczas takiej wizyty powinniśmy się nastawić jedynie na uważność i emocje czy również na wiedzę?
To idzie ze sobą w parze, bo narracja jest jednym z elementów całej wizyty. Ta opowieść o trudnej czy codziennej przeszłości też wywołuje emocje, przywołuje nasze doświadczenia.

Od lewej: Jacek Malczewski, „Portret Róży Aleksandrowiczˮ, (1908) depozyt; rzeźba „Primaveraˮ, autor nieznany (XIX w.), Muzeum Narodowe w Kielcach (Fot. Małgorzata Stępnik/Muzeum Narodowe w Kielcach/materiały prasowe)

Powinniśmy iść do muzeum z konkretnym nastawieniem, że to nas jakoś sterapeutyzuje?
Nie zalecam takiego podejścia. Im częściej będziemy chodzić do muzeum, tym samym niepostrzeżenie będziemy budować swoją wrażliwość czy kompetencje kulturowe. Je trzeba w pewien sposób wypracować. Ale nastawienie: „Źle się czuję, to strzelę sobie wizytę w muzeum” nie działa. Bo to nie jest tabletka przeciwbólowa.

Pamiętajmy też, że sztuka nie na każdego będzie wpływać tak samo. „Dama z łasiczką” – ładny obraz, ale jakoś nie wywołuje emocji. To nie jest tak, że im piękniejszy czy bardziej ikoniczny eksponat, to proces oddziaływania jest lepszy. Natomiast spacer po galerii malarstwa i zawieszenie oka na jakimkolwiek elemencie, który może przyciągnąć naszą uwagę – czy to będzie kolor, postać, forma czy tematyka obrazu – i taka kilkunastominutowa kontemplacja, ale nie z punktu widzenia warsztatu malarskiego czy wartości historycznej, tylko ulokowania swojej uwagi i przeżyć, z pewnością przyniesie pozytywny efekt.

Czy każde muzeum się do tego nadaje? Co z muzeami martyrologicznymi, jak Auschwitz?
Wizyta w takim muzeum również może mieć wymiar terapeutyczny, co pokazały badania na grupie osób młodych. Młodzież bardzo ucierpiała podczas lockdownu spowodowanego pandemią. Dla niej świat się wtedy kończył. I to – być może najtrudniejsze doświadczenie w życiu takich ludzi – w zderzeniu z dramatycznym doświadczeniem życia w obozie koncentracyjnym, zadziałało na nich terapeutycznie.

Bo zrozumieli, że ich sytuacja nie jest tak zła, jak dotychczas im się wydawało?
Ten mechanizm bardzo często wydarzał się poza ich świadomością. Wycieczki młodych ludzi zazwyczaj przyjeżdżają do takiego muzeum rozbawione. Ich nastrój zupełnie nie koresponduje z miejscem, do którego za chwilę pójdą. Natomiast po wyjściu z takiego muzeum ci młodzi ludzie są często smutni, przygnębieni. Za to gdy badano ich stan po dwóch tygodniach od odwiedzin, ich nastrój był zdecydowanie lepszy niż przed wizytą. Zmniejszył się poziom stresu, zaobserwowano generalną poprawę samopoczucia.

Czy można traktować muzeoterapię prewencyjnie, jako remedium na życie w nieustającym stresie czy lęki związane z niestabilnością współczesnego świata?
Z definicji muzeum jest miejscem bezpiecznym – ma ochraniać zbiory. I my czujemy się tam bezpiecznie, bo przenosimy się do zupełnie innego świata, zostawiając za sobą cały cywilizacyjny zgiełk. Muzeoterapia to nowa misja muzeów. Mamy ogromną pracę do wykonania, jeśli chodzi o aspekt zdrowia psychicznego – chociażby w kontekście pandemii czy tego, co dzieje się za naszą wschodnią granicą.

Robert Kotowski, prof. nauk humanistycznych, historyk, kustosz dyplomowany, dyrektor Muzeum Narodowego w Kielcach, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego, prekursor muzeoterapii w Polsce

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze