1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Niemowlę, nastolatek, student - kochaj i bierz

Niemowlę, nastolatek, student - kochaj i bierz

Radość bycia rodzicem to przede wszystkim radość brania. Na każdym etapie rozwoju otrzymujemy od dzieci wspaniałe dary .

Początkowo, gdy dziecko jest maleńkie, wydaje się, że to my jesteśmy głównymi dawcami, ale nie jest to do końca prawda. Jeśli będziemy potrafili cieszyć się rodzicielstwem od pierwszych chwil, dostaniemy więcej, niż moglibyśmy oczekiwać.

Nasze zadania jako rodzica są jasno sprecyzowane. Noworodek potrzebuje, abyśmy po prostu byli. Dziecko w wieku szkolnym chce, byśmy się z nim dzielili tym, co mamy. Natomiast kiedy zbliża się do pełnoletności, oczekuje, że zaakceptujemy człowieka, na jakiego przy nas wyrosło. Jeśli dobrze odegramy swoją rolę, nagroda będzie wspaniała – dobra i satysfakcjonująca relacja. Dlatego nie myśl, ile trudu kosztuje wychowanie dziecka, skup się na tym, ile wartości niesie każdy etap jego rozwoju.

Niemowlę – ciągle razem

Co dostajemy od dziecka w tym wieku? Nielimitowaną możliwość ciągłego obcowania, dotykania, przytulania, noszenia na rękach (szybko za tym zatęsknimy) i przyglądania się jego rozwojowi. Czego ono potrzebuje? Tego samego co my, gdy jesteśmy ciężko chorzy. Chce, by ktoś przy nim był, chce czuć naszą obecność. Korzystaj z tego czasu. Noś swoje dziecko jak najdłużej na rękach (nie daj się nikomu przekonać, że to rozpieszczanie), mów do niego i uśmiechaj się. Rób w tym czasie tyle zdjęć, ile tylko zdołasz. Nie daj się zaprzęgnąć do żadnej pracy ponad wymagany czas. Nie robisz tego dla dziecka, tylko dla siebie. Ono wytrzyma bez ciebie trzy godziny, ale ty już nigdy tych godzin nie nadrobisz – drugi raz nie zobaczysz, jak po raz pierwszy samo wchodzi na fotel.

 Dary wieku niemowlęcego

  • Masz stały dostęp do kogoś, do kogo możesz się przytulić.
  • Ostatecznie rozstajesz się z młodzieńczym egoizmem – to wielka ulga przestać myśleć tylko o sobie.
  • Lęk ósmego miesiąca (termin wprowadzony przez psychologa dziecięcego René Spitza) to pierwsza cudowna wypłata za twój trud – dziecko boi się obcych, ale nie ciebie.
  • Troszczysz się o kogoś – od twojej opieki zależy czyjeś życie.
  • Jesteś rodzicem – twoje miejsce na ziemi jest nienaruszalne i niepodważalne.
  • Masz szansę wykazać się opiekuńczością, delikatnością, cierpliwością.
To świetna okazja, by poznać siebie…
  •  … a także swoje możliwości: ile wytrzymasz na przykład bez snu?
  • Dzięki posiadaniu dziecka szacunek społeczny zyskujesz niejako automatycznie.
  • Zaczynają cię dotyczyć miłe święta.
  • Przezwyciężasz lęk, czy poradzisz sobie z dzieckiem, bo przecież już to robisz.
 

Przedszkolak – czas na zabawę

Około czwartego roku w życiu dziecka rodzi się potrzeba zabawy uspołecznionej, czyli takiej, w której uczestniczy kilka osób. To twoje nowe zadanie, ale i spora przyjemność. Nie zmuszaj dziecka do zabawy, by wreszcie mieć chwilę świętego spokoju, a raczej zachęcaj, aktywnie w niej uczestnicząc. Pomyśl, że nareszcie możesz się wygłupiać do woli i nikt nie będzie mieć ci tego za złe. Wręcz przeciwnie – będziesz lepszym rodzicem nie tylko w oczach swojego dziecka, ale i otoczenia. Nie koncentruj się wyłącznie na zabawach edukacyjnych, te bardziej „rozrabiane” też są potrzebne – zmniejszają poziom napięcia i rozładowują stres. Twój i dziecka. Korzystaj z tego, póki trwa faza zabawy, bo mija ona bardzo szybko, tak samo jak chęć poznawania świata z kolan rodzica.

 Dary wieku przedszkolnego

  • Możesz bawić się z dzieckiem w co tylko chcesz i ile chcesz.
  • Masz okazję poznać wiele nowych osób, bo twoje dziecko łatwo nawiązuje kontakty.
  • Możesz kupić sobie wszystkie zabawki, o których marzyłeś w dzieciństwie (rodzice, którzy umieją w pełni. skorzystać z dobrodziejstw tej fazy, kupują dwa komplety zabawek: dla siebie i dla dziecka).
  • Od razu widzisz efekt każdej minuty spędzonej z dzieckiem, szczególnie w obszarze jego zasobu słownictwa. Masz dla kogo być mistrzem. Przedszkolak zaspokaja twoją potrzebę bycia podziwianym.

Dziecko w wieku wczesnoszkolnym – międzypokoleniowa sztafeta

Twoja rola opiekuna nadal jest bardzo ważna, ale ważniejsze są nowe – łącznika z poprzednimi pokoleniami i przewodnika po świecie kultury. To szansa, której nie możesz zlekceważyć. Być może, kiedy u kresu życia zadasz sobie pytanie: „Co zrobiłem wartościowego w życiu?”, będziesz mógł z dumą odpowiedzieć: „Zapoznałem nowe pokolenie z kulturową spuścizną poprzednich”. Nie martw się, że ucząc dziecko o przeszłości, oddalisz je od spraw bieżących. O te ostatnie zadba jego spontaniczna potrzeba obcowania ze wszystkim, z czym mają kontakt jego rówieśnicy. Każdy, komu udało się nauczyć czegoś dziecko (niekoniecznie własne), nie zapomni, jaką to daje satysfakcję. Zamiast odrabiać z nim lekcje (i pracować na syndrom wyuczonej bezradności edukacyjnej!), wygospodaruj trochę czasu na wasze własne wprowadzenie do kultury.

 Dary wieku wczesnoszkolnego

  • Masz możliwość korzystać z bogatej oferty kulturalnej, także tej dla dzieci, zaspokajając jednocześnie potrzeby własne i dziecka.
  • Możesz sprawdzić się w roli krzewiciela kultury i tradycji.
  • Masz okazję poznać, jak funkcjonuje system wartości dziecka.
  • Możesz zyskać podatny grunt dla swoich fascynacji literackich, zarazić dziecko własną pasją, nauczyć grać w swoje ulubione gry i zabawy. To czas budowania międzypokoleniowej sztafety.
  • Zyskujesz pomocnika w wielu codziennych czynnościach, o ile znajdziesz czas, by dziecko dokładnie w nie wdrożyć.
  • To czas rozmaitych laurek i innych prezentów, które będzie przynosiło ci ze szkoły. Ciesz się ze wszystkiego, co dostajesz i pieczołowicie przechowuj, bo dziecko bardzo szybko wyrośnie z tego rodzaju twórczości.

4 x NIE

  • Nie ograniczaj kontaktu z dzieckiem do minimum
  • Nie pozwól sobie na brak zaangażowania
  • Nie zbywaj go
  • Nie postrzegaj się wyłącznie w roli dawcy, opiekuna
W przeciwnym razie pozbawiasz się satysfakcji z posiadania dziecka, prawdziwej radości rodzicielstwa

Ewa Nowak

Wyższe klasy szkoły podstawowej – powody do dumy

Dziecko ma kontakt z wieloma różnorodnymi środowiskami, a to skutkuje potrzebą ocen i wypowiadania swojego zdania. W domu, czyli przy tobie, musi się ostatecznie wdrożyć w dorosłe życie. Stwórz mu okazję do częstego bywania wśród ludzi. Skorzystasz na tym również ty, a zwłaszcza twoje życie towarzyskie. Koniecznie opowiedz dziecku o jego przodkach, o tym, kogo ma w rodzinie. Zabieraj je w ciekawe miejsca, razem zwiedzajcie świat. Poczujesz dumę, gdy zobaczysz, że twoje dziecko umie się zachować i poradzić sobie w wielu sytuacjach. Pamiętaj, że człowiekowi bez towarzyskiej ogłady żyje się trudno.

 Dary czasu podstawówki

  • Nie masz już do czynienia z małym dzieckiem, więc możesz trochę odetchnąć.
  • Masz partnera do rozmów na zupełnie zapomniane przez ciebie tematy.
  • Masz się kim chwalić przed ludźmi.
  • Masz o kim myśleć.
  • Przysługuje ci prawo uczestniczenia w zebraniach szkolnych (szybko, bo wraz z ukończeniem liceum, to prawo zostanie ci brutalnie odebrane).
  • To szansa na przejrzenie się w opinii młodego człowieka. Licz się z tym, że możesz usłyszeć ostrą krytykę siebie, waszej rodziny, waszych postaw i wartości. Doceń to. Kto z twoich znajomych będzie tak szczery do bólu, jak twoje własne dziecko?
 
 

Gimnazjalista – twórcza krytyka

Niesłusznie uważa się, że to najgorszy okres w wychowaniu dziecka. Na czym bowiem polega domniemana trudność? Gimnazjalista jest po prostu krytyczny, a jednocześnie jeszcze niesamodzielny. To czas, kiedy dzieci, dobrze orientując się w tym, jak działają mechanizmy społeczne, poddają rzeczywistość miażdżącej, bezlitosnej krytyce. Dzięki ich kontestatorskiemu nastawieniu nie popadamy w poglądową rutynę. Cóż to za sztuka wychować grzeczne, ciche i zgadzające się z nami we wszystkim dziecko?! Dlatego nie oceniaj i nie staraj się za szelką cenę przeforsować swoich poglądów. Korzystaj z tego, co dostałeś, a gdy jest ci ciężko, pocieszaj się myślą, że dostajemy tylko takie ciosy, które potrafimy znieść.

Najlepsze, co możesz zrobić, to zachowywać się tak, by dziecko się ciebie nie wstydziło przed kolegami. Ten okres pamięta się bardzo dobrze, dlatego przede wszystkim nie popełnij błędów swoich rodziców. Wymyśl własne.

 Dary etapu gimnazjum

  • Ponieważ gimnazjalista każde zdanie zaczyna od „ale”, zmusza cię do ciągłego weryfikowania poglądów i chroni przed ich skostnieniem.
  • Musisz wyrobić sobie zdanie na wiele tematów, o które człowiek bezdzietny nawet się nie otrze.
  • Jeśli twój gimnazjalista sprawia kłopoty, masz okazję wykazać się, próbując mu pomóc.
  • Będąc świadkiem pierwszych samodzielnych decyzji swojego dziecka, przypominasz sobie emocje towarzyszące twojej pierwszej miłości, pierwszemu rozczarowaniu i pierwszej przyjaźni.

Licealista i student – jesteś na bieżąco

To już całkiem dorosłe dzieci. Z pewnością stworzą ci niejedną okazję do zaprezentowania własnych postaw. Będziesz mieć szansę pokazać się od najlepszej strony. Doceń to. Wiedza twojego dziecka na temat współczesnego świata czy najnowszych osiągnięć techniki będzie dla ciebie nieoceniona. Korzystaj ze ścieżek, którymi się porusza. Dzięki niemu główny nurt życia nadal przepływa przez twój dom. Poza tym trzymasz rękę na pulsie tego, co się dzieje w pokoleniu, które już za kilka lat będzie zmieniać nasz świat. Nie poprzestawaj na tym. Znajdź sobie nowe formy aktywności, rozwijaj się, na przykład zacznij się czegoś uczyć. Niech dziecko będzie z ciebie dumne i wie, że nie musi się o ciebie martwić. To najlepsza forma kontaktu, jaki możesz zaproponować dziecku w tym wieku.

 Dary czasu liceum i studiów

  • Wielkim plusem bycia rodzicem licealisty i studenta jest możliwość pokazania, jak bardzo jesteś tolerancyjny i otwarty na świat
  • Masz okazję bez wysiłku zdobyć listę modnych wyrazów i ważnych lektur; będziesz nie tylko wiedział, czego się teraz słucha, ale i dokąd się teraz chodzi
  • Możesz korzystać z ogromnej wiedzy swojego dziecka, dotyczącej współczesnych osiągnięć techniki (zwłaszcza w dziedzinie informatyki, motoryzacji i telefonii komórkowej).
Twoim podstawowym zadaniem jako rodzica jest uspołecznienie swojego dziecka. Przy okazji dziecko uspołeczni też ciebie. Dzięki niemu bez wysiłku nawiążesz nowe kontakty, zyskasz nowe tematy do rozmów, pójdziesz w miejsca, do których zaprowadzić może cię tylko rodzicielstwo, i sprawdzisz się we wszelkich formach aktywności życiowej.

Czy umiesz to docenić?

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Dokarmić dobrego wilka - dla zestresowanym mam

Pośpiech to fałszywa koncepcja na życie. Alternatywnym rozwiązaniem jest uczenie się BYCIA. (Fot. iStock)
Pośpiech to fałszywa koncepcja na życie. Alternatywnym rozwiązaniem jest uczenie się BYCIA. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Warto sobie uświadomić, że każda chwila niesie wybór pomiędzy tym, co nas niszczy, wprowadza w nasze życie chaos, a tym, co nas buduje i zaprowadza w nas ład. I to od nas zależy, co wybierzemy – mówi psychoterapeutka Krystyna Łukawska. 

Mama bywa zapracowana, zmęczona, zestresowana, zdenerwowana, ale zrelaksowana? To niemożliwe, zwłaszcza jeśli ma małe dzieci. Warto się zastanowić, co to znaczy zrelaksowana mama. Na pewno nie jest to mama, która się nie stresuje. Wszyscy się stresujemy, mama też i nie ma co się łudzić, że stresu unikniemy. Nasze życie staje się bowiem coraz bardziej intensywne. Zrelaksowana mama to jest taka mama, która – po pierwsze - umie radzić sobie ze stresem, a nie taka, która nie przeżywa stresu. Czasami mamy skarżą się: „Nie mogę przestać się niepokoić, nie umiem się nie martwić.” Odpowiadam im: Też się przejmuję, denerwuję, wszystkie to robimy. Nawet nie wiem jak byśmy miały zaawansowane kariery, to jeśli mamy dzieci, rodzina pozostaje w centrum naszego życia i bywa źródłem niepokoju. Ale przede wszystkim jest źródłem satysfakcji! Bycie mamą to coś najlepszego, co mogło nam się przytrafić. Jednak żeby móc czerpać z tego doświadczenia radość, trzeba ją świadomie budować. Zrelaksowana mama to – po drugie – mama, która daje sobie prawo do tego, żeby zadbać o siebie. A więc nie czuje się winna, kiedy zostawia dziecko pod dobrą opieką i wychodzi z domu, żeby poćwiczyć, spotkać się z przyjaciółką, zrobić coś, co przynosi jej przyjemność. Ale najważniejsze dla osiągnięcia stanu prawdziwego zrelaksowania jest umiejętność BYCIA, a nie tylko działania.

Mamy relaksują się na przykład rozmowami na facebooku. I to nic złego. Jeśli chcę być zrelaksowaną mamą, to regularnie robię coś dla siebie, niezależnie od kontaktów z dzieckiem, na przykład korzystam z Internetu. Warto jednak wiedzieć, że walutą jaką płacimy za korzystanie z Internetu jest nasza uwaga. Badania z 2008 roku – teraz prawdopodobnie te liczby są jeszcze większe - pokazują, że przeciętna osoba pochłania 34 gigabajtów informacji dziennie, co przekłada się na 100 tysięcy słów, przy czym 1 gigabajt to na przykład symfonia albo pełnometrażowy film. Codziennie pochłaniamy taką ilość informacji! Badania pokazują, że Internet dostarczając mózgowi nieustannej stymulacji powoduje rodzaj chemicznego uzależnienia. Wydziela się wtedy dopomina, wywołująca uczucie przyjemności, więc chcemy to robić. Nie zatrzymamy rozwoju technologii, nie ma sensu jej potępianie, sama jestem jej wielką fanką. Trzeba tylko nauczyć się z niej korzystać. Ja też lubię pobyć na facebooku, ale pod koniec dnia zadaję sobie samej pytanie: co przyniosło mi balans, spokój, radość, szczęście? I żeby na to odpowiedzieć konieczne jest: BYCIE.

Co to takiego? To umiejętność uwolnienia się od presji czasu i pośpiechu, któremu wszyscy nieustannie ulegamy. Doskonale pamiętam tę presję. Dzwoni do mnie przyjaciółka, a ja pytam: Czy to coś ważnego, bo nie mam czasu. Dziecko o coś mnie prosi, a ja je poganiam: Tylko szybko, bo się spieszę. A ile czasu zajmuje wysłuchanie pytania dziecka, 30 sekund? Pośpiech to fałszywa koncepcja na życie. Alternatywnym rozwiązaniem jest uczenie się BYCIA. Ćwiczenie tej umiejętności zajmuje naprawdę niewiele czasu, wystarczy 30 sekund, minuta na godzinę przeznaczona na zatrzymanie się i świadome oddychanie. W sumie daje to kilkanaście minut BYCIA w ciągu dnia. To naprawdę nic w porównaniu z czasem, który przecieka nam przez palce. Badania neuropsychologiczne pokazują, że do tego, aby można tworzyć, być kreatywnym, trzeba przeplatać działanie BYCIEM.

Czyli odpoczynkiem? Nie do końca. Słowo „odpoczynek” kojarzy się z aktywnością fizyczną - jedziemy na narty, na rower, biegamy. To oczywiście jest odpoczywanie, ważne i potrzebne dla naszego rozwoju. BYCIE to jednak coś więcej. To moment zatrzymania naszego umysłu, nie identyfikowanie się z wszystkimi myślami, jakie przelatują nam przez głowę, co pozwala zauważyć, że niektóre z nich są  po prostu głupie i nie warto się w nie wciągać. Trzeba pamiętać, że 40 procent naszego działania jest działaniem nawykowym. A to znaczy, że reagujemy nie tak, jak wymaga tego sytuacja, często nawet nie tak, jakbyśmy chcieli, tylko tak, jak mamy to wdrukowane przez wychowanie, edukację, przyzwyczajenia.

BYCIE powściąga reakcje nawykowe? Tak. Taką reakcją nawykową jest, na przykład, mówienie do dziecka: „uważaj!” Ja też ciągle to powtarzałam. Pamiętam też, jak mój ojciec wołał z przerażeniem: „uważaj”, co miało oznaczać tylko to, że się boi, że zrobię sobie jakąś krzywdę, nic więcej. A więc kiedy uświadomiłam sobie, że to nie jest pomocne zawołanie do dziecka, a nawet, że wprowadza niepokój, to postanowiłam się powstrzymywać od mówienia takich słów. Dobra wiadomość jest taka, że nawet dzieci można nauczyć powstrzymywania się. Ale nie można uczyć dzieci czegoś, czego sami nie umiemy. Jako mama wypowiedziałam wiele nieodpowiednich i okrutnych słów dopóki nie uświadomiłam sobie tego i nie nauczyłam się wyrażać swojego niezadowolenia z szacunkiem i życzliwością dla dziecka.

Co daje bycie zrelaksowaną mamą? Uwolnienie od poczucia winy. Poczucie winy bardzo nas bowiem obciąża. W zachodniej kulturze obwiniamy się od setek lat, na winie i karze opierały się systemy edukacyjne. Nawet jeśli teraz wiemy, że obwinianie nie ma sensu i nie pomaga ani w uczeniu  ani w rozwoju, to ciągle pojawia się nawykowo. Z mojej pracy z mamami wynika, że one przede wszystkim obwiniają się same. I drugi problem – nie dają sobie prawa do błędów.   

Bo wszystkie chcemy być idealnymi matkami. Mam wrażenie, że same na sobie przeprowadzamy test: zdałam egzamin, czy go oblałam. I bardzo często odpowiadamy: oblałam. Zajmujemy się głównie tym, co zrobiłyśmy nie tak, podczas, gdy jako mamy niesłychanie się staramy, wkładamy w wychowanie dziecka wiele troski, starań, pracy, nieprzespanych nocy, a w ogóle tego same nie doceniamy! Kiedy pojawia się nawykowe samoobwinianie: „znowu nawaliłam, znowu sprawiłam, że synek się rozchorował” dobrze jest zrobić krótki moment przerwy i zauważyć: „Oto odzywa się we mnie mój wewnętrzny krytyk”. Zamiast sobie coś wyrzucać, lepiej zobaczyć to, że czegoś nie umiem, że byłam  bezradna. Można wykonać  wtedy proste ćwiczenie: Porównać ową sytuację do scenariusza filmowego i zastanowić się, co bym w nim zmieniła, żeby film zrobiony na jego podstawie mi się podobał. Jestem wielką entuzjastką warsztatów i w ogóle uczenia się. Sama korzystałam z wielu warsztatów i nadal to robię. Mam za sobą 25 lat intensywnej i regularnej medytacji, więc dla mnie zatrzymanie jest już łatwe i naturalne. Ale na początku było niesłychanie trudne. Uważam, że w każdym wieku można się zmienić, najpierw jednak trzeba nauczyć się BYCIA.

W końcu uda nam się kiedyś posiąść sztukę bycia zrelaksowanymi? To złudzenie, że możemy ten stan osiągnąć. W życiu cały czas balansujemy między równowagą, a brakiem równowagi. To tak, jakbyśmy chodzili po cienkiej linie. Nawet duchowi nauczyciele nie żyją w stanie permanentnej równowagi, oni tylko wiedzą, jak szybko ją odzyskać. Zacząć można od zatrzymywania się i świadomych oddechów. Starać się zauważać, ale nie  utożsamiać z głosem wewnętrznego krytyka. Ćwiczyć się w życzliwości i łagodności w stosunku do siebie. Myślę, że często nie umiemy okazać życzliwości, miłości, bo nas tego nie uczono. Rodzice bardziej starali się nauczyć nas czego nie robić, co jest dla nas niedobre niż tego, co robić i co jest dla nas dobre. Bardziej chronili niż poświęcali czas i uwagę. To ważne, żeby regularnie dbać o życzliwą, przyjazną atmosferę w domu. Okazujmy dzieciom miłość, ciepły i serdeczny dotyk, patrzmy sobie nawzajem w oczy i mówmy: O jak się cieszę, że się cieszysz, to cudowne, że ci się udało. Dziecko rośnie, gdy widzi zachwyt w oczach mamy. Celebrujmy momenty bycia razem, posłuchajmy z autentycznym zaangażowaniem historii jakie opowiada dziecko.

Łatwo powiedzieć…Wiele mam uzna, że to niewykonalne. Często narzekamy na dziecko, ponieważ nie możemy wybaczyć sobie tego, co mu zrobiłyśmy. Na przykład tego, że kiedy było chore, marudne, nakrzyczałyśmy na nie. Nasza reakcja wynikała nie ze złych intencji, tylko z bezsilności i nieumiejętności stawiania dziecku granic z szacunkiem i życzliwością. Na spotkaniach z rodzicami podkreślam, że jestem za wychowaniem bez kar. Rodzice odpowiadają, że wychowanie bezstresowe się skompromitowało. Ale wychowanie bez kar nie ma nic wspólnego z wychowaniem bezstresowym. Dziecko niesłychanie potrzebuje dyscypliny, każdy z nas jej potrzebuje, niczego nie moglibyśmy osiągnąć, gdyby nie dyscyplina. Naszym zadaniem jest więc nauczyć dziecko dyscypliny. A będzie to możliwe wtedy, kiedy sami zaczniemy czuć się swobodnie ze stawianiem dziecku wymagań, ograniczeń, ale bez upokarzania, obwiniania, oskarżania, z życzliwością i szacunkiem. I czasami to bardzo trudne, bo sami  takiego traktowania nie doświadczyliśmy. Dyscyplina nie polega na tym, żeby karać. W  karze zawiera się pewien rodzaj upokorzenia, pokazanie, że mam władzę. Oczywiście, rodzice mają władzę nad dzieckiem, ale nie ma potrzeby jej podkreślać. I to nieprawda, że zbuntowany nastolatek nie chce dyscypliny. On tak naprawdę marzy, żeby rodzice pomogli mu przejść przez trudny okres w życiu, ale żeby zrobili to z szacunkiem i życzliwością, żeby pokazali, że są po jego stronie, że nie chcą go zniszczyć, tylko pragną uszanować jego przestrzeń, osobowość. Swoboda w spokojnym stawianiu wymagań daje mamie niesłychaną siłę. Warto ją budować także poprzez chwile zatrzymania.

Co daje nam stan zrelaksowania? Spokój, odprężenie, jasność umysłu. Zmienia jakość naszych relacji z dzieckiem, partnerem, przyjaciółmi, ale przede wszystkim ze sobą samym. Warto sobie uświadomić, że każda chwila niesie wybór pomiędzy tym, co nas  niszczy,  wprowadza w nas chaos, a tym, co nas buduje i zaprowadza ład. Jest taka mądra przypowieść o starym Indianinie, do którego przychodzi wnuczek i mówi: - Nienawidzę kolegi, bo potraktował mnie niesprawiedliwie. Na co dziadek: - Ja też czasami czuję nienawiść do tych, którzy są chciwi i aroganccy. Ale nienawiść jest jak trucizna, którą pijesz w nadziei, że otruje drugą osobę. We mnie i w każdym z nas są dwa wilki, które toczą walkę. Jeden – pełen chciwości, agresji, zazdrości, pesymizmu – dąży do wojny i  zniszczenia. A drugi – pełen dobroci, miłości, wyrozumiałości, optymizmu – dąży do pokoju i harmonii. Każdy z nich chce dominować, chce być ważniejszy. - A który z nich wygra dziadku? - zapytał wnuczek. - Ten, którego będziesz karmił.

Ta przypowieść pięknie pokazuje, że w każdym momencie życia mamy wybór. Żeby jednak był możliwy, musimy na moment się zatrzymać i po prostu „być”, bo w tym „byciu” zapala się żarówka świadomości, dzięki której możemy zobaczyć nasze życie z innej perspektywy.

A gdy same się zmienimy, to nie ma siły, żeby nie zmienili się ludzie wokół nas. To niewiarygodne, jak to działa! Dlatego warto zacząć dzień nie od narzekań, że to nie zrobione, tamto nie zrobione, tylko od uśmiechu i serdecznego powitania dziecka: Dzień dobry, jak spałaś, jak się czujesz. Ale najpierw trzeba uśmiechnąć się do siebie i pomyśleć: Dzisiaj jest nowy dzień, postaram się być życzliwą dla siebie. Bo kiedy uśmiecham się do siebie, uśmiech pojawia się także na twarzach innych. 

Krystyna Łukawska – psychoterapeutka, coach, absolwentka Instytutu Psychologii UW, autorka wielu seminariów i warsztatów (w tym internetowych adresowanych do mam: www.zrelaksowanamama.pl) i książki „Szczęśliwi rodzice – szczęśliwe dzieci”. Od lat mieszka w USA.

Jak zadbać o siebie?

1. Ucz się życzliwego przyglądania się swoim myślom 

2. Ucz się rozumieć swoje ciało i traktuj je życzliwie

3. Akceptuj momenty słabości i unikaj obwiniania

4. Powstrzymuj się od reakcji kiedy jesteś zła

5. Ucz się uspokajać silne emocje

6. Uśmiechaj się do siebie i innych

7. Rób coś, co sprawia ci radość

8. Dbaj o ruch i wypoczynek

9. Rozwijaj wdzięczność do siebie i innych

10. Okazuj miłość i serdeczność

 

  1. Psychologia

Budujemy fundamenty. Rozwój niemowlaka - jak go stymulować i wspierać?

 (Ilustracja Katarzyna Bogucka)
(Ilustracja Katarzyna Bogucka)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Przyszłość świata decyduje się w dziecięcych pokojach, w szczególności w tych zajmowanych przez dzieci w wieku do trzech lat – mówi psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Pewien ojciec dwuletniego synka powiedział mi wyraźnie rozczarowany: „Bawię się z synkiem, czytam mu, chodzimy na spacery, a on tego nie doceni, bo niczego nie będzie pamiętał”. Stąd już tylko krok od myślenia, że okres niemowlęctwa jest mało istotny, jeśli chodzi o wychowanie. Jest dokładnie odwrotnie. Myślenie tego ojca to częsty przejaw rodzicielskiego narcyzmu. Ponieważ okres niemowlęctwa i dzieciństwa do trzeciego roku życia jest dla rodziców wymagający, kosztowny i nierzadko wyczerpujący, więc bardzo by chcieli, żeby dzieci z wdzięcznością pamiętały tę ogromną rodzicielską inwestycję. Ale nie ma powodu do zmartwienia, bo i tak wszystkie doświadczenia naszych dzieci zostaną z ogromną precyzją zapisane w dziecięcej podświadomości. W dodatku wszystko wskazuje na to, że doświadczenie z okresu życia do trzech lat, a także doświadczenia prenatalne i okołoporodowe tworzą w mózgu dziecka pierwotną matrycę poznawczą i emocjonalną decydującą o sposobie postrzegania i interpretowania świata przez całą resztę jego życia.

Dlatego powtarzam od lat, że przyszłość świata decyduje się w dziecięcych pokojach, wykuwa się w relacjach z rodzicami czy opiekunami, a także poprzez pośrednie uczestniczenie w zawiłościach uczuciowych związku rodziców. Dzieci w wieku do trzech lat nabywają niezbędną i fundamentalną wiedzę, coś w rodzaju oprogramowania, umożliwiającą odnalezienie się i przetrwanie w środowisku i systemie rodzinnym, w którym przyszło im się urodzić. Oprogramowanie to charakteryzuje się niezwykłą trwałością właśnie dlatego, że nie zapisuje się na poziomie świadomym. Zostało bowiem zakodowane w podkorowych, prewerbalnych strukturach mózgu, a więc jest praktycznie niedostępne refleksji, a tym bardziej próbom korekty. Dlatego właśnie uznajemy to sformatowanie za naszą prawdziwą tożsamość czy naturę, uważamy, że tacy się narodziliśmy, co obiektywnie jest błędem, ale w subiektywnym odczuciu nie sposób tego zakwestionować.

Co wobec tego jest w tym okresie w wychowaniu najważniejsze? Nasycenie dziecka troską i miłością. Bezradny noworodek wrzucony w świat potrzebuje poczucia bezpieczeństwa prawie tak samo jak oddechu. A źródłami tego poczucia są troska, bezwarunkowa miłość i zachwyt rodziców. Skala nasycenia w tym okresie poczuciem bezpieczeństwa będzie decydowała o tym, na ile dorosła postać tego niemowlęcia będzie mogła i chciała odważnie kochać, cierpieć, wątpić i szukać, słowem, czy będzie odważnie żyć i ucieleśniać trafną obserwację, że świat należy do odważnych.

Czy dobrze rozumiem: dziecko, które dostaje w niemowlęctwie poczucie bezpieczeństwa, nie musi go uporczywie szukać w dorosłości? Zdecydowanie tak. Prawie wszystko zależy od tego, ile poczucia bezpieczeństwa i oparcia ma w sobie przede wszystkim mama, a w drugiej kolejności także ojciec, i jak w związku z tym rozumieją, na czym polega zapewnienie dziecku bezpieczeństwa. Niestety, większość rodziców ma z tym problem, więc ich troska o dziecko jest często podszyta lękiem, a przez to bywa zdecydowanie nadmierna. W rezultacie zamiast ufności i optymizmu przekazuje się dzieciom przekonanie, że świat jest nieprzyjaznym, niebezpiecznym miejscem.

Jak wobec tego odróżnić lęk wynikający z rzeczywistej dbałości o bezpieczeństwo, przejawiający się na przykład zawieszaniem kamerki nad łóżeczkiem, żeby zapobiec tak zwanej śmierci łóżeczkowej, od lęku destrukcyjnego dla dziecka? Na ogół wiemy, kiedy i jak bardzo się boimy. A jeśli z jakichś powodów nie wiemy, to trzeba używać zdrowego rozsądku: zdać sobie sprawę, że marketing wielu niepotrzebnych nam rzeczy oparty jest na wzbudzaniu lęku; dowiadywać się, jak wychowuje się dzieci w innych, mniej bojaźliwych niż nasza kulturach i tradycjach; czytać i słuchać wybitnych nonkonformistów; wyciągać wnioski z własnych doświadczeń; pytać i wątpić, otwierać się na alternatywne systemy myślenia i wartości. No i szukać towarzystwa, które wspiera nasze wątpliwości i eksperymenty.

Czyli kogo? Innego gatunku rodziców. Takich, którzy są zdecydowanie mniej przestraszeni od nas. Jeśli słyszymy od nich, że nadmiernie przegrzewamy dziecko, że nie trzeba go ładować w śpiwór i przykrywać dwiema kołderkami, bo wystarczy kocyk – to zastanówmy się, czy nie ma w tym jakiejś mądrości. Albo gdy słyszymy od nich, że uczącemu się chodzić dziecku nie trzeba całego domu wykładać gąbką i zakładać kasku oraz ochraniaczy na łokcie i kolana. Dziecko uczy się bezpiecznie poruszać w świecie, niestety, także przez ból, a więc lepiej przygotujemy je do życia, jeśli damy mu okazje uczenia się tego, jak sobie z bólem radzić. Bo naczelnym zadaniem rodziców jest wspieranie dziecka w jego instynktownym dążeniu do autonomii, aby jak najprędzej stało się niezależną istotą, która sama radzi sobie w życiu, także w trudnych warunkach. A to wymaga mądrego umiaru w troszczeniu się o dziecka komfort i bezpieczeństwo. Najlepiej stosować się do świętej zasady: 50 proc. troski i wsparcia oraz 50 proc. wymagań i zaufania do możliwości dziecka.

(Ilustracja Katarzyna Bogucka) (Ilustracja Katarzyna Bogucka)

Jak ten cel osiągnąć? Ważny jest spokój rodziców? Jeśli nasza troska o dziecko ma silny komponent lękowy, to zainfekujemy je lękiem przed światem i życiem, a także brakiem zaufania we własne możliwości. A wtedy zrezygnuje ze stawania się w pełni samodzielną osobą we wszystkich wymiarach: sprawnościowym, zmysłowym, odpornościowym, emocjonalnym, intelektualnym i duchowym. Aby temu zapobiec i nie skrzywdzić swoich dzieci, trzeba je wychowywać w kontakcie z realnym światem, z całym bogactwem jego możliwych przejawów. A więc oprócz przyjemności także z: gorącem, zimnem, głodem i bólem, z rozpaczą rozstań i strat, a także z goryczą przemijania.

Bo w przeciwnym razie tworzą się w dzieciach neurotyczne mechanizmy zachowania? Tak. Powtórzmy to jeszcze raz: w okresie od urodzenia do lat trzech trwale instalujemy w dzieciach najważniejsze przekonania o sobie, o ludziach i o świecie. Będą one wystarczająco urealnione, jeśli rodzice dadzą dziecku okazję do radzenia sobie z niedogodnościami, wyzwaniami i zagrożeniami życia. Takie godne uznania postawy rodziców można obserwować w krajach Północy, gdzie – pewnie trochę za sprawą wymagającego klimatu – dzieci od małego hartuje się i usamodzielnia. Uczulam więc polskich rodziców, którzy zapewne sami jako dzieci byli nadmiernie ochraniani i wyręczani, żeby nie przesadzali z tą ochroną, a także z aseptyką i obsesyjną higieną.

Żeby nie bali się kontaktu dziecka z czymś brudnym? Na przykład. Małe dzieci instynktownie same aplikują sobie taką szczepionkę, wkładając do buzi i liżąc wszystko, co się da, albo jedząc ziemię z doniczek – w ten sposób instalują sobie w przewodzie pokarmowym odpowiednią florę bakteryjną, która też odgrywa ogromną rolę w utrzymywaniu odporności.

Namawiasz do jedzenia ziemi? To tylko przykład. Ale żadna tragedia się nie stanie, jak dziecko poliże ziemię albo własne palce pobrudzone ziemią, oczywiście, pod warunkiem że nie będzie ona zatruta jakąś substancją chemiczną. Z dzieciństwa zapamiętałem ciekawą w tym kontekście scenę, która miała miejsce w gabinecie słynnego wówczas w Warszawie pediatry, doktora Mroczka. Siedzę z mamą w poczekalni, z gabinetu wychodzi pacjentka z małym dzieckiem na ręku. W drzwiach żegna się z doktorem, a ten mówi: „Zapomniałem odnieść się do tego, że pani synek ma częste kolki”. Po czym wyjmuje z buzi dziecka smoczek, pociera nim gdzieś o podłogę i wkłada dziecku z powrotem do buzi ze słowami: „Teraz już będzie dobrze”.

Chyba przesadził. Ja też byłem pod wrażeniem. Ale zapewne chciał zademonstrować, jak dzieci organizują sobie autoszczepionki. A przy okazji zaszczepić matce, a tym samym dziecku, zaufanie do otaczającego świata. Bo pozostawanie w harmonii i symbiozie z otaczającym światem jest podstawowym warunkiem ludzkiego zdrowia i szczęścia, a także zdolności do radzenia sobie z wieloma trudnymi wyzwaniami, z którymi życie i świat będą nas nieuchronnie konfrontować. Niestety, większość rodziców postępuje wbrew tej zasadzie. Odbywa się to na przykład tak: Mama idzie z trzyletnim dzieckiem na plac zabaw. W pamięci swojego dzieciństwa ma zapisane rodzicielskie dobre rady i ostrzeżenia rodziców, które – jak sądzi – uratowały jej życie, choć w istocie były to klątwy, które jej kawał życia zmarnowały: „Nie biegaj, bo się przewrócisz i zrobisz sobie krzywdę!”, „Uważaj, bo się pobrudzisz” itd. Mama nie zdaje sobie sprawy, a być może nawet tego nie pamięta, że ta chmura gróźb, którymi była w swoim dzieciństwie otoczona, zapisała się w jej mózgu w postaci zgeneralizowanego przekonania: „Jeśli idąc za swoimi naturalnymi potrzebami, oddalę się od mamy/taty, to groźny świat mnie skrzywdzi, więc moje naturalne potrzeby ruchu i zabawy, a także wielkie pragnienie autonomii są niewłaściwe i niebezpieczne – jestem więc dla siebie samej niebezpieczna”. Łatwo sobie wyobrazić, jaką krzywdę wyrządzamy dziecku, instalując w jego podświadomości naszą chmurę lęku przed światem.

Co robić, żeby tak się jednak nie stało? Nauczyć się samokrytyki i ignorowania swoich lęków, tak aby nie determinowały naszych zachowań i wyborów. Dzięki temu będziemy w stanie pozwalać dziecku na to, na co nam nie pozwalano. To konieczne, jeśli chcemy, aby miało ono więcej niż my samoakceptacji i wiary w siebie.

Konieczne, ale niełatwe. No tak. Bo jak przekazać niemowlęciu, że jest najważniejszą istotą na świecie, chociaż nic nie umie, niczego nie osiągnęło, robi w pieluchy, rzyga, nie daje spać po nocach i trzeba się nim bez przerwy zajmować? Jak bezwarunkowo akceptować, kochać i zachwycać się kimś takim? Pamiętajmy jednak, że najbardziej liczy się przekaz pozawerbalny. Jeśli zawiera w sobie spokojny, skoncentrowany i celowy sposób poruszania się, czuły i ciepły dotyk, miękki i zrelaksowany ton głosu, spokojny rytm serca, rozluźnione ciało, miłość, radość i zachwyt w oczach, brak pośpiechu i presji oraz gotowość do obdarowania dziecka dużą ilością nasyconego uwagą czasu – to dziecko będzie na resztę życia wiedziało, że bez względu na trudne okoliczności jest kimś ważnym, zasługującym na szacunek, uznanie, uwagę i miłość.

To są fundamenty, na których dziecko może budować dalsze życie? Tak. O dwóch filarach już mówiliśmy: bezpieczeństwie i poczuciu własnej wartości. Jest też trzeci bardzo ważny filar – szacunek dla granic ciała, przestrzeni życiowej i strefy intymnej dziecka. Dziecko w wieku do lat trzech nie ma możliwości zaprotestowania, gdy naruszamy granice jego ciała. A przecież na tym etapie życia dorośli nieustannie kontaktują się z dzieckiem poprzez jego ciało: karmią, myją, pielęgnują, podnoszą, kładą, ubierają, rozbierają itd. Część z tych czynności – stosownie do stanu umysłu i emocji rodziców – robiona jest w pośpiechu, pod presją, a nawet w gniewie, bez zwracania uwagi na opór i płacz dziecka, przez co niebezpiecznie graniczy z przemocą. Szczególnie zmuszanie do jedzenia, pośpieszne ubieranie i rozbieranie, a także wszelkie zabiegi pielęgnacyjno-higieniczno-diagnostyczne często naruszają granice dziecka i na przyszłość uczą ulegania przemocy lub też niechęci i obawy przed bliższym kontaktem z innymi ludźmi. Tak więc nie wolno dziecka traktować, jakby było przedmiotem! Nie wolno też negatywnie oceniać wszelkich przejawów zainteresowania dziecka własnym ciałem. To bardzo ważna sfera jego rozwoju. Przez dotykanie siebie i sprawdzanie, jak to ciało funkcjonuje i reaguje, dziecko z wolna czyni to ciało własnym, poznaje je i zaprzyjaźnia się z nim, a od tego w dużym stopniu zależy to, czy stosunek przyszłego dorosłego do własnego ciała będzie pozytywny, czy wrogi. Nie trzeba chyba dodawać, jak wielkie znaczenie ma to dla jakości całego życia.

Kiedyś uważano, że noworodek nie czuje bólu, więc można poddawać go zabiegom medycznym bez znieczulenia. Mam wrażenie, że takie podejście tu i ówdzie nadal pokutuje. Przejawia się na przykład w zmuszaniu dziecka do przedwczesnego kontrolowania zwieraczy i siadania na nocniku, w głodzeniu niemowlaka przy okazji karmienia na godziny, w pozostawianiu go samego w ciemnym pokoju i niereagowaniu na płacz, bo jak się wypłacze, to dobrze zaśnie itp. Na szczęście psychologia dziecięca już dawno odrzuciła i napiętnowała tę tradycję wychowawczą, zwaną szkołą pruską, która doprowadziła do wychowania kilku pokoleń ludzi sfrustrowanych, upokorzonych, o niskim poczuciu wartości. Ich wyparta, skumulowana agresja i potrzeba kompensacji przez wywyższenie stworzyły psychologiczne podglebie szaleństwa drugiej wojny światowej. Dobrze więc pamiętać, że tylko dzieci traktowane z szacunkiem i miłością będą w swoim dorosłym życiu odruchowo zdolne do traktowania innych z szacunkiem i miłością. W ten sposób właśnie losy świata decydują się w dziecięcych łóżeczkach i pokojach.

Małe dziecko budzi czułość. Nawet obcy ludzie chcą je całować, często w usta. To dość bezrefleksyjne naruszanie jego granic, nie uważasz? Racja. Bawienie się dzieckiem, tulenie na siłę zaburza jego poczucie bezpieczeństwa i autonomii. Nasze własne potrzeby emocjonalne związane z naszym bólem załatwiajmy między dorosłymi, a nie między nami a dziećmi. Ta zasada powinna zresztą obowiązywać przez cały okres wychowywania. Przytulanie dziecka przez mamę i tatę jest oczywiście bardzo ważne, ale powinniśmy być wyczuleni na sygnały, które wysyła niemowlę, odwracając głowę, prężąc się, odpychając lub płacząc. Jeśli tego nie zauważymy albo to zignorujemy i na przykład przyciągniemy dziecko do siebie, wbrew jego woli i chęci, to zainstalujemy w jego psychice skłonność do ulegania przemocy ze strony innych ludzi.

Może przekraczanie granic w tym obszarze bierze się z opacznie rozumianego praktykowania bliskości? Bliskość tak, ale nigdy na siłę. W wyrażaniu miłości do dziecka też trzeba zachować umiar, wykazać się wrażliwością na wysyłane przez niego sygnały, na jego rytm kontaktu i wycofania. Uważność rodziców na granice dziecka decyduje o tym, czy będzie ono umiało w dorosłym życiu słuchać swojego organizmu i rozumieć, o co mu chodzi. 

Wojciech Eichelberger, psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl).

  1. Psychologia

Kiedy rodzi się wstyd?

Jak dziecko postrzega swoją fizyczność? W którym momencie zaczyna wstydzić się nagiego ciała? (fot. iStock)
Jak dziecko postrzega swoją fizyczność? W którym momencie zaczyna wstydzić się nagiego ciała? (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Człowiek przychodzi na świat bez skrępowania swoją cielesnością. Pojawia się ono z wiekiem, pod wpływem norm społecznych. Tak samo jak świadomość, że ciało należy do mnie, że bez mojego pozwolenia nikt nie ma prawa go dotykać czy widzieć mnie nago.

Granice wstydu przesuwają się w zależności od etapu rozwoju oraz indywidualnego procesu dojrzewania. Maluchy chcą być głaskane, a przedszkolaki – biegać z gołą pupą. Nastolatek jest zmienny: bywa hardy i zakłopotany. Jak rozpoznać, kiedy dotyk czy spojrzenie cieszą, a kiedy są dla dziecka kłopotliwe?

Niemowlęta lubią być nagie

Dla malucha ciało to narzędzie uzyskiwania przyjemności. Głaskanie, całowanie, masowanie jego miękkiej skóry to także źródło miłych doznań dla dorosłych. Dziecko do 12. miesiąca życia powinno odbierać od swoich opiekunów jak najwięcej takich bodźców, ponieważ to najlepsza metoda zapewnienia go o tym, że jest ważne, kochane i może czuć się bezpiecznie.

Minęły czasy, gdy rozkoszne maluchy fotografowało się leżące nago, na jagnięcej skórze. Kto nie miał takich fotek w swoim albumie?! Taka była wtedy moda i bynajmniej tego rodzaju sesje nie owocowały zaburzeniami sfery seksualnej w dorosłym życiu małoletnich modeli. Dziś również nie warto demonizować ukrywania stref intymnych u niemowlaka i żyć w psychozie pedofilii. Dziecko nie rodzi się bowiem z poczuciem wstydu ciała. To raczej kwestia późniejszego wychowania i socjalizacji. Dziecko do drugiego roku życia nie różnicuje części ciała, nie dzieli ich na te, które można pokazać i te, które należą do sfery intymnej. Naturalnym prawem tego wieku jest eksponowanie nagości.

Niemowlęta lubią być nagie, ponieważ:

  • nie są jeszcze zablokowane psychicznie na przyjemności płynące z ciała,
  • chcą całą skórą czerpać kontakt ze światem,
  • widok nagiego maluszka wyzwala w rodzicu chęć połaskotania go, przytulenia, zajęcia się nim – i dziecko podświadomie to wyczuwa,
  • to często jedyny moment, gdy nie jest im za gorąco, jedyna szansa na odrobinę oddechu od grubych bawełnianych rajstop, które rodzice zakładają dzieciom we wrześniu, a zdejmują w maju,
  • wiele dzieci cierpi na nadwrażliwość dotykową. Objawia się ona często niechęcią do noszenia ubrań, które sprawiają dziecku ból. Jeśli maluch uporczywie protestuje, płacze, zrywa z siebie ubranka, to nie znaczy, że wyrośnie na ekshibicjonistę, tylko że jest mu za gorąco lub jest nadwrażliwe na bodźce dotykowe.

Gdy przedszkolak siusia w towarzystwie

O ile nie ma starszego rodzeństwa, które już mu powiedziało, jakich miejsc na ciele należy się wstydzić, a rodzice nie mają z jego nagością żadnego problemu – dziecko w wieku przedszkolnym nadal chętnie paraduje nago. Zbiorowe siusianie w przedszkolu może w dorosłych budzić sprzeciw, ale dla dzieci jest jak najbardziej naturalną czynnością.

Przedszkolak ma jeszcze czas nauczyć się wstydu. Teraz ważniejsze jest, że chce mu się siusiu niż to, że ktoś go podejrzy, zobaczy. Tym się w ogóle nie przejmuje. Podczas zabawy na plaży wzbrania się przed zakładaniem majteczek, skoro i tak zaraz się zmoczą i ubrudzą. Woli hasać nago. To piękny, bezwstydny czas w rozwoju każdego człowieka. Jednak nagość już wtedy zaczyna wymagać stawiania granic. Dziecku w wieku przedszkolnym nie powinno się pstrykać nagich fotek. Za rok–dwa ich widok zacznie je bowiem krępować.

Jeśli przedszkolak wstydzi się swoich stref intymnych, nie należy wyciągać pochopnych wniosków. Nie jest to jednoznaczny sygnał, że ktoś mu zrobił krzywdę czy pojawił się problem molestowania seksualnego. Dzieci rozwijają się w różny sposób. Być może malec w tym obszarze dojrzał wcześniej, może ma starsze rodzeństwo, które już go zaczęło „uświadamiać”, podsłuchał rozmowę dorosłych na ten temat, a może po prostu ktoś go zawstydził i już wie, że „taki duży chłopczyk nie powinien biegać nago”.

Jednak jeśli przedszkolak nadmiernie stanowczo protestuje przeciwko myciu mu pupy, wycieraniu go po kąpieli czy pomaganiu mu w czynnościach toaletowych – może to być oznaka nie tyle krzywdy, co jakiegoś problemu zdrowotnego. Dzieci zachowują się tak, gdy mają odparzenie, skaleczyły się czy podrapały, ale boją się interwencji lekarskiej lub martwią się, że mama będzie zła. Dzieci nie wstydzą się części intymnych, ale chcą je ukryć z konkretnego powodu.

Uczeń, czyli czas wielkiego wstydu

Dorastające dziecko, nawet jeśli nie było uświadamiane w tej kwestii przez rodziców, żyje w społeczeństwie, kontaktuje się z innymi ludźmi i samo już wie i rozumie, że ciało, a zwłaszcza niektóre jego części, to bardzo delikatna kwestia. Doskonale orientuje się, gdzie są jego okolice intymne, wie, że należy je chronić przed wzrokiem innych i krępuje się nagości. Ta świadomość przychodzi najczęściej wraz z pójściem dziecka do szkoły.

Edukacja to czas ogromnego, czasem paraliżującego wstydu własnego ciała. Jednocześnie właśnie w okresie szkolnym (do lat 12) dzieci mają potrzebę porównywania się z innymi w obszarze swojej płci. Warto synowi czy córce podrzucić książkę, żeby sami skonfrontowali budowę swojego ciała z prawidłowym wzorcem i przestali się zamartwiać, że coś z nimi jest nie tak. Jeśli rodzice o to nie zadbają, dziecko poszuka tej wiedzy samo, prawdopodobnie w internecie, który jest często źródłem niesprawdzonych informacji. Tak charakterystyczna dla tego wieku chłopięca fascynacja pornografią często bierze się z tego, że chłopcy chcą po prostu upewnić się, że wygląd ich członka jest normalny.

Nastolatek – zupełnie jak człowiek pierwotny

Po okresie ogromnego wstydu, gdy dziecko staje się już nastolatkiem, czyli ma około 14–15 lat, nagle zmienia swoje zachowanie. Mija okres zakłopotania, a nastaje czas totalnego ekshibicjonizmu. Nastolatek często szokuje rodziców, paradując po domu tak jak go Pan Bóg stworzył. Do tej pory reagował wrzaskiem, wściekłością, obrazą. Niewybaczalne było, żeby rodzic wszedł do łazienki bez pukania. Teraz nagle zachowuje się jak człowiek pozbawiony wszelkich hamulców. Nie jest to w żadnym razie wina bezpruderyjnego wychowania czy dysfunkcji rodziny. To również naturalne zachowanie. Jeśli dziecko czuje się w domu bezpieczne w sferze seksualnej, po prostu chce się pochwalić, że jest już dorosłe. A komu miałby zaprezentować atrybuty tej dorosłości, jak nie rodzicom czy rodzeństwu? Takie chodzenie przy rodzicach nago ma wiele znaczeń. Przede wszystkim jest to demonstracja: „jestem już dorosły, możecie sobie mówić, co chcecie”.

Inną częstą przyczyną nagłej manifestacji nagości przez dorastającego chłopca jest okazywanie niechęci do matki. Jeśli nastolatek ma z nią złe relacje, paradowanie nago może być formą agresji. Zmuszanie matki do widoku jego ciała narusza jej komfort przebywania w domu – nastolatek używa więc nagości jako oręża w walce o przewagę psychiczną.

Ważne pytania:

Do jakiego wieku można spać, kąpać się z dzieckiem? Czy to zależy od płci? Kiedy powinno się tego zaprzestać?

Obowiązuje tu reguła wzajemności odczuć. Jeśli coś powoduje u rodzica lub dziecka dyskomfort, wprawia w zakłopotanie – należy z tego zrezygnować. Dziewczynki są wychowywane w większej zażyłości z rodzicami i dlatego im zwykle dłużej nie przeszkadza bliski kontakt fizyczny z rodzicami. Zawsze trzeba kierować się pierwszym sygnałem od dziecka. Nie musi być on wyrażony słowami, ale jeśli maluch zasłania się, ucieka, gdy jest nagi, krzyczy, gdy ktoś wchodzi do pomieszczenia, podczas gdy on się myje czy przebiera – należy to uszanować i nie robić żadnych komentarzy.

Nastolatki na widok nagich ciał rodziców, np. na plaży, reagują bardzo nerwowo. Dlaczego jest to dla nich takie trudne?

Młody człowiek chce we wszystkich obszarach odciąć się od rodziców, pokazać, że jest kimś innym, odrębnym. Nerwowa reakcja na widok nagiego ciała rodzica to wynik walki o swój obszar, o własną autonomię. Jest też drugi aspekt: nastolatek panicznie boi się śmierci, a niemłode ciało jest dla niego namacalnym dowodem, że śmierć istnieje. Nerwowa reakcja może wynikać z braku gotowości do zmierzenia się z tematem umierania.

Co jest „zdrowe”, a co może być niepokojące w relacji dorastająca córka i ojciec (branie jej na kolana, przytulanie, widok córki w samej bieliźnie)?

Dorastająca córka nadal potrzebuje intensywnego kontaktu z ojcem i nie wolno nagle odizolować jej od taty tylko dlatego, że istnieje psychoza złego dotyku. Jeśli mają dobrą więź, nie ma niczego złego w przytulaniu się, obejmowaniu i całusach na dobranoc. Każdy ojciec sam powinien czuć, kiedy te kontakty stają się niebezpieczne.

Czy to prawda, że częsta bliskość ciała matki jest dla nastolatki treningiem przed inicjacją seksualną?

Seks to ekstremum kontaktu fizycznego i dobrze się do niego przygotowywać stopniowo. Każdy człowiek musi się nauczyć, jak wielka przyjemność płynie z bliskości ciał. Dzieci są straszone złym dotykiem i obsesyjnie się go boją. Dlatego warto, żeby każda dziewczynka była dobrze „wydotykana” w domu rodzinnym. Mama to znakomity „dotykacz”. Rzeczywiście, bliski kontakt fizyczny z matką jest najlepszym treningiem przed mądrym, a nie wynikającym tylko z potrzeby jakiejkolwiek bliskości, uprawianiem seksu.

Kiedy rodzice powinni uczyć dzieci szacunku do własnego ciała, czyli tego, że można np. odmówić dotyku czy go nie przyjąć?

Od najmłodszych lat trzeba zwracać uwagę na reakcje i protesty dziecka: nie karać, ale nagradzać je za to, że walczy o prawo do szacunku w sferze fizycznej. Nie powinno się zmuszać dziecka do całowania się z babciami czy ciotkami, jeśli tego nie chce. Lepiej pokazać, że można zamiast tego podać im rękę. I nie obrażać się, gdy dziecko nie chce być przez nas przytulane, obejmowane czy całowane.

  1. Psychologia

Dziecko - mała istota seksualna

Do trzeciego roku życia nagość jest dziecku obojętna. Dopiero potem zaczyna ją zauważać. (Fot. iStock)
Do trzeciego roku życia nagość jest dziecku obojętna. Dopiero potem zaczyna ją zauważać. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
To naturalne, że dzieci chcą poznawać swoją płciowość. Dla rodziców bywa to jednak trudne do zaakceptowania. Jak reagować na erotyczne zabawy maluchów?

Mój syn ma już cztery lata i od ponad roku nieustannie bawi się swoim siusiakiem – pisze mama Piotrusia. – Na początku, gdy miał trzy lata, robił to nieświadomie, pokazując nam w ten sposób, że poznaje swoje ciało. Teraz natomiast mam wrażenie, że dotykanie siusiaka daje mu dużą przyjemność, i robi to bardzo często. Najbardziej niepokoi mnie fakt, że w nocy, gdy się przebudzi, nie zaśnie, dopóki nie podotyka swojego siusiaka. Potrafi nawet ocierać się o drzwi lub inne osoby, żeby się pobudzić. Nie mam pojęcia, jak się zachować w tej sytuacji. Na początku nie reagowałam, ale odkąd problem zaczął narastać, mówię synkowi, że to nie do końca właściwe zachowanie, że inne dzieci tak nie robią. Nie chcę wdrukowywać mu, że robi coś złego, żeby to nie odbiło się na jego późniejszym życiu. Mam jednak poczucie, że to, co robi, jest niewłaściwe. Temat ten jest dla mnie na tyle delikatny i intymny, że nie zdecydowałam się poruszyć go z psychologiem przedszkolnym i tak naprawdę nie wiem, gdzie się z „tym” zgłosić.

Tak jak mama Piotrusia, chcemy widzieć nasze dzieci jako istoty „czyste”, pozaseksualne. Tymczasem musimy się pogodzić z tym, że są przesycone seksualnością, czasem nawet bardziej niż dorośli. Manifestacja seksualności dziecka przybiera różnorodne formy. Bez względu na to, jakie emocje w nas mogą wzbudzać, trzeba je po prostu zaakceptować i nauczyć się odpowiednio reagować.

Gdy dziecko jest malutkie, pieśćmy je, całujmy i dotykajmy. W ten sposób wyposażymy je w zdolność czerpania przyjemności z kontaktów z drugim człowiekiem i wpoimy akceptację własnego ciała i płciowości. Zaraz potem jednak nasycone emocjami dziecko powinniśmy wyraźnie instruować, że to, co można robić, mówić i pokazywać w określonych sytuacjach, nie jest akceptowanym zachowaniem w innych. Dziecko musi jak najszybciej (od pierwszego zachowania) przyswoić sobie, że nie robi nic złego, gdy biega nago, pokazuje swoje ciało rodzicom czy zadaje pytania związane z życiem seksualnym człowieka, ale nie powinno tego czynić w obecności innych, zwłaszcza obcych osób. Zwrócenie uwagi nie wyrządzi dziecku krzywdy.

Ekshibicjonizm

Do trzeciego roku życia nagość jest dziecku obojętna. Dopiero potem zaczyna ją zauważać. Maluch chętnie się rozbiera i demonstruje swoje miejsca intymne. Lubi odczucie zimna na gołej pupie i czerpie przyjemność z braku skrępowania ubraniem. Pozwalajmy mu na to, ale tylko w domu i tylko przy bliskich. Gońmy dziecko, niech piszczy zachwycone, łapmy je i całujmy po brzuszku, ale od razu mówmy – na dostępnym mu poziomie – że przy obcych nigdy tak się nie zachowujemy. Jeśli tego nie ustalimy od razu, dziecko nie wyczuje, że wizyta sąsiada to nie jest dobry moment na bieganie na golasa po korytarzu.

Zabawy erotyczne

Gdy minie czas eksploracji własnego ciała, dzieci przechodzą do aktywności. Najbardziej naturalną formą aktywności jest dla nich zabawa, a zwłaszcza zabawa w dorosłych. Dzieci lubią odgrywać zachowania podpatrzone u rodziców, starszego rodzeństwa lub w telewizji. Zabawy o charakterze erotycznym są silnie stymulującym bodźcem, dostarczają przyjemności i wiedzy o seksualności człowieka. Dzieci skrzętnie ukrywają je przed dorosłymi, i to jeszcze wzmaga atrakcyjność zakazanego owocu. Zabawy w lekarza, w poród, w narzeczonych – jak reagować, gdy się nakryje dziecko na takiej rozrywce? Przede wszystkim nie robić przerażonej miny i zapytać, w co się bawi: „Aha, i kto jest lekarzem? Co się urodziło, chłopiec czy dziewczynka?”. Dzieci i tak będą podejmować zabawy o charakterze erotycznym. Jeśli je skarcisz, następnym razem bardziej przyłożą się do tego, żebyś się nie dowiedziała.

Ekspresja paraerotyczna

Czyli zamiłowanie do powtarzania wierszyków, rymowanek, śpiewania piosenek z wplecionym „zakazanym” słowem, rysowania nagich ludzi i narządów płciowych. Dziecko w ten sposób manifestuje swoje zainteresowanie tematami związanymi z seksualnością, a ponieważ w rzadko którym domu ma swobodny dostęp do nurtujących je tematów, radzi sobie z napięciem seksualnym, z brakiem rzetelnej wiedzy, z emocjami – śpiewając „brzydkie” piosenki lub recytując wulgarne wierszyki. Warto od razu skorygować słownictwo dziecka i spokojnie powiedzieć, że narządy płciowe można nazwać wulgarnie albo normalnie, i przedstawić alternatywę w postaci cenzuralnego (domowego) nazewnictwa.

Podglądanie dorosłych, rówieśników i zwierząt

Dostarcza masę niezwykle silnych wrażeń, weryfikuje wiedzę i wyobrażenia. Nawet jeśli w domu są książki z zakresu wychowania seksualnego, dziecko może szukać okazji do podglądania. Robi to dlatego, że jest zwyczajnie ciekawe, „jak to naprawdę wygląda”. Gdy dziecko ma około ośmiu lat, warto z nim porozmawiać o intymności i o tym, że na przykład uprawianie seksu wymaga odseparowania się od innych, a podglądanie ludzi jest po prostu nieeleganckie.

Masturbacja

To dla wielu rodziców najtrudniejszy rodzaj aktywności seksualnej dziecka. Podglądanie, zabawy o charakterze erotycznym czy twórczość paraerotyczną zawsze możemy sobie wytłumaczyć: „Pewnie koledzy go na to namówili”. Kiedy jednak podejmuje zachowania autoerotyczne, musimy zmierzyć się z jego otwarcie manifestowaną seksualnością.

To naturalne, że dzieci się masturbują, ale dotykanie miejsc intymnych może mieć także zupełnie pozaseksualne przyczyny. Dziecko może mieć uczulenie, pokrzywkę, mikrouszkodzenia skóry, stan zapalny, anomalię fizyczną, może cierpieć na nadwrażliwość lub mieć owsiki. Warto pokonać rodzicielskie zażenowanie i otwarcie porozmawiać o tym z pediatrą. I nie szukać od razu seksuologa dziecięcego.

Jeśli masturbacja dziecku „zdarza się” – na przykład w reakcji na jakieś trudności, czyli od czasu do czasu – nie ma większego problemu. Kiedy natomiast dziecko kilka razy dziennie, w różnych sytuacjach i już w sposób nawykowy, podejmuje taką aktywność, konieczna będzie interwencja dorosłych i pomoc w przekierowaniu nawyku na inne zachowanie. Na przykład dotykanie się w miejsca intymne przed snem buduje u przedszkolaka poczucie bezpieczeństwa. Żeby go tego oduczyć, trzeba zastąpić nawyk innym. Warto iść do psychologa, który – w zależności od osobowości dziecka – podpowie, jakim innym zachowaniem można zastąpić dotyk. Wizytę u psychologa polecam także z innego powodu: aby pozbyć się napięcia związanego z seksualnymi zachowaniami własnego dziecka.

  1. Psychologia

Co robić, gdy dziecko przechodzi okres buntu?

Gdy nastolatek jest silnie wzburzony, nie warto z nim podejmować racjonalnych dyskusji. (fot. iStock)
Gdy nastolatek jest silnie wzburzony, nie warto z nim podejmować racjonalnych dyskusji. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Dojrzewanie to ważny czas w życiu młodego człowieka – wtedy zaczyna stanowić o swoim „ja”, separuje się od rodziców i odcina pępowinę. Jak przetrwać ten czas?

Rozmawiać z innymi rodzicami nastolatków. Nawet nie w kontekście szukania rozwiązania problemu, ale po prostu po to, żeby wiedzieć, że w ich domach dzieje się to samo, inni rodzice też są tak bezlitośnie traktowani przez swoje dorastające dzieci.

Myśleć tak: „Jak jej musi być ciężko wytrzymać samej ze sobą. Jak ona się teraz potwornie męczy! Żyje na rozpędzonej karuzeli, której nikt na świecie nie potrafi zatrzymać”.

Nie zapominać o sobie. Dojrzewające dziecko absorbuje niezwykle dużo uwagi otoczenia. Jego zmienne nastroje destabilizują czasami cały dom. Dlatego trzeba mieć swoje sprawy poza dzieckiem. Joga, rower, klub dyskusyjny, basen – cokolwiek, co robisz sama. To twój święty czas. Im gorzej znosisz zachowanie dziecka, tym częściej przyznawaj sobie prawo do oddechu wyłącznie w miłym dla ciebie otoczeniu.

Zgadzać się. Gdy nastolatek jest silnie wzburzony (czyli kilkadziesiąt razy dziennie), nie warto z nim podejmować racjonalnych dyskusji, bo wszelkie „mądre” argumenty odbijają się od niego. Stan silnego wzburzenia sprawia, że dotyka nas głuchota emocjonalna i naprawdę nie słyszymy tego, co ktoś do nas mówi. Kluczowe słowa, dzięki którym da się porozumieć z nastolatkiem, to: „Rozumiem cię, też chciałam dziś iść na spacer. Ja także nie znoszę, gdy ktoś nie oddzwania, mimo że obiecał. Ja również mam ochotę na ciemny chleb”. Kiedy tylko się da, pokazuj dziecku, że stoicie po tej samej stronie barykady. Tłumaczenie mu, że takie jest życie i nie zawsze sprawy idą po naszej myśli, jest w czasie awantury stratą czasu.

Wskazywać sens, czyli tłumaczyć dlaczego. Nastolatek jest wrażliwy na punkcie prawie wszystkiego, ale najbardziej jest wyczulony na bezsens. Gdy czegoś mu się nie chce zrobić, zawsze to jest „bez sensu”. Dlatego warto jednym prostym zdaniem, ale zawsze uzasadniać swoje prośby: „Odnieś talerz, bo to mi pomoże w zmywaniu. Nie rzucaj tu ubrań, bo mogą się zniszczyć. Nie odzywaj się tak do mnie, bo jest mi przykro”. Zawsze mów, dlaczego ma coś zrobić, bo inaczej twoje polecenie będzie „bez sensu”.

Dać dziecku samodzielność. Tak dużą, na jaką tylko ciebie stać.

Nauczyć się słuchać. Gdy nastolatek coś do ciebie mówi (albo krzyczy), nie oczekuje twojej oceny, a już najmniej rady. Każda z tych rzeczy blokuje komunikację z dzieckiem, a ono chce sobie tylko pogadać, wyrzucić z siebie nagromadzone emocje. Dlatego czas, gdy twoje dziecko dorasta, to moment na odświeżenie w sobie umiejętności słuchania. „Aha… Tak? O!”. Ograniczaj się do takich elementów ekspresji, zamiast pouczać i oceniać.

Szukać dobrych chwil. Nastolatek jest jak… kot. Przyjdzie do ciebie tylko wtedy, gdy on tego chce, ale gdy to zrobi, za nic w świecie nie należy go odtrącać. Bądź dorosła, nie odgrywaj się na swoim dorastającym dziecku. Warto słuchać, pogadać, ponarzekać razem, powygłupiać się, pośmiać… A potem dać się porzucić, bo dzwoni Julka.

Ewa Nowak: pedagożka, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży.