1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Medytacja - sposób na odnalezienie spokoju i radości

Medytacja - sposób na odnalezienie spokoju i radości

Medytacja to proces, który zaczyna zachodzić w nas, a w konsekwencji w całym naszym życiu. (Fot. iStock)
Medytacja to proces, który zaczyna zachodzić w nas, a w konsekwencji w całym naszym życiu. (Fot. iStock)
Medytacja łączy się tu z technikami relaksacyjnymi. Na początku zawsze sprawia ból, ale w końcu prowadzi do zaakceptowania siebie, zmienia życie.

Najczęściej zaczyna się od bólu kręgosłupa, który jest skutkiem przesunięcia kręgu lub dysku międzykręgowego. To wynik napięcia mięśniowego, które z kolei bierze się z napięć psychicznych. – Wszystko zaczyna się w głowie. Ale ludzie przychodzą do nas, aby pozbyć się cierpienia ciała – opowiada Maciej Żbik, nauczyciel medytacji i współzałożyciel fundacji Fundament.

– Pojęcie „medytacja” obrosło wieloma etykietkami, które zaciemniają jej prawdziwy sens – kontynuuje. – Często uważa się, że jest to proces tłumienia emocji i utraty kontaktu z nimi. A medytacja jest narzędziem, które pozwala nam skontaktować się z emocjami. Otwieramy przed sobą całe wnętrze.

W czasie medytacji uwalniamy emocje, a to rozluźnia mięśnie okołokręgosłupowe i pozwala kręgom właściwie się ułożyć. Rozluźnienie powoduje przepływ energii, która przywraca wszystko na swoje miejsce. To proces, który zaczyna zachodzić w nas, a w konsekwencji w całym naszym życiu.

Skontaktować się ze sobą

W psychice oprócz sfery świadomej wyróżniamy płytką i głęboką nieświadomość. W płytkiej, co stwierdził Zygmunt Freud, gromadzą się te trudne emocje, które odrzuciliśmy, obiekty psychiczne wrogie sferze świadomej. W procesie medytacji uczymy się wyciszać świadomość. Na początku schodzimy do płytkiej nieświadomości i tam napotykamy nieprzyjazne emocje. Gdy docieramy do nieprzyjemnych wspomnień, uwalniamy ładunek emocjonalny z nimi związany. Jest to głęboki proces poznawczy, który daje szansę na to, żeby w życiu codziennym nie ulegać wzorcom zbudowanym na wypartych i nieprzyjemnych przeżyciach, na lęku, poczuciu wrogości i krzywdy.

– Zaczęło się od choroby mojego dziecka – wspomina Maciej. – Problem dotyczył perystaltyki jelit. Pomoc lekarska okazała się nieskuteczna, trafiłem do bioenergoterapeuty. Powiedział: wystarczy, że będzie pan go dotykał. I pokazał, jak mam układać ręce na jego brzuszku. Zacząłem tak robić, pomogło. Zacząłem o tym czytać i medytować. Uwalniały się ze mnie różne emocje. Kilka razy próbowałem od tego uciec, ale potęga sfery nieświadomej pchała mnie z powrotem. Coraz mniej interesowały mnie korporacje i rynki. Po kilkunastu latach zająłem się tylko medytacją. A po kilkunastu latach praktyki własnej zacząłem uczyć innych.

– Zajmuję się marketingiem, sprzedażą i PR, pracuję dla międzynarodowych korporacji – opowiada Alina Baniecka, prezes fundacji Fundament. – W 2000 roku, po kolejnej restrukturyzacji i zmianie właściciela firmy, zaczęłam intensywnie szukać sposobu odreagowania stresów. Poczułam, że jeśli dalej będę tłumić stres w sobie, będę miała kłopot.

Spotkała się z różnymi trenerami technik relaksacyjnych, coachami, nauczycielami duchowymi, lekarzami i szamanami. Po paru latach wędrowania nadal była chora. Miała 35 lat i brakowało jej sił, miała problemy z zapamiętywaniem i bóle głowy.

– Moja przyjaciółka powiedziała mi o Maćku – wspomina. – Umówiłam się. Zdiagnozował moje problemy na tle energetycznym i precyzyjnie określił, w jakim czasie będzie w stanie mi pomóc. Zaczęłam medytować.

Stworzyć miejsce

Każdy przechodzi ten proces inaczej. Osoby, które mają podejście poznawcze i badawcze, odkrywają wspomnienia, uwalniają emocje, doznają ulgi i rozluźniają się. Takich osób jest najmniej. Większość wykorzystuje dominujący w nich nich kanał komunikacyjny. Kinestetycy reagują na emocje ciałem, wzrokowcy – uwolnieniem obrazów, słuchowcy dźwięków. Każdy ma swój sposób na zamanifestowanie konfliktów wewnętrznych. Ale wszystkich prowadzi to do pogodzenia ze sobą.

Alina: – Na początku nie mogłam wysiedzieć na sesji medytacyjnej z bólu. Miałam nie tylko pozatykane kanały energetyczne, ale też osłabione nerki i problemy ze stawami. Wytłumaczyłam sobie, że ból jest przejściowy, że muszę go przejść. I stopniowo się zmniejszał.

Po kilku sesjach udostępniła własny dom do dalszych spotkań. Gdy grupa się rozrosła, założyli fundację, by stworzyć miejsce, które pozwoli ludziom szukać ścieżki rozwoju duchowego. Podstawowe narzędzie pracy w fundacji to medytacja uzupełniana technikami relaksacyjnymi.

Maciek: – W trakcie kursów relaksacji poznajemy kilka prostych ćwiczeń, które powtarzamy tak, by każdy mógł znaleźć jedno dla siebie. Pochodzą z różnych systemów – buddyjskich czy taoistycznych, ale są przystosowane do naszych warunków życia.

Jeśli ktoś ma na przykład problem z opanowaniem stresu, może w sposób niezauważony ćwiczyć nawet w pomieszczeniu biurowym. Ćwiczenia są proste. I działają doraźnie w sytuacjach trudnych. Natomiast medytacja to proces, na którego efekty czeka się miesiącami, jeżeli nie latami.

Zobaczyć prawdę

– Mam problemy ze snem – opowiada Zuzanna. – Jestem nieodporna na stres. Próbowałam proszków, ale czułam się po nich zmęczona. Postanowiłam spróbować medytacji. Usiadła na poduszce wypełnionej łuską gryki i poczuła, jak napięte ma ciało.

– Płakałam z bólu. Poszłam do domu i stwierdziłam, że nie wrócę. Ale się przełamałam. I w niedzielę czułam już kojące działanie medytacji. Doświadczyłam tak głębokiego rozluźnienia, że na mojej twarzy zagościł nareszcie uśmiech.

Po dwóch dniach warsztatów była pełna energii, potem zaczęła inaczej reagować na zdarzenia. – Kilka dni później na zajęciach z angielskiego, zamiast nerwowo wybuchnąć, wyszłam do pomieszczenia obok i wykonałam ćwiczenie oddechowe. Po chwili wróciłam zrelaksowana i poprowadziłam zajęcia dalej. Każdą sytuację zaczęłam widzieć jako sytuację wyboru.

– To jest ciężka praca – podsumowuje Emilia. – I dostajesz tyle, ile pracy włożysz w poznanie siebie. Ale warto, bo możesz uwolnić się od różnego rodzaju napięć. Ja trafiłam do fundacji z bólem kręgosłupa, stwardniałymi od napięcia i stresu barkami oraz z poprzesuwanymi kręgami. Na początku medytacja sprawiała mi ogromny ból. Po ponad roku praktyki mój kręgosłup jest w świetnej formie, a szyja i barki nie przypominają już skały, w którą nie można wbić palca.

Na początku zawsze trzeba pokonać opór. Opiera się ciało, psychika, cała świadomość. Boimy się zobaczyć, kim naprawdę jesteśmy.

– A potem okazuje się, że to wcale nie jest takie straszne – stwierdza Emilia. – Że to poznanie przychodzi w naturalny sposób i przynosi akceptację. Ja sama zanim zdecydowałam się na konfrontację ze sobą na poduszce, potrzebowałam sporo czasu.

W końcu wzięła udział w inauguracyjnych warsztatach medytacyjnych. I zaczęła medytować dwa razy w tygodniu.

– Po pół roku wyjechałam, przerwałam praktykę na dwa miesiące i wtedy naprawdę zobaczyłam, co mi dała medytacja. Znów zobaczyłam w sobie nerwusa, śmigające myśli, kumulujące się emocje. Wówczas naprawdę doceniłam ciężką pracę w ostatnich miesiącach.

Jak to się dzieje?

Siadasz w pozycji półlotosu, prostujesz kręgosłup, wyciągając tył głowy do góry, to powoduje, że opada ci szczęka, rozluźniają się gardło, język. Świadomością próbujesz rozluźnić kolejne partie swojego ciała: ramiona, barki, mięśnie i organy wewnętrzne. Na początku to jest bardzo bolesne – odczuwasz wszystkie napięcia, możesz mieć drgawki, niespodziewane, niekontrolowane odruchy. Możesz się śmiać albo płakać. Rozluźnienie powoduje, że uwalniają się z ciała różne emocje.

Lawinę myśli próbujesz powstrzymać, skupiając się na punkcie w dole brzucha. Siedzisz, wsłuchujesz się w siebie i obserwujesz, co do ciebie przychodzi – jakie uczucia, wspomnienia, myśli, obrazy. Nic nie robisz. A one nadchodzą, mijają, znikają i pojawiają się nowe. W ten sposób przechodzisz przez kolejne złogi emocjonalne i uwalniasz się od przeszłości. Zaczynasz coraz lepiej rozróżniać, co jest twoje, a co zostało ci wpojone przez rodzinę, znajomych, społeczeństwo, kulturę. I uczysz się odrzucać to, z czym się nie utożsamiasz, co jest ci zupełnie obce. Zaczynasz wybierać siebie. A to z kolei powoduje, że stajesz się coraz mocniejsza, pewniejsza siebie. I teraz podobnie będziesz funkcjonować w swojej przestrzeni. Przestajesz być podatna na wpływy, przestaje cię tak bardzo interesować, co inni o tobie myślą. Coraz bardziej osadzasz się w sobie.

Medytacja pomaga:

  • zmniejszyć poziom napięcia,
  • rozluźnić ciało,
  • uwolnić konflikt emocjonalny,
  • lepiej poznać i zaakceptować siebie,
  • poprawić ze sobą kontakt,
  • pogłębić relacje z innymi,
  • żyć pełniej i bardziej świadomie,
  • uwolnić się od bólu fizycznego i psychicznego,
  • odnaleźć spokój i radość.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Medytacja na wyczerpanie psychiczne

Joga kundalini oferuje wiele medytacji, które pomagają odświeżyć umysł. Używamy w nich precyzyjnych ruchów, oddechu, koncentracji po to, aby wpłynąć na podwzgórze mózgu, które z kolei bezpośrednio oddziałuje na system nerwowy, wzmacniając go, i na układ dokrewny, regulując wytwarzanie hormonów. (Fot. iStock)
Joga kundalini oferuje wiele medytacji, które pomagają odświeżyć umysł. Używamy w nich precyzyjnych ruchów, oddechu, koncentracji po to, aby wpłynąć na podwzgórze mózgu, które z kolei bezpośrednio oddziałuje na system nerwowy, wzmacniając go, i na układ dokrewny, regulując wytwarzanie hormonów. (Fot. iStock)
Trudno o jakiekolwiek pozytywne nastawienie, gdy czujemy się wyczerpani psychicznie, zawodzi nas pamięć, przerasta rozwiązywanie problemów. To symptomy zmęczonego mózgu. Jak wysłać głowę na urlop – mówi Iwona Kozak, nauczycielka jogi kundalini i terapeutka reiki.

Trudno o jakiekolwiek pozytywne nastawienie, gdy czujemy się wyczerpani psychicznie, zawodzi nas pamięć, przerasta rozwiązywanie problemów. To symptomy zmęczonego mózgu. Jak wysłać głowę na urlop – mówi Iwona Kozak, nauczycielka jogi kundalini i terapeutka reiki.

Im większy stres i im dłużej trwa, tym trudniej przychodzi nam prawdziwa relaksacja i głęboki odpoczynek. Wpadamy w błędne koło: brak odpoczynku zwiększa stres, a coraz większy stres utrudnia odpoczynek. Jak się z niego wyrwać?

Medytując i ćwicząc jogę – tak od tysięcy lat utrzymują jogini, a od niedawna również naukowcy. Przeprowadzone na uniwersytecie w Bostonie badania potwierdziły, że regularna praktyka jogi przyczynia się do zwiększenia ilości kwasu gamma-aminomasłowego (GABA) w mózgu (co – upraszczając – pozwala nam dobrze spać, zrelaksować się oraz zwiększa sprawność umysłową). Z kolei uczeni z uniwersytetów Harvarda, Yale i z Instytutu Technologii w Massachusetts wykazali, że mózgi osób, które regularnie medytują, są… większe.

Joga kundalini oferuje wiele medytacji, które pomagają odświeżyć umysł. Używamy w nich precyzyjnych ruchów, oddechu, koncentracji po to, aby wpłynąć na podwzgórze mózgu, które z kolei bezpośrednio oddziałuje na system nerwowy, wzmacniając go, i na układ dokrewny, regulując wytwarzanie hormonów. Choć medytacje te mogą się wydać na początku skomplikowane, nie wymagają od nas żadnego doświadczenia, a ich pozytywne efekty odczuwamy już po kilku dniach. Wystarczy kilkanaście minut dziennie, odrobina koncentracji i chęci, by poprawić jakość swojego życia.

Ćwiczenie na umysłowe wyczerpanie

Na umysłowe wyczerpanie proponuję medytację złożoną z czterech etapów. W czasie każdego z nich siedzimy w wygodnej pozycji z wyprostowanym kręgosłupem. Oczy są zamknięte i skupione na punkcie między brwiami. Oddychamy przez nos.

Ramiona zginamy w łokciach, dłonie wysuwamy do przodu. Wnętrze prawej dłoni kierujemy do dołu, lewej – do góry. Każdy wdech składa się z ośmiu krótkich wdechów, każdy wydech – z ośmiu krótkich wydechów. Wykonujemy ruch rękoma wyprostowanymi od łokcia do dłoni, tak jakbyśmy na przemian odbijali piłkę prawą i lewą ręką. Gdy podnosimy prawą dłoń, lewą opuszczamy. Dłonie podnoszą się na wysokość ok. 20 cm. Każdy taki ruch jest skoordynowany z krótkim wdechem lub wydechem. Utrzymujemy szybkie, rytmiczne tempo (czas trwania: 3 min).

Wykonujemy taki sam ruch rękoma, ale wnętrze prawej dłoni jest skierowane do góry, a lewej – do dołu (czas trwania: 3 min). Powtarzamy pierwszy etap (czas trwania: 3 min). Opuszczamy ramiona, kładziemy dłonie na kolanach. Oddychamy spokojnie i głęboko. Oczy są zamknięte (czas trwania: 5 min).

  1. Styl Życia

Rozbudź w sobie energię na wiosnę - proste ćwiczenia

Jeśli masz taki zwyczaj, by w wyobraźni godzinami planować czy przewidywać z detalami swoje życie – skończ z tym, bo marnotrawisz mnóstwo energii. (Fot. iStock)
Jeśli masz taki zwyczaj, by w wyobraźni godzinami planować czy przewidywać z detalami swoje życie – skończ z tym, bo marnotrawisz mnóstwo energii. (Fot. iStock)
Wszystko wokół się budzi i nabiera kolorów – to zasługa słońca i wschodzącej zieleni. Świat wysyła ci pozytywne sygnały i napełnia optymizmem, masz ochotę przenosić góry. Pójdź za tym, ale na spokojnie – naucz się zarządzać swoją energią

Wszystko wokół się budzi i nabiera kolorów – to zasługa słońca i wschodzącej zieleni. Świat wysyła ci pozytywne sygnały i napełnia optymizmem, masz ochotę przenosić góry. Pójdź za tym, ale na spokojnie – naucz się zarządzać swoją energią

Już Albert Einstein wykazał, że wszystko w naszym świecie materialnym, ożywione i nieożywione, zbudowane jest z energii. Energią są nasze myśli, emocje, relacje z ludźmi czy jakakolwiek aktywność. Każdego dnia, kiedy wstajesz z łóżka, rozmawiasz przez telefon czy wychodzisz na ulicę, wydatkujesz pewną ilość energii. Nie musisz wcale odcinać się od świata, zamykać w czterech ścianach, drastycznie ograniczać relacji czy zawsze aktywnie odpoczywać, by nie tracić sił. Pierwszy krok to wytropienie swoich osobistych zjadaczy energii.

Największym zjadaczem energii jest nasz umysł, który produkuje niestworzoną ilość rozmaitych myśli, tworzy w wyobraźni setki teorii spiskowych, próbuje odkryć intencje innych ludzi czy w stu procentach przewidzieć sytuację, która dopiero ma się wydarzyć. Wyobrażasz sobie, jaka to strata energii, te wszystkie obsesyjne „łamigłówki”? Zamęczają nas nie same problemy, ale energia, którą zużywamy na zamartwianie się nimi oraz na stosowanie tych samych strategii, mimo że do tej pory nie przyniosły żadnych pozytywnych skutków.

Jeśli ty również masz taki zwyczaj, by w wyobraźni godzinami planować czy przewidywać z detalami swoje życie – skończ z tym, bo marnotrawisz mnóstwo energii. Te wszystkie „myślówy”, wahania przy podejmowaniu decyzji, rozmowy z ludźmi o niczym, zajmowanie się cudzymi sprawami, kiedy nie masz na to ochoty, robienie czegoś wbrew sobie tylko dlatego, że nie masz odwagi odmówić, ploteczki, drobne kłamstewka – to najwięksi pożeracze energii.

Gdzie ucieka energia?

Weź kartkę papieru i wypisz wszystkie sytuacje, które najbardziej cię męczą lub stresują, powodują, że czujesz się zniechęcona, rozdrażniona albo nie możesz zasnąć. Zastanów się, czy i w jaki sposób możesz ich uniknąć. Czasami pomaga sama świadomość, że spotkanie z teściową cię męczy, ale od czasu do czasu musisz je odbyć.

Codzienna profilaktyka

Oto kilka ćwiczeń, które pomogą ci w skutecznym zarządzaniu energią:

Przed podjęciem decyzji. Dobrze podjęta decyzja to taka, w przypadku której istnieje zgodność pomiędzy głową, sercem i ciałem. Jeśli masz dylemat: zadzwonić do niego czy poczekać, aż pierwszy się odezwie – połóż się wygodnie, pooddychaj spokojnie w swoim rytmie, potem wyobraź sobie, że wykręcasz jego numer. Co czujesz? Spokój, a może nerwowe pulsowanie w żołądku? Koncentruj się na doznaniach w ciele, a nie na tym, co podpowiada ci głowa. Następnie wyobraź sobie, że jednak nie dzwonisz. Czy jesteś w stanie spokojnie czekać na jego telefon, a może już w trakcie wykonywania ćwiczenia zastanawiasz się, czy on akurat nie próbuje się do ciebie dodzwonić? Rozważ, która opcja jest dla ciebie bardziej oszczędna energetycznie.

Przed powrotem do domu. Po skończonej pracy, zanim rzucisz się w wir domowych obowiązków, znajdź chwilę, by przestawić się z rytmu „praca” na rytm „dom”. Możesz pójść na krótki spacer albo posiedzieć przez 10 minut w samochodzie, by zamknąć tematy zawodowe. Podobne przerwy rób zawsze, ilekroć zmieniasz aktywność, jesteś tuż przed ważnym spotkaniem czy masz gdzieś zadzwonić.

Przed snem. Wieczorem po ciężkim dniu zrób sobie kąpiel z dodatkiem soli morskiej. To cię zrelaksuje i oczyści z energii ludzi, z którymi dziś się spotkałaś.

Przed kolejnym spotkaniem. Jeśli pracujesz z klientami, jak najczęściej wietrz swój gabinet i myj ręce do łokci w zimnej wodzie.

Na dobre rozpoczęcie dnia. Połóż się na podłodze, ręce złącz nad głową, a nogi ułóż tak, by stykały się wewnętrznymi stronami stóp. W ten sposób stworzysz zamknięty obieg energii. Poleż spokojnie 10 minut, oddychaj zgodnie z własnym rytmem.

Na złagodzenie bólu. Kiedy boli cię brzuch albo głowa, połóż się i postaraj rozluźnić ciało. Lewą rękę połóż w okolicach serca, a prawą w miejscu, które cię boli. Wyobraź sobie, że pomiędzy nimi przebiega linia. Energia serca złagodzi ból.

Na zmęczenie. Kiedy czujesz się zmęczona, opukuj palcami miejsce tuż za uszami tak długo, aż poczujesz przypływ energii.

  1. Styl Życia

Pranajama w jodze - na czym polega ten rodzaj medytacji?

Pranajama nie jest ćwiczeniem oddechowym, ale rodzajem medytacji. (fot. iStock)
Pranajama nie jest ćwiczeniem oddechowym, ale rodzajem medytacji. (fot. iStock)
Wybitny indyjski mistyk Hazrat Inayat Khan pisze: „Mój nauczyciel powiedział mi kiedyś: 'Ludzie mówią, że jest wiele różnych grzechów i cnót, ale ja myślę, że jest tylko jeden grzech." Gdy zapytałem co jest owym grzechem, odpowiedział: 'Pozwolić, by choć jeden oddech pozostał nieświadomy'”.

Oczywiście mistrz Inayata Khana – szejk-al-maszejk Abu Hashim Madani – używa tu terminu „oddech” nie w znaczeniu potocznym, a w rozumieniu mistycznym, gdzie oddech jest traktowany jako nośnik myśli, nastawienia, świadomości, energii. Oddech nieświadomy to brak kontroli nad treścią świadomościową, energetyczną, którą przenosi. Oddech świadomy z kolei oznacza pełną kontrolę nad naszym funkcjonowaniem.

Świadomość oddechu odgrywa ważną rolę w każdym systemie medytacyjnym. Nie inaczej jest w jodze. Patańdżali, autor Jogasutr, czyni koncentrację na wydłużonym oddechu (anantasamapatti) jednym z 4 istotnych czynników konstytuujących asanę (pozycję jogi). Z kolei w praktyce pranajamy już bardzo wyraźnie odnosi się do powiązań między oddechem a koncentracją umysłu, o czym napiszę w dalszej części artykułu.

Czym jest praktyka pranajamy?

Patańdżali definiuje ją w sutrze II.49: „Będąc w doskonałej (stabilnej i wygodnej) pozycji, zatrzymanie niekontrolowanego ruchu umysłu podczas wdechów i wydechów jest pranajamą“.

Termin pranajama składa się z dwóch części: prana i jama. Jama oznacza kontrolę; prana – siłę witalną. Pranajama jest zatem praktyką „kontroli przepływu prany (siły witalnej)”. Czasem ten termin rozbija się językowo nieco inaczej: na prana i ajama – rozszerzanie się. Wówczas termin ten przetłumaczylibyśmy jako „rozszerzanie prany”. Z początku te dwa przekłady wydają się sprzeczne, ale tak w rzeczywistości nie jest, gdy tylko wgłębimy się w istotę znaczenia terminu „kontrola” w jodze. Kontrola nie oznacza wypierania, tylko kierowanie w odpowiednim kierunku.

W ostatnim rozdziale Jogasutr (JS IV.3) Patańdżali opisuje przepływ prany (siły witalnej) używając następującej metafory: Jeśli rolnik uprawia ryż na polach tarasowych, nie musi nosić wody w wiadrach do każdego zakątka pola – wystarczy, że usunie tamę u szczytu tarasów i wówczas woda nawodni całkowicie pola bez jakiegokolwiek wysiłku rolnika.

W pranajamie podejmujemy pracę nad usunięciem przeszkód umysłowych (blokad), by prana nie była rozproszona i mogła biec odpowiednimi torami.

Warto zastanowić się czym jest prana. Żeby nie wchodzić w głębokie filozoficzne rozważania i analizy tekstów filozofii sankhji i jogi, zaznaczmy tutaj jedynie, że z punktu widzenia indyjskiej tradycji medytacyjnej możemy postawić znak równości między terminami „prana” a „świadomość”.

Wracając do głównego wątku naszych rozważań, musimy podkreślić, że samo kontrolowanie przepływu wdechów i wydechów nie jest określane przez jogę jako pranajama. Obserwacja oddechu, wyrównywanie go, synchronizowanie oddechu z ruchem jest częścią praktyki asan. Rzeczywista pranajama sprowadza się do połączenia oddechu z określoną koncentracją. Należy zaznaczyć, że charakterystyczne dla lwiej większości technik pranajamy jest także wprowadzenie zatrzymania oddechu (po wdechu lub po wydechu).

Jak praktykować pranajamę? Co nam to daje?

W sutrze II.50 Patańdżali porusza ten temat, pisząc w niej m.in.,, że „[pranajamy] regulowane są pod względem miejsca, czasu i liczby”. Termin miejsce (deśa) odnosi się do przedmiotu koncentracji w pranajamie i jest najważniejszym elementem praktyki (stąd też Patańdżali wymienia miejsce jako pierwsze). Zależnie od szkół praktyki, przedmiotem koncentracji może być dźwięk oddechu (w nozdrzach lub krtani), mantra, miejsce w ciele, określona myśl lub wyobrażenie etc. Pranajama ma również być regulowana pod kątem czasu (kala), tj. czasu trwania oddechu i proporcji między poszczególnymi częściami oddechu (wdech, zatrzymanie po wdechu, wydech, zatrzymanie po wydechu). Ostatnim istotnym czynnikiem jest liczba (sankhja), która wyraża się w odpowiednio dobranej ilości powtórzeń. Ze względu na fakt, że pranajama ma zmieniać nasze uwarunkowania i wzorce aktywności umysłowej, jakości miejsca, czasu i liczby muszą być odpowiednio dobierane z uwzględnieniem tempa procesu wysubtelniania się świadomości empirycznej.

W kolejnych dwóch sutrach Patańdżali objaśnia efekty praktyki pranajamy. W sutrze II.52 stwierdza: „W wyniku tego [praktyki pranajamy] zostają zniszczone przeszkody zakłócające jasność poznania”, co Wjasa – pierwszy komentator Jogasutr – podsumowuje w następujący sposób (Jbh. II.52): „U jogina ćwiczącego pranajamy ginie karman, przysłaniający poznanie rozróżniające. (…) Nie ma wyższej ascezy od pranajamy, przy jej pomocy usuwa się całkowicie zanieczyszczenia umysłu i osiąga światło poznania”. W kolejnej sutrze – II.53 – przeczytamy: „[Dzięki pranajamie] umysł osiąga zdolność do koncentracji”.

Maciej Wielobób jogą i medytacją zajmuje się od 1994 roku. Podczas prowadzonych przez siebie warsztatów i seminariów przekazuje głębię tradycyjnych ścieżek mistycznych w sposób praktyczny, zrozumiały i użyteczny dla współczesnego człowieka, tak by uczniowie mogli uwalniać się od napięcia, doświadczać spokoju, uczyć się uważności.

Poniżej proste ćwiczenie (dla początkujących), w którym wykorzystujemy mudry:

https://www.youtube.com/watch?v=PSYE7HRBYIo

Ważne: czas oddechu - jakie zachować proporcje?

(Fragment od redakcji, na podstawie wykładu Pranajama i proporcja 1:4:2(:1) - Maciej Wielobób YT):

Istotne jest nie tylko samo skupienie na pracy z oddechem. Dla wielu wiodących joginów najbardziej kluczową rzeczą w praktyce pranajamy jest proporcja podawana w wielu pismach: 1:4:2 lub 1:4:2:1 - nazywana przez niektórych świętą proporcją lub świętym rytmem. Oznacza ona proporcję między poszczególnymi częściami oddechu (wdechem, zatrzymaniem oddechu po wdechu i wydechem lub: wdechem, zatrzymaniem oddechu po wdechu, wydechem i zatrzymaniem oddechu po wydechu). Czyli przykładowo: 4 sek. wdech, 16 sek. zatrzymanie oddechu po wdechu, 8 sek wydech, 4 sek. (ewentualnie) zatrzymanie oddechu po wydechu. Oczywiście nie stosuje się tego na początku praktyki (u początkujących adeptów). Ta proporcja pokazuje jednak, jakie aspekty pranajamy są najważniejsze, czyli aspekt pranajamy jako czegoś energetyzującego (dlatego najpotężniejszą częścią jest zatrzymanie oddechu po wdechu), a także puszczenie, rozluźnienie, relaks (z tego powodu wydech jest właśnie na drugim miejscu, jeśli chodzi o czas).

Od czego zaczynamy pracę z ustalonymi rytmami oddechu? Np. od proporcji 1:1:1. Zawsze musi się zgadzać czas wdechu i wydechu. Gdy ktoś czuje, że ma opanowane te rytmy to wówczas może przejść do rytmów 1:1:2, a później do 1:2:2. Do proporcji 1:4:2 dochodzimy stopniowo. Ale, jak podkreśla Maciej Wielobób: Pranajama nie jest czymś wyczynowym, nie chodzi o to, żeby mieć jak najdłuższy oddech, czy najwięcej powtórzeń. Chodzi o to, żebyśmy weszli jak najgłębiej w tę praktykę. Nie chodzi o robienie rekordów fizycznych.

Opanowanie fizyczności pozwala wejść w głębszą medytację.

Warto też zapoznać się z wykładem na temat różnic między pranajamą, medytacją, a ćwiczeniami oddechowymi:

https://www.youtube.com/watch?v=VoeWn4uBSHs

  1. Psychologia

Praca z procesem - metoda terapeutyczna, dzięki której zajrzysz za kulisy samego siebie

Praca z procesem zakłada, że dopóki poszczególne elementy naszego życia (zdrowie, sny, emocje, relacje) są w równowadze, jesteśmy zadowoleni – wszystko się układa. Brak równowagi oznacza gorsze samopoczucie, dyskomfort, ale daje też szansę na rozwój, na stanie się pełniejszym. (Fot. iStock)
Praca z procesem zakłada, że dopóki poszczególne elementy naszego życia (zdrowie, sny, emocje, relacje) są w równowadze, jesteśmy zadowoleni – wszystko się układa. Brak równowagi oznacza gorsze samopoczucie, dyskomfort, ale daje też szansę na rozwój, na stanie się pełniejszym. (Fot. iStock)
Praca z procesem jest przekraczaniem progu, masz więc prawo odczuwać lęk i czuć się zagubiony. Trzeba będzie podjąć wysiłek zaprzyjaźnienia się z tym, czego w sobie nie akceptujesz. Uchylić drzwi, zanim zostaną wyważone...

Człowiek żyje z pewnym wyobrażeniem o tym, kim jest, jakie są jego słabe i mocne strony, jak zachowuje się w określonych sytuacjach. Właśnie – wyobrażeniem... Za nim skrywają się zlekceważone pragnienia, nieuświadomione potrzeby, wewnętrzne konflikty. Jeśli nie dopuścimy do głosu odrzuconych, wypartych części swojej osobowości, możemy w nieskończoność zastanawiać się, czego nam brakuje, co sprawia, że czujemy się poirytowani, smutni, niespełnieni...  Metoda terapeutyczna nazywana pracą z procesem (w skrócie POP) polega właśnie na zaglądaniu za kulisy.

Podpowie ci sen

Twórcą metody jest Amerykanin Arnold Mindell – fizyk, który pod koniec lat 60. przyjechał do Europy, do Zurychu, by na tamtejszej uczelni zrobić doktorat. Miasto liczyło wówczas 800 tysięcy mieszkańców, z czego 20 tysięcy było psychologami i psychoterapeutami. Ten klimat zaczął mocno oddziaływać na Mindella: niezwykłe poruszenie, dzikie sny... Kiedy wreszcie trafił na Marie-Louise von Franz, uczennicę Carla Gustava Junga, uznał, że jego drogą jest psychoterapia. Zrobił doktorat, i owszem, tyle że z psychologii. Podążając śladami Junga, zgłębiał zagadnienia nieświadomości zbiorowej i synchroniczności, mity i archetypy, łącząc to wszystko z wiedzą z zakresu fizyki kwantowej. Przez wiele lat badał też zjawiska snu, rolę symptomów fizycznych i ich wzajemne powiązania. Z przekonaniem, że nie tylko sny, ale i dolegliwości mają nam wiele do powiedzenia... Pracując z chorymi czasami wręcz prosił ich, żeby lepiej poczuli ból, tym samym własne ciało.

Podczas jednej z takich sesji mężczyzna chory na raka żołądka przyznał, że czuje, jakby coś w jego brzuchu chciało wybuchnąć. Dodał, że zawsze miał trudności z wyrażaniem siebie, ale nigdy nie pozwoliłby sobie na wybuch... W tym  momencie przypomniał sobie sen o tym, że jest nieuleczalnie chory i że lekarstwem na jego chorobę ma być właśnie coś na kształt bomby. Dla Mindella stało się jasne: ten człowiek stłumił swoje emocje, a jego ciało i sen wyrażały potrzebę eksplozji. Ze względu na wyraźne zależności między snami a symptomami cielesnymi, Mindell nazwał swoją metodę „pracą ze śniącym ciałem”. Właściwie nie była to jeszcze odrębna metoda – wciąż odnosił swoje badania do psychologii analitycznej. Z czasem jednak zauważył, że działanie w obrębie szkoły jungowskiej staje się ograniczeniem. Chciał eksplorować nowe obszary, szukać własnych rozwiązań. Tak powstała praca z procesem.

„Ja” spotyka „nie ja”

Praca z procesem zakłada, że dopóki poszczególne elementy naszego życia (zdrowie, sny, emocje, relacje) są w równowadze, jesteśmy zadowoleni – wszystko się układa. Brak równowagi oznacza gorsze samopoczucie, dyskomfort, ale daje też szansę na rozwój, na stanie się pełniejszym. – Człowiek ma tendencję do utożsamiania się tylko z częścią doświadczeń, myśli, aspektów, inne wyrzuca poza margines. Tak tworzy się sfera „ja” i „nie ja” – tłumaczy Tomasz Teodorczyk, psychoterapeuta z Akademii Psychologii Zorientowanej na Proces w Warszawie. – Im większy rozdźwięk pomiędzy tymi dwiema sferami, tym większa nierównowaga. Odrzucone, zaniedbane aspekty, pozostające poza sferą „ja”, zaczynają się do niej dobijać, czasem bardzo gwałtownie. Chcą zostać zauważone, uwzględnione – po to, by człowiek objął całość swoich doświadczeń.

Wydarzenia, które oceniamy jako negatywne – choroby, wypadki, zdrady – zwykle zmuszają nas do zmiany i pomagają w ustaleniu nowej równowagi. Podobną rolę spełniają sny, zwłaszcza te naładowane silną energią. Te, z których budzimy się przerażeni, spoceni, poruszeni. Często pojawia się w nich jakaś postać albo zwierzę, jesteśmy gonieni, atakowani. To jakiś zmarginalizowany aspekt psychiki upomina się o przyznanie mu należnego miejsca... W języku Mindella mówi się, że mamy na pewne zachowania próg. Załóżmy, że oznajmiamy (z dumą): „Nie jestem zachłanny”. Niby wszystko w porządku, ale być może oznacza to tak naprawdę, że odmawiamy sobie jakichś dóbr, przyjemności, jesteśmy zamknięci na przyjmowanie? Nie chodzi przecież o to, żeby zacząć się rozpychać łokciami, czasem wystarczy lekkie przesunięcie na skali, większa otwartość. Postawienie sobie pytania: „co jest takiego w krytykowanej przeze mnie postawie, co mógłbym wykorzystać w swoim życiu, włączyć do swojego repertuaru zachowań?”.

Tomasz Teodorczyk lubi porównywać człowieka do wielopokojowego domu: do niektórych pomieszczeń nie wchodzimy, może nawet nie wiemy o ich istnieniu. Rozwój polega na tym, że zaglądamy do kolejnych pokoi, oswajamy je, uczymy się korzystać z nich w odpowiedni dla siebie sposób. Praca z procesem ma doprowadzić do objęcia całego domu. Bo każdy przekroczony próg to dodatkowa przestrzeń, nowe możliwości. – Większość progów jest wynikiem wychowania – mówi Teodorczyk. – Jeśli chłopcu koduje się od najmłodszych lat, że mężczyzna musi być silny, twardy, zaradny, to jego miękkie aspekty – wrażliwość, czułość – nie będą wspierane, akceptowane i możemy się spodziewać napięcia z powodu konfliktu pomiędzy dwiema rozszczepionymi częściami.

 

Próba siły

W „nie ja” zawarty jest ogromny potencjał. To energia, z której nie korzystamy, która często sprawia nam problemy, a która – włączona w obszar „ja” – może okazać się niezwykle pożyteczna, stać się naszą siłą.

Zdaniem Agnieszki Wróblewskiej, trenerki pracy z procesem, każdy z nas może uzyskać dostęp do tej siły, do osobistej mocy. – Szkopuł w tym, że ona często budzi w nas lęk, kojarzy się ze zranieniem, krzywdą – mówi Agnieszka Wróblewska. – Boimy się ludzi, którzy posługując się siłą, tracą nad nią kontrolę. A jeśli zdarzy się, że sami posłużymy się własną, mamy wyrzuty sumienia...

Jakie to mogą być sytuacje? Załóżmy, że ktoś na nas krzyknie – czujemy lęk, drżenie, opór, oskarżamy drugą osobę, że nadużywa siły. A za jakiś czas być może popełniamy podobne „nadużycie” wobec innej osoby, odgrywając się za niedawną krzywdę. Takie zdarzenia, a także nasze negatywne doświadczenia z przeszłości, sprawiają, że zaczynamy unikać siły, boimy się jej zarówno w innych, jak i w nas samych.

– Tymczasem jest też inny jej rodzaj – mówi Agnieszka Wróblewska. – Moc osobista, która nie ma nic wspólnego z tego typu przepychankami. Prawdziwa siła dodaje nam skrzydeł. Coś nas niesie, wszystko się układa. W tym sensie nie jest ona tak do końca osobista... Można to porównać z żeglarzem, który swoje pomysły na to, dokąd płynąć dopasowuje do kierunku wiatru. Może wtedy rozwinąć dużą prędkość, bez żadnego wysiłku, bez korzystania z silnika – tłumaczy trenerka. I przywołuje podstawową zasadę taoizmu wu wei (po chińsku „niedziałanie”), która mówi, że należy pozwolić rzeczom istnieć zgodnie z ich naturą, a zdarzeniom przydarzać się – podążając za ich znaczeniem. W praktyce oznacza to, że dopóki płyniemy z nurtem naszej rzeki, sprawy przyjmują pomyślny obrót, czujemy własną moc. Kiedy wypadamy z tego nurtu, zaczynają się kłopoty.

Co właściwie sprawia, że komplikujemy sobie życie, zaczynamy żłobić dodatkowe koryto? – Często bierze się to z błędnych przekonań, z presji społecznej – mówi Agnieszka Wróblewska. – Na przykład dziewczyna jest urodzoną wojowniczką, indywidualistką, ale w dzieciństwie wciąż widziała w reklamach obrazki rodzinnej sielanki, w której kobieta odgrywa rolę rozpromienionej pani domu. I zaczęła wierzyć, że tylko w takiej wersji może jako kobieta osiągnąć spełnienie. Ważne, żeby to odkryć, zdemaskować zewnętrzne źródło takich pragnień, wyjść ze stereotypu narzuconego przez innych: rodzinę, grupę towarzyską czy zawodową, społeczeństwo.

Stań się nim

Żeby spotkać się ze swoją siłą i przyjąć ją, Agnieszka Wróblewska proponuje ćwiczenie w parach. Wieloetapowe. Szukamy takiej sfery naszego życia, w której szczególnie czujemy się pozbawieni mocy, kontroli, sprawczości, i opowiadamy o niej partnerowi. Potem mamy przywołać postać tej samej płci (historyczną, baśniową itp.), obdarzoną mocą i władzą. Taką, która nas fascynuje. Opisujemy jej cechy, zachowanie, koncentrując się na sprawowanej przez nią władzy. Próbujemy wyrazić tę władczość – gestem, ruchem, dźwiękiem, wreszcie całym ciałem... To samo robimy z postacią odmiennej płci: sprawdzamy, jakie są podobieństwa i różnice pomiędzy bohaterami. I wreszcie kluczowy moment: mamy stać się drugą z badanych postaci (tą przeciwnej płci), zachowywać się, mówić, poruszać, jak ona... Czy pojawia się opór? Co powstrzymuje nas przed przyjęciem fascynującej nas energii, siły i władzy? Jak moglibyśmy ją wykorzystać? Teraz już możemy wrócić do punktu wyjścia i zadecydować, jak wprowadzić energię, z którą nawiązaliśmy kontakt, do własnego życia.

Rezultaty są zaskakujące: ktoś stał się Silvio Berlusconim po to, żeby przekonać się, jakie poczucie siły daje... poczucie humoru. Niekoniecznie wyrafinowane, grunt, że gotowe do zastosowania nawet w najtrudniejszej sytuacji. Ktoś inny miał okazję przekonać się, jak to jest być Królową Śniegu – odkrył, że taka chłodna, niewzruszona siła to znakomita przeciwwaga dla jego nadwrażliwości.

Agnieszka Wróblewska tłumaczy, dlaczego w ćwiczeniu kładzie się większy nacisk na osobę przeciwnej płci. Bo prawdopodobnie w takiej konfrontacji trafimy na większy próg – osobników innej płci trudniej jest naśladować. Także trudniej pewnie będzie nam zaakceptować, że moglibyśmy być tacy, jak oni. Tym samym mają nam więcej do zaoferowania, dają szansę na wyrażenie się w zupełnie nowy sposób.

Nie walcz, zaakceptuj

  1. Kiedy czegoś nie lubimy, zwykle chcielibyśmy to natychmiast i bezpowrotnie wyeliminować z naszego życia. Tymczasem praca z procesem mówi: zamiast z tym walczyć, spróbuj odkryć znaczenie tego zdarzenia dla swojego rozwoju, po czym zaakceptuj i zintegruj ten aspekt siebie, który domaga się twojej uwagi. Przyjrzyj się osobie, której nie znosisz – sugeruje Arnold Mindell. Po czym zadaj sobie pytanie: co mnie w niej najbardziej denerwuje? Spójrz na świat z jej perspektywy: w jakich sytuacjach ta drażniąca jakość mogłaby być przydatna w moim codziennym życiu?
  2. Możesz też zbadać swój stosunek do ziemi: sprawdź, z jakimi uczuciami patrzysz na rzeczy piękne, a jakie emocje budzą w tobie pozostałe widoki. Czy potrafisz je zaakceptować, dostrzec w nich ukryte piękno, potencjał?
  3. Ćwiczenie z książki Mindella: wyjdź na dwór i rozejrzyj się, bez pośpiechu, za dwoma przedmiotami wielkości dłoni – jednym, który ci się podoba, i drugim, do którego czujesz niechęć. Następnie rozpocznij medytację, trzymając w ręku najpierw jeden, potem drugi przedmiot. Zapisz spostrzeżenia. Obiekt, który ci się podoba, zwykle przypomina w jakiś sposób kochaną czy podziwianą osobę. Według Mindella jest on wyobrażeniem całkowitej i pełnej osobowości, do której zmierzasz w swoim procesie. Nielubiany przedmiot symbolizuje odrzucaną część ciebie – to, czego nie znosisz, a co potrzebujesz lepiej poznać.
 

  1. Styl Życia

Medytacje podczas chodzenia

Medytacje w trakcie chodzenia są ciekawą grupą technik uzupełniającą podstawowe praktyki medytacyjne. (Fot. iStock)
Medytacje w trakcie chodzenia są ciekawą grupą technik uzupełniającą podstawowe praktyki medytacyjne. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Ciekawą grupą technik, która uzupełnia podstawowe praktyki medytacyjne, są medytacje w trakcie chodzenia: kontemplacja chodzenia i medytacje chodzone.

Kontemplacja chodzenia

Wybieramy sobie miejsce, w którym możemy spokojnie spacerować bez narażania się na niebezpieczeństwo (np. przez bliskość ulicy czy drogi rowerowej) ani na dziwne spojrzenia gapiów. W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby taka medytacja była wykonywana w jakimś większym pomieszczeniu w domu czy w pracy, ale niewątpliwie przebywanie na zewnątrz ma więcej walorów. Spacerujemy wolniejszym krokiem niż zwykle i podejmujemy praktykę, pamiętając, że medytacja chodzenia ma być formą praktyki uważności.

Najpopularniejsze są następujące formy:

1. Z powolnym świadomym wdechem stawiamy jeden krok, z powolnym świadomym wydechem stawiamy kolejny. Kroki stawiamy w sposób jak najbardziej świadomy, świadomie powoli układając stopę na ziemi, ale będąc obecnym w tym doświadczeniu stawiania stopy, chodzenia całym ciałem, oddechem i umysłem. Istotne jest, aby uważność, obecność nie zmieniły się w analizowanie, interpretowanie i nazywanie doświadczeń.

2. Po rozpoczęciu medytacyjnego spaceru licz w myślach oddechy od 1 – 5 (potem znów od jednego do pięciu itd.). Przed rozpoczęciem praktyki decydujemy, czy liczymy przy kolejnych wdechach, czy przy wydechach.

3. Można również medytacyjnie spacerować, skupiając się na uważności doświadczeń tylko z jednego zmysłu (np. słuchu). Wówczas świadomie spacerujemy, nie doszukując się doświadczeń dźwiękowych, ale będąc otwartym na nie, a gdy się pojawią, przyjmujemy je takimi, jakie są, bez analizy, oceny lub też nadawania im jakichkolwiek etykiet.

Medytacje chodzone

Czasami praktykuje się również medytacje chodzone, które mają nieco inny charakter niż wyżej opisane techniki związane z kontemplacją chodzenia. Wówczas również uważnie i świadomie stawiamy kroki, ale istotne jest tu zogniskowanie naszej uwagi na jakimś przedmiocie koncentracji, najczęściej na mantrze lub sentencji powtarzanej w myślach. Tutaj najczęściej spacerujemy w bardzo powolnym tempie, jeden krok na wdech, jeden na wydech, jednocześnie na wdechu powtarzamy w myślach mantrę (lub jedną część mantry albo sentencji, jeśli są dłuższe), a na wydechu to samo lub drugą część. Czasami w trakcie medytacji chodzonej praktykuje się powtarzanie mantr na głos, wówczas rytm intonowania jest zsynchronizowany z rytmem kroku. Często medytację chodzoną z danym przedmiotem koncentracji kończymy w ten sposób, że siadamy i kontynuujemy daną medytację już na siedząco.

Fragment pochodzi z książki „Uważność w praktyce. Tradycyjne techniki uważności i medytacji dla współczesnego człowieka”, Maciej Wielobób (maciejwielobob.pl), Wydawnictwo Sensus 2016, s. 192.