My Polacy – jacy jesteśmy?

Jacy są Polacy? Czy wiemy, co nas wyróżnia na tle innych narodów? (fot. iStock)

Z okazji Święta Niepodległości warto pochylić się nad naszym narodowym charakterem. Co sprawia, że my Polacy jesteśmy szczęśliwi właśnie tu, pod polskim niebem? Jaki kolor i wzór ma nasze szczęście? Co to właściwie za filozofia? Jak można by ją nazwać? – docieka dziennikarka Jolanta Maria Berent.

Każdy naród czymś się wyróżnia i określa się na swój sposób. Każdy buduje własną rzeczywistość tak, by czuć się w niej możliwie najlepiej. Południowcy (Włosi, Hiszpanie) stawiają na pasję i spontaniczność, Niemcy na Ordnung, dla Amerykanów życiowa wytyczna to keep smiling. Od jakiegoś czasu powstają kolejne książki o szczęściu ubranym w narodowe flagi. Duńska formuła to hygge, szwedzka – lagom, japońska – ikigai. Zainspirować się to dobra rzecz, ale dobrze też skupić się na naszym narodowym przepisie na szczęście. Sprawdzającym się w naszej kulturze, klimacie, pasującym do języka, historii, charakteru. Beata Chomątowska, Dorota Gruszka, Daniel Lis i Urszula Pieczek uznali, że zamiast szukać wzorców na zewnątrz, lepiej zwrócić się ku temu, co już znamy. Przyjrzeć się, jakimi zasobami dysponujemy. Tak odkryli nasze przewodnie hasło, które ujęli w tytule książki: „Jakoś to będzie. Szczęście po polsku” (wyd. Znak).

Skrajność to nasza specjalność

Zdaniem specjalisty od budowy marek krajów, Wally’ego Olinsa, Polskę charakteryzuje bogactwo pozornie przeciwstawnych cech: „Polacy są pełni pasji i idealistyczni, ale także praktyczni i zaradni, polski charakter cechuje ambicja, ale też praktyczna przyziemność. Te napięcia wyzwalają niepokój, który nie pozwala zadowolić się stanem istniejącym, a także kipiącą energię, która zawsze pobudza do działania”.

A więc twórcze napięcie! Ponoć gwarantuje rozwój, ale daje nam też odwagę (żeby nie powiedzieć brawurę!), spryt i… kłótliwość. Sprawia, że często balansujemy na krawędzi – w sporcie, sztuce, biznesie. Sięgamy po różne style – w modzie i w kuchni. Czemu się zresztą dziwić, skoro mamy tak urozmaicony krajobraz, a nasze miasta są tak różne od siebie jak choćby Gdynia i Kraków. Czy to z tego powodu aż 83 proc. Polaków uznało się w 2015 roku za szczęśliwych?

Według Chomątowskiej, Gruszki, Lisa i Pieczek kluczowe jest raczej przekonanie, że jakoś to będzie, że tak czy inaczej sobie poradzimy. Czasem na przekór wszystkim i wszystkiemu. Często ratując się humorem, podlanym obficie ironią. Polak bywa przekorny. No i sarkastyczny – podobno żart po polsku musi być wredny, obrazoburczy. Mówi się wręcz o „szyderze”. Zdaniem twórcy satyrycznego ASZdziennika, Rafała Madajczaka, ta szydera uruchamia w określonych momentach instynkt samozachowawczy: „Nie ma traumy, której nie próbowalibyśmy w ten sposób obłaskawić: czy to trudnej sytuacji życiowej, czy klęsk żywiołowych czy historycznych, czy każdej innej beznadziei”.

Nie narzekam? – to nie dla Polaków

Oprócz szyderstwa znakomitym sposobem na beznadzieję jest też narzekanie. To, że uwielbiamy narzekać – na pracę, zdrowie, polityków, sąsiadów (i na to, że wszyscy wokół narzekają) – powszechnie wiadomo. Dlaczego mielibyśmy nagle owemu narzekalstwu nadać wartość, uznać za element szczęścia? „Jakoś to będzie. Szczęście po polsku” wysuwa tezę, że narzekanie daje pewne korzyści terapeutyczne. Że kiedy pozrzędzimy, doświadczamy ulgi – daliśmy wyraz swojemu bólowi, czujemy się zrozumiani, może nawet dowiedzieliśmy się, że inni mają gorzej. Prawdopodobnie chodzi o to, że dostaliśmy uwagę, ktoś nas wysłuchał – za darmo. Sama pamiętam pewnego taksówkarza, który w drodze na lotnisko opowiedział mi pół (ciężkiego) życia, po czym, bardzo zadowolony, zaproponował sporą zniżkę za „miłą rozmowę”. Jeśli wierzyć autorom książki, nasze narzekanie rządzi się określonymi prawami: rzadko obejmuje rodzinę, przyjaciół i to, co „najbliższe ciału”, czyli na przykład ulicę, na której mieszkamy, osiedle. „To wyjaśnia, dlaczego choć od lat deklarujemy, że sprawy w Polsce i na świecie idą w złym kierunku, jednocześnie uważamy, że nam samym i naszym bliskim żyje się coraz lepiej. Jesteśmy optymistami na lokalną skalę”.

Narzekanie ma też związek z naszym idealizmem (zdaniem słynnego psychiatry prof. Antoniego Kępińskiego trudno nam zaakceptować świat z jego niedoskonałościami, chcielibyśmy go zmienić). Ale też ze szczerością: wolimy mówić wprost, a kiedy słuchamy kogoś, kto prawi bez owijania w bawełnę, ponoć uważamy go za bardziej wiarygodnego. „Jedno jest pewne: w Polsce narzekanie pełni dość szczególną rolę, specyficzną dla naszej kultury – pozwala nam nawiązywać i pogłębiać relacje” – czytamy w książce. „Jeśli na przykład na pytanie: Co słychać? odpowiemy: wszystko dobrze – będzie to najprawdopodobniej oznaczało, że chcemy trzymać rozmówcę na dystans. Tymczasem narzekanie może być formą zagajenia, zaproszeniem do rozmowy, otwarcia się”.

Polak potrafi. Jakoś to będzie. Chcieć to móc. Polacy nie gęsi i swój język mają. Te powiedzenia znamy wszyscy. Przekładają się one na nasze narodowe cechy. (fot. iStock)

Wiodące hasło Polaków: Chcieć to móc

Podejście „jakoś to będzie” z jednej strony wskazuje na gotowość, by zaufać życiu, z drugiej zaś – na naszą zaradność. Bo przecież Polacy potrafią sobie poradzić niezależnie od sytuacji: historycznej, ekonomicznej czy choćby atmosferycznej. Czym właściwie jest zaradność? Można by rzec, że to swoista mieszanka zmysłu praktycznego i kreatywności. By zobrazować ten koncept, autorzy książki sięgają aż do roku 1943, kiedy to Karol Borsuk, jeden z najbardziej znanych przedstawicieli warszawskiej szkoły matematycznej, przedwojenny profesor Uniwersytetu Warszawskiego, łamał sobie głowę, jak wyżywić rodzinę. Aż wpadł na zbawienny pomysł: wykorzystując wiedzę z rachunku prawdopodobieństwa, stworzył grę planszową „Hodowla zwierzątek”. Były dwunastościenne kostki i karty z wizerunkami zwierząt – hodowlanymi, drapieżnikami i chroniącym inwentarza psem. Gra nieźle się sprzedawała – pozwalała zapomnieć o okupacyjnej rzeczywistości. Podczas Powstania Warszawskiego niemal wszystkie egzemplarze „Hodowli” spłonęły, ocalała tylko jedna gra w innymi mieście. Dzięki temu istnieje dziś znany na całym świecie „Superfarmer”.

Niewątpliwie brak to największy nauczyciel zaradności. A że większość Polaków do niedawna nagminnie doświadczała braku, naszą zaradność widać m.in. w kuchni, która słynie z najbardziej wymyślnych przetworów i z niezliczonej liczby przepisów na potrawy z najprostszych produktów: ziemniaków, kapusty, kaszy. Kreatywność rozwijała się też w dziedzinie mody (w czasach PRL-u niemal każda Polka miała własną krawcową, do której nosiła wykroje z zagranicznych magazynów) czy choćby transportu (głównie za sprawą fiata 126p, w którym jakimś cudem mieściły się całe rodziny i tzw. gabaryty).

Polaka trudno przekonać, że czegoś się nie da. Jest on raczej rzecznikiem idei, że chcieć to móc. Szuka nieszablonowych rozwiązań. Improwizuje. A nawet szarżuje. Od czego w końcu słynna ułańska fantazja? Zdaniem autorów „Szczęśćia po polsku” to „połączenie odwagi, nieskrępowanej wyobraźni i umiłowania wolności”. Jest tu energia i gorliwość. Zadziorność i ekspansja. Wreszcie – młodzieńcza porywczość, gotowa ujawnić się w każdym wieku. Czy bez niej byłyby możliwe takie wyczyny jak przepłynięcie Oceanu Atlantyckiego kajakiem? Aleksander Doba dokonał tego w wieku 64 lat. Po czym wyznał: „Wydaje mi się, że nieodłącznym składnikiem ułańskiej fantazji jest spontaniczność, która pozwala dążyć do celu, podejmować ryzyko i ciągle podnosić sobie poprzeczkę. Chodzi przede wszystkim o ciekawość świata. Zawsze powtarzam, że rzecz nie w tym, żeby robić coś za wszelką cenę, ale by poznawać swoje możliwości i czuć się wolnym”.

Jesteśmy indywidualistami, dlatego największe szczyty zwykle osiągamy samotnie. Jak te, które zdobyli himalaiści: Jerzy Kukuczka, Wanda Rutkiewicz, Andrzej Bargiel. Ostatni zasłynął z tego, że jako pierwszy zjechał na nartach z ośmiotysięcznika Broad Peak i że podczas wypraw nie używa butli tlenowej. Z psychologicznego punktu widzenia ułańska fantazja to pewien rodzaj brawury, który sprawia, że wychodzimy poza własne lęki i ograniczenia. Po to, żeby zachłysnąć się życiem.

„Żółć” – najbardziej polskie słowo?

Wygląda na to, że Polacy są dość skomplikowani, pełni sprzeczności. Jak nasz język, często wskazywany jako najtrudniejszy do nauki na świecie. Nie bez powodu w Internecie pojawiło się jakiś czas temu hasło: „I speak Polish. What’s your superpower?” („Mówię po polsku. A jaka jest twoja supermoc?”). Przypadki, końcówki i wyjątki… Dużo neologizmów, ale i wulgaryzmów, dzięki których dajemy upust silnym emocjom. Ekspresja, zadziorność
– tego nam nie brakuje. A skłonność do przeklinania wynika w dużej mierze – jak twierdzi (za Stephenem Burgenem) Michał Rusinek – z religijności danej kultury. Rzecz w tym, że jeśli użycie pewnych słów wiąże się z łamaniem tabu, czujemy większą pokusę, by po nie sięgać.

Najbardziej polskie słowo? Jeden z bohaterów „Ziarna prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego twierdzi, że to „żółć”. Po pierwsze pokazuje oryginalność polszczyzny (wszystkie znaki są polskie). Po drugie oznacza pewien charakterystyczny dla Polaków stan, który mieści w sobie złośliwość, narzekalstwo, przekorę. A słowo „szczęście”? Już tylko żeby je wymówić, trzeba się co nieco nagimnastykować. Czyż można więc dziwić się, że Polaków niełatwo zadowolić? Ale w grudniu ich szczęście wygląda podobnie. Ma zapach świerku, barszczu, siana i grzybów. To czas, kiedy spoglądamy w stronę Nowego Roku z wiarą, że jakoś to będzie.

Z ciekawostek: czy wiecie, że „Katechizm polskiego dziecka” z 1912 r. „Kto ty jesteś? – Polak mały. Jaki znak Twój? – Orzeł biały”… zawiera też wersję dla „dziewczątek”: „– Kto ty jesteś? – Polka mała.– Jaki znak twój? – Lilia biała”… (fot. iStock)

Co najbardziej cieszy Polaków? – badania

Według badania Vienna Life i IMAS International, przeprowadzonego z okazji Dnia Dobrej Wiadomości w 2017 roku, najbardziej cieszy nas informacja o wyjeździe na urlop (31 proc.) lub o zwykłym odpoczynku i braku jakiejkolwiek aktywności (16 proc.). Kobiety w wolnym czasie chciałyby czytać książkę lub prasę (15 proc., mężczyźni – 5 proc.), młodsi wybierają chwile w gronie przyjaciół (16 proc.) oraz uprawianie sportu (14 proc.). Polacy po 55. roku życia wolą czynności związane z hobby (12 proc.), oglądanie telewizji, filmów lub meczów (8 proc.). Na trzecim miejscu w rankingu dobrych wiadomości znalazł się spacer na łonie natury (14 proc.).

W innym badaniu (z 2017 r.), przeprowadzonym dla firmy Beckers, Polacy deklarowali, że kolorów ich życiu dodaje szczęście i zdrowie bliskich (72 proc.), na drugim miejscu znalazła się wygrana w totka (63 proc.), na trzecim – wyjazd na wakacje (53 proc.). Kolejne miejsca zajęły: nowe mieszkanie (43 proc.), sukces w życiu zawodowym (41 proc.), nowy samochód (38 proc.) i nowe ubranie, buty lub torebka (22 proc.).