Jak mądrze chwalić dziecko?

fot.123rf

Tak, żeby dać mu sygnał, że nas obchodzi. „Brawo! Super! Świetnie!” – tego typu entuzjastyczne komunikaty nie niosą ze sobą żadnej informacji zwrotnej i dla dzieci nic nie znaczą. Maluchy docenią natomiast poświęcony im czas i pochylenie się nad ich uczuciami. Na trudne pytania czytelniczki odpowiada ekspertka SENSu Ewa Nowak.

Feedback zamiast pochwały

Mój syn ma 9 lat i bardzo niską samoocenę. Czasami wydaje mi się, że nie lubi siebie, co jest dla mnie potwornie przykre. Antek jest mądry, zdolny, miły, często w domu pokazuje mi, co umie i jak dobrze jest przygotowany do lekcji, ale następnego dnia w szkole nie zgłasza się do odpowiedzi. Nie rozumiem tego i jestem przerażona, że on sobie nie poradzi w życiu. Mówię mu to, ale to nic nie daje. Antek nie podejdzie do konkursu recytatorskiego, mimo że zna wiersz, umie go. Nie wiem już, co robić. Wspieram go, chwalę, mówię mu, że jest świetny,
najlepszy. Mówię, że go kocham, ale to jakoś nie działa. Kilka dni temu pojawił się jeszcze inny problem. Antek na mnie krzyknął, że mam przestać, kiedy powiedziałam, że jest wspaniały. Chciałabym, żeby Antek był silniejszy psychicznie, bardziej pewny siebie – to po pierwsze. Po drugie – bardzo pragnę zrozumieć, dlaczego tak się zdenerwował, dlaczego nie chce być chwalony. Czy to możliwe, że on nie chce słuchać niczego dobrego o sobie? Czy może mi Pani to wyjaśnić?

Trzeba chwalić dzieci. To je wzmacnia i buduje ich wysoką samoocenę, a co za tym idzie – pewność siebie, która z kolei jest drogą do samorealizacji. Dlaczego więc na Antka to nie działa? Otóż wielu dorosłych obcujących z dziećmi (rodzice, dziadkowie, nauczyciele, trenerzy, korepetytorzy, instruktorzy, nawet psychologowie) szafuje pochwałami w rodzaju: „Brawo! Świetnie! Genialnie! Super!”. Tylko czy to jest prawdziwa pochwała? Raczej ocena. Na pewno kilka pierwszych zwrotów, nawet tak miałkich w treść jak „Super!” czy „Brawo!”, może zachęcić dziecko do kolejnego wysiłku, ale ten styl chwalenia szybko się wyczerpie. Taka pochwała nie zawiera bowiem żadnej informacji, co było dobrze, a co źle. Nie można z niej konstruktywnie skorzystać, a dzieci chcą się uczyć, bo w naturalny sposób pragną być coraz lepsze.

Pochwała nie niesie też żadnej informacji, co mama poczuła, w jaki konkretnie sposób dziecko ją uszczęśliwiło. Zawiera natomiast niemiłą manipulację: „Chcę, żebyś zawsze robił waśnie tak, na takim zachowaniu mi zależy”. Dziecko od razu czuje, że to nie żaden zachwyt, tylko oczekiwanie. Jeszcze gorzej, gdy wyczuje, że rodzic wcale go nie słucha, tylko na odczepnego chwali na oślep. Tego rodzaju „pochwała” może nie tylko nie dać żadnych efektów, ale wręcz sprawić przykrość.

Jeśli zachwyt, jaki dziecko otrzymuje (że jest dzielne, wspaniałe, mądre), nie trafia w obraz, jaki ma ono na swój temat – jest zaniepokojone. Dowiaduje się, że jego rodzic kompletnie nic o nim nie wie. Wiele tak chwalonych dzieci czuje przymus udawania przy rodzicach, że są takie, jak rodzice chcą. W rzeczywistości zaś są zmęczone udawaniem, więc gdy nie ma rodziców (w szkole, na treningu, na angielskim), nie podejmują żadnej aktywności lub odreagowują destrukcją na oczekiwania rodziców formułowane jako pochwały.

Czy to możliwe, że Antek nie chce być chwalony? Niemożliwe! Człowiek w każdym wieku potrzebuje empatii. Nie wiemy, czego w tym momencie Antek najbardziej pragnie, dlatego warto go o to spytać: „A co ty o tym sądzisz? Jesteś zadowolony? Jak się z tym czujesz?”. Dzieci cenią poświęcony im czas, pochylenie się nad ich uczuciami. To dlatego Antek tak zareagował. On potrzebuje pochwał, aprobaty i docenienia, ale w formie pytania: „Co czujesz?”, a nie w formie skrótowej oceny.

Mamo, nagradzaj mnie mądrze

Od dziecka jesteśmy sterowani za pomocą pochwał i nagród, czyli zewnętrznej gratyfikacji (docenienia). Premie, rankingi, oceny, podwyżki, awanse, ścieżki kariery, konkursy – to wszystko ma nas motywować do wysiłku i bycia „społecznie grzecznym”. Ten model sterowania odruchowo przenosimy na dzieci. Gdy nagradza się dziecko entuzjazmem za to, co rodzic widzi jako sukces, ono szybko uzależnia się od zewnętrznych pochwał. Dokładnie tak samo jak starsze pokolenia oczekujemy, że zostaniemy docenieni, pochwaleni, nagrodzeni. Często jest to tani długopis, przybita z szefem „piątka” lub właśnie nic nieznaczące słowo „brawo”. Sprawia to, że trwamy w nałogu pochwał. Nie wychowujmy pochwałoholików, dajmy dzieciom wolność od naszego płytkiego zachwytu. Warto nauczyć się skutecznego, szczerego chwalenia.

Pomysł na prezent

Daj swojemu dziecku pod choinkę, czy na urodziny specjalny prezent: „Bon na niemówienie słów: „…”. Zostaw miejsce, żeby mogło wpisać na przykład trzy słowa, których nie będzie używać jego mama. Są słowa, które – wypowiedziane przez rodziców – wywołują w dzieciach złość, strach, niepokój; słowa, których dzieci zwyczajnie nie znoszą. Bardzo często są to właśnie „pochwały”. Warto dowiedzieć się, co złości twoje dziecko, i tych słów po prostu nie używać.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »