1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Paryska dieta. Jak odżywiają się Francuzi?

Paryska dieta. Jak odżywiają się Francuzi?

Paryska dieta jest wzorowana na francuskim stylu odżywiania się, który słynie z prozdrowotnych właściwości. (Fot. Getty Images)
Paryska dieta jest wzorowana na francuskim stylu odżywiania się, który słynie z prozdrowotnych właściwości. (Fot. Getty Images)
Czy dieta może być celebracją życia? Powinna! – twierdzi dr Jean-Michel Cohen, francuski specjalista od spraw żywienia, od lat 80. leczący swoich rodaków z otyłości. Oto jego paryska dieta.

To że jesteś na diecie, nie znaczy, że nie możesz cieszyć się życiem – mówi dr Jean-Michel Cohen. I wie, co mówi, bowiem w czasie swojej praktyki lekarskiej pomógł ponad 30 tysiącom pacjentów. Ba, sam się wyleczył z otyłości, którą „odziedziczył” po matce, najpierw zajadającej swoje smutki, a potem całą miłość do syna przelewającej na jedzenie, jakim bez przerwy go dokarmiała. Cohen zaczął odchudzać się po miłosnym zawodzie, ale dopiero na studiach medycznych rozwinął swoją metodę. Jako pierwszy zwrócił uwagę na to, że dzisiejsze przyczyny otyłości różnią się od tych z ubiegłego wieku. W dużej mierze wiążą się one z szybkim tempem życia, ale też wpływem mediów i reklamy, które sprawiły, że kwestia wagi stała się jednym z największych zmartwień mieszkańców zachodniego świata. Dlatego w leczeniu nadwagi u pacjentów bierze pod uwagę zarówno fizyczne, jak i psychiczne oraz kulturowe czynniki wpływające na ich stosunek do jedzenia. Na przykład sposób, w jaki spożywają posiłki.

Jak to robią Francuzi?

Paryska dieta jest wzorowana na francuskim stylu odżywiania się, który słynie z prozdrowotnych właściwości. Chociażby – spożywanego w rozsądnych dawkach – czerwonego wytrawnego wina, warzywnych zup, jogurtów, chudych serów i mięs. Francuzi nie tylko jadają niewiele słodyczy (ser pełni u nich także rolę deseru), ale też w ogóle niewiele jadają, a raczej: w niewielkich ilościach. Najważniejszą funkcją odżywiania jest dla nich celebracja życia i spotkanie w przyjacielskim gronie. Przeznaczają na posiłki przeciętnie 2 godziny dziennie, traktują je jak prawdziwy i konieczny rytuał. Czynnie interesują się gotowaniem i sztuką kulinarną. Lubią testować nowe restauracje oraz przepisy z książek kucharskich, bardzo ważna jest dla nich jakość składników. Dla Francuza idealna przystawka musi mieć odpowiedni smak, barwę, konsystencję oraz wygląd – delektują się wtedy każdym jej kęsem. I nie zastanawiają się obsesyjnie nad tym, ile kalorii ma dany posiłek. Ich podejście do jedzenia można można scharakteryzować następującymi cechami:
  • Cieszysz się życiem i od czasu do czasu sprawiasz sobie przyjemności.
  • Spożywasz posiłki w regularnych odstępach czasu.
  • Podczas jedzenia nie zajmujesz się niczym innym, no może poza sympatyczną konwersacją, czyli: nie czytasz gazet, nie oglądasz telewizji, nie piszesz SMS-ów.
  • Posiłek jest dla ciebie przyjemnością.
  • Często gotujesz w domu, korzystając z prostych przepisów i świeżych składników.
  • Spożywasz małe porcje, mieszczące się w twoich dwóch złożonych rękach.
  • Pijesz wodę przez cały dzień.

Twoja Właściwa Waga

Jeśli podejmiesz wyzwanie paryskiej diety, musisz pamiętać, że tak jak każda rozsądna dieta, jest nie tyle sposobem na szybkie pozbycie się nadprogramowych kilogramów, co po prostu zdrowym stylem życia. Utrata kilogramów także następuje, tyle że waga nie zatrzymuje się na poziomie idealnym dla supermodelek, a na poziomie właściwym dla ciebie.

Ustalenie Właściwej Wagi jest bardzo istotne, by uniknąć efektu jo-jo. Jak to zatem zrobić? Musisz ustalić A – wagę, jaką miałaś w wieku 18 lat i się nie odchudzałaś; B – największą masę ciała, jaką miałaś, wliczając w to okres ciąży; C – twoją najmniejszą masę ciała po 18. roku życia, na diecie lub bez niej; D – twoją aktualną wagę. Następnie dodaj A i B i podziel przez 2. Wynik to Y. Teraz dodaj C i D i też podziel przez 2. Wynik to Z. Na zakończenie dodaj Y i Z i znów podziel przez 2.

To właśnie twoja Właściwa Waga. Czyli realny cel odchudzania, masa, jaką twój organizm jest w stanie utrzymać, bez wyrzeczeń. Zanim do niej dojdziesz, powinnaś pamiętać o kilku sprawach.

Przede wszystkim uświadom sobie, dlaczego chcesz schudnąć. Możesz to spisać i często wracać do notatek, zwłaszcza w momentach zwątpienia. Powiedz swoim bliskim, że przechodzisz na dietę i poproś ich o wsparcie. Nie zakładaj, że szybko zrzucisz kilogramy, nie głódź się. Jedzenie ma nadal sprawiać ci przyjemność i sycić. Paryska dieta opiera się na rosnącej wielkości porcji przy stałym poziomie spożycia kalorycznego oraz na właściwym bilansie błonnika, białka i węglowodanów. Z żadnego z tych składników nie powinnaś rezygnować. Idź własnym tempem, dostosowuj dietę do swoich potrzeb i chęci. Eksperymentuj z dodatkami i przyprawami, łącz smaki, baw się kuchnią. Jedz prosto, korzystaj z prodietetycznego sprzętu do gotowania (patelnie z powłoką nieprzywierającą, urządzenie do gotowania na parze). Zwracaj także uwagę na to, jak podajesz posiłki – może to znacznie zwiększyć doznania smakowe. Najlepiej, byś wygospodarowała 20–30 minut na każdy posiłek, nieważne, czy zjesz więcej na śniadanie, czy obiad – dostosowuj dietę do swoich potrzeb. Nie zmieniaj swojego stylu życia – to, że jesteś na diecie, nie musi oznaczać, że masz teraz rezygnować ze wszystkich rozrywek i przyjemności. Waż się, mierz, zapisuj wszystko, co jadłaś. I jeszcze jedno: nagradzaj się za postępy – oczywiście nie jedzeniem. Kup sobie sukienkę, zapisz się na masaż lub idź do kina.

Trzy fazy

Kluczowe dla paryskiej diety są trzy fazy: Faza Café – niezobowiązujący, krótki „rozruch”, podczas którego tracisz ok. 0,5 kilograma codziennie przez ok. 10 dni; Faza Bistro – przewidziana na 2–3 tygodnie, podczas których stracisz od 3,5 do 5 kilogramów; Faza Gourmet – z łatwością schudniesz w trakcie pierwszego miesiąca kolejne 3,5–5 kilogramów i 2,5–4 kilogramów co miesiąc przez co najmniej trzy miesiące.

Faza Café zawiera dużo płynów: zup, przecierów i koktajli. Nie jest obowiązkowa, Cohen przygotował ją z myślą o tych osobach, które chcą stracić pierwsze kilka kilogramów na początku diety, by mieć silniejszą motywację. Jest bardzo restrykcyjna i w związku z tym krótka: od 8 do maksymalnie 10 dni. Cohen zaleca, by w jej trakcie przyjmować także preparaty multiwitaminowe i magnez. Po fazie Café powinna nastąpić faza Bistro, ale można też do niej wracać na 1–2 dni, by pobudzić utratę kilogramów, zwłaszcza jeśli zdarzyło ci się zrobić małe odstępstwo od diety. Przykładowe menu fazy Café: śniadanie – koktajl jabłkowo-gruszkowy, obiad – dorsz w szparagach z dymką, kolacja – zupa z porów.

Faza Bistro także jest szybka i dość restrykcyjna, trudno ją utrzymać. Możesz stosować ją do 3 tygodni i przejść potem do fazy Gourmet na miesiąc. Jeśli po tym czasie nie osiągniesz Wagi Właściwej, możesz znowu zastosować fazę Bistro i Gourmet, aż do skutku. Przykładowy jadłospis: śniadanie – czarna kawa w dowolnej ilości, odtłuszczony jogurt naturalny; drugie śniadanie – kawa lub herbata ziołowa; obiad – surowe i ugotowane na parze warzywa, chude mięso, odtłuszczony jogurt naturalny, owoce; podwieczorek – kawa lub herbata; kolacja – sałata z chudym mięsem, rybą lub dwoma jajkami, jogurt i owoce.

I wreszcie trzeci etap – Gourmet, czyli „smakosz”. Faza ta ma na celu ustabilizowanie apatytu i wagi. Składa się z pysznych zestawów, daje szeroki wybór produktów, w tym pozwala na jedzenie makaronu, ziemniaków i chleba – czego zakazuje większość diet. Możesz tu dowolnie komponować dania, jedyne, o czym trzeba pamiętać, to przestrzeganie podanej ilości produktów i wielkości porcji. Wskazane jest spożywanie płynów, takich jak woda, herbata, kawa czy bulion warzywny, który świetnie tłumi głód. Przykładowy zestaw w tej fazie: śniadanie – czarna kawa, herbata, 1 kromka pieczywa z dwiema łyżkami margaryny, jogurt naturalny, owoce; drugie śniadanie – kawa lub herbata; obiad – warzywa surowe i gotowane, chude mięso, jogurt i owoce; podwieczorek – kawa lub herbata; kolacja – surowe i gotowane warzywa, mięso, gotowane węglowodany (makaron, ryż, kasza, ziemniaki), żółty ser, owoce.

Przepisy i opis poszczególnych faz znajdziesz w książce Cohena „Paryska dieta” (Rebis 2013). Autor podaje w niej też wskazówki dotyczące zamienników poszczególnych składników, rady, jak przetrwać największe kryzysy podczas diety oraz jak trzymać się jej, gdy jesz na mieście. I nie mydli oczu – chcesz zachować szczupłą sylwetkę, musisz pozostać na diecie do końca życia. Ale czy jest to znowu takie straszne wyzwanie? Jesz smacznie, zdrowo, estetycznie, nie spiesząc się i nie stresując, a do tego w dobrym towarzystwie – czego chcieć więcej?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

W centrum Warszawy powstał mural dedykowany kobietom

(Fot. Michał Dziurkowski/materiały prasowe)
(Fot. Michał Dziurkowski/materiały prasowe)
Mural nawiązuje do kampanii na rzecz zdrowia psychicznego kobiet #wKobiecejGłowie, której celem jest jest pokazanie Polkom,  jak ważne jest mówienie o emocjach.

Mural to przenośnia – feeria barw i elementów symbolizujących emocje i to, co siedzi w naszych głowach. Jest tam wiele piękna, które zaopiekowane – rozkwita – mówi Beata Śliwińska, Barrakuz, autorka projektu muralu. I dodaje: Jestem niezwykle szczęśliwa, dokładając się do ważnej misji, projektując mural, który możemy już podziwiać przy Rondzie ONZ w Warszawie. Ten projekt jest mi bliski nie tylko jako kobiecie, ale również dlatego, że zdrowie psychiczne jest czymś dla mnie w rodzaju siły, którą kiedyś utraciłam. Dzięki fachowej pomocy i wsparciu stałam się znów silna. Teraz doceniam istotę mówienia o tym, jak ważne jest to, co i jak czujemy, jak higiena psyche jest ważna w obecnych, bardzo wymagających czasach oczekiwań i presji. Buduję tę siłę poprzez myślenie o sobie dobrze, dbanie o siebie, samo-przytulenie. Chciałabym, żebyśmy jako kobiety nie dusiły w sobie złości, dawały upust emocjom, robieniu tego co zgodne z nami.

Kolorystyka i symbolika nowo powstałego muralu nie jest przypadkowa. Nawiązuje do akcji „Emocje w centrum”, która miała miejsce 31 maja pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie i została zrealizowana w ramach kampanii na rzecz zdrowia psychicznego kobiet #wKobiecejGłowie, której głównym partnerem jest firma Gedeon Richter Polska. W czasie trwania akcji kobiety wyzwalały swoje emocje w symboliczny, niekrzywdzący siebie oraz innych sposób – poprzez rzucenie balonem z kolorową farbą w białe płótno. Każdy kolor symbolizował inną emocję, dla przykładu: pomarańczowy był kolorem radości, intensywny róż kolorem miłości, a czerwony – złości. Każda kobieta sama decydowała o wyborze – w ten sposób mogła wyrazić to, co czuła.

Skąd pomysł na akcje? Chodziło o zwrócenie uwagi na zdrowie psychiczne kobiet, a przede wszystkim na potrzebę wyrażania przez nie emocji, bo według badania zrealizowanego na zlecenie Instytutu LB Medical tylko 14% Polek mówi o swoich emocjach, co oznacza, że aż 86% kobiet woli ich nie ujawniać. Organizatorzy kampanii chcą pokazać Polkom, że mówienie o emocjach to klucz do zachowania zdrowia zarówno na poziomie psychicznym, jak i fizycznym. Natomiast muralem zachęcać oraz przypominać wszystkim kobietom, że każda z nich ma prawo mówić o swoich emocjach.

Gedeon Richter jest kobietą. Od 120 lat jesteśmy partnerem kobiet, wspieramy je, edukujemy, oraz odpowiadamy na ich najpilniejsze potrzeby. Dlatego, cieszymy się, że jako mecenas zdrowia kobiet mogliśmy zrealizować ten kobiecy mural, który powstał z myślą o kobietach i o kobiecych emocjach. Radość, miłość, smutek, strach czy złość – bez względu na to, co kryje się #wKobiecejGłowie, wyrażajmy to, co czujemy! Jeżeli jesteśmy szczęśliwe – dzielmy się tym ze światem! Jeżeli jesteśmy smutne – nie bójmy się prosić o pomoc i mówić o tym, co nas boli. Jeśli czujemy, że powinnyśmy odwiedzić gabinet lekarza psychologa czy psychiatry – zróbmy to! Nie bójmy się emocji, nie wstydźmy się mówić o nich publicznie. To podstawowe filary dbania o swoje zdrowie! – mówi Aneta Grzegorzewska, Dyrektor Pionu Korporacyjnego i Relacji Zewnętrznych, Gedeon Richter Polska.

Mural znajduje się w Warszawie, w okolicach Ronda ONZ, przy ul. Jaworzyńskiej 7/9.

  1. Kuchnia

Hawaje na talerzu – kulinarne inspiracje, pełne egzotycznych smaków

Wybrane przepisy na zdrowe, smaczne i egzotyczne posiłki. Na zdjęciu saimin (fot. z książki
Wybrane przepisy na zdrowe, smaczne i egzotyczne posiłki. Na zdjęciu saimin (fot. z książki "Jedz i pracuj nad własnym zdrowiem" Karoliny i Macieja Szaciłło)
Dzień hawajski w kuchni, w dodatku w wersji wegetariańskiej? – Hawajskie „aloha” to słowo, które kojarzyło mi się z surfingiem i powitaniem. Stosunkowo niedawno dowiedziałem się również, że „aloha” jest piątą zasadą huny - filozofii współistnienia z naturą, opartej na dawnych wierzeniach hawajskich – pisze Maciej Szaciłło w książce „Jedz i pracuj nad własnym zdrowiem”.

Aloha to życie w chwili obecnej, tu i teraz, w zgodzie ze sobą i w miłości. Dzielenie się tą wypełniającą nas radością z innymi. „Maciek, wiesz, że nasza kuchnia, nasz sposób myślenia o jedzeniu jest właśnie »aloha«” - zauważyła Karola... Coś w tym jest. „Najdłuższą podróżą, jaką odbywamy w życiu, jest ta z głowy do serca” - przeczytałem gdzieś, kiedyś. Zapamiętałem dobrze to zdanie. To właśnie w kuchni, odkąd pamiętam, pokonuję najdłuższe fragmenty owej podróży...

Hawajska owsianka na śniadanie

Dr Max Bircher-Brenner, specjalista z zakresu zdrowego odżywiania, wpadł na pomysł zalania płatków owsianych wodą (a nie gotowania) już na początku XX w. Tak przygotowany owies zachowuje wszystkie swoje właściwości zdrowotne, jednocześnie nie tracąc „rozgrzewającej mocy". Dodatek soku ananasowego, mleka i uprażonych wiórków kokosowych sprawia, że ta hawajska owsianka nadaje się zarówno na deser, jak i na śniadanie.

Fot. Karolina i Maciej SzaciłłoFot. Karolina i Maciej Szaciłło

Składniki:

  • 200 g płatków owsianych (można użyć oczyszczonych bez glutenu)
  • 400 ml soku ananasowego (bez dodatku cukru)
  • 1-2 garści niesiarkowanych rodzynek
  • 1 garstka poszatkowanych migdałów
  • 2 łyżki uprażonych na suchej patelni na złoty kolor wiórków kokosowych
  • ok. 100 ml mleka roślinnego dobrej jakości (np. sojowego, owsianego czy ryżowego)

Grillowany ananas (opcjonalnie):

  • 1/4 dojrzałego ananasa pokrojonego w plasterki
  • olej kokosowy do posmarowania

Płatki zalewamy sokiem ananasowym i odstawiamy na noc do namoczenia. Rano wszystkie składniki owsianki mieszamy. Możemy podać ze zgrillowanym ananasem: posmarowanego olejem kokosowym ananasa grillujemy z dwóch stron na patelni (ok. 2 minut z jednej strony).

Na obiad: hawajskie szaszłyki i dressing z mango

Rozgrzewający ananas chyba wszystkim kojarzy się z Hawajami. Te szaszłyki swoją wyjątkowość zawdzięczają właśnie jemu i marynacie łączącej sok ananasowy z sosem sojowym. Do tego prosta sałata z dressingiem z mango, cebuli i octu jabłkowego.

Fot. Karolina i Maciej SzaciłłoFot. Karolina i Maciej Szaciłło

Podstawą są marynowane warzywa i dodatki, które trzeba przygotować dzień wcześniej:

Marynata:

  • 1/2 szklanki sosu sojowego dobrej jakości (bez glutaminianu sodu)
  • 1/4 szklanki oliwy z pierwszego tłoczenia
  • 1 łyżka wybranej substancji słodzącej (np. melasy, słodu czy syropu)
  • 1 łyżeczka musztardy
  • 1 łyżeczka suszonego imbiru
  • 1 łyżeczka czosnku w proszku
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryczki chilli w proszku (opcjonalnie)
  • 800 g warzyw i dodatków: czerwona papryka pokrojona w kostkę, ananas pokrojony w kostkę, cebula pokrojona w ćwiartki, cukinia pokrojona w jednocentymetrowe półplasterki, tofu (ok. 200 g) pokrojone w kostkę

Przygotowujemy marynatę: wszystkie składniki marynaty mieszamy. Marynatę przelewamy najlepiej do plastikowej, zamykanej torebki (lub do plastikowego, zamykanego pojemnika). Następnie wkładamy do niej wszystkie warzywa, tofu i ananasa oraz dokładnie obtaczamy je w marynacie. Całość wkładamy na noc do lodówki.

Sałata z dressingiem z mango:

  • ok. 100 g roszponki lub liści „baby” sałaty rzymskiej
  • 1/2 ogórka pokrojonego w plasterki
  • kilkanaście pomidorków koktajlowych

Dressing z mango:

  • ½ dojrzałego mango pokrojonego w kostkę
  • ½ szatkowanej cebuli
  • 3-4 łyżki octu jabłkowego
  • 3 łyżki oliwy z pierwszego tłoczenia
  • 1 łyżka zimnotłoczonego oleju (lnianego, z lnianki lub rzepakowego)
  • nierafinowana sól do smaku

Ponadto ok. 200 g ryżu jaśminowego lub krótkoziarnistego do sushi ugotowanego zgodnie z instrukcją na opakowaniu

Przygotowujemy szaszłyki: warzywa, tofu i ananasa nabijamy na szpikulce. Układamy na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 230°C (najlepiej z funk­cją grillowania od góry i termoobiegiem). Szaszłyki pieczemy ok. 20-25 minut. W trakcie pieczenia kilkakrotnie przewracamy szaszłyki i smarujemy marynatą (najlepiej przy użyciu pędzelka). Szaszłyki podajemy z sałatą z ogórkiem, pomidorkami koktajlowy­mi z dressingiem z mango oraz ryżem. Przygotowujemy sałatkę: wszystkie składniki łączymy i polewamy dressingiem z mango. Przygotowujemy dressing z mango: wszystkie składniki miksuje­my ręcznym blenderem do uzyskania jednolitej emulsji. Na zakoń­czenie dodajemy sól do smaku.

Deser z mango pod kokosową kruszonką

„Kruszonka ze skórkę cytrynową? Nie brzmi dobrze” - zauważyłam, kiedy Maciek powiedział mi o swoim pomyśle. Nie ugiął się jednak pod naporem moich argumentów. Uparcie podążał za głosem swojej intuicji kulinarnej. Tym razem miał rację. Może kruszonka ze skórką cytrynową i mango nie brzmi dobrze, ale smakuje wybornie.

Fot. Karolina i Maciej SzaciłłoFot. Karolina i Maciej Szaciłło

Kokosowa kruszonka:

  • 50 g płatków owsianych (można użyć certyfikowanych, oczyszczonych z glutenu)
  • 2 łyżki wiórków kokosowych
  • 2 łyżki oleju kokosowego (może być rafinowany)
  • 2 łyżki wybranej substancji słodzącej (np. słodu, syropu lub melasy)
  • szczypta nierafinowanej soli
  • sok z 1/2 cytryny
  • skórka otarta z 1/4 cytryny
  • 1 dojrzałe mango pokrojone w kostkę
  • listki mięty do przybrania
  • mleko kokosowe dobrej jakości do podania (opcjonalnie; bez konserwantów, minimum 75% miąższu kokosowego)

Przygotowujemy ciasto na kruszonkę: wszystkie składniki mie­szamy (bez mięty i mleka kokosowego). Mango układamy w pła­skim żaroodpornym naczyniu wysmarowanym olejem kokoso­wym. Na mango wykładamy równomiernie kruszonkę. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 170°C z termoobiegiem. Pieczemy, aż kruszonka będzie przyrumieniona (ok. 20-25 minut). Możemy podać przybrane listkami mięty i z mlekiem kokosowym. Uwaga: jeśli kruszonka zacznie się przypalać, trzeba zmniejszyć temperaturę.

Saimin na kolację

Zainspirowana japońskim ramenem, chińskim mein i filipińskim pancit. Jest trochę ostra, słodka i słona. Łączy w sobie różne wpływy i tradycje. Reprezentuje podstawowe założenia huny - życia w zgodzie z naturą oraz współistnienia kultur i religii. Na Hawajach koegzystują one w smacznej symbiozie. „Sercem” saiminu jest wywar. Dodatki mogą być przeróżne. My wybraliśmy pieczarki, tofu i kapustę.

Fot. Karolina i Maciej SzaciłłoFot. Karolina i Maciej Szaciłło

Składniki:

  • 2 łyżki oleju roślinnego (najlepiej ryżowego)
  • ½ drobno poszatkowanej cebuli
  • 2 drobno poszatkowane ząbki czosnku
  • obrany i drobno poszatkowany kawałek imbiru wielkości kciuka
  • ok. 1 drobno poszatkowanej czerwonej papryczki chilli (opcjonalnie; z pestkami lub bez)
  • 2 pokrojone na cienkie paseczki wędzone śliwki
  • 1 l wywaru warzywnego lub 2 ekologiczne kostki rosołowe, warzywne dobrej jakości (bez polepszaczy smaku) rozpuszczone w 1 l wrzątku
  • świeżo mielony pieprz do smaku
  • dobrej jakości sos sojowy do smaku (bez glutaminianu sodu)
  • ok. 200 g makaronu ryżowego lub sojowego przygotowanego zgodnie z instrukcją na opakowaniu

Dodatki:

  • 3 łyżki oleju roślinnego (najlepiej ryżowego)
  • ok. 150 g grubo poszatkowanej kapusty pekińskiej lub pak choi
  • ½ szklanki wody
  • 100 g tofu pokrojonego w plasterki
  • 3 łyżki sosu sojowego dobrej jakości (bez glutaminianu sodu)
  • ok. 150 g pieczarek pokrojonych na pół
  • drobno poszatkowana dymka do podania

W garnku na oleju podsmażamy cebulę, czosnek, imbir, chilli i śliwki, aż będą szkliste. Uważamy, aby ich nie przypalić. Wywar wlewamy do podsmażonych cebuli, czosnku, imbiru, chilli i śliwki. Całość gotujemy na małym ogniu. Pod koniec gotowania dodaje- my sos sojowy do smaku (zupa powinna być dość słona, aby zrównoważyć słodycz warzyw). W tym czasie na oleju (2 łyżki) podsmażamy z dwóch stron tofu (ok. 2 minut z każdej strony). Na koniec podlewamy 2 łyżkami sosu sojowego. Analogicznie postępujemy z pieczarkami (1 łyżka oleju i 1 sosu sojowego). Na końcu pod przykryciem dusimy kapustę z wodą. W misce układamy porcję makaronu, tofu, pieczarek i kapusty. Wlewamy ciepłą zupę i podajemy posypane dymką.

Przepisy z książki Karoliny i Macieja Szaciłło „Jedz i pracuj nad własnym zdrowiem” – 2 część bestsellera.

  1. Zdrowie

Choroba to nie koniec. Ciągle spełniam swoje marzenia!

Viola Zajk prezeska „Stowarzyszenia 3majmy się razem”
Viola Zajk prezeska „Stowarzyszenia 3majmy się razem”
Niewłaściwie lub zbyt późno leczone choroby przewlekłe mogą prowadzić do niepełnosprawności, wykluczenia zawodowego i społecznego. Takich młodych kobiet - przestraszonych i niepewnych po diagnozie choroby zapalnej, jak ja niegdyś, jest więcej i one wciąż potrzebują pomocy – rozmowa z Violą Zajk prezeską „Stowarzyszenia 3majmy się razem”.

Jak wyglądał u Pani proces dochodzenia do diagnozy przewlekłej choroby zapalnej?
W moim przypadku droga do diagnozy trwała bardzo długo. Dopiero teraz, mając świadomość towarzyszących mi objawów, zdałam sobie sprawę, że pierwsze symptomy pojawiły się już w okresie dzieciństwa. Często czułam się zmęczona i obolała. W końcu chyba przyzwyczaiłam się do takiego stanu i z rezygnacją zaczęłam wierzyć otoczeniu, które mi wmawiało, że jestem po prostu leniwa.

W wieku 25 lat objawy i ból były tak silne, że zaczęłam szukać pomocy, często trafiałam na ostry dyżur. Kierowano mnie zazwyczaj do ortopedy. Niestety, za każdym razem wracałam bez diagnozy z poczuciem bezsilności. Żyłam na środkach przeciwbólowych. Kiedy wyjechałam zagranicę w poszukiwaniu pracy, choroba wciąż nie pozwalała o sobie zapomnieć, niestety i tam lekarze rozkładali ręce.

W 2010 roku urodził się mój syn, po ciąży objawy były tak bezlitosne, że na nowo szukałam wsparcia. Lekarze w odpowiedzi na moje poszukiwania, upierali się, że to jest depresja i przeciążenie organizmu przez ciążę. Przepisywano mi leki na uspokojenie i do miejscowo zastrzyki przeciwbólowe. To był jeden z najgorszych okresów bólowych.

W 2014 roku wróciłam do Polski, zapisałam się do wojskowej przychodzi przy ul. Andersa w Warszawie, dopiero tutaj, po raz pierwszy trafiłam do lekarza, który mi uwierzył i zaczął kierować do specjalistów, aż w końcu trafiłam do reumatologa.

Pierwsze myśli po otrzymaniu diagnozy to…?
Moje pierwsze odczucia po otrzymaniu diagnozy mogę nazwać szokiem. Zesztywniające Zapalenie Stawów Kręgosłupa (ZZSK) - nie dochodziła do mnie ta wiadomość, nigdy wcześniej nie słyszałam o takiej jednostce chorobowej. Nie mogłam zrozumieć znaczenia i powagi mojej choroby. Szukałam więcej informacji, aż w Internecie natrafiłam na „Stowarzyszenie 3majmy się razem”. Tak zaczęło się moje oswajanie z chorobą.

Czy otrzymała Pani wsparcie od najbliższego otoczenia, od lekarzy specjalistów?
Po otrzymaniu diagnozy, nie wiedziałam jakie są możliwości leczenia. W szpitalu, w którym zostałam zdiagnozowana, nie poinformowano mnie na ten temat. Dopiero dzięki Stowarzyszeniu dowiedziałam się o dostępnych terapiach. Kiedy szukałam wsparcia, znalazłam ośrodek badań klinicznych, w którym po raz pierwszy otrzymałam skuteczne leczenie. Również rodzinie i znajomym bardzo trudno było uwierzyć i zrozumieć, na czym polega moja choroba. Większość kojarzyła ją z bólem kręgosłupa i ze schorzeniami u osób starszych, co jest oczywiście błędem.

Jak choroba wpłynęła na Pani życie osobiste i zawodowe?
Kiedy nie miałam jeszcze diagnozy, nie radziłam sobie z bólem i bardzo często chodziłam na zwolnienia lekarskie. Często zmieniałam zatrudnienie, bo ciężko mi było utrzymać pracę. Bywały trudne momenty, kiedy nie byłam w stanie ani pracować, ani się uczyć, bez żadnego wsparcia finansowego. To był bardzo trudny okres w moim życiu...

Niekiedy zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdyby otoczenie i lekarze w odpowiednim czasie uwierzyli, że ból na który się skarżę jest prawdziwy. Jak potoczyłaby się moja historia, gdybym trafiła do reumatologa i odpowiednio wcześniej otrzymała leczenie? Niewłaściwie lub zbyt późno leczone choroby przewlekłe mogą prowadzić do niepełnosprawności, wykluczenia zawodowego i społecznego. Niestety w moim organizmie doszło do zmian, których nie da się już cofnąć. Mam niepełnosprawność i jestem tego świadoma. Dlatego zdecydowałam się na pracę w Stowarzyszeniu, bo takich młodych kobiet - przestraszonych i niepewnych po diagnozie choroby zapalnej, jak ja niegdyś, jest więcej i one wciąż potrzebują pomocy.

Dzisiaj mogę powiedzieć, że pomimo choroby, a może dzięki niej spotkałam w swoim życiu wielu wspaniałych ludzi, których mogę nazwać przyjaciółmi - na te dobre i złe chwile. Czuję się bardzo dobrze i jestem żywym przykładem, że przy odpowiednim leczeniu oraz wsparciu bliskich, pomimo choroby przewlekłej można funkcjonować normalnie.

Czy według Pani, jako pacjentki i jako prezeski Stowarzyszenia, kampania Advantage Hers może wesprzeć polskich pacjentów z przewlekłą chorobą zapalną? Czy jest ona potrzebna?
Kampanie społeczne, takie jak Advantage Hers są istotnym i bardzo ważnym elementem edukacyjnym. Dzięki nim możemy dotrzeć do pacjentów, którzy borykają się z otrzymaniem diagnozy i właściwym leczeniem chorób zapalnych. Łatwiej też jest nam zbudować poczucie, że pacjenci nie są sami w chorobie. Kampanie społeczne uwrażliwią i uczą o możliwościach leczenia chorób, zwłaszcza tych mniej popularnych.

Dzięki wsparciu kampanii Advantage Hers, której ambasadorka, mistrzyni tenisa Karolina Woźniacka choruje na reumatoidalne zapalenie stawów (RZS), pokazujemy naszym podopiecznym, że choroba, to nie koniec, a jedynie zmiana pewnych aspektów życia. Nadal można, a raczej należy rozwijać swoje zainteresowania. Doświadczenie choroby w moim przypadku sprawiło, że stałam się osobą bardziej świadomą i otwartą na otaczający świat. Kiedy tylko mam czas rozwijam swoje pasje, robię zdjęcia, uwielbiam fotografować naturę, zwłaszcza drzewa. Przez moment byłam też epizodystką w serialach telewizyjnych, tak poznałam życie na planie filmowym… Ciągle spełniam swoje marzenia!

Teraz chcę wspierać innych i robić tyle co w mojej mocy, aby każdy pacjent miał dostęp do wiedzy na temat choroby i uzyskał właściwe leczenie. Nieprzerwanie też walczę ze stereotypem reumatyzmu tylko u osób starszych, bo przecież „reumatyzm ma młodą twarz”.

Kampania Advantage Hers jest organizowana we współpracy z firmą UCB.

PL-N-DA-RH-2100008

  1. Zdrowie

Dzienniczek zdrowia na nadgarstku. Na czym polega idea life-trackingu?

Oczarowała nas idea life-trackingu (nazywanego tez self-trackingiem lub quantified self), czyli monitorowania siebie i swojego życia za pomocą nowych technologii. Dzięki temu możemy lepiej ocenić stan własnego organizmu, zapobiec chorobom i poprawić zdrowie. (Fot. iStock)
Oczarowała nas idea life-trackingu (nazywanego tez self-trackingiem lub quantified self), czyli monitorowania siebie i swojego życia za pomocą nowych technologii. Dzięki temu możemy lepiej ocenić stan własnego organizmu, zapobiec chorobom i poprawić zdrowie. (Fot. iStock)
Zamiłowanie do nowoczesnych gadżetów (np. zegarków lub telefonów z funkcją pomiaru aktywności) okazuje się przydatne w diagnozowaniu chorób i motywowaniu się do regularnego dbania o siebie. Na czym polega idea life-trackingu i jakie parametry organizmu warto monitorować, sprawdza dziennikarka Ewa Pągowska.

Trudno dziś znaleźć kogoś, kto przynajmniej nie sprawdził, jak działa aplikacja do analizy snu, zapisywania przyjmowanych kalorii, śledzenia aktywności fizycznej czy cyklu miesiączkowego. Miłośnicy gadżetów sięgają po wagi, które poza masą ciała pokazują jego skład, a nawet prędkość fali tętna (pozwala ocenić stan naczyń krwionośnych) czy elektryczne szczoteczki do zębów monitorujące czas i sposób szczotkowania. Specjalne aplikacje odbierają informacje od urządzeń pomiarowych, przedstawiają je w atrakcyjny sposób i przechowują dane. Coraz więcej osób kupuje też urządzenia, które można nosić na sobie, jak specjalne opaski na rękę czy smartwatche, mierzące tętno i liczące kroki.

Oczarowała nas idea life-trackingu (nazywanego tez self-trackingiem lub quantified self), czyli monitorowania siebie i swojego życia za pomocą nowych technologii. Dzięki temu możemy lepiej ocenić stan własnego organizmu, zapobiec chorobom i poprawić zdrowie. W rzeczywistości jednak rzadko wykorzystujemy te możliwości. Pora to zmienić i wycisnąć z nowych gadżetów jak najwięcej korzyści.

Eksperci od własnego ciała

Kiedy amerykańska matematyczka i statystyczka dr Talithia Williams była w ciąży z trzecim dzieckiem, nie zgodziła się na wywołanie porodu, mimo że jego termin już minął. Chciała urodzić naturalnie i na własną prośbę opuściła szpital. Była przekonana, że data narodzin dziecka została źle wyznaczona. „Terminy porodu są obliczane na podstawie standardowego 28-dniowego cyklu, a moje cykle są różnej długości – czasem trwają 27, a czasem nawet 38 dni i mam dane, które to potwierdzają” – tłumaczyła lekarzowi. Wiedziała, że ma rację, bo wcześniej przez 6 lat obserwowała swoje cykle i mierzyła temperaturę, a wyniki pomiarów skrupulatnie zapisywała.

Williams przytacza tę historię podczas wykładu na konferencji TED, by przekonać słuchaczy, że dzięki codziennym pomiarom parametrów mogą stać się ekspertami od swojego ciała. Zaznacza jednak, że nie chodzi jej o lekceważenie lekarzy, tylko o współpracę z nimi – połączenie wiedzy na swój temat z wiedzą na temat całej populacji, którą dysponuje lekarz, bo taki mariaż pozwala podjąć najlepszą dla zdrowia decyzję.

Zgadza się z tym kardiolog dr n. med. Łukasz Kołtowski, który jest zafascynowany zastosowaniem nowych technologii w medycynie i prowadzi na ten temat bloga. – Podczas rozmowy i badania lekarz może jedynie uzyskać coś w rodzaju fotografii naszego obecnego życia. Wprawdzie zadaje pytania o to, co było wcześniej, ale ze względu na ograniczony czas wizyty nie jest w stanie zbudować sobie pełnego obrazu – mówi. Wyjaśnia, że kiedy np. 30-letnia pacjentka ze smartwatchem na ręce skarży się na zawroty głowy i niepokój, prosi ją o pokazanie zapisów tętna z zegarka. – Oczywiście nie traktuję ich jak twardych danych medycznych, ale dzięki nim mogę zbliżyć się do diagnozy, np. nabrać podejrzenia, że kobieta ma tachykardię (przyspieszenie akcji serca), bo badania kliniczne pokazały, że smartwatche są dość dobre w jej wykrywaniu.

Co warto sprawdzać?

Co konkretnie warto mierzyć i zapisywać, żeby nie popaść w przesadę i hipochondrię? Kobiety z pewnością powinny monitorować swój cykl. Większość wizyt u ginekologa zaczyna się przecież od pytań o datę pierwszego dnia ostatniej miesiączki, jej intensywność, długość i regularność cykli. Rzetelne informacje na ten temat pozwalają lekarzowi wyciągnąć pierwsze wnioski.

Według kardiologa dobrze jest też sprawdzać, ile kroków stawiamy w ciągu dnia. Dla naszego zdrowia o wiele lepsze jest bycie cały dzień w ruchu niż wykonywanie intensywnych ćwiczeń przez pół godziny i spędzanie reszty doby w pozycji siedzącej czy leżącej. Lekarze m.in. namawiają do przechodzenia 10 tysięcy kroków dziennie – żeby wyrobić tę normę, zwykle trzeba być w ruchu przez dużą część dnia. Badania pokazały, że taka aktywność pozwala obniżyć ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych. – Zalecam też monitorowanie snu – mówi dr n. med. Łukasz Kołtowski. – Chodzi o to, by dowiedzieć się, ile dokładnie śpimy, bo chociaż różne aplikacje wiele nam obiecują – np. wykrycie fazy REM czy NREM – to jednak ciągle jeszcze są mniej wiarygodne niż badania snu przeprowadzane w warunkach szpitalnych. Może kontrolowanie liczby przespanych godzin wydaje się mało atrakcyjną funkcją aplikacji, ale namawiam do jej przetestowania.

Dodaje, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak często zarywa noce i jaki to ma wpływ na ich funkcjonowanie. Jeśli zestawią sen z innymi parametrami, np. poziomem nastroju czy aktywności fizycznej, mogą być naprawdę zaskoczone.

Śledzenie snu i liczby kroków można polecić każdemu, ale już kontrola innych parametrów powinna być dopasowana do konkretnej osoby, jej stanu zdrowia i celów.

Monitoring organizmu

Z monitorowania większej liczby parametrów najbardziej skorzystają ci, którzy chcą „wziąć się za siebie” i wyrobić zdrowe nawyki, oraz ci, którzy mają różne niepokojące objawy, ale nie znają ich przyczyny. Przyda się też pacjentom, którzy cierpią na choroby przewlekłe lub są nimi zagrożeni. W przypadku dwóch ostatnich grup odpowiedź na pytanie „co mierzyć?” jest stosunkowo prosta – często wystarczy śledzić to, o co pyta lekarz, np. tętno, ciśnienie, temperaturę czy masę ciała. Do tego celu dobrze jest wybrać specjalistyczne produkty, np. aplikacje przygotowane z myślą o konkretnej grupie pacjentów.

– Jest na przykład aplikacja dla cukrzyków, w której można wpisać, ile planujemy zjeść, ile insuliny przyjęliśmy i jakie potem było stężenie glukozy we krwi. Co ciekawe, ta aplikacja uczy się organizmu pacjenta i zaczyna mu podpowiadać, ile insuliny powinien sobie podać. Badania kliniczne pokazały, że potrafi dobrać dawkę lepiej niż chory – mówi dr n. med. Łukasz Kołtowski.

Osoby, które często czują się przygnębione, mogą skorzystać z tzw. trackerów nastroju. Co wieczór opisywać swoje samopoczucie i to, co robiły w ciągu dnia. Po pewnym czasie są w stanie zobaczyć, że np. w te dni, kiedy spacerowały, miały o wiele lepszy nastrój niż wtedy, gdy były na imprezie, że najgorszy humor miały zawsze w sobotę, a prawdziwy dół po poniedziałkowym zebraniu. Wypełnianie dzienniczka nastroju jest jedną z metod, które wspierają leczenie osób z depresją. Zapiski pozwalają zobaczyć chorym, co wpływa na ich samopoczucie, ale także to, że ich stan się poprawia – a to działa terapeutycznie.

Ci, którzy nie wiedzą, co jest przyczyną ich różnych dolegliwości, np. bólu głowy, stanów podgorączkowych czy osłabienia, mogą zacząć monitorować niepokojące ich objawy, by móc później podzielić się informacjami z lekarzem.

– Takie zapisy często dostarczają bardziej obiektywnych informacji niż słowa i opinie pacjenta, bo przecież my wszyscy bardzo często podświadomie wypieramy różne informacje o sobie. To, co nam się wydaje na nasz temat, i to, co naprawdę się z nami dzieje, często bardzo się od siebie różni – mówi dr n. med. Łukasz Kołtowski i podpowiada, że dobrym pomysłem może być nie tylko monitorowanie częstotliwości występowania objawu, np. bólu głowy, ale także tego, co bywa jego przyczyną. Czasem dzięki temu udaje się wyeliminować problem, jeszcze zanim dotrzemy z nim do lekarza.

– Jeśli wiemy, że powodem bólu głowy jest zbyt mała ilość wypijanych płynów – możemy zacząć notować, ile w ciągu dnia pijemy. Miałem nawet pacjenta, który kupił specjalną butelkę, która pokazywała, ile już wypił – mówi ekspert.

Jeśli nie uda ci się znaleźć konkretnej aplikacji, bo masz dość oryginalne potrzeby i chcesz np. zobaczyć zależność między czasem spędzanym na rozmowach z szefem a liczbą przespanych godzin albo między kłótniami z córką i napadowym objadaniem się – możesz skorzystać z aplikacji-szablonów jak np. Nomie, które wypełnia się dowolnymi parametrami.

Motywacja i świadomość

Jak widać, life-tracking może ułatwić diagnozę i być jak system wczesnego ostrzegania dla osób chorych, ale najciekawszy i chyba najmniej oczywisty jest jego motywacyjny charakter. Odpowiedni program czy urządzenie śledzące pomaga bowiem osiągnąć różne, także zdrowotne, cele. I robi to na kilka sposobów.

Po pierwsze może być impulsem do działania, np. rzucenia palenia. Niby wszyscy wiemy, że papierosy źle wpływają na zdrowie, a jednak niektórzy łudzą się, że negatywne konsekwencje nie dotyczą ich tak bardzo jak reszty palaczy. Jeśli jednak zestawią liczbę wypalanych papierosów z aktywnością w ciągu dnia czy poziomem ciśnienia tętniczego – mają szansę zobaczyć czarno na białym, że nałóg ich także nie oszczędza. Dla niektórych bywa to wystraczająco silny impuls do zmiany.

Jeśli jesteśmy już zmotywowani, by wprowadzić w życie program naprawczy – sięgnijmy po trackery, by dowiedzieć się, skąd właściwie startujemy. Jak pisze Robert E. Franken w „Psychologii motywacji”: „zanim zmienimy jakiś sposób postępowania, musimy go sobie uświadomić. Wymaga to monitorowania własnego zachowania. (…) Jeśli analizujemy nasze działania, to łatwiej nam wyznaczać cele, które prowadzą do stopniowej poprawy”.

Świadomość tego, gdzie była nasza linia startu, pomaga też dostrzec postęp. Osoby, które zaczynają ćwiczyć i dołączają do jakiejś grupy treningowej, często po krótkim czasie zaczynają się porównywać z innymi i frustrować tym, że są gorsze. Tymczasem powinny raczej porównywać swoje obecne wyniki z wcześniejszymi. Dzięki temu ich samoocena będzie wzrastać. Zamiast myśleć: „Jestem leniwy i bez kondycji”, zaczną widzieć siebie jako wytrwałych i aktywnych, bo będą mieć na to dowody. Psycholodzy nie mają wątpliwości, że wzrost wiary w siebie znacznie zwiększa szanse wytrwania w postanowieniach. Motywująca może być nawet sama świadomość, że informacje o tym, co robimy, za chwilę będziemy musieli gdzieś zapisać. Badacze z University of Pittsburgh dowiedli, że notowanie w aplikacji tego, co się zjadło, jest skuteczną strategią odchudzania, a po zaprzestaniu diety pomaga utrzymać prawidłową wagę.

Warto więc poświęcić trochę czasu, by znaleźć aplikację, która pozwala na śledzenie dokładnie tego, co chcesz, i osiąganie tego, na czym najbardziej ci zależy.

  1. Styl Życia

Jak rozbudzić w sobie energię do działania? 13 kroków

Energia śpi? Obudź ją! Czasem wystarczy kilka prostych metod. (Fot. iStock)
Energia śpi? Obudź ją! Czasem wystarczy kilka prostych metod. (Fot. iStock)
Pełni radości ludzie, żywe kolory - to wystarczający program energetyzujący. Nie ma na to lepszej pory niż późna wiosna!

Nic mi się nie chce! Za oknem piękna pogoda, a ja myślę tylko, by poleżeć w łóżku. Energia śpi? Obudź ją! Czasem wystarczy kilka prostych metod. Zacznij działać, uruchom wewnętrzną siłę! Oto szczęśliwa trzynastka sposobów na pobudkę.

1. Znajdź swój rytm! Zapisz się na zajęcia taneczne. Salsa, afro dance, rock and roll – zatańcz jak lubisz. Jeśli masz wątpliwości, co wybrać, idź na lekcję próbną. I wyciągnij ze sobą kogoś znajomego. Energetyzująca muzyka jest bardzo skuteczna!

2. Spacerując, staraj się co jakiś czas zmieniać rytm kroków – idź szybciej, potem wolniej i znów szybciej. Rozglądaj się uważnie. Dostrzegaj szczegóły, zatrzymuj wzrok na kolorach. Szukaj rzeczy śmiesznych lub zaskakujących.

3. Uprawiaj sport. Wybierz coś dla siebie: jogging, aerobic, pływanie, jogę…, każda z tych form ma swoje zalety i – jak każdy sport – pobudza wydzielanie endorfin, czyli tzw. hormonów szczęścia.

4. Zaplanuj przyjemne i aktywne popołudnie. Nie przed telewizorem czy komputerem. Twój kierunek to zieleń, majowa eksplozja. Przyroda doda ci sił. Wyjedź za miasto, idź do parku, wybierz się na spacer, na rowery z przyjaciółmi. Zwłaszcza teraz, późną wiosną, kiedy wszystko jest tak intensywne – zaczerpnij do woli energii od drzew i kwiatów, ich mocy i soczystych barw.

5. Podobnie jak w przypadku innych marzeń i potrzeb – wizualizuj swoją energię. Napisz wyraźnie: „Mam mnóstwo energii” i powieś sobie taki transparent nad biurkiem w pracy lub domu. Chodzi o to, żeby to zdanie towarzyszyło ci każdego dnia. Powtarzaj je w myślach, aż zaczniesz w nie wierzyć. Wtedy stanie się tak jak chcesz!

6. Otaczaj się ludźmi pełnymi energii, unikaj maruderów. Masz do tego prawo. Możesz nawet poprosić, żeby kolega w pracy nie narzekał w twojej obecności i nie marudził. To zatruwa i odbiera energię otoczeniu.

7. Nie żyj tęsknotą za weekendem! Potrzebujesz radości z każdej chwili, a nie męczarni od poniedziałku do piątku. Pomyśl, że każdy dzień niesie swoją własną porcję energii.

8. Nie daj sobie wmówić, że jesteś na coś za stary albo za młody, że pewnych rzeczy nie wypada. Jeśli masz nagłą chęć na lody albo taniec na placu zabaw, skakankę, zabójczą czerwoną apaszkę, głośny śmiech... Czemu nie? Rób to, co uważasz za dobre dla ciebie, czyli wszystko, co ładuje cię pozytywną energią!

9. Nie dziw się, że na nic nie masz siły, jeśli śpisz 5 godzin na dobę, a od rana pijesz litrami kawę, byle tylko się obudzić. Na śnie nie da się zaoszczędzić. Każdy dorosły człowiek potrzebuje przespać w nocy minimum 7–8 godzin. Zadbaj o tę podstawową potrzebę. Wyrzuć z sypialni laptop, telewizor, a kładąc się na odpoczynek, wyłącz telefon.

10. Przed tobą trudne lub nużące zadanie? Usiądź na chwilę, zamknij oczy i przywołaj wszystkie pozytywne emocje, które pojawią się, gdy będzie już zrobione. Ulga? Radość? Zaskoczenie, że nie było takie trudne? I zabierz się do pracy! Teraz pójdzie ci szybciej i łatwiej.

11. Na koniec każdego dnia zaplanuj sobie małą przyjemność: przeczytanie fragmentu książki, wieczorny spacer, obejrzenie zdjęć. Spraw, by ten wieczór był nazajutrz miłym wspomnieniem.

12. Weź telefon i zadzwoń do kogoś, kogo kochasz i powiedz mu o tym. Nie oczekuj odwdzięczenia się tym samym, po prostu ciesz się, że spotkałeś go na swojej drodze. Przywołaj wspólne, szczęśliwe chwile.

13. Jeśli mieszkasz z partnerem, umówcie się, że każdego dnia po pracy zafundujecie sobie niestresującą, przyjemną rozmowę, a raz w tygodniu wybierzecie się tam, gdzie panuje luźna atmosfera.

Julia Nowicka - trenerka umiejętności psychologicznych.