Gabriela Muskała: Konkret i szaleństwo

Fot. Zosia Zija i Jacek Pióro

Oglądaliśmy ją w „Fudze” Smoczyńskiej i „7 uczuciach” Koterskiego. Teraz przygotowuje się do premiery w Teatrze Narodowym. Zagra w sztuce „Jak być kochaną”. Ale role
to nie wszystko. Pisze sztuki, scenariusze, w planach ma książkę. Skąd w niej tyle energii? Z potrzeby niezależności.

Nowy rok zaczyna pani mocnym wejściem, czyli rolą Felicji w „Jak być kochaną”. To trudne zadanie?

Na pewno wyzwanie. Ale raczej nazwałabym je uskrzydlającym. Pracuję na gęstym, wielowymiarowym materiale. Weszłam gościnnie do zespołu wspaniałych aktorów, którzy serdecznie mnie tu przyjęli. Spotykam się znów z Leną Frankiewicz – reżyserką, którą cenię, a z którą spotkałam się pierwszy raz podczas pracy nad „Wassą Żeleznową” w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi. Postać, którą będę grała na scenie Teatru Narodowego, to jedna z najciekawszych ról, z jakimi przyszło mi się zmierzyć.

Co takiego ma w sobie Felicja?

Moja bohaterka nie może się uwolnić od pamięci pewnego zdarzenia z czasów wojny, kiedy ukrywała przed Niemcami ukochanego mężczyznę, który nie odwzajemniał jej uczucia. Te czasy ją naznaczyły. Teraz, wiele lat po wojnie, odbywa podróż samolotem do Paryża. Ta podróż będzie dla niej szansą na swego rodzaju katharsis. Nic więcej nie zdradzę. Zapraszam na spektakl do Teatru Narodowego, na Scenę przy Wierzbowej.

Inspiruje się pani rolą Barbary Krafftówny w filmie Hasa?

Rola pani Barbary jest wybitna. Jednak nie czuję potrzeby naśladowania kogokolwiek. Moja Felicja będzie odmienna, bo jej historię przenosimy do teatru, a to zupełnie inne medium niż film. Ale przede wszystkim dlatego, że to, co niesie ze sobą ta postać, będę opowiadać poprzez siebie i poprzez własne emocje.

Podsumujmy poprzedni rok. Był dla pani przełomowy? Myślę tu przede wszystkim o sukcesie „Fugi”.

W pracy zawodowej co chwilę coś przełamuję – czy to stereotypy, w które niektórzy reżyserzy próbują mnie pakować, czy stagnację, na którą się nie zgadzam. Jestem poszukującą aktorką i typowym zodiakalnym Bliźniakiem, który dusi się, kiedy coś musi powtarzać. Jeżeli to przełom, to jeden z wielu. Ale zgoda, „Fuga” jest dla mnie pod tym względem wyjątkowa, bo wiele w sobie musiałam przełamać, pisząc ten scenariusz i grając tę rolę.

Pani bohaterka ma gdzieś, co o niej wszyscy myślą. Robi to, co chce, ale za cenę utraty pamięci. Nie ma innej drogi, by siebie ocalić?

(…)

Więcej w lutowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 02/2019 dostępne jest także w wersji elektronicznej.