1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Młodzieńcza krucjata, czyli najpierw natura, potem matura

Młodzieńcza krucjata, czyli najpierw natura, potem matura

20 września 2019 roku ulicami wielu polskich miast przeszedł Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Zamiast przygotowywać się do zaplanowanych na ten dzień przez nauczycieli testów, młodzi przygotowali hasła. Na zdjęciu: Warszawa, Aleje Jerozolimskie. (Fot. Maciek Jaźwiecki, Agencja Gazeta)
20 września 2019 roku ulicami wielu polskich miast przeszedł Młodzieżowy Strajk Klimatyczny. Zamiast przygotowywać się do zaplanowanych na ten dzień przez nauczycieli testów, młodzi przygotowali hasła. Na zdjęciu: Warszawa, Aleje Jerozolimskie. (Fot. Maciek Jaźwiecki, Agencja Gazeta)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Coraz liczniejsze protesty młodych wobec otaczającego ich świata ujawniły ciekawy paradoks. Nastolatki są dziś często dojrzalsze i mądrzejsze od swoich edukatorów. 

Dla dorosłych zawsze byłam trudna w odbiorze – śmieje się Ewelina Soroko, 17 lat, licealistka z Olsztyna, organizatorka Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. Założyła młodzieżowe stowarzyszenie Ostra Zieleń, walczące o czystą planetę, o prawa wykluczonych i tolerancję. Od dziecka była aktywna. Zawsze czymś zajęta. Pisała listy do maluchów z sierocińca, przygotowywała świąteczne paczki, a w szpitalu onkologicznym odwiedzała dziesięcioletniego chłopca chorego na raka. Sama miała wtedy 13 lat. – Starałam się go rozbawiać, rozmawiać o rzeczach mało istotnych, tymczasem chłopczyk mówił do mnie, że już nie chce żyć. Dlaczego? Przez to, jak ludzie go traktują. To znaczy jak? „Jestem łysy, mały, słaby. Dzieci się ze mnie czasem śmieją, ale dorośli zachowują się jeszcze dziwniej, nie potrafią ze mną rozmawiać. Albo wciskają mi, że wszystko będzie dobrze, a przecież nie będzie”, zwierzał się dziewczynie. Kilka tygodni później umarł.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Olsztynie, plac Jana Pawła II. (Fot. Robert Robaszewski, Agencja Gazeta) Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Olsztynie, plac Jana Pawła II. (Fot. Robert Robaszewski, Agencja Gazeta)

Dziś Ewelina działa w Młodzieżowym Strajku Klimatycznym, organizuje pikiety i blokady przeciw globalnej katastrofie na Ziemi. Przypomnijmy, MSK to protesty młodych na całym świecie, które rozpoczęły się od wystąpienia w 2018 roku nastoletniej aktywistki ze Szwecji Grety Thunberg. Zdecydowała się ona strajkować przed szwedzkim parlamentem na rzecz ratowania planety (nie poszła tym samym po wakacjach do szkoły). Od tego czasu nastolatki protestują w setkach miast na całym świecie, we wrześniu na ulice wyszły tysiące polskich uczniów z ponad 60 miast. Ewelinie też zdarza się zawalić lekcje. I nie ma z tego powodu specjalnych wyrzutów sumienia. „Dlaczego nie jesteś w szkole?”ˮ – dociekają starsi, gdy widzą ją leżącą na chodniku o 10 rano (co ma zwrócić uwagę, że świat powoli umiera). „Dlaczego nie jestem? – odpowiada jak echo. – Mam zajęcia na późniejszą godzinę”.

– Szóstki nie są moim priorytetem – podkreśla Ewelina. Podobnie myślących nastolatków jest dziś w Polsce więcej. W Olsztynie (w innych miastach też) młodzi ludzie na plakatach pisali: „Najpierw natura, potem matura”. W związku z tym niektóre szkoły wręcz odmówiły wywieszenia banerów strajkujących. „Co wy sobie wyobrażacie?! – burzyli się pedagodzy. – Takie hasła to przecież nic innego jak odejście od obowiązku szkolnego! Gdzie wasze ambicje? Czy wy w ogóle macie jakieś autorytety?”. Ależ mają.

Dzieci i ryby

Jesienią na Młodzieżowym Strajku Klimatycznym w Krakowie, przed gmachem Muzeum Narodowego pojawiło się znamienne hasło:
„Dzieci i ryby swój głos mają”
– Niektórym jeszcze niedawno wydawało się, że dzieci, często na własne życzenie, nie mają światu nic szczególnie ważnego do powiedzenia – mówi dr Aleksandra Piotrowska, psycholożka rozwojowa z Uniwersytetu Warszawskiego. Przyznaje, że przez ostatnie dekady młodzi ludzie byli przez ekspertów postrzegani często jako pasywni, egocentryczni, roszczeniowi, niedojrzali. – Po części to była prawda, pokolenie rodziców, które pamiętało jeszcze przaśne czasy PRL, chciało obsypać swoje dzieci wszelkimi dobrami, usuwali im najdrobniejszy pyłek spod nóg, pojawiły się zjawiska takie, jak maturzysta, któremu mama przed egzaminem zawiązuje sznurówki. Ważniejsze niż przygotowanie do życia było to, że córka gra na skrzypcach, tańczy w balecie i zna trzy języki. Według dr Piotrowskiej skrzypaczki i baletnice zdały sobie w końcu sprawę, że życie jest gdzie indziej. Niekoniecznie na kolejnych zajęciach dodatkowych. I że ich kompetencje intelektualne nie przydadzą się szczególnie w świecie, w którym może zabraknąć wody i drzew.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Krakowie. (Fot. Jakub Włodek, Agencja Gazeta) Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Krakowie. (Fot. Jakub Włodek, Agencja Gazeta)

– Moi rodzice byli najszczęśliwsi, gdy siedziałam za biurkiem. Ach, jak to wspaniale, że mała szlifuje angielski. A ja, owszem, szlifowałam, z koleżanką z Australii w kolejnej rozgrywce „Fortnite”, walcząc w sieci z okrutnymi awatarami – mówi nastoletnia Maja Nowak z Warszawy, dla której idolką była kiedyś Lady Gaga, ale teraz jest Malala Yousafzai, najmłodsza laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, postrzelona w wieku 14 lat przez talibów. – Choć zawsze mi się wydawało, że jest trochę jak postać z baśni, ktoś pomiędzy wojowniczką Xeną a Królewną Śnieżką. A prawdziwe dzieci nie mają w sobie tyle determinacji i odwagi, nie przydarzają im się przecież zamachy w autobusach.

Co innego nastoletnia Szwedka Greta Thunberg czy strajkująca w te wakacje w sprawie klimatu polska nastolatka Inga Zasowska. Nie groziły im ani kraty, ani bomby. Przypomnijmy, w sierpniu 2018 roku, w dniu, w którym powinna iść po wakacjach do szkoły, Thunberg stanęła pod szwedzkim parlamentem z kartką z napisem: „Strajk szkolny dla klimatu”. – Greta nie jest mityczną buntowniczką, jest jak koleżanka z sąsiedniej ulicy – tłumaczy Maja. – Opowiada o tym, jak świat jest zafałszowany. O tym, że dorośli próbują z niego zrobić wielką galerię handlową, duszną, pozbawioną powietrza i drzew. I o tym, że w dzisiejszym świecie wszystko jest na sprzedaż. A przecież nie jest. Mam nadzieję.

Sama nie brała udziału w pierwszym, wiosennym Młodzieżowym Strajku Klimatycznym. – Coś we mnie na dobre odpaliło się dopiero w czerwcu – wyjaśnia Maja. Konkretnie na drodze w Bieszczadach, dokąd jechała na obóz wakacyjny. Wtedy poczuła, jak wielką siłę rażenia może mieć bunt jednej niedorosłej jeszcze osoby.

Jednym ruchem w łeb

– Dobić natychmiast – zarządził pan w kapeluszu. W ręce trzymał młotek, powoli zbliżał go do skroni zwierzęcia. – Na pewno żyje! – Maja przedarła się przez tłumek i nachyliła nad młodą sarną.

Jechała autokarem od rana. Nie znała tych, z którymi miała spędzić kolejne dwa tygodnie. Przypatrywała się nowym znajomym. Nie mieli więcej niż 15 lat. „Dziwni są – pomyślała. – Milczący, osobni, wpatrzeni w ekrany smartfonów, jakby zawieszeni w czasie”. Też taka przecież trochę była. Zatopiona w swoich myślach i grach, skoncentrowana na krótkich celach. Cel główny: spędzić wieczór z Mary z Sydney i „Fortnite”.

Przysypiała, gdy rozległ się pisk opon. Wylądowali na poboczu. Gdy wyszła, większość dorosłych zdążyła już okrążyć leżącą na jezdni sarnę. Zwierzę ledwo oddychało. „Po policję trzeba dzwonić” – krzyczała wychowawczyni . „Po co?”, obruszył się pan w kapeluszu i z młotkiem w ręku. To on zaordynował, by sarnę wykończyć natychmiast. Jednym ruchem w łeb i po kłopocie.

– Nie wiem, co wtedy we mnie wstąpiło, ale zasłoniłam sobą sarnę – wspomina Maja. – Powiedziałam: „Nie ruszę się, dopóki nie przywiozą weterynarza. Macie na to dziesięć minut!”. Zapamiętała wzrok kolegów – pomieszanie zdumienia z politowaniem. Ktoś nerwowo jadł czipsy, ktoś opowiedział średnio śmieszny kawał o dwóch pikselach na pustyni. „Nie dojedziemy na miejsce przed świtem – histeryzowała opiekunka obozowa. – Kto za to beknie? Przecież nie ta smarkula” – spojrzała na Maję. „Niech pan to dobije, byle szybkoˮ– zwróciła się do starszego pana. I wtedy koledzy przestali jeść czipsy, część podeszła do Mai i stanęła obok niej. Wysoki blondyn, lat 14, wyciągnął telefon i włączył wyszukiwarkę z adresami gabinetów weterynaryjnych.

Weterynarz odsunęła tłumek nastolatków. „Damy radę” – szepnęła do sarny. „Przeżyje?”, pytała Maja. „Musi”, uśmiechnęła się lekarka. Podeszła do dziewczyny: „Rób tak dalej, to ważne”.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Łodzi, ulica Piotrkowska. (Fot. Tomasz Stańczak, Agencja Gazeta) Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Łodzi, ulica Piotrkowska. (Fot. Tomasz Stańczak, Agencja Gazeta)

Już następnego dnia ktoś z uczestników obozu wpadł na pomysł, by opracować plan awaryjny w przypadku, gdy na drodze zostanie potrącone zwierzę. Okazało się, że często służby odpowiedzialne za pomoc w ratowaniu zwierzęcia umywają ręce, a lecznice nie przyjmą ofiary, bo brak miejsc. – Na obozie udało się stworzyć „instrukcję obsługi” dla tych, którzy są sprawcami lub świadkami zranienia zwierzęcia na drodze. Zabraliśmy do domu kopie ulotek z takim abecadłem, rozdawaliśmy je znajomym, rodzicom, w szkole – opowiada Maja. I dodaje: – W życiu chyba nie czułam się tak naładowana energią, potrzebna. Taka ważna.

Ruscy

– Dorośli? Nic nie wiedzą o świecie. Najmniej o nas – uważa 14-letni Marcin Tomaszewski (nazwisko zmienione) z Wrocławia, który jeszcze rok temu namiętnie słuchał Popka i oglądał na ekranie pijackie awantury patostreamerów. „Dziecko – wzdychała jego matka – chociaż raz na spacer byś wyszedł”.

Marcin: – Sama w tym czasie szła po butelkę wiśniówki, bo odkąd zostawił nas ojciec, nie daje sobie rady.

Wiosną ubiegłego roku do jego podstawówki zapisało się rodzeństwo zza wschodniej granicy: trzech chłopców i dziewczynka. Wystarczyło kilka tygodni, by społeczność szkolna zamieniła „ruskich” w worki treningowe. – Dostawało im się za wszystko – opowiada Marcin i wylicza: za akcent, za uśmiech, nawet za to, że na przerwach nie jedli kanapek, tylko stali przy oknie ze wzrokiem wbitym w śmietnik. Najstarszy był Witalij. Wysoki, z długimi włosami, najkami ze szmateksu.

Lekcja WOS. Temat: „Jak współcześni Polacy krzewią dziś tradycję tolerancji wobec obcych”. „Uchodźców sobie darujemy, o gejach mówi się ostatnio za dużo, może porozmawiamy o naszych najbliższych sąsiadach? Kolegujecie się z nastolatkami z sąsiednich bloków? Gracie sobie razem w piłkę?”– zagaiła pani od WOS. „Gramy! Tylko za piłkę robią nam »ruscy«” – zaśmiało się pół klasy. Marcin popatrzył na sztywnego ze strachu Witalija.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Olsztynie, plac Jana Pawła II. (Fot. Robert Robaszewski, Agencja Gazeta) Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Olsztynie, plac Jana Pawła II. (Fot. Robert Robaszewski, Agencja Gazeta)

Namówił go ostatecznie, by przyprowadził do parku wszystkich młodych Ukraińców, których znał. Przyszło 12. Zagrali w nogę, w kosza, Marcin, który ćwiczył sztuki walki, pokazał im, jak jednym ruchem zasłonić twarz przed kopniakiem. Kiedyś coś mu strzeliło do głowy, poszedł do wychowawcy i zapytał, czy nie warto zrobić jakichś warsztatów polsko-ukraińskich. Nauczyciel westchnął, po czym zgodził się, ale tylko na zajęcia kulinarne. – Dorośli, poza wyjątkami, to zwykli tchórze – uważa Marcin.

Za i przeciw

– Często są po prostu niedouczeni – dopowiada Dominik Kuc, aktywista ruchu LGBTQ, który w 2018 roku jako licealista stworzył ranking warszawskich liceów przyjaznych młodzieży nieheteroseksualnej. Stworzył taki ranking także dlatego, że dorośli nie potrafi li zrozumieć problemów osób o innej orientacji seksualnej, bo tych problemów po prostu nie znali. – Miałem 12 lat i już wiedziałem, że jestem gejem. Ale każda próba rozmowy na ten temat z dorosłymi, wyłączając szkolną psycholożkę, kończyła się fiaskiem – przyznaje Dominik. – Do dziś w polskiej szkole można od nauczycieli usłyszeć, że należy się wystrzegać gejów, uchodźców i Żydów.

Dominik Kuc swoim raportem zaraził młodych w innych miastach. Na podobny ranking zdecydowały się na przykład szkoły średnie w Koninie. – W Koninie! Mieście, w którym jeszcze niedawno oficjalnie nie było żadnego młodego geja.

Zauważył prawidłowość: młodzi ludzie są aktywni tam, gdzie dorośli nie przeszkadzają w działaniu. – Fajnie, jeśli ktoś wspiera nastolatków, ale naprawdę wystarczy czasem, że im tylko trochę zaufa.

Przyznaje, że on z wyjściem w przestrzeń publiczną z akcją musiał zmierzyć się samotnie. Na szkołę, na rodzinę nie liczył, do dziś ma problemy ze szczerą rozmową o swojej tożsamości z rodzicami. Okrzepł jednak, poradził sobie. Działa także na rzecz ekologii. – W tej dziedzinie mamy mocne zaplecze – wtrąca. – Naukowców, którzy w większości są naszymi sprzymierzeńcami.

Jak choćby prof. Wiktor Kotowski, biolog i ekolog z Uniwersytetu Warszawskiego, pomysłodawca i współtwórca listu poparcia naukowców dla Młodzieżowego Strajku Klimatycznego. – Uznałem to poparcie za ważne, tym bardziej że to właśnie najmłodsi, często jeszcze przecież dzieci, najszczerzej domagają się od polityków, by ci wreszcie zaczęli naukę traktować na serio. By zajęli się czymś istotniejszym niż czubek własnego nosa – mówi.

Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Szczecinie. (Fot. Cezary Aszkiełowicz, Agencja Gazeta) Młodzieżowy Strajk Klimatyczny w Szczecinie. (Fot. Cezary Aszkiełowicz, Agencja Gazeta)

Zdaniem Kotowskiego buntowi młodych sprzyja szeroki dostęp do wiedzy. – Oni wykorzystują komputery nie tylko do gier, ale też do zdobywania informacji. W przeciwieństwie do wielu rządzących uważnie czytają doniesienia na temat katastrofy klimatycznej, katastrofy, która się rozpędza, zmiany są drastyczne i, niestety, tak szybkie, że mogą zdestabilizować świat w perspektywie kilkudziesięciu lat. Ale który polityk przejmuje się perspektywą kilkudziesięciu lat? Ich interesuje to, co będzie za rok, góra cztery lata, czy uda im się wygrać wybory. Dzieci, które nie mają „dorosłych” obowiązków, pracy, kredytów, rachunków, żyją w mniejszym niż starsi dysonansie poznawczym. Dysonansie polegającym na tym, że z jednej strony wiemy o poważnych zagrożeniach, z drugiej – skupiamy się jednak na bieżących sprawach, które są ważniejsze. A nie są!

Według Kotowskiego rewolucję młodych można porównać do buntu z 1968 roku. Buntownicy są dziś młodsi (wtedy protestowali głównie studenci), bo świat przyspieszył, młodzież również.

Jakoś się wyżywią

Na jesiennej akcji protestacyjnej nastoletnich ekologów ze Śląska na Targach Górniczych dorośli związani z przemysłem węglowym próbowali przekonać dzieci, że jeśli zamknie się w Polsce kopalnie, w ich domach nie będzie prądu. W szpitalach nie będzie! Ludzie zaczną umierać. Dzieci jakoś nie uwierzyły.

Maja przyznaje, że – jeśli chodzi o niektórych dorosłych – pozbyła się złudzeń. Ostatnio próbowała znaleźć tymczasowy dom dla sześciu kociąt, których matkę ktoś, w ramach rozrywki, wrzucił do ogniska. – Prywatne schronisko poradziło mi zostawić maleństwa w lesie. Może się jakoś wyżywią. Przecież są dzikie.

Marcinowi lepiej się powiodło. Znalazł kogoś, kto tworzy sieć towarzyską dla Polaków i Ukraińców w każdym wieku, Witalij ma dzięki temu już trzech nowych kumpli. I coraz bliżej mu do ekologii. – Możemy działać na różnych polach. Ale wojna o klimat to podstawa.

Aleksandra Taran, licealistka z Krakowa (współtworzyła w mieście strajk klimatyczny): – Niestety, nie wszyscy rozumieją, że to nie są żadne fanaberie, tylko nasze być albo nie być.

Trochę ją śmieszy, trochę oburza, gdy widzi, jak prezydent Polski (podczas strajku młodych w całym kraju) nabija w lesie papierki na patyk, a premier chwali się, że w jego gabinecie nie będzie już plastikowych kubków. – Przecież to dziecinada!

W dzień strajku nauczyciele w niektórych krakowskich szkołach zapowiedzieli testy. Chcieli mieć dzieci pod kontrolą. Jak zawsze. Tym razem nie wyszło.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Moda i uroda

 „Nie ma planety B. Czytała Krystyna Czubówna.” 

(Fot. materiały prasowe Levi's)
(Fot. materiały prasowe Levi's)
Nie uratujemy planety kupując tę czy inną - bardziej ekologiczną - parę dżinsów, ale wybierając świadomie, możemy szkodzić mniej. Marka Levi’s zachęca: kupuj lepiej, noś dłużej, przekazuj, naprawiaj. A w ramach swoich proekologicznych działań zaprasza do współpracy głos, którego nie można pomylić z żadnym innym.

Nie ma planety B - hasło, które na dobre weszło do słownika osób, którym nie jest obojętny los Ziemi, stało się punktem wyjścia do scenariusza dwuminutowego filmu utrzymanego w konwencji dokumentu przyrodniczego, którego narratorką jest Krystyna Czubówna - polska dziennikarka, prezenterka programów informacyjnych oraz kultowa lektorka filmów przyrodniczych i audycji radiowych.

Fot. Roman Kotowicz/ForumFot. Roman Kotowicz/Forum

Wideo „Nie ma planety B. Czytała Krystyna Czubówna” pokazuje jakie działania podejmuje marka Levi’s w ramach tzw. zrównoważonej produkcji. Marka nieustannie wprowadza nieszablonowe rozwiązania dotyczące zmniejszenia negatywnego wpływu branży na klimat, inwestuje w materiały i technologie takie jak Cottonized Hemp i Organic Cotton, korzysta z technologii, w których zużywa się mniej wody, pracuje nad tym, aby zredukować zużycie zasobów naturalnych i sprawić, aby przemysł odzieżowy stał się bardziej przyjazny dla naszej planety.

Czy wiesz, że… średni cykl życia ubrania to jedynie 3 lata.

Czy wiesz, że… pranie ubrań, odpowiada za 23 proc. śladu wodnego w całym cyklu życia produktu?

Czy wiesz, że… globalnie, ⅓ mikroplastiku w środowisku naturalnym pochodzi z prania materiałów syntetycznych.

Czy wiesz, że… globalnie, mniej niż 1proc. ubrań jest poddawanych recyklingowi.

Czy wiesz, że... jeśli założysz ubranie tylko 5 razy zamiast 50, jego ślad węglowy związany z produkcją wzrośnie o 400%?

12 maja, w największych polskich miastach - Warszawie, Krakowie, Katowicach i Trójmieście ruszyła kampania plakatowa mająca na celu zwrócenie uwagi na problem nieświadomej konsumpcji odzieży oraz naszych przyzwyczajeń, jak również uświadomienie i zaciekawienie tematem wpływu branży odzieżowej na środowisko naturalne. Plakaty zostały wydrukowane na ekologicznym papierze pochodzącym w 100% z makulatury, zaś klej użyty do ich naklejenia, nie zawiera szkodliwych dla zdrowia i środowiska naturalnego związków chemicznych. 10 plakatów zawierających hasła i infografiki dedykowanych całej akcji zaprojektowała Martyna Wędzicka-Obuchowicz, jedna z czołowych polskich graficzek.

  1. Styl Życia

Dziś Światowy Dzień Pszczół

Aby zebrać nektar potrzebny do wytworzenia 1 kg miodu jedna pszczoła musiałaby odwiedzić ok. 4 milionów kwiatów, dlatego na słoik miodu w rzeczywistości pracuje 20 000 pszczół przez okres trzech tygodni. (Fot. iStock)
Aby zebrać nektar potrzebny do wytworzenia 1 kg miodu jedna pszczoła musiałaby odwiedzić ok. 4 milionów kwiatów, dlatego na słoik miodu w rzeczywistości pracuje 20 000 pszczół przez okres trzech tygodni. (Fot. iStock)
Nie tylko raz w roku warto pamiętać o pszczołach i doceniać rolę jaką odgrywają w naszym życiu wszystkie zapylacze. Bez niech nie byłoby kwiatów, owoców i warzyw. Czy wyobrażacie sobie taki świat?

Światowy Dzień Pszczół to nowe święto - zostało oficjalnie ogłoszone dopiero w 2018 roku przez Organizację Narodów Zjednoczonych. Od trzech lat 20 maja przypominamy sobie jak ważne dla planety są gatunki zapylające, a zwłaszcza pszczoły. To one zapylają 90 proc. wszystkich drzew i krzewów owocowych - pełnią kluczową rolę w ekosystemie. Aby zachować równowagę w przyrodzie konieczne jest, aby żyły w zdrowiu i wykonywały swoją wciąż niedocenianą, ciężką pracę.

Dzień z życia pszczoły

Gdy świat budzą pierwsze promienie słońca, do pracy szykują się pszczoły zbieraczki. Nie wiedzą co to weekendy ani święta, pracują codziennie. Bez pośpiechu opuszczają ciepłe schronienie. Przed nimi długi, męczący dzień, w czasie którego zrobią 7-15 wyczerpujących kursów. Brak długiej przerwy na lunch sprawia, że latają właściwie bez wytchnienia, z krótkimi chwilami na „złapanie oddechu”. Z każdej „wyprawy” przynoszą nektar, a w koszyczkach, umieszczonych przy tylnych nóżkach, ciężkie kulki pyłku. Z trudem lądują przy zatłoczonym wejściu do domku, gdzie zostawiają swój cenny ładunek, aby po kilku minutach znów wyruszyć w trasę. Znają ją doskonale, bo nauczyły się jej na pamięć podczas pierwszego oblotu ula. Gdy tylko dobrze poznają otaczające je środowisko, chętnie wybierają drogę na skróty. Wszak robota sama się nie zrobi, a każda minuta dnia jest na wagę złota. Nie potrzebują przy tym nawigacji, aby bezbłędnie trafić do swojego ula. A nawet gdyby zmysł orientacji w terenie zawiódł, to i tak nie uda się im wejść do cudzego domu. Lepiej więc nie tracić czasu i pilnować obranego kierunku. Gdy norma dzienna zostanie już wyrobiona, przychodzi czas na zasłużony odpoczynek. Panujące w ulu ciemności sprzyjają zapadnięciu w regenerujący sen. Zmęczone ciężką pracą owady śpią ok. 5-8 godzin. Dzięki temu rano znów mogą zacząć pracowity dzień. Kolejny z krótkiego życia pracowitej pszczoły. Pszczoła robotnica w okresie wiosenno-letnim żyje ok. 5-6 tygodni. Najdłużej żyje matka pszczela, bo dożywa nawet 5 lat

Źródło: Pasieki Rodziny Sadowskich. Żyje tam 100 milionów pszczół. Pszczelarze dbają, aby pszczołom żyło się tam jak najlepiej - unikają ingerencji w środowisko, nie używają chemii i antybiotyków. Własne 3 hektary gospodarstwa obsadzają miododajnymi roślinami, przez co wspierają ekosystem i stwarzają pszczołom przyjazne warunki do życia. Zachęcają też każdego, komu zależy na przyszłości planety, do wspierania pszczół w prosty i przyjazny sposób. Od kwietnia do czerwca do zakupów miodu w Pasiekach Rodziny Sadowskich dołączana jest paczuszka z wyselekcjonowanymi nasionami takich roślin jak: facelia, czarnuszka, koniczyna biała, nostrzyk, chaber i ogórecznik. Wystarczy je wysiać nawet na niewielkim skrawku ziemi na osiedlu, w doniczce na balkonie lub niezagospodarowanym fragmencie ogrodu, aby powstała pełna pachnących kwiatów miododajna łąka, z której będą mogły korzystać pszczoły i inne zapylacze.

  1. Moda i uroda

Ekologiczna paczka Nutridome w trosce o środowisko

(Fot. materiały prasowe Nutridome)
(Fot. materiały prasowe Nutridome)
Sklep z kosmetykami NUTRIDOME włącza się w propagowanie ekologicznych i zrównoważonych rozwiązań i stawia na ekopaczkę – sposób pakowania zamówień przyjazny środowisku. Nutridome ma na celu wspieranie proekologicznych zachowań, redukcję śladu węglowego oraz zwrócenie uwagi na wyzwania branży e-commerce.

Firma postawiła na tekturowe pudełka z certyfikowanego papieru pozyskiwanego z odpowiedzialnych źródeł, a także z recyklingu. Zrezygnowano z niektórych dotychczasowych rozwiązań pakowania na rzecz biodegradowalnych i nadających się do recyklingu materiałów. Usunięto powszechnie stosowaną folię bąbelkową oraz zrezygnowano z foliowych kopert kurierskich. Wprowadzono trzy rozmiary paczek, aby ograniczyć zużycie surowców.

Po otworzeniu kartonowego pudełka widzimy w 100% biodegradowalną czarną bibułkę, której brzegi spina naklejka z certyfikowanego papieru. Dookoła znajdziemy wypełnienie z wiórków – to całkowicie ekologiczna wełna drzewna. Natomiast szklane słoiczki, puszki owinięte są papierem nacinanym, który skutecznie zastępuje sztuczną folię. Do tego zadbaliśmy o dobry design, aby doświadczenia naszych klientów były na najwyższym poziomie – tłumaczy Paulina Makowiecka, Head of Marketing w Nutridome.

Bibułka spełnia wymagania europejskiej normy EN 13432. Wytwarzana jest z celulozy i jej pozyskiwanie dokonuje się bez uszczerbku dla naturalnych zasobów Ziemi. Może być poddawana spalaniu z odzyskaniem energii oraz ponownemu przetwarzaniu – nawet siedem razy. Kartonowe pudełko i naklejki wykorzystywane do zapieczętowania zamówienia powstają z papieru certyfikowanego. Natomiast wełna drzewna jest naturalna i nie zawiera sztucznych barwników oraz impregnatu. Może być wykorzystywana nawet w przypadku produktów spożywczych czy jako element kompostu. W paczce znajduje się również wrap – materiał w pełni nadaje się do recyklingu.

Wykorzystanie papierowych, odnawialnych materiałów nie oznacza, że paczka jest bardziej podatna na niszczenie – jest wytrzymała na tyle, że nie wymaga folii zabezpieczającej. Bibułka wewnątrz pełni funkcje higieniczne i chroni produkty przed czynnikami zewnętrznymi takimi jak światło, temperatura, wilgoć czy zanieczyszczenia. Natomiast papier nacinany jest elastyczny i można nim szczelnie okręcić każdy kształt. Amortyzuje uderzenia, a do tego wyróżnia się dużą wytrzymałością.

Prezentujemy rozwiązania eko w Nutridome, by zwrócić uwagę na to, że można szukać dobrych, czyli ekologicznych i ekonomicznych realizacji. Wierzymy, że uda nam się zainspirować inne firmy. Przy postępującej degradacji środowiska coraz istotniejsza staje się inwestycja w proekologiczne rozwiązania. To wielkie wyzwanie dla całej branży. – apeluje Paulina Makowiecka, Head of Marketing w Nutridome.

Nutridome to sklep z wyselekcjonowanymi kosmetykami, który prężnie rozwija się na polskim rynku od 2017 roku. Stawia na jakość kosmetyków, w rozsądnej cenie stosując filozofię holistycznego podejścia w dbaniu o urodę. Sklep oferuje swoje produkty w internecie na stronie nutridome.pl oraz w dwóch lokalizacjach stacjonarnych: Galeria Słoneczna Radom oraz Galeria Mokotów w Warszawie.

  1. Styl Życia

Plogging: połącz bieganie ze sprzątaniem

Plogga (nazywana również ploggingiem) to ruch i społeczność, który chce zmieniać otoczenie i sprawić, by wszyscy stali się “dumnymi zbieraczami odpadków”. (Fot. iStock)
Plogga (nazywana również ploggingiem) to ruch i społeczność, który chce zmieniać otoczenie i sprawić, by wszyscy stali się “dumnymi zbieraczami odpadków”. (Fot. iStock)
Wystarczy worek na śmieci, para rękawiczek i odrobina chęci - przekonują ploggersi na całym świecie. Międzynarodowy trend, który pozwala zadbać o kondycję i środowisko jednocześnie, zdobył uznanie zarówno wśród ekologów, jak i entuzjastów fitnessu. Plogga to wyraz troski nie tylko o kondycję fizyczną, ale również o środowisko naturalne.

Pomysłodawcą idei połączenia joggingu ze zbieraniem śmieci (plocka upp) jest Erik Ahlström, który w 2016 roku przeprowadził się z Åre, małej miejscowości na północy Szwecji do Sztokholmu i dopiero w stolicy zdał sobie sprawę ze skali problemu. “W trakcie codziennych dojazdów do pracy widziałem góry odpadków i byłem zszokowany ich ilością. Wiele z nich leżało przy drodze przez kilka tygodni, nikt ich nie sprzątał, dlatego postanowiłem się tym zająć” - tłumaczył Ahlström w wywiadzie dla serwisu plasticrunner.com. “Szwecja staje się coraz bardziej zaśmiecona. Każdego dnia na naszych ulicach ląduje 2,7 mln niedopałków papierosów, a jesteśmy 10 milionową społecznością. Od kilku lat staram się zmieniać zachowanie, które jest moim zdaniem oznaką dysfunkcyjnego społeczeństwa, pozbawionego szacunku do siebie nawzajem i w stosunku do natury, czyli śmiecenia”.

Podczas jazdy na rowerze oraz w trakcie biegania Ahlström zatrzymywał się i zbierał po drodze śmieci. Sprzątanie, tak samo jak aktywność fizyczna, stało się jego codzienną rutyną. Od 2016 roku do Erika zaczęli dołączać inni amatorzy sportu, a biegi ploggingowe, podczas których ludzie spotykali się, aby biegać i jednocześnie zbierać śmieci, stały się oficjalnymi wydarzeniami w Szwecji.

W ten sposób narodziła się plogga (nazywana również ploggingiem), ruch i społeczność, który chce zmieniać otoczenie i sprawić, by wszyscy stali się “dumnymi zbieraczami odpadków”. “Ludzie stracili szacunek dla przyrody, wyrzucają śmieci do lasów, rzek i oceanów, zostawiają odpadki na plażach. Chcemy odwrócić negatywny trend i pomóc w stworzeniu zrównoważonego społeczeństwa. Chcemy pokazać, że zbieranie śmieci pozostawionych tam przez innych ludzi nie powinno być traktowane jak tabu.” - tłumaczą na oficjalnej stronie plogga.se popularyzatorzy nowatorskiego trendu.

“To nie moje śmieci, ale moja planeta”

Dziś plogga to międzynarodowy ruch, który zrzesza biegaczy z ponad 40 krajów na świecie, także z tak odległych, jak Ekwador czy Tajlandia. Ploggersi działają także w Polsce i od kilku lat organizują się w grupy, aby działać na rzecz lokalnych społeczności. Jedna z nich działa w 90- tysięcznym Jaworznie, którego mieszkańcom zależy nie tylko na kondycji, ale także pięknym otoczeniu. W maju 2019 roku Przemek Starzycki, trener związany z jedną z jaworzyńskich siłowni, zorganizował pierwszy w mieście bieg ploggingowy i zaczął zachęcać do aktywności kolejne osoby. Plogging Jaworzono to prężnie działająca grupa, która aktywnie współpracuje z Miejskim Zarządem Nieruchomości Komunalnych w Jaworznie. Organizując kolejne akcje ploggingowe, grupa informuje o miejscu, w którym zostaną pozostawione posegregowane śmieci, a MZNK pomaga w wywiezieniu zebranych odpadów.

Ekologiczne biegi odbywają się od kilku lat w wielu polskich miejscowościach, najczęściej z okazji przypadającego 22 kwietnia Dnia Ziemi albo innych wydarzeń związanych z ochroną przyrody. Jednak jeden dzień w roku to za mało, aby posprzątać to, co zalega w parkach, lasach, nad brzegami rzek i jezior. Stanisław Łubieński, autor “Książki o śmieciach”, w rozmowie z Łukaszem Pilipem na łamach magazynu “Wolna Sobota” Gazety Wyborczej zauważył, że koronawirus uśmiercił oddolne inicjatywy sprzątania śmieci i przyczynił się do powrotu produktów jednorazowych - maseczek, rękawiczek, cienkich foliowych woreczków na warzywa i pieczywo. Anna Jaklewicz, eko-aktywistka i inicjatorka akcji “Książka za worek śmieci” tłumaczy, że śmieci porzucone w lasach czy nad wodą są niebezpieczne zwłaszcza dla zwierząt. “W Azji cierpią żółwie, wieloryby, albo ptaki morskie, które zamiast pożywienia mają w żołądkach plastik. W Polsce śmieci stanowią zagrożenie dla zwierzyny leśnej. Nasz odpady bywają dla zwierząt śmiertelną pułapką.”

Ploggersi przekonują, by plogging uprawiać codziennie. Nie chodzi o to, kto wyniesie z lasu największą ilość śmieci czy przebiegnie najwięcej kilometrów. Siłą ploggingu jest jego prostota i fakt, że można uprawiać go codziennie i wszędzie. Kiedy następnym razem wyjdziesz pobiegać w pobliskim parku czy lesie, weź ze sobą plastikowy worek i parę gumowych rękawiczek. Śmieci mogą nie należeć do ciebie, ale na pewno twoim domem jest planeta, na której żyjesz. A że mamy tylko jedną, to musimy zadbać o nią wspólnie.

  1. Styl Życia

Ekomisja Katarzyny Bosackiej

Dziennikarka Katarzyna Bosacka zajmuje się edukacją w zakresie zdrowego żywienia i racjonalnych zakupów. Prowadzi również kanał EkoBosacka na YT. (Fot. archiwum prywatne Katarzyny Bosackiej, materiały prasowe)
Dziennikarka Katarzyna Bosacka zajmuje się edukacją w zakresie zdrowego żywienia i racjonalnych zakupów. Prowadzi również kanał EkoBosacka na YT. (Fot. archiwum prywatne Katarzyny Bosackiej, materiały prasowe)
Dziennikarka Katarzyna Bosacka od lat odkrywa tajemnice, które kryją się na etykietach ogólnie dostępnych produktów spożywczych. Przekonuje, że świadome zakupy to nie tylko warunek zdrowia, ale i sposób na niemarnowanie żywności.

Dziś coraz więcej osób czyta etykiety i bardzo się z tego cieszę, ale kilkanaście lat temu była to rzadkość. Ja nauczyłam się tego z konieczności, bo moja kilkuletnia wtedy córka za każdym razem, gdy zjadła coś słodkiego ze sztucznym barwnikiem, natychmiast wyglądała jak jaszczurka plamista. Kiedy po zrobieniu testów potwierdziło się, że jest alergiczką, jeszcze mocniej uświadomiłam sobie, jakie znaczenie ma to, co jemy.

Przełomowym momentem był dla mnie 2007 rok, kiedy pojechaliśmy całą rodziną do Stanów Zjednoczonych na kilka lat. Wyjeżdżałam z przekonaniem, że w Polsce mamy bardzo dobrą żywność, ale kiedy przyjeżdżaliśmy raz w roku na wakacje, miałam większy dystans i zauważyłam, że chleb się kruszy, bo jest naszpikowany chemicznymi dodatkami, szynka w sklepie wygląda porządnie, ale pokrojona w plasterki i opakowana w torebkę foliową zaraz po włożeniu do lodówki zaczyna puszczać wodę... Pracowałam już wcześniej jako dziennikarka, m.in. zajmująca się tematyką zdrowia, znałam wielu specjalistów od odżywiania i zaczęłam się ich dopytywać o różne oznaczenia na etykietach. Okazało się, że tym się nie zajmują. Napisałam więc moją pierwszą książkę, a potem zaczęłam prowadzić programy „Wiem, co jem” i „Wiem, co kupuję”, przy których jeszcze wiele się nauczyłam.

W stronę zero waste

Myślę, że pandemia poza tym, że wyrządziła wielkie szkody w psychice i straty w biznesach czy w pracy, skłoniła wiele osób do samodzielnego gotowania i powrotu do prostych smaków z dzieciństwa. Zmieniło się też nasze podejście do wykorzystania żywności; uświadomiliśmy sobie, jak wiele jej wcześniej marnowaliśmy i wyrzucaliśmy.

Jest wiele sposobów na to, żeby to ograniczyć, na początek proponuję trzy kroki. Po pierwsze, sezonowość. Jeżeli kupujemy produkty sezonowe, czyli w Polsce truskawki latem, a nie zimą, to są one tanie, dużo zdrowsze, zawierają więcej składników odżywczych, a przy tym są dojrzałe i smaczniejsze, więc zjemy je do końca. No i nie podróżują z drugiego końca świata, czyli są bardziej przyjazne dla środowiska naturalnego. Po drugie, powinniśmy jeść prosto, używając uniwersalnych składników. Po trzecie, kupujmy produkty dobrej jakości, przynajmniej wędlinę i chleb. Jeśli chleb będzie dobrej jakości, to go nie wyrzucimy, a z zeschniętego możemy np. zrobić grzanki. Dobrej wędlinie najwyżej obeschną brzegi, a wtedy możemy ją wykorzystać choćby do jajecznicy. W mojej nowej książce „Cuda w kuchni” proponuję wiele przepisów na dania „z resztek”.

Katarzyna Bosacka, dziennikarka, zajmuje się edukacją w zakresie zdrowego żywienia i racjonalnych zakupów, prowadzi kanał EkoBosacka na YT. Właśnie ukazała się jej książka „Cuda w kuchni”.

Polecamy książkę: Katarzyna Bosacka, „Cuda w kuchni”Polecamy książkę: Katarzyna Bosacka, „Cuda w kuchni”