1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Wiosna jest kobietą - inspiracje na marzec

Wiosna jest kobietą - inspiracje na marzec

Marzec to miesiąc budzenia się do życia. (Fot. iStock)
Marzec to miesiąc budzenia się do życia. (Fot. iStock)
Marzec to miesiąc budzenia się do życia. Nie tylko natury, ale też tej części w nas, która była uśpiona, niezauważana, schowana gdzieś głęboko. Dla wielu kobiet tym czymś jest ich kobiecość. Do nich właśnie swoje inspiracje kieruje trenerka Dagmara Gmitrzak.

Ćwiczenie 1. Odkryj swój archetyp

Szwajcarski psychoanalityk Carl Gustav Jung fascynował się światem archetypów, czyli ponadczasowych wzorców zachowania. Według stworzonej przez niego psychologii integralnej w kobiecej psychice drzemią różnorodne archetypy. W naszej kulturze najbardziej znane i aktywne są te związane z mitologią grecką i rzymską. Sprawdź, które z nich są teraz w tobie żywe, a które uśpione lub wyparte.
  • Afrodyta – jest boginią miłości, piękna, zmysłowości i seksualności. Kobieta, która ma w sobie dużo Afrodyty, potrzebuje atencji, adoracji i obecności bliskich osób. Lubi o siebie dbać i podkreślać swoje kobiece kształty. Jeśli ten aspekt jest w tobie bardzo aktywny, trudno ci znieść samotność i możesz mieć tendencję do częstego zakochiwania się. Jeśli Afrodyta w tobie jest uśpiona, możesz być postrzegana jako kobieta chłodna i niedostępna, krytyczna wobec swojego wyglądu. Afrodytę możesz wzmocnić np. poprzez zapisanie się na warsztat pracy z ciałem i seksualnością lub poddanie się masażowi relaksacyjnemu.
  • Atena – bogini wiedzy, nauki i intelektu. Również wojowniczka, która potrafi wyznaczać swoje granice. Kobieta pod wpływem tego archetypu stawia w życiu na pracę i moc własnego intelektu. Jest ambitna i zaangażowana w działania społeczne. Zbyt aktywny archetyp Ateny może powodować, że zaniedbujesz życie prywatne, a twoje relacje szybko się kończą. Atena potrzebuje bowiem partnera, który dorówna jej intelektualnie i zaakceptuje jej potrzebę pracy i nauki. Uśpiony archetyp oznacza, że zaniedbujesz swój rozwój, nie czerpiesz przyjemności z pracy, trudno ci odmawiać i wyznaczać granice. Atenę w sobie możesz wzmocnić poprzez interesujący kurs, czytanie literatury i naukę asertywnej komunikacji.
  • Hera – to archetyp partnerki lub żony, innymi słowy kobiety zorientowanej na związek. Dla niej życie ma sens tylko jeśli ma u boku oddanego partnera. Hera potrafi być bardzo lojalna, ale też zazdrosna. Chciałaby mieć partnera na własność. To dlatego, że bardzo często nie ma własnego życia, zainteresowań i znajomych. Jeśli masz silny aspekt Hery, zadbaj o swój prywatny świat, spotykaj się ze znajomymi i daj trochę więcej przestrzeni partnerowi. Pamiętaj, że twoje życie jest wartościowe, nawet jeśli nie jesteś teraz w związku. Uśpiony archetyp Hery może oznaczać, że nie jesteś gotowa na związek albo z powodu trudnych doświadczeń wyparłaś tę potrzebę. W takiej sytuacji zapytaj siebie: czego tak naprawdę się obawiam i co mogę sobie dać, aby poczuć się lepiej?
  • Artemida – to archetyp wolnej, niezależnej i kreatywnej kobiety. Była podobno wieczną dziewicą z powodu swojej niedostępności. Taki typ kobiety mężczyźnie niełatwo upolować. Ona chadza swoimi ścieżkami, ceni niezależność, uwielbia podróże i przygody. W związku partnerskim stawia na porozumienie dusz i wspólne pasje. Sfera seksualna nie jest dla niej najważniejsza. Jeśli masz silną w sobie Artemidę, wiesz, jak czerpać z życia, umiesz się bawić i tańczyć. Czasem możesz być zbyt chłodna dla ludzi. Uśpiona Artemida oznacza, że nie stoisz mocno na nogach, potrzebujesz czyjegoś oparcia. Artemidę wzmocnisz poprzez większy kontakt z przyrodą.
  • Persefona – to symbol kobiety intuicyjnej, która nie boi się nurkować w głąb siebie. Potrzeba rozwoju i samopoznania jest dla niej najważniejsza. Z powodu swojej wrażliwości i silnej empatii Persefona może mieć tendencje do stanów melancholijnych oraz uzależnienia od bliskiej osoby. Jeśli masz w sobie dużo tego aspektu, odwołaj się do archetypu Artemidy i Ateny, aby nauczyć się większej życiowej niezależności. Persefona może cię zainspirować do wejścia na ścieżkę osobistego rozwoju. Możesz zacząć od zapisania się na interesujące cię warsztaty, do grupy terapeutycznej lub na psychoterapię indywidualną.

Ćwiczenie 2. Połącz się z wilczycą

W książce „Biegnąca z wilkami” psychoanalityczka jungowska Clarissa Pinkola Estéz pisze o jeszcze jednym bardzo ważnym archetypie: dzikiej i mądrej kobiecie w nas, nazywanej Wilczycą. Symbolizuje ona wewnętrzną wolność, kontakt z przyrodą, swobodne wyrażanie emocji, potrzebę tworzenia i celebrowania życia. W naszej patriarchalnej kulturze musiałyśmy wyprzeć ten aspekt, dopasować się, bardzo często poświęcić osobiste pasje dla rodziny czy partnera. Jednak wyparcie ma swoje skutki. Odszczepiony od świadomości archetyp zaczyna żyć swoim życiem i zamiast nas wspierać – sabotuje od środka. Możemy go poczuć czasami tuż przed menstruacją, co manifestuje się napadami wściekłości, huśtawkami nastrojów, autoagresją, chęcią natychmiastowego zerwania relacji albo rzucenia pracy. Dzika kobieta w nas woła o uwagę. Robi to w sposób gwałtowny, ponieważ na co dzień jej nie słuchamy. Ważne jest więc zapoznanie się z tą częścią siebie, danie jej głosu. Najlepiej zrobić to w samotności – idź do lasu, wycisz umysł, oddychaj świadomie. Zadaj sobie pytania: W jakim miejscu życia teraz jestem? Czego pragnę? O czym zapomniałam? Co mogę zrobić dla siebie?

Ćwiczenie 3. Obudź w sobie kefi

Po grecku „kefi" oznacza radość życia, pasję i iskrę witalności. Jeśli kobieta ma w sobie dużo kefi, często się śmieje (całą sobą), jej oczy błyszczą, porusza się z gracją i lubi swoje ciało. Czuje się atrakcyjna dla siebie i dla innych. Przyciąga mężczyzn i kobiety, ma charyzmę i zaraża pozytywnym humorem. Jeśli z powodu zimna i braku słońca brakuje ci kefi, mam dla ciebie kilka propozycji: wyjedź tam, gdzie naładujesz słońcem wewnętrzne baterie. Możesz też praktykować tzw. sungazing – przez 30 sekund do minuty wpatruj się codziennie w tarczę wschodzącego lub zachodzącego słońca, w stroju zainspiruj się stylem etno – kolory poprawią twoje samopoczucie. Jeśli lubisz ozdoby, wypróbuj te, które kojarzą ci się z jakąś słoneczną kulturą, np. meksykańską lub indyjską, po przebudzeniu i w drodze do pracy słuchaj energetycznej muzyki (kubańskiej, brazylijskiej, afrykańskiej). Rytmiczne, radosne i dzikie rytmy stymulują mózg do wytwarzania podnoszących na duchu endorfin, zwanych hormonami szczęścia.

Ćwiczenie 4. Poznaj wabi-sabi

Istnieje piękny japoński rytuał - kintsugi - który polega na klejeniu pękniętych fragmentów porcelany sproszkowanym złotem. Nie chodzi bowiem o to, aby pęknięcie zatuszować, wręcz przeciwnie, ma być widoczne, aby przypominało o tym, że we wszystkim jest jakaś niedoskonałość. Umiłowanie niedoskonałości przejawia się w innej japońskiej filozofii, zwane wabi-sabi. „Wabi” po japońsku oznacza prostotę, a „sabi” – piękno wynikające z upływu czasu. Jeśli zaakceptujemy to, jakie jesteśmy, doświadczymy spokoju. Zatem zamiast się zamartwiać, że twoje życie czy ciało jest dalekie od ideału – uśmiechnij się do siebie i poczuj wdzięczność za cenny dar życia.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Sztuka pielęgnacji duszy i ciała

Kobieta powinna być dla siebie ważna! (Fot. iStock)
Kobieta powinna być dla siebie ważna! (Fot. iStock)
Lato to doskonały czas, by dopieścić swoje ciało. Spokojnie, nikt nie zapomniał o psyche. Jest obecna i zadowolona, bo kobieca dusza bardzo lubi swoje ciało – czy to dusza Japonki, Francuzki, czy Słowianki. Która jest ci najbliższa? Katarzyna Droga testuje egzotyczne i rodzime teorie pielęgnacji z popularnych poradników.

”Kobieta powinna być dla siebie ważna!” – to najładniejsze zdanie, jakie znajduję na stronach poradników urodowych, których na rynku bez liku. Chcę być dla siebie ważna, więc buszuję wśród metod i teorii dotyczących naturalnej, zdrowej, przyjemnej pielęgnacji, także diet i ćwiczeń. Programów i pomysłów tyle co kultur, filozofii i doświadczonych terapeutek czy kosmetyczek. Który najlepszy? Ten dostosowany do osobowości. Kim jesteś w głębi duszy? Wdzięczną Francuzką, harmonijną joginką czy może rodzimą Słowianką? Ja każdego dnia wcieliłam się w jedną z nich. Do jakich wniosków doszłam?

Indyjska Parwati - piękno po indyjsku

Promienna, szczęśliwa i spokojna. Najłagodniejsza z żon Śiwy, piękna bogini z odsłoniętymi piersiami. A jednak…. Parwati robi, co chce. Zirytowała boskiego męża, bo usnęła z nudów, gdy czytał jej Wedy. Jeśli czujesz z nią więź, weź kurs na Indie, ku odwiecznej mądrości ajurwedy. Spodoba ci się, ale pod warunkiem że:

  • próbowałaś ćwiczyć jogę lub masz na to ochotę,
  • masz naturę spokojną, lubisz ciszę lub łagodną muzykę,
  • pociąga cię słowo „harmonia”,
  • podoba ci się pomysł, by piękno emanowało z wnętrza kobiety,
  • wierzysz w siłę oddechu.

Kasia Bem w książce „Happy uroda. Piękno jest w tobie” (wyd. Edipresse 2017) proponuje specjalny program zadbania o ciało i duszę, oparty na technikach jogi, naturalnej diecie i ćwiczeniach oddechowych. Plan „Happy uroda w 6 krokach” kończy się 3 holistycznymi programami dla ciała i duszy. Najistotniejszy jednak jest cel: piękno, które emanuje z kobiety nie dlatego, że zna arkana makijażu i mody, waży tyle, nie tyle i tuszuje wiek – ale dlatego że zna i akceptuje siebie. Jak to może wyglądać w praktyce?

Słoneczny poranek witam z wdzięcznością. Pierwszy pokarm dla ciała to woda z połówką cytryny. Ćwiczę świadomy oddech, który uświadamia mi, że prawdziwe życie przebiega tu i teraz. Jest wiele technik oddychania, ja lubię kwadrat. Daje energię i uspokaja, a do tego jest prosty: licząc do 4, wykonujesz powolny wdech, zatrzymujesz powietrze, też licząc do 4, wydychasz je w rytmie 4 i znów zatrzymujesz. Kwadrat powtarzam 10 razy. Potem kilka ćwiczeń jogi, na przykład: „pies z głową w dół” potem „pozycja dziecka”. To, co ważne, a nie pamięta o tym pospieszna cywilizacja Zachodu: energia kumuluje się w bezruchu. Każdą sesję jogi warto zakończyć śavasaną, czyli pozycją trupa. Brzmi fatalnie, ale jest to przyjemne 20 minut spokojnego leżenia przy muzyce relaksacyjnej. Rzeczywiście wchodzi się w dzień z nową energią. Tego dnia nie jem mięsa, piję toniki upiększające, które są miksem owoców i warzyw. Dieta dla zdrowia i urody opiera się dziś na kaszy jaglanej, zielonych warzywach, tłuszczu dostarczy awokado. Po drodze joga twarzy – kilka prostych ćwiczeń, wieczorem pielęgnacja naturalnymi kosmetykami: maseczka z avocado, peeling kawowy lub cukrowy, aromatyczna kąpiel, masaż olejkami. I jeszcze pudełko wdzięczności, do którego wrzucasz karteczki z tym, za co jesteś wdzięczna. Moim zdaniem może być też zeszyt, a nawet chwila refleksji, by podziękować za to, co przyniósł dzień. A przyniósł i wymagał wiele. Happy uroda wymaga sporo zachodu, odpowiednich zakupów i przygotowań. Choćbym chciała, nie umiem przeprogramować dnia, by skupić się tylko na tym. Mogę jednak do swojej codzienności wprowadzić cenne elementy.

Co biorę?

Na przykład pozytywne hasło na poranek – od dziś mówię sobie: „przydarzą mi się same dobre rzeczy” – i głęboki kwadratowy oddech przed oknem. Potem mały relaks „na trupa” w ciągu dnia (nieruchomo leżę przez kwadrans przy muzyce, przykryta kocykiem), kasza jaglana od czasu do czasu i koniecznie całowanie sufitu (podnoszę podbródek i wysyłam całusa do sufitu – wierzę, że wpłynie zbawiennie na owal twarzy).

Dumna Marianna - piękno po francusku

Marianna to symbol wolności, Francji, no i naszego myślenia o francuskich kobietach. Te zaś są inne niż wszystkie, bo potrafią żyć wdziękiem i radością. Jak to robią? Mireille Guilliano, która ujawniła już światu, dlaczego Francuzki nie tyją, w kolejnej książce „Francuzki nie potrzebują liftingu” (wyd. Znak 2016) podpowiada, jak – po francusku – zachować wieczną młodość. To trop dla ciebie, jeśli:

  • jesteś żywiołowa, masz poczucie humoru,
  • słowa: „systematycznie”, „wysiłek”, „mozoł” budzą twoją niechęć,
  • lubisz ładne buty, a jeszcze bardziej ładne i wygodne,
  • lubisz seks, śmiejesz się często, śpisz smacznie.

No i rób tak dalej. To, co urzeka w stylu francuskim, to zero przymusu. W życiu ma być przyjemnie! Marianna do każdego wyzwania podchodzi tak, jakby było stworzone dla jej radości. Dieta? Nie, dziękuję. Diety uzależniają, stają się zmorą życia. Nie znaczy, że jedząc jak Marianna, jem byle jak. Jadam teraz ślicznie i kreatywnie. Dbam, by spożywać pięć kolorów: na talerzu ma być białe (twarożek), czerwone (papryka, buraczek), żółte (ser, cytryna, kurkuma), zielone (choćby brokuł), brązowe (chleb, ziemniak). Marianna chętnie wypije kieliszek wina i dużo więcej wody, najlepiej w dobrym towarzystwie. Ruch? Bez spinki. Żadnych ćwiczeń na siłowni, biegania w pocie czoła ani reżimu aerobiku. Ruch staje się częścią mojego dnia. Marianna po zakupy jedzie rowerem, na randkę idzie pieszo, tańczy, bo lubi, a spośród wszystkich form aktywności ciała preferuje seks. Jej życie płynie zgodnie z naturą, więc oznacza pobudkę o poranku, a sen wczesny i długi, bo nie ma lepszego kosmetyku niż smaczne spanie. Marianna unika jedzenia przed komputerem, sztucznego światła i dusznych pomieszczeń. Jej dzień, czyli też i mój, zaczyna się od uśmiechu, a kończy przyjemnościami sypialni – od niej zależy, czy są to słodkie sny w miękkiej pościeli czy doznania we dwoje.

Co biorę?

Zasadę trzech darów natury. Są to: woda, światło, powietrze. Jako stałe elementy codzienności działają jak najlepsze antyoksydanty i źródła energii. Coś dla szczupłej sylwetki: aktywność przed śniadaniem, choćby rozciąganie lub taniec przy muzyce. Organizm czerpie wtedy z zapasów, i spala tkankę tłuszczową. No i to kolorowe menu (przynajmniej raz dziennie), a także każdą możliwą zamianę środków lokomocji na rower lub piechotę. Oraz życiowe motto: „działaj z pasją, a będziesz wiecznie młoda”!

Madame Butterfly - piękno po japońsku

Właściwie tragiczna, lecz piękna i pełna wdzięku. Dla świata – ikona japońskiej kobiecości. Była niezwykle urodziwa i bardzo kochała mężczyznę z obcej kultury. Dla miłości złamała zasady własnej tradycji i zapłaciła za to najwyższą cenę. Symbolizuje istotę tego, co uznajemy za godną zazdrości urodę Azjatek o nieskazitelnej cerze. Jesteś (bywasz) Butterfly jeśli:

  • interesujesz się kulturą Dalekiego Wschodu,
  • lubisz owoce morza,
  • zależy ci na pięknej cerze,
  • jesteś systematyczna, spokojna, delikatna,
  • wiele poświęcasz dla miłości.

Skąd w Azjatkach tyle uroku, jak to robią, że po czterdziestce mają cerę niemowlęcia? Otóż potrzebę dbania o urodę i wiedzę o tym, jak to robić, dziedziczą z pokolenia na pokolenie – czytam w książce Charlotte Cho „Sekrety urody Koreanek” (wyd. Znak 2016). Chroń twarz przed słońcem, oczyszczaj, nawilżaj, zdrowo jedz, unikaj stresu – właściwie wszystkie dobrze znamy te zasady. Ale... Azjatki mają zdecydowanie lepsze wyniki niż białe kobiety. Czy chodzi o geny? Cho zdecydowanie twierdzi, że nie, a ja sądzę, że chodzi o pewną filozofię. „Sekrety urody Koreanek” opisują cały proces krok po kroku. Jak pielęgnować skórę: od powolnego, dokładnego oczyszczania, ze szczególną czułością dla powiek, poprzez nawilżanie, aż do delikatnego makijażu, który jest a jakoby go nie było. Solidnie, codziennie, od chwili, gdy dziewczynka staje się dziewczyną, bynajmniej nie wtedy, gdy ujrzymy pierwszą zmarszczkę. Pielęgnacja i kult skóry staje się rytuałem, sztuką i przyjemnością. Wspiera ją dieta bogata w owoce morza, dużo wody i zielonej herbaty, minimum używek. Cho proponuje program „dbanie o skórę twarzy w dziesięciu krokach”. Owszem, kusi mnie dokładność, personalizacja, wyniki porannych i wieczornych działań przed lustrem, ale prawdę mówiąc, nie do zrobienia codziennie, przynajmniej dla mnie. Za to przekonuje mnie pasja i uważność dla swojej skóry i urody, którą kobieta dostała od natury.

Co biorę?

Szacunek dla twarzy wyrażany przy codziennej pielęgnacji. Owoce morza od czasu do czasu. Zmianę myślenia o chwilach spędzonych przed lustrem. Żegnajcie pac, pac kremem, pudrem i pośpiesznie nakładany tusz. To ma być zatrzymanie, miłe spotkanie ze sobą.

Słowiańska Dziewanna - piękno po polsku

Dziewanna – polska bogini miłości i wiosny, jej kamień szlachetny to biała perła, jej kolor to czerwień, nosi kwiecistą sukienkę, jest odwrotnością Marzanny. Lubi zmysły – w końcu to królowa lata, biegnie przez łąki z wierną suką i sarenką. Innymi słowy: wracamy do korzeni. Pielęgnacja słowiańska będzie dla ciebie idealna, jeśli:

  • chociaż raz w życiu miałaś ochotę upiec własnoręcznie chleb,
  • jesteś żywiołowa i ciekawa świata,
  • własna tradycja jest dla ciebie wartością,
  • zdarzyło ci się zbierać zioła, hodować miętę i majeranek,
  • kochasz lato i zwierzęta.

„Sekrety urody babuszki. Słowiański elementarz pielęgnacji” Ukrainki Raisy Ruder (wyd. Znak 2017) to nic innego jak znakomity poradnik domowego recyklingu i maksymalnego wykorzystania darów natury w zasięgu ręki i z własnego regionu. Babuszka autorki tego programu, także Ukrainka, była zielarką, słowiańską znachorką. Miała radę na wszystko: na sińce pod oczami, na zmarszczki, na porost rzęs, a nawet na szczęście w związku. Mnogość maseczek, jaką proponuje, przyprawia o zawrót głowy: maseczka przed balem absolwentów, przed randką, przed ważnym wystąpieniem, bociankowa, czyli dla pań w ciąży… Miksujemy oleje z przyprawami, truskawki, ogórki, czekoladę. Brzmi smakowicie i działa. Jestem z Podlasia, więc niektóre sposoby znam od dawna: piwo albo jajko na włosy, sok z cytryny, który działa jak pianka powiększająca objętość fryzury. Maseczka z ogórka lub ze startego jabłka na rozjaśnienie cery. Kompresy herbaciane na podpuchnięte oczy. Nowe było dla mnie zastosowanie aspiryny: jako przeciwłupieżowy dodatek do szamponu. Ciekawa baza produktów, bo podstawowe składniki magii babuszki to ziemniaki, woda, mleko, oliwa i jajka. Jakie to słowiańskie i odległe od awokado i imbiru… Chociaż babuszka nie gardzi egzotycznymi roślinami. Dlatego może być fajnie zaufać jej miksturom! Masz wątpliwość, czy warto ubijać w moździerzu zioła w czasach, gdy można kupić wszystko? Babuszka grozi palcem: kupujesz trzy razy drożej, w dodatku marnujesz resztki żywności.

Co biorę?

Inaczej będę patrzeć na skórki ogórka i łupiny cebuli, przynajmniej czasami. To nie tylko oszczędność – także wolność, bo nie zależysz od koncernów kosmetycznych, tylko od własnej kreatywności. Można w każdej chwili urwać się z codzienności, zamknąć w kuchni wśród naturalnych produktów i żyć naturalnie jak Dziewanna.

Piękna Europa

Mitologiczną Europę uważano za najpiękniejszą kobietę na świecie. Królewna była tak cudna, że bóg wszystkich bogów – Zeus – musiał ją mieć i porwał do groty na Krecie. My, Europejki, córy królewny, też będziemy piękne i pożądane, takie jak chcemy. Na koniec program uniwersalny adresowany do Europy. Jesteś nią, jeśli:

  • często i z przyjemnością używasz słowa „dziękuję”,
  • lubisz podstawy naukowe wszelkich teorii,
  • wierzysz w energię i potęgę miłości,
  • nie obawiasz się lustra, kartki i flamastrów. Uwaga – zupełnie nie musisz umieć rysować.

„Pokochaj swoje ciało w 30 dni” Małgorzaty Gąski (wyd. Fabryka Siebie) to książka i program, który odwołuje się do fizyki kwantowej i filozofii, którą znam z metody dwupunktowej. Wszystko jest energią, nasze ciało jest zbiorem wibrujących cząsteczek, możemy na nie wpływać z poziomu uczuć – a z tych najsilniejsza jest miłość i wdzięczność. Mamy tu do czynienia z dzienniczkiem wdzięczności, ale nastawionym na ciało. Myśl podstawowa: jakiekolwiek jest, zasługuje na podziw i wdzięczność. Według metody Ewy Gąski należy energię dobrego uczucia, nakierowaną na daną część ciała, łączyć z czynnością motoryczną: rysować! Całą siebie, kolejne części ciała, z wdzięcznością i marzeniem, jakie mogłyby być. Śladem wskazówek obdarzam uwagą i rysuję kolejno: oczy, usta, plecy, nogi, strefy intymne, dłonie, biodra. Każdej dziękuję. Brwiom, że chronią oczy i są właściwą tylko mi dekoracją twarzy. Plecom, że tak wiele noszą, skórze, że oddziela mnie od całego świata… Co mogę dla was zrobić? Plecy wyprostować, skórę nawilżać i karmić, stopy masować. I tak przez 30 dni.

Co biorę?

Osobistą odpowiedź na pytanie, za co siebie kocham i poczucie, że mam wpływ na swój wygląd i zdrowie. Dzienniczek wdzięczności? Znam od dawna, polecam. To naprawdę działa.

  1. Styl Życia

Inspiracje na czerwiec – doładuj akumulatory

Czerwiec to idealny czas na to, aby doładować akumulatory. Pomogą w tym nasze inspiracje. (Fot. iStock)
Czerwiec to idealny czas na to, aby doładować akumulatory. Pomogą w tym nasze inspiracje. (Fot. iStock)
Rok pandemii wyczerpał nas fizycznie i psychicznie. A swoje dołożyła przedłużająca się zima. Ale wreszcie przyszły ciepłe dni i szansa na to, aby doładować akumulatory. Oto nasze inspiracje na czerwiec.

Herbatka na ciało

Linia Kombucha marki Soraya nie tylko radośnie wygląda i obłędnie pachnie. Formuła preparatów do ciała i twarzy, które zawierają 98% składników pochodzenia naturalnego, oparta jest na połączeniu probiotycznego ekstraktu z kombuchy oraz antyoksydacyjnego i energizującego wyciągu z żeń-szenia. Nawilża i regeneruje!

Ujędrniający żel do ciała Soraya(200ml/20,99zł), nawilżająca esencja tonizująca Soraya (200ml/17,99zł). (Fot. materiały prasowe)Ujędrniający żel do ciała Soraya(200ml/20,99zł), nawilżająca esencja tonizująca Soraya (200ml/17,99zł). (Fot. materiały prasowe)

Domowa akupresura

Sprytna mata pomoże zrelaksować mięśnie, a nawet zniwelować ból. Kiedy na niej leżysz, kolce przypominające kształtem rotujący wir powodują skręcenie tkanki skórnej oraz powięzi, rozluźniając je. W dodatku stymulują organizm do wydzielania endorfin, działających przeciwbólowo. Pokrowiec wykonany jest z lnu, a środek – z włókna kokosowego.

Mata acupressure Eco Mat 4Fizjo, ok. 229zł, www.4fizjo.pl. (Fot. materiały prasowe)Mata acupressure Eco Mat 4Fizjo, ok. 229zł, www.4fizjo.pl. (Fot. materiały prasowe)

Pasja gotowania

Jeśli kochasz jeść, ale niespecjalnie – gotować, pora poznać się z blogerem kulinarnym Michałem Korkoszem. Jego zapał do wymyślania i przyrządzania wysmakowanych (i wegetariańskich) dań sprawi, że zapragniesz zrobić to samo. Zajrzyj do książki „Rozkoszne”, zwłaszcza do rozdziału o lepieniu pierogów, które Michał traktuje jak medytację. Przepisy znajdziesz też na jego blogu: rozkoszny.pl oraz na Instagramie @rozkoszny.

Michał Korkosz (Instagram: @rozkoszny). (Fot. archiwum prywatne, Karo Ramos)Michał Korkosz (Instagram: @rozkoszny). (Fot. archiwum prywatne, Karo Ramos)

M. Korkosz, 'Rozkosznie. Wegetariańska uczta z polskimi smakami', wyd. OtwarteM. Korkosz, "Rozkosznie. Wegetariańska uczta z polskimi smakami", wyd. Otwarte

Zdrowy team

Pastelowe bluzy z kapturem zaprojektowane przez Annę Lewandowską dla firmy 4F nie muszą służyć tylko do ćwiczenia... Równie dobrze możesz iść w nich na spacer, bawić się z dzieckiem albo wylegiwać na kanapie. W końcu zdrowy styl życia, tak promowany przez trenerkę, zakłada również zabawę i odpoczynek. W dodatku ich nazwa „healthy team” zachęca do noszenia ich wspólnie z przyjaciółką, mamą, siostrą lub córką. I do wzajemnego dbania o siebie.

Bluzy Healthy Team by Anna Lewandowska, 99zł (dziecięca), 199zł (dla dorosłych), www.4f.com.pl. (Fot. materiały prasowe)Bluzy Healthy Team by Anna Lewandowska, 99zł (dziecięca), 199zł (dla dorosłych), www.4f.com.pl. (Fot. materiały prasowe)

Wakacje z naturą

Skoro mamy czerwiec, pora pomyśleć o wakacjach. A że z pogodą w Polsce bywa różnie, dobrą opcją jest pobyt w SPA. To gwarancja nie tylko przyjemnego, ale i zdrowego odpoczynku. Komfortowe hotelowe wnętrza, nienaganna obsługa, wypracowane zasady bezpieczeństwa, smaczna kuchnia oraz bogata lista zabiegów pielęgnacyjnych i masaży – sprawią, że jedyną naszą troską będzie własne samopoczucie. Kto wybierze jeden z położonych wśród pól i lasów Hoteli SPA Dr Irena Eris (Wzgórza Dylewskie, Krynica Zdrój i Polanica Zdrój), będzie mógł skorzystać z pakietu „wakacje z naturą”.

Hotel SPA dr Irena Eris w Krynicy Zdrój, www.drirenaerisspa.com. (Fot. materiały prasowe)Hotel SPA dr Irena Eris w Krynicy Zdrój, www.drirenaerisspa.com. (Fot. materiały prasowe)

W starym stylu

Kiedy jesteśmy przemęczeni, nawet tak przyjemna lektura jak kryminał może nadmiernie stresować. Dobrym rozwiązaniem jest zatem intryga zakotwiczona w przeszłości. I tak P.K. Adams, czyli Patrycja Podrazik, przeniesie nas na dwór królowej Bony i każe wytropić tajemniczego zabójcę dworzan. Z kolei Stuart Turton zabierze nas w rejs indiamanem o nazwie „Saardam”, który wydaje się… przeklęty. Przed katastrofą mogą ocalić go jedynie słynny detektyw Samuel Pipps i jego uczeń Arent Hayes. Zaintrygowani?

'Ciche wody', P.K. Adams, wyd. Prószyński i S-ka, 'Demon i mroczna toń', Stuart Turton, wyd. Albatros. (Fot. materiały prasowe)"Ciche wody", P.K. Adams, wyd. Prószyński i S-ka, "Demon i mroczna toń", Stuart Turton, wyd. Albatros. (Fot. materiały prasowe)

Poczuj phlov

Zrelaksowana, wypoczęta skóra zawsze jest pełna blasku. Podkreślą i utrwalą go naturalne kosmetyki rozświetlające marki Phlov. Odbijające światło perłowe mikropigmenty, zawarte w kremie Diamond Look, zredukują widoczność porów, zmarszczek i niedoskonałości. Natomiast dzięki naturalnym elektrolitom ukrytym w mgiełce do ciała Crystal Magic skóra stanie się zregenerowana i będzie lepiej wiązała wodę w głębokich warstwach. To się nazywa dobry flow!

Rozświetlająca mgiełka do twarzy i ciała Phlov (150ml/89zł), rozświetlający krem Phlov (60ml/169zł). (Fot. materiały prasowe)Rozświetlająca mgiełka do twarzy i ciała Phlov (150ml/89zł), rozświetlający krem Phlov (60ml/169zł). (Fot. materiały prasowe)

Miękką stopą

Kto powiedział, że bambosze nosi się tylko zimą? Już od jakiegoś czasu nawet moda skłania się ku temu, by latem też fundować naszym stopom wygodę. Skórzane kapcie ANOA z futerkiem możesz nosić w domu, ale też chodzić w nich po ulicy. Są solidne i odporne na ścieranie, a miękka wełna owcza gwarantuje megakomfort.

Skórzane kapcie ANOA z futerkiem, www.vanuba.com. (Fot. materiały prasowe)Skórzane kapcie ANOA z futerkiem, www.vanuba.com. (Fot. materiały prasowe)

  1. Seks

Kobiecość jak orchidea – 5 pytań do Sylwii Jędrzejewskiej, autorki książki „Kobiety, które pragną więcej”

– Mam wrażenie, że kwiat orchidei jest niemal anatomicznie podobny do kobiecej waginy. Jest niezliczona ilość odmian tego gatunku i nawet kwiaty w tej samej odmianie bardzo się między sobą różnią. Podobnie jest z kobietami, naszymi mózgami i waginami – mówi Sylwia Jędrzejewska, autorka książki „Kobiety, które pragną więcej”. (Fot. iStock)
– Mam wrażenie, że kwiat orchidei jest niemal anatomicznie podobny do kobiecej waginy. Jest niezliczona ilość odmian tego gatunku i nawet kwiaty w tej samej odmianie bardzo się między sobą różnią. Podobnie jest z kobietami, naszymi mózgami i waginami – mówi Sylwia Jędrzejewska, autorka książki „Kobiety, które pragną więcej”. (Fot. iStock)
Z Sylwią Jędrzejewską, autorką książki "Kobiety, które pragną więcej. Życie seksualne Polek - historie prawdziwe" rozmawia Monika Stachura.

Wszystkie historie opisane w książce są prawdziwe, a nasze rozmówczynie są realnymi kobietami z krwi i kości. (...) W większości przypadków żyją w stałych związkach. Są w różnym wieku, w przedziale od 25 do 45 lat. Większość z nich wychowuje dzieci. Satysfakcja z życia prywatnego przekłada się na ich sukcesy zawodowe – czytamy w posłowiu książki „Kobiety, które pragną więcej” autorstwa Sylwii Jędrzejewskiej i Andrzeja Depko.

Wspomnianą satysfakcję daje im udane życie seksualne zaspokajane w nienormatywny sposób. Z perspektywy seksuologicznej żadne z opisanych zachowań nie narusza kryteriów normy partnerskiej, ale – jak puentują autorzy: „receptę każdy musi napisać sobie sam, zgodnie z własnym sumieniem i potrzebami. Cudze metody niekoniecznie zagwarantują nam optymistyczne bajkowe zakończenie”.

Polecamy książkę: 'Kobiety, które pragną więcej. Życie seksualne Polek - historie prawdziwe', Sylwia Jędrzejewska, Andrzej Depko, wyd. Czarna Owca.Polecamy książkę: "Kobiety, które pragną więcej. Życie seksualne Polek - historie prawdziwe", Sylwia Jędrzejewska, Andrzej Depko, wyd. Czarna Owca.

We wstępie do książki czytamy, że neuroobrazowanie pozwala poznać i zrozumieć tajemnice kobiecej erotyki oraz dostrzec, czym różni się ona od męskiej. Na czym polegają podstawowe odmienności?
Sylwia Jędrzejewska:
Rozwinięte pod względem technologicznym rozwiązania, takie jak pozytonowa tomografia emisyjna (PET) czy funkcjonalny rezonans magnetyczny (fMNR) zrewolucjonizowały badania nad odbieraniem określonych bodźców erotycznych, podnieceniem i orgazmem u ludzi. Umożliwiają one śledzenie zmiany aktywności mózgu w zależności od pobudzenia i przeżywania doznań seksualnych, rejestrują, jak zmienia się aktywność mózgu osób, które same doprowadzały się do szczytowania.

Podczas wyobrażeń erotycznych, stymulacji seksualnej i orgazmu u mężczyzn uaktywniają się nieliczne ośrodki w mózgu, a u kobiet natomiast niemal cały mózg świeci od jego niezwykle wzmożonej aktywności. W najnowszych badaniach nad orgazmem u kobiet przy użyciu nowoczesnych technik obrazowania mózgu udowodniono, że jest to jedna z najbardziej złożonych reakcji zachodzących w organizmie kobiety. Podczas pobudzenia seksualnego kobiety zostaje uaktywnione wiele obszarów mózgowych. Istotną rolę odgrywają takie ośrodki jak kora zakrętu obręczy, jądro półleżące, wyspa, jądro okołokomorowe. Metaforycznie można by powiedzieć, że u kobiety ten zapis wygląda, jakby w ciemnym pokoju zapalały się kolejno lampki, aż cały pokój rozświetla się rażąco jasnym światłem – mózg w wielu obszarach dosłownie płonie, podczas gdy u mężczyzn włączane są zaledwie pojedyncze światełka.

W książce znalazły się historie kobiet w różnym wieku, wykonujących różne zawody, będących w różnej sytuacji życiowej; wiele z nich żyje w stałych związkach, ma dzieci. W jaki sposób świadoma seksualność zwiększa ich komfort w różnych obszarach życia?
Nasze rozmówczynie mówią o tym, że zaspokojenie seksualne przynosi spokój i komfort życia, zadowolenie, dobry nastrój, uśmiech, radość, cierpliwość i zdrowie, a to pomaga w ogólnym lepszym funkcjonowaniu. Mijają migreny, bóle głowy, frustracje, złość, rozterki, żale i pretensje. Spełnione seksualnie kobiety zyskują odwagę w pracy, podejmują wyzwania zawodowe, skutecznie pną się po szczeblach kariery. Poczucie bycia atrakcyjną i spełnioną seksualnie kobietą podwyższa samoocenę, dodaje animuszu i pozwala na różne sukcesy, staje się siłą do działania, do tego, żeby się chciało przenosić góry.

Bohaterki odkrywają, że będąc w związkach, mogą rozwijać swoją seksualność i jeśli żyją z odpowiednim partnerem, to z tego korzystają obydwoje. Inne decydują się na zmianę i odnalezienie partnera, który nie będzie pacyfikować ich naturalnej siły seksualnej, ale raczej pomoże stworzyć optymalne warunki do jej wspólnego eksplorowania. Jeszcze inne doceniają swobodę i przestrzeń w życiu bez mężczyzny. Większość naszych bohaterek posiada dzieci, niektóre z nich już odchowane. Każda z nich udowadnia, że rola kobiety matki i kobiety kochanki nie musi się wykluczać, ale może pozytywnie wzajemnie przenikać i wzmacniać.

Imiona bohaterek zostały ukryte pod nazwami kwiatów. Dlaczego akurat kwiatów?
Podstawą była zmiana imienia, obiecałam naszym bohaterkom skrupulatne zatuszowanie ich tożsamości. Kobiety i ich seksualność są jak kwiaty, piękne, wonne, delikatne, różnorodne, kwitnące, jeśli otoczenie im sprzyja. Tak jak do rozkwitu kwiatu potrzebny jest podatny grunt, słońce, ciepło, woda, czyli sprzyjające środowisko. Jeśli jest odpowiednio pielęgnowany, staje się jeszcze piękniejszy i długo zachowuje swoją świeżość. Jeśli jest zaniedbany – po prostu więdnie, obumiera tak jak obumrze zapomniana kobiecość. Pracując w gabinecie seksuologa, często proszę o skojarzenie waginy z kwiatem. Odpowiedzi jest wiele. Róża, storczyk, tulipan… Nasze bohaterki od samego początku tego przedsięwzięcia stanowią mocno przemyślaną kompozycję. Każda historia jest inna, odrębna, ale stanowią swego rodzaju wiązankę.

Kwiat trafił również na okładkę. To orchidea.
To ja jestem autorką grafiki z okładki. Ta historia łączy się z malarzem, Edwardem Dwurnikiem, który na urodziny dostawał ode mnie grafiki przedstawiające seksualny smak kobiet. Miałam poważny wypadek i nie mogłam podarować Edwardowi tej grafiki, oprawiona i zapakowana przestała u mnie wiele lat. Postanowiłam jej dać drugie życie na okładce książki odkrywającej kobiecą seksualność. Mam wrażenie, że kwiat orchidei jest niemal anatomicznie podobny do kobiecej waginy. Jest niezliczona ilość odmian tego gatunku i nawet kwiaty w tej samej odmianie bardzo się między sobą różnią. Podobnie jest z kobietami, naszymi mózgami i waginami.

Ma pani doświadczenie jako seksuolog kliniczny, terapeuta, autorka prac o zachowaniach seksualnych. Czy w czasie rozmów coś panią szczególnie zaskoczyło?
Nie ma we mnie wiele zaskoczenia, ale jest poczucie dumy z postawy Polek odważnie eksplorujących swoją seksualność. Jeszcze niedawno nie były gotowe na zmianę mentalną, raczej poszukiwały wyciszania swoich potrzeb seksualnych, które pozostawały w sprzeczności z poglądami obyczajowymi i przekonaniami społeczno-kulturowymi, a dziś coraz częściej porzucają dostosowywanie się do upodobań i życzeń mężczyzn. Jako terapeutka podkreślam, że cieszy mnie ta umiejętność kierowania przez kobiety swoim życiem, tak aby móc czerpać z niego spełnienie i radość.

Sylwia Jędrzejewska, dr nauk o zdrowiu, seksuolog kliniczny, zajmuje się terapią seksualną kobiet i mężczyzn oraz partnerskimi zaburzeniami seksualnymi. Autorka książek i publikacji o zachowaniach seksualnych www.seksuolog.tv.

  1. Psychologia

Mindfulness na trudne czasy. Rozmowa z Zuzanną Ziomecką, trenerką uważności

Co nam daje mindfulness? – Buduje umiejętność skupienia uwagi i kierowania nią. Umożliwia bycie w pełni obecnym, kiedy tego chcemy czy potrzebujemy. Osłabia reakcje automatyczne, zastępując je reakcjami świadomymi – pisze w swojej książce
Co nam daje mindfulness? – Buduje umiejętność skupienia uwagi i kierowania nią. Umożliwia bycie w pełni obecnym, kiedy tego chcemy czy potrzebujemy. Osłabia reakcje automatyczne, zastępując je reakcjami świadomymi – pisze w swojej książce "Wyspa spokoju. Jak mindfulness pomaga w trudnych sytuacjach" trenerka Zuzanna Ziomecka. (Fot. Michał Wargin)
Mindfulness nie sprawi, że trudności znikną z naszego życia. To, co nam może dać, to odrobinę więcej opanowania, samoświadomości i kontroli. W dzisiejszych czasach to rzecz bezcenna. Zuzanna Ziomecka tłumaczy, jak praktyka mindfulness może pomóc również w podejmowaniu trudnych decyzji.

W swojej najnowszej książce piszesz, że paradoksalnie praktyka mindfulness przygotowała cię na falę niespodziewanych zdarzeń: nagłą utratę pracy i śmierć ukochanej babci. Sądzisz, że bez tego nie dałabyś sobie wtedy rady?
Nie wiem, czy nie dałabym sobie rady, ale na pewno dałabym sobie radę gorzej. Mindfulness pomaga, bo buduje mentalną formę. Tak samo jak budujemy kondycję fizyczną po to, by kiedy ucieknie nam autobus, móc go szybciej dogonić, zamiast zaczynać ćwiczyć dopiero na przystanku, gdy on już odjeżdża. Z mindfulness jest bardzo podobnie. To praktyka, która wzmacnia odporność psychiczną i zapobiega temu, by rozmaite życiowe problemy wzbudzały w nas bardzo destrukcyjną reakcję.

Ja doświadczyłam tego podczas masażu dźwiękiem. Wprowadził mnie w stan tak wielkiego spokoju, że wszystko, co potem spadło na mnie w ciągu dnia, przyjmowałam z anielską cierpliwością, a zwykle takie sytuacje wytrącały mnie z równowagi. Mindfulness powoduje, że w ogóle nie dochodzi do wzburzenia czy po prostu powrót do równowagi jest szybszy?
To zależy. Reakcja stresowa zwykle dodaje nam dużo energii do działania – walki lub ucieczki – ale żeby to zrobić, musimy ją skądś zabrać. Ośrodek, który ponosi podczas stresu największą stratę, to nowoczesna część mózgu zwana korą przedczołową. W stresie tracimy dostęp do tego obszaru, a to on jest odpowiedzialny za nasze najważniejsze kompetencje, wiedzę i umiejętności. W nim mieści się pamięć, zdolność do sprawnego komunikowania, umiejętność analizy, kreatywność, uczenie się, empatia... I nagle ciach, stres nam to zabiera. Utrzymanie dobrej „formy uważnościowej” poprzez regularną praktykę powoduje, że ta reakcja odpala się rzadziej albo w mniejszej skali, czyli nie tracimy rozumu w obliczu stresu. Są jednak takie sytuacje losowe, których nie sposób nie przeżywać. Gdy dzieje się coś, co przewraca nasze życie do góry nogami, jak śmierć kogoś bliskiego, choroba czy choćby właśnie utrata pracy – na to nie ma magicznego pstryczka.

Mindfulness nie sprawi, że trudności znikną z życia. To, co nam może dać, to odrobinę więcej opanowania, samoświadomości i kontroli. W takim stanie nie reagujemy automatycznie, czyli nie wchodzimy w utrate koleiny, które sprawiają, że zachowujemy się tak, że później żałujemy. A stres albo nie pojawia się wcale, albo pojawia się, ale jesteśmy w stanie go lepiej opanować.

Opowiedz o swojej osobistej historii z mindfulness. Jak rozumiem, wszystko zaczęło się w 2013 roku, a czynnikiem zapalnym był artykuł w „Przekroju”, który wtedy prowadziłaś, na temat tego, jak radzą sobie ze stresem wizjonerzy z Doliny Krzemowej.
Nasz artykuł w „Przekroju” był pierwszym dużym tekstem w ogólnokrajowych mediach na temat mindfulness. Napisała go dziennikarka z działu nauki, która była bardzo zainteresowana tym, w jaki sposób ćwiczenia mentalne wpływają na organizację i strukturę mózgu. Faktycznie wtedy najgłośniej i najczęściej mówili o tym przedsiębiorcy z Doliny Krzemowej, którzy pracowali nad ważnymi innowacjami pod ogromną presją czasu. Śledziłam ich poczynania i odwoływania do praktyki uważności od jakiegoś czasu w magazynach, którymi byłam wtedy zafascynowana, jak „Wired” czy „Fast Company”. To były pisma, które traktowały przedsiębiorców i start-uperów niczym gwiazdy rocka. A hasło „mindfulness” przewijało się nagminnie. Intrygowało mnie więc od dawna, ale dopiero tekst w „Przekroju” pomógł mi lepiej zrozumieć, czym owo mindfulness jest. Poza inspiracją czerpaną od innych, bardzo lubię rozumieć, jak coś działa. To mi daje dużą motywację. Dlatego moja książka jest pełna wyjaśnień naukowych oraz historii praktyków.

Mamy masę dowodów na to, że dzięki praktykowaniu uważności ciało migdałowate w mózgu zmniejsza swoją objętość i staje się mniej reaktywne na zdarzenia stresowe. Mamy też dowody na to, że praktycy mindfulness podejmują bardziej świadome i lepszej jakości decyzje. Mamy nawet dowody na to, że lepiej radzą sobie z konfliktami w rodzinie, związkach czy pracy. Tych badań jest ponad sześć i pół tysiąca. W książce zebrałam 12 historii z życia różnych osób pokazujących, że to nie są wnioski oderwane od rzeczywistości, tylko prawdziwe zmiany, których można doświadczyć w życiu codziennym i w trudnych momentach.

Czyli nie bez powodu panuje opinia, że medytacja, a zwłaszcza medytacja mindfulness, która wydaje się najłatwiejsza „w obsłudze”, jest dziś lekarstwem na wszystkie bolączki.
Nie jest! Nie! Mindfulness nie rozwiązuje żadnego problemu, ale w obliczu każdego pomoże ci lepiej poradzić sobie z sobą. Problem nie zniknie, ale ty będziesz silniejsza, bardziej opanowana, mądrzejsza. W tym sensie jest pomocny we wszystkich trudnych i zwykłych okolicznościach, bo daje kontakt ze sobą, pokazuje wyraźnie, co się dzieje i pozwala działać świadomie i rozsądnie, zamiast impulsywnie i odruchowo.

Najbardziej ze wszystkich korzyści, o których piszesz, zainteresowała mnie pomoc w podejmowaniu decyzji. Jest kilka powodów, dla których bywa to dla nas trudne. Po pierwsze, nie wiemy, jakie będą ich skutki, więc wyrzucamy sobie po czasie, że podjęliśmy złą decyzję, że mogliśmy kogoś spytać albo że za szybko zareagowaliśmy. Mindfulness sprawia, że podejmujemy lepsze decyzje czy że nie mamy do siebie potem o nie pretensji?
Magia tkwi w samym procesie, bo na to mamy wpływ. Możemy pracować nad uważnym podejmowaniem decyzji, co jest trochę inną rzeczą niż jej konsekwencje. To, co się wydarzy potem, zależy od wielu czynników, nie do końca takich, które kontrolujemy.

Jak w tym procesie może nam pomóc uważność?
Może nam dać przekonanie, że nie pominęliśmy niczego ważnego w rozważaniach, nie zachowaliśmy się pochopnie i że decyzja, którą podjęliśmy, nie jest oderwana od tego, kim jesteśmy i do czego zmierzamy w życiu. To są najważniejsze kwestie, które warto wziąć po uwagę przy dokonywaniu trudnych wyborów. I one nie są dla nas dostępne, gdy włącza się napięcie i poczucie presji czasu, które odbierają nam cierpliwość. Mamy wtedy potrzebę, by działać szybko. Dlaczego? By rozładować nagromadzoną w ciele energię, którą stres nam dostarcza. Dlatego tak trudno jest słuchać innych oraz siebie, gdy jesteśmy zdenerwowani. Trudno się skupić, zdystansować, pomyśleć, bo ciało przede wszystkim łaknie działania. Jakiegokolwiek działania.

Regularna praktyka uważności przywraca cierpliwość – pozwala spokojnie się zastanowić, dać sobie czas i przestrzeń na to, by obejrzeć sprawę z różnych stron. Te różne strony to na przykład sprawdzenie, jak ludzie, którym ufam, a którzy nie są dokładnie tacy jak ja, widzą tę sprawę. Nasze postrzeganie rzeczywistości jest biologicznie dość wąskie i ograniczone. Dlatego im więcej mądrych i zaufanych osób powie nam, jak one to widzą, tym szerszy obraz zobaczymy.

Druga rzecz, która jest bardzo wartościowa, to słuchanie trzewi albo inaczej: brzucha, albo jeszcze inaczej: intuicji, które ja rozumiem jako dostęp do naszych wcześniejszych doświadczeń. Wszystkie są zapisane w specjalnym „katalogu”, do którego nie mamy świadomego dostępu. Jest tylko jedno połączenie z nim i ten kabelek biegnie do ciała, nie do świadomego umysłu. Kiedy w tym katalogu dochodzi do rozpoznania pozytywnego wzorca np. „O, to jest podobne do fajnej sytuacji, której kiedyś doświadczyłam”, to ciało reaguje radością na wybór, który przypomina tamten z przeszłości. W drugą stronę to działa tak samo – jeśli podobny wybór w przeszłości skończył się dla nas źle, to ciało będzie mówiło: „Nie, nie tędy droga”. Intuicja jest bardzo pomocnym źródłem informacji.Kłopot w tym, że nie działa, kiedy mamy do czynienia z sytuacją, z którą nie mamy wcześniejszych doświadczeń. Wtedy nie pojawiają się sygnały od intuicji, tylko zwykłe lęki czy pragnienia, które nie zawsze są dobrymi doradcami. Uważność pomaga zatrzymać się i zauważyć takie sygnały z ciała oraz stwarza sposobność, by odczytać, co mogą oznaczać.

Ostatnia rzecz, jaką daje mindfulness, to przestrzeń do przemyśleń bardziej osobistych. Związanych z tym, co ja chcę osiągnąć w życiu, kim chcę być i jakie są moje wartości. Bo dokładnie ten sam wybór u kogoś innego może skutkować odwrotną decyzją niż u mnie, i nadal być dobrym wyborem. Każdy z nas trochę inaczej nawiguje przez życie i do czegoś innego zmierza. Kiedy to wszystko rozpatrzymy, to właściwie nie będziemy musieli podejmować już żadnej decyzji. Ona sama się podejmuje, bo wszystko stanie się jasne. To piękny moment. I okazuje się, że najlepsze, co musisz zrobić, by wybrać właściwie dla siebie, to posiedzieć w ciszy.

Zachęcasz też do poszukania zdania, które określa naszą misję, czegoś w rodzaju życiowego motta, do którego możemy się odwołać w trakcie podejmowania decyzji.
Nie nazwałabym tego mottem, bo to słowo kojarzy mi się z cytatem z kalendarza ściennego czy ze szkolnego zeszytu. Długo zresztą szukałam słowa, by określić, co mam na myśli. Po angielsku jest idealne – purpose, które można przetłumaczyć jako powołanie lub sens twojego życia. I faktycznie jest tak, że jeśli mamy ułożone, odkryte i zdefiniowane, do czego w życiu dążymy, to trudne decyzje stają się o wiele łatwiejsze do podjęcia.

Jednym z przekleństw naszych czasów jest mnogość wyboru. Mamy tyle możliwości. Możemy mieszkać praktycznie w każdym miejscu na świecie, robić wszystko, o czym marzymy, bo stosunkowo łatwo jest się przebranżowić. Do tego jest tyle mężczyzn i kobiet, z którymi moglibyśmy być, tyle przepisów na to, co moglibyśmy ugotować... Jeżeli nie mamy swojego azymutu, swojej gwiazdy północnej, według której nawigujemy w życiu, to zaczynamy hasać od Sasa do Lasa. Być może ostatecznie wylądujemy w fajnym miejscu i z fajną osobą, a może nie. Bez znalezienia swojego sensu w życiu, oddajemy wszystko w ręce losu.

W pandemii musimy podjąć mnóstwo decyzji, które kiedyś wydawały się proste. Dokąd pojechać z dziećmi na wakacje? Czy odwiedzić rodziców? Dziś nie wiemy, czy to bezpieczne dla nich i dla nas. Żyjemy w trudnych czasach i do tego dochodzą jeszcze trudne okoliczności. Jak sobie z tym radzić?
Ostatni rozdział mojej książki jest chyba dla mnie najważniejszy, bo traktuje o trudnościach, na które nie mamy wpływu; o problemach, których naszymi decyzjami czy zachowaniami nie jesteśmy w stanie rozwiązać. Pandemia jest dobrym przykładem.

Jedną z najgłębszych zmian, jakie mindfulness oferuje praktykom, jest umiejętność bycia w niepewności. Jakie to teraz ważne, prawda? Nigdy nie byliśmy w obliczu tak wielkiego znaku zapytania jak teraz, gdy niepokój jest ukryty pod właściwie każdą decyzją. Zgoda na „nie wiem” powoduje, że jesteśmy w stanie znaleźć spokój mimo niepewności. Może się wydawać, że jedno wyklucza drugie, bo niepokój i trudne emocje, jak strach, gniew czy smutek, mają tendencję do dominowania naszego doświadczenia. Nie lubimy ich, powodują cierpienie i bardzo trudno z nimi funkcjonować. Praktyka mindfulness sprawia, że te stany stają się mniej bolesne. One cały czas są, ale obok nich jest też spokój, opanowanie i świadomość, że to minie. Bo główna obserwacja na temat tego, jaka jest rzeczywistość, jest właśnie taka: wszystko jest ulotne, zmienne. Myśl, którą mam i która w tej chwili wydaje się taka pilna, też zniknie. I to samo dotyczy emocji. Nawet te najbardziej bolesne też w końcu znikają. Ta świadomość daje siłę i odwagę, by je znosić, bez histerycznej próby pozbycia się ich natychmiast. Uważność pomaga dźwigać, jest dodatkową parą rąk, które cię podtrzymują, gdy jest ci źle i czujesz, że już nie dajesz rady.

Kiedy patrzysz się na siebie sprzed dziesięciu lat i na siebie teraz – jaką największą zmianę dostrzegasz?
Jest jedna rzecz, która wychodzi na prowadzenie, rzecz z poziomu meta. Ja kiedyś byłam pusherką, czyli osobą, która ciągle popycha rzeczy do przodu. Miałam poczucie, że muszę ciągle wymuszać na rzeczywistości wysłuchanie mnie albo wzięcie pod uwagę mojej perspektywy. Więc wywierałam nacisk: na ludzi, na szklane sufity, na rozmaite ściany i mury. Dzięki mindfulness zauważyłam, że ta tendencja, która – jak uważałam – służyła mi zawodowo, stała się moją cechą charakteru. Często narzucałam swoją wolę, a nawet wymuszałam różne rzeczy – w moich relacjach z partnerem, z dziećmi, ale też z rzeczywistością. Bo kiedy sobie coś wymyśliłam, to za wszelką cenę chciałam to zrealizować. Nie zwracałam uwagi na to, czy to jest potrzebne, czy ktoś jest tym w ogóle zainteresowany. Zrobiłam w życiu tyle rzeczy, których nikt nie potrzebował, tylko dlatego, że mi się podobały! Wiele razy waliłam głową w mur, nie widząc, że obok są drzwi. Teraz działam inaczej. Staram się wkładać energię w rzeczy, które są potrzebne, i słuchać tego, co do mnie wraca. To bardzo wiele zmienia. Dziś często dostaję informację zwrotną: „To było dla mnie ważne, coś mi dało”. Czuję się w lepszym kontakcie z rzeczywistością i ludźmi wokół mnie. I napędza mnie nadzieja, że robię rzeczy, które są nie tylko dobre dla mnie, ale też dla świata.

Nie jesteś już pusherem, a kim?
Tancerką. Nawet moja działalność gospodarcza tak się nazywa. „Zuzanna Ziomecka tańczy”.

Zuzanna Ziomecka, dziennikarka i trenerka specjalizująca się w rozwoju zdolności przywódczych. Jest wiceprezesem Polskiego Instytutu Mindfulness oraz dyrektorem w WellCome Institute, gdzie tworzy autorskie programy rozwojowe dla międzynarodowych firm. Wcześniej prowadziła i redagowała takie projekty, jak „Aktivist”, „Gaga” czy „Przekrój”.

  1. Zdrowie

Alergie - podstawowe informacje

Najczęstsze objawy reakcji alergicznej to łzawienie oczu, kichanie, katar sienny i kaszel, zmiany skórne, bóle brzucha, wzdęcia, biegunki i zaparcia oraz duszności. (Fot. iStock)
Najczęstsze objawy reakcji alergicznej to łzawienie oczu, kichanie, katar sienny i kaszel, zmiany skórne, bóle brzucha, wzdęcia, biegunki i zaparcia oraz duszności. (Fot. iStock)
Nie taki diabeł straszny, jak go malują. Fakt, alergia potrafi zatruć życie, ale radzimy sobie z nią coraz lepiej. Alergia nie jest, jak wielu sądzi, chorobą nową: wspominają o niej już inskrypcje egipskie liczące sobie z górą pięć tysięcy lat. Dziś na alergię cierpi już – według różnych źródeł – 20–30 proc. ludzi i odsetek ten szybko rośnie. Naukowcy przyczyn alergii upatrują w coraz bardziej sterylnych warunkach, w jakich żyjemy.

Dawniej nasz układ odpornościowy stale walczył z drobnoustrojami i pasożytami, przed którymi obecnie chronią nas środki dezynfekujące, szczepienia profilaktyczne oraz leki. Rozregulowuje to jednak system odpornościowy, czyni go nadwrażliwym na substancje normalnie nieszkodliwe. Organizm reaguje jak w wypadku ataku prawdziwych agresorów – stanem zapalnym, który w zwykłych warunkach przyspiesza powrót do zdrowia. U alergików staje się problemem samym w sobie. Sytuację komplikuje to, że skłonność do stanów zapalnych zwiększa stres, nieodłączny składnik naszego życia... Nikt przy zdrowym zmysłach nie zrezygnuje z dobrodziejstw nowoczesnej higieny i medycyny, nie sposób też wyeliminować z naszego życia stresu. Ale nie jesteśmy wobec alergii bezbronni.

Skąd się bierze alergia?

Objawy reakcji alergicznej to przekrwienie, obrzęk, łzawienie oczu, kichanie, katar sienny i kaszel, zmiany skórne (pokrzywka, atopowe zapalenie skóry, zwane też egzemą), bóle brzucha, wzdęcia, biegunki i zaparcia oraz duszności. Bezpośrednim ich sprawcą jest histamina i inne związki, zwane mediatorami reakcji alergicznej, pojawiające się wskutek obecności alergenu. Uczulająco działają na organizm przede wszystkim obce białka. Układ odpornościowy alergika traktuje je jako szkodliwe i w kontakcie z nimi wytwarza specyficzne przeciwciała (immunoglobuliny) zwane IgE, te zaś uwalniają zmagazynowaną w określonych komórkach (mastocytach i bazofilach) histaminę. Wtedy się zaczyna! U osób wyjątkowo wrażliwych nagły obrzęk obrzęk nosa i krtani może nawet zagrozić życiu! Do wylewu histaminy dojść może także, gdy magazynujące ją komórki ulegną zniszczeniu, pod wpływem temperatury lub czynników mechanicznych (np. ucisku).

Alergeny

Pod tym pojęciem kryją się wszystkie substancje wywołujące reakcję uczuleniową. Rozpoznano ich już ponad 20 tys., ale najczęściej alergie wywołują:

  • odchody roztoczy, mikroskopijnych pajęczaków żywiących się złuszczonym naskórkiem (mnożą się głównie w łóżkach i pościeli, tapicerowanych meblach, dywanach);
  • pyłki kwitnących roślin wiatropylnych (drzew, traw i zbóż, chwastów);
  • wydzieliny zwierząt obecne na ich skórze, sierści i piórach, w ślinie i odchodach oraz jady produkowane przez niektóre zwierzęta (np. owady, stworzenia morskie);
  • produkty spożywcze (najczęściej mleko, pszenica, jaja kurze, ryby, cytrusy i orzechy) oraz leki (np. antybiotyki, leki znieczulające);
  • zarodniki grzybów mikroskopowych (zarówno tych obecnych w środowisku, jak i zamieszkujących nasze ciała);
  • substancje wchodzące w skład kosmetyków (głównie wyciągi roślinne i barwniki) oraz w środkach czystości;
  • lateks (zrobione są z niego np. kondomy i rękawiczki chirurgiczne);
  • nikiel (ten metal można znaleźć m.in. w suwakach, zegarkach, biżuterii, telefonach komórkowych).

Kto ma skłonność do alergii?

Co sprawia, że jedni ludzie cierpią z powodu alergii, inni zaś nie? Istotne są uwarunkowania genetycznie: gdy jedno z rodziców cierpi na alergię, prawdopodobieństwo wystąpienia jej u dzieci wynosi 30–40 proc., a jeśli uczuleniowcami są oboje rodzice, wzrasta ono do 60–80 proc. Dziedziczy się jednak nie chorobę, lecz skłonność do niej, zwaną atopią. Na to, czy alergia ujawni się u konkretnej osoby, duży wpływ mają czynniki środowiskowe. Ryzyko, że tak się stanie, zwiększa szczególnie:

  • sposób karmienia we wczesnym dzieciństwie (np. podawanie niemowlętom sztucznych mieszanek);
  • niezdrowa dieta, niedobór witamin i minerałów oraz nadmiar chemicznych dodatków do żywności;
  • kontakt ze związkami toksycznymi, m.in. używkami (papierosy!), spalinami samochodowymi, zanieczyszczeniami przemysłowymi;
  • częste infekcje oraz stosowane leków (na receptę i bez), gdy nie są bezwzględnie konieczne, bez kontroli lekarza.

Marsz alergiczny

Z alergią jest jak z miłością: można jej ulec w każdym wieku, choć ze statystyk wynika, że po 40. roku życia ujawnia się rzadko. W przeciwieństwie do miłości nie ma mowy o tym, by choroba ta znikła. Typowy scenariusz alergii wygląda tak: najpierw dają o sobie znać zaburzenia trawienne i zmiany skórne, potem dolegliwości ze strony układu oddechowego. To tzw. marsz alergiczny, który może doprowadzić do ciężkiej choroby, astmy oskrzelowej. Pokonanie tej drogi czasem zajmuje kilka lat, a czasem dekady. Zdarza się, że alergia pozostaje w stanie utajonym przez lata, by w pewnej chwili – gdy odporność organizmu osłabnie – zaatakować ze zdwojoną siłą.

Jak rozpoznać alergię?

Alergia jest często mylona z innych schorzeniami, m.in. z infekcjami (drogi oddechowe, oczy), trądzikiem różowatym lub zaburzeniami trawiennymi. Decydujące znaczenie w postawieniu diagnozy ma wywiad lekarski, bo choć istnieją badania mogące potwierdzić alergię, to ich wyniki nie zawsze są jednoznaczne. Mimo że pacjenci przywiązują do nich wielką wagę, lekarze mawiają, iż leczą nie wyniki badań, lecz konkretnego człowieka trapionego określonymi dolegliwościami. Bezcenne dla alergologa są notatki pacjenta opisujące, w jakich okolicznościach pojawiły się niepokojące objawy, jaki był ich charakter, jak długo trwały itd. Z badań najczęściej zleca się testy skórne: na wewnętrzną stronę przedramienia lub plecy nanosi się próbki alergenów, które lekarz podejrzewa o wywoływanie uczulenia, i po reakcji skóry (zaczerwienienie, bąble, obrzęk) ocenia się prawdopodobieństwo alergii. Wykonuje się też analizę krwi na obecność przeciwciał IgE, ale ponieważ ich poziom rośnie nie tylko w efekcie alergii, oznacza tzw. swoiste IgE, skierowane przeciwko konkretnym alergenom (metoda RAST). W pewnych wypadkach (np. podejrzenie uczulenia na produkty spożywcze lub lateks) przeprowadza się również tzw. testy prowokacyjne: w warunkach szpitalnych poddaje się alergika bezpośrednio działaniu substancji prawdopodobnie go uczulającej.

Leczenie

Kluczowa jest profilaktyka: unikanie alergenów (jeśli to tylko możliwe), odpowiednia dieta (np. eliminacyjna) czy pielęgnacja skóry (jej podstawą powinny być tzw. emolienty – maści i kremy nawilżające i natłuszczające skórę) oraz kontrolowanie stresu. Większość alergików musi jednak, choćby okresowo, zażywać przepisane przez lekarza specyfiki. Alergicy ostro reagujący np. na jad owadów lub pokarmy powinni zawsze mieć w zasięgu ręki ampułkostrzykawkę z ratującą życie adrenaliną (hormon szybko gaszący reakcję zapalną).

Konsultacja: lek. med. Małgorzata Zaława-Dąbrowska, alergolog