1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło poleca
  4. >
  5. Święta w zgodzie ze sobą

Święta w zgodzie ze sobą

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Zamiast choinki kaktus ustrojony w lampki i łańcuchy? A może prezenty z wielkimi kokardami i chóry aniołów? Nieważne. Istotne, by świąteczna przestrzeń pasowała do tego, co ci w duszy gra. Odkryj te tony.

Podczas świąt zmieniamy nasze mieszkania. Jest w nas pragnienie, by otoczyć się atmosferą magii. Święta Bożego Narodzenia mają w sobie wiele konwenansów i oczywiście tradycji, ale... warto wykraczać poza schematy. Po to, by te kilka dni przeżyć w zgodzie ze sobą. Z tym, co wypełnia nasze wnętrze. Może niekoniecznie są to klimaty, które pasują do kolorowej choinki, białego obrusu, jemioły i złotych świec?

Ukryte przestrzenie

Zwariowane marzenia świąteczne

– W zeszłym roku sznurem lampek owinęliśmy naszego wielkiego kaktusa. Kupowanie choinki uznaliśmy za nieekologiczne – mówi Agnieszka Wróblewska, psycholożka z Akademii Zorientowanej na Proces w Warszawie. – A bombki rozrzuciliśmy na stole i podwiesiliśmy pod lampami. Agnieszka Wróblewska namawia, żeby nie bać się szalonych na pozór marzeń. To w nich ukryta jest ta cząstka nas, która domaga się realizacji. Tam chowają się niezaspokojone tęsknoty. Zwykle trudno im się przebić do codziennego życia. Mieszkania urządzamy zgodnie z tym, jakimi się widzimy, jakimi się lubimy. Pasują do naszych przyzwyczajeń i etykietek, z którymi zżyliśmy się na dobre i na złe. Jesteśmy rodzicami, prawnikami, artystami, singlami, osobami, które mają pewne obowiązki, a także zainteresowania. I to widać w naszych domach. I dobrze, bo to my – od siebie nie uciekniemy. – Ale to jeszcze nie wszystko – dodaje psycholożka. – Są w nas przestrzenie nieodkryte, nieużywane. Zabawa w dekorację mieszkania może je uaktywnić. Zacznijmy od pytań: co dla mnie oznaczają święta? Co jest w nich ważnego? Jaka energia za nimi stoi? Jaka jest prawdziwa esencja świąt? Ale moich świąt, niezależnie od amerykańskich familijnych filmów, tego, co widzimy w folderach reklamowych i tego, co zawsze było kultywowane w rodzinie. Jak sobie na te pytania odpowiemy, możemy zabierać się za dekoracje.

Precz ze starą dekoracją!

Czas na zmiany

Kto tak naprawdę dekoruje twoje mieszkanie? Może robi to wewnętrzny krytyk? To figura psychiczna, która gani, straszy i ogranicza. Przed świętami mówi mniej więcej coś takiego: „nie wygłupiaj się, jak kupisz te przezroczyste bombki z piórkiem w środku, matka cię wyśmieje”, „te wszystkie twoje pomysły są niepraktyczne”, „czerń przecież nie pasuje do świąt”. – Gdy posłuchamy krytyka, zafundujemy sobie wystrój przypominający dom rodziców albo jego przeciwieństwo. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wybierzemy wariant asekuracyjny, klasyczny czy zgodny z modą, taki, by nikt nie mógł nam niczego zarzucić. Bez wyrazu – mówi Agnieszka Wróblewska. – W takiej dekoracji nie poczujemy się dobrze, nie będzie cieszyć, bo nie jest zgodna z naszymi procesami wewnętrznymi, które prowadzą nas do rozwoju. Do odkryć. Ważne, żeby pozwolić sobie na zmiany. – To naturalne – mówi psycholożka. – Jeśli w tym roku zauważę, że już nie bawi mnie pieczenie pierniczków, klejenie łańcuchów i złocenie szyszek, to może właśnie przestałam być „domową” kobietą. Tym razem nie będę się bawić w robienie stroików na stół. Nic na siłę. Może się zdarzyć, że reszta rodziny, w tym zwłaszcza dzieci, będą nadal potrzebowały tradycji. Wtedy pokieruj nimi, żeby udekorowały mieszkanie własnoręcznie.

 

Bajka na święta

Kot Findus i staruszek Pettson ze Szwecji

Dla gadającego kota Findusa i staruszka Pettsona, bohaterów szwedzkiej bajki, miały to być święta jak co roku. Z pierniczkami, suszonym dorszem i małymi serdelkami. I, rzecz jasna, z choinką ozdobioną kolorowymi bombkami. Cóż, kiedy dziadek skręcił sobie nogę. Nie mógł wejść na strych po ozdoby świąteczne ani zrobić zakupów. – Marchew, ziemniaki, kasza i puszka sardynek! W święta!? Ble! – kot Findus był niepocieszony i miał posępny pyszczek. – Ale choinkę mieć będziemy – zawyrokował Pettson. – Idź do szopy z narzędziami i zobacz, czy jest tam coś ładnego. Coś, co się błyszczy i jest czerwone, i tak dalej. A ja poszukam czegoś w domu. Pettson pozaglądał do szuflad i szaf, znalazł kilka łyżek i trzepaczkę, porcelanowy but, małpkę z blachy i podobne rzeczy. Findus wrócił z lampką do roweru, zakrzywionym piórkiem i innymi drobiazgami, o których sądził, że mogą wisieć na choince. To były niezapomniane święta Findusa i Pettsona. Sąsiedzi przynieśli im pyszne jedzenie, a o ich choince jeszcze długo głośno było w całej wsi. Że taka piękna. Bo była piękna. Jej niezwykłość polegała na tym, że pasowała do bałaganiarskiego dziadka i wyluzowanego kota.

To, co cię denerwuje...

Zastępy aniołków

– Zwykle to, co w pierwszym odruchu krytykujemy, co nas denerwuje, na co nie pozwolilibyśmy sobie, czego się boimy, jest ważne dla naszego rozwoju. To czyste złoto – tłumaczy Agnieszka Wróblewska. – Zastanówmy się, czego byśmy w dekoracji na pewno nie znieśli. Na temat jakiego świątecznego mieszkania gorąco plotkowaliśmy. Co nas tak poruszyło?

Na przykład zastępy aniołków. Denerwować w nich może infantylizm, brak powagi, tandeta. Ale jeśli tak jest – zastanów się – może twoje mieszkanie na co dzień, nie tylko od święta, jest zbyt poważne, przyziemne, bez polotu, eleganckie i wyrafinowane. Może zbyt serio traktujesz przestrzeń, a przy okazji i życie? Może na święta przyda ci się właśnie trochę energii aniołka, kogoś, kto fruwa nad ziemią z lekkością? Nie tyle chodzi o to, żeby obstawić się figurkami nielubianych aniołków i obwieszać nimi choinki, ale odmienić twoją przestrzeń jakimś „dziecięcym elementem”, zaznaczonym chociażby obecnością różowego koloru czy barwnych girland. Może brakuje nam lekkości, którą łatwo wprowadzić do mieszkania i życia dzięki zwiewnym tkaninom.

Niech przybędzie „duch miejsca”!

Srebro, biel, gliniane misy...

Nie główkuj na temat dekoracji, zacznij od wymyślenia sobie historii, która próbuje wydarzyć się w twoim domu. – Stań w pomieszczeniu i wejdź w nastrój medytacyjny – radzi Agnieszka Wróblewska. – Pozwól ogarnąć się energii tego miejsca. Snuj fantazje. Kto pasuje do tego nastroju, jaka historia się tu dzieje? To nasza opowieść, nie musi wcale zahaczać o realność. Ważne są pierwsze sygnały, które poczujemy, warto je rozwijać, iść za nimi.

Może się okazać, że w szklanym, nowoczesnym wnętrzu odbywa się rustykalna biesiada, na stole stoją drewniane misy i gliniane kubki. Albo nagle znajdziemy się w pałacu Królowej Śniegu, we wnętrzu skrzącym się od srebra i bieli, podczas gdy na co dzień żyjemy w ciepłych beżach i oliwkach. Może poczujemy zapachy chleba, lawendy, goździków? Bo brakuje nam tego, z czym nam się one kojarzą. Albo znajdziemy się na Hawajach, ujrzymy łańcuchy kolorowych kwiatów i soczystą zieleń. A może przekonamy się, że wcale nie chcemy dekoracji i bombek, za to pragniemy kupić bilet lotniczy do odległego kraju lub chodzić w święta w piżamie do godziny 16 i jeść kanapki? Dlaczego nie?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Po co nam tradycje bożonarodzeniowe? Co z nich czerpiemy? - wyjaśnia Wojciech Eichelberger

Święta Bożego Narodzenia kojarzą nam się z tradycją i rodziną. To głęboko zapisane w nas archetypy. (fot. iStock)
Święta Bożego Narodzenia kojarzą nam się z tradycją i rodziną. To głęboko zapisane w nas archetypy. (fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Czy marketing przywłaszczył sobie tradycję bożonarodzeniową? Co będzie z choinką, białym obrusem, opłatkiem? Budzą trudne wspomnienia? I tak warto obchodzić święta – mówi Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta. Samotne w bloku, z nieznajomymi na jachcie czy z rodziną pod miastem – mogą być czasem niezwykłym. Musimy tylko poznać ich uniwersalną symbolikę.

Z dzieciństwa spędzonego w blokowisku we Wrocławiu pamiętam, że choinki świeciły w oknach u wszystkich sąsiadów: Karaimów, Ukraińców, rodzin pochodzenia żydowskiego, niemieckiego i litewskiego. W moim domu święta przynosiły spokój i radość, gości tak rzadkich jak zwierzaki mówiące ludzkim głosem. Pewnie dlatego kocham te święta.
Tradycja bywa dobra i zła, a świętowanie Bożego Narodzenia to na pewno dobra jej część. Poprzez swoją uniwersalną symbolikę ten czas dotyczy niezwykłego i wspólnego nam wszystkim wymiaru życia. Niezależnie od tego, co się wydarzy, niezależnie od tego, ile mamy lat i co myślimy, święta powtarzają się co roku. Podobnie pachną, niosą podobne smaki i wzruszenia. To daje nam namiastkę nieskończoności, odczucie uczestniczenia w czasie świętym, czyli w wieczności. To niezwykłe przeżycie. Ludzie skupieni na rozwoju duchowym doświadczają go świadomie. A ci, którym duchowość nie zaprząta głowy, po prostu wzruszają się, widząc te bombki, światełka, czerwoną czapkę Świętego Mikołaja i nos renifera Rudolfa.

Co nam daje kultywowanie świątecznej tradycji? Po co ten wysiłek, by o nią zadbać?
Powtarzalność i niezmienność zachowań, jakie pociąga za sobą dbałość o tradycję, zapewniają nam poczucie bezpieczeństwa. Święta stają się w tym naszym zwariowanym świecie czymś niezmiennym i pewnym. Wzmacniają to, co dziś bardzo cenne – poczucie więzi rodzinnych. Nasycają nas zarówno dobrym jedzeniem, jak też dobrą miłością i troską najbliższych. Bo oto oni – zaganiani i zmęczeni – dla nas się natrudzili i przygotowali prezenty. Czasem absurdalne, ale wykonali wysiłek. Dla nas ulepili pierogi, ugotowali barszcz, posprzątali. No i my też okazaliśmy im nasze przywiązanie, postępując podobnie. Ale bywa, że ta troska, te przygotowania zamieniają się w istną mordęgę. Goniąc za materialnym ideałem świąt, zapomina się, czym one są. Chcąc się pokazać, zrobić wrażenie, zmuszamy siebie i bliskich do wysiłku tak dużego, że kiedy wreszcie usiądziemy przy stole, brak nam sił, by świętować – zjeść chociaż jedną z tych 12 potraw, okazać bliskim miłość. Nie mówiąc już o tym, co najważniejsze, czyli o zadumie nad sensem duchowym tego czasu.

Tradycje bożonarodzeniowe, kultywowane z pokolenia na pokolenie, dają nam poczucie bezpieczeństwa. (Fot. iStock) Tradycje bożonarodzeniowe, kultywowane z pokolenia na pokolenie, dają nam poczucie bezpieczeństwa. (Fot. iStock)

Oj, masz chyba trudne gwiazdkowe wspomnienia?
Święta powinno się przygotowywać bardziej dla dzieci niż dla dorosłych. Dzięki temu dzieciaki nasiąkają dobrymi emocjami: zachwycają się światełkami, bombkami, smakami, zapachami, a kiedy dostają prezenty, są wniebowzięte. Czują się kochane, znajdują się w centrum uwagi. Są ładnie ubrane, uczesane, podziwiane, a więc ważne. I fajnie nasiąkać taką tradycją, która jest miłością, dobrem. Tym nasiąkać warto, bo potem się o tym pamięta i dąży do tego, aby przekazać swoim dzieciom i najbliższym ten dobry czas. Dzieci w nas, jeśli poczuły taką atmosferę świąt, kiedy dorosną, będą w święta pełne dobrych emocji i ochoty, by je okazać i przekazać – za sprawą kultywowania świąt – swoim dzieciom i swoim bliskim. Byle więcej takiej tradycji, takich świąt! Jeśli jednak jako dzieci byliśmy zmuszani, by brać udział w świątecznej mordędze, nie mamy takich odczuć. A ja jako chłopiec nieźle się zawsze wtedy umordowałem. Moja matka uważała bowiem, że przed świętami trzeba zrobić koniecznie wszystko, a więc m.in. wywiórkować podłogę.

Co to znaczy „wiórkować podłogę”?
Kiedyś drewniane podłogi nie były lakierowane czy olejowane, ale pastowane, a potem froterowane. W miarę upływu czasu zbierało się więc na drewnie wiele warstw pasty, co istotnie nie wyglądało najlepiej pod koniec roku. Trzeba więc było zedrzeć podłogę do żywego właśnie takimi stalowymi wiórkami, które kupowało się w sklepach metalowych. Czyściłem każdą deskę z osobna. Wywiórkowanie dużego pokoju to naprawdę była mrówcza praca.

Zadanie dla Kopciuszka! Ale też może jedno z pierwszych ćwiczeń uważności?
Na pewno można tak powiedzieć. Ale prawdą jest też, że kiedy dorastałem, proporcje świąt i codzienności były zaburzone, więcej było trudu niż radości, często nawet dla dzieci. W tamtych czasach jeden statek pomarańczy przypływał do Polski z Kuby, więc wszyscy staliśmy w kolejce, by je kupić. Kilogram tych owoców, pamiętam jak dziś, kosztował 85 złotych, czyli jedną dziesiątą pensji. Na szczęście dziś święta to czas frajdy dla dzieci. I dobrze, warto o to zadbać, by mogły nasycić się świętowaniem. Ale my też nie możemy być wykończeni, bo zabraknie nam cierpliwości, żeby okazać dzieciom miłość, nawet szczerze się uśmiechnąć. Trzeba ogarnąć dom, bo posprzątany nabiera rangi świątyni, ale też zachować umiar, żeby móc cieszyć się narodzinami tego naszego Boga-dziecka.

Choinkowy apel zwłaszcza do kobiet, bo to my napinamy się niemiłosiernie, że musi być „wiórkowanie”!?
Przygotowania do świąt to wielki sprawdzian dojrzałości dla każdego z nas (ale też dla całej rodziny), czy umiemy współpracować. W święta najważniejsza jest atmosfera. Trzeba o tym pamiętać, zwłaszcza w kuchni nie wolno się kłócić. Osoby uduchowione wiedzą, że jedzenie wchodzi w wibracje emocji, dlatego podczas gotowania powinna panować harmonijna atmosfera. To ważniejsze niż 12 dań. W klasztorach buddyjskich do pracy w kuchni oddelegowani są ludzie najwyżej duchowo rozwinięci. Byle kto nie może gotować dla innych, bo swoimi emocjami, niskimi wibracjami „zatrułby” jedzenie. W naszej tradycji też dbamy o pokój między domownikami, zwłaszcza przy przygotowaniu potraw wigilijnych, bo ta jest rodzajem komunii. Te dania spożywamy wspólnie przy jednym stole, w podniosłej atmosferze.

Możemy szanować nasze tradycje bożonarodzeniowe, jednak coraz częściej potrzebujemy zmiany i oderwania się od natłoku obowiązków. Dlatego wiele osób łączy święta z wyjazdem o odpoczynkiem. (fot. IStock) Możemy szanować nasze tradycje bożonarodzeniowe, jednak coraz częściej potrzebujemy zmiany i oderwania się od natłoku obowiązków. Dlatego wiele osób łączy święta z wyjazdem o odpoczynkiem. (fot. IStock)

Skoro tradycja jest tak ważna, to może nie jedźmy na narty w Alpy, usiądźmy przy wspólnym stole w domu w Łodzi czy Gdańsku?
Z dala od domu też można przeżyć coś cudownego. Tak się złożyło, że podczas którychś świąt Bożego Narodzenia znalazłem się w Wietnamie, i to w dodatku na statku wycieczkowym. Zwiedzaliśmy jeden z najsłynniejszych archipelagów. Niewielkie wyspy z wysokimi górami, wyglądające bajecznie i mistycznie. No i tam, na tym statku, było nas 12 osób z różnych krajów świata i razem zasiedliśmy do wigilii. Przygotowała ją obsługa statku. Trochę im się pomyliło z sylwestrem, ale było świątecznie, bo nastąpiło zbratanie przypadkowych ludzi z rozmaitych zakątków świata. Czar zadziałał, bo wszyscy zgromadzeni tam dorośli jako dzieci uczestniczyli w świętach, które dały im wiele radości, które rozgrzewały ich serca. Mieli wiele dobrych gwiazdkowych wspomnień, i to dobro tam nam oddali. To jedna z lepszych wigilii w moim życiu, bo nie kosztowała mnie żadnego wysiłku. Nie trzeba było sprzątać, pomagać w gotowaniu…

Uczestniczyłam w kilku wigiliach jako dodatkowy gość. W domu zawsze miałam choinkę choćby tylko dla siebie. Jednak samotne święta nie są łatwe, nawet gdy mamy serce pełne ciepłych wspomnień.
To prawda, ale i tak warto świętować prawdziwie, i to z ludźmi, bo tych można spotkać choćby na pasterce. Pamiętam pasterkę na Gubałówce w Zakopanem. To była piękna, mroźna, śnieżna i jasna, bo księżycowa, noc. I jak ci górale zaśpiewali, jak to się po górach poniosło. To było fantastyczne przeżycie. Uniwersalne, ponadreligijne. Także dlatego, że te symbole, jakie ożywają w Boże Narodzenie, są uniwersalne, żadna religia ich nie zawłaszczyła, bo nie można zawłaszczyć Boga. Te symbole, które tam się pojawiają, pochodzą z czasów przedchrześcijańskich i mają charakter ponadreligijny. Drzewo jest symbolem życia. Światło symbolizuje i Boga, i oświecony umysł. To czas mnóstwa świateł, nikt ich wtedy nie oszczędza, nie żałuje. Rozświetlone ulice, domy. Straszne ilości prądu zużywamy, bo musi być jasno, noc musi być rozświetlona, bo tak metaforycznie walczymy z ciemnością. Dobro walczy ze złem. Życie ze śmiercią. Wiedza z niewiedzą itd. Bardzo wiele można znaleźć znaczeń. Jeszcze przecież cisza.

„Cicha noc, święta noc […]”.
Właśnie, też ma uniwersalne znacznie. Bóg jest ciszą w tradycji chrześcijańskiej. Cisza jest symbolem oświecenia w buddyzmie i w innych tradycjach duchowych. Mamy jeszcze jeden symbol – dziecko, które się rodzi. Jest święte, bo pochodzi od Boga, od natury. Symbole tych świąt są ich siłą.

Potrzebujemy ich, by przypomnieć sobie o sprawach najważniejszych, odnieść je do siebie. Co jest we mnie światłem, co jest we mnie ciemnością? Ile istnieje we mnie ciszy? Czy ja ciszę znam? Czy może się jej panicznie boję? A to niewinne dziecko: ile we mnie niewinnej prawdziwej natury, z którą przyszłam na świat? Co ja z nią zrobiłam? W sensie psychologicznym i duchowym święta mają dla nas znaczenie, jeśli sami sobie się przyjrzymy poprzez te świąteczne symbole.

Tradycja jest ważna, a tu marketing nas z niej okrada, wykorzystując jej symbolikę, by zarobić!
Nie bez powodu wokół pełno reklam tradycyjnej wódki, tradycyjnych ciast itd. To dowodzi, że w odczuciu ludzi to, co tradycyjne, jest lepsze niż współczesne. Nie chcemy żywności wytwarzanej przemysłowo, bo się przekonaliśmy, że nam nie służy. Podobnie z innymi przestrzeniami życia, w których okazało się, że idąc za postępem, zgubiliśmy coś ważnego. Ale nie wszystko, co tradycyjne, wydaje się dobre. Tradycyjne wędliny tak, ale tradycyjne wychowanie dzieci, oparte na przemocy, na pewno nie. Polska nie podpisała ważnego traktatu o przeciwdziałaniu przemocy, bo uznano, że pozostaje niezgodny z tradycją. Ceniąc tradycję, cenić trzeba też postęp i skrupulatnie wybierać z tego, co dawne – jak z koszyka – to, co warto kultywować i przekazać kolejnym pokoleniom. Na pewno tym dobrem jest Gwiazdka…

Wojciech Eichelberger:
psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor Warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

  1. Zwierciadło poleca

Rak jajnika: wcześniej wykrywać, leczyć najnowszymi metodami

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Szybsze wykrywanie choroby oraz wdrażanie właściwego leczenia, zarówno chirurgicznego jak farmakologicznego - to najpoważniejsze wyzwania w leczeniu raka jajnika, o których rozmawiano podczas XXV edycji warsztatów edukacyjno-informacyjnych „Quo Vadis Medicina?”. Eksperci wskazywali także, że konieczne jest również upowszechnienie badań genetycznych, które pozwalają wdrożyć nowoczesne leczenie systemowe.

W kontekście raka jajnika szczególnie istotny jest drugi cel Narodowej Strategii Onkologicznej, czyli zwiększenie wykrywalności nowotworów we wczesnych stadiach. Od początku 2021 roku rozpocznie się wdrażanie standardów i akredytacji badań patomorfologicznych. Jak podkreśla prof. Piotr Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków w Narodowym Instytucie Onkologii w Polsce, niestety od 2010 roku rośnie zapadalność na 7 głównych nowotworów, w tym raka jajnika, co prawda w zróżnicowanym tempie, ale trend jest bardzo niepokojący. Optymizmem może napawać fakt, iż równocześnie poprawia się przeżywalność pacjentów. Pandemia spowoduje jednak, że wskaźniki w 2020 roku ulegną pogorszeniu.

Kluczowa wczesna diagnoza

Rak jajnika występuje głównie w krajach wysokorozwiniętych, na półkuli północnej. Choroba atakuje głównie kobiety starsze, szczyt zachorowań przypada na wiek 60-80 lat, a więc w leczeniu trzeba się mierzyć z problemami zdrowotnymi typowymi dla osób starszych. W ostatnich kilkudziesięciu latach śmiertelność z powodu raka jajnika spada, ale bardzo powoli.

Każda kobieta jest narażona na około 1,5 proc. ryzyko  zachorowania na raka jajnika w ciągu całego życia. Rak jajnika stanowi około 3,7 proc wszystkich nowotworów u kobiet, ale już ponad 4 proc. przyczyn  zgonów z powodu nowotworów. Rak jajnika jest  wyzwaniem przede wszystkim dlatego, że w zdecydowanej większości przypadków choroba jest rozpoznawana w zaawansowanym stadium. Rocznie w Polsce rozpoznaje się ponad 3 tysiące przypadków raka jajnika, z czego większość chorych ma trzeci i czwarty stopień zaawansowania choroby w momencie diagnozy.

Nowotwór rozwijający się w jajniku nie ma żadnych barier anatomicznych, które by ograniczały jego rozprzestrzenianie się. Komórki nowotworowe mogą swobodnie przemieszczać się w jamie brzusznej tworząc wiele ognisk przerzutowych. Większość ekspertów szacuje, że nawet 80 procent nowych przypadków raka jajnika dotyczy choroby zaawansowanej w trzecim i czwartym stopniu. Czwarty stopień oznacza chorobę z przerzutami do licznych narządów. Rokowanie jest dobre tylko przy wykryciu choroby w pierwszym stopniu zaawansowania, natomiast w najwyższych stopniach zaawansowania perspektywa pięcioletniego przeżycia jest bardzo zła.

Przy zastosowaniu odpowiedniego leczenia pierwszej linii około 80 proc. chorych, nawet w trzecim stopniu zaawansowania, uzyskuje remisję, czyli cofnięcie się choroby. Pomimo to u osób, które osiągnęły remisję aż w 85 proc przypadków następuje nawrót. Dalszy przebieg nowotworu polega na kolejnych nawrotach, których może być kilka, a nawet kilkanaście w całym przebiegu choroby. Kolejne rzuty choroby pojawiają się coraz częściej, a choroba prowadzi stopniowo do upośledzenia sprawności ogólnej, wyniszczenia i ostatecznie śmierci. Bardzo rzadko pomimo wdrożonego leczenia udaje się pacjentkom przezwyciężyć tą chorobę.

Dla skutecznego leczenia decydujący jest moment diagnozy oraz szybkie podjęcie leczenia pierwszej linii. Poprawę rokowania możemy uzyskać poprzez wyższą ogólną świadomość, tak aby pacjentki szybciej rozpoznawały u siebie niepokojące symptomy i zgłaszały się z nimi do lekarza.

Diagnostyka molekularna dla każdej pacjentki

Rak jajnika jest  często związany z mutacją w genach BRCA1 i BRCA2. W Polsce mamy dostęp do diagnostyki tych mutacji, dlatego każda pacjentka powinna mieć wykonane badanie genetyczne. Stwierdzenie mutacji otwiera drogę do zastosowania nowych leków. Ważne jest również przeprowadzenie badania u osób spokrewnionych, by sprawdzić, czy rodzina pacjentki należy do grupy wysokiego ryzyka zachorowania.

Jak ważna dla skutecznego leczenia raka jajnika jest wczesna diagnostyka, zwłaszcza genetyczna, zwraca uwagę prof. Mariusz Bidziński, kierownik Kliniki Ginekologii Onkologicznej w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie.

Badania genetyczne od kilku lat są już w Polsce finansowane w zakresie badań realizowanych przy diagnostyce raka jajnika. Badania są wykonywane u pacjentek ze świeżym rozpoznaniem podejmujących leczenie oraz na podstawie analizy materiału archiwalnego, czyli pobranego przed kilkoma laty. Wykryte mutacje w genach pozwalają zastosować nowoczesne terapie.

Mimo dostępnego finansowania, badań genetycznych wykonuje się zbyt mało. W 2018 roku na raka jajnika zachorowało w Polsce 3568 osób. Tymczasem w 2019 roku diagnostykę genetyczną wykonano jedynie u 490 hospitalizowanych osób oraz dodatkowo przebadano także ponad 430 próbek materiału archiwalnego.

Inhibitory PARP – innowacyjna terapia raka jajnika

Jak wskazuje prof. Paweł Blecharz, kierownik Kliniki Ginekologii Onkologicznej w krakowskim oddziale Narodowego Instytutu Onkologii, przyszłością leczenia raka jajnika jest nie tylko właściwe leczenie chirurgiczne, ale także leczenie systemowe. Ograniczenia chirurgii w leczeniu raka jajnika związane są z rozsianym charakterem nowotworu. Leczenie to należy uzupełnić leczeniem systemowym, by móc dotrzeć do każdej komórki nowotworowej i skutecznie leczyć chorobę.

W Polsce dostępne są terapie celowane - w programie lekowym od lat znajduje się np. bewacyzumab, ale nadal w ograniczonym zakresie wskazań - węższym niż tego potrzebują specjaliści leczący raka jajnika. Program lekowy nakłada także inne ograniczenia, jak np. kryteria włączenia do programu.

W najbliższych kilku latach postęp w leczeniu raka jajnika jest możliwy do osiągnięcia dzięki  inhibitorom PARP. Badania kliniczne przynoszą bardzo obiecujące rezultaty w leczeniu podtrzymującym, po chemioterapii zarówno w pierwszej linii jak i w leczeniu nawrotów.

Od niedawna jest zarejestrowany nowy inhibitor PARP, czyli niraparib. Badania wykazały jego skuteczność w leczeniu całej populacji, nie tylko chorych z mutacją genów BRCA1/2. Za jego przyczyną przed inhibitorami PARP otwierają się zatem nowe horyzonty - leczenia podtrzymującego zarówno w pierwszej jak i w kolejnych liniach terapii niezależnie od statusu mutacji. Redukcja ryzyka nawrotu u badanych osób z mutacją genową leczonych nowym inhibitorem osiągnęła  60 proc., a w całej populacji było to 30 proc.

Profesor Blecharz ocenia, że dzięki nowym metodom leczenia czas przeżycia chorych z rakiem jajnika będzie się wydłużać. Poprawi się także jakość życia chorych. Bardzo ważny jest wzrost świadomości tej choroby, budowanie czujności onkologicznej wśród potencjalnych pacjentek, tak aby leczenie można było rozpoczynać na wcześniejszym etapie rozwoju nowotworu.

Wpływ pandemii koronawirusa na diagnostykę chorób nowotworowych

Wykrycie choroby w późniejszym stadium zaawansowania powoduje, że szanse radykalnego wyleczenia są znacznie mniejsze. Tymczasem od kwietnia 2020 roku działania profilaktyczne prowadzone na poziomie POZ "właściwie zamarły" - podkreśla prof. Bidziński. Z powodu pandemii diagnostyka i ustalanie ścieżki leczenia przedłużają się ponad terminy zapisane w pakiecie onkologicznym. Z uwagi na brak specyficznych objawów raka jajnika u wielu chorych poszukiwania przyczyn dolegliwości trwają nawet rok, zanim zostanie wystawiona karta DiLO. Jednocześnie w 2020 roku wyraźnie obniżyła się liczba kart DiLO, co pokazują raporty Narodowego Instytutu Onkologii.

Dane wskazujące wyraźny spadek leczonych chorych w okresie pandemii sugerują, że w najbliższych miesiącach znacznie powiększy się liczba chorych zdiagnozowanych w  zaawansowanych stadiach klinicznych nowotworów. Dlatego - mówi prof. Mariusz Bidziński - konieczne jest opracowanie nowej strategii profilaktyki i wczesnego diagnozowania, a także upowszechnianie wiedzy o możliwościach wczesnej diagnozy choroby nawet w okresie pandemii.

Partnerem relacji z XXV warsztatów edukacyjno-informacyjnych „Quo Vadis Medicina?” jest

 

Wszystkie działania niepożądane produktów leczniczych należy zgłaszać do Departamentu Monitorowania Niepożądanych Działań Produktów Leczniczych Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, Al. Jerozolimskie 181C, 02-222 Warszawa, tel. (22) 492-13-01, fax (22) 492-13-09, zgodnie z zasadami monitorowani bezpieczeństwa produktów leczniczych lub do podmiotu odpowiedzialnego za produkt, którego zgłoszenie dotyczy. Formularz zgłoszenia niepożądanego działania produktu leczniczego dostępny jest na stronie Urzędu www.urpl.gov.pl.

GSK Commercial Sp. z o.o., ul. Rzymowskiego 53, 02 - 697 Warszawa, tel.: 22 576 90 00, fax: 22 576 90 01, pl.gsk.com.

NP-PL-NRP-PRSR-200009, grudzień 2020

  1. Zwierciadło poleca

Styczniowy numer „Sensu" już w sprzedaży

Bohaterką naszej okładki jest cudownie nieperfekcyjna Emma Thompson. A w Temacie Numeru pytamy czy można być szczęśliwym w trudnym czasie?

 

No bo z czego się cieszyć, skoro nasze plany wzięły w łeb, towarzyszy nam frustracja, lęk i poczucie niepewności? Tylko czy aby nie mylimy szczęścia z radością i przyjemnością? Tych rzeczywiście ostatnio mniej. A jednak wciąż mamy wiele rzeczy, za które możemy być wdzięczni i które są w zasięgu naszego działania. „Jest tylko jedna droga do szczęścia – przestać się martwić rzeczami, na które nie mamy wpływu” – przekonywał wieki temu grecki lozof Epiktet. Jego słowa przywołuje w tym numerze coach Piotr Bucki. Jeśli coś od nas nie zależy – przestaje być ważne – tłumaczy. „Szczęście to spokój umysłu” – pisze w książce „Oświecenie 24h na dobę” Nitya Patrycja Pruchnik, przewodniczka duchowa, z którą też rozmawiamy. Oboje przekonują, że najważniejsze to znaleźć oparcie w sobie,  skoro świat już nam go nie daje.

A jak widzi to Emma Thompson? Mówi o sobie, że jest wielką szczęściarą. Długo marzyła o tym, by zostać matką, z pierwszym mężem to się nie udało, mimo leczenia i mnóstwa badań. Dzisiaj dzieci to jej największa duma. Gwiazda cieszy się życiem, kocha swoją pracę i jest naprawdę rewelacyjna w tym, co robi. Choć w ubiegłym roku skończyła 60 lat, absolutnie nie myśli o emeryturze. Co więcej, przyznaje, że dopiero teraz czuje się fantastycznie.

W naszym Temacie Specjalnym nawołujemy do odpoczynku. Problem z odpoczywaniem nie polega na tym, że nie mamy pomysłu, jak to zrobić, a na tym, że przestaliśmy rozpoznawać stan zmęczenia. Nie czekajmy na weekend, wakacje czy ... emeryturę? Bo odpoczynek jest równie ważny jak oddech!

"Sens" nie byłby sobą, gdyby zabrakło tekstów o relacjach. „Świat to połączenie przeciwności, skrajności, jin i jang. Można się żreć z kimś, kto jest inny, a można się od niego czegoś dowiadywać i odnajdować w sobie inne odpowiedzi. Ale to wymaga spojrzenia na siebie z boku” – mówi Katarzyna Miller, z którą rozmawiamy o skonfliktowaniu społeczeństwa. W cyklu „Rodzaj męski” pytamy psychoterapeutę Marcina Grudnia, czy dobrze być chłopcem, a z dziennikarką medyczną Bożena Stasiak, autorką książki „Zwierzenia Polaków”, zastanawiamy się, dlaczego tzw. biały seks coraz częściej zastępuje tradycyjne życie intymne.

Styczniowe wydanie przynosi również psychoastrologiczny portret Koziorożca, lekcję cieszenia się drobnymi przyjemnościami od Angilków i zachętę do zabawy, z której w dorosłości rezygnujemy – ze szkodą dla siebie i całej rodziny, więc czas to zmienić, zwłaszcza że nadchodzi karnawał.

Nie sposób zakończyć inaczej niż nawiązaniem do świąt. „Nie dwa razy się nie zdarza”, owszem, ale w tym roku czas Bożego Narodzenia i przełomu roku naprawdę będzie inny. Nie wszyscy usiądą razem przy wigilijnym stole, nie będzie tak wielkiego zamieszania z prezentami, wyjazdami na narty czy przyjęciami. Część́ z nas być́ może spędzi go w samotności czy nawet kwarantannie. Ale tym bardziej starajmy się przeżyć go świadomie!

Z najlepszymi życzeniami dla Was, Mili Czytelnicy!

Redakcja Sensu

  1. Zwierciadło poleca

Styczniowy numer „Zwierciadła”

Na siłę psychiczną składają się trzy wzajemnie na siebie wpływające czynniki: myśli, uczucia i zachowania. Wszystko zaczyna się więc w naszej głowie. Pierwsza rzecz, jaką powinniśmy zrobić, to zmienić nasze myśli! Nie porównywać się z innymi. Nie wątpić w siebie. Nie powstrzymywać się od zabierania głosu. Nie obwiniać się, gdy coś się nie uda. Nie wałkować wszystkiego w nieskończoność. Nie bać się łamania niepisanych zasad.

Mamy moc! My, kobiety. Coraz mniej z nas myśli o sobie „słaba płeć”, coraz więcej ćwiczy „mięśnie psychiczne”. Jak to robić? Na to pytanie odpowiadają bohaterki naszego Tematu miesiąca.

Na okładce Kate Winslet. Jej ojciec zawsze mawiał: „Zrób to, bo nawet jeśli ci się nie uda, nic nie tracisz. Nie dowiesz się, jeśli nie spróbujesz”. Te słowa i ta postawa stały się dla niej drogowskazem na życie. W taki też – wspierający sposób –  sama wychowuje swoje dzieci. Gwiazda styczniowej okładki „Zwierciadła”, opowiada nam o tym, że, jak każdy, popełniała błędy, ale nigdy z żadnego z nich by nie zrezygnowała. „Są częścią mnie, mojej osobowości. Dzięki nim człowiek zmienia się i dojrzewa”.

Nigdy nie czuła się celebrytką. Bo, według niej, „gwiazdą jest się tak długo, jak długo trwa ceremonia wręczania Oscarów. No, może jeszcze na czerwonych dywanach Berlina, Cannes lub Wenecji”. I dodaje, że to, gdzie jest dziś, nie jest darem z niebios czy mieszanką szczęścia czy przypadku. To efekt wytrwałości w dążeniu do celu i ciężkiej pracy. Z aktorką rozmawia Mariola Wiktor.

A o tym, że porażka może być źródłem siły i wstępem do sukcesów, mówi Daria Abramowicz, psycholożka pracująca z tenisistką Igą Świątek. Tekst Aliny Gutek.

Katarzyna Bonda. To ona zmieniła formułę powieści kryminalnej. Jej książki nie schodzą z list bestsellerów, prawa do nich kupują światowi wydawcy. Właśnie ukazała się jej nowa powieść – „Miłość czyni dobrym”, druga część trylogii. Żeby zrozumieć modus operandi uwodziciela przeczytała 120 tomów akt! Wywiad Remigiusza Grzeli.

Przeciętny lot szybowcem, w zależności od umiejętności pilota i warunków atmosferycznych, może trwać od pięciu minut do paru godzin. Najdłuższy lot w jej życiu trwał 8 godzin i 38 minut. Jako pierwsza Polka przeleciała dookoła szczytu Mont Blanc. Czy kiedyś zaliczyła nieplanowane lądowanie? – Tylko w małżeństwie – rzuca z iskrą w oku i szybko dodaje: – Jestem raczej znana z tego, że walczę do końca, co najczęściej doprowadza mnie na docelowe lotnisko. I potem do domu. Do synka. Szybowniczka Anna Piotrowska. Tekst Anny Serdiukow.

Kobiety się policzyły. Zobaczyły, jak wiele z nich jest gotowych iść na demonstrację, pomimo pandemii, pomimo tego, że w domu dzieci i praca. To ważne, że wyszły razem, ale też wielopokoleniowo, i że się podczas tych protestów wspierały – mówi Joannie Olekszyk psycholog Zofia Milska-Wrzosińska.

Wstyd. Każe nam ukrywać to, jacy jesteśmy. Przejawia się nie tylko w rumieńcach, ale też w perfekcjonizmie, arogancji i pysze. – Tymczasem miłość wymaga bezwstydu. Prawdy. Przyznania się do tego, jacy jesteśmy, łącznie z tym, czego się wstydzimy – mówi Beacie Pawłowicz psychoterapeutka Katarzyna Miller.

W cywilizowanym świecie – odwrotnie niż w społecznościach pierwotnych – czyni się z ciąży i porodu coś na kształt choroby wymagającej szpitalnego wsparcia. Dlatego dobrze by nam wszystkim zrobiło, gdyby ciąża i poród przestały być sprawą medyczną, publiczną i polityczną. I żeby mogły przebiegać w rodzinnej atmosferze intymności i spokoju. O porodach w cyklu „Rodzice na nowe czasy” z psychoterapeutą Wojciechem Eichelbergerem rozmawia Alina Gutek.

O tym, czy możliwy jest związek otwarty, o tym, jak być w nim uczciwym z seksuolożką Biancą-Beatą Kotoro rozmawia Beata Pawłowicz.

Co pod choinkę? O prezentach – tych, które kupują i tych, które lubią dostawać – opowiadają Marta Dymek, autorka bloga Jadłonomia i autorka książek kulinarnych, Julia Kuczyńska, czyli Maffashion, blogerka modowa i Mariusz Szczygieł, dziennikarz, reportażysta, pisarz.

Piszemy też o tym, co podczas świąt oglądać i czytać. I o tym, co i w jaki sposób gotuje się i jada w Palestynie. Nie tylko w święta. Sprawdźcie koniecznie.

  1. Zwierciadło poleca

Horoskop na grudzień astrolożki Penny Thornton

Zodiak (fot. iStock)
Zodiak (fot. iStock)
Zobacz galerię 14 Zdjęć
Co czeka nas w ostatnim miesiącu tego wyjątkowego roku? W styczniu 2020 nastąpiła koniunkcja Saturna i Plutona, przy której astrologowie zapowiadali znaczące zmiany w strukturach społeczno – politycznych. Tymczasem 21 grudnia nastąpi wielka koniunkcja Jowisza i Saturna (ostatnie takie zbliżenie tych dużych planet miało miejsce w 1623r.). Co przyniesie grudzień dla poszczególnych znaków zodiaku? – wyjaśnia słynna astrolożka Penny Thornton.

Penny Thornton od ponad 40 lat zgłębia nauki astrologiczne, koncentrując się na takich tematach jak odżywianie (pod kątem 12 znaków zodiaku), związki czy praca. Klientką słynnej astrolożki była m.in. księżna Diana.