fbpx

Zapnij pasy

Zapnij pasy
123RF.com

Każdy rodzic deklaruje miłość do swojego dziecka i dbałość o jego zdrowie. Jeśli jednak sądzić po liczbie maluchów podróżujących w sposób urągający ich bezpieczeństwu, są to często deklaracje bez pokrycia.

„Wypadek to coś, czego nie ma, dopóki się nie wydarzy”. Ten cytat doskonale wyraża sposób naszego myślenia o bezpieczeństwie na drodze: przecież nic złego nie może nam się zdarzyć, jedziemy rozważnie, jesteśmy ostrożni. Jednak kilkaset tysięcy Polaków co roku przekonuje się, że wypadki są codziennością, kilkadziesiąt tysięcy odnosi obrażenia, a blisko 4000 ginie. Wśród nich – dzieci.

Pasy bezpieczeństwa

Chyba nikogo już nie trzeba przekonywać, że zapinanie pasów bezpieczeństwa pomaga wyjść z wypadku bez szwanku. Jasne, wciąż zdarzają się przeciwnicy rozpowszechniający bzdurne poglądy, że lepiej zginąć w wypadku, niż spłonąć w samochodzie, nie mogąc odpiąć zaciętych pasów, ale to margines – większość z nas wie, że w pasach jest bezpieczniej. Mniej osób wie (lub pamięta) o tym, że pasy, żeby rzeczywiście chroniły podczas wypadku, muszą być odpowiednio ułożone na ciele: pod brzuchem, na ramieniu blisko szyi, płasko i mocno opinając ciało. Po to m.in. jest w większości aut regulacja wysokości górnego mocowania pasów bezpieczeństwa, bo dorośli znacznie różnią się wymiarami.

Czas także rozprawić się z poglądem, że kobieta w zaawansowanej ciąży nie powinna zapinać pasów. Prawidłowo zapięte pasy nie spowodują urazów, a ewentualnego uderzenia przez poduszkę można uniknąć, odsuwając się na przednim siedzeniu jak najdalej od deski rozdzielczej. Wyłączanie poduszki, jeśli pasażerka jedzie w pasach, nie ma sensu. Kobieta prowadząca samochód powinna odsunąć się dalej od kierownicy – w miarę powiększania się brzucha trzeba pilnować minimalnej odległości od kierownicy – co najmniej 25 cm. Oczywiście odległość nie może być na tyle duża, że nie uda się wcisnąć pedału hamulca do oporu.

Dziecko w pasach

A dzieci? Dla nich regulacji nie wystarczy. Jednak problem wcale nie polega na tym, że zakres regulacji pasów jest za mały. Dziecko nie jest „małym dorosłym”, ma inne proporcje ciała i inną budowę, więc wymaga po prostu innych urządzeń bezpieczeństwa. Jeśli chcemy zapewnić maluchowi poziom zabezpieczenia taki jak dorosłym prawidłowo zapiętym w pasy, nie obędzie się bez dodatkowych fotelików lub podkładek. I tak do co najmniej 150 cm wzrostu, czyli mniej więcej wieku 12 lat. Brzmi dziwnie? To tylko kwestia świadomości rodziców i dzieci.

Pamiętam, jak często moja córka, mając już 11 lat i 145 cm wzrostu, spotykała się z drwiącymi komentarzami swoich niższych koleżanek, że jeździ samochodem, siedząc na podwyższającej podkładce, która zapewniała ułożenie biodrowego pasa pod brzuchem i przebieg ramieniowego obok szyi. Córka nie ruszała się nigdzie bez podkładki, zaś koleżanki siadały obok niej, z poważną miną sadowiąc się na miejscu dla dorosłych i zapinając pasy układające się na wysokości pępka oraz pod brodą. A biodrowa część na brzuchu oznacza podczas mocniejszego uderzenia przodem możliwość wysunięcia się pod pasem, a więc całkowity brak zabezpieczenia, oraz – także gdy uderzenie jest słabsze – poważne urazy narządów wewnętrznych. Uderzenie przodem w twardą przeszkodę z prędkością 50 km/h oznacza, że ciało 35-kilogramowego dziecka „zawisa” w pasach tak, jakby ważyło ponad pół tony! Nic dziwnego, że nawet poprawnie zapięty pas podczas takiego wypadku pozostawi na skórze siniaki. Ale to chyba lepsze, niż uderzyć w deskę rozdzielczą z prędkością 50 km/h?