1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Jak uregulować cykl miesięczny?

Jak uregulować cykl miesięczny?

123rf.com
123rf.com
Jeśli należysz do kobiet, które mają problemy z nieregularnością miesiączki, przeczytaj kilka podpowiedzi ginekologów i dietetyków.

Po pierwsze, ruszaj się!  - Stres, nadmierny wysiłek fizyczny i notoryczne niewyspanie może prowadzić do zaburzeń pracy układu hormonalnego, co skutkuje nieregularnymi okresami. Warto przyjrzeć się swojemu planowi dnia, spróbować uporządkować sprawy zawodowe, oddzielić od prywatnych. Regularny wysiłek fizyczny o średnim lub nawet małym natężeniu pomaga wpłynąć na równowagę gospodarki hormonalnej, a także zminimalizować negatywne skutki stresu, rozładowując emocje. Najważniejsze by wysiłek był systematyczny, więc zdecydujmy się na zajęcia, które polubimy np. z jogi, tai-chi lub pilates –  mówi Magda Suchan, dietetyk, trener personalny i ekspert Fertinea.pl.

Po drugie, odstaw słodycze i fast foody Dieta jest niezwykle ważna dla utrzymaniu regularności cyklu menstruacyjnego. Jeżeli nie dojadasz, przebywasz na restrykcyjnej lub ciągłej diecie odchudzającej, a może dokuczają ci zaburzenia wchłaniania wynikające z niektórych jednostek chorobowych, wtedy te czynniki mogą przyczyniać się do „kapryśnego” cyklu. Również gwałtowne schudnięcie lub przytycie nie jest korzystne dla naszego układu hormonalnego. -  Najzdrowsze są produkty pełnoziarniste, które dostarczą węglowodanów złożonych i błonnika, a także tłuste ryby, bogate w wielonienasycone kwasy tłuszczowe np. pstrąg, łosoś, śledź czy makrela. Oraz oczywiście świeże owoce i surowe warzywaWbrew pozorom, jednym z ważniejszych tłuszczów jest cholesterol, który jest niezbędny w procesie produkcji hormonów. Nie oznacza to jednak, że musimy się objadać tłuszczami. Przeciwnie. Wystarczy wprowadzić do diety odrobinę masła, pełnotłustego mleka lub serów. Oczywiście w granicach rozsądku. Warto przy tym natomiast zrezygnować ze słodyczy oraz produktów z białej mąki  – wyjaśnia dietetyczna. Jednym z najważniejszych pierwiastków w kobiecej diecie jest żelazo. Jego brak może prowadzić nawet do zahamowania owulacji, więc warto kontrolować jego poziom. Żelazo znajdziemy w czerwonym mięsie, wątróbce, jajkach i rybach, a także w roślinach z ciemnozielonymi liśćmi, fasoli, nasionach słonecznika i nasionach quinoa. Warto sięgnąć także po suplementy zawierające ten pierwiastek.

Po trzecie, skonsultuj się z lekarzem Nie zapomnij także o wizycie u lekarza, zwłaszcza jeśli nieregularność cyklu się powtarza. – Zaburzenia cyklu zawsze wymagają konsultacji z lekarzem, zwłaszcza jeśli staramy się o dziecko. Przyczyną problemów może być m.in. zespół policystycznych (PCOS) jajników, nadczynności i niedoczynność tarczycy, cukrzyca, schorzenia wątroby i niewydolność ciałka żółtego. Jeżeli okresy pojawiają się nieregularnie u kobiety w wieku zbliżającym się do 40 r.ż. możemy podejrzewać przedwczesną menopauzę – wyjaśnia dr Bednarska-Czerwińska, specjalista ginekologii i endokrynologii z Kliniki Leczenia Niepłodności i Diagnostyki Prenatalnej Gyncentrum w Katowicach. Żeby poznać ostateczną przyczynę zaburzeń menstruacji konieczne będzie wykonanie dodatkowych badań, m.in. USG i badania poziomów hormonów we krwi. Leczenie opiera się na przyjmowaniu leków hormonalnych. Konieczna jest także walka ze schorzeniami pierwotnymi zaburzającymi regularność cykli.

Po czwarte, odwiedź aptekę Niestety nie wszystkie nawyki łatwo zmienić.  Często wzbogacenie diety o duże ilości szpinaku lub wygospodarowanie czasu na wizyty na siłowni wydaje się przeszkodą nie do pokonania. Nie zawsze też zmiana menu jest wystarczająca, zwłaszcza jeśli mamy niedobory minerałów czy witamin. Wtedy warto wprowadzić suplementację profesjonalnymi preparatami.  O jakich mikro- i makroelementach powinnyśmy pamiętać? O witaminie C, która jest bardzo silny antyoksydantem, witaminach B6 i B12 - pierwsza bierze udział w powstawaniu progesteronu i procesach immunologicznych. Jest też niezbędna w procesie wytwarzania serotoniny, neuroprzekaźnika, który reguluje z melatoniną sen, wpływa na apetyt, odpowiada za nastrój; z kolei wit. B12 chroni przed anemią i wspomaga procesy przetwarzania energii w organizmie, kwasie foliowym (szczególnie ważny dla kobiet planujących ciążę. Jego suplementacja jest zalecana, aby uniknąć wad rozwojowych cewy nerwowej płodu, jak i innych wad rozwojowych), który bierze udział w produkcji czerwonych krwinek i warto go więc przyjmować zwłaszcza w przypadku obfitych okresów oraz bardzo ważnych minerałach: magnezie, cynku, żelazie, miedzi i selenie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

„Bezpieczne miejsce dla kobiet” - rozmowa z Aleksandrą Głuchowską, współwłaścicielką kliniki Infemini

fot. materiały Infemini
fot. materiały Infemini
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Z badań przeprowadzonych w 2019 roku przy współpracy Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej wynika, że 3 miliony Polek chodzi do ginekologa rzadziej niż raz do roku albo nie była u niego nigdy. Najczęściej, po raz pierwszy w gabinecie ginekologicznym pojawiamy się... w momencie zajścia w ciążę. Na taki stan rzeczy wpływ mają nie tylko traumatyczne doświadczenia, które wciąż spotykają kobiety u lekarzy (z raportu opublikowanego kilka lat temu przez Grupę Edukatorów Seksualnych Ponton wynika, że znaczna część kobiet postrzega wizytę u ginekologa jako "zło konieczne" kojarzące jej się ze strachem i wstydem), ale także brak edukacji seksualnej w Polsce. 

Z badań przeprowadzonych w 2019 roku przy współpracy Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej wynika, że 3 miliony Polek chodzi do ginekologa rzadziej niż raz do roku albo nie była u niego nigdy. Najczęściej, po raz pierwszy w gabinecie ginekologicznym pojawiamy się... w momencie zajścia w ciążę.

Na taki stan rzeczy wpływ mają nie tylko traumatyczne doświadczenia, które wciąż spotykają kobiety u lekarzy. Z raportu opublikowanego kilka lat temu przez Grupę Edukatorów Seksualnych Ponton wynika, że znaczna część kobiet postrzega wizytę u ginekologa jako "zło konieczne" kojarzące jej się ze strachem i wstydem. Obawa przed spotkaniem z ginekologiem to również efekt braku edukacji seksualnej w Polsce. 

Wizyty u specjalistów często kojarzą nam się z ostatecznością, przyznaniem do tego, że mamy poważny problem, z którym nie potrafimy sobie poradzić. Wizyta u lekarza wiąże się ze stresem, strachem przed bólem lub wykryciem choroby, a także wstydem. Jednym z często podkreślanych powodów strachu przed pójściem do specjalisty jest nieprzyjemna atmosfera - bezosobowe podejście do pacjentek, brak zrozumienia, surowe nieprzyjemne otoczenie.

Powstała niedawno na warszawskim Mokotowie klinika Infemini to miejsce, które chce odczarować złe skojarzenia z wizytą ginekologiczną - oferują empatyczne podejście do klientek oraz możliwie jak najmniej stresujące przeprowadzenie przez cały proces leczenia. Z Aleksandrą Głuchowską, współwłaścicielką kliniki rozmawiamy o tym, jak stworzyć miejsce przyjazne dla kobiet połączone z fachowością, wiedzą i kompleksową opieką.

Jak pojawił się u Pani pomysł na powstanie miejsca o tak holistycznym podejściu do kobiecego zdrowia i kondycji? Aleksandra Głuchowska: Zwykle najsilniejszym bodźcem do istotnych decyzji w naszym życiu są własne doświadczenia. Nie inaczej było w moim przypadku. Znalazłam się kiedyś w sytuacji, że żaden z kilkunastu lekarzy, jakich odwiedzałam z moją mamą nie był w stanie zdiagnozować, co jej dolega. A symptomy były bardzo silne. Moja mama czuła, że nie jest to „zwykły stres”, który może wpływać na kondycję całego organizmu. Od neurologa, przez laryngologa, trafiłyśmy wreszcie do szpitala zakaźnego, gdzie również nie udało się postawić diagnozy. Po kilkudniowej hospitalizacji i wielu wnikliwych badaniach, usłyszałam od lekarza, że nie wie, co dolega mojej mamie i życzy powodzenia w dalszym szukaniu przyczyny złego samopoczucia. Nigdy nie czułam się tak bezradna. Wiedziałam, że lekarz chce nam pomóc, ale naprawdę nie wie jak. Nie wiedziałyśmy obie, co dalej. Wtedy zaczęłam więcej myśleć o zdrowiu, o systemie opieki zdrowotnej, o tym jak się czuję, kiedy jestem u lekarza, jakie emocje mi towarzyszą. Ale również o tym, że często przyczyna naszych schorzeń leży zupełnie w innym miejscu, niż pierwotnie nam się wydaje. Przy okazji, w moim towarzyskim gronie pojawiło się kilku lekarzy ginekologów i zaczęliśmy rozmawiać o kobiecym zdrowiu. Tak też powstała myśl o stworzeniu miejsca innego niż wszystkie, o nieszablonowym podejściu, gdzie zarówno pacjent, jak i sam lekarz będzie czuł się dobrze i gdzie nikogo nie zostawimy z okropnym uczuciem bezsilności i osamotnienia.

fot. materiały Infemini fot. materiały Infemini

Wiele kobiet skarży się na nieodpowiednie podejście do pacjentek, które doświadczają niekiedy bardzo negatywnych przeżyć np. w gabinetach ginekologicznych. Brak empatii, zainteresowania pacjentką, traktowanie jej jako "jednej z wielu", nie wspominając już o tych wizytach, podczas których lekarze przekraczają granice, upokarzają pacjentki, pozostawiając je niejednokrotnie z ogromną traumą przed powrotem na badania. W jaki sposób można temu zapobiec? Odpowiedź na to jest banalna, co nie znaczy, że prosta – empatia. Czasami ta empatia gdzieś się gubi, ponieważ coś, co jest codziennością w pracy lekarza w pewien sposób wypacza emocje. Dlatego kluczem jest to, aby zawsze starać się czuć emocje innych i pracować nad tą umiejętnością. Coś, co dla nas jest normalne, dla drugiej strony może oznaczać wielkie szczęście lub koniec świata. Prawidłowe myślenie to takie, że pacjent to suma emocji, którą lekarz musi odczytywać i zawsze traktować go w sposób taki, w jaki sam chciałby zostać potraktowany.

Jednym z problemów, o których mówi się ostatnio coraz więcej jest brak możliwości zajścia w ciążę przez partnerów. Konsekwencje długotrwałego starania się o posiadanie dziecka często prowadzą również do poważnych konsekwencji w zakresie relacji między partnerami i ich zdrowia psychicznego. W takich sytuacjach pojawia się stres, frustracja, wzajemne obwinianie się... Co zrobić, aby pacjentów nie pozostawiać jedynie z poczuciem "postawionej diagnozy"? Mówiąc o problemach z zajściem w ciąże, faktycznie powinniśmy rozpatrywać to w kontekście niepłodności pary, a nie jedynie jednej strony. Nawet jeśli przyczyna leży faktycznie u jednego z partnerów, to wpływ ma ona na oboje. I o tym powinien pamiętać każdy lekarz. Dlatego właściwą praktyką jest zalecenie przez niego spotkania z psychologiem, który będzie wsparciem i pomoże uporać się z negatywnymi myślami. My patrzymy na to jeszcze szerzej. Nie zostawiamy naszych pacjentów z diagnozą i zaleceniem kolejnych badań. Towarzyszymy parze podczas całej drogi i często zaangażowanych jest wielu naszych specjalistów w starania pary o upragnione potomstwo – od lekarza ginekologa, przez endokrynologa, dietetyka po psychologa. Oni również konsultują się między sobą, wymieniają spostrzeżeniami i zaleceniami – a wszystko po to, aby wspólnie pomóc przyszłym rodzicom.

fot. materiały Infemini fot. materiały Infemini

Infemini to miejsce posiadające szeroką ofertę medyczną z zakresu ginekologii, endokrynologii, ginekologii onkologicznej, dietetyki, psychologii czy seksuologii. Co odróżnia to miejsce od innych placówek tego typu? Przede wszystkim nasze myślenie o zdrowiu i podejście do samego pacjenta. Infemini to nie jest przychodnia, w której czekam w wąskim korytarzu na to, aż zostanę wywołana do gabinetu. To miejsce, gdzie przychodzi się na spotkanie z lekarzem, a nie na wizytę lekarską. Zależało nam na tym, aby zminimalizować stres związany z samym udaniem się do przychodni, a także zniwelować u pacjentów poczucie bycia „jednym z wielu”. Dla nas opieka nad pacjentem jest nadrzędną wartością, dlatego nikt, kto pojawi się w Infemini nie może wyjść z poczuciem bezradności. Jesteśmy po to, aby pomagać.

Jednym z głównych założeń Infemini jest stworzenie jak najmniejszego dystansu, jaki zazwyczaj panuje pomiędzy lekarzami a pacjentami. Pacjentki umawiają się na spotkanie z lekarzami - nie nazywając tego wizytą, czekają na zaproszenie do gabinetu w otoczeniu pięknych kwiatów, eleganckich mebli vintage, w oczekiwaniu mogąc skupić się na lekturze "Sztuki kochania" bądź "Biblii waginy". Uważa Pani, że może to zmienić podejście do regularnego badania się i nietraktowania wizyty u specjalisty jako nieprzyjemnego obowiązku? My kobiety bardzo dużo myślimy o innych, a mało o sobie. Taka nasza natura, że zamartwiamy się o zdrowie swoich najbliższych, ale siebie już stawiamy gdzieś trochę dalej. Do tego często fundujemy sobie autosabotaż, wstydzimy się swoich problemów albo nie chcemy kusić losu – bo jak lekarz coś wykryje to…? no właśnie! To wtedy możemy o siebie walczyć, mamy szansę na pokonanie różnych schorzeń czy trudności. I to jest naszym, Infemini, zadaniem – edukowanie kobiet w temacie własnego zdrowia i ciała czy uczenie miłości do siebie samej. Świadoma kobieta to szczęśliwa kobieta. Jesteśmy w stanie wydać na wizytę u kosmetyczki 100-200 zł na piękne paznokcie, ale wizytę u lekarza, który sprawdzi, czy z naszą tarczycą lub piersiami jest wszystko ok… to już mamy opór. A przecież bycie pięknym zaczyna się od naszego wnętrza. Dosłownie i w przenośni. Najpiękniejszym prezentem, jaki możemy zrobić sobie samej to przyjrzeć się swojemu zdrowiu. I można to zrobić w miłej atmosferze i przyjaznym otoczeniu. Właśnie po to, by nie mieć poczucia nieprzyjemnego obowiązku, a miło spędzonego czasu.

fot. Wiktoria Wasiak fot. Wiktoria Wasiak

W Infemini panuje niezwykle przyjazna, domowa wręcz atmosfera - w środku oczekując na wizytę u specjalisty można poczuć się, jak... w kawiarni, bądź innym miejscu kojarzącym nam się z miłymi spotkaniami. Wnętrze zaprojektowane przez Agatę Sobkowiak wzbudza nie tylko poczucie bezpieczeństwa, ale po prostu chce się do niego wracać. Stonowane kolory, komfortowe fotele, kanapy, lobby, które daje poczucie, jakbyśmy wcale nie udawały się do lekarza. To zupełnie inne podejście niż znane nam dotychczas, gdzie gabinety z reguły zniechęcają swoją surowością. To było podstawowe założenie, żeby miejsce oczekiwania na spotkanie z lekarzem było dalekie od typowej poczekalni. Ma być higienicznie, ale nie bezdusznie. Zadałyśmy więc sobie pytanie, gdzie czujemy się najlepiej udając się na spotkanie? Oczywiście w kawiarni! Tam jest miło i przyjemnie. Wybrałyśmy również kolory, które mają ciepłą tonację, meble o obłych kształtach, a nawet kwiaty doniczkowe, które wprowadzają życie i energię do wnętrza. Te wszystkie drobne elementy mają wpływać na nasz dobry nastrój, na zmniejszanie napięcia emocjonalnego i przede wszystkim poczucie, że znalazłam się w miłym i bezpiecznym miejscu, w którym również mogę napić się kawy czy herbaty, a nawet udać się do lekarza z mamą czy przyjaciółką, gdzie wspólnie zadbamy o swoje zdrowie.

fot. materiały Infemini fot. materiały Infemini

I najważniejsze - czyli przede wszystkim niezwykle szeroka oferta z zakresu ginekologii, położnictwa, seksuologii. Czy wśród pacjentów zdarzają się również mężczyźni, czy to miejsce przeznaczone wyłącznie dla kobiet? Infemini zostało stworzone z myślą o kobietach, ale nie wyłącznie dla kobiet. Kobiece życie to relacje: rodzicielskie, partnerskie, towarzyskie. Są wokół nas mężczyźni, o których my same się troszczymy, a w niektórych problemach jesteśmy wprost przecież razem. Czasami dotyczy to starań o upragnione potomstwo, a czasami satysfakcji z życia seksualnego obojga partnerów. Dlatego nie chcieliśmy, żeby Infemini dystansowało mężczyzn i już na etapie projektu wyeliminowaliśmy nawet kolory, które mogłyby krępować Panów. Wybraliśmy uniwersalne odcienie, w których każdy będzie czuł się dobrze. Ponadto mamy w ofercie różnego rodzaju badania skierowane do mężczyzn, aby i oni zadbali o siebie.

fot. Wiktoria Wasiak fot. Wiktoria Wasiak

  1. Seks

Satysfakcja seksualna kobiety - co na nią wpływa?

Co kobiety lubią w łóżku? Jak podniecać kobietę? - żeby się tego dowiedzieć najpierw trzeba poznać kobiecą biologię. (fot. iStock)
Co kobiety lubią w łóżku? Jak podniecać kobietę? - żeby się tego dowiedzieć najpierw trzeba poznać kobiecą biologię. (fot. iStock)
Mężczyźni… Szczęściarze, wybrańcy natury! Otrzymali w darze orgazm gwarantowany. Rozkosz kobiet to bardziej skomplikowana sprawa, ale materia da się obłaskawić. Z przyjemnością!

„Kobiety są gorące!”. To Norbi. „Zmysłowe, wrażliwe na bodźce i multiorgazmiczne”. To uczeni. Zostałyśmy stworzone do odczuwania przyjemności. Dlaczego zatem nie zawsze znajdujemy pełną satysfakcję w sypialni? Orgazm nieczęsto, podniecenie niekoniecznie, ni stąd, ni zowąd czar pryska pomimo całkiem nieźle zapowiadającego się romantycznego wieczoru. Milion czynników wpływa na to, czy kobieta poczuje się spełniona w ramionach kochanka, i to czasem niezależnie od jego starań. Większość doradców grzmiałaby: „Nie wolno udawać!”. My się przy tym nie upieramy. Nie udawać? Oj tam! Lepiej zaprogramuj się na orgazm. Temat udawania opatrzysz wtedy stemplem: „Nie dotyczy!”.

Rytm oceanu - żeby podniecić kobietę, trzeba poznać jej naturę

Niech ciało odpowie na pytanie: „dlaczego nie?”. Bo choć seks jest idealnym konglomeratem fizys i psyche, to organizm kobiety jest instrumentem, na którym gra mężczyzna. Świadome zarządzanie swoją seksualnością zaczyna się od poznania ciała i zaklętej w nim pierwotnej mądrości.

Matka natura zaprojektowała kobietę, by była jak ocean. Jej istotą jest bowiem… falowanie. Falujesz pod dyktando naturalnego rytmu: miesięcznego cyklu. A szczytowa faza cyklu – czyli moment owulacji, to także obietnica przyjemności. Gdzieś u źródeł tego mechanizmu skrywa się chytry pomysł natury, by nade wszystko dbać o przedłużenie gatunku. Fakt, ale dlaczego by z tego pomysłu nie skorzystać?

– W czasie owulacji mózg kobiety jest skąpany w estrogenie, jednym z kobiecych hormonów płciowych – mówi Arkadiusz Bilejczyk, seksuolog i terapeuta. – To estrogen powoduje, że kobieta silniej reaguje na informacje, które wędrują w postaci impulsów elektrycznych z łechtaczki do mózgu. Droga do seksualnego pobudzenia natychmiast się skraca. Estrogen sprawia także, że kobieta w najintymniejszych miejscach staje się bardzo wrażliwa na dotyk. Dzieje się tak za sprawą intensywniejszego dopływu krwi do łechtaczki i okolic płciowych.

To informacja skierowana specjalnie do osób początkujących w ars amandi: plan zajęć warto uzależnić od cyklu, a lekcje miłości ustalać właśnie w sprzyjającym doznaniom czasie jajeczkowania. Ochoty do nauki raczej nie zabraknie: w okresie okołoowulacyjnym natura dorzuciła kobietom do estrogenu też pewną porcję testosteronu, męskiego hormonu odpowiadającego za pożądanie. Dlatego mamy wtedy większą ochotę na seks, łatwiej się pobudzamy i czerpiemy więcej przyjemności. Oczywiście to także najlepszy czas, by zajść w ciążę! Jeśli tego pragniesz – tym bardziej korzystny jest dla ciebie czas środka cyklu, jeśli nie – pamiętaj o antykoncepcji. Nawiasem mówiąc – ciąża orgazmom sprzyja! Wiele kobiet dopiero w pierwszych miesiącach stanu błogosławionego poznaje smak intensywnych doznań seksualnych. Przyczynia się do tego nie maleństwo samo w sobie, lecz intensywne ukrwienie macicy i odmienna gospodarka hormonalna.

Hormonalne falowanie ma też swój roczny odpowiednik: poziom hormonów spada jesienią i zimą, a rośnie wiosną i latem. Stąd nieodparty urok wakacyjnych romansów… Stąd zimowa tęsknota za śpiworem i spaniem… w pojedynkę. Temu dyktatowi natury  jednakże nie będziemy się poddawać. Jest sposób na zaspane hormony. Ruch. Po prostu.

Taniec, joga i obcasy na lepszy seks

Seksuolodzy zgodnie potwierdzają: siłownia może nie kojarzy się z afrodyzjakiem, ale podobnie działa. – Rozrost tkanki mięśniowej sprzyja produkcji testosteronu – mówi Arkadiusz Bilejczyk. – Wysiłek fizyczny powoduje podnoszenie poziomu tego hormonu, a więc tym samym zwiększa apetyt na seks. To ważne, bo wiele kobiet narzeka właśnie na zniechęcenie, zobojętnienie na bodźce seksualne.

Kobietom zniechęconym, zaspanym, a także tym, które zapomniały, czym jest orgazm, zalecamy… taniec. Najlepiej latynoski. Merengue, bachata, cha-cha, kizomba, rueda czy zouk. To nie zaklęcia szamańskie, lecz nazwy tańców. Poczciwa salsa też świetnie się sprawdza. Taniec to nie tylko rytmiczne poruszanie się przy dźwiękach z głośników. To dobra okazja, by poczuć swoje ciało i naturalny wdzięk oraz nabyć swobody w poruszaniu się. Naukowcy uważają, że kiedy tańczymy, w mózgu aktywizują się te same ścieżki, które w innych przypadkach uruchamiają ważne emocje. Można więc za pomocą ciała sterować też psychiką, „popchnąć” ją w dobrym kierunku.

Zdaniem Arkadiusza Bilejczyka latynoskie tańce mają szczególną moc: – Pozwalają „przemówić” piersiom, brzuchowi i biodrom. Już samo wykonywanie ruchów podobnych jak podczas zbliżenia uruchamia proces seksualny; stąd taniec może być bardzo erotyzujący, choćby partnerzy się nie dotykali. A po imprezie, nawet jeśli tańczyliśmy z różnymi osobami, możemy spodziewać się silnych doznań ze swoim partnerem. Zawdzięczamy to tanecznemu rozbudzeniu obszarów libido oraz rozluźnieniu mięśni w obrębie miednicy. Lepszy dopływ tlenu i krwi przekłada się bezpośrednio na jakość zmysłowych doznań – mówi seksuolog.

Osiąganiu orgazmów i seksualnej przyjemności sprzyjają wszelkie dyscypliny sportu powodujące wzrost ukrwienia miednicy. Na przykład steper lub jazda na rowerze dają taki efekt ukrwienia, jaki bywa skutkiem wysokiego poziomu estrogenów. I choć podczas samych ćwiczeń nie czujemy żadnych erotycznych sensacji, to potem podczas seksu ciało odbiera pieszczoty i stymulację szybciej i mocniej. – Świetnie też sprawdza się w tej materii joga – dodaje Arkadiusz Bilejczyk. – Wiele ćwiczeń wykonywanych podczas jogi powoduje rozciągnięcie i rozluźnienie mięśni miednicy, a to usprawnia przepływ krwi przez te obszary i dotlenia je. Dobrze ukrwione okolice intymne są wrażliwsze na dotyk, a układ nerwowy szybciej przekazuje impulsy z ciała.

Włoscy naukowcy z uniwersytetu w Weronie na polepszenie jakości seksu zalecają… wysokie obcasy. W piśmie „European Urology” opisali pewne zjawisko: kiedy kobieta zakłada wysokie szpilki, zmienia się statyka całej jej sylwetki. Kiepsko wychodzą na tym jej kolana czy kręgosłup, ale zdecydowanie korzysta miednica mniejsza. Jej mięśnie zostają zmuszone do wytężonej pracy, przez co intensywniej się kurczą. Włoscy naukowcy posunęli się nawet do stwierdzenia, że chodzenie na obcasach może być alternatywą dla ćwiczeń mięśni dna miednicy – zalecanych przez urologów w profilaktyce nietrzymania moczu, a przez seksuologów – w celu osiągania i intensyfikowania orgazmów. I choć inni naukowcy nie są może aż tak entuzjastyczni, jak ich włoscy koledzy, przyznają, że aktywizacja mięśni miednicy mniejszej rzeczywiście przekłada się na lepsze doznania w seksie. Jak wysokie szpilki sobie sprawić? Wystarczą obcasy o wysokości 5–7 cm, by zmusić miednicę do pracy.

Wibrująca rozkosz - czyli co kobiety lubią w łóżku?

Mężczyźni dostali gwarantowane orgazmy, ale kobietom natura podarowała jedyny organ służący wyłącznie do osiągania przyjemności: łechtaczkę. Jest niezwykle wrażliwa na stymulację, co zawdzięcza tzw. ciałkom Paciniego. Są to specjalne ciałka czuciowe, które zdaniem Kena Purvisa, autora książki „Tajniki orgazmu”, na łechtaczce występują niezwykle licznie. Nazywa je wręcz „czujnikami seksu”. Ciałka Paciniego jednak nie są przez cały czas tak samo aktywne. Kiedy atmosfera nie jest przesiąknięta erotyzmem, spokojnie czekają. Wtedy łechtaczka „obojętnieje”, czyli jest zdecydowanie mniej wrażliwa na dotyk. Jednak kiedy seks zaczyna wisieć w powietrzu, staje się  bardzo czuła. Dzieje się tak, ponieważ napływająca w okolice genitaliów krew przemieszcza ciałka Paciniego, popychając je bliżej naskórka, na zewnątrz – a wystarczy minimalna zmiana ich położenia (nawet o tysięczne części milimetra), by zaczęły działać jak szalone; gotowe na przyjmowanie i przewodzenie przyjemności.

– Ciałka Paciniego są niesłychanie wrażliwe na bodźce. Dlatego trzeba koniecznie wytłumaczyć partnerowi, że taki dotyk, jaki stosuje na początku, zanim kobieta się podnieci, stanie się za mocny, kiedy już do tego dojdzie – podkreśla seksuolog. – Wtedy może wręcz sprawiać ból. Łechtaczka stanie się bowiem przewrażliwiona.

W dążeniu do orgazmu sprawdza się taka kolejność: na początku pieszczoty dłonią, później delikatniejsze – na przykład oralne. Większość kobiet łatwo szczytuje podczas seksu oralnego właśnie ze względu na subtelność bodźców, o czym warto szepnąć słówko swojemu mężczyźnie. Arkadiusz Bilejczyk podpowiada, że ciałka Paciniego lubią jednostajne tempo doznań – a takie też łatwiej utrzymać kochankom pieszczącym partnerkę oralnie.

Zdarza się jednak, że podniecona kobieta czuje nadchodzącą rozkosz, a partner nagle zmienia intensywność ruchów, ich częstotliwość czy sposób, w jaki ją dotyka i… niestety, czar pryska.

– To dlatego, że drugą funkcją ciałek Paciniego jest wrażliwość na wibracje. Dla kobiety najlepsze są jednostajne ruchy w określonym tempie. Jakim? To już indywidualna sprawa. Dlatego dobrze by było, by partner wiedział, jaka częstotliwość dotyku podczas penetracji sprawia jego partnerce przyjemność – podkreśla seksuolog.

Wrażliwość na wibrację? Ta informacja może zapalić zielone światełko w departamencie „seksgadżety”. Bo – jak twierdzi Arkadiusz Bilejczyk – częstotliwość, na którą najbardziej wrażliwe są ciałka Paciniego, wykorzystywana jest właśnie w wibratorach. Dlatego nie grzech mieć w sypialnianej szufladzie wibrujący krążek czy na przykład nakładkę na palec, której można używać w parze lub solo. Oczywiście, jeśli ktoś lubi, toleruje i ma chęć, bo seks to jest ta cudowna sfera (kto wie, czy nie jedyna), w  której prawem naczelnym jest radość rozkoszy.

Nie zawsze gra wstępna

Wiele pisze się o tym, że kobiety potrzebują gry wstępnej. Otóż nie zawsze. Bywa, że więcej ciałek Paciniego gromadzi się w wargach sromowych i okolicach wejścia do pochwy niż w łechtaczce. Dlatego niektóre kobiety nie pragną wstępnych pieszczot, lecz od razu dążą do konkretów, bo dopiero penetracja sprawia im przyjemność.

  1. Materiał partnera

Jak „ostudzić” menopauzę?

(Fot. materiały partnera)
(Fot. materiały partnera)
Menopauza wszystkim kojarzy się z uderzeniami gorąca i nadmierną potliwością. Czy jest na nie sposób?

Uderzenia gorąca (HF, z ang. Hot Flashes) są najczęstszym objawem klimakterium. Opisywane są jako uczucie narastania intensywnego ciepła, powiązanego z gwałtownym poceniem się, zaczerwienieniem i dreszczami. Pocenie się zwykle występuje na twarzy, szyi i klatce piersiowej. Uderzenie gorąca zwykle trwa od 1 do 5 minut a średni czas trwania objawów wynosi około czterech lat.

Mechanizm powstawania uderzeń gorąca i nocnych potów

Podczas uderzenia gorąca dochodzi do gwałtownego wzrostu temperatury ciała i skóry. Średni przyrost temperatury ciała to 0,5°C, podczas gdy skóra nagrzać się może nawet o 3°C. Przyczyną powstawania zjawiska uderzeń gorąca jest zawężenie strefy termoneutralnej (TNZ) wywołane wahaniami estrogenu. Prościej rzecz ujmując uderzenia gorąca występują, gdy obniżony poziom estrogenu powoduje, że termostat naszego organizmu (jakim jest podwzgórze) staje się bardziej wrażliwy na niewielkie zmiany temperatury ciała. Kiedy podwzgórze „uważa”, że nasze ciało jest zbyt ciepłe, rozpoczyna łańcuch zdarzeń – podgrzewa je, abyśmy się spociły - aby tym samym nas ochłodzić.

Co zrobić z nocnymi potami?

Sen pomaga uregulować wiele rzeczy, które rozregulowuje hormonalny rollercoaster menopauzy: obniża poziom glukozy, stymuluje wydzielanie leptyny, obniża poziom hormonów stresu, poprawia koncentrację i pamięć. Ale jak dobrze się wysypiać, jeśli zmorą menopauzy są nocne poty?

Po pierwsze wymień swój materac na taki, który zapewnia wentylację i nie powoduje przegrzewania ciała. Nie stosuj materacy sprężynowych ani lateksowych. Wybierz materac piankowy, który nie posiada modnej ostatnimi czasy pianki z pamięcią. Pianka ta powoduje bowiem bardzo silne przegrzewanie ciała podczas snu. Godnym polecenia jest materac Osaka Air marki ONSEN, który doskonale odprowadza ciepło i wilgoć podczas snu.

(Fot. materiały partnera) (Fot. materiały partnera)

Po drugie stosuj poduszkę, która nie powoduje przegrzewania głowy, karku i szyi. Unikaj ciepłych poduszek wykonanych z pierza naturalnego, pianki z pamięcią lub z wypełnieniem poliestrowym. Zastosuj poduszkę wykonaną z pianki BluPur o strukturze otwartych komórek.

Dzięki uprzejmości marki ONSEN nasze Czytelniczki otrzymują rabat 20% na zakup doskonale wentylowanych materacy i poduszek pod adresem www.onsensleeping.com. Podczas zakupów użyj kodu rabatowego OZWPL2020.

  1. Zdrowie

Zespół napięcia przedmiesiączkowego – jak możemy sobie pomóc?

PMS u każdej z nas wygląda inaczej. Najczęściej wiąże się z wahaniami nastroju, drażliwością, nadmiernym apetytem, bólami głowy, zmęczeniem, problemami z koncentracją i tendencją do puchnięcia. (Ilustracja: iStock)
PMS u każdej z nas wygląda inaczej. Najczęściej wiąże się z wahaniami nastroju, drażliwością, nadmiernym apetytem, bólami głowy, zmęczeniem, problemami z koncentracją i tendencją do puchnięcia. (Ilustracja: iStock)
PMS – ten skrót zna każda kobieta. Przed miesiączką masz wahania nastroju, nadmierny apetyt, a może puchniesz jak balon? Określ swoją dolegliwość, a my podpowiemy, jakie zastosować lekarstwo.

Widziałam niedawno na ulicy dziewczynę w koszulce z napisem „Dobrze radzę: nie podchodź! Mam PMS”. Jak dobrze ją rozumiem… Premenstrual Syndrome, czyli zespół napięcia przedmiesiączkowego, potrafi skutecznie utrudnić życie. Wahania nastroju, drażliwość, nadmierny apetyt, bóle głowy, zmęczenie, problemy z koncentracją i tendencja do puchnięcia. U jednych kobiet występuje kilka z powyższych objawów, u innych – jeden dominujący. Są jeszcze szczęściary, które zdają się nie odczuwać żadnych. Wiadomo, każda z nas jest inna. Istnieją cztery główne typy „osobowości PMS” – w zależności od objawów oraz skuteczności metod, które pomagają je łagodzić.

Pani Furia

Ten typ to PMS-owa złośnica. Fizycznie nie odczuwa większych dolegliwości – ale emocjonalnie już tak. Przed miesiączką gorzej znosi stres i pośpiech. Łatwo ją rozdrażnić czy zirytować. Wybucha złością także bez istotnego powodu. Miewa huśtawki nastrojów, wszystko ją denerwuje. Przyczyn należy upatrywać w zbyt niskim poziomie serotoniny i dopaminy, neuroprzekaźników odpowiedzialnych za dobre samopoczucie.

Doskonałą bronią przeciwko PMS będzie w przypadku Furii ruch i relaks. Sprawdzi się każdy rodzaj aktywności, który lubisz, bo ruch doskonale rozładowuje napięcie. Emocje świetnie wyciszy joga. Pomogą także ciepłe, relaksujące kąpiele, najlepiej z dodatkiem olejku z melisy, lawendowego lub neroli; możesz dolać do wody także napar z chmielu. Postaraj się, by na twoim talerzu nie zabrakło wspierających układ nerwowy witamin z grupy B oraz kojącego nerwy magnezu. Przed okresem jedz więcej ryb i kup w aptece preparat zawierający wyciąg z wiesiołka. Odstaw kawę i inne zawierające kofeinę napoje. Dobrze byłoby wprowadzić zwyczaj popijania przed okresem herbatki z melisy, a w trakcie – przyjmowania ziołowego środka na nerwy.

Łasuchowa

Osoba prezentująca ten typ „osobowości PMS” ma przed okresem wzmożony apetyt – zwłaszcza na słodycze. Głód atakuje czasem jak złośliwy terrorysta: znienacka i z całą mocą. Pociąg do słodkości rośnie w momentach stresu. Łasuchowa czuje się zmęczona i pozbawiona energii, miewa tendencje do bólu, a czasem także zawrotów głowy. No i te pryszcze! Wszystkiemu winne wahania poziomu cukru we krwi.

Co robić? Przede wszystkim dbać o stały poziom cukru we krwi. Pomoże w tym jedzenie niewielkich, ale częstych i regularnych posiłków. Powinny się one składać z produktów pełnoziarnistych, chudego białka i warzyw. Zamiast po czekoladę, lepiej sięgnąć po suszone morele, sorbet, nektarynkę lub owocowy jogurt. Preparat z chromem pomoże uregulować poziom cukru i zmniejszy apetyt na słodycze, a ten z koenzymem Q10 poprawi przemianę materii i sprawi, że komórki wyprodukują więcej energii. Z bólem głowy rozprawi się dowolny środek z grupy niesterydowych przeciwzapalnych oraz akupresura. Herbatka z pokrzywy doda energii i usunie zmęczenie.

Płaczka

Na kilka dni przed okresem Płaczkę dopada głęboka melancholia. Czuje się niezrozumiana i niekochana. Ma poczucie samotności i ogólnego bezsensu, bywa smutna i zagubiona. Potrafi znienacka wybuchnąć płaczem. Do tego dręczą ją problemy z koncentracją, zdarzają się też kłopoty ze snem. Czemu? Z powodu zaburzeń w produkcji serotoniny i beta-endorfin. Można podnieść ich poziom, zażywając ruchu.

Jesteś Płaczką? Przed okresem biegaj, pływaj, tańcz zumbę, graj w tenisa… Ruch, zwłaszcza połączony z wysiłkiem, powoduje wzmożoną produkcję endorfin. Najlepiej ćwicz na świeżym powietrzu – dotleniony mózg sprawniej pracuje. Wprowadź do menu produkty zawierające tryptofan – to aminokwas, który organizm przetwarza w serotoninę. Znajdziesz go w bananach, awokado, rybach morskich, ziarnach słonecznika i dyni, jajach. Kup także preparat z kwasem foliowym, niepokój i smutek bywają objawem jego niedoboru. Na problemy ze snem pomoże ci woreczek chmielowych szyszek wsunięty pod poduszkę lub łagodne środki ziołowe ułatwiające zaśnięcie. Jeśli jednak chandra jest wyjątkowo dokuczliwa lub trwa niepokojąco długo, odwiedź psychoterapeutę.

Kobieta Gąbka

Przed okresem za małe wydają ci się pasujące na co dzień pierścionki? Kostki u nóg lub stopy czasem puchną, a wieczorami stopy wydają się „wylewać” z butów, które rano leżały idealnie? Waga pokazuje od kilograma do trzech więcej niż zwykle? Piersi stają się obrzmiałe, tkliwe i bolesne, a brzuch wzdęty i powiększony? Sprawa jest prosta: jesteś Kobietą Gąbką. Przyczyną twoich problemów jest zatrzymywanie wody przez organizm.

Możesz zminimalizować te dolegliwości na dwa sposoby. Pierwszy – zmniejsz dawkę soli, potrawy staraj się doprawiać ziołami. Odstaw zwykłą sól, sięgaj po tzw. sól potasową (kupisz w aptece), która nie daje efektu zatrzymywania wody. Drugi – pij przynajmniej półtora litra płynów dziennie. To zmusza do pracy nerki. Szybciej też „wyciśniesz” z siebie wodę, jeśli będziesz się ruszać – pomaga nawet zwykły spacer.

Wprowadź też zmiany w menu. Przyprawy, takie jak kminek, bazylia, gorczyca czy pieprz, zapobiegają wzdęciom. Natka pietruszki, truskawki i zielona herbata działają moczopędnie, a produkty zawierające witaminę B6 poprawiają przemianę materii. Pij herbatki z pokrzywy czy skrzypu. Jeśli jednak jesteś po trzydziestce, a twoje miesiączki się spóźniają, są krótsze czy niepokojąco obfite, odwiedź ginekologa. Niewykluczone, że pomoże ci zażywanie tabletek antykoncepcyjnych lub progesteronu w drugiej fazie cyklu.

Skąd te problemy?

Cykl miesięczny sterowany jest za pomocą dwóch kobiecych hormonów płciowych: estrogenu i progesteronu. Estrogen to hormon pierwszej połowy cyklu – jego zadaniem jest spowodować owulację. Ma pozytywne skutki uboczne: sprawia, że czujemy się kobiece, jesteśmy w szczytowej formie, a mężczyźni odbierają nas jako atrakcyjne i pociągające. Hormon drugiej fazy cyklu, progesteron, ma za zadanie przygotować macicę na przyjęcie zapłodnionego jajeczka, a cały organizm do ciąży. Niestety, gdy w naszej krwi krąży spora dawka progesteronu, nie czujemy się najlepiej – a szczyt kiepskiego samopoczucia osiągamy właśnie w czasie tych kilku dni przed miesiączką, kiedy to poziom estrogenu jest najniższy, a progesteronu najwyższy. Wtedy właśnie dopada nas PMS.

  1. Zdrowie

Zdrowy układ hormonalny: uważaj na związki, które zakłócają pracę tarczycy

Jeśli chcesz zadbać o swój układ hormonalny, ograniczaj produkty, które zawierają duże ilości dysruptorów endokrynnych. Nie widać tych cząsteczek gołym okiem, jednak mogą poważnie obciążyć twój organizm. (fot. iStock)
Jeśli chcesz zadbać o swój układ hormonalny, ograniczaj produkty, które zawierają duże ilości dysruptorów endokrynnych. Nie widać tych cząsteczek gołym okiem, jednak mogą poważnie obciążyć twój organizm. (fot. iStock)
Dysruptory endokrynne – to naukowy termin określający substancje, które towarzyszą nam w codziennym życiu, i niestety , mogą niekorzystanie wpływać na nasz układ hormonalny.

Dysruptory endokrynne (skrót EDC, z ang. endocrine disruptor chemicals/compounds) to duża grupa związków używanych w przemyśle chemicznym. Obecnie zalicza się do nich 1,4 tys. substancji, które występują też w produktach codziennego użytku (plastik, opakowania, tanie kosmetyki, a także żywność). Choć z jednej strony ułatwiają nam funkcjonowanie, to jeśli weźmiemy pod uwagę ich wpływ na nasze zdrowie - cena może okazać się dość wysoka. Otóż dysruptory endokrynne mogą poważnie zaburzyć pracę układu hormonalnego. Dlaczego tak się dzieje? - Dlatego, że te syntetyczne substancje są podobne w swojej budowie do naszych hormonów, a to powoduje na przykład, że podczepiają się do receptorów komórkowych „podając się” za naturalne hormony. Co to powoduje? – „Udając hormony” zaczynają działać tak jak one i np. powodować wcześniejsze dojrzewanie u dziewczynek (tak działa Bisfenol A). Nadmiar estrogenów, jak wiadomo, może zaburzać też prawidłowe działanie jąder u mężczyzn. A te hormonopodobne substancje przynoszą właśnie taki efekt, jakby dzieciom (ale też dorosłym) sztucznie podawało się estrogen.

Efekt działania dysruptorów endokrynnych zależy od kilku czynników:

  • wieku, w jakim organizm miał styczność ze szkodliwymi substancjami
  • od tego jak długo zostaliśmy poddani działaniu EDC
  • oraz jakie było ich stężenie (zdarza się, że przy niektórych substancjach niskie stężenia mogą być bardziej uszkadzające niż wyższe).

Ogólna zasada jest taka, że im młodszy organizm, tym bardziej narażony na szkodliwe działanie EDC. Bardzo wrażliwe są dzieci w łonie matki, u których krążące we krwi dysruptory endokrynne mogą nie tylko uszkadzać rozwijający się nowy organizm, ale też wywoływać zmiany w genach.

Dysruptory endokrynne mogą być przyczyną otyłości, cukrzycy, ale także mogą wpływać na męski i żeński układ rozrodczy, czy też powodować niektóre typy nowotworów (hormonozależnych). W tym artykule skupiam się na ich wpływie na pracę gruczołu tarczowego (tarczycy).

Jak dysruptory endokrynne mogą działać na tarczycę? Większość tych efektów dotyczy układu podwzgórze-przysadka-tarczyca i polega na:

  • hamowaniu pracy przysadki (hamowanie produkcji TSH),
  • zaburzaniu m.in. produkcji i transportu hormonów tarczycy,
  • zakłócaniu mechanizmów związanych z wychwytywaniem jodu.

Pomimo podobieństwa w budowie dysruptory działają dużo słabiej niż hormony, ale znaczenie ma ich ilość. Przez to, że jest ich tak dużo mogą spowodować wiele szkód dla zdrowia. Zdarza się, że występują w naszym ciele w większym stężeniu niż hormony!

Warto wiedzieć więc jakich substancji wystrzegać się ze względu na ich niekorzystne działanie:

  1. Bisfenol A (BPA) to jeden z najszerzej rozpowszechnionych EDC, który występuje w bardzo dużej ilości rzeczy codziennego użytku. W ostatnich latach dużo mówi się o jego wpływie na tarczycę. Jest związkiem organicznym i może się łączyć z receptorami estrogenowymi*. Ma wprawdzie 10 tys. razy słabsze powinowactwo do receptorów estrogenowych niż ludzki estrogen, ale problem stanowi jego wszechobecność (światowa produkcja BPA sięga 3,5 mln ton rocznie) oraz powolna biodegradacja. Stosowany jest powszechnie do produkcji wielu tworzyw sztucznych:
  • butelek plastikowych,
  • opakowań plastikowych,
  • płyt CD,
  • telefonów komórkowych,
  • lakierów służących do pokrywania metalu w puszkach z napojami i żywnością.

BPA jest także przeciwutleniaczem w środkach spożywczych i kosmetycznych oraz wchodzi w skład kompozytów dentystycznych.

  1. Polichlorowane bifenyle są to związki, które dostają się do środowiska poprzez pożary wysypisk śmieci, transformatorów, czy niewłaściwą gospodarkę odpadami. Związki te łatwo przechodzą do gleby i wody włączając się w ekosystem. Mogą dostać się do organizmu najczęściej poprzez spożywanie skażonej wody i żywności.
  1. Nadchlorany - ich głównym źródłem są nawozy azotowe używane w uprawach warzyw i owocó

Warto przy tym podkreślić że wiele publikacji donosi o zwiększonej zapadalności na choroby autoimmunologiczne tarczycy wśród osób mieszkających czy pracujących niedaleko zakładów petrochemicznych oraz na terenach skażonych pestycydami.

  1. Bromowane środki zmniejszające palność dodawane np. do tworzyw sztucznych, tkanin czy drewna.

Prawda jest niestety taka, że nie unikniemy kontaktu z dysruptorami endokrynnymi w codziennym życiu, ale możemy świadomie go zminimalizować.

W jaki sposób ograniczyć działanie EDC? – Przede wszystkim zrezygnujmy z plastiku! Szczególnie w kuchni.

  • Wybierajmy produkty zapakowane w szary papier lub w szkło, zamiast w opakowania z tworzyw sztucznych.
  • Czytajmy etykiety ze składem kosmetyków i wybierajmy te bez BPA.
  • Warto pytać też dentystów, przed założeniem plomby, o zawartość BPA w materiale.
  • Nie pakujmy żywności w plastikowe pojemniki. Starajmy się w ogóle unikać plastiku. Szczególnie chrońmy przed nim dzieci. Zrezygnujmy z plastikowych misek, kubków czy łyżek. Najlepiej używać szkła lub drewna.
  • Światłoczuły papier (paragony, wydruki z bankomatów) może również zawierać EDC. Dlatego po każdym kontakcie papierem światłoczułym warto umyć ręce mydłem.
  • Decydujmy się na naturalne tworzywa w naszym otoczeniu (drewniane okna czy podłogi, naturalne materiały – jeśli mamy oczywiście taką możliwość).

*Receptory estrogenowe to specyficzne białka, które obecne są w komórkach określonych tkanek. Ich funkcją jest wiązanie obecnego we krwi estrogenu – żeńskiego hormonu płciowego, który aktywuje określony materiał genetyczny, a ten stymuluje powstanie różnych białek (bisfenol A, który podczepia się zamiast estrogenu, zakłóca te procesy).

Dr. Luiza Napiórkowska (fot. archiwum prywatne)Dr. Luiza Napiórkowska (fot. archiwum prywatne)

Dr n.med. Luiza Napiórkowska: specjalista endokrynologii i diabetologii, lekarz chorób wewnętrznych. Ma 20-letnie doświadczenie kliniczne, zdobywane m.in. w Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Brazylii oraz w Polsce - w Klinice Endokrynologii i Diabetologii CSK MSWiA w Warszawie. Od 2019r. autorka bloga medycznego Okiem Doktor Luizy, poprzez który realizuje swój cel szerzenia profilaktyki zdrowotnej. Regularnie publikuje także w mediach społecznościowych, gdzie obserwuje ją i towarzyszy jej aktywna społeczność niemal 90 tys. osób.