1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Znakomite filmy, które warto sobie przypomnieć w te święta

Znakomite filmy, które warto sobie przypomnieć w te święta

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Billy Elliot". (Fot. NG Collection/Interfoto/Forum)
Wszyscy lubimy bożonarodzeniowe hity filmowe: Kevina, który w tym roku po raz 30 zostanie sam w domu, zwariowaną rodzinkę Griswoldów, czy nieznoszącego świąt Grincha. My, na przekór społecznemu przymusowi oglądania w święta typowo świątecznych produkcji, postanowiliśmy przygotować dla was zestawienie poruszających filmów, które nie są związane z Bożym Narodzeniem, a jednak warto je nadrobić podczas zbliżających się świąt. Życzymy miłego oglądania i spokojnego świętowania!

Wszyscy lubimy bożonarodzeniowe hity filmowe: Kevina, który w tym roku po raz 30 zostanie sam w domu, zwariowaną rodzinkę Griswoldów, czy nieznoszącego świąt Grincha. My, na przekór społecznemu przymusowi oglądania w święta typowo świątecznych produkcji, postanowiliśmy przygotować dla was zestawienie poruszających filmów, które nie są związane z Bożym Narodzeniem, a jednak warto przypomnieć je sobie podczas zbliżających się świąt. Życzymy miłego oglądania i spokojnego świętowania!

Billy Elliot

Billy Elliot to 11-latek wychowywany w górniczej rodzinie, gdzie prym wiodą surowy ojciec i brat. Chcąc wykrzesać w dorastającym chłopcu wzorzec męskości, ojciec zaprowadza go na trening boksu, jednak Billy nie pała pasją do tego sportu. Przez przypadek trafia na lekcję tańca klasycznego. Wkrótce okazuje się, że ma wielki talent. Zaczyna naukę baletu pod czujnym okiem niespełnionej primadonny, pani Wilkinson, która marzy, by Billy został tancerzem Królewskiej Akademii Tańca. Czy mu się to uda i jak zareaguje ojciec, gdy dowie się, że jego syn zamienił rękawice bokserską na atłasowe baletki? "Billy Elliot" to piękna opowieść o spełnianiu marzeń, upartym dążeniu do celu, relacji syna z ojcem, wychowywaniu się bez matki, problemach dziecka z niezamożnej rodziny, a także niezrozumieniu, tolerancji i stereotypach i archetypach dotyczących męskości. Pokrzepia i podnosi na duchu. Klimat filmu buduje nie tylko fenomenalny scenariusz i rewelacyjne aktorstwo, ale również znakomicie dobrana ścieżka dźwiękowa, na której znalazły się utwory kultowych brytyjskich zespołów rockowych, takich jak T.Rex, The Clash oraz The Jam. W rolach głównych wystąpili: nagrodzony statuetką BAFTA dla najlepszego aktora pierwszoplanowego Jamie Bell, a także Julie Walters oraz Gary Lewis.

Film dostępny na platformie Netflix.

Kraina Miodu

Nominowany do Oscara macedoński dokument "Kraina Miodu" przedstawia historię 50-letniej Hatidze, która mieszka z chorą matką w opustoszałej wiosce bez dróg, prądu i bieżącej wody. Kobieta hoduje pszczoły i jest ostatnią z linii niezależnych pszczelarzy sprzedających miód w małych partiach. Handluje nim w najbliższym mieście, oddalonym od jej domu o cztery godziny drogi. Codziennie chodzi po zboczu wzgórza, aby sprawdzić swoje ule. Kocha pszczoły, zaklina je śpiewem, delikatnie manewrując plastrami miodu bez kombinezonu, siatki na twarzy lub rękawiczek. Żyje tradycyjnie, w zgodzie z naturą, jednak pewnego dnia do jej okolicy wprowadza się wielodzietna rodzina. W jej życie wkradają się wrzeszczące dzieci, ryczące krowy i silniki. Nowi sąsiedzi również hodują pszczoły, ale traktują miód i pszczoły nieco inaczej. Tradycję zastępuje twardy biznes i maksymalna eksploatacja. Hatidze czuje, że to, czego nie da się zmienić, należy zaakceptować, ale nowi przybysze poważnie zagrażają jej życiu oraz ulom. Film ukazuje zanikającą tradycję szacunku do pszczół oraz traktowania ich jak partnerów, a nie poddanych człowiekowi niewolników produkujących miód.

Film dostępny na vod.pl.

Milczenie

Inspirowany autentycznymi wydarzeniami i zrealizowany z niezwykłym rozmachem film "Milczenie" to jeden z najmocniejszych, a jednocześnie jeden z najbardziej osobistych dzieł w karierze Martina Scorsese. Historia ukazana w filmie ulokowana jest w XVII wieku. Dwóch młodych jezuitów, Sebastiano Rodrigues oraz Francisco Graupe, pokonuje tysiące kilometrów, aby potajemnie przedostać się do ogarniętej prześladowaniami i przemocą Japonii, gdzie toczy się bezwzględna walka z chrześcijaństwem. Misjonarze poszukują swojego nauczyciela – słynącego z odwagi kapłana Cristovao Ferreire, o którym krążą plotki, że wyrzekł się wiary katolickiej i został buddyjskim mnichem. To, czego doświadczą, wystawi ich umiejętności przetrwania, a także wszystko, w co wierzą, na najcięższą próbę. To film, w którym reżyser poszukuje odpowiedzi na pytania dotyczące istoty i sensu religii, a także wierności swoim przekonaniom na świecie. Pyta na czym polega istota wiary, czy męczeństwo ma jakikolwiek sens oraz czy wyparcie się Boga może być jednocześnie wyznaniem miłości do niego. W rolach głównych znakomici Andrew Garfield, Adam Driver oraz Liam Neeson.

Film dostępny na vod.tvp.pl oraz vod.pl.

W rękach Boga

Biograficzny film "W rękach Boga" to pasjonująca opowieść o pionierach operacji na otwartym sercu, oparta na historii opisanej przez waszyngtońską dziennikarkę Katie McCabe. Produkcja przedstawia historię zdolnego i ambitnego kardiochirurga Alfreda Blalocka pracującego w uniwersyteckim szpitalu Johna Hopkinsa w Baltimore oraz jego czarnoskórego pomocnika Viviena Thomasa. Afroamerykanin pasjonuje się medycyną i pragnie ukończyć studia lekarskie, jednak w wyniku nieszczęśliwych wydarzeń marzenia odchodzą na dalszy plan. Chłopak podejmuje pracę jako sprzątacz, a następnie technik laboratoryjny w gabinecie Blalocka. Mężczyźni z powodzeniem wykonują doświadczenia na zwierzętach, żeby w końcu jako pierwsi w historii przeprowadzić poważny zabieg u małej pacjentki z wrodzoną wadą serca. Złożona relacja głównych bohaterów znakomicie odzwierciedla nastroje społeczne panujące w Ameryce połowy XX wieku, w której czarnoskórzy byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii i nie mieli praktycznie żadnych szans na awans społeczny. To film, który wzrusza, inspiruje i zmusza do myślenia. Główne role zagrali laureat BAFTY Alan Rickman oraz muzyk Mos Def.

Film dostępny na platformie HBO GO.

Ona

Nagrodzona Oscarem "Ona" z fenomenalnym (jak zawsze) Joaquinem Phoenixem niejednokrotnie pojawiała się w naszych filmowych zestawieniach, jednak teraz, w czasach pandemii, film ten uderza w nas jeszcze mocniej. Futurystyczna wizja świata Spike'a Jonze ilustruje bowiem problemy współczesnego społeczeństwa - samotność, uzależnienie od technologii oraz rozpaczliwą potrzebę bliskości drugiego człowieka. Główny bohater filmu, Theodore Twombly, to pełen kompleksów, wrażliwy mężczyzna, który zarabia na życie pisząc wzruszające, osobiste listy do innych ludzi. U załamanego po zakończeniu długoletniego związku mężczyzny zainteresowanie budzi nowy system operacyjny, który jako obdarzony samodoskonalącą się inteligencją, intuicyjnie dostosowuje się do potrzeb użytkownika. Po uruchomieniu systemu Theodore jest zachwycony. Ciepły kobiecy głos zdaje się należeć do osoby takiej jak on - szalenie wrażliwej, wnikliwej i zabawnej. Wkrótce ich przyjaźń pogłębia się i przeradza w miłość. To ważny film, który idealnie trafia w obecne czasy.

Film dostępny na player.pl.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Komedie francuskie - najlepsze produkcje prosto z Francji

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Za jakie grzechy, dobry Boże?". (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Ostatnio na łamach naszego portalu pisaliśmy o francuskiej radości życia, która polega m.in. na celebrowaniu małych przyjemności. Trop ten szybko zaprowadził nas do... francuskich komedii. Z tego względu przyglądamy się dziś najlepszym filmom komediowym prosto z Francji. Wybraliśmy tytuły, które bez trudu znajdziecie w polskich serwisach VOD. 

"Jutro będziemy szczęśliwi"

Samuel (Omar Sy) wiedzie beztroskie życie opierające się na przygodnych romansach. Pewnego dnia jego była kochanka Kristin robi mu niespodziankę. „To twoja córka” – mówi i znika. Od tej chwili Samuel staje się pełnoetatowym tatą małej Glorii. O dzieciach nie ma pojęcia, lecz uczucie do dziewczynki dodaje mu sił, aby sprostać wyzwaniom ojcostwa. Sielanka kończy się, gdy Gloria ma 8 lat, a Kristin postanawia ją odzyskać. To świetny film o dojrzewaniu do odpowiedzialności i odkrywaniu, jakimi wartościami warto się kierować.

Film dostępny na player.pl i cineman.pl.

Kadr z filmu 'Jutro będziemy szczęśliwi'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Jutro będziemy szczęśliwi". (Fot. materiały prasowe)

"Rodziny się nie wybiera"

Film "Rodziny się nie wybiera" to najlepszy dowód na to, że Francuzi mają gdzieś poprawność polityczną i uwielbiają żywiołowe komedie pełne kontrowersyjnego humoru. Valentin D. (Dany Boon) jest wychowanym w sierocińcu genialnym projektantem, który swoimi kolekcjami rzuca Paryż i światowy design na kolana. Wszystko zmienia się jednak, gdy o jego istnieniu przypomina sobie jego mieszkająca na północy Francji i posługująca się dziwnym dialektem szalona rodzina, która bez zapowiedzi przyjeżdża do stolicy.

Film dostępny na Netflixie.

Kadr z filmu 'Rodziny się nie wybiera'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Rodziny się nie wybiera". (Fot. materiały prasowe)

"Za jakie grzechy, dobry Boże?"

"Za jakie grzechy dobry Boże" to urocza komedia o tym, co czują rodzice, gdy przyszły zięć jest zupełnie nie z ich bajki. I choć film wyreżyserowali Francuzi, to zawarte w niej problemy są bardzo bliskie wielu Polakom. Marie (Chantal Lauby) i Claude (Christian Clavier) to konserwatywni rodzice czterech córek, którzy pragną, aby ich latorośle poślubiły kulturalnych katolików z Francji. W życiu bohaterek pojawiają się jednak czterej zakochani mężczyźni: Żyd, Arab, Chińczyk i chłopak z Czarnej Afryki...

Film dostępny na vod.pl.

Kadr z filmu 'Za jakie grzechy, dobry Boże?'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Za jakie grzechy, dobry Boże?". (Fot. materiały prasowe)

"Nietykalni"

Tego tytułu chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Mało kto jednak wie, że historia przedstawiona w filmie "Nietykalni" zdarzyła się naprawdę. Sparaliżowany na skutek wypadku milioner (François Cluzet) zatrudnia do pomocy i opieki młodego chłopaka z przedmieścia, który właśnie wyszedł z więzienia (Omar Sy). Zderzenie dwóch skrajnie różnych światów daje początek szeregowi niewiarygodnych przygód i przyjaźni, która czyni ich... nietykalnymi! Pozycja obowiązkowa, jeśli chodzi o francuskie produkcje.

Film dostępny na cineman.pl.

Kadr z filmu 'Nietykalni'. (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)Kadr z filmu "Nietykalni". (Fot. Image Capital Pictures/Film Stills/Forum)

"Czym chata bogata"

"Czym chata bogata" to wybuchowa komedia twórców "Za jakie grzechy, dobry Boże?". Jean-Etienne Fougerole (Christina Clavier), bogaty pisarz-celebryta podczas telewizyjnego programu, promując swoją nową książkę "Czym chata bogata", nieopatrznie zaprasza pod swój dach romską rodzinę. Gdy do jego wspaniałego domu wprowadzą się nowi lokatorzy, cały świat stanie na głowie. Dwie rodziny, dwa światy, różne obyczaje, czy wzajemne uprzedzenia mogą doprowadzić do... wielkiego cygańskiego wesela.

Film dostępny na Netflixie.

Kadr z filmu 'Czym chata bogata'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu "Czym chata bogata". (Fot. materiały prasowe)

  1. Kultura

Rodzinnie przed ekranem - filmowa majówka z Nowymi Horyzontami VOD

(Fot. materiały prasowe)
(Fot. materiały prasowe)
Majówka z Nowymi Horyzontami VOD to nasza propozycja na nadchodzący długi weekend. Na każdy dzień platforma przygotowała filmowe atrakcje dla całej rodziny - zarówno dla młodszych, jak i starszych widzów. 

Małe, duże, nuklearne, wielopokoleniowe, patchworkowe. Każda rodzina znajdzie coś dla siebie w ofercie NH VOD. W ramach majówki zespoły festiwali Nowe Horyzonty i Kino Dzieci połączyły siły, wybierając zestawy tytułów, które zebrano w blokach tematycznych. Każdemu dniu majówki przyświeca specjalne hasło, a za nim idą znakomite filmy – jeden skierowany do młodego widza, drugi dla dorosłego. Przygotowując cały plan inspirowano się staropolskim zwyczajem oglądania filmów w układzie „najpierw wieczorynka, później propozycja dla dorosłych”. Oczywiście, wieczorynkę można oglądać o dowolnej porze.

Sobota, 1 maja: Międzypokoleniowe starcia

Starsi nie rozumieją młodszych, a młodsi nie chcą zrozumieć starszych – to punkt wyjścia. Więcej zrozumienia pomiędzy obiema stronami – to efekt, jaki można uzyskać po seansach filmów z propozycji na pierwszy dzień majówki.

"Sekrety morza", reż. Tomm Moore – nominowana do Oscara, ponadczasowa i ponadpokoleniowa baśń z Irlandii, która przypomina o potędze wyobraźni i jeszcze większej sile rodzinnej miłości. Sekrety morza to także powrót do tradycyjnej, ręcznej animacji, co zdecydowanie odróżnia film od wszechobecnej w dzisiejszym kinie ponurej, cyfrowej technologii 3D.

"Toni Erdmann", reż. Maren Ade – obsypana nagrodami, przewrotna, pełna niepoprawnego humoru historia relacji między śmiertelnie poważną trzydziestolatką a jej bujającym w obłokach ojcem. Dużo śmiechu, jeszcze więcej wzruszeń.

Niedziela, 2 maja: Zwierzęta mają głos

Dziś celebrujemy uczucia międzygatunkowe i przypominamy o tym, że nasi czworonożni, płetwiaści lub skrzydlaci przyjaciele są pełnoprawnymi członkami rodziny.

"Jakub, Mimmi i gadające psy", reż. Edmunds Jansons – tytułowi bohaterowie to para rezolutnych dzieciaków, która staje w obronie swojego ulubionego parku, będącego łakomym kąskiem dla bezwzględnego inwestora. W walce o zachowanie „zielonych płuc” miasta pomaga im gang gadających psów. Cała animacja została przepięknie wykonana za pomocą metody „cut-out”.

"Serce psa", reż. Laurie Anderson – zaskakujący, nowatorski hołd dla męża autorki, Lou Reeda, i ukochanej terierki Lolabelle. Mnóstwo świetnej muzyki, nowojorskich pejzaży oraz małych-wielkich przemyśleń o blaskach i cieniach naszego życia.

Poniedziałek, 3 maja: Girl Power

Dziewczyny u sterów! Dzień zaczynamy patriotycznie – wspólnie z Basią, jedną z najpopularniejszych bohaterek z polskiej animacji, a później zapraszamy na pokład legendarnego jachtu Maiden, dowodzonego przez załogę nieustraszonych kobiet.

"Basia", "Basia 2" i "Basia 3", reż. Marcin Wasilewski, Łukasz Kacprowicz – tytułowa Basia to wyjątkowo rezolutna pięciolatka, dobrze znana wielbicielom książek Zofii Staneckiej i Marianny Oklejak. Każdy odcinek uczy dzieci czegoś o dorosłych, ale i dorosłych czegoś o dzieciach.

"Maiden", reż. Alex Holmes – trzymająca w napięciu – niczym rasowy thriller – opowieść o grupie upartych, odważnych i niezależnych kobiet, które stworzyły pierwszą w historii żeńską załogę startującą w prestiżowych i ekstremalnie niebezpiecznych regatach Whitbread Round the World Race.

Aby wziąć udział w majówce z Nowymi Horyzontami, wystarczy założyć konto na nowehoryzonty.pl/vod i wykupić dostęp do filmów (pojedyncze dostępy zaczynają się już od 7,90 zł). Można też zakupić pakiet dostępów za jedyne 49 zł (w pakiecie mieści się aż 15 filmów oznaczonych promocją) – wówczas uzyskujemy dostęp do wszystkich majówkowych propozycji. Każdy z zaproponowanych filmów można oglądać o dowolnej porze dnia (i nocy).

  1. Kultura

Frances McDormand: "Piorę, sprzątam i czasem gram"

Frances McDormand ukazuje swoje bohaterki w sposób daleki od stereotypów. – Udowadniam tym, że kobieta może być interesująca, intrygująca i fascynująca, niezależnie, jak wygląda. To bardzo niehollywoodzkie podejście. Chodzi mi o naturalne piękno każdej kobiety – wyznaje. (Fot. Tony Gentile/Reuters/Forum)
Frances McDormand ukazuje swoje bohaterki w sposób daleki od stereotypów. – Udowadniam tym, że kobieta może być interesująca, intrygująca i fascynująca, niezależnie, jak wygląda. To bardzo niehollywoodzkie podejście. Chodzi mi o naturalne piękno każdej kobiety – wyznaje. (Fot. Tony Gentile/Reuters/Forum)
Nie jest w typie hollywoodzkiej piękności i nie zależy jej na bywaniu na okładkach pism. – Wiem, kim jestem, co w tym zawodzie częste nie jest. Nie potrzebuję wspomagania mojego ego z zewnątrz – mówi aktorka Frances McDormand. Właśnie odebrała Oscara za rolę w filmie "Nomadland", ale ma też na koncie inne świetne, również nagradzane kreacje. Przypominamy rozmowę, którą w 2018 roku przeprowadziła z aktorką Mariola Wiktor. 

Wywiad pochodzi z archiwalnego wydania miesięcznika Sens (numer 2/2018).

Podobno wahała się pani, czy przyjąć rolę samotnej matki zgwałconej i zamordowanej dziewczyny w „Trzech billboardach za Ebbing, Missouri” w reżyserii Martina McDonagh.
W pierwszej chwili ta propozycja mi pochlebiła, ale później pomyślałam, że jestem na taką rolę za stara. Matka nastolatki powinna mieć znacznie mniej niż 60 lat na karku. Jednak Joel (Coen, mąż aktorki – przyp. red.), widząc te rozterki, postawił mnie do pionu. „Weź się w garść” – powiedział – „i zadzwoń, że się zgadzasz. Natychmiast!”. No więc posłuchałam go. I nie żałuję. Mildred straciła swoje jedyne dziecko, czuje ból i wściekłość wobec oprawców, ale i stróżów prawa, którzy nie potrafili ich złapać i skazać. Spodobało mi się, że gram kobietę, która znajduje w sobie siłę, by stawić czoła całemu światu, która jest takim samotnym kowbojem albo szeryfem wymierzającym sprawiedliwość. To nie przypadek, że film ma westernową konwencję. Moja bohaterka zewnętrznie jest zmaskulinizowana, szorstka, potrafi rzucić mięsem i przyłożyć, a na co dzień chodzi w mało kobiecym kombinezonie – ale w środku skrywa wielkie pokłady czułości i ciepła. Dlatego polubiłam Mildred. No i nie ukrywam, że moją inspiracją dla tej postaci był…John Wayne. Od zawsze go uwielbiałam.

Publiczność w Wenecji też ją polubiła. Dawno nie widziałam tam takiej owacji, jaką pani zgotowano.
Myślę, że Mildred ujęła wszystkich tym, że mimo swojej tragedii nigdy nie rozczulała się nad sobą, bywała okropna, nieznośna, uparta jak osioł, ale zarazem miała w sobie charyzmę, siłę i zjadliwe poczucie humoru. Była dramatyczna, melancholijna, ale i śmieszna. To świetny materiał do zagrania. Poza tym wreszcie nikt nie przyczepił się do mojego mało atrakcyjnego wyglądu. Zawsze byłam albo za stara, albo za gruba, za chuda, za mało kobieca. Dlatego na ogół dostawałam role epizodyczne lub drugoplanowe. Nie jestem w typie hollywoodzkiej piękności.

Kiedy kilka lat temu rozmawiałyśmy przy okazji pani tytułowej roli w serialu HBO „Olive Kitteridge”, powiedziała pani, że na tę rolę czekała aż 35 lat…
Joel mówi, że stworzyłam w „Olive Kitteridge” żeński, emocjonalny odpowiednik Brudnego Harry’ego. Przyjmuję to jako komplement. Całe życie grałam role drugoplanowe i charakterystyczne. W wielu filmach Coenów także. Jednak nie chcę, by to zabrzmiało jak zarzut. To mi nawet odpowiadało. Bo nie będąc maksymalnie wykorzystywaną na planie, miałam czas na godzenie pracy z życiem rodzinnym. Tak samo kiedy grałam w teatrze – mogłam sobie tak układać plan dnia, żeby zawieźć syna do szkoły, zrobić pranie i pójść na zakupy. Poza tym zaznaczenie swojej obecności w niewielkiej roli wymaga czasem lepszego warsztatu, większej precyzji i kreatywności niż duża wiodąca kreacja.

Wydaje się nieprawdopodobne, by uzdolniona żona Joela Coena i bratowa Ethana, laureatka Oscara za rolę w „Fargo” musiała czekać na swoją życiową rolę tak długo. Jak to możliwe?
(Śmiech!) No tak, wielu ludzi nie może zrozumieć, dlaczego, skoro sypiam ze znanym reżyserem, nie robię oszałamiającej kariery w Hollywood. Albo myślą, że przynajmniej mam wpływ na scenariusze braci. I owszem, mam wpływ. Tylko on polega na tym, że piorę, sprzątam i gotuję… (śmiech)! Nigdy nie wtrącam sie do ich pisania ani nie proszę o role. Zresztą ja nie znam się na pisaniu i jako aktorka czuję się odtwórcą. Jeśli coś mi zaproponują, to rozważę ofertę, ale jeśli nie, to OK. Zawodowo realizuję się także w teatrze awangardowym w Worcester Group w Nowym Jorku, gdzie pracujemy razem z Willemem Dafoe. Tylko raz dostałam dużą role w „Fargo” i o tym przypadku można powiedzieć, że to „przez łóżko”. Zabawne, że kiedy w Cannes kilka lat temu na czerwonym dywanie Coenowie promowali film „Bracie, gdzie jesteś?”, to pod zdjęciem mojego męża i moim podpisano: „Joel Coen z niezidentyfikowaną partnerką”.

Nie zirytowało to pani?
Nie. Mam chyba zdrowe podejście do tego, kim jestem. Bo też wiem, kim jestem, co w tym zawodzie częste nie jest. Nie potrzebuję wspomagania mojego ego z zewnątrz. Nie interesuje mnie bycie na okładkach kolorowych magazynów czy ilość ploteczek na mój temat. Wyraźnie oddzielam życie zawodowe od prywatnego. Nie utożsamiam się ze swoimi rolami i nie przeżywam traum związanych z wychodzeniem z roli, a więc także problemów z identyfikacją siebie. Nie jestem celebrytką, tylko aktorką charakterystyczną, a zanim poznałam Joela, miałam już za sobą niemało zawodowych doświadczeń i grałam u innych reżyserów.

Pani ekranowe bohaterki zmieniają postrzeganie kobiet. Ma pani tego świadomość?
Teraz już tak, wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. Nawet jeśli moje bohaterki są konwencjonalne, ukazuję je w sposób daleki od stereotypów. Udowadniam tym, że kobieta może być interesująca, intrygująca i fascynująca, niezależnie, jak wygląda. To bardzo niehollywoodzkie podejście. Chodzi mi o naturalne piękno każdej kobiety, o jej niepowtarzalność. O to coś nieuchwytnego, co pojawia się w spojrzeniu, w geście, barwie głosu. Nigdy nie robiłam żadnych operacji plastycznych i to widać na mojej twarzy, ale właśnie dlatego mam na niej zapisane całe życie. Pozwólmy sobie być sobą, zamiast wciąż poprawiać siebie. Nie niszczmy własnej osobowości. Może nie będziemy doskonałe, ale będziemy jakieś. Wyraziste, prawdziwe. Od roli w „Olive Kitteridge” poczułam, że nie chcę już więcej grać kobiet towarzyszących facetom, ale pokazywać bohaterki z krwi i kości, których historie są ciekawsze niż męskie. Myślę teraz o rolach głównych, pierwszoplanowych.

Jak się właściwie poznaliście z Joelem? Podobno to było na castingu do debiutu Coenów „Śmiertelnie proste”?
Tak. Miała tam zagrać Holly Hunter, z którą razem wynajmowałam mieszkanie na Bronksie. Jednak Holly była zbyt zajęta innym projektem i zaproponowała, bym poszła na casting zamiast niej. Obaj bracia wydawali mi się dziwaczni i ekscentryczni, ale także bardzo inteligentni. Poprosili, bym przyszła po raz drugi, ale ja powiedziałam, że to niemożliwe, bo mój ówczesny chłopak grał tego dnia w operze mydlanej, a ja obiecałam mu, że zobaczę w telewizji jego występ. Joel był zszokowany! A jednocześnie mu to zaimponowało. Ostatecznie dostałam tę rolę (śmiech). Zaczęłam spotykać się z Joelem w kawiarni. Początkowo służbowo. Przy gorącej czekoladzie dyskutowaliśmy godzinami o roli. Przyniósł mi także kilka książek do przeczytania, m.in. Chandlera. Po prostu podrywał mnie na literaturę. Pobraliśmy się zaraz po premierze filmu i jesteśmy ze sobą już 32 lata. Niestety, dziś już nie prowadzi ze mną fascynujących rozmów o literaturze, odpowiada tylko wtedy, gdy musi, bywa zamknięty w sobie i mrukliwy, zajmuje większą część łóżka i bałagani w łazience (śmiech)…

"Trzy billboardy za Ebbing, Missouri" to pani kolejna po „Fargo” oscarowa kreacja. Jaki ma pani do tego stosunek?
Normalny! Jest mi oczywiście bardzo miło, ale nie pracuję dla nagród! One są dodatkiem, nie celem. I bez nagród wiem, że gram w dobrych filmach. Nie potrzebuję statuetek, by zwiększyć poczucie pewności siebie. Jeśli angażuję się w jakiś nowy projekt, to dlatego, że jest w nim możliwość pokazania metamorfozy bohaterki. W ogóle interesują mnie role kobiet dojrzałych, skomplikowanych, świadomych siebie, swojej kobiecości. Oczywiście nagroda dla mnie lub filmu zawsze przyciągnie większą publiczność, a reżyserom łatwiej przekonać producentów, by mnie angażowali. Jednak kiedy dostałam Oscara za rolę Marge w „Fargo”, to wcale nie było tak, że nagle wszystkie drzwi się dla mnie otworzyły. Po prostu nie kojarzę się z kinem kasowym. Ale pamiętam, że zaraz po Oscarze zrobiło się wokół mnie sporo szumu. Nie mogłam tak po prostu wyjść do sklepu czy na ulicę. Na szczęście to nie trwało długo i na razie mam spokój.

Nie brzmi pani jak gwiazda.
Bo się nią nie czuję! Jestem aktorką, rzemieślnikiem. Nie mieszkamy w Hollywood, tylko w Nowym Jorku na Górnym Manhattanie już od ponad 20 lat. Jak pani widzi, mam naturalne zmarszczki i dzięki temu w wieku 60 lat mogę nadal grać kobiety po pięćdziesiątce i starsze. W ten sposób nigdy nie zabraknie mi pracy, bo aktorek po pięćdziesiątce z naturalną mimiką w Hollywood praktycznie nie ma.

Ma pani ogromny bagaż aktorskich doświadczeń. Nie myślała pani o tym, by stanąć po drugiej stronie kamery?
Dwóch reżyserów w rodzinie wystarczy! Myślę raczej o zawodzie producenta. Przy „Olive Kitteridge” poczułam się filmowcem, nie tylko aktorką. Jestem jednym z producentów tego filmu. I mam do tego dryg! Ja przez całe wspólne życie z Joelem byłam gospodynią domową, która od czasu do czasu grywa w filmach, telewizji i bardziej regularnie w teatrze. Dużo także podróżowałam z Coenami i naszym synem. Na mojej głowie spoczywała cała logistyka przy takich wyjazdach. Trzeba było urządzać mieszkania, które nam wynajmowano na czas przygotowań i zdjęć, szukać szkoły dla Pedra, naszego adoptowanego syna, organizować transport do szkoły, sprzątać, gotować… Szczerze mówiąc, nie widzę różnicy między gospodynią domowa a producentem (śmiech)! Jestem naprawdę świetnie zorganizowana.

Decyzja o adopcji Pedra była głęboko przemyślana i ma związek z pani własnym dzieciństwem i doświadczeniami…
To prawda. Zaadoptowaliśmy Pedra w 1995 roku, gdy miał zaledwie 6 miesięcy. Pochodzi z Peru. Kochamy go tak, jakby był naszym biologicznym dzieckiem. Nie urodzenie, ale wychowanie dziecka jest moim zdaniem najważniejszym testem rodzicielstwa. Ja też jestem dzieckiem adoptowanym. Wychowałam się w domu pastora. Miałam jeszcze dwójkę przybranego rodzeństwa. Dużo podróżowaliśmy po Ameryce. Tata był kaznodzieją, a więc my także żyliśmy przykładnie i po chrześcijańsku. Oboje rodzice byli bardzo porządnymi, dobrymi ludźmi. Kiedy osiągnęłam pełnoletniość, powiedzieli mi prawdę. Mogłam napisać do swojej biologicznej matki. I tak zrobiłam. Kierowała mną ciekawość, ale i ogromy żal. Jednak nie udało nam się nawiązać relacji. To poczucie opuszczenia zostaje w człowieku na całe życie, bo podkopuje zaufanie do najbliższej ci osoby. Trudno jest potem nawiązywać głębokie relacje z innymi ludźmi. Pedro też mógł napisać do swojej matki, ale nie chciał. Myślę, że go rozumiem, jak mało kto…

Czuje się pani dziś spełniona jako matka, aktorka, producentka?
Wierzę, że wiele jeszcze przede mną. Ten zawód, myślę o aktorstwie, jest obarczony sporym ryzykiem. Niezależnie od tego, ile się w nim zarabia, a nawet niezależnie od tego, czy jest się celebrytą – żyje się w nieustannej niepewności. Ja na szczęście nie jestem uzależniona od tego, czy zadzwoni telefon z propozycją. Jako żona reżysera mam luksusową sytuację. W ostateczności na jakiś epizod u mojego męża zawsze mogę liczyć. No i generalnie jestem na jego – jak to się mówi – utrzymaniu. Nie muszę więc przyjmować każdej propozycji i stresować się przestojami. Mogę normalnie żyć. Jestem zwyczajną kobietą, która ma też swoje marzenia.

Jakie?
Chciałabym na przykład zagrać w kinie akcji albo w musicalu. Nie wiem też, dlaczego nikt nie proponuje mi roli psychopatycznej morderczyni. Mogłabym być niezłym Hannibalem w spódnicy. Kiedy byłam młodsza, bardzo interesowały mnie sceny rozbierane. Nawet Joel przyznał, że nie miałby nic przeciwko temu. O wiele bardziej przeraża go myśl, że mogłabym śpiewać w musicalu! Zupełnie nie rozumiem dlaczego (śmiech)! Mam jeszcze jedno ciche marzenie.

Zamieniam się w słuch…
Jeśli kiedykolwiek będę miała swój nagrobek, to chciałabym, by napisano na nim: „Tu spoczywa Marge Gunderson”. Nie Frances McDormand, tylko Marge z „Fargo”. Nie ma znaczenia, że to była moja wielka rola. I chcę zaznaczyć, że Milred z „Trzech billboardów” to taka Marge, która dorosła i dojrzała.

  1. Kultura

Oskarowy "Nomadland" już w kinach. Rozmowa Grażyny Torbickiej i Martyny Harland

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Nomadland" w reżyserii Chloe Zhao. Planowana premiera kinowa: 14 maja. (Fot. materiały prasowe)
Czy bezdomność bohaterów dramatu „Nomadland” jest ich świadomą decyzją, czy też pogodzeniem się z wyborem, jaki podjęło za nich życie? O zdobywcy Oscara za najlepszy film rozmawiają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: W moim odczuciu ten film pokazuje przede wszystkim nieoczywistą kobiecość, wychodzącą poza ramy i schematy. Utożsamiam się z główną bohaterką Fern, graną przez cudowną Frances McDormand. To kobieta, która jest w drodze, a jednocześnie jest dokładnie w miejscu, w którym chce być. A ciebie co najmocniej poruszyło w tym filmie?

Grażyna Torbicka: Obraz Ameryki widzianej oczyma młodej reżyserki Chloé Zhao, która jest z pochodzenia Chinką i obserwuje społeczeństwo amerykańskie jako osoba z zewnątrz. Inspiracją była reporterska książka Jessiki Bruder. Ja takiej Ameryki w kinie jeszcze nie widziałam. Choć filmów kina drogi były już dziesiątki, to zawsze w tę drogę zabierali nas ludzie młodzi, a tu bohaterowie są właściwie u schyłku życia. Zobaczyłam ludzi zepchniętych na margines społeczeństwa, a mimo to cieszących się z każdego dnia. Współczesnych nomadów, którzy wyruszyli w drogę, bo stracili pracę. Sprzedali domy, bo nie byli w stanie ich utrzymać, i zamieszkali w kamperach. Zawiedli się na bliskich, przyjaciołach. Łapią sezonowe prace, by zarobić parę groszy i jechać dalej. Tym różnią się od dawnych wędrowców, koczowników, że tamci przemieszczali się w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia, a ci nie chcą wracać do przeszłości, uciekają przed wspomnieniami i rozczarowaniami, jakie przyniosło im życie. Uciekają też od cywilizacji, bo przeżyli coś, co ich do tego zmusiło.

A ja miałam poczucie, że oni wcale nie uciekają. Że to jest ich wybór.
Nawet gdy słyszysz opowiadanie weterana wojny w Wietnamie, który powinien mieć przez państwo zapewnione godne życie w godnym miejscu? Trauma, której doświadczył na wojnie, sprawia, że nie jest w stanie znieść krzyku, hałasu czy wszelkich mocnych dźwięków. Musiał uciec z miasta. To tylko jeden z przykładów.

Nie myślę o nich jako przegranych, tylko pogodzonych z życiem i śmiercią. Nie ma w nich lęku, jest akceptacja strat. Mam wrażenie, że oni żyją prawdziwiej niż niektórzy z nas, dla świętego spokoju wpisujący się w różne schematy i oczekiwania.
Masz rację, ale to, że są pogodzeni z sytuacją, w jakiej się znaleźli, nie znaczy, że ta sytuacja jest ich wymarzoną. Mimo że próbują tworzyć społeczność nomadów, to jednocześnie są tak głęboko zranieni, że nie chcą już wchodzić w przyjaźnie czy dłuższe związki. Widać to w relacji Fern (genialna Frances McDormand) i Dave’a (znakomity David Strathairn). Dave proponuje Fern, żeby z nim zamieszkała, ale ona odmawia. Po wszystkim, co przeszła, zdecydowała: żadnych związków i emocjonalnych uzależnień. To kobieta, która chce żyć z dnia na dzień, w bliskości z naturą. Obserwuje ten nowy dla niej „nomadland“, przygląda się ludziom, słucha ich opowieści, jakby chciała się upewnić, czy to na pewno jest jej miejsce. A my podążamy za nią.

Żałowałaś, że Fern odrzuciła propozycję Dave’a? Ja nie.
Ja też nie, ale można się zastanowić, dlaczego to zrobiła. Dave jest bardzo dobrym i wrażliwym mężczyzną. Fern miała wspaniałego męża, jak wynika z jej opowieści, i mam wrażenie, że nie chce już wiązać się z nikim. Nie miałam wątpliwości, że jej wybór jest słuszny, bo jeśli zdecydowała się na to, że zrywa z dotychczasowym życiem, to musi być konsekwentna. Bardzo ciekawa jest scena, gdy Fern wraca do domu, który opuściła. Nie wiem, jak ty ją rozumiesz, ale moim zdaniem chce się upewnić, że życie nomadki to jest teraz jej droga.

Ja w tej scenie poczułam absolutną i uwalniającą wolność!
A ja ulgę – zobaczyłam, że rzeczywiście jest pewna swojego wyboru. Ostatni raz przechodzi przez wszystkie pokoje, jak gdyby odwracała kolejne strony rodzinnego albumu i ostatecznie go zamyka.

Wybiera życie nomady. Bycie tym, kim naprawdę chce być.
Jeśli ty wybrałabyś taki styl życia, na co, widzę, masz ochotę, to byłby twój wybór. Tymczasem większość bohaterów, których widzimy w filmowej opowieści, nie ma dokąd wrócić. Nie mają środków do życia, żadnych oszczędności.

A mimo to są wdzięczni za to, co mają. Co widać w scenie rozmowy Fern z synem Dave’a, który ma zupełnie inne podejście do życia.
Z jednej strony decydują się na ten krok, nie mając wyjścia. Z drugiej, faktycznie, świadomie uwolnili się od konsumpcyjnych pragnień. Tymczasem my żyjemy w emocjonalnym szantażu, uzależnieni od wielu rzeczy, które uważamy za niezbędne do życia, zaciągamy kredyty i już jesteśmy w pułapce – o tym też jest mowa w filmie.

Pamiętasz wykład, który dał guru tej społeczności? Mówił: „Uświadomiliście sobie, że waszym tyranem jest dolar. Daliście się zepchnąć w ślepy zaułek pod tytułem praca i pieniądze”. Współcześni nomadowie próbują się od tego uwolnić, zejść do minimum swoich potrzeb. I to jest piękne, bo pokazuje, gdzie leży istota człowieczeństwa. W relacjach pomiędzy nimi, w uśmiechu i życiu blisko natury.

My też dzisiaj wybudzamy się ze snu. Wielu ogranicza koszty życia do minimum.
Tak tylko ci się wydaje. Bo żyjesz w ciepłym, ogrzewanym mieszkaniu, masz gdzie spać. To minimum jest dużo, dużo dalej...

A jednak wyszliśmy na chwilę z tego pędu za konsumpcją.
Bo sytuacja pandemii nas do tego zmusiła, ale czy rzeczywiście jesteśmy wolni od chęci posiadania? Fern zapytana przez młodą dziewczynę, czy to prawda, że jest bezdomna („homeless“), odpowiada, że tak by tego nie nazwała, że raczej jest bez domu („houseless“ ), bezmiejscowa, ale nie bezdomna.

Czuję, że jestem wewnętrzną nomadką. A ty?
Dla mnie dom jest tam, gdzie są moi bliscy. Fern straciła bliskich, pracę i nie ma już czego szukać w tym miejscu, w którym żyła. Ona dom ma w sobie.

Bardzo podoba mi się to, że nie ma w tym filmie mowy o tym, czy Fern ma lub miała kiedykolwiek dzieci. Czyli jednak można w ten sposób pokazać bohaterkę! Kobiecość tutaj nie jest definiowana przez rodzinę i dzieci, tylko poprzez relację z innymi ludźmi, ze światem, otwartość na jego piękno, ale też na siebie.
Gdyby mąż Fern nadal żył i mieliby pracę, może ona nigdy nie zdecydowałaby się na ten krok... Przez chwilę zastanawiałam się, czy w którymś z kamperów, które widzimy na ekranie, żyje jakaś rodzina. Doszłam do wniosku, że każda z tych osób mieszka w pojedynkę. A jednocześnie spotykają się, żeby pobyć razem wspólnie przy ognisku, pięknie też żegnali i wspominali znajomych nomadów, gdy ktoś z nich przeszedł na tę drugą stronę.

Dla mnie „Nomadland” to terapia spokojem. Spokojem, który odczuwamy, gdy jesteśmy pewni tego, co robimy i kim jesteśmy. Wtedy wiemy, że idziemy właściwą drogą. Fern jest dla mnie nauczycielką życia, ona już wie, o co w nim chodzi.
Tak, zgadzam się, tylko ci ludzie musieli wcześniej zapłacić bardzo wysoką cenę za to, żeby pójść tą drogą. Dlatego, znów to powiem, nie są dla mnie szczęśliwymi nomadami. Być może życie w drodze jest naszą przyszłością. Zamknięte hotele, restauracje, bary, podróżowanie w grupie staje się niebezpieczne. A można przecież wsiąść w kamper i wyruszyć przed siebie. Już kilka lat temu rozważaliśmy z mężem taki sposób na zwiedzanie Europy. Gdy byliśmy młodsi, chcieliśmy szybciej i więcej zobaczyć, a teraz może wolniej, ale za to dostrzec więcej szczegółów. A to one są najważniejsze.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki "Dwa Brzegi" w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996-2016 autorka cyklu "Kocham Kino" TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program "Kocham Kino" TVP2.

[newsletterbox]

  1. Kultura

"Nomadland", McDormand, Hopkins - poznajcie laureatów tegorocznych Oscarów

Tegoroczna gala należała do pochodzącej z Chin reżyserki Chloe Zhao. Jej film „Nomadland” wyróżniono trzema statuetkami – w kategorii najlepszy film, najlepsza reżyseria i najlepsza aktorka pierwszoplanowa (Frances McDormand). (Fot. Pool/Reuters/Forum)
Tegoroczna gala należała do pochodzącej z Chin reżyserki Chloe Zhao. Jej film „Nomadland” wyróżniono trzema statuetkami – w kategorii najlepszy film, najlepsza reżyseria i najlepsza aktorka pierwszoplanowa (Frances McDormand). (Fot. Pool/Reuters/Forum)
Pierwsze w historii pandemiczne Oscary za nami. Kameralna gala rozdania najważniejszych nagród filmowych odbyła się dziś w nocy. Prezentujemy pełną listę tegorocznych zwycięzców. 

To była gala zupełnie inna niż wszystkie. Dziś w nocy Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej po raz 93. przyznała Oscary, najważniejsze i najbardziej prestiżowe na świecie nagrody filmowe. Uroczysta gala odbyła się równolegle w hollywoodzkim Dolby Theatre oraz na dworcu kolejowych Union Station w Los Angeles, oczywiście w reżimie sanitarnym. Ponadto, podobnie jak w latach ubiegłych, nie było jednego prowadzącego, a statuetki przekazywali laureatom zwycięzcy z zeszłego roku.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.
 

Post udostępniony przez The Academy (@theacademy)

W kwestii wyników było różnorodnie, jednak bez większych zaskoczeń, a wszelkie wcześniejsze przewidywania okazały się trafne. Najlepszym filmem okazał się "Nomadland" w reżyserii Chloé Zhao. Przejmująca historia 60-letniej kobiety, która po utracie całego dobytku życia rusza w świat w poszukiwaniu sezonowych prac, od wielu miesięcy wskazywana była przez krytyków i recenzentów jako faworyt tegorocznej gali. Film doceniono również statuetką dla reżyserki (to drugi przypadek w historii, kiedy Oscara w tej kategorii odebrała kobieta) oraz aktorki pierwszoplanowej. Tu nagrodę Akademii - trzecią w swojej karierze - otrzymała Frances McDormand, którą wyróżniono wcześniej za role w "Fargo" i "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri". Odbierając statuetkę wygłosiła żywiołowe przemówienie. - Obejrzyjcie nasz film na największym możliwym ekranie, a pewnego dnia weźcie, wszystkich których znacie, zabierzcie ich do kina, tak aby w ramię w ramię siedzieć w ciemności i obejrzeć każdy film, który został tutaj przedstawiony - powiedziała ze sceny.

Najlepszym aktorem pierwszoplanowym okazał się natomiast Anthony Hopkins. W ten sposób stał się najstarszym zdobywcą Oscara w dziejach. 83-letni aktor nie pojawił się jednak na gali, a statuetkę za rolę w filmie "Ojciec" Floriana Zellera odebrał w jego imieniu Joaquin Phoenix, ubiegłoroczny laureat nagrody w tej kategorii. Co więcej, jest to drugi Oscar w w karierze Hopkinsa - poprzednio Akademia wyróżniła go za rolę w filmie "Milczenie owiec" (1991). Film "Ojciec" doceniony został także za scenariusz adaptowany.

Po raz kolejny okazało się również, że ilość nominacji nie koniecznie przekłada się na ostateczny wynik. Dziesięciokrotnie (sic!) nominowany "Mank" Davida Finchera opuścił galę z zaledwie dwoma statuetkami - za zdjęcia i scenografię. Podobnie jak filmy "Judas and the Black Messiah" i "Sound of Metal", które otrzymały po sześć nominacji. Poniżej prezentujemy pełną listę laureatów.

Oscary 2021 - pełna lista laureatów

Film: „Nomadland” Reżyser: Chloe Zhao („Nomadland”) Aktorka: Frances McDormand („Nomadland”) Aktor: Anthony Hopkins („Ojciec”) Aktorka drugoplanowa: Youn Yuh-jung ("Minari") Aktor drugoplanowy: Daniel Kaluyya („Judas and the Black Messiah”) Scenariusz oryginalny: „Obiecująca. Młoda. Kobieta.” Scenariusz adaptowany: „Ojciec” Animacja: „Co w duszy gra” Film międzynarodowy: „Na rauszu” Dokument: „Czego nauczyła mnie ośmiornica” Zdjęcia: „Mank” Muzyka: „Co w duszy gra” Piosenka: „Fight For You” („Judas and the Black Messiah”) Efekty specjalne: „Tenet” Charakteryzacja: „Ma Rainey: Matka bluesa” Scenografia: „Mank” Kostiumy: „Ma Rainey: Matka bluesa” Montaż: „Sound of Metal” Dźwięk: „Sound of Metal” Film krótkometrażowy: „Two Distant Strangers” Krótkometrażowy dokument: „Colette” Krótkometrażowa animacja: „Jakby coś, kocham was”