1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Jak przyjmować komplementy?

Jak przyjmować komplementy?

123rf.com
123rf.com
Czasami łatwiej jest myśleć, że to inni ponoszą odpowiedzialność za nasze problemy, że nie mamy udanego związku, ponieważ nie trafiliśmy dotąd na właściwego partnera, że czujemy się samotni, ponieważ ludzie są egoistami zajętymi sobą itp. Czy to jest właściwy sposób myślenia? Według mnie nie.

Oto mój ulubiony cytat, który świetnie tłumaczy istotę naszych relacji ze światem: „Gdyby istniało jedno podstawowe prawo, odnoszące się do energii miłości, to brzmiałoby ono następująco: inni widzą i traktują cię dokładnie tak, jak widzisz i traktujesz siebie ty sam. Nie mówiąc ani słowa, sam nieświadomie pokazujesz innym, jak traktujesz siebie. Ponieważ ty jesteś swoim pierwszym opiekunem, inni spoglądają na ciebie, poszukując wskazówek, dotyczących tego, ile miłości wymagasz. Dajesz im te wskazówki. To, jak ludzie mówią do ciebie, jak cię traktują, co myślą i czego oczekują od ciebie, odbywa się pod twoje dyktando. Czy zdajesz sobie z tego sprawę czy nie, sam tworzysz wzorzec, według którego inni nawiązują z tobą kontakt".*

Kiedy wiele lat temu przeczytałam te słowa, uderzyła mnie ich prawdziwość i bezkompromisowość. Zaczęłam też patrzeć na relacje pod takim właśnie kontem – czy to prawda, że sami uczymy innych, jak mają nas traktować? Okazało się, że zdecydowanie tak.

Czy potrafisz przyjmować komplementy?

Weźmy na przykład coś tak oczywistego jak komplementy. Zdawałoby się kilka miłych słów, a jaki bywa z nimi problem. Oto sytuacja, której byłam świadkiem. W kawiarni do stolika, przy którym siedzą dwie (na oko czterdziestoletnie) kobiety, podchodzi mężczyzna. W jednej z nich rozpoznał szkolną koleżankę. Wita się i mówi z uśmiechem:„Wspaniale wyglądasz, nic, a nic się nie zmieniłaś, zresztą od razu Cię poznałem". Na twarzy kobiety zamiast radości maluje się konsternacja. „Coś ty!" – wykrzykuje i dodaje: Przecież mam dorosłą córkę i zaczynam siwieć!”. Teraz z kolei mężczyzna wydaje się zmieszany. Chyba liczył na inną reakcję. Jak myślicie, co oznaczało zachowanie kobiety, jak można je odczytać? Według mnie jest to komunikat:„Nie wierzę, że jestem atrakcyjna!". W dodatku to wcale nie była prawda. Miała dobrą figurę, wyglądała młodo. A jednak z jakiegoś powodu wolała zdewaluować siebie.

Problem z komplementami

Co sprawia, że nie umiemy cieszyć się z miłych słów? Ktoś mówi: „Fajna sukienka". Stara jak świat" - odpowiadasz. „Świetnie wyglądasz" – słyszysz. Nie żartuj, okropnie przytyłam" – ripostujesz.

Problem z przyjmowaniem komplementów świadczy o tym, że nasza samoocena jest zaniżona. Kiedy myślimy o sobie w kategoriach – mało atrakcyjny, przeciętny, nic szczególnego – przeczące temu słowa wydają się nam nieprawdą, manipulacją i czujemy się w obowiązku zaprotestować. W ten sposób oznajmiamy całemu światu – nie mówcie mi miłych rzeczy! Ja i tak w to nie wierzę!

Jak nauczyć się przyjmować komplementy?

Jeśli przyjmowanie komplementów stanowi dla ciebie wyzwanie, prawdopodobnie z innymi „prezentami" jest jeszcze gorzej: z otwieraniem się na przyjaźń, miłość itp. Czy naprawdę warto je odrzucać?

1. Zacznij od diagnozy

Aby nauczyć się przyjmować mniejsze i większe dobrodziejstwa, najpierw warto zrozumieć, co do tej pory nam przeszkadzało. Co sprawia, że źle się czujesz, kiedy ktoś mówi ci coś miłego czy okazuje zainteresowanie twoją osobą? Gdy to się zdarzy, nie reaguj automatycznie. Weź kilka głębokich oddechów i znajdź odpowiedź na pytanie, co czujesz. Możesz także usiąść wygodnie i oddychając głęboko przywołać jakąś zapamiętaną sytuację, w której poczułeś dyskomfort i potrzebę odrzucenia czyichś miłych słów lub gestu. Zapewne odnajdziesz w sobie jakąś emocję. Może niepewność, wstyd, konsternację? Pozwól niech ta emocja się zamanifestuje. Jeśli masz na to warunki (nie jest to sytuacja towarzyska, która się właśnie dzieje), obdarz te emocję głosem i wypowiedz jej przekaz na głos. Kiedy rozmawiałam na te temat z moimi klientami mówili np. -„Nie wierzę w te słowa. To tylko takie pochlebstwo". -Och, ten ktoś tylko tak mówi, będę naiwna, gdy w to uwierzę". -„Pewnie czegoś ode mnie chce". -„Wcale nie jestem ładna".

2. Zweryfikuj swoje przekonania

Pomyśl teraz, co sam/sama o sobie myślisz. Czy naprawdę masz się za kogoś, kto nie zasługuje na pochwały, uznanie, gesty, miłe słowa i inne prezenty? Jeśli tak, uświadom sobie, że to ty sam/sama je odrzucasz.

3. Wprowadź plan naprawczy

Poprawa samooceny wymaga zmiany sposobu myślenia. Jeśli więc do tej pory nie myślałaś o sobie, najwyższa pora to zmienić. Weź kartę papieru i długopis, a następnie napisz odpowiedzi na pytania: - Co w sobie lubię? - Co w sobie cenię? - Co w sobie podziwiam? - Co mi się w sobie podoba? - W czym jestem naprawdę dobra/dobry? - Za co siebie szanuję? - Co w sobie kocham? Choć zmiana może wymagać nieco czasu, warto zdobyć się na cierpliwość i konsekwentnie zauważać swoje przymioty. Dlatego codziennie zapisuj również wszelkie sytuacje, w których byłeś z siebie zadowolony i zacznij siebie komplementować Powstrzymaj się także przed bagatelizowaniem pozytywnych opinii od innych osób. Gdy zaczniesz swobodnie przyjmować komplementy, pojawi się także przestrzeń na inne przyjemności.

I tego wszystkim życzę! Joanna Godecka

*Carter-Scott Cherie – Jeśli miłość jest grą. 10 zasad budowania związków

Artykuł powstał w ramach akcji „Dla każdego coś miłego”. .

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Dlaczego decydujemy się na pomaganie innym? – wyjaśnia psycholożka

Pomagamy na wiele sposobów. Warto jednak zaznaczyć, że ponad 1/3 polskiego społeczeństwa deklaruje udział w akcjach dobroczynnych poprzez wsparcie finansowe lub rzeczowe. Nadal zatem łatwiej nam dzielić się pieniędzmi niż wolnym czasem. (fot. iStock)
Pomagamy na wiele sposobów. Warto jednak zaznaczyć, że ponad 1/3 polskiego społeczeństwa deklaruje udział w akcjach dobroczynnych poprzez wsparcie finansowe lub rzeczowe. Nadal zatem łatwiej nam dzielić się pieniędzmi niż wolnym czasem. (fot. iStock)
Za chęcią niesienia pomocy kryją się różne psychologiczne mechanizmy, wspólne dla wszystkich ludzi. Co, tak naprawdę, nam samym daje angażowanie się w pomoc? - tłumaczy Joanna Gutral, psycholożka z Uniwersytetu SWPS.

Nasza charytatywna aktywność zwiększyła się znacznie w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Polacy coraz chętniej podejmują pomocowe działania, co można zresztą zaobserwować przy okazji pandemii koronawirusa. Służą one nie tylko tym, którzy otrzymują pomoc, ale służą też psychicznemu dobru tych, co pomagają. Zresztą każdy, kto angażuje się chociażby w coroczne finały WOŚP wie, jaka się wówczas „rozchodzi” pozytywna energia.

Pomaganie nie jest nowym przedsięwzięciem. –  Działalność dobroczynna ma długie tradycje. Pojawiła się znacznie wcześniej niż pomoc społeczna organizowana przez państwo i samorząd terytorialny. Powstała z potrzeby pomagania, przekonań wewnętrznych, ale także poczucia obowiązku, a czasem z chęci zyskania rozgłosu – zaznacza prof. Iwona Sierpowska, prawnik z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu.

Dlaczego pomagamy?

– Przede wszystkim istnieje coś takiego jak wymiana społeczna i norma wzajemności. Wedle tej normy, kiedy pomagamy myślimy o tym, że gdy będziemy w potrzebie, znajdzie się ktoś, kto pomoże nam – i to motywuje nas do wzajemnej pomocy. – podkreśla Joanna Gutral, psycholożka. – To jest taka wiara w to, że nie jesteśmy sami i zawsze znajdzie się ktoś, kto nam pomoże, więc my też powinniśmy pomagać. Poza tym, przyjście komuś z pomocą łagodzi nasz wewnętrzny dyskomfort patrzenia na czyjąś krzywdę. Nie lubimy kiedy komuś dzieje się źle. Zatem wolimy pomóc, żeby to poczucie krzywdy zmniejszyć. To, co również jest ważne: jesteśmy istotami empatycznymi.
Jesteśmy altruistami. A zatem współodczuwanie i chęć pomocy są wpisane w nasze człowieczeństwo. Jest to dość naturalny odruch.

Co nam daje pomaganie? Jakie czerpiemy korzyści psychologiczne?

Pomagając potrzebującym bez wątpienia przyczyniamy się do poprawienia ich sytuacji. Nieważne, czy wpłacamy pieniądze na operację wady serca u dziecka, czy bierzemy udział w karmieniu bezdomnych, czy poświęcamy czas starszym, samotnym ludziom – zawsze dokładamy „cegiełkę” do tego, żeby świat był lepszy. Sami jednak też czerpiemy z tego dawania dobra.

- To, co jest ważne, to że pomaganie jest nagradzające dla nas samych. Lubimy myśleć o sobie dobrze, a myślimy o sobie dobrze wtedy, kiedy dobrze postępujemy. Zatem pomaganie pozwala nam na patrzenie na siebie w pozytywnym świetle – podkreśla psycholożka i dodaje. –  Przez to, że postępujemy dobrze i widzimy się w dobrym świetle, wzrasta nasza samoocena. Poza tym, jako osoby, które pomagają otrzymujemy wsparcie społeczne i aprobatę społeczną. Bezapelacyjnie wszyscy postrzegają pomaganie jako pożądane zachowanie.

Lepsze samopoczucie, wyższa samoocena i przekonanie, że mamy społeczne wsparcie (niemal w każdym społeczeństwie docenia się ludzi, którzy są pomocni) – to jeszcze nie wszystkie profity, jakie daje nam niesienie pomocy. Joanna Gutral podkreśla też, że spotykając się z innymi osobami, które pomagają, zaczynamy przynależeć do pewnych mniejszych społeczności. Poznajemy wówczas osoby, które łączy wspólna pasja (w pomaganiu, w wolontariacie), a to również daje nam wsparcie w życiu i poczucie sprawstwa.

Czym w takim razie kierujemy się przy wyborze celu, który wspieramy? – Przede wszystkim tym, na ile jest on dla nas istotny. Jeżeli interesujemy się zwierzętami, lub jesteśmy miłośnikami zwierząt, to zapewne możemy zdecydować się na to, żeby pomóc zwierzętom w schroniskach. Jeśli kogoś z naszych bliskich, lub nas samych, spotkała jakaś sytuacja zdrowotna, życiowa, losowa, która wymagała wsparcia, to aktywność poznawcza tego zdarzenia na pewno pozwoli na to, aby bardziej skoncentrować się na pomaganiu w tym obszarze. – Joanna Gutral podkreśla, że dane zdarzenie musi być dla nas ważne. – Pomagamy w tych obszarach, które wydają nam się najbardziej istotne, ale przede wszystkim pomagamy z nadzieją na to, że jeżeli znajdziemy się w złej sytuacji - to ktoś pomoże nam.

Jakie formy pomocy najczęściej wybieramy?

– Najchętniej pomagamy finansowo, ponieważ mamy poczucie, że faktycznie dajemy komuś pomoc, a nie wymaga to od nas aż tak dużego poświęcenia czasu. – zaznacza terapeutka – Pomagamy również aktywnie, przez różnego rodzaju wolontariaty. Dobrze jest  taki wolontariat zaaranżować na rzecz pewnej zabawy, miłego spędzania czasu, tak, aby nie tylko mieć poczucie, że dajemy coś z siebie, ale że coś otrzymujemy w zamian za tę pomoc. I tak jak wspomniałam wcześniej: najważniejsze jest to, aby pomóc w obszarze, który uważamy za ważny, ponieważ tylko taka motywacja wewnętrzna pozwoli nam na to, aby w pełni oddać się temu pomaganiu i jednocześnie czerpać z tego satysfakcję.

Źródło: materiały prasowe SWPS

  1. Psychologia

Doświadczenie kłamstwa wpływa negatywnie na naszą samoocenę. Jak uzdrowić trudne emocje?

Gdy stajemy się ofiarami kłamstwa, tracimy nie tylko zaufanie do innych, ale również poczucie własnej wartości. (Fot. iStock)
Gdy stajemy się ofiarami kłamstwa, tracimy nie tylko zaufanie do innych, ale również poczucie własnej wartości. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
- Kłamstwo wzbudza całą gamę emocji i to zarówno u osoby, która go doświadcza, jak i tej, która jest jego autorem. Ważne, aby dokładnie określić, jakie to emocje, żeby następnie móc je przepracować, przetrawić i rozwinąć  - pisze Lisa Lettesier, autorka książki „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”.

Mocny koktajl emocjonalny

Podczas mojego sondażu poprosiłam uczestników o opisanie, co odczuli, gdy zostali okłamani przez osobę, z którą są w związku (lub byli w związku, ale aktualnie już nie są). Najczęściej wskazywali oni takie emocje lub uczucia, jak poczucie zdrady i utrata zaufania do partnera.

Pojawiły się również: poczucie zranienia, irytacja, obraza, niezrozumienie, uraza, pogarda, ból, poczucie wykluczenie, upokorzenie, niesmak.

Wielu respondentów zwróciło uwagę też na utratę zaufania do siebie i spadek samooceny, czemu towarzyszyły myśli w rodzaju „nie zasługuję na zaufanie”, „nie ufają mi”, „biorą mnie za imbecyla”, „traktują mnie jak dziecko, które nie jest w stanie sprostać rzeczywistości albo infantylizują mnie”, „uważają, że nie uniosę prawdy”, „nie szanują mnie”.

W rzeczywistości to, czy kłamstwo uważamy za poważne, czy nie, wiąże się z konsekwencjami, jakie ma ono dla nas, i z tym, w jaki sposób odbija się na naszej samoocenie. Stanie się ofiarą kłamstwa ze strony kogoś bliskiego, do kogo mieliśmy zaufanie; ze strony osoby, dla której wydawaliśmy się być kimś ważnym – jest zranieniem narcystycznym. Poza wspomnianym koktajlem emocjonalnym cierpi nasze ego, gdy dowiadujemy się, że inni byli na bieżąco, a my nie. Tracimy dobre zdanie o drugiej stronie, ale i na własny temat. Niekiedy umniejszanie własnej wartości jest tak mocne, że prowadzi do poczucia winy: „To moja wina, że ktoś mnie okłamał; jestem tak beznadziejną osobą, że musiał mnie okłamać albo nie zasługuję na jego szacunek”. Niektórzy mogą doświadczyć także poczucia utraty punktów zaczepienia. „Kotwice” zbudowane wspólnie z drugą osobą, we wzajemnym zaufaniu i szacunku, zrywają się.

Gdy przytłaczają nas negatywne emocje, ból może stać się nadzwyczaj uciążliwy i nasze myśli zmienić w obsesję. Wtedy wszystkimi środkami staramy się zminimalizować napięcie, odrzucając te myśli, unikając ich i starając się rozwiązać problem.

Zdrada w związku

Psycholog Dennis Ortman zidentyfikował syndrom zespołu stresu po zdradzie na tej samej zasadzie co zespół stresu pourazowego (Ortman, 2011). Jeśli dotknął cię ten zespół, prawdopodobnie czujesz przytłoczenie, wściekłość i nie potrafisz stawić czoła całej sytuacji. Nieustannie rozpamiętujesz zdradę, masz koszmary i doświadczasz retrospekcji. Możesz również odczuwać emocjonalne znieczulenie albo wprost przeciwnie: tak bardzo przepełniają cię emocje, że masz wrażenie, że za chwilę oszalejesz. Dławi cię lęk i łatwo się irytujesz. Wydaje ci się, że nie możesz nikomu ufać ani cieszyć się życiem. Rozpada się wszystko, na czym zbudowałaś obraz samego siebie lub partnera. Druga strona wydaje się nagle obca. Całkowicie kwestionujesz sposób, w jaki postrzegasz swój związek.

Poczucie zaufania i poczucie bezpieczeństwa w relacji z drugim człowiekiem należy do podstawowych potrzeb, które pozwalają budować swoją tożsamość od najmłodszych lat. Utrata tego bezpieczeństwa prowadzi do wyjątkowo głębokiego zranienia psychologicznego. Może wywołać strach, niemoc, czyli poczucie zagrożenia życia. Tak jakby to, co było postrzegane w związku jako solidne, nagle stało się iluzją.

Podobnie jak w przypadku zespołu stresu pourazowego, osoba doświadczająca stresu po zdradzie bezustannie przeżywa na nowo moment, gdy się dowiedziała prawdy lub sama ją odkryła, i wizualizuje obrazy zdrady. Może również wejść w proces unikania, żeby nigdy nie skonfrontować się ze wspomnieniem wydarzenia: odrzuca wszystkie emocje i unika ich, żeby zamknąć się w bezpiecznej wieży. W efekcie odrywa się od tego, co odczuwa, i mówi bliskim osobom: „Jest dobrze, mam to za sobą”. Christophe André pisze: „Wyjątkowy ból całkowicie zamyka świadomość na cokolwiek innego poza powstrzymaniem bólu” (André, 2015).

W rzeczywistości (i – zgadzam się – całkowicie wbrew intuicji) po to, żeby poczuć się lepiej, trzeba pozwolić sobie poczuć się gorzej. Przyjęcie bolesnych emocji i pozostawienie sobie czasu na ich odczucie to pierwszy krok w stronę dobrostanu. Całą energię, którą tracimy na walkę przeciwko emocjom, warto przeznaczyć na szukanie rozwiązania, wyjścia z sytuacji.

Przyjmowanie emocji - ćwiczenie inspirowane praktyką mindfulness

  • Usiądź wygodnie na krześle, stopy postaw płasko na podłodze, wyprostuj plecy, połóż ręce na udach, kierując wnętrze dłoni ku górze. Przyjmij pełną godności, wyprostowaną podstawę wyrażającą otwarcie na chwilę obecną.
  • Zamknij oczy i zacznij skupiać się na oddechu, oddychaj naturalnie, przez nos, nie wymuszaj zmiany rytmu.
  • Obserwuj swój oddech, to, jak powietrze wchodzi i wychodzi, oraz co czujesz w nosie, płucach, w brzuchu.
  • Obejmij uwagą całe ciało, przyjmując wrażenia przyjemne i nieprzyjemne, napięcie i odprężenie – nie próbuj niczego zmieniać, tylko obserwuj to, co już się dzieje.
  • Obserwuj poczucie uziemienia w stopach, wrażenia płynące z krzesła, na którym siedzisz, z powietrza, które otacza twoje ciało. Oddech po oddechu, moment po momencie, zakotwiczasz się mocniej w chwili obecnej, w tu i teraz.
  • Za każdym razem, gdy twój umysł zaczyna błądzić, zanotuj, w którą stronę się skierował, nie odrzucając myśli, lecz odsuwając w tył głowy, i połącz się ponownie z ciałem, które oddycha tu i teraz.
  • Gdy poczujesz wystarczające skupienie, przyjrzyj się emocjom, myślom związanym z doświadczonym kłamstwem. Oddychaj tymi emocjami, przyjmij je, aż być może poczujesz je w pewnych partiach ciała. Jeśli pojawią się obrazy, wyobraź sobie, że wyświetlasz je na ekranie kinowym i obserwujesz – tak jak oglądamy filmy.
  • Nadal oddychaj tymi trudnymi emocjami, ewentualnie powtarzaj „akceptuję, że to czuję, i tyle na razie”.
  • Postaraj się praktykować to ćwiczenie przez 20 minut.
Fragment książki „Kłamstwo w związku. Odejść czy zostać?”

  1. Psychologia

Zachwiana samoocena. Jak pracować nad niepewną oceną siebie?

Niestabilna samoocena nie musi być tym samym, co zaniżona ocena siebie. Zwykle jej podstawą jest niepewność i lęk. (fot. iStock)
Niestabilna samoocena nie musi być tym samym, co zaniżona ocena siebie. Zwykle jej podstawą jest niepewność i lęk. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Wysoki status społeczny, eksponowane stanowisko, wiedza, udane życie towarzyskie i rodzinne. Na zewnątrz - godny naśladowania ideał, darzony szacunkiem, czasem budzący zazdrość. A w środku? Poczucie dyskomfortu i nieustanny lęk przed tym, że wyjdą na jaw wszystkie wady, słabości, czy brak kompetencji. Co powiedzą pracownicy, przyjaciele i rodzina, kiedy okaże się, że nie jest tak idealnie?

Coraz więcej osób, które - obiektywnie patrząc - wiele osiągnęły w życiu, trafia na terapię w poczuciu wiecznego oszukiwania otoczenia. Wydaje im się, że kantują wszystkich niczym filmowy Dyzma i czują się nie na swoim miejscu.

Mamy tu zwykle do czynienia z zachwianą samooceną czyli... z subiektywnym spojrzeniem na własną osobowość. I chodzi tu nie tyle o zbyt niską samoocenę, ile niepewną. Ma ona w dużej mierze swoje korzenie w dzieciństwie danej osoby, kiedy rodzice traktowali ją trochę jak niewidzialną. Owszem, spełniali jej potrzeby fizjologiczne, dając jeść, pić i dach nad głową, ale już niewiele lub zgoła nic poza tym. Takie dziecko nie otrzymuje przekazu, że jest godne miłości, że zasługuje na szacunek i uwagę przez sam fakt swojego istnienia. Skutek jest taki, że dziecko czuje się przeźroczyste. Nie wie, w czym jest dobre, nie wie, czy jest ok.

By być „jakimś”

Tego rodzaju stan zawieszenia utrzymuje się często w dorosłym wieku. Niepewność zaszczepiona w dzieciństwie nie poprawia się przy pomocy obiektywnych kryteriów, typu: poziom wiedzy, pozycja zawodowa, wysokość dochodów czy wygląd zewnętrzny.

Takie osoby są nieśmiałe i skryte z jednej strony, z drugiej – silnie nastawione na cele i dążące do sukcesu. Podświadomie chcą bowiem przekonać się, że są „JACYŚ”. Pod względem zadaniowym trudno o lepszego pracownika, więc docelowo ów wymarzony sukces często udaje im się osiągnąć. Szkopuł w tym, że pojawia się wewnętrzna sprzeczność. Z jednej strony ma się poczucie: „no tak, generalnie jest fajnie”, a z drugiej - wszelkie osiągnięcia i pozytywne aspekty życia nie mają na tyle dużej wagi w oczach osoby z niepewną samooceną, by były w stanie ją skorygować.

Przykładem może być Krzysztof, 39-letni dyrektor korporacji. Kreatywny, ceniony i lubiany przez podwładnych i współpracowników, szybko awansujący. Pracownik idealny: nie choruje, nie bierze zwolnień, nie zawala terminów. Dba o to, by podwładni pracowali nie więcej niż 8 godzin, podczas gdy on sam zostaje po godzinach zawsze, kiedy zaistnieje taka potrzeba. Pomaga współpracownikom, kiedy mają kłopoty osobiste, jest gotów wstawić się za nich u przełożonych. Ma rodzinę i szerokie grono znajomych, uprawia sporty, jest aktywny i ciekawy życia. Na zewnątrz postrzegany jest jako zaradny człowiek sukcesu.

Jednak on sam czuje się skrzywdzony, niezauważany i niedoceniany. Czuje, że ludzie go wykorzystują i mają coraz większe oczekiwania, nic w zamian nie dając.

Podziwiany czy niezauważany?

Nie uświadamia sobie, że sam przyczynił się do tego stanu rzeczy. W relacjach zawodowych - biorąc wiecznie czyjeś zadania na siebie, nie stawiając granic i nie egzekwując odpowiedzialności. W relacjach osobistych – przedkładając potrzeby innych nad własne, zgadując owe potrzeby, zanim jeszcze je ktokolwiek zasygnalizuje.

Wszedł w rolę tzw. bohatera rodzinnego, na którego barkach spoczywa ciężar uszczęśliwiania wszystkich wokół. Sam wyostrzył apetyt bliskich na stałą gotowość do niesienia pomocy i wyświadczania przysług. To sprawia, że od lat ponosi ogromne koszty energetyczne, a kiedy w końcu zdobywa się na nieśmiałe: „nie mogę”, „nie teraz”, „nie dziś”, zderza się z murem pod tytułem „rozczarowanie”.

I wtedy właśnie pojawia się lękowe myślenie: „ O matko, zaraz się wyda, że nie jestem jednak taki fajny chłop”. Każdy komunikat otrzymany od rozmówcy, który zawiera w sobie element niezadowolenia, rozczarowania czy żalu jest przefiltrowywany przez jego niepewne JA.

Jak pracować nad niepewną oceną siebie?

Idealna sytuacja jest wtedy, gdy taka osoba trafia na partnera, który w żaden sposób nie nadużywa jej granic, daje pełną akceptację. To się jednak w praktyce rzadko zdarza.

Dlatego w takim przypadku bardzo pomocna okazuje się psychoterapia. Między psychoterapeutą a pacjentem rodzi się relacja, która ma charakter przeniesienia relacji rodzic–dziecko. Przy czym psychoterapeuta pełni rolę rodzica przekazującego akceptację i uczącego zaufania do realnego obrazu siebie. Ważnym zadaniem dla pacjenta jest przyglądanie się faktom. Musi zrozumieć, że nawet jeśli jeszcze nie do końca wierzy w swoje kompetencje (jako szefa, męża, ojca, przyjaciela), to stara się je filtrować przez rzeczywiste wydarzenia, osiągnięcia, dane.

To trochę tak jak z opinią na temat obejrzanego filmu. Można oceniać aktorstwo, fabułę, dialogi, efekty specjalne, zdjęcia, muzykę etc. Na tej samej zasadzie można oceniać samego siebie - pojawia się całe spektrum kryteriów, od wyników gry w tenisa po liczbę bliskich przyjaciół. Wtedy łatwiej jest sobie uzmysłowić, że nie jesteśmy jednak „beznadziejni”, „niegodni sukcesu”, „nijacy”.

Praca z pacjentem z niepewną samooceną to wspólne szukanie dowodów, że jest on na swoim miejscu, że jest wystarczający, że wszystko z nim w porządku. Pamiętać przy tym należy, że definitywnie wyłączamy w tych poszukiwaniach opinie ludzi. Pacjent musi się nauczyć uniezależniać ocenę siebie i poczucie bezpieczeństwa od ocen otoczenia. Docelowo ma porzucić schemat dopasowywania swoich zachowań do scenariusza innych z obawy przed odrzuceniem.

Agnieszka Paczkowska obecnie zajmuje się psychoterapią indywidualną osób dorosłych w Centrum Probalans w Warszawie. Jest absolwentką Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie na kierunku psychologia kliniczna oraz Szkoły Psychoterapii Ośrodka INTRA, posiada certyfikat Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

  1. Psychologia

Dawanie i branie - najważniejsza jest równowaga

Równowaga oraz umiejętność w braniu i dawaniu jest podstawą pięknych relacji. (Fot. iStock)
Równowaga oraz umiejętność w braniu i dawaniu jest podstawą pięknych relacji. (Fot. iStock)
To dwa aspekty tej samej energii. Potrafisz brać bez poczucia winy? Potrafisz dawać bez oczekiwania wzajemności? Równowaga i umiejętność w braniu i dawaniu jest podstawą pięknych relacji.

Istnieje powszechne przekonanie, że dawanie jest czymś większym, lepszym, szlachetniejszym niż branie. Niestety wiara w to spowodowała zaburzenie w przepływie energii między ludźmi, wskutek której nie potrafimy już ani prawdziwie dawać, ani brać. Każda darowizna obarczona jest oczekiwaniem, a każdy otrzymany prezent poczuciem, że trzeba się odwdzięczyć.

Tak naprawdę przy pomocy prezentów na poziomie podświadomym komunikujemy bliskim prawdę o nas samych, dlatego gdy ktoś daje coś z wdzięcznością, to daje wdzięczność. Gdy daje coś z miłością, daje miłość. Gdy ktoś bierze coś z wdzięcznością, to daje swoją wdzięczność dającemu. Gdy bierze coś z radością, to daje mu swą radość. Jest to cudowna, pełna lekkości wymiana, gdzie każdy czuje się napełniony, niczego nie oczekując w zamian. Tak też jest z naszymi uczuciami. Gdy jednak dający daje więcej, niż chce dać, dar pozostawia niesmak wymuszonego poświęcenia, a obdarowany w ten sposób, zamiast radości i wdzięczności, przeżywa poczucie winy, zobowiązania. Dający natomiast czuje się wierzycielem.

Gdy biorący czuje, że powinien zostać obdarowany, uznając dającego za dłużnika, odbiera sobie i dającemu radość przeżycia wdzięczności i miłości. Gdy biorca potrafi docenić prezent, sprawia, że tak naprawdę darczyńca wzrasta i w ten sposób uruchamiają się cud i magia wymiany, która zachodzi poza poziomem umysłu. W dawaniu nie ma nic przyjemniejszego od uśmiechu, radości na twarzy drugiej osoby. Któż tego nie lubi? Ujrzeć szczęście w oczach drugiej osoby, to znaczy ujrzeć w nich swoje szczęście. I nie ma tutaj znaczenia, czy chodzi o emocje, czy o sprawy materialne. Dając, oczekujemy tak naprawdę głównie uśmiechu.

Ćwiczenie do rozwoju

Zwracajmy baczną uwagę na to, czy tak naprawdę łatwiej nam dawać, czy brać. Jakie rodzą się w nas skojarzenia z braniem i dawaniem? Czy potrafimy przyjmować bez zakłopotania? Czy okazujemy wdzięczność? Czy potrafimy dać bez poczucia, że właśnie związaliśmy się z kimś prezentem?

Trzeba pamiętać, że to BIORCA uruchamia DAWCĘ. Innymi słowy, jeśli przyjmujesz z wdzięcznością, otwierasz przepływ energii dla siebie i dla osoby, która chce cię obdarować. Biorąc – dajesz... Nie wzbraniaj się przed przyjęciem szczerze ofiarowanej pomocy, dobrego słowa czy przedmiotu, ponieważ odmawiając, nie tylko blokujesz przepływ dobrej energii, ale też wysyłasz do wszechświata informację, że nie zasługujesz na nic dobrego.

Stosunek do problemu brania i dawania wytworzony w dzieciństwie jest tym, co pozostaje w człowieku w dorosłym życiu. Jednak kiedy uświadomimy sobie wzorce, według których działamy, przy pomocy własnej woli możemy wyjść z więzienia destrukcyjnych nawyków. Dlatego zamiast mówić: „to nie takie proste”, zacznijmy otwierać się na dawanie bez oczekiwań i przyjmowanie z otwartością. To, czy potrafimy dawać z radością i przyjmować z wdzięcznością, pokazuje tak naprawdę, w jakim stopniu jesteśmy ze sobą w harmonii. Kiedy osiągniemy stan równowagi, w rzeczywistości odblokujemy energię obfitości na wszystkich poziomach naszego życia, bowiem w wymianie jest magia, wolność, miłość, radość i życie.

Dorota Hołówka, psycholog, pedagog, international coach ICC, założycielka Stowarzyszenia Nowej Psychologii.

  1. Psychologia

To nie branie i bycie kochanym jest miłością, a obdarowywanie. Rozważania o miłości

Miłość bezwarunkowa to stan, który odczuwamy niezależnie od wszystkiego. Bez oczekiwań, projekcji, założeń. Podstawą jest bezwarunkowa akceptacja, zrozumienie, współczucie. (Fot. iStock)
Miłość bezwarunkowa to stan, który odczuwamy niezależnie od wszystkiego. Bez oczekiwań, projekcji, założeń. Podstawą jest bezwarunkowa akceptacja, zrozumienie, współczucie. (Fot. iStock)
- Gdy ktoś cię kocha, sposób w jaki wypowiada twoje imię, jest inny. Po prostu wiesz, że twoje imię jest w jego ustach bezpieczne. - Tak na pytanie, „czym jest miłość?”, odpowiada czteroletni Billy. I nie sposób nie zgodzić się z Billym. Tylko… czy w ogóle ma sens pytanie, czym jest miłość? Przecież wiemy na ten temat wszystko. I doskonale znamy nie tylko teorię, ale i praktykę. Czy na pewno?

Tradycyjna miłość, choć nie nazywa się jej warunkową, wyrażana jest często poprzez jeśli, ponieważ, bo, dlatego… To dobrze znany rodzaj miłości. Kocham cię, bo jesteś..., Kocham cię, dlatego że…, Jeśli będziesz grzeczny, to mamusia będzie cię kochać. Przypuszczalnie każdy z nas znajdzie przynajmniej jeden taki przykład ze swojego życia. To miłość, która spełnia wiele założeń, scenariuszy, wizji i warunków. To miłość z naszych wyobrażeń, ideałów, filmów. Określa, co jest dobre, a co złe, co ładne, a co brzydkie; zawiera też osąd i krytykę oraz punkty widzenia, jak coś ma wyglądać i jakie ma być. To wreszcie często jest miłość, która powstała ze strachu, smutku, z rezygnacji lub złości. I nie dotyczy to tylko wymiaru ludzkiego, ale też sposobu patrzenia na pogodę, na kolor nieba i trawy, na kwiaty, drzewa, góry, morze… Czy lekko jest z nią żyć? Przecież miłość jest sensem życia, naszą radością i mocą… I tak bardzo jej pragniemy. Co możemy zatem zrobić, żeby otworzyć się na miłość prawdziwą? Bezwarunkową.

O tej drugiej mówi się coraz więcej, próbuje uchwycić się ją w definicje i przede wszystkim – uchwycić uczuciem i sercem. Ci, którzy jej dotknęli, wiedzą, że proces otworzenia się i poczucia miłości bezwarunkowej nie jest łatwy, mimo iż rodzimy się z miłością bezwarunkową. Idąc przez życie, zamiast pogłębiać to bezwarunkowe uczucie, osądzamy je, krytykujemy i ograniczamy. I tak z biegiem lat, bezwarunkowe coraz bardziej przekształca się w warunkowe…

Michael A. Singer, autor The Untethered soul. The journey beyond yourself twierdzi, że bardzo ważne jest otwieranie przestrzeni serca, otwieranie się na swoją prawdę. To początek, kiedy zaczynamy otrzymywać i dawać miłość. Dopiero potem nastąpi proces otwierania się na ludzi, świat, na wszystko dookoła. Otwarte lub zamknięte serce, zależy od nas, to my otwieramy i zamykamy serce na miłość. Gdy nasze serca są zamknięte, wtedy blokujemy się na wszystko, co ma do nas przyjść. Mając zamknięte serca, nie potrafimy wyrazić siebie. Wtedy tworzymy koncepty miłości, wtedy powstaje miłość oparta na punktach widzenia, warunkach i mechanizmach. Otwieranie serca polega na uwalnianiu i odpuszczaniu. Najprościej osiągnąć to poprzez głęboki oddech, relaks i zaufanie sobie.

To kluczowe elementy. Miłość do siebie jest fundamentem do poczucia miłości bezwarunkowej i do przekazania jej innym ludziom.

Według Ericha Fromma miłość jest aktywną siłą, drzemiącą w człowieku. Istotą jest umiejętność wyzwalania tej siły, a jednym z elementów do osiągnięcia tego jest działanie – czyli akt dawania innym siebie samego. Według Fromma to nie branie i bycie kochanym jest miłością, a obdarowywanie.

Czym jest więc miłość bezwarunkowa? Gdzie jej szukać? Jak otworzyć przestrzeń serca? I jak poczuć tę miłość, która jest w nas od zawsze?

Miłość bezwarunkowa to stan, który odczuwamy niezależnie od wszystkiego. Stan miłości do wszystkich i wszystkiego – doświadczanie jedności. Bez oczekiwań, projekcji, założeń. Podstawą jest bezwarunkowa akceptacja, zrozumienie, współczucie (nawet wobec kogoś, kto nas krzywdzi lub krzywdzi świat). To stan bycia w danym momencie. Bezwarunkowej miłości nie da się zamknąć w definicji. Dostęp do bezwarunkowej miłości mamy w każdym momencie, wystarczy pozbyć się ograniczeń, zmienić założenia i przekonania, pozbyć się strachu, odrzucić kontrolę i otworzyć się na siebie, ludzi, świat.

Także partnerstwo, związki oparte na miłości bezwarunkowej doświadczają innej radości. Takie relacje oznaczają gotowość do widzenia duchowej natury człowieka, jego doskonałej istoty i pełnej akceptacji tego, jacy jesteśmy, bez potrzeby zmieniania w partnerze czegokolwiek. W takich związkach nie ma kontroli, manipulacji, posiadania, rywalizacji, zazdrości, krytyki… Jeśli pojawia się cierpienie, to oznacza, że wpadliśmy w stare mechanizmy, działamy warunkowo, ster przejmują negatywne emocje i oddalamy się od miłości bezwarunkowej.

Miłość bezwarunkowa jest najpotężniejszą energią Wszechświata, o której pięknie pisał Albert Einstein w liście do swojej córki Lieserl:

Jest to niezwykle potężna siła, której jak dotąd oficjalnie nie wyjaśniła żadna nauka. Jest to moc, która obejmuje i reguluje wszystkie inne siły oraz wykracza poza jakiekolwiek zjawisko, działające we wszechświecie. Jest to moc, która nie została jeszcze przez nas uchwycona. Tą uniwersalną mocą jest MIŁOŚĆ. Kiedy naukowcy poszukiwali jednolitej teorii wszechświata, zapomnieli o tej najpotężniejszej, niewidzialnej mocy. Miłość jest Światłem, które oświeca tych, którzy ją dają i otrzymują. Miłość jest jak grawitacja, ponieważ przyciąga ludzi do siebie. Miłość jest potęgą, ponieważ mnoży to, co mamy najlepszego i nie pozwala ludzkości tkwić w swoim ślepym egoizmie. Miłość rozwija i odkrywa. Dla miłości żyjemy i umieramy. Miłość jest Bogiem i Bóg jest Miłością. Ta moc wyjaśnia wszystko i nadaje życiu sens. To moc, którą ignorowaliśmy zbyt długo, może dlatego, że obawiamy się miłości, ponieważ jest to jedyna energia we wszechświecie, której człowiek jeszcze nie zgłębił. Aby zobaczyć, czym jest miłość, podstawiłem ją do mojego najsłynniejszego wzoru. Jeśli zamiast E = mc2 przyjmiemy, że energia, która uzdrawia świat, może być uzyskana z miłości pomnożonej przez prędkość światła do kwadratu, możemy dojść do wniosku, że miłość jest najpotężniejszą siłą, jaka istnieje, ponieważ miłość nie ma granic.

Niech kropką nad „i” w rozważaniach o miłości będą słowa siedmioletniego Bobby’ego: „Miłość to jest to, co jest z nami w pokoju na Gwiazdkę, gdy przestaniemy rozpakowywać prezenty i posłuchamy”.