1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Dobre nawyki finansowe

Dobre nawyki finansowe

123rf.com
123rf.com
Każdemu z nas zdarza się zazdrościć osobom o zasobniejszych portfelach. Ale zamiast zazdrościć im bogactwa lepiej nauczyć się dyscypliny i determinacji, które pozwoliły tym ludziom osiągnąć sukces finansowy. Jak to zrobić?

Pamiętaj, że ludzie sukcesu nie zdobywają swego bogactwa przez przypadek, nie w jedną noc, nie ze środy na czwartek. Bogacenie się odbywa się dzięki długoterminowej wizji, sile woli i dobrych nawykach finansowych. Oto i one:

1. Po pierwsze: o emeryturze pomyśl już dziś. Teraz. Im szybciej pozwolisz swoim pieniądzom „pracować”, tym więcej czasu na rozwój będzie miała twoja fortuna. Postanów sobie, że z każdej zarobionej kwoty przeznaczysz 5% na rzecz swojej przyszłej emerytury i trzymaj się tego postanowienia bezwzględnie.

Przykład: Jeśli zaczniesz oszczędzać jako trzydziestolatka i będziesz konsekwentnie odkładała na poczet emerytury 200 zł miesięcznie przez 30 lat, to w wieku lat 60 lat zgromadzisz dokładnie: 298 071, 89 zł. Jeśli jednak o emeryturze pomyślisz dopiero w okolicach 50 urodzin, to wpłacając tę samą kwotę miesięcznie, uzbierasz jedynie 36 589, 21 zł (kalkulacja wykonana na podstawie kalkulatora emerytalnego bankier.pl).

2. Po drugie: złóż zlecenie stałe. Zautomatyzuj swoje oszczędzanie. Prawdopodobnie jesteś swoim największym wrogiem, jeśli chodzi o Twój sukces finansowy. Żeby wić uniknąć ociągania się w przeznaczeniu części swoich dochodów na poczet oszczędności, zleć to bankowi. Niech określonego dnia każdego miesiąca przekazuje konkretną kwotę na poczet swoich przyszłych zasobów.

3. Po trzecie: zwiększaj oszczędności.  Staraj się każdego roku zwiększać kwotę przekazywaną na rzecz oszczędności o 1 %.

4. Po czwarte: nigdy nie przekraczaj salda karty kredytowej. Wysokie oprocentowanie długu jest jednym z największych zagrożeń dla twoich finansów, bo przeciągający się dług to wiele niepotrzebnych opłat, odsetek i prowizji.

5. Po piąte: chcesz być bogata, żyj jak biedna. Ingvar Kamprad, twórca Ikei, słynie ze swojej oszczędności – jeździ metrem lub starym volvo, kupuje na wyprzedażach, w samolotach korzysta z klasy ekonomicznej. Nie musisz być aż tak restrykcyjna, bo oszczędność Kamprada to już po prostu skąpstwo, ale utrzymanie dyscypliny finansowej pozwoli pomnożyć oszczędności.

6. Po szóste: unikaj pokus. To trudne oprzeć się presji życia ponad stan, kiedy przyjaciele, telewizja, Internet, prasa, reklama przekonują cię, że cała masa rzeczy jest po prostu „must have” sezonu. To nieprawda. Kupuj z głową, pieniądze wydawaj tylko na rzeczy niezbędne. Resztę zainwestuj w przyszłą fortunę.

7. Po siódme: miej cel. Cele nas inspirują, motywują, dodają skrzydeł. Piękny dom, podróż, pierwszy milion? Łatwo zapomnieć o celach w chaosie codzienności, dlatego umieść w domu „przypominajki”, które pomogą nie zapominać o marzeniach. Do każdego z nich przypisz konkretną, potrzebną do jego realizacji kwotę – w ten sposób wyznaczysz sobie zadania do wykonania. Realne.

8. Po ósme: ucz się. Poświęć nieco czasu na naukę podstawowych pojęć finansowych, słuchaj audycji ekonomicznych, portal plotkarski zamień na serwis finansowy. Dzięki oswojeniu się ze światem finansów łatwiej będzie podejmować decyzje finansowe.

9. Po dziewiąte: dywersyfikuj ryzyko, czyli nie wkładaj wszystkich swoich jajek do jednego koszyka. Wytrawni inwestorzy rozprzestrzeniają swoje bogactwo na wiele inwestycji: od akcji, funduszy inwestycyjnych poprzez obligacje na  nieruchomościach i różnych kolekcjach kończąc. Zdywersyfikowane portfolio oznacza, że ​​potencjalnie można skorzystać z wielu źródeł zysku i zabezpieczyć się przed bankructwem, jeśli jedna z twoich inwestycji okaże się nietrafiona.

10. Po dziesiąte: zatrudnij doradcę finansowego. Impuls, naiwność i emocje, szczególnie chciwość i strach, mogą poważnie utrudnić szanse na bycie bogatym, jeśli dasz się im opanować. Najlepszym sposobem, aby się przed tym uchronić, jest najpierw zainwestować w zespół profesjonalistów finansowych. Oznacza to zatrudnianie wykwalifikowanego i doświadczonego doradcy finansowego. Tak, praca z zawodowcem będzie trochę kosztować, ale jego obiektywizm, doświadczenie, indywidualne doradztwo przyniesie w przyszłości wymierne korzyści finansowe.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Przyzwyczajenia wzmacniają psychikę. O dobrych i złych nawykach opowiada Tatiana Mindewicz-Puacz

Tatiana Mindewicz-Puacz (Fot. Maciej Zienkiewicz)
Tatiana Mindewicz-Puacz (Fot. Maciej Zienkiewicz)
Wiele codziennych czynności wykonujemy automatycznie. Dzięki temu odciążamy mózg, który może koncentrować się na ważniejszych zadaniach. Warto jednak zadbać o to, by nawyki nas wspierały, a nie zdominowały. Jak to osiągnąć – wyjaśnia psychoterapeutka Tatiana Mindewicz-Puacz.

Słyszymy słowo „nawyk” i od razu mamy jedno skojarzenie – „zły”. Tak jakby nawyki były wyłącznie czymś, co utrudnia nam życie. Tak nam się rzeczywiście wydaje, bo najczęściej mówi się o złych nawykach, natomiast to, co dobre albo neutralne, umyka naszej uwadze. Nawyki są różne: złe, dobre, ale też takie „zwyczajne”, bo przecież nawykiem jest choćby mycie zębów. Nie zdajemy sobie sprawy, że ogromną część rzeczy robimy automatycznie. Czytałam wyniki badań mówiące o tym, że około 40 procent naszych zachowań to zachowania nawykowe! Sądzę, że gdybyśmy do tego dołożyli nawykowe reakcje emocjonalne i myśli, statystyka by się jeszcze podniosła.

A jaka jest w zasadzie najważniejsza funkcja nawyku? Bardzo pozytywna – chodzi o to, by odciążyć mózg, zwolnić go z ciągłego wysiłku. Nawyki upraszczają funkcjonowanie, redukują ilość wysiłku, który musimy włożyć w codzienne życie. Gdybyśmy za każdym razem, kiedy myjemy zęby albo naciskamy sprzęgło w samochodzie, chcieli robić to w pełnej koncentracji, to przy dzisiejszym tempie życia bardzo szybko byśmy eksplodowali. Zatem – im większy postęp technologiczny i cywilizacyjny, tym więcej nawyków, dobrych, złych i neutralnych.

Ile wysiłku potrzeba, by wyrobić w sobie dobry nawyk? Nad każdym nawykiem trzeba popracować, nad złym także. Aby dana czynność stała się nawykiem, musimy wykonać kilka rzeczy. Najpierw stworzyć, a potem świadomie powtarzać pewną sekwencję zdarzeń czy zachowań. By taka „procedura” mogła się utrwalić, potrzeba – jak mówią statystyki – od 20 do 70 dni, dopiero potem powstaje automatyzm, czyli nawyk.

A w jaki sposób można przyjrzeć się swoim złym nawykom, a potem coś z nimi zrobić? Na pewno warto im się w ogóle przyglądać. Bo w przypadku każdego nawyku prawidłowość jest następująca: najpierw to my tworzymy nasze nawyki, a potem w pewnym sensie to one tworzą nas, kierują nami. I jak twierdzy bronią swojej funkcji. Kiedy chcemy zmienić nawyk, włączają się wszystkie możliwe mechanizmy obronne.

Bo już wszystko było poukładane, a tu burzy się porządek? Dokładnie tak, już nie myślimy, tylko działamy. Jest coś takiego jak pętla nawyku. Każdy nawyk ma trzy główne składowe. Najpierw musi być jakaś wskazówka, wyzwalacz, coś, co nas uruchamia. Czyli na przykład jeśli nawykowo sięgamy po papierosa w momencie zdenerwowania czy ekscytacji, wyzwalaczem będzie jakieś zdarzenie, choćby spięcie z szefem. Potem, i to druga składowa, pojawia się konkretne zachowanie, w tym przypadku sięgnięcie po papierosa, aż w końcu trzecia składowa, czyli nagroda. Czy ta nagroda jest rzeczywiście nagrodą, czy nie, to już nie ma większego znaczenia – w pętli „zapisano”, że jest to gratyfikacja. W tym konkretnym przypadku jest nią rozładowanie napięcia.

Najłatwiejszym sposobem, żeby zmienić nawyk, jest przerwanie tego łańcucha, pętli. Ludzie zwykle próbują od początku tworzyć na miejsce starych i złych nawyków nowe i dobre. Tylko że po pierwsze to trudne, po drugie – zanim wyrobimy nowy nawyk, zostaje puste miejsce po starym, a nasza naturalna konstrukcja nie lubi pustki. Dlatego najlepiej pokombinować, by zmodyfikować dawny nawyk.

Jak to zrobić? Jeśli pojawia się pierwsza składowa, czyli wyzwalacz, trzeba zastanowić się, jakim innym zachowaniem mogę zastąpić to dawne, aby także otrzymać nagrodę. I to jest jedna z metod na zmianę nawyków. Jest jeszcze inna, którą bardzo lubię, ale wiem, że nie wszystkim się ona podoba. Mianowicie to metoda: „za dużo nie myśleć”. Z moich osobistych doświadczeń, a także tych z pracy zawodowej, wynika, że czasem zastanawianie się, jakim nowym zachowaniem zastąpić stare, przypomina wojnę – musimy zderzyć się z armią mechanizmów obronnych! Dlatego łatwiej jest zamiast rozmyślania wprowadzić działanie, i zrobić jak najszybciej, w kilka sekund, zanim „głowa się zorientuje”! Na przykład wielu z nas, kiedy jest ranek i w telefonie dzwoni budzik, otwiera oczy i nawykowo włącza funkcję drzemki. Telefon zadzwoni za pięć minut, a my mamy nadzieję, że przez ten czas „bardziej” się wyśpimy. Dzieje się inaczej, bo kolejne minuty zwiększają jedynie ochotę na sen, a nie na wyskoczenie z łóżka. Metoda, o której mówię, polega na tym, żeby po przebudzeniu natychmiast się podnieść, nie myśleć o tym, że mam wstać – tylko to zrobić. Jak już jestem na nogach i działam – nagrodą jest satysfakcja, że to zrobiłam, a nie obietnica, jak w przypadku kolejnej drzemki.

A gdyby ten sam nawyk spróbować zmienić za pomocą tej pierwszej metody? Od czego zacząć? Na przykład możemy nie zabierać do sypialni telefonu (przy zmianie nawyku pierwszą metodą ważne jest, żeby nie mieć pod ręką dostępnego „starego” narzędzia: telefonu, papierosa itd.), tylko postawić zwykły analogowy budzik bez funkcji drzemki. Niestety, mogą włączyć się wtedy mechanizmy, o których wspomniałam: one podpowiedzą nam tyle argumentów za tym, że ten telefon jest jednak nam przy łóżku potrzebny, że się im w końcu poddamy.

Rozmawiamy o zmianie złych nawyków na dobre, a jakie dobre nawyki możemy w sobie wykształcić od A do Z, by żyło nam się na co dzień łatwiej? Zawsze zachęcam do tego, by najpierw popracować nad tym, co już mamy, zmodyfikować to, a nie od razu zabierać się do tworzenia zupełnie nowej jakości. Ludzie boją się już samego hasła: „zmiana nawyku”. Mają poczucie, że przed nimi gigantyczny wysiłek, że trzeba będzie przewrócić życie do góry nogami. A to mit. Nawyki można, a nawet należy, zmieniać metodą małych kroków. Czyli nie: „zmienię nawyk, będę zdrowo żyć”. To jest takie samo przedsięwzięcie jak postanowienia noworoczne – energii starcza nam na kilka dni, a potem jesteśmy tak wyczerpani, że albo wracamy do punktu wyjścia, albo wręcz spadamy jeszcze niżej.

Czyli nie: „Zmienię nawyk, będę zdrowo żyć”, tylko…? Na przykład: „będę ćwiczyć pięć minut dziennie”, a nie „pół godzinny”; „zacznę jeść śniadania przed wyjściem do pracy”, a nie: „będę zdrowo się odżywiać”.

Czyli małe kroki i niewielkie wyzwania. To o wiele lepsza metoda, bo największym motywatorem do zmiany nawyku jest najcenniejsza z nagród – zadowolenie z siebie, poczucie satysfakcji. Nic innego nas tak nie wzmacnia. Jeśli porwiemy się z motyką na słońce, szybko nie zobaczymy efektu i wyłożymy się. A jeśli zrobimy mały kroczek, to zobaczymy zmianę, dostaniemy nagrodę w postaci zadowolenia z siebie, a wtedy nasza motywacja do kolejnego kroku poszybuje w górę. Dlatego zachęcam najpierw do małych zmian złych nawyków, które już mamy.

Potem łatwiej nam będzie wprowadzać w życie zupełnie nowe dobre nawyki? Jak najbardziej. Trening czyni mistrza. Już mamy ugruntowane poczucie sprawczości, wiemy, że mamy wpływ na własne życie i możemy rozwinąć w tej materii skrzydła! Przychodzi mi do głowy przynajmniej kilka takich nawyków, które warto wprowadzić. Na przykład nawyk medytowania czy modlenia się – każdy ma swoją ścieżkę. Chodzi o wyciszenie, które pozwala złapać dystans do tempa, w jakim żyjemy. Kolejna sprawa to wsłuchanie się w siebie. Chodzi o to, żeby poświęcić dwa razy dziennie po pięć minut na rozmowę z samym sobą (po przebudzeniu i przed zaśnięciem). Oczywiście, nie ma tu miejsca na narzekanie, umartwianie się czy użalanie nad sobą – to czas na refleksję, budowanie siebie od wewnątrz. Warto wyrobić w sobie nawyk doceniania tego, co mamy, tego, co jest i cieszenia się tym, co osiągnęliśmy. Na przykład codziennie mam za zadanie znaleźć rano trzy powody do wdzięczności, a wieczorem trzy rzeczy, które zrobiłam dobrze, z których jestem zadowolona. Nawet wtedy, kiedy dzień był „do kitu”, sam fakt, że sobie z takim dniem poradziłam, jest ważny.

Jaki jeszcze nawyk wart jest wprowadzenia? Z pragmatycznej strony bardzo dobrym nawykiem, który pomaga nam zmniejszać obciążenie głowy, a jednocześnie poczucie winy, jest  to, żeby wszystkie konieczne rzeczy – te, które i tak musimy wykonać, posegregować w zależności od czasu potrzebnego do ich zrobienia. I następnie wszystkie te, które nie trwają dłużej niż trzy minuty, zrobić natychmiast, automatycznie, bez odkładania w czasie. Czyli zamiast mówić sobie: „Włożę te buty do szafy wieczorem” czy „Zapakuję zmywarkę za godzinę”, po prostu to zrobić. Taka selekcja bardzo ułatwia funkcjonowanie. Świetnym nawykiem jest także wykonanie codziennie przynajmniej dwóch telefonów do ludzi, którzy wnoszą w nasze życie coś fajnego, dobrego, i którym my także możemy dać coś z siebie.

Lepsze niż łykanie suplementów! Gwarantuję! Innym nawykiem, który doskonale się sprawdza, jest robienie notatek. Każdego dnia warto przelać choćby kilka swoich przemyśleń na papier. To pomaga się rozwijać, działa terapeutycznie. Ważne, żeby zapisywać nasze osiągnięcia – bo to skarb na przyszłość. Kiedy poczujemy się słabi, można sięgnąć do „archiwum” i sprawdzić, że nie z takimi kłopotami sobie już poradziliśmy. Aż w końcu genialny nawyk dzielenia spraw i zdarzeń na te, na które mamy wpływ, oraz te, z którymi nic nie możemy zrobić. Zanim zaczniemy się martwić, zróbmy selekcję, wtedy będziemy wiedzieć, czym należy się pomartwić i w jakiej sprawie trzeba działać. To bardzo odciąża nasze akumulatory, pomaga zachować spokój, równowagę. A przecież nawyki właśnie temu mają służyć.

Tatiana Mindewicz-Puacz, psychoterapeutka, trenerka rozwoju osobistego, coach, ekspertka  ds. kampanii społecznych, tatianamindewiczpuacz.pl.

  1. Styl Życia

Joga piękna. Rozmowa z Martą Kucińską nauczycielką jogi twarzy, konsultantką ajurwedy

Marta Kucińska to certyfikowana nauczycielka jogi twarzy, joginka, konsultantka ajurwedy III stopnia. (Fot. archiwum prywatne bohaterki)
Marta Kucińska to certyfikowana nauczycielka jogi twarzy, joginka, konsultantka ajurwedy III stopnia. (Fot. archiwum prywatne bohaterki)
Tytuł jasno mówi: będzie o urodzie. Ale książka „Joga piękna” to o wiele więcej. Poza ćwiczeniami twarzy, które rozluźnią napięcia czy wypełnią zmarszczki, dostajemy sporą pigułkę wiedzy o diecie, relaksie, rozwoju osobistym. Co więc robić, żeby być piękną, spokojną i silną? 

Przejrzałam dokładnie książkę i doszłam do wniosku, że mocno to wszystko skomplikowane. Gdyby człowiek chciał to wszystko, co pani proponuje, realizować, nie mógłby się zajmować niczym innym. Nowa dieta, nowe nawyki, ćwiczenia twarzy, zmiana stylu życia… Chyba nie! Tylko tak się pani wydaje. Chodzi o to, żeby zamienić jedno na drugie, czyli złe nawyki na dobre. To nie wymaga wydłużenia doby. Zamiast bezwartościowego śniadania zjedzmy wartościowe. Mieścimy się w tym samym czasie. Przygotowanie, jedzenie – tylko tego, co nam naprawdę służy. Zamiast godzinę patrzeć w telefon, chodźmy na spacer. Zmieńmy nawyki! A same ćwiczenia twarzy nie zajmują więcej niż kilkanaście minut. Oczywiście trzeba też dodać do tego ćwiczenia ciała, ale to wiadomo – aktywność fizyczna to pozycja obowiązkowa dla każdego.

Ale z tymi nawykami to nie jest przecież takie proste. Nagle okazuje się, że wszystko trzeba robić inaczej. Nie pić zimnej wody, a ciepłą. Inaczej gotować… Wszystko, co nowe, budzi opór. Ja też, kiedy wchodzę w nowe tematy, na początku myślę: o rany, jakie to skomplikowane, nie ogarnę! Ale jak zaczynam się wgłębiać, okazuje się, że to proste. Bo już umiem, już się nauczyłam, już jest to oczywiste. Na przykład ta woda właśnie – jaka to różnica, czy naleję do szklanki ciepłą, czy zimną? A gotowanie? Kiedy przestałam jeść mięso, stwierdziłam, że gotowanie jest znacznie prostsze, szybsze, a zarazem bardziej urozmaicone.

Mięso to jedno, wiele osób teraz z niego rezygnuje, ale pani namawia też do unikania wszystkich produktów odzwierzęcych, w tym też nabiału. Tu już trzeba przestawić myślenie o gotowaniu, o zakupach. Tak, namawiam. Jeśli nauczymy się nie myśleć ograniczeniami, robi się bardzo łatwo. W kuchni roślinnej mamy naprawdę gigantyczny wybór, możemy odkrywać wiele smaków. Warto spróbować i samemu się przekonać. Choć na pewno jest tak, że każda zmiana na początku budzi opór.

Tytuł książki to „Joga piękna”. Sugeruje, że mowa będzie tylko o urodzie. Jak to zrobić, żeby dobrze wyglądać i dobrze czuć się w swoim ciele. Mówi pani o trzech filarach: ciało, umysł, dusza. Czy jeden z nich jest ważniejszy, czy wszystkie są równie ważne? Wszystkie równie ważne. Trudno wyglądać pięknie, jeśli źle się odżywiamy, źle śpimy, jeśli nasza psychika jest w złym stanie. To nie jest moje odkrycie. Ajurweda mówi o tych trzech filarach. Ważna jest równowaga.

A do czego trzeba zacząć? Zawsze od ciała. Odżywianie, ruch, zajęcie się sobą na poziomie czysto fizycznym, bo jeśli ciało zaczyna lepiej funkcjonować, to i umysł też. I wtedy można iść krok dalej. Ale nie trzeba robić rewolucji – można zacząć od małych rzeczy. Na przykład właśnie picia ciepłej wody. I za kilka dni kolejna sprawa. Bez napięcia. Małe kroki. Chodzi o to, żeby niczego nie robić na siłę, żeby zmiany „weszły w nas” łagodnie. Miękko. Powoli.

Jeśli chodzi o zmiany – zachęca pani, by sprawdzić, którą doszą według ajurwedy jesteśmy – wtedy łatwiej dopasować i dietę, i styl aktywności fizycznej? Moja książka o ajurwedzie mówi tylko ogólnie, podaję podstawowe informacje, to jednie wstęp, namawiam do zgłębiania tematu w innych źródłach. Ten test na doszę warto zrobić tak orientacyjnie, nie da 100 procent pewności, ponieważ taki test powinien nam zrobić konsultant ajurwedy albo lekarz – do pytań dochodzi jeszcze wtedy badanie pulsu, ocena wyglądu. Ale test z książki może nakreślić kierunek. Pozwoli zorientować się, czy jesteśmy raczej vatą, pittą czy kaphą.

Pięć elementów według ajurwedy: powietrze, przestrzeń, woda, ziemia i ogień występują w ciele człowieka w różnych proporcjach, chodzi o stwierdzenie, który u ciebie przeważa. I determinuje nasze życie, zachowanie, potrzeby, predyspozycje. Chodzi o to, żeby tę naszą konstytucję utrzymać na poziomie urodzeniowym. Żeby poszczególne elementy nie wzrastały ani się nie obniżały. Z tą wiedzą dobieramy dietę, pielęgnację, myślimy o odpowiednim stylu życia. Nie dla każdego to samo jest dobre.

A jak z ćwiczeniami twarzy – bardzo ich dużo, robić je wszystkie? To chyba się nie da… Nie, absolutnie nie wszystkie naraz! Podałam ich dużo, żeby każda kobieta znalazła tam odpowiedź na swój problem (choć, prawdę mówiąc, nie lubię nazywania np. zmarszczek problemem). Dobieramy je indywidualnie. Najlepiej robić ćwiczenia dwa razy dziennie. Ktoś powie: oj, dużo. Ale pamiętajmy, że nie trzeba się przebierać, iść do klubu czy na salę ćwiczeń. Można – kiedy już nabierzemy wprawy – ćwiczyć „przy okazji”. Wiem z doświadczenia, że często czas jest na wagę złota, więc robię ćwiczenia, czytając książkę czy na spacerze. Choć fajnie byłoby, gdyby znaleźć chwilę tylko na to. To też odpoczynek.

Tylko trzeba przejść przez ten pierwszy etap – tak opanować ćwiczenia, żeby nie zastanawiać się nad każdym ruchem. Właśnie tak.

Używa pani kosmetyków? Oczywiście. Kocham kosmetyki. Często robię je sama, a jeśli kupuję, wybieram najchętniej te naturalnego pochodzenia, z prostymi składami. Kiedy czasem sięgam po drogeryjne, to szukam takich, które mają jak najmniej składników w jak największych stężeniach.

Mówi pani też, że bez zadbania o psychikę, o spokój ducha, o równowagę, cała „kuracja” się nie uda. No nie uda się. Wtedy się szarpiemy, męczymy i nie idziemy do przodu. Rozwój zawsze jest wskazany. Zawsze warto się zająć swoim wnętrzem, nigdy nie jest za późno. Jeśli tego nie zrobimy, to choćbyśmy stosowały dietę idealną, choćbyśmy uprawiały sport i zdrowo żyły, nie będzie nam tak naprawdę dobrze. Będzie w nas siedziało poczucie niespełnienia, może pustki, oczekiwanie, żeby szczęście przyszło z zewnątrz. Dlatego warto szukać drogi, każdy swojej. To ważny aspekt naszego życia, może w ogóle najważniejszy – jeśli jesteśmy poukładani sami ze sobą, jeśli mamy w sobie spokój i równowagę, możemy też dużo dać innym.

Oczywiście, pewnie też wszyscy to wiemy – ale teoretycznie. A praktyka wygląda inaczej. Życie jest trudne, pełne stresów, a moment, w którym rozmawiamy, rosnąca znowu fala pandemii, jeszcze wszystko komplikuje, stanowi źródło lęków i niepokoju. Wiele osób nie daje rady… Tym bardziej właśnie teraz warto się skupić na rozwoju. Zresztą widać, że ludzie się tym interesują, szukają wiedzy, warsztatów, książek. Niektórzy pytają: skąd wziąć na to czas w tym zabieganym życiu? Jest taka przypowieść. Uczeń pyta nauczyciela, ile powinien medytować. Ten mówi mu: 20 minut dziennie. Ale skąd ja mam wziąć wolne 20 minut! – woła uczeń. Na co nauczyciel: W takim razie medytuj 40 minut. Nie mamy czasu na nic – ale na to, co najważniejsze, powinniśmy go wygospodarować. A nasz spokój ducha i rozwój wewnętrzny to właśnie sprawa najważniejsza. Wtedy – zobaczycie – inne rzeczy będziemy załatwiać szybciej, spokojniej i skuteczniej.

Pani książka jest dla kobiet. Mogę sobie wyobrazić wiele pań, które postanowią wprowadzić te rady w życie. Myśli pani, że te zmiany przyjmą z entuzjazmem ich mężowie czy partnerzy? Oczywiście niektórzy będą – przynajmniej na początku – niezbyt zachwyceni. Ale wiem z doświadczenia, że kiedy zacznie się zmiany, kiedy wejdą one do domu, to z reguły część z nich się przyjmuje. Nie ma opcji, żeby bliscy czegoś z tego nie wzięli dla siebie. A jak wezmą część, to może później, stopniowo, będą brać i więcej? Zresztą ja w ogóle uważam, że nie trzeba wszystkiego stosować w stu procentach. Nie można przesadzać. I warto sobie zostawić jakiś margines wolności. Każda dobra rzecz, nawet niewielka, wprowadzona w nasze życie to ważny krok do przodu.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Marta Kucińska to certyfikowana nauczycielka jogi twarzy, joginka, konsultantka ajurwedy III stopnia. Zwolenniczka medycyny naturalnej, ziołolecznictwa i naturalnej pielęgnacji ciała. Pomaga innym kobietom w zachowaniu przez długie lata urody i pogody ducha.

  1. Psychologia

Jak osiągnąć cel? Zmierz się z nawykami!

Wykształcenie sprawdzonych nawyków jest znacznie skuteczniejszą drogą do celu, niż ciągłe wystawianie swojej siły woli na próby. (Ilustracja Getty Images)
Wykształcenie sprawdzonych nawyków jest znacznie skuteczniejszą drogą do celu, niż ciągłe wystawianie swojej siły woli na próby. (Ilustracja Getty Images)
Chcesz realizować marzenia i osiągać zamierzone cele? Uwierz w moc wewnętrznej dyscypliny. Jeśli pozbędziesz się stereotypowych skojarzeń, zmodyfikujesz stare nawyki i wprowadzisz kilka nowych – słowo „niemożliwe” zniknie z twojego słownika.

Marzenie i dyscyplina wydają się od siebie bardzo odległe. No bo co mają ze sobą wspólnego bujanie w obłokach i wojskowy rygor? Nic, dopóki nie postanowisz, że przestajesz marzyć, a zaczynasz spełniać marzenia. Wtedy szybko dostrzeżesz, że jedno bez drugiego nie jest możliwe.

– Dyscyplina często źle nam się kojarzy: z więzieniem, ograniczeniem, nudną powtarzalnością, a przecież dziś chcemy ciągłych zmian i rozrywek – mówi dr Rafał Albiński, psycholog poznawczy z USWPS specjalizujący się m.in. w zagadnieniach związanych z zarządzaniem czasem i zwlekaniem. – Ale to właśnie ona pozwala realizować długoterminowe cele. Podnosi poczucie własnej wartości i sprawstwa. Dzięki niej czujemy, że mamy kontrolę nad własnym życiem. A co za tym idzie, jesteśmy szczęśliwsi.

Walka o marzenie

W 2013 roku po czwartej nieudanej próbie 64-letnia Amerykanka Diana Nyad ponownie stanęła na przystani w Hawanie, szykując się do pokonania wpław 177 kilometrów dzielących Kubę od Florydy. Chociaż współpracujący z nią lekarze i trenerzy twierdzili, że nie może jej się udać, Diana zdecydowała się jeszcze raz zawalczyć o realizację swojego marzenia. Diana 38 godzin po starcie dostrzegła światło na Key West. Wiedziała więc, że przed nią jeszcze 15 godzin w wodzie. „Dla większości pływaków byłoby to dużo, ale nie macie pojęcia, ile 15-godzinnych treningów mam za sobą” – mówiła Nyad na konferencji TED zatytułowanej „Nigdy, przenigdy się nie poddawaj”.

Słuchając jej, trudno nie uwierzyć, jak bardzo marzenia oraz dyscyplina łączą się w całość. Diana opowiada o śpiewaniu w myślach 1000 razy „Imagine” Johna Lennona – co, jak już wielokrotnie sprawdziła, trwa 9 godzin i 45 minut; o halucynacjach – na środku oceanu widziała Tadż Mahal; o masce, która poza tym, że chroniła przed meduzami, raniła wnętrze jej ust, i o wielogodzinnych ćwiczeniach.

Podążanie za marzeniami wcale nie oznacza robienia tego, na co się ma w danej chwili ochotę. Gdybyśmy nie poznali tej historii z jej wszystkimi bolesnymi szczegółami, pewnie mówilibyśmy, że „64-latka miała odwagę”, „wiedziała, czego chce i potrafiła przekonać do tego innych”. Jesteśmy świetni w znajdowaniu przyczyn sukcesu wszędzie, tylko nie w żelaznej dyscyplinie. A gdy nie chce nam się iść na trening czy na stole pojawia się kusząca babeczka, niwecząca naszą kilkutygodniową dietę, potrafimy wytoczyć naprawdę ciężkie działo w stylu: „Jeśli się do tego zmuszam, znaczy, że to nie jest w zgodzie ze mną”.

– Nikt nie kwestionuje tego, że warto żyć w zgodzie ze sobą, tylko zależy, jak to rozumiemy – tłumaczy dr Rafał Albiński. – Czy chodzi o pozwolenie: „Możesz stać tam, gdzie jesteś i nic nie robić, bo tak jest przyjemniej i łatwiej” czy o zachętę: „Osiągaj swoje cele”. Spełniając marzenia, też przecież się realizujemy. Jednak bez kiwnięcia palcem czy poświęcenia czegoś, to się nie uda. Odwiecznym ludzkim pragnieniem jest dochodzenie do wszystkiego bez wysiłku, dlatego szukamy wymówek, by nie podejmować działania. „Życie w zgodzie ze sobą” może być jedną z nich.

Warto uwierzyć w moc dyscypliny, zaakceptować fakt, że bez niej nie da się osiągnąć ważnych celów. Jeśli trudno ci to przełknąć, pomyśl, że utrzymywanie dyscypliny nie musi być takie trudne. Trzeba tylko znaleźć jej sprzymierzeńców, czyli odpowiednie nawyki. Wykształcenie sprawdzonych nawyków jest znacznie skuteczniejszą drogą do celu, niż ciągłe wystawianie swojej siły woli na próby i bezustanne zadawanie sobie pytań: „Czy będzie dla mnie lepiej, jak to zrobię czy jak tego nie zrobię?”. Naukowcy odkryli, że siła woli nie jest niewyczerpana. Porównali ją do mięśnia, który może się zmęczyć, więc należy go trenować z rozsądkiem.

Zabawa z nawykami

Płyną dwie młode rybki i spotykają starszą rybę, która podąża w odwrotnym kierunku i pyta: „Cześć, chłopaki, jaka woda?”. Rybki płyną dalej. Po chwili jedna mówi do drugiej: „Co to, do diabła, jest woda?”. Charles Duhigg przytacza ten żart w książce „Siła nawyku”, by pokazać, że często nawet nie zdajemy sobie sprawy z istnienia nawyków. Wypełniają nasze życie, bo mózg bezwzględnie dąży do przekształcenia w nie każdą rutynową czynność. Dzięki temu nie musimy za każdym razem zastanawiać się, jak zrobić kanapkę, prowadzić samochód czy wziąć prysznic, i możemy skoncentrować się na ważniejszych sprawach.

Załóżmy więc, że twoim marzeniem jest schudnięcie. Jeśli od rana do wieczora walczysz ze sobą: rezygnujesz z obfitego śniadania, zmuszasz się do ćwiczeń na siłowni czy powrotu pieszo z pracy, prawdopodobnie wkrótce porzucisz swój plan. Lepiej wypracować jeden silny nawyk, np. biegania po powrocie z pracy. Na początku będzie trudno, ale jeśli wytrwasz w dyscyplinie, po miesiącu niemal automatycznie przebierzesz się w dres, nie wystawiając na próbę swojej silnej woli – warto ją zachować na wypadek niespodzianki, np. koleżanki, która wpadnie z pączkami.

Łatwo powiedzieć, ale jak dotrwać do końca tego pierwszego miesiąca? Każdy z nas chętnie poznałby tajemną formułę. „Problem polega jednak na tym, że nie istnieje jedna formuła zmiany nawyków. Istnieją ich tysiące” – pisze Charles Duhigg. Żeby znaleźć tę dla siebie, trzeba poznać dwa fakty o nawykach.

Po pierwsze, cykl utrwalania nawyku zawsze jest taki sam: wskazówka – działanie – nagroda. Po drugie, możesz tworzyć nowe nawyki, ale nie zlikwidujesz starych. Jesteś w stanie jedynie zamieniać je na inne, lepsze dla ciebie, pozostawiając starą wskazówkę i starą nagrodę. W tym celu musisz zidentyfikować wskazówkę, czyli odkryć, dlaczego mózg wysyła sygnał „zjedz coś słodkiego”. Dobrą metodą jest zapisywanie, kiedy sięgasz po słodycze, w jakich okolicznościach, w czyim towarzystwie, co czujesz i co się wydarzyło kilka minut wcześniej. Szybko wyłoni się schemat, np. że zawsze jesz cukierka lub kawałek czekolady po zebraniu z szefem. Wtedy czas się dowiedzieć, co ci to daje, czyli jaka jest nagroda. Duhigg radzi szukać jej, eksperymentując: po pojawieniu się wskazówki, spróbuj zrobić coś innego niż zwykle, np. po zebraniu zjedz jabłko. Jeśli po 15 minutach nadal masz ochotę na słodycze, szukaj dalej. Po wyjściu z zebrania, zanim wróciłaś do obowiązków, pożartowałaś z kolegą i poczułaś się zrelaksowana, a kwadrans później nie chciałaś już jeść czekolady? Bingo! Właśnie odkryłaś swoją nagrodę. Chodziło o obniżenie poziomu stresu. Teraz w miejsce starego nawyku wstawisz nowy, czyli np. po zebraniu z szefem chwilę pożartujesz z kolegami. Tworzenie zupełnie nowego nawyku jest łatwiejsze, bo świadomie sama określasz wskazówkę i nagrodę. Im bardziej precyzyjnie, tym lepiej, np. kiedy zadzwoni budzik, od razu wstanę z łóżka, wyjdę z domu i pół godziny pobiegam, a po powrocie będę mieć pół godziny na czytanie gazety.

Wprowadzając w życie nowe nawyki, krok po kroku zbliżysz się do upragnionego celu. Po drodze z pewnością zdarzą ci się porażki: lekkomyślnie wydasz pieniądze, opuścisz trening, zjesz górę ciastek, ale jak powiedziała Diana Nyad: „Nikt nie przeszedł przez życie bez złamanego serca i niepokoju, ale jeśli ufasz i masz wiarę, że możesz upaść i się podnieść, wierzysz w wytrwałość – wspaniałą ludzką cechę, to znajdziesz drogę”.

Instrukcja obsługi nawyków

Wprowadzając nowy nawyk, nie działaj pochopnie. Zastanów się „Czy to jest to, o co mi chodzi?”, „Czy do tego dążę?”, „Czy to jest dla mnie dobre?”, „Czy to jest dla mnie wykonalne?”. Zadawanie sobie tych pytań dopiero, kiedy pojawi się pokusa, by wybrać bezczynność zamiast działania, rzadko przynosi wartościową odpowiedź.

Szukaj tzw. nawyków kluczowych, czyli takich, które niczym kula śnieżna pociągną za sobą lawinę zmian. Jeśli np. chcesz poprawić swoją kondycję, nawykiem kluczowym może być wstawanie godzinę wcześniej niż zwykle. Dzięki temu znajdzie się czas na ćwiczenia i przygotowanie zdrowego posiłku do pracy. To z kolei pomoże ci zerwać ze śmieciowym jedzeniem.

Jeśli kusi cię, żeby sobie odpuścić i np. zrobić przerwę w ćwiczeniach, zadaj sobie pytanie: „Czy rzeczywiście potrzebuję dnia odpoczynku od treningu, żeby zregenerować organizm, czy tylko mam ochotę na ten odpoczynek?”. – Jest też teoria, która mówi, że w takich chwilach trzeba wybierać to, czego najbardziej nam się nie chce – tłumaczy dr Rafał Albiński.

  1. Psychologia

Chcesz pożegnać stare nawyki i zrealizować cel? Przygotuj się na silną reakcję obronną twojej psychiki!

Gdy chcesz wprowadzić zmianę, umysł zwykle stawia opór, który przejawia się szukaniem licznych wymówek. (fot. iStock)
Gdy chcesz wprowadzić zmianę, umysł zwykle stawia opór, który przejawia się szukaniem licznych wymówek. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Marzysz o rozstaniu się z niewygodnymi nawykami? Spełnienie tego postanowienia wymaga zmiany. Natura ludzka nie lubi zmian i silnie się im przeciwstawia. Dlatego tak chętnie trzymamy się utartych ścieżek myślowych, powtarzamy te same zachowania. W ten sposób wypracowujemy nawyki, które zespalają się z nami tak bardzo, że w pewnym momencie uznajemy je za integralną część siebie, za swoje cechy. Tymczasem to tylko zachowania potwierdzające naszą autoopinię. Powielanie starych przyzwyczajeń prowadzi w stare miejsca.

Można powiedzieć, że nawyki są obszarami niepunktowanymi w grze o spełnienie marzeń. Pozornie nic się nie stanie, jeśli znów nie odłożysz rzeczy na miejsce, wstaniesz za późno, by biegać, „zapomnisz” zapłacić rachunki, a na kolację zjesz kanapkę ze smalczykiem zamiast z pomidorem. To drobiazgi, prawda, ale przez nie przestajesz posuwać się do przodu. Dlatego przed stworzeniem wizji swojego nowego lepszego życia powinnaś odkryć, co cię stopuje, co na pewno nie przybliża do celu – czyli ustalić własne indywidualne obszary niepremiowane.

Bez względu na to, czego dotyczy twoje marzenie, czy chcesz zacząć malować obrazy, czy schudnąć – obszary niepremiowane są zwykle takie same i kryją się pod postacią wymówek, np.: „Jest jeszcze czas, nie muszę się za to dziś zabierać”, „Mama napracowała się nad tym sosem, więc zjem dużą porcję, żeby czuła się potrzebna”, „Urwę się godzinę wcześniej z pracy, przecież wszyscy tak robią”. Brzmi znajomo? Wymówki, czyli racjonalizacja własnych decyzji, to przeniesienie odpowiedzialności za swoje życie na zewnętrzne okoliczności lub innych ludzi. Jest to standardowa reakcja na niepowodzenie w realizacji swojego marzenia. Widzimy w nich racjonalną, obiektywną ocenę sytuacji, a tymczasem one tylko odciągają od sukcesu. Czas to odczarować! Znasz dobrze swoje wymówki. Stań z nimi oko w oko. Aby sobie w tym pomóc, wykonaj następujące ćwiczenie: zapisz w jednym miejscu wszystkie wymówki, które usłyszysz w swojej głowie. To obnaży ich jałowość i pomoże ci następnym razem z miejsca ustalić, że to nie racjonalny ogląd sytuacji, ale zwyczajne sabotowanie swoich planów. Nawet jeśli jakiejś ulegniesz – zanotuj ją. Na przyszłość od razu będziesz wiedziała, że to tylko wykręt.

Autosabotaż

Inny rodzaj działań oddalających nas od celu to zachowania destrukcyjne. Są całkowicie sprzeczne z naszymi postanowieniami, a na dodatek pogrążają nas, wpychają w jeszcze większe niż dotychczas kłopoty, zwiększają poczucie frustracji. Oto kilka przykładów: kupujesz kolejny sweter w serwisie internetowym, zamiast zapłacić czynsz; chcesz wrócić do formy, a jedziesz windą na drugie piętro; zjadasz torcik czwartego dnia diety; chcesz lepiej zarabiać, a w pracy gadasz z siostrą na Skypie itp. Autosabotaż to krok do tyłu w ważnej dla ciebie sprawie. Czas wykryć wroga. Wypisz zachowania, które oddalają cię od celu i unikaj ich jak ognia. Zdarza ci się zapomnieć, co sobie postanowiłaś? Bywa że po kilku dniach wysokiego poziomu energii („nakręcania się”) zapominasz, co chciałaś zrobić ze swoim życiem? A może czasami pozwalasz, by ktoś zdyskredytował twoje postanowienia i zaczynasz patrzeć na nie poprzez cudzy system wartości („A na co mi ten chiński?! Tyle pracy włożyłam w angielski, po co teraz zabierać się za nowy język”)? Są to kolejne ważne grupy obszarów niepremiowanych na drodze do realizacji postanowień. Podobnie dzieje się wtedy, gdy masz wrażenie, że dostałaś „znak od losu”, że realizacja danego marzenia nie ma sensu („Drugi raz z rzędu, gdy mam iść na taniec, synek chce ze mną pograć w grę planszową”).

Gdy jesteśmy zaskakiwani kłopotami, trudnościami, reagujemy chaotycznie, emocjonalnie. Grunt to wiedzieć, że na drodze do realizacji twojego marzenia spotka cię jedna ze wspomnianych przeszkód (albo wszystkie). Dzięki temu możesz się przygotować na odparcie wroga. Przemyśl zatem wcześniej, co zrobisz, gdy znów w twojej głowie pojawi się jedna z wymówek, zaczniesz myśleć, że teraz jest zły czas na realizację planów albo ktoś wyśmieje twoje marzenie. Zastanów się, kogo poprosisz o pomoc, żeby nie wykonać żadnego z zachowań autodestrukcyjnych i jak się zachowasz, gdy złamiesz zasady i wrócisz do starego nawyku. Zaplanuj również, jakie działania podejmiesz, żeby wrócić do celu.

  1. Zdrowie

Czy wczesnego wstawania można się nauczyć?

Osoby, które wcześnie wstają są szczęśliwsze, spokojniejsze, zdrowsze i szczuplejsze. (Fot. Getty Images)
Osoby, które wcześnie wstają są szczęśliwsze, spokojniejsze, zdrowsze i szczuplejsze. (Fot. Getty Images)
Szczęśliwsze, spokojniejsze, zdrowsze i szczuplejsze. Takie są według naukowców osoby, które wcześnie wstają. Czy można się tego nauczyć?

Skowronek czy sowa? Jak pewnie słyszałaś, to, o jakiej porze dnia najlepiej funkcjonujesz, nie do końca zależy od ciebie. Decyduje o tym twój chronotyp. Osoby o chronotypie porannym wstają same między 6.00 a 7.00 rano, a poranek to ich ulubiona pora dnia. Chronotyp wieczorny reprezentują ci, którzy kładą się spać po północy, a rano trudno jest im wstać bez budzika. Czują się niewyspani, nieprzytomni.

– Pobudka o wschodzie słońca według propagatorów i praktyków wczesnego wstawania jest korzystna dla naszego zdrowia – przyznaje Joanna Boj, psycholog, szkoleniowiec i blogerka. – Nie bez powodu jogini i inni mądrzy ludzie wstają skoro świt – organizm jest wtedy w najlepszej formie, wkoło cisza i spokój, sprzyjające skupieniu. Sama zrobiłam nawet wiele podejść do tego, by wytrenować mój organizm do wczesnego wstawania, ale bez efektu – dodaje. I jeśli tylko nie ma ważnych spraw, zamiast wstać o 8.00, przewraca się na drugi bok. – Często przychodzi do mnie o tej porze pies, też zaspany, z zamiarem nielegalnego dospania obok na łóżku. Przytulam go i po raz kolejny pogrążam się w krainie snów. W końcu budzę się o 10.00 bez budzika, rześka, radosna i pełna energii. Może gdybym zastosowała wszystkie superefektywne, behawioralno-poznawczo-enelpowskie techniki, byłabym w stanie wstawać o 6.00 rano. Ale po co?

Skowronki mają lepiej

Naukowcy pewnie odpowiedzieliby Joannie: bo będziesz zdrowsza i szczęśliwsza! Zarówno psychofizjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Wanda Ciarkowska, która przebadała 10 tys. Polaków, jak i dr Joerg Huber z Roehampton University, który przebadał 1068 Brytyjczyków, potwierdzają, że rytm poranny jest dla człowieka bardziej korzystny.

Osoby z chronotypem wieczornym mają wyższy poziom lęku, częściej zapadają na depresje i sięgają po używki; bywa, że mają kłopoty ze znalezieniem pracy, ponieważ ciężej jest im sprostać wymaganiom systematyczności i uporządkowania. Dużo łatwiej przychodzi to tzw. skowronkom. Huber twierdzi, że ci, którzy zaczynają dzień przed 7.00 rano, szybciej się organizują, bardziej spełniają się w pracy i na ogół mają niższą masę ciała niż ci, którzy uwielbiają wylegiwać się w łóżku (m.in. dlatego, że zjadają śniadanie, zanim wyjdą z domu). No i mają więcej energii! Dobra wiadomość jest taka, że porannego wstawania można się nauczyć. Hmmm… Łatwo powiedzieć. Komu się chce dobrowolnie wystawiać nos spod ciepłej kołdry i wyruszać w szary, zimny, nieprzyjemny świat?

Kwestia treningu

Choć sprawa może wydawać się niemożliwa, to ci, którzy wytrenowali wczesne wstawanie, przekonują, że nie jest to takie trudne.

Steve Pavlina, mówca motywacyjny i przewodnik rozwoju osobistego, sam miał kiedyś problem ze wstawaniem. By się ze wszystkim wyrobić, siedział po nocach, a potem wstawał niewyspany i zmęczony nawet po 8 czy 10 godzinach snu. Brakowało mu energii i czasu na najważniejsze, bo jego własne, sprawy. Potrzebował więcej czasu, ale nie wiedział, skąd go wziąć.

Pavlina twierdzi, że 8 godzin snu nie jest uniwersalną normą, zazwyczaj nie potrzebujemy tyle czasu, by naprawdę wypocząć. Nie jest też, według niego, zasadne, by chodzić spać o stałej porze, bo nasz naturalny dobowy rytm jest różny i może się wahać nawet każdego dnia. Metodą prób i błędów wypracował zasadę najbardziej optymalną dla siebie – po prostu chodzi spać wyłącznie wtedy, gdy jest senny, niezależnie od pory. Dzięki temu wstaje codziennie, przez 7 dni w tygodniu, o 5.00 rano i przekonuje, że to kwestia zmiany podejścia i treningu. Dla niego największą motywacją było to, by mieć więcej czasu na sprawy bardziej interesujące niż spanie. Policzmy: już samo wstawanie wcześniej 30 minut dziennie daje 182,5 godziny w roku!

– O 6.30, po prysznicu i śniadaniu, jestem już przy biurku, gotowy do pracy – mówi Pavlina. – O 17.00 kończę i jadę odebrać córkę ze szkoły. Pozostały czas, czyli kilka godzin popołudnia i wieczoru, mam dla siebie. Czuję się, jakbym dostawał codziennie superpremię, a  zyskany czas poświęcam na zajęcia, na które wcześniej nie miałem już energii.

Co dobrego mnie dziś czeka?

Samodyscyplina i motywacja – co za okropne, zniechęcające słowa! Wcale nie. Dobra motywacja buduje dyscyplinę, a dyscyplina, zwłaszcza gdy się ją rozwija, prowadzi do osiągania celów – które z początku mogą wydawać się trudne, ale w miarę czasu stają się wręcz banalnie proste. Jeśli jednak tej motywacji i dyscypliny nie ma, osiągnięcie jakiegokolwiek celu staje się prawie niemożliwe.

Od czego więc zacząć…? Może od zmiany sposobu myślenia? Psychologowie mówią: „czego się spodziewasz, to właśnie dostaniesz”. – Jeśli lubisz swoją pracę, jeśli wiesz, że kolejnego dnia czeka cię jakaś ekscytująca podróż czy niespodzianka, to wstajesz wcześniej – uważa dr Tomasz Sobierajski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Najczęściej wylegujemy się dłużej w łóżku, bo chcemy uciec od szarej, niedobrej rzeczywistości do bezpiecznej krainy snu. Ale może ta rzeczywistość nie jest wcale taka złowroga, tylko nie umiemy inaczej na nią spojrzeć?

– Żeby przełamać niechęć do wczesnego wstawania i konfrontacji ze światem, zacznij od praktyki wdzięczności – radzi Ingrid Dahl, trenerka i psycholog. – Codziennie, przez trzy tygodnie, zadawaj sobie co rano pytania: „Co dobrego dziś mnie czeka?”, „Co wspaniałego może się wydarzyć?”, „Za co jestem wdzięczna?”.

To mogą być całkiem proste, ale niedoceniane dotąd rzeczy czy zdarzenia: „Jestem wdzięczna, że widzę śnieg za oknem”, „Dziś Kasia poświęci mi dwie godziny ze swojego życia, bo chce wypić ze mną herbatę i pogadać”, „W drodze do pracy mogę spotkać miłość mojego życia”. Każdy z nas ma wiele powodów do bycia zadowolonym, wystarczy tylko ich dobrze poszukać.

– Po takiej praktyce poczujesz, że możesz osiągnąć wszystko! – przekonuje Ingrid Dahl. – I rzeczywiście tak będzie. Nauczysz się patrzeć na swoje życie nie jako ciąg zadań do wykonania danego dnia – co może zniechęcać do  wstania z łóżka – ale cudownych zdarzeń, które już dziś cię czekają.

By sobie to ułatwić, możesz powiesić karteczkę z pytaniami na lustrze w łazience i rozmyślać nad nimi podczas mycia zębów. Albo umieścić je na ekranie komputera – niech pojawiają się od razu, za każdym razem, gdy go włączasz. Z czasem zaczniesz dostrzegać coraz więcej pozytywnych zdarzeń w swoim życiu i inaczej patrzeć na świat.

Ranne wstawanie ma ogromne plusy: mamy więcej czasu dla siebie, na rzeczy, które lubimy robić, dla bliskich, dla przyjaciół – wylicza dr Sobierajski. – Dzień jest dłuższy i przez to mamy większą szansę na dostarczenie sobie pozytywnych wrażeń. Mnie najłatwiej wstaje się, gdy jestem na wakacjach. Dzień zaczynam już o 7.00 porannym joggingiem. Lubię patrzeć, jak budzi się przyroda, miasto czy plaża. To daje mi energię na cały dzień.

Ale co zrobić, gdy do wakacji daleko, a za oknems szaruga? Najlepiej spokojnie zacząć dzień. Nie włączać radia, telewizora ani komputera przez pierwsze 20–30 minut, niech choć przez chwilę nie atakują najświeższe newsy, które rzadko kiedy mają pozytywny ładunek emocjonalny (umysł jest rano wyjątkowo otwarty i wszystko chłonie jak gąbka). Dobrze jest wypić wodę z miodem lub poranną kawę, delektując się jej smakiem, oraz włączyć ulubioną muzykę. Wsłuchać się w siebie.

Nie zaszkodzi też zmienić, na bardziej łagodną, melodię budzika – niech nie wdziera się agresywnym dźwiękiem do twojej świadomości. Spokojna, mniej nerwowa pobudka nadaje łagodny rytm całemu dniu, sprawia, że wieczorem łatwiej będzie ci zasnąć, a sny będą bardziej kolorowe.

Byle do emerytury

A jeśli, mimo prób, nie zamieniasz się z sowy w skowronka? Masz teraz żyć z poczuciem winy, że marnujesz czas na spanie, a w perspektywie czeka cię depresja? Czy tylko wczesne wstawanie nadaje życiu sens?

Joanna Boj uważa, że jeśli czujesz się szczęśliwa ze swoim późnym wstawaniem, nie ma co tego zmieniać. – Owszem, trochę mną targają wyrzuty sumienia, bo mam poczucie, że społecznie cenione jest bycie skowronkiem, a tych, co śpią dłużej, nazywa się – czasem pieszczotliwie, ale z reguły trochę lekceważąco – „śpiochami” – przyznaje. – Jest we mnie taka część, wyszkolona społecznie, kulturowo i rodzinnie, która nie akceptuje wylegiwania się rano w łóżku. Muszę z nią pogadać i rozwiązać ten wewnętrzny konflikt. Ale wszystkim, którzy mogą sobie na to pozwolić, radzę spać, ile wlezie, i pozbyć się ewentualnych wyrzutów sumienia.

Na pocieszenie dla tych, którzy jednak nie mogą sobie wybaczyć bycia sową miast skowronkiem, naukowcy mają jeszcze jedną dobrą wiadomość. Chronotyp człowieka nie jest stały i w ciągu życia się zmienia. Mało które dzieci są sowami – zwykle budzą się skoro świt, a jeszcze w wieku 14–15 lat większość z nich  entuzjastycznie wstaje do szkoły na wczesne godziny poranne. Za to już 16-latkowie, jak za dotknięciem magicznej różdżki, przestawiają się na tryb wieczorny. Typowymi sowami są studenci – nocne życie to niemalże jeden z ich obowiązków! Z kolei już po 65. roku życia praktycznie wszyscy stają się skowronkami. Przynajmniej więc na emeryturze będziemy szczęśliwi!

Sposoby na wczesną pobudkę

  1. Kładź się spać wtedy, gdy jesteś senna, ale wstawaj zawsze o tej samej godzinie, np. o 7.00. Także w wolne dni. Chodzi o wyrobienie nawyku. Po dwóch–trzech tygodniach będziesz wstawać o stałej porze bez problemu i zyskasz o wiele więcej czasu dla siebie. Uwaga: trzeba tu rozróżnić senność od zmęczenia. Jak je rozpoznać? Zmęczenie, zamiast pomagać, zwykle raczej nie pozwala zasnąć. Senność przejawia się zaś tym, że np. nie jesteś w stanie przeczytać kilku zdań książki bez utraty koncentracji.
  2. Przed snem unikaj kawy, czekolady i czerwonego wina. Te produkty zaburzają pracę jelit podczas snu.
  3. Medytuj, módl się, kładź się spać szczęśliwa albo przynajmniej zadowolona. Wycisz umysł, w nocy i tak nie rozwiążesz wszystkich problemów! Nie zaśniesz też łatwo, jeśli pokłóciłaś się z partnerem lub inną osobą, na której ci zależy. Także jeśli pracujesz do późna – bo twój umysł jest wciąż zajęty.
  4. Kładź się do łóżka i wstawaj z poczuciem wdzięczności za to, że żyjesz. Budda uczył, by za każdym razem, gdy idziemy spać, kłaść się z przekonaniem, że to ostatni dzień naszego życia, i budzić się z tym samym przekonaniem. Zamiast mówić rano: „Ojej, znów poniedziałek” czy „Znów jest tyle do zrobienia”, ciesz się, że masz przed sobą nowy dzień. I sensownie go wykorzystaj!
  5. Wstawaj od razu po usłyszeniu budzika. Nie próbuj nawet prowadzić wewnętrznego monologu o korzyściach, jakie by ci dało jeszcze kilka minut w łóżku. To się nigdy nie kończy na kilku minutach! Wyłącz budzik, przeciągnij się i jak najprędzej usiądź na łóżku. Nie negocjuj sama ze sobą!
  6. Niech rano czeka cię coś miłego. Z zupełnie innym nastawieniem wstajemy, gdy czekają nas trudne czy uciążliwe obowiązki, a inaczej, gdy szykuje się jakaś przyjemność. Jeśli nic takiego nie masz w perspektywie, sama zaplanuj jakąś miłą czynność w ciągu dnia lub najlepiej od razu, jak tylko wstaniesz.