1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Spotkania
  4. >
  5. Matthew McConaughey: Oto ja

Matthew McConaughey: Oto ja

fot. BewPhoto
fot. BewPhoto
Kilka ostatnich ról starczyło, żeby trafił do pierwszej ligi. I nie chodzi o rankingi popularności, bo w tych zawsze wypadał świetnie. Znajdźcie drugiego hollywoodzkiego aktora, któremu tak skutecznie udałoby się odczarować wizerunek dobrze zbudowanego przystojniaczka grającego głównie w filmach lekkich i przyjemnych. Już podczas zeszłorocznego rozdania Oscarów wydawało się, że to najlepszy moment w jego karierze.

Za chwilę kolejna oscarowa gala, a jego dobra passa trwa. To przypadek, ciężka praca, sprawa wiary, część misternie obmyślonego planu, a może zmian, które zaszły w jego prywatnym życiu? Matthew McConaughey dobrze wie, komu to zawdzięcza.

Rozmawia PETRA WELLER/INTERVIEW PEOPLE

(Wywiad pochodzi z archiwalnego numeru: Zwierciadło 2/2015)

Nie brakuje ci dawnego Matthew McConaugheya? Sympatycznego faceta, bożyszcza kobiet? Widzowie na całym świecie ulegli jego urokowi.

Nie szkoda. Myślę, że jeszcze jakieś pięć lat temu odpowiedziałbym ci inaczej, ale teraz kompletnie nie myślę o wynikach, box office’ach, o tym, czy publiczność będzie mnie lubić, czy nie. Jestem całkowicie skupiony na procesie, mówię o graniu, pracy nad filmem. To jest dla mnie najważniejsze. Pamiętam, że kiedy kręciliśmy „Witaj w klubie”, ktoś z ekipy podszedł do mnie i zapytał: „Może trochę wyluzujesz? Jak tak dalej pójdzie, nikt nie polubi gościa, którego grasz. Nie chciałbyś, żeby był chociaż odrobinę sympatyczniejszy?”. A ja nie miałem zamiaru wyluzować. Chodziło mi o to, żebyście wczuli się w sytuację, w jakiej znalazł się mój bohater, facet chory na AIDS, który pomógł wielu osobom, ale też nie oszukujmy się, poza wszystkim był też niezłym skurczybykiem. Za wszelką cenę chciałem wyciągnąć z niego coś prawdziwego. Nawet jeśli to coś mocno odbiegało od wyobrażenia fajnego, porządnego kolesia. Chciałem, żebyście mu współczuli, ale zupełnie nie interesowało mnie, czy go polubicie.

Oscar za tę rolę dodał ci skrzydeł?

Nie widzę tego w ten sposób. Ta statuetka to uznanie mojej ciężkiej pracy nad wyjątkowym filmem, może też w niewielkiej części nagroda za kilka innych wcześniejszych ról, ale nie mogę powiedzieć, że po Oscarze moje życie czy kariera się zmieniły. Statuetkę trzymam w naszym domu w Malibu, jest pod ręką. Fantastyczne jest to, że dostaję teraz dużo więcej scenariuszy, które warto brać pod uwagę. Ale prawdę mówiąc, traktuję Oscara trochę jak odhaczone zadanie z listy rzeczy do zrobienia. Zrobione, zaliczone, idziemy dalej. Oscar nie zdjął ze mnie ciężaru odpowiedzialności za własne wybory. Nadal zadaję sobie te same pytania. Dokąd idę, co chcę osiągnąć.

Wielu aktorów mówi, że Oscar dał im większą niezależność.

Myślę, że to w ogóle taki moment w moim życiu, naturalny proces, jestem coraz starszy, mam rodzinę, ważę każdą decyzję. Od kilku lat moje wybory są bardziej świadome niż kiedykolwiek wcześniej. Ja generalnie zawsze wierzyłem, że jeśli jesteś oddany temu, co robisz, i wierny swoim zasadom, to prędzej czy później czeka cię za to nagroda, niekoniecznie dosłownie. Myślę o takim najprostszym schemacie: jeśli jesteś dobrym człowiekiem, dobrym mężem, ojcem, spotkają cię w życiu dobre rzeczy. Zrobiłem sobie przerwę od blockbusterów, dużych, czysto rozrywkowych produkcji, żeby mieć czas na trudniejsze, bardziej wymagające wyzwania. Zdecydowałem się zmienić swoją karierę bez względu na to, ile czasu miałaby mi zająć ta zmiana, i bez względu na konsekwencje moich wyborów. Wiedziałem, że coś takiego nie wydarzy się błyskawicznie i że wiąże się ze sporym ryzykiem. Gdybym nie przewartościował sobie w głowie pewnych rzeczy, gdybym nie zmienił podejścia, nigdy nie trafiłby mi się taki film jak „Witaj w klubie” i rola Rona Woodroofa. I naprawdę najmniej tu chodzi o Oscara. Największą nagrodą było to, że w czasie kręcenia filmu wstawałem rano i czułem, że jestem Ronem, naprawdę jestem tym gościem, którego gram.

Wierzysz, że to dla ciebie właściwa droga? Że coś cię popchnęło w tym kierunku?

Bez wątpienia prowadzi mnie jakaś siła. Uwielbiam być aktorem, przychodzić na plan, to mój żywioł. Ale czasem to za mało, żeby coś naprawdę poczuć. Bardzo chciałem, żeby moja praca miała jakieś znaczenie, żeby coś po niej zostało. Zupełnie inaczej teraz rozumiem słowo „kreacja”, dotarło do mnie, co znaczy być kreatywnym, inaczej patrzę na ludzi, którzy mówią o „sztuce filmowej”, to mi kiedyś było dalekie, a teraz daje mi niezłego kopa. Piękne doświadczenie.

Wcześniej byłeś rozczarowany swoją karierą?

Filmów, które mnie naprawdę kręcą, w których się spalam, szukałem metodą prób i błędów. W pewnym momencie przestało mnie interesować granie dla samego grania, zgubiłem gdzieś po drodze cały entuzjazm, nie czułem na planie już tej samej ekscytacji co kiedyś. Czas mijał, a ja łapałem się na tym, że marzę o pracy z reżyserem, który miałby jasno sprecyzowaną wizję, własny filmowy język, a nie po prostu wykonywał swoją pracę. Poczułem, że nie jestem w stanie się skupić na kolejnej podobnej historii i podobnej postaci, że potrzebuję czegoś naprawdę wyjątkowego, czegoś, co odstawałoby od reszty. Historii i postaci z krwi i kości. Zacząłem więc szukać.

Krytycy twierdzą, że zapowiedzią przełomu w twojej karierze był tytułowy Uciekinier z filmu Jeffa Nicholsa [z 2012 roku – przyp. red.]. Podobno to po zobaczeniu tej roli Christopher Nolan zaproponował ci udział w swojej megaprodukcji „Interstellar”. Kolejny mocny strzał w twojej karierze, bo to trzygodzinne dzieło Nolana, które do kin weszło pod koniec roku, porównuje się do Kubrickowskiej „2001: Odysei kosmicznej”.

Faktycznie Christopher podszedł do mnie na jednym z festiwali, na którym odbieraliśmy nagrodę za „Uciekiniera”, gratulując filmu i roli. Powiedział, że jest pod wrażeniem mojej postaci. Parę tygodni później spotkaliśmy się w Los Angeles. Teoretycznie po to, żeby porozmawiać na temat pracy nad jego nowym projektem, o którym niewiele wiedziałem, ale też niewiele się dowiedziałem. Spędziliśmy całe popołudnie, rozmawiając o wszystkim, tylko nie o filmie „Interstellar” [śmiech]. Myślę, że Christopher chciał mnie wyczuć, zobaczyć, co myślę o wielu sprawach, jakim jestem człowiekiem. Co mogę więcej dodać? Zdaje się, że mnie kupił, skoro skończyło się na tym, że dostałem tę rolę.

„Interstellar” to było spełnienie dziecięcych marzeń? Wielu małych chłopców marzy, żeby być pilotem statku kosmicznego.

A wiesz, że nie? Prawdę mówiąc, dopóki nie zagrałem w „Kontakcie” [z 1997 roku – przyp. red.], nie bardzo zajmował mnie kosmos. Naprawdę zupełnie mnie ten temat nie pociągał. Dopiero po tej roli zacząłem się zastanawiać nad tym, że nasze ziemskie podwórko to tylko kawałek czegoś o wiele większego, niezmierzonego. Takie tam, niezbyt pogłębione refleksje na temat wszechświata. Z filmem Nolana było inaczej, to jego najambitniejszy projekt, przemyślany w każdym szczególe. Sporo się z niego dowiedziałem, to było dla mnie wyjątkowe doświadczenie.

A serial „Detektyw”? Tu znowu mówi się o przełomie. Nie miałeś wątpliwości, czy zaangażować się w telewizyjną produkcję?

Absolutnie nie, czasy kiedy praca nad serialem oznaczałaby jakiś kompromis, mamy za sobą. Teraz telewizja dogoniła kino, może je nawet przegoniła pod pewnymi względami. To czas dobrej telewizji, coraz więcej filmowców, świetnych reżyserów, scenarzystów, aktorów chce pracować nad serialami.  Zaczynając pracę nad „Detektywem”, miałem tylko jeden warunek, chciałem, żeby mój udział skończył się na pierwszym sezonie, uprzedziłem, że nie dam się namówić na drugi czy trzeci, nie chciałem wiązać się na dłużej, bałem się, że to zabierze mi za dużo czasu i energii. Dzisiaj już wcale nie jestem pewien, czy dobrze zrobiłem, bo koniec końców trochę pożałowałem własnej decyzji. To był fantastyczny czas, tak ciekawy i inspirujący, że przestałem myśleć o tym jak o ograniczeniu, nie czułem się uwiązany, tylko chciałem dalej brać w nim udział, zobaczyć, jak to się rozwinie.

Jest jakiś gatunek filmu, który jest ci szczególnie bliski?

Lubię dramaty, komedie, science fiction, nieważne, lubię zmieniać klimat. Pytałaś o spełnianie marzeń z dzieciństwa, to jest najfajniejsze w tym zawodzie, jesteś jak dzieciak, który może się wcielać w kompletnie różne role.

Jak ty sam postrzegasz wszystkie swoje sukcesy? Jesteś z siebie dumny?

Jest dokładnie tak, jak powinno być. Czuję, że los się odwrócił na lepsze. Znowu rozumiem, dlaczego przed laty postanowiłem zostać aktorem, dlaczego wybrałem sobie właśnie ten, a nie inny zawód.

Podobno miałeś być prawnikiem.

Tak, zacząłem studiować prawo na Uniwersytecie w Teksasie, chciałem być obrońcą, wcześniej spędziłem jeszcze rok w Australii, co swoją drogą było dla mnie ważnym doświadczeniem, bardzo podoba mi się podejście Australijczyków do życia, to, że nie dadzą sobie wciskać kitu, do dzisiaj mam do tamtego okresu sentyment. A potem wróciłem do Stanów, zacząłem chodzić na zajęcia i coś mi nie dawało spokoju. Nie sypiałem zbyt dobrze. Pewnego ranka obudziłem się i powiedziałem sobie: „Wiesz co, Matthew? Nie chcę się uczyć przez kolejne cztery lata i wylądować w wieku 28 lat, po praktykach, jako poważny człowiek, poważny prawnik, facet wciśnięty w garnitur, który zgubił po drodze spory kawałek swojej młodości, zastanawiając się, gdzie się podziała. Nie ma mowy, człowieku, jest tyle rzeczy, których chciałbym spróbować”. Pomyślałem, że im dłużej będę czekał, wahał się i studiował prawo, tym więcej mojego wysiłku pójdzie na marne. Zmieniłem kierunek studiów [na wydział komunikacji i mediów – przyp. red.]. Z początku zajmowałem się produkcją filmów studenckich, w tym czasie poznałem Richarda Linklatera i to od niego dostałem swoją pierwszą znaczącą rolę w „Uczniowskiej balandze”. Jakiś czas potem ukończyłem studia, zamieszkałem w Los Angeles i zacząłem regularnie grać.

Co na twoją decyzję powiedzieli rodzice? 

Pamiętam, że kiedy do nich zadzwoniłem i powiedziałem: „Mamo, tato, będę zajmował się filmami”, w słuchawce na jakieś 15 sekund zapanowała cisza. Miałem niezłego pietra, bo po pierwsze, to oni płacili za moje studia, a po drugie, no wiesz, wszyscy zdążyli się przyzwyczaić do myśli, że będę prawnikiem, tak wyobrażali sobie moją przyszłość.

Na ile teraz ważne jest dla ciebie ich zdanie? Uważasz się za człowieka rodzinnego?

W moim życiu prywatnym bywało różnie, ale kiedy myślę o tym z perspektywy czasu, zawsze gdzieś z tyłu głowy miałem obraz własnego dzieciństwa, domu rodziców. Oni byli dla mnie wzorem, imponowało mi, że mają zasady, że żyją w duchu wyznawanych przez siebie wartości. I chociaż zajęło mi to trochę czasu, dotarło do mnie, że ja też chcę żyć tak jak oni, chcę się ustatkować, mieć prawdziwy dom, w którym panowałaby podobna atmosfera. Miałem szczęście, że poznałem Camilę, która jednocześnie mnie wspiera i daje mi wolność, nie tylko zgadza się z moimi życiowymi i zawodowymi decyzjami, znosi też ich konsekwencje. Bez jej miłości i wsparcia byłbym w kompletnie innym punkcie życia, nie osiągnąłbym tego, co osiągnąłem. Wykazała się niesamowitą cierpliwością, nawet kiedy potwornie schudłem do „Witaj w klubie” i bywałem na co dzień naprawdę trudny, zgryźliwy.

Sporo mówiłeś o tej fizycznej przemianie. Że to było coś więcej niż zwykła utrata wagi.

Przekonałem się, jak niesamowite jest ludzkie ciało. Mówi się, że kiedy tracisz wzrok, wyostrzają ci się inne zmysły, że na przykład lepiej czujesz zapachy.  Myślę, że kiedy tracisz tyle kilogramów, zaczynasz się inaczej poruszać, nie czujesz własnych mięśni: pleców, karku, ta energia, która tkwiła w twoim ciele, musi znaleźć sobie ujście gdzie indziej. Po tym jak schudłem, spałem średnio dwie, trzy godziny mniej, a wcale nie czułem się bardziej zmęczony. Byłem nieustannie nakręcony, odbierałem wszystkie bodźce z zewnątrz o wiele intensywniej.

Potrafisz rozpoznać moment, w którym postanowiłeś, że zmieniasz coś w swoim życiu zawodowym? Był jakiś konkretny powód?

Nie było żadnego momentu nawrócenia, nie dzielę swojego życia na „przed” i „po”. Zmieniam się jako człowiek i zmienia się moje podejście do pracy. To naczynia połączone. Nosiło mnie. Czułem, że coś zgrzyta, mówiłem sobie: „Człowieku, twoje życie jest tak intensywne, potrafisz kochać pełnią serca aż do szaleństwa, masz momenty totalnej euforii, jak się śmiejesz, to do utraty tchu, a co z twoją pracą? Dlaczego tam nie jesteś w stanie odczuwać wszystkich tych emocji?”. Marzyłem o tym, żeby się wyżyć na planie, potrzeba mi było wyzwań, wszystkich tych uczuć. Odkryłem coś, co było dla mnie zaskoczeniem. Dopiero kiedy się ustatkowałem, założyłem dom, urodziły nam się dzieci, poczułem, że mam większą niż kiedykolwiek wolność, że teraz naprawdę mogę się rozwinąć, dokonać czegoś, co po mnie nie spłynie. I wiesz, co myślę? Że ten koleś tu i teraz to jest prawdziwy Matthew McConaughey.

 

Matthew McConaughey rocznik 1969. Ogromną popularność zdobył głównie dzięki komediom romantycznym, m.in. „Powiedz tak” (2001), „Jak stracić chłopaka w 10 dni” (2003) czy „Miłość na zamówienie” (2006). Przełomowy w jego karierze okazał się rok 2012 i role w „Uciekinierze” i „Pokusie”. Prywatnie tata trójki dzieci i mąż brazylijskiej modelki Camili Alves.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).