Jak spojrzeć na życie z dystansem?

jak zachowac dystans
123rf.com

Czy nie byłoby wspaniale umieć patrzeć na swoje życie nieco z boku? Z dystansem, bez dramatyzmu i cierpienia? Uczył tego Patańdźali w Indiach. Czy dzisiaj możemy korzystać z jego nauk?
Jogasutry Patańdźalego – to podręcznik dla kogoś, kto dwa tysiące lat temu określany był jako jogin. Wówczas joga oznaczała medytację, ćwiczenia oddechowe oraz koncentrację uwagi na chwili obecnej. Asany, czyli pozycje ciała, jako część jogi, pojawiły się później. Dla świata Zachodu nauczanie Patańdźalego jest dostępne od XIX wieku. Autor wiedzę znaną od stuleci usystematyzował w formie sutry, składającej się ze 196 zwięzłych wersów, których należało nauczyć się na pamięć, a najlepiej także je intonować. Patańdźali osiągnął głębokie uświadomienie i był obdarzony talentem pisania i wysławiania się. Jego dzieło służyło i służy jako podstawowe źródło informacji dotyczące praktyki jogi. W sanskrycie joga oznacza zarówno „kontrolę”, jak i „połączenie”. Czego uczy?

Według Patańdźalego kłopot człowieka polega na tym, że jego świadomość siebie i otaczającego świata jest oddzielona od czystej percepcji. A powinny one stanowić jedność. Gdy tak się dzieje, nawiązujemy kontakt z czystym widzem (puruszą), którego nie dotyczą dramaty naszego życia. Jest to bezcielesna, niezmienna i trwała samoświadomość, która jedynie obserwuje otaczający świat. Czysty widz zawiera w sobie znajomość wszystkich form, dźwięków, zapachów, smaków, wrażeń dotyku oraz myśli, jednakże nie jest żadnym z nich. Tylko z miejsca czystego widza osiągniemy głęboki wewnętrzny spokój. Bez połączenia się z nim jesteśmy ograniczeni błędną wizją rzeczywistości. Rządzą nami dawne psychiczne wzorce, jesteśmy jak zaprogramowane roboty odtwarzające ciągle te same bolesne emocje – lęk, złość, winę, wstyd. I wówczas myśli i czynności rodzą cierpienie, jak zauważa Patańdźali.

Podobnie jak Budda, jest zdania, że cierpienie (dukha) jest obecne w każdym doświadczeniu, czego objawem i dowodem są sanskary – ziarna ciągle odradzającej się karmy, czyli wzorców z przeszłości, które wciąż się w nas odnawiają, bo my na nie reagujemy – działaniem, złymi myślami, bolesnymi uczuciami. Drogą do wyzwolenia jest zupełne niereagowanie na nie, tak by nie tworzyć dalej łańcucha karmy rozumianej jako prawo przyczyny i skutku. Jeśli np. ciągle czujemy się odrzucani, będziemy przyciągać do naszego życia odwracających się od nas ludzi. Jeśli cierpimy, bo nikt nas nie słucha, nie zostaniemy wysłuchani. Jeśli mamy w sobie lęk o przetrwanie, będziemy borykać się z brakiem poczucia bezpieczeństwa i pieniędzy na koncie.

Kiedy nie jest nam dobrze…

Bo lękamy się, martwimy, walczymy… Na szczęście można temu położyć kres. Żeby to zrobić, należy rozpoznać przyczyny tego stanu. A są to: pragnienie (gdy czegoś pożądamy i upatrujemy w tym źródła szczęścia), awersja (gdy reagujemy silną niechęcią), świadomość „jestem” (gdy utożsamiamy się z fałszywym „ja”). Według Patańdźalego nie jest nam dobrze, bo żyjemy w iluzji, że jesteśmy centralnym i trwałym bytem, a więc wymagamy ochrony. Tu ujawnia się źródło naszych lęków. O byt i przetrwanie. O zachowanie jakiegoś obrazu siebie, o brak sukcesu, o to, że nie przeżyjemy bólu. Czysty widz jest odległy od tego rodzaju zmartwień. On nie jest przywiązany do naszej tożsamości. Tymczasem my chcemy być tacy, a nie inni, walczymy z tym, czego nie lubimy, bronimy tego, co wydaje nam się ważne. A wszystko to jest ułudą.