1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Macierzyństwo 35+

Macierzyństwo 35+

fot.123rf
fot.123rf
Są pewne siebie, mają poczucie własnej wartości, poukładane życie zawodowe i osobiste. I dopiero wtedy decydują się na macierzyństwo. Ponoszą ryzyko, ale twierdzą, że było warto. Matki 35+ to nowy standard.

Aktorka i malarka Hanna Kossowska urodziła córkę Dinah, mając prawie 37 lat: – Wcześniej nie myślałam o dzieciach. Ale kiedy okazało się, że jestem w ciąży, ucieszyłam się. Wiek? Nie stanowił dla mnie problemu – przyznaje. Dziennikarka Monika Węgrzyn miała dorosłego syna, kiedy postanowiła mieć więcej dzieci: – Julek urodził się, kiedy miałam 41 lat, a Amelka – jak miałam 44 lata. To była świadoma, przemyślana decyzja. Ja po prostu lubię mieć dzieci. Tylko trochę mi zajęło namówienie na to męża. Magda, doradczyni finansowa: – To była wpadka. Miałam 42 lata i nie mogłam uwierzyć, że mi się to zdarzyło. A jednak. Byłam nieźle przestraszona, bo nie planowałam więcej dzieci. Po pewnym czasie uznałam, że to szczęśliwy przypadek.

Nie są wyjątkami. Decyzję „chcę być matką” kobiety podejmują dzisiaj o wiele później niż kiedykolwiek. Rodzenie dzieci w wieku dojrzałym stało się właściwie nowym standardem. Macierzyństwo odkładają światowe gwiazdy: Nicole Kidman miała 41 lat, kiedy urodziła swoje pierwsze dziecko. Podobnie Salma Hayek. Halle Berry została matką w wieku 42 lat. Marcia Cross urodziła bliźniaczki, mając 45 lat. Podobnie znane Polki: Małgorzata Braunek urodziła córkę Orinę (jej drugie dziecko), mając 40 lat, Bogna Sworowska – pierwsze, mając 36, a Joanna Brodzik, mając 35 lat, urodziła bliźnięta. „To ogromna zmiana społeczno-kulturowa, a nawet forma ewolucji gatunku”, twierdzi prof. Elizabeth Gregory z University of Houston, autorka słynnej książki „Ready. Why Women Are Embracing the New Later Motherhood” (Gotowe. Dlaczego kobiety decydują się na późne macierzyństwo).

W Stanach jedna na 12 kobiet rodzących swoje pierwsze dziecko ma więcej niż 35 lat (w latach 70. ta proporcja wynosiła 1 do 100). W Anglii kobiety rodzą dzisiaj pierwsze dzieci, mając 30–34 lata, ale liczba matek rodzących po czterdziestce zwiększyła się tam o połowę. We Francji liczba ciąż dojrzałych kobiet potroiła się w ciągu ostatnich 25 lat. W Polsce najwięcej kobiet decyduje się na pierwsze dziecko przed trzydziestką, ale jest coraz więcej takich, które decydują się na macierzyństwo później. Wiek kobiet rodzących pierwsze dziecko podwyższył się z 23 lat w latach 70. i 80. do lat 25 dziś. Jednocześnie współczynnik dzietności określający liczbę dzieci przypadających na kobietę w wieku rozrodczym zmniejszył się prawie o połowę (obecnie wynosi 1,2). – Liczba tych, które zdecydowały się na ciążę po 35. roku życia, jest dzisiaj trzy razy większa niż 20 lat temu – twierdzi dr Małgorzata Lesińska-Sawicka z Katedry Pielęgniarstwa Akademii Pomorskiej w Słupsku, autorka książki „Późne macierzyństwo. Studium socjomedyczne”. Na razie to około 10 proc. wszystkich matek. Ale demografowie szacują, że za kilka lat za sprawą dojrzałych matek będzie przychodziła na świat jedna czwarta wszystkich urodzonych dzieci.

Co jest przyczyną takiej zasadniczej zmiany? Wiele wspólnego ma z tym istnienie antykoncepcji oraz wydłużenie życia dzięki poprawie stanu naszego zdrowia. Jeszcze w 1900 roku średnia długość życia kobiety wynosiła 47 lat, dzisiaj – 79 lat, a w najbogatszych krajach Europy ponad 80. Kolejne etapy życia kobiet mają dzisiaj dzięki temu inną długość, a niektóre z nich przychodzą dużo później, ale za to z większą świadomością, twierdzą psychologowie. Dla większości kobiet decydująca jest potrzeba samorealizacji – odkładają macierzyństwo z powodu kształcenia, a potem kariery. Choć wśród powodów, które wymieniają (co wynika z badań przeprowadzonych przez dr Lesińską-Sawicką), znajdują się takie przyczyny, jak brak gotowości na macierzyństwo czy brak właściwego partnera.

Późna ciąża – lęki i niepokoje

Monika Węgrzyn już podczas pierwszej wizyty u ginekologa zażądała badań prenatalnych: – Niestety, są lekarze, którzy mają nieuregulowany stosunek z Panem Bogiem. Mój mnie zniechęcał, sugerował, że jest już za późno na jakąkolwiek decyzję. Ale ja byłam uparta. Uważam, że jest wystarczająco dużo nieszczęścia na świecie i chciałam mieć prawo do decyzji. I oczekiwałam w tym wsparcia jak każda kobieta w ciąży, a już szczególnie 40-letnia. Więc po prostu zmieniłam lekarza – wspomina. Hanka także przeprowadziła badania prenatalne: – W takiej sytuacji to moim zdaniem obowiązek i konieczność. Na szczęście okazało się, że wszystko jest w porządku. Magda nie od razu zaakceptowała swoją ciążę. – Miałam wątpliwości. Kto by ich nie miał. A jeżeli idąc z wózkiem po ulicy, usłyszę „Ma pani śliczną wnuczkę”, albo na wywiadówce zostanę zapytana: „Dlaczego rodzice nie przyszli”? Byłam zajęta swoimi niepokojami dość długo. W końcu na badania było za późno. Lęk o to, czy urodzę zdrowe dziecko, towarzyszył mi długo. Ale kiedy zaczęłam być szczęśliwa z powodu ciąży, byłam gotowa zaakceptować wszystko – przyznaje.Niepokoje dojrzałych kobiet w ciąży nie są nieuzasadnione. – Lekarze są jednomyślni. Biologicznie najlepszym czasem na ciążę jest wiek między 20. a 30. rokiem życia – przyznaje dr Lesińska-Sawicka, która sama urodziła pierwsze dziecko, mając 35 lat. Z wiekiem spada szansa nie tylko na zapłodnienie, ale i na donoszenie ciąży. Zajście w ciążę jest trudniejsze, bo jajniki się starzeją, a dojrzewanie komórki jajowej w wieku 35 lat nie odbywa się tak bezproblemowo jak u 20-latki. Częściej zdarzają się cykle bez jajeczkowania. Oprócz tego mniej jest komórek jajowych: w łonie matki żeński płód posiada dwa miliony komórek jajowych. Przy pierwszych miesiączkach komórek jajowych jest już tylko 400 tys., w wieku 35 lat – 35 tys. Do tego zapłodniona komórka jajowa rzadziej zagnieżdża się w błonie śluzowej macicy lub w ogóle się nie rozwija. Częściej występują zaburzenia chromosomów prowadzące do wczesnych poronień – zanim kobieta zauważy, że jest w ciąży.

Jak wynika z danych w raporcie American Society for Reproductive Medicine „Age and Fertility, a Guide for Patients”, 35-latka ma podczas każdego cyklu statystycznie 10 procent szans na zajście w ciążę. Oczywiście, istnieją silne indywidualne różnice. Bo rzeczywista płodność kobiety zależy od jej stanu zdrowia, także psychicznego. Ale na 100 starających się o dziecko zdrowych 30-latek tylko 20 zajdzie w ciążę już w pierwszym miesiącu. Pozostałe 80 będzie starać się o ciążę dłużej. Z badań wynika, że jeśli para regularnie uprawia seks dwa razy w tygodniu, to po roku kobieta w wieku 35 lat ma 82 proc. szans na zajście w ciążę. Po 40. roku życia szanse na zajście w ciążę maleją do 5 proc. Oznacza to, że tylko u 5 na 100 kobiet starania zakończą się sukcesem. Choć ze 179 kobiet w wieku 35–42 lat, które brały udział w badaniach przeprowadzonych przez dr Lesińską-Sawicką, tylko 2 musiały się poddać leczeniu hormonalnemu. Pozostałe nie miały problemu z zajściem w ciążę. Wszystkie dzieci, które urodziły, były zdrowe.

Nasze bohaterki też nie miały problemów ani podczas ciąży, ani podczas porodu. A ich dzieci urodziły się zdrowe. Ale z wiekiem rośnie ryzyko powikłań i potencjalnych chorób u dziecka. W przypadku zespołu Downa takie ryzyko wynosi 1 do 1250, kiedy matka ma 25 lat, ale 1 do 106, kiedy ma lat 40. Eksperci medyczni uważają, że nieprawidłowy podział komórek często zaczyna się w komórce jajowej przed lub w momencie poczęcia, a im komórka jajowa starsza (ma tyle lat co matka), tym większe ryzyko nieprawidłowego podziału. Z badań dr Lesińskiej-Sawickiej wynika, że także ryzyko zatrucia ciążowego wzrasta od 35. roku życia przyszłej matki. Około 15 proc. przyszłych mam między 35. a 40. rokiem życia musi być leczona z tego powodu, a tylko 10 proc. tych, które są w ciąży pomiędzy 20. a 30. rokiem życia. Ciężarne kobiety po 35. roku życia częściej niż młodsze kobiety dotyka cukrzyca ciążowa. Ale za to nudności, bóle pleców i inne dolegliwości u kobiet powyżej 35. roku życia nie występują częściej niż u młodszych kobiet. – Warto jednak wziąć pod uwagę, że przyszłe mamy w dojrzałym wieku szczególnie dbają o badania profilaktyczne, więc podwyższone ryzyko zostaje zniwelowane szybką diagnozą – twierdzi dr Lesińska-Sawicka.

Dla Moniki Węgrzyn lekarstwem na niepokoje w trakcie ciąży i przed samym porodem była położna: – Zatrudniłam najlepszą z możliwych: Jeannette Kalytę. Była dla mnie ogromnym wsparciem. Znosiła ze stoickim spokojem wszystkie moje niepokoje i pytania. To było mi bardzo potrzebne, bo jak jesteś 40-latką w ciąży, to nie masz tylu przyjaciółek, które są w podobnej sytuacji. One najczęściej w tym wieku zajmują się czymś zupełnie innym i twoje problemy są dla nich jak z kosmosu – przyznaje. Oba jej porody były naturalne i odbyły się bez powikłań. – Myślę, że nawet pobiłam jakiś rekord szybkości rodzenia – śmieje się Monika. Ale przyznaje też, że do zaplanowanych ciąż się przygotowywała: – Przed zajściem w ciążę nie paliłam. Biegałam. Dużo chodziłam. Starałam się zdrowo odżywiać i dbać o siebie.

Z badań dr Lesińskiej-Sawickiej wynika również i to, że w przypadku przyszłych mam po 38. roku życia dwa razy częściej rozwiązanie następuje przez cesarskie cięcie. Tak było w wypadku Hanny Kossowskiej. – Decyzja o cesarskim cięciu była bardziej profilaktyczna. Jednak doszłam po nim do siebie bardzo szybko. Zapewne wpływ miała na to moja dobra kondycja fizyczna, wcześniejsze doświadczenia baletowe i dobre nastawienie – przyznaje. Według badań dzieci dojrzałych matek urodzone przez cesarskie cięcie są tak samo silne jak młodszych mam. A doświadczenia położnych pokazują, że dojrzałe kobiety, które rodzą naturalnie, nawet lepiej sobie radzą w wyczerpującej fazie parcia. Choć trzykrotnie częściej zdarzają się u nich porody przedwczesne.

Samolubna, wygodnicka?

Zmieniają się kobiety, zmienia się świat. Tymczasem w społeczeństwie wciąż pokutuje negatywny wizerunek bezdzietnych 30-latek. – Uważa się je za samolubne, wygodnickie, skoncentrowane na sobie i swojej karierze. Ludzie nie zastanawiają się nad przyczynami tych decyzji – mówi Lesińska-Sawicka. Jej badania potwierdzają związek między stosunkiem do macierzyństwa a świadomością kobiety. Okazało się bowiem, że te, które zostały matkami po 35. roku życia, traktują macierzyństwo jako rolę będącą wynikiem indywidualnej i świadomej decyzji, rolę, do której kobieta dojrzała jest lepiej przygotowana. W swojej książce „Późne macierzyństwo. Studium socjomedyczne” Lesińska-Sawicka zbadała powody, dla których kobiety dzisiaj opóźniają moment zostania matką. Na pierwszym miejscu znajduje się najbardziej elementarna przyczyna – brak partnera (wskazało na nią 37,4 proc. badanych kobiet), na drugim miejscu – brak gotowości zostania matką (28,5 proc.), a na trzecim – chęć stabilizacji pozycji zawodowej – 23,5 proc. badanych.

Badania dowiodły również, że kobiety, które zostały matkami, mając 35 lat i więcej, częściej niż kobiety rodzące w tzw. normalnym wieku rozrodczym były aktywne zawodowo, częściej (i po krótszym czasie) wracały do pracy po porodzie. Miały również korzystniejszą sytuację materialną niż kobiety młodsze. Z czego wynika, że status społeczny i warunki życia wpływają na decyzję o macierzyństwie. Badania jasno pokazują, że na późne macierzyństwo decydują się kobiety z wyższym wykształceniem, aktywne zawodowo, prowadzące własną działalność gospodarczą, sprawujące funkcje kierownicze, ceniące samodzielność i niezależność. – Wiadomo, że zajście w ciążę i urodzenie dziecka stawia całe życie na głowie. Dobrze byłoby, gdyby działo się to bez dodatkowego żalu i niespełnienia. A tak może być, kiedy matkami zostają młode kobiety o nieustabilizowanej sytuacji zawodowej – mówi Lesińska-Sawicka.  

Podobne argumenty można znaleźć w książce Elizabeth Gregory. Dojrzałe matki, z którymi rozmawiała autorka, przywoływały moment bycia gotowym na macierzyństwo jako decydujący. Stąd tytuł jej książki – „Ready...” (Gotowe). Autorka pisze, że ma to silny związek także z dojrzałością ich udanych, partnerskich związków. Badane przez nią kobiety często miały za sobą związki nieudane i dopiero w kolejnych, bardziej stabilnych zdecydowały się na macierzyństwo. Gregory, która sama urodziła pierwsze dziecko w wieku 39 lat, przekonuje, że kobieta w tym wieku jest bardziej pewna siebie, ma poczucie własnej wartości i przekazuje to dzieciom, co wpływa pozytywnie na ich rozwój.

Jaka ty jesteś odważna!

Późne macierzyństwo ma jednak ryzykowne aspekty społeczne: – Jeśli kobieta rodzi dziecko w wieku 40 lat, ma 60, kiedy ono ma 20. Wiek może ograniczać zdolność do opieki nad dzieckiem. Istnieje ryzyko szybszego osierocenia swojego dziecka. Może nas spotkać sytuacja, w której jednocześnie trzeba się zajmować wychowaniem nastolatka i opieką nad starzejącymi się rodzicami, co zachodni psychologowie nazywają sandwich gender. To może być trudne – wymienia dr Lesińska-Sawicka. Ale skutków jest więcej: brak kontaktu z dziadkami, którzy mogą już być zbyt starzy lub nie żyć, przepaść pokoleniowa między rodzicami a dziećmi czy po prostu brak sił na aktywne wychowanie. No i późne macierzyństwo nie pozostaje bez wpływu na niski przyrost naturalny: – To prawda. Bo kobieta, która dość późno rodzi pierwsze dziecko, może się nie zdecydować na kolejne – mówi dr Lesińska-Sawicka. Spadek urodzeń w Polsce jest duży: w 2010 roku przyszło na świat 413 tys. dzieci, a w 2012 roku już tylko 390 tys. – Ale kobiety, które brały udział w moim badaniu, deklarowały, że chcą mieć kolejne dzieci – dodaje Lesińska-Sawicka.

Jednak jej zdaniem późne macierzyństwo ma także wiele walorów. Przede wszystkim to najczęściej macierzyństwo świadome. Dojrzałe kobiety mogą być lepiej psychicznie przygotowane do odegrania roli matki. Zazwyczaj oznacza ono lepsze warunki materialne, a dzięki temu większą możliwość rozwoju dla dzieci. Dla samych kobiet to szansa na aktywność i realizację zawodową. A także zastrzyk energii. – Kobiety znajdują w sobie pokłady energii, żeby sprostać zadaniom związanym z opieką i wychowywaniem dzieci. Dbają o siebie i ostatecznie ma to bardzo dobry wpływ na ich kondycję psychofizyczną – twierdzi dr Lesińska-Sawicka. Potwierdzają to doświadczenia naszych bohaterek. Hanna wygląda na dużo młodszą, niż jest, zdecydowała się spędzić pierwsze pięć lat córki razem z nią w domu. – Oczywiście, malowałam. Ale poświęcałam Dinah mnóstwo czasu. To świetnie wpłynęło na jej rozwój emocjonalny i intelektualny. Byłam zawsze liberalną matką. Dzisiaj Dinah ma 19 lat. Kłócimy się czasem, ale mamy bardzo dobry kontakt – przyznaje. Pełna niespożytej, młodzieńczej energii Monika wspomina: – Wszyscy mi mówili: „Jaka ty jesteś odważna”. A to wcale nie był akt odwagi. Moje późne macierzyństwo było o wiele pewniejsze, spokojniejsze, łatwiejsze. Miałam do siebie zaufanie. Dzisiaj, kiedy Amelka ma już siedem lat, znowu tęsknię za takimi dwu-, trzylatkami. Ale zaraz zostanę babcią, a Amelka będzie jego o siedem lat straszą ciocią – śmieje się. Magda wróciła do pracy, kiedy jej synek Janek miał dwa lata. – Mając własną firmę, byłam w stanie tak organizować sobie pracę, że mogłam spędzać z synem dużo czasu. Jestem przekonana, że to świetnie wpłynęło na jego osobowość i rozwój – twierdzi.

Czy można zatem odpowiedzieć na pytanie: Czy lepiej odłożyć macierzyństwo, czy rodzić dzieci wcześniej? – Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie – mówi dr Lesińska-Sawicka. – Jest medyczny punkt widzenia, ale są też uwarunkowania społeczne i emocjonalne. Kobieta świadomie decydująca się na macierzyństwo robi to, gdy może sobie na to pozwolić. W optymalnym czasie dla siebie i swojego dziecka.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).