1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Psychologia narodzin - wywiad z Jeannette Kalytą

Autobiografia najbardziej znanej położnej w Polsce Jeannette Kalyty to także opowieść o pięknej podróży, jaką jest ciąża. I magicznej bramie, jaką jest poród. Jak przejść przez nią świadomie i spokojnie, pyta Magdalena Rybak.

Napisała pani piękną książkę dla kobiet…

Moim zdaniem to książka dla wszystkich. Dla kobiet, które rodziły w trudnych czasach PRL-u, oraz dla tych, które rodziły w pierwszej dekadzie XXI wieku, dla rodzących obecnie, a także dla tych, które dopiero planują potomstwo. Jestem przekonana, że mężczyźni też chętnie po nią sięgną. Opowiadam w niej o różnych pięknych i trudnych porodach. Dlaczego? Bo mam poczucie, że narodziny i śmierć spychane są coraz bardziej na margines naszej świadomości. Niechętnie zaglądamy za tę kurtynę, obawiając się tego, co zobaczymy. Poród kojarzy się z bólem kobiety, śmierć – z cierpieniem rodziny. To wszystko. A to, w jaki sposób przychodzimy na świat, determinuje nasze dalsze życie. Dlatego dobrze, jeżeli czuwa nad tym strażniczka fizjologii, położna. To ona przeprowadza kobietę przez to piękne i trudne doświadczenie. Mam szczęście pracować w dobrym, nowoczesnym warszawskim szpitalu na Żelaznej. Ale zdaję sobie sprawę, że w wielu polskich miejscowościach warunki nie pozwalają kobietom rodzić tak, jak by chciały. Może ta książka pomoże coś zmienić...

A panią ta książka zmieniła?

Pisałam ją przez cztery miesiące, czasami zapominając o jedzeniu. Czasem budziłam się w nocy i nerwowo szukałam kartki, żeby coś zapisać. Przypominanie sobie różnych trudnych sytuacji było jak . Chciałam, żeby z mojej książki wybrzmiało to, że podczas porodu rodzi się duchowy człowiek. Z pierwszym oddechem dziecka dusza ostatecznie skleja się z ciałem. To niezwykły moment, położna i rodzice mają wtedy poczucie, że na ułamek sekundy wszechświat się zatrzymuje.

Martwi mnie, że dzisiaj kobiety mają coraz mniejszą wiarę w to, że mogą urodzić drogami natury. Są w stanie bardzo wiele osiągnąć zawodowo, ale po długich latach antykoncepcji coraz trudniej jest im zajść w ciążę i stawić czoło wyzwaniu, jakim jest poród. Co chwila staję przed jakąś ścianą i okazuje się, że one wszystkie są zbudowane głównie z ludzkiego lęku. Zawsze powtarzam, że sytuacja jest dokładnie taka, jak ją widzimy. Wystarczy zmienić perspektywę…

Jaka „ściana” najczęściej pojawia w kobiecych umysłach?

Ciąża zawsze jest nie w porę. Choć często jest planowana i długo oczekiwana, bywa, że krzyżuje plany urlopowe wyjazdu w dalekie kraje, odsuwa oczekiwany awans... Kobieta ma poczucie straty. Jej ciało mówi: „Udało się! Będziesz miała dziecko!”, ale mózg komunikuje co innego: „Masz taką ciekawą pracę, musisz za wszelką cenę pokazać wszystkim, że ciąża w niczym ci nie przeszkadza. Tego, że wymiotujesz, nikt nie widzi, dasz radę”. W końcu jednak kobieta bierze zwolnienie, a szef przyprowadza atrakcyjną blondynkę, mówiąc: „Ania cię zastąpi, przekaż jej swoje obowiązki”. Młoda dziewczyna okazuje się zdolna i kreatywna, a ciężarna już wie, że nie będzie miała dokąd wrócić po urlopie macierzyńskim. I zamiast cieszyć się z powiększenia rodziny, zamartwia się. Ma wyrzuty sumienia, że zaszła w ciążę i zaprzepaściła wszystko, na co tak ciężko pracowała, czuje się odstawiona na boczny tor. Ja takim kobietom mówię: „Ciąża to tylko parę miesięcy, ciesz się tą chwilą, niebawem wrócisz do tego, co zostawiłaś. Nic nie będzie wyglądało tak samo, ale odnajdziesz się w tej rzeczywistości szybciej, niż myślisz. Co więcej, odnajdziesz się jako kobieta i matka”.

Szkoda, że rodziny wielopokoleniowe odchodzą już w zapomnienie, dawały młodym rodzicom nieocenione wsparcie. Teraz ich funkcję przejęły szkoły rodzenia. Jednak z parami oczekującymi na dziecko spotykam się dopiero w ostatnich miesiącach ciąży, a bardzo chciałabym ich wspierać od początku. To pomogłoby im pokonać lęk i bezradność. Bo dzisiaj mężczyzna jest zmuszony być dla swojej kobiety matką, babką, ciotką, choć przez wiele pokoleń miał zupełnie inne zadania.

Polował.

Polował, a w czasie ciąży budował szałas na skraju wioski. Gdy zaczynał się poród, kobieta oddalała się od niego wraz z innymi niewiastami. Mężczyźni pozostawali w wiosce, palili ognisko, odprawiali rytuały, a przyszły ojciec wspierał swoją kobietę, wijąc się w bólach porodowych. Wierzył, że w ten sposób trochę ulży jej cierpieniu. Jeżeli kobieta w ciągu doby nie wracała z dzieckiem na ręku, mężczyźni zakradali się pod szałas i głośno uderzali w bębny. Najczęściej gwałtowny wyrzut adrenaliny, spowodowany strachem rodzącej, doprowadzał wtedy do szybkiego porodu. Teraz to wygląda zupełnie inaczej. Zatraciliśmy ważne rytuały i poczucie przynależności. A nam, kobietom, rytmu życia nie wyznacza już Księżyc, tylko napięcie przedmiesiączkowe, bo samą miesiączkę ukrywamy przed światem.

Gdy kobieta zachodzi w ciążę, często ma obawy, jak sobie ze wszystkim poradzi. Z ciążą, pracą, a potem z bólem porodowym. Skoro zawsze przy bolesnej miesiączce brała tabletki, dlaczego ma cierpieć w czasie porodu? Trudno jej się z tym pogodzić. Kobiety zawsze przez to przechodziły, ale to były inne czasy. Teraz ciąża ma być doskonała, wszystko należy zaplanować – najlepszego lekarza, najlepsze USG, najlepszy wózek dla dziecka, poród też ma być najlepszy. Planowanie daje fałszywe poczucie bezpieczeństwa i wrażenie, że nad wszystkim panujemy. Zapominamy o tym, że poród to sytuacja kryzysowa…

Ale najpierw czeka nas jeszcze dziewięć miesięcy…

Dzięki temu kobieta jest w stanie powoli przyzwyczaić się do nowej sytuacji. W pierwszych miesiącach mogą występować nudności i wymioty, najbardziej są one nasilone u tych kobiet, które długo czekały na dziecko (te objawy utwierdzają je w przekonaniu, że ciąża rozwija się prawidłowo), oraz u tych, które mają problem z zaakceptowaniem ciąży. W procesie akceptacji ważna jest relacja z własną matką. Jeżeli ciężarna ma dobry wzorzec wyniesiony z rodzinnego domu, jeżeli mama potrafiła pocieszyć, przytulić, rozumiała jej małe wielkie dziecięce sprawy, towarzyszyła i wprowadzała w dorosłość – to macierzyństwo nie będzie jej przerażać. Jeżeli dodatkowo to jest właściwy mężczyzna, a kobieta od dawna myślała o tym, by zostać matką i nie musi martwić się o finanse – jest w doskonałej sytuacji. Ale życie pisze swoje scenariusze i nie zawsze układa się tak, jak byśmy tego chciały – ciąża nie w porę, przypadkowy mężczyzna, strata pracy... Kobieta szuka wtedy instynktownie wsparcia u matki, i jeżeli ta zawsze była chłodna emocjonalnie, teraz też pewnie nic się nie zmieni. Kobieta w takiej sytuacji przynajmniej wie, jaką matką nie będzie…

A co dzieje się w drugim trymestrze?

Nieprzyjemne objawy zazwyczaj mijają i w domu zaczyna robić się przyjaźniej. Okazuje się, że partner pomaga, jak może, a kobieta zaczyna w nim dostrzegać ojca swojego dziecka. Ale pojawia się kolejna trudność – część kobiet, zwłaszcza te, które przed ciążą wyjątkowo dbały o figurę, stale powiększający się brzuch traktuje jako deformację, utratę atrakcyjności. I zwykle nie zdają sobie sprawy, że partnerzy postrzegają je zupełnie inaczej – są zafascynowani nowymi krągłościami. Seks, zwłaszcza w drugim trymestrze ciąży, będą długo i czule wspominać. Choć zdarza się też, że mężczyźni czują zakłopotanie, a nawet lęk podczas intymnych zbliżeń, boją się uszkodzić dziecko. A ten spadek aktywności seksualnej może być błędnie odczytany przez partnerkę jako spadek zainteresowania spowodowany jej zmieniającym się ciałem. I koło się zamyka. A przecież ciąża to czas na rozmowy, dotyk, bliskość. Tworzy się między partnerami nowa relacja, powstaje „łożysko emocjonalne”, atmosfera bezpieczeństwa, w której dziecko może rozwijać się i dorastać. Ciąża trwa dziewięć miesięcy także po to, by mama i tata dojrzeli do swojej roli.

Czym się charakteryzuje ostatni trymestr?

W tym czasie kobiety odczuwają „instynkt gniazda”. Wewnętrzny przymus wykonywania takich czynności, jak sprzątanie, porządkowanie szaf, kompletowanie wyprawki, itp. Kobieta staje się rozdrażniona, ale też podekscytowana, i uważnie wsłuchuje się w to, co dzieje się z jej ciałem, wyczekując pierwszych symptomów porodu. Mężczyźni z kolei mogą odczuwać przymus, czasem mało zrozumiały dla nich samych. Rozpoczynają remont lub organizują przeprowadzkę, chodzą na siłownię, pracują z wytężoną energią, czasem podejmują działania twórcze – piszą wiersze, komponują. Ich zachowania najczęściej służą redukcji napięcia emocjonalnego.

Czy mężczyzna „przechodzi” ciążę podobnie do kobiety?

Jeżeli sam miał cudownego ojca, ma poczucie, że jest w stanie utrzymać rodzinę, od dawna marzył o ojcostwie i ukochana kobieta nosi jego dziecko – wszystko jest idealnie. Z tym że tak zdarza się rzadko, a termin „mężczyzna w ciąży” słyszy się coraz częściej. Zachcianki pokarmowe, huśtawki emocji, bezsenność – to przykrywka dla męskich rozterek. Partner czuje lęk przed zmianą, która nieuchronnie nadchodzi. Zastanawia się, jakim będzie ojcem i czy sprosta nowej roli. Zaczyna wyobrażać sobie swoje dziecko i powoli uczy się je kochać. Jednocześnie ma poczucie, że wszystko traci – towarzyszkę życia, kochankę i przyjaciółkę. Szczera rozmowa może rozwiać te wątpliwości.

No i wreszcie dochodzimy do sytuacji kryzysowej – porodu…

Poród to podróż bez mapy i kompasu. Wrażenie istnienia poza czasem, gdzie rozum ustępuje miejsca instynktowi. Oboje rodzice doświadczają skrajnych uczuć: od euforii do apatii, od bezsilności do wielkiej mocy. Oprócz dziecka rodzi się matka i rodzi się ojciec. Mężczyźni, którzy biorą udział w porodzie, zazwyczaj nabierają olbrzymiego szacunku do kobiety. A kobiety – wiary we własne siły. W końcu urodziły…

Trzeba zaznaczyć, że mężczyźni od niedawna biorą udział w porodzie. To ich nowa rola, i czują się w niej niepewnie. Tłumaczę, co mogą zrobić, jak pomóc – masować, przytulać, ale ważne, by byli zawsze o jeden krok za rodzącą. Nie powinni nią dyrygować: „Kochanie, może na piłkę? Albo do wanny? Może teraz zrobię ci zdjęcie?”. Rolą położnej jest pomóc odnaleźć się im w nowej sytuacji. Każdą rodzącą traktuję indywidualnie. Patrzę na nią jak na córkę i zastanawiam się, co w tym momencie mogę dla niej zrobić. Niezwykle ważne w trakcie porodu są hormony. Oksytocyna (powoduje skurcze macicy), adrenalina (daje w odpowiednich momentach kobiecie siłę do walki) i endorfiny (wewnętrzne znieczulacze). Dzięki nim rodząca dostaje ból skrojony na swoją miarę.

Czy poród wszystko zmienia?

Tak, poród jest bramą. Dalej rodziców czeka trudny i zarazem piękny czas. Zwłaszcza pierwsze dwa tygodnie połogu; kobieta może być obolała, często przechodzi burzę hormonalną, prawie nie śpi i ma poczucie, że karmi przez cały czas. W szkole rodzenia zdobyła sporo wiedzy na temat karmienia i pielęgnacji dziecka, ale to tylko teoria. Wreszcie nadszedł czas, by wcielić ją w życie. Warto zacząć już w szpitalu, gdzie można otrzymać fachową pomoc od położnych. Pierwsze dni w domu to najtrudniejszy czas dla tych, którzy czerpią poczucie bezpieczeństwa z planowania i kontroli. Rytualna kawa o poranku już nie zawsze wchodzi w grę. Powoli tworzy się nowy porządek.

Po około dwóch tygodniach rodzice wynurzają się z domowych pieleszy. Dziwią ich tętniące życiem ulice i świat zajęty swoimi sprawami. Stopniowo przestają skupiać się tylko na dziecku i zaczynają odnajdywać się w nowej roli.

Całkowita transformacja…

Kobieta już nigdy nie będzie taka sama. Mężczyźni mówią: „zmieniła się jej twarz, zmieniło się spojrzenie…”. Ja to właśnie nazywam transformacją. Kobieta wkracza w nową rzeczywistość, daje znać o sobie instynkt macierzyński. Wcześniej dbała tylko o siebie, teraz nie przeszkadza jej brak makijażu, niezjedzone śniadanie i nieumyte do południa zęby. Dziecko jest zadbane, nakarmione, i to jest najważniejsze. Jest matką, ale nadal jest tą samą fantastyczną kobietą, partnerką, kochanką. Mężczyźni po porodzie też wydają się zupełnie inni, jakby dojrzalsi… W pierwszej kolejności tworzy się nowy porządek w domu, a potem zatacza coraz szersze kręgi. Rozrasta się rodzinne drzewo. Starsze pokolenie ustępuje miejsca nowemu. Taka jest kolej rzeczy…

Jeannette Kalyta, położna, która od ponad 25 lat towarzyszy kobietom w trakcie porodu. Prowadzi własną Szkołę Narodzin „Jeannette”. Autorka książki „Położna. 3550 cudów narodzin”, w sprzedaży od stycznia 2014 roku.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze