1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Iluzja - jej wpływ na opinię tłumów

Iluzja - jej wpływ na opinię tłumów

123rf.com
123rf.com
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Od zarania cywilizacji tłumy zawsze znajdowały się pod wpływem iluzji. To właśnie od ich twórców zależało wznoszenie nowych świątyń, posągów czy stadionów. Jaka iluzja rządzi nami podczas EURO?

Niezależnie czy dotyczyło to religii czy też kwestii filozoficznych lub społecznych potężna siła iluzji zawsze działała, kiedy za ideą szły tłumy. I tak iluzje odcisnęły i dalej wpływają na wydarzenia, które mają miejsce na naszej planecie. Gustave Le Bon, francuski psycholog i socjolog, badacz tłumu, twierdzi że to właśnie w imię iluzji wzniesiono świątynie egipskie i chaldejskie, rozniecono rewolucje i nadal skupia się uwagę milionów ludzi na takich zdarzeniach jak Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Nie ma bowiem żadnej idei, czy to politycznej, artystycznej czy społecznej, która nie zostawałaby pod przemożnym wpływem iluzji.

Iluzje? Co to jest? To jedynie złudne cienie rzeczywistości, ale to one są spadkobiercami naszych marzeń. One okazują się wystarczająco silne, by pchać narody do stworzenia dowodów swojej świetności. Jej symbolem mogą stać się stadiony piłkarskie, wielkość i ważność można poczuć wiwatując na ulicach po wygranym bądź przegranym meczu swojej drużyny. Czy wynik trzy zero zmieni coś w życiu państwa, narodu, zmieni bieg wszechświata? Filozofowie ostatniego stulecia dużo sił poświęcili, by wytropić i zniszczyć iluzje, którymi ich przodkowie żyli przez długie wieki. Ich racjonalizm obrócił je w ruinę i nie odkryli oni nic, co nie byłoby ślepymi i niemymi siłami natury. A gdzie sen o potędze? Gdzie żal, że jej nie ma? Gdzie uczucia z tym związane?

Masy nigdy nie są zainteresowane prawdą i zwykle odwracają się od prawd, które są im nie w smak. Nie powinno być karnego, to sędzia popełnił błąd, nie było faulu, Niemcy wcale nie grali dobrze. Tłumy preferują raczej ubóstwianie błędu, jeśli tylko jest on w stanie je uwieść. Każdy, kto potrafi odpowiednimi iluzjami oczarować tłumy, może łatwo przejąć nad nimi władzę. Każdy, kto próbuje takie iluzje zniszczyć, staje się ich ofiarą. Jest jeszcze złoty środek - patrzeć na EURO tłumy z dystansu, z miejsca obserwatora, który wie że to, jak każda iluzja, minie.

„Psychologia tłumu. Studium powszechnego umysłu”, Gustav Le Bon, wyd. Sensus

Sposoby na pozbycie się lęku w tłumie

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Skrzywdzeni, ale silni – o wychowankach domów dziecka w rozmowie z Moniką Krzyżanowską z Fundacji OneDay

Monika Krzyżanowska, założycielka i prezeska Fundacji OneDay wspierającej dzieci z placówek opiekuńczo-wychowawczych i domów dziecka w całej Polsce (fot. archiwum prywatne)
Monika Krzyżanowska, założycielka i prezeska Fundacji OneDay wspierającej dzieci z placówek opiekuńczo-wychowawczych i domów dziecka w całej Polsce (fot. archiwum prywatne)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Pomóc może każdy z nas, na różne sposoby, choćby zmieniając sposób myślenia i patrzenia na wychowanków placówek opiekuńczo-wychowawczych. Fundacja One Day opłaca dzieciom kursy zawodowe, studia, testy Gallupa, szkolenia, psychoterapie, ale przede wszystkim pomaga się usamodzielnić i uwierzyć w siebie. Fundację tworzą wychowankowie „domów dziecka”, znający i rozumiejący potrzeby swoich podopiecznych.

Ile w Polsce jest dzieci w placówkach opiekuńczo-wychowawczych? Według oficjalnych statystyk jest 1150 placówek instytucjonalnej opieki zastępczej. Przebywa w nich ponad 16 i pół tys. dzieci, z czego największą grupę stanowią osoby dorastające i stojące u progu dorosłości (14-18 lat). Rocznie usamodzielnia się około 6 tys. dzieci. To są dane w przybliżeniu, bo na skutek rotacji sytuacja wciąż się zmienia. Dzieci najczęściej trafiają z interwencji. Bardzo rzadko jest tak, że ktoś w „domu dziecka” nie ma rodziców. Dzieci bez rodziców, szczególnie małe, zostają adoptowane, chyba, że sytuacja prawna na to nie pozwala (czyli rodzice biologiczni mają prawa rodzicielskie). Zwykle jest tak, że rodzice wychowanków gdzieś są i albo z tymi rodzicami nie można żyć, albo oni nie chcą żyć ze swoimi dziećmi. Zdarza się też, że w danym miejscu nie ma odpowiednich warunków dla dziecka lub jest po prostu niebezpiecznie.

Robicie wiele dobrego. Do tej pory prowadziliście projekty „usamodzielnieni”, „gwiazdka One Day”. Wspieraliście młodzież startującą w dorosłe życie. Czego dzieci najbardziej teraz potrzebują? Nasze działania cały czas trwają. Nie zmieniło się przecież to, że czas płynie mimo pandemii, mimo, że świat się w pewnym sensie zatrzymał. Młodzież musi się usamodzielnić. Przychodzi 18. lub 25. rok życia i trzeba podjąć decyzję. My cały czas uczestniczymy w tym procesie. Jest nam teraz trudniej, bo kursy zawodowe są wstrzymywane przez organizatorów (na prawo jazdy, na wózki widłowe, czy inne specjalizacje) a warsztaty prowadzimy zdalnie. W zeszłym roku zrobiliśmy około 50 kursów zawodowych.

Na szczęście miałam intuicję i dwa lata temu wymyśliłam projekt usamodzielnieni.pl – stronę z aplikacją posiadającą bardzo wiele funkcji dla młodzieży, która się usamodzielnia. Teraz możemy z nimi pracować zdalnie. Pokazujemy jakie możliwości daje im ta strona/ aplikacja. Mogą np. zgłosić się do prawnika, jeśli nie wiedzą jak napisać pismo do urzędu, mogą skonsultować się z ekspertem od usamodzielnienia. Znajdą tam nie tylko kontakty, ale również wszystkie prawa i obowiązki, które będą ich czekać na tej nowej drodze. Proces usamodzielniania zaczyna się teoretycznie od 17 roku życia, ale tak naprawdę rozpoczyna się od momentu, gdy dziecko wchodzi do placówki. Już wtedy powinno się tego młodego człowieka przygotowywać na to, że będzie kiedyś prowadził samodzielne życie. Dlatego cieszę się, że zrobiliśmy tą aplikację, bo możemy dotrzeć do szerszej grupy. Staramy się mieć ciekawy, przydatny kontent już dla 16-latków.

Dziecko osiąga pewien wiek i wychodzi z ośrodka opiekuńczo-wychowawczego. Z czym się musi zmierzyć? Jak to wygląda praktycznie? Osoby opuszczające rodzinny dom zwykle mogą liczyć na jakieś wsparcie, a bywa i tak, że w ogóle się nie usamodzielniają… Tutaj takiej możliwości nie ma. Ja myślę, że największa różnica jest taka, że jakichkolwiek rodziców byśmy nie mieli (bo oczywiście sytuacje bywają różne), to zawsze mamy z tyłu głowy, że jak powinie nam się noga, podejmiemy złą decyzję to zawsze możemy wrócić, choć na chwilę i znaleźć kawałek miejsca lub ciepłą zupę. Wychodząc z placówki nie mamy takiego miejsca. Nie możemy wrócić już do placówki, gdy podejmiemy decyzję o odejściu. Możemy ją opuścić mając 18 lat, choć mamy prawo pozostać do 25. roku życia, pod warunkiem, że nadal się uczymy i spełniamy różne wymagania. My zajmujemy się też edukowaniem i wspieraniem dzieci w placówkach, żeby znały swoje prawa i obowiązki. Dzieci mają prawo być pod opieką państwa w trakcie studiów. Często jednak brakuje miejsc w placówkach, bo czekają inne dzieci, więc tworzy się swego rodzaju presja.

W praktyce wygląda to tak, że większość osób, które ukończyły 18 lat wychodzi „w dorosłe życie”. Mają wówczas różne możliwości. Mogą zadecydować, że wynajmą sobie pokój, pójdą mieszkać do cioci, babci (jeśli taką mają) lub do kogoś znajomego – wychodzą i na własną rękę robią wszystko sami. Mogą też skorzystać z pomocy PCPR (powiatowego centrum pomocy rodzinie) i w zależności od tego, jaką mają sytuację i jak długo przebywały w placówce, mają możliwość ubiegania się o różne świadczenia, np. (co zdarza się bardzo rzadko) o mieszkanie socjalne lub chronione (gdzie też są pod pewnym nadzorem, ale nie takim jak w placówce). Jednak na takie decyzje mieszkaniowe czeka się nieraz przez wiele lat, więc ta młodzież i tak jest zmuszona coś wynająć.

Zdarza się, że zgłaszają się do nas osoby, które potrzebują pomocy finansowej przy remontach, bo sprowadziły się do starego, zaniedbanego mieszkania. Niektórzy robią zrzutki na potrzebne rzeczy codziennego użytku (jak czajnik, sztućce, talerze).

W ośrodkach wychowawczych robimy też warsztaty z robienia zakupów i wybierania produktów spożywczych. Taki podstawowy świat (jak zrobić pranie, jak założyć konto w banku, jak wyrobić dowód osobisty) często jest dla tych dzieci nieznany. Posiłki zwykle są wydawane i dzieci nie zawsze wiedzą jak przygotować jedzenie. Żyją trochę jak na koloniach, w wieloosobowych salach. Cieszę się, gdy widzę miejsca w których gotuje się razem.

Jak radzą sobie z codziennością po wyjściu z ośrodka? Na początku mają dużo lęku przed nieznanym. Chyba, że ich sytuacja jest pewna (co się zdarza rzadko) i wiedzą, co będą robić, gdzie będą mieszkać.

My staramy się być z boku i też nie narzucać niczego. Oni wiedzą, że mogą się do nas zgłosić. Jesteśmy dla nich takim supportem. W sytuacjach kryzysowych mogą na nas liczyć.

Czy pomagają im wychowawcy? To tez zależy od miejsca, od pracujących osób, trochę tak jak w domu: jedne rodziny pomagają, inne nie. Są wychowawcy i dyrektorzy z ogromna misją, bardzo zaangażowani, również w edukację tych dzieci, a są miejsca, gdzie nie podejmuje się większych aktywności.

Z czego te osoby się utrzymują? Kieszonkowe to od 20 do 80 pln miesięcznie, do tego często same zaczynają pierwsze prace. Jeśli zostają w placówce, żeby kontynuować edukację, mogą otrzymać miesięczne dofinansowanie (w wysokości 500 pln). Warunkiem przyznania pomocy na kontynuowanie nauki jest złożenie wniosku oraz posiadanie zatwierdzonego indywidualnego programu usamodzielnienia. Mają też prawo prosić o dofinansowanie studiów.

Na czym tutaj polega wasza pomoc? My również wspieramy finansowo edukację podopiecznych. Jeśli np. taka młoda osoba chce zrobić kurs zawodowy lub iść na studia to może się do nas zgłosić i my taką naukę finansujemy. To duże odciążenie dla palcówki.

To wszystko wzięło się z naszych osobistych doświadczeń. Ja sama pamiętam jak zbierałam na prawo jazdy roznosząc ulotki i jak ciężko było mi uzbierać te pieniądze. Dla młodej osoby, która ma taką perspektywę, że może np. zacząć jeździć samochodem, zarabiać robiąc paznokcie (co nie wymaga wielu lat nauki) – to jest naprawdę duża pomoc. Namawiamy ich również do dalszej edukacji kiedy już się trochę usamodzielnią.

Robicie też testy Gallupa.Tak, robimy je na warsztatach, gdy jeździmy po różnych miejscowościach w Polsce. Szkolimy wówczas około 200 osób z pisania CV, rozmowy kwalifikacyjnej, a przede wszystkim podnosimy wiarę w siebie. Właściwie głównym celem tych warsztatów jest to, żeby taka młoda osoba wiedziała, że wszystko jest możliwe. I aby miała takie poczucie, że to, iż jesteśmy z placówki opiekuńczo-wychowawczej nie oznacza, że jesteśmy gorsi od innych. Chcemy tym dzieciom pokazać, że każdy z nas jest równym człowiekiem i każdy z nas ma wiele talentów. Ten test talentów zawodowych daje certyfikat, który namacalnie pokazuje, ile ktoś ma w sobie pięknych rzeczy. Reakcja jest zwykle taka sama „O Boże, ja ma w sobie jakieś talenty!”… Młode osoby mogą potem dołączyć go do CV i to jest dla nich bardzo istotne. Pracodawca wie wówczas, gdzie jest ich mocna strona.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Fundacja One Day ❤️👭👬❤️ (@fundacjaoneday)

W wielu wywiadach podkreślała Pani, że dzieci z takich placówek często mierzą się z problemem akceptacji i wiary w siebie. Poczucie wartości nigdy nie jest u tych dzieci zawyżone. Rzadko można spotkać osobę, która powie „wierzę, że mi się uda, wierzę w siebie, bo mam w sobie wiele fajnych cech”. Dlatego właśnie nad tym pracujemy.

Brakuje im też wzorców? Zdarzają się fajni psycholodzy, czy opiekunowie w placówce, którzy dobrze z nimi pracują. W tej pracy cały czas chodzi o pokazywanie tym dzieciom pozytywnych aspektów życia i pozytywnych aspektów w nich samych. Jak ma się odpowiednie poczucie własnej wartości to jest się szczęśliwym człowiekiem. Wtedy umiemy o siebie zadbać sami, samodzielność to nie dowód a sposób myślenia. To nasze wewnętrzne dziecko, skrzywdzone przez przykre doświadczenia, nawet jeśli trafi do fajnej grupy ludzi, potrzebuje czasu, żeby zacząć normalnie funkcjonować, przerobić w sobie te sytuacje. Są to tak naprawdę skrzywdzone osoby, które teraz muszą zrozumieć, że te przykre doświadczenia dały im siłę. Dały im moc, żeby przekuć je w coś dobrego.

To są naprawdę wspaniałe, wrażliwe dzieci.

Bardzo wzruszająca historia, którą pamiętam dotyczyła np. chłopca, który w „tabelce marzeń” wpisał, że chce dostać na gwiazdkę legginsy i kucyka pony. Tabelka marzeń, którą publikujemy w październiku/ listopadzie to część naszej akcji świątecznej. Tam dzieci mogą wpisać różne kursy zawodowe oraz wymarzone prezenty od Mikołaja. Myśleliśmy, że to jakaś pomyłka i wrzuciliśmy mu do paczki też inne zabawki. Jednak ten chłopiec, kiedy dostał prezent, zawołał swoją siostrę i dał jej tego kucyka pony i legginsy. Powiedział, że właśnie jego marzeniem było to, aby dać siostrze prezent. Bardzo często dzieci w tabelce marzeń prosiły o prezenty dla swojej rodziny, dla mamy (nawet jeśli nie utrzymywały z nią kontaktu).

To jest charakterystyczne u tych dzieci, że nawet jeśli nie otrzymują wsparcia z zewnątrz to cały czas o tych bliskich osobach pamiętają, licząc, że kiedyś się pojawią. Niestety, doprowadza to do takich sytuacji (mamy czasem takie przypadki), że w momencie usamodzielnienia ci rodzice zaczynają dzieci znowu „kochać”, ale jest to często związane z tym, że te dzieci po prostu same już zarabiają pieniądze i mogą coś sfinansować, stać się podporą.

Co wówczas robicie? To już bardziej zadanie dla psychologa/ psychoterapeuty. Na pewno potrzebne jest wtedy wsparcie polegające na uświadomieniu tym dzieciom, że może nie zawsze warto wchodzić w toksyczną relację, która była bardzo przykra. To niekoniecznie dobre rozwiązanie na pierwszy krok samodzielności.

Chyba we wszystkich ludziach jest takie poczucie, że chcemy być kochani, chcemy być potrzebni, akceptowani. Dlatego niektórzy racjonalizują sobie te sytuacje: to nie było tak, że ten rodzic nas nie chciał, tylko po prostu nie mógł się nami zająć, miał trudne warunki itp.

To oczywiście jest kwestia indywidualna, bo czasem ktoś naprawdę nie miał warunków finansowych, a chciał wychować dziecko. Przypadki są różne. Staramy się, poprzez specjalistów, tłumaczyć tym dzieciom, że wchodzenie na nowo w te relacje nie jest do końca szczere z obydwu stron. Zdarza się zresztą, że rodzice wytaczają dorosłym dzieciom sprawy o alimenty. Na szczęście te sprawy są przegrywane. Nie znam przypadku, żeby jakiś rodzic wygrał. Jednak sam fakt, że trzeba iść do sądu, zeznawać, wziąć prawnika – to nie jest fajne na start.

Wygląda na to, że wsparcie psychologiczne jest tym dzieciom po prostu niezbędne. Mamy osoby, które korzystają z opłacanej przez nas psychoterapii i zachęcamy do tego wielu wychowanków. Psycholog jednak nie kojarzy się dobrze. Staramy się to odczarować. Opowiadam im o wielu sprawach na swoim przykładzie i myślę, że to do nich trafia, więc przekonują się czasem do psychoterapii.

Mamy również psychologa w swojej aplikacji i bardzo zachęcam dzieci, żeby korzystały z pomocy, zapisywały się na psychoterapię. Osobiście uważam, że takie wsparcie i przepracowanie swoich doświadczeń jest potrzebna każdemu kto przeżył coś trudnego.

W jakiej kondycji jest obecnie Fundacja? Czy bardzo odczuwacie skutki pandemii? Mam wrażenie, że po tej pierwszej fali pomocy dla lekarzy, osób starszych, samotnych, przyszedł czas na innych potrzebujących. Pomogła nam niewątpliwie akcja społeczna marki Mary Kay „Dłonie pełne dobra” – zebrali dla nas kilkadziesiąt tysięcy, dodatkowo nasz projekt USAMODZIELNIENI jest wspierany przez Kulczyk Foundation. Nie ukrywam jednak, że mocno odczuliśmy ten okres pod względem finansowym. Na pewno kuleje kwestia naszych cegiełek. Prawie każdy, przez zaistniałą sytuację, dostał „po kieszeni” i na pewno trudniej teraz wspierać innych, jeśli samemu ma się problemy.

Placówki mimo wszystko działają. Podstawowe potrzeby dzieci są zaspokajane. Bardziej zależy nam, żeby wspierać podopiecznych edukacyjnie i psychicznie. Próbujemy sobie jakoś radzić i robić dla dzieci, które są zamknięte w placówkach to, co możemy. Nie można do nich przyjechać, odwiedzić osobiście. Staramy się robić im warsztaty online. Taki kontakt jest dla nich ważny szczególnie, gdy mieszka się w pokoju z kilkoma osobami i czasem nie można wyjść z tego pokoju, bo ktoś inny ma kwarantannę w pokoju obok.

Na początku pandemii zgłosiły się do nas placówki z prośbą o pomoc w pozyskaniu laptopów, żeby dzieci mogły uczestniczyć w zdalnym nauczaniu. Zdarzały się miejsca, gdzie w placówce było 35 uczniów i tylko 2 stacjonarne komputery. Udało nam się zebrać bardzo dużo laptopów. Były też akcje rządowe oraz innych organizacji. Można powiedzieć, że dzięki pandemii te dzieci wreszcie mają dostęp do tego, żeby zdobywać wiedzę poprzez technologię. Możemy teraz robić dużo warsztatów online i dotrzeć do większej grupy. Także są tez plusy tej nowej rzeczywistości.

Jak można wam pomóc? Jeśli chciałabym was wesprzeć jako osoba z zewnątrz to co mogę zrobić (oprócz zakupu „cegiełek”)? Cegiełki od darczyńców są oczywiście dla nas ważne, jako stałe zabezpieczenie, ale taką przestrzenią, gdzie każdy mógłby coś dać od siebie, jest nasza aplikacja. Tam mamy miejsce poświęcone stażom i wiedzy związanej z pracą. Jeżeli ktoś z nas posiada jakiś zawód to może podzielić się informacjami o tym zawodzie (jakie są jego plusy i minusy, na czym dokładnie polega) lub jakąś ciekawą historią ze swojego życia. Mamy też miejsce na filmy instruktarzowe oraz takie, które pokazują różne zawody czy perspektywy. Dzieciaki chętnie to oglądają, bo znajdują dla siebie inspiracje. Jest też zakładka, która zawiera ogłoszenia o pracę czy staże. Jeśli ktoś chciałby zatrudnić takiego młodego człowieka, może zamieścić tam ogłoszenie. Będziemy teraz robić kurs dotyczący pracy online. Wartością są więc dla nas oferty pracy, szczególnie zdalnej, i ciekawie podana wiedza.

Czy jest duża różnica pomiędzy usamodzielnianiem się w dużym mieście, a w małej miejscowości? Z pewnością w dużym mieście łatwiej jest o pracę. Teraz np. mamy taką sytuację, że szukamy już od miesiąca pracy dla wychowanki z Elbląga i naprawdę ciężko jest znaleźć cokolwiek. Poza tym duże miasto daje więcej możliwości pod względem mieszkaniowym.

Małe miejscowości wiążą się też mocno z historią tych dzieci i wiele z nich chce te miejsca opuścić.

Jakie zawody najczęściej wykonują wychowankowie ośrodków? Mogę powiedzieć na podstawie naszej „tabelki marzeń” o jakie kursy najczęściej proszą. Poza kursami językowymi czy na prawo jazdy, zwykle pojawiają się prośby o kursy na wózki widłowe, fryzjerstwo, kursy kosmetyczne – czyli zawody, których można szybko się nauczyć, zdobyć certyfikat i zacząć pracę. Zdarzają się oczywiście prośby o inne szkolenia. Mieliśmy ratowników wodnych, tatuażystkę, która teraz, po kursie, robi tatuaże. Większość młodzieży myśli o tym, żeby jak najszybciej mieć zawód, który umożliwi im zarabianie pieniędzy.

Czyli myślą praktycznie, ale krótkoterminowo. Nie na zasadzie: pójdę na studia, zdobędę wykształcenie w danej dziedzinie… Ja mogę powiedzieć na swoim przykładzie: nigdy nie sądziłam, że mogłabym pójść na studia. Na początek również zrobiłam kurs fryzjerski. Później ta droga tak się potoczyła, że uwierzyłam, iż mogę pójść na studia i zrobiłam to, choć dość późno. W każdym razie to jest ten sam schemat: chcę szybko mieć kompetencje i zarabiać, a też wydaje mi się, że na wyższej uczelni sobie nie poradzę. Nie miałam w ogóle takich myśli, że mogłabym iść na studia. Większość tych dzieci ma właśnie takie przeświadczenie. Choć oczywiście zdarzają się osoby które marzą o studiach - to dla nas duża radość.

Rozumiem, że bez pomocy i motywowania marnują się setki talentów? No właśnie ten test talentów robi cuda. Wiele dzieci zmienia swoje ścieżki zawodowe. Mieliśmy np. podopieczną, która była w liceum chemicznym i chociaż była dobrą uczennicą, w te przedmioty ścisłe musiała wkładać wiele wysiłku, żeby je przyswoić. Po wykonaniu testów Gallupa i rozmowie z coachem okazało się, że ma ona wiele talentów psychologicznych. Postanowiła więc zmienić profil na humanistyczny i teraz szczęśliwie się realizuje studiując psychologię. Opłacamy jej te studia. To jest świetny przykład na to, że poznając swoje mocne strony można nie męczyć się w tym, co robimy.

Warto też przytoczyć historię pewnego chłopca z Fundacji, który miał niepełnosprawność ruchową i lekarze nie dawali mu większych szans, że będzie kiedyś sprawny. On sobie jednak wymarzył, że będzie ćwiczył i przez ćwiczenia ruszy te mięśnie, które pozwolą mu uzyskać sprawność. Bardzo w to wierzył. Przez ileś lat, co roku, zamawiał sobie w tabelce marzeń kolejne elementy do siłowni: najpierw ciężarki, potem ławkę. W ten sposób budował w placówce własną siłownię, nie tylko dla siebie. Namawiał też innych, żeby ćwiczyli. Po wielu latach ćwiczeń ten chłopak normalnie funkcjonuje. Nikt by nie uwierzył, że miał tak poważne problemy. Ma teraz 17 lat i poprosił w ostatnim roku o kurs trenera personalnego. Interesuje się też odżywianiem. Występuje zresztą w naszej aplikacji jako przykład. Nagrał dla dzieci film motywacyjny.

To pokazuje niezłomność wielu podopiecznych. Tak, ale często pojawia się kłopot w mniejszych miejscowościach. Jest tu pewna tendencja, którą zauważam. Otóż wszyscy idą często do jednej szkoły, bo nie mają wyjścia i przykładowo, gdy jedyną szkołą jest szkoła gastronomiczna, wszystkie dzieci w danej miejscowości wybierają te same zawody: kelnerów, kucharzy itp. Dlatego te testy Gallupa pokazują, że możemy nie zatrzymywać się na jakimś etapie, bo mamy inne talenty do wykorzystania.

Jaka panuje atmosfera w placówkach opiekuńczo-wychowawczych? Jak te dzieci się w nich odnajdują? Mam wrażenie, że to jest jak w dużej rodzinie. Oni bardzo mocno się ze sobą trzymają i jeśli nawet są jakieś kłótnie to tak jak między bratem a siostrą. Mogą też na siebie liczyć. Są przyjaciółmi i pomagają sobie nawzajem. Często starsze dzieci opiekują się tymi młodszymi i te relacje są naprawdę ciepłe. Przynajmniej tak to wyglądało w większości miejsc, które odwiedzałam.

Z tego, co Pani mówi, cechuje ich duże współczucie. Jest w nich dużo miłości i ciepła, choć są dość zamknięte, szczególnie na nowe osoby. Wiele z tych dzieci nie mówi w szkole, że są z placówki i tu się pojawia pewien kłopot. Izolują się czasem, bo nie chcą zdradzić tej „tajemnicy”. Nie wchodzą więc w głębokie relacje, bo boją się, że ktoś będzie chciał przyjść do nich do domu. Rówieśnicy często nie wiedzą, że te osoby mieszkają w „domu dziecka”.

Z czego to wynika? Czy dzieci wstydzą się tego? Myślę, że tak. Na swoim przykładzie pamiętam, że nie było mowy (np. w szkole podstawowej), żeby powiedzieć innym dzieciom, że jest się z domu dziecka. To zależy pewnie od miejsca zamieszkania. Ja się wychowałam w mniejszej miejscowości koło Warszawy i tak właśnie było. O tego czasu wiele się zmieniło, ale jak rozmawiam z dziećmi to one jednak cały czas czują, że nie powinny o tym mówić. Obawiają się reakcji i tego, że będą miały jakiś stygmat, zostaną zaszufladkowane.

Co chciałaby Pani od siebie jeszcze przekazać? Chcę powiedzieć, że jest nas wszystkich dużo. Czasem warto być uważnym i wrażliwym, pamiętać, że istniejemy wokół. Niestety w Polsce ten temat nie jest do końca przepracowany. Chciałabym walczyć z takim poczuciem, że jak ktoś jest z „domu dziecka” to jest z nim coś „nie tak”, a często się z tym spotykam. Słynne: „Ty jesteś adoptowany” oznacza że nie pasujesz - dzieci się tym straszą w szkole, domu. Potrzebna jest nam wszystkim akceptacja i zrozumienie. Jesteśmy super! Jesteśmy bardzo wrażliwi, umiemy kochać, wspierać. Wszyscy, których spotykam chcą pomagać. Chcą pracować w schroniskach, w fundacjach. Przez to pragną też pomagać sobie. Zawsze tak jest, że jak pomagamy innym to pomagamy też sobie i to jest piękne. Liczą się dobre intencję - a tych nam nie brakuje!

Fundacja One Day powstała po to, by wspierać młodzież i dzieci z domów dziecka i placówek opiekuńczo-wychowawczych poprzez dwie niezależne inicjatywy: #GWIAZDKĘ ONE DAY organizowaną raz w roku oraz całoroczny projekt #USAMODZIELNIENI. Powstała z własnych doświadczeń i jest tworzona wspólnie z dziećmi.

  1. Kultura

Filmy na maj poleca szefowa działu kultury „Zwierciadła”

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Skazani na siebie" z Anne Hathaway i Chiwetelem Ejioforem w rolach głównych. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Za oknem z dnia na dzień bardziej zielono, szczepienia rozkręciły się na dobre, luzują się obostrzenia, świat wydaje się coraz bardziej przyjazny. Na horyzoncie otwarcie kin – planowane na 29 maja – w połowie miesiąca powinny być już możliwe pokazy plenerowe. No dobrze, a co zanim nastąpi otwarcie? A może by tak umaić sobie czas oglądając warte uwagi produkcje dostępne w sieci?

„Jak najdalej stąd”

Najnowszy film Piotra Domalewskiego, który po latach pracy jako aktor w 2017 roku reżyserskim debiutem „Cicha noc” rozbił bank, zdobywając mnóstwo nagród, w tym Złote Lwy w Gdyni. „Jak najdalej stąd” ostatni gdyński festiwal także opuszczał z nagrodami , m.in. dla młodziutkiej Zofii Stafiej, odtwórczyni głównej roli. Co nie powinno dziwić, bo jej rola to petarda, absolutnie nie do zapomnienia. Domalewski wraca do bliskich mu prywatnie wątków znanych już z debiutu – emigracji zarobkowej, wystawionych na próbę więzi rodzinnych. A Stafiej rewelacyjnie gra Olkę, której ojciec haruje w Irlandii, śląc pieniądze na utrzymanie córki, żony i syna. Kiedy do Polski dociera wiadomość o śmiertelnym wypadku, to właśnie Olka, może i gniewna, wygadana i całkiem odważna, ale jednak tylko nastolatka, musi lecieć do Irlandii odebrać prochy ojca i załatwić formalności. Nagłe zwroty akcji, ciekawe spostrzeżenia społeczne, sporo – wbrew niewesołemu tematowi – humoru, nie tylko wisielczego, mocna obsada (obok Stafiej m.in. Kinga Preis i Arkadiusz Jakubik), wiele jest powodów, dla których warto „Jak najdalej stąd” zobaczyć.

Film dostępny na platformach Netflix, Cineman, ipla, player, TVP VOD, Canal+.

Kadr z filmu 'Jak najdalej stąd'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu \"Jak najdalej stąd\". (Fot. materiały prasowe)

„Greta”

Pamiętacie „Misery”, kultową ekranizację powieści Stephena Kinga? „Greta” ma wiele z ducha tamtej opowieści, pojawiają się tu pokrewne wątki: dom, który staje się pułapką i miejscem zbrodni, a także gospodyni nie do końca – bardzo delikatnie mówiąc – zrównoważona psychicznie. Ten film jeszcze przed lockdownem nie doczekał się w Polsce kinowej premiery, dopiero teraz trafił do sieci. Wspomniałam „Misery”, ale od razu muszę zaznaczyć, że to nie tylko thriller, są tu także elementy czarnej komedii, co dla widzów, nie zdradzając zbyt wiele, będzie pewnie sporym zaskoczeniem. Nie sposób nie wspomnieć także o świetnych rolach świetnych aktorek. Chloë Grace Moretz gra tu Frances, która pewnego dnia znajduje w wagonie metra damską torebkę. Są w niej rzeczy osobiste, dzięki czemu dziewczyna namierza roztargnioną właścicielkę. I tu wkracza Isabelle Huppert w roli Grety, emerytowanej nauczycielki fortepianu. Najpierw rozmawiają, potem spotykają się znowu i znowu, świetnie się rozumieją, jest naprawdę miło. Do momentu, kiedy miło być przestaje i wychodzi na jak, że Frances przekraczając prób domu Grety, przesądziła o swoim losie.

Film dostępny na Canal+ Premium i canalplus.com.

Kadr z filmu 'Greta'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu \"Greta\". (Fot. materiały prasowe)

 „Kto wrobił Britney Spears?”

Napisać, że to film poruszający, to nic nie napisać. O, choćby pokazany tu archiwalny fragment amerykańskiej Familiady: uczestnicy odpowiadają na pytanie „Wymień, co ostatnio straciła Britney Spears”. Odpowiedzi „męża”, „dzieci”, „włosy” (teleturniej kręcony jest krótko po tym, jak piosenkarka publicznie pokazała się z ogoloną głową) są wysoko punktowane, ale jeszcze wyżej – „rozum”. Oglądamy też telewizyjny wywiad z młodziutką, dopiero zaczynającą karierę Spears. Prowadzący cały czas spogląda wymownie w jej dekolt, aż w końcu mówi: „Wiesz, o co chcę zapytać? O twoje piersi. Ale o co chodzi?! Jesteś na mnie zła?!”. Jay Leno żartujący w swoim programie z dylematu mężczyzn: poślubić „porządną dziewczynę” czy „taką jak Britney”. Można było o niej powiedzieć wszystko, zasugerować, że jest wyrodną matką, puszczalską, wariatką, byle słupki oglądalności szły w górę. Ten nakręcony przez dziennikarzy „New York Timesa” dokument opowiada o medialnej nagonce, która w niewiarygodnie seksistowskich wczesnych latach dwutysięcznych trafiła na podatny grunt. A także o ubezwłasnowolnieniu piosenkarki przez jej ojca i zmasowanej akcji fanów, żeby unieważnić tę sądową decyzję.

Film dostępny na canaplus.com i Canal+ Premium.

Kadr z filmu 'Kto wrobił Britney Spears?'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu \"Kto wrobił Britney Spears?\". (Fot. materiały prasowe)

„Jeszcze jest czas”

Viggo Mortensen aktor oczywiście od dawna znany (niezapomniany choćby jako Aragorn z „Władcy pierścieni”) przypomniał o sobie niedawno wspaniale przyjętą rolą w głośnym „Green Booku”. „Jeszcze jest czas” powstawał w podobnym momencie jego życia, ale to film kręcony na zupełnie innych zasadach. Mortensen jest jego reżyserem, scenarzystą, odtwórcą jednej z dwóch głównych ról i właściwie pierwowzorem granej przez siebie postaci, jako że nie brakuje tu wątków autobiograficznych. Rzecz o relacji syna i ojca, Johna i Willisa, niezwykle trudnej, bo ojciec (rewelacyjny 81-letni Lance Henriksen, którego kojarzyć możecie sprzed lat jako Bishopa z „Obcego”) jest zwyczajnym tyranem. Oglądamy ich współczesne losy w, kiedy ojciec cierpi już na ostrą demencję, a jego syn John próbuje się nim opiekować, ale i te dawne, kiedy John był mały i doświadczał przemocy domowej. Co to naprawdę znaczy wybaczyć? Co znaczy okazać miłość człowiekowi, który do miłości właściwie nigdy nie był zdolny? Zresztą czy naprawdę nie był? Są tu momenty, które mimo całej krzywdy, jaką wyrządził Willis pozwalają wierzyć, że chociaż próbował, nadal próbuje mimo upiornego charakteru i coraz gorszej fizycznej i psychicznej kondycji. Ciekawy debiut i bardzo osobista opowieść, która po hyper krótkim życiu kinowym przerwanym izolacją, wreszcie trafiła do sieci.

Film dostępny na platformach ipla, Rakuten, player, vod.pl, TVP VOD, PLAY NOW, Canal+, MOJEeKINO, Nowe Horyzonty VOD.

Kadr z filmu 'Jeszcze jest czas'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu \"Jeszcze jest czas\". (Fot. materiały prasowe)

„Skazani na siebie”

Na koniec propozycja-pocieszenie. Dla tych, których – mimo coraz bardziej optymistycznych doniesień – pandemia niezmiennie wkurza, przygnębia, odbiera im radość życia. Jest okazja, żeby się z niej pośmiać. Najpierw słowo o scenarzyście tego filmu. Pamiętacie „Locke’a” Stevena Knighta z Tomem Hardym? Gdzie główny bohater przez 90 minut seansu jedzie autem i rozmawia przez telefon. „Skazanych na siebie” też napisał Knight, uznany najwyraźniej za specjalistę od klaustrofobicznych historii. Co nie znaczy, że te dwie produkcje łączy wiele więcej. „Skazani…” są lekką komedią o przekleństwach, ale i zaletach lockdownu. Akcja toczy się w Londynie w czasie pierwszej fali pandemii i całkowitej izolacji. Linda (Anne Hathaway) i Paxton (Chiwetel Ejiofor) przeżywają jako para kryzys. Teoretycznie nie są już razem, praktycznie muszą siedzieć ze sobą w domu. Pojawia się tu także wątek potencjalnej kradzieży stulecia w wykonaniu tych dwojga, ale siłą filmu są dobrze oddane realia życia w dobie koronowirusa. Śmiejemy się z nim, a tak naprawdę śmiejemy się trochę z samych siebie.

Film dostępny na HBO GO i na kanale HBO.

Kadr z filmu 'Skazani na siebie'. (Fot. materiały prasowe)Kadr z filmu \"Skazani na siebie\". (Fot. materiały prasowe)

  1. Psychologia

Samokrytyka  - wewnętrzna mowa, która cię osłabia

Twoja świadomość, twoje wartości, twoja intuicja – wszystko to jest ściśle związane z twoim głosem wewnętrznym. (Fot. iStock)
Twoja świadomość, twoje wartości, twoja intuicja – wszystko to jest ściśle związane z twoim głosem wewnętrznym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Jeśli zaprogramujesz swój głos wewnętrzny, aby mówił ci pozytywne rzeczy, może on stać się twoim najwierniejszym kibicem i siłą napędową, która będzie cię pchać ku sukcesowi.

Komunikaty, które otrzymałaś i uwewnętrzniłaś w dzieciństwie, zespoliły się z twoim obrazem ciebie samej i nadały ton twojemu wewnętrz nemu głosowi, który często określa się mianem „mowy wewnętrznej”, „monologu wewnętrznego” lub „autorozmowy” (ang. self-talk). Składają się na niego wszystkie nasze myśli, zarówno te świadome, jak i podświadome. Przez cały dzień coś myślimy – formułujemy opinie na własny temat, analizujemy zdarzenia i rozważamy przeszłe, teraźniejsze i przyszłe zamiary.

Zatrzymaj się na moment i zastanów, jakie myśli przebiegają przez twoją głowę dokładnie w chwili, gdy czytasz to zdanie.

Myślę, że: ….

Niektórzy ludzie opisują mowę wewnętrzną jako „głos” w swoich głowach, a jeśli nie masz skłonności do introspekcji, uświadomienie sobie, że ty też go słyszysz, może sprawić, że poczujesz się lekko zwariowana, lecz w rzeczywistości jest to całkiem normalne. Wszyscy go słyszymy i nie ma to nic wspólnego z halucynacjami ani z rozdwojeniem jaźni. Jest to po prostu część bycia człowiekiem i następstwo posiadania wysoce rozwiniętego mózgu – i, tak między nami, może to być cudowny dar. Twoja świadomość, twoje wartości, twoja intuicja – wszystko to jest ściśle związane z twoim głosem wewnętrznym. W rzeczywistości samo uświadomienie sobie, że się go posiada, jest niezmiernie ważnym krokiem na drodze do samopoznania i pełniejszego zrozumienia własnego sposobu myślenia. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że jeśli zaprogramujesz swój głos wewnętrzny, aby mówił ci pozytywne rzeczy, może on stać się twoim najwierniejszym kibicem i siłą napędową, która będzie cię pchać ku sukcesowi.

Mowa wewnętrzna a wczesne przekazy

Naszą mowę wewnętrzną często kształtują komunikaty, które faktycznie odbieramy lub tylko dopowiadamy sobie w trakcie dorastania; nie kiedy rozbrzmiewają w niej te same głosy, które słyszeliśmy jako dzieci. Jeśli byłaś stale krytykowana lub ganiona przez innych, to istnieje większe prawdopodobieństwo, że wykształciłaś silny krytyczny wewnętrzny głos, na okrągło powtarzający reprymendy, które otrzymywałaś – lub nadal otrzymujesz – od innych ludzi. Kiedy zaczniesz już wsłuchiwać się w swój wewnętrzny głos, bądź szczególnie czujna w chwilach, gdy zdaje się on odzwierciedlać lub naśladować komunikaty na twój temat, które otrzymywałaś lub w które uwierzyłaś w przeszłości. (…)

Wpływ negatywnej mowy wewnętrznej na poczucie własnej wartości

Kobiety z niskim poczuciem własnej wartości wykazują zazwyczaj negatywne wzorce myślowe, zwłaszcza gdy dotyczą ich samych. Gdy sytuacja wymyka się spod kontroli, głos w naszej głowie może przyjąć postać wewnętrznego krytyka, który osądza każdy nasz krok. U kobiet z niską samooceną ten wewnętrzny cenzor ma tendencję do surowego potępiania ich poczynań i deprecjonowania ich jako ludzi. Jeśli cechujesz się niskim poczuciem własnej wartości, prawdopodobnie wyrzucasz sobie w nieskończoność najdrobniejsze potknięcia, podajesz w wątpliwość własne decyzje i surowo ocenisz każde swoje posunięcie w nieustającym strumieniu mowy wewętrznej.

W książce opisane są historie Suzanne i Caroline Obie znajdo wały się w tym samym położeniu: musiały sobie radzić z napastliwym szefem. Różnice w samoocenie i sposobie mówienia do siebie sprawiły jednak, że czuły się i reagowały zupełnie inaczej.

Koncepcja mowy wewnętrznej opiera się na założeniu, że o tym, co czujemy, nie decydują same zdarzenia; wyznacznikiem naszych emocji, nastroju i ostatecznego toku postępowania jest natomiast sposób, w jaki o nich myślimy. Suzanne zżerały myśli, że nie jest dostatecznie dobra i bystra. Czuła się bezsilna i tkwiła w pracy, w której była niedoceniana, a nawet molestowana seksualnie. Natomiast Caroline ta sama sytuacja sprowokowała do myślenia, że takie traktowanie jest niedopuszczalne. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić coś, aby poprawić swoje położenie. Poniższa historia również jest przykładem tego, jak wielką moc ma wewnętrzny głos.

Niskie poczucie własnej wartości może uniemożliwić ci obiektywne spojrzenie na sprawy w sytuacji, gdy coś idzie nie tak, jak powinno. Możesz zakładać, że to wszystko twoja wina, i nie dostrzegać szerszego kontekstu, gdyż wychodzisz z założenia, że to ty jesteś zła lub niegodna. Zamiast wziąć pod uwagę, że istnieje wiele możliwych wyjaśnień – szef właśnie się rozwodzi, u kasjerki dopiero co zdiagnozowano raka, a przyjaciółka ma kiepski dzień – będziesz zakładać, że przyczyną każdego konfliktu jest to, że z tobą jest coś nie w porządku.

Więcej w książce „Poznaj, zaakeptuj i pokochaj siebie” Megan MacCutcheon. Została ona napisana z myślą o kobietach stojących przed wyzwaniami związanymi z niską samooceną oraz o tych, które pragną zyskać pewność siebie i większą wewnętrzną siłę. Stanie się również wsparciem dla każdej kobiety, która czuje się zniechęcona lub ma poczucie niespełnienia w jakiejś sferze życia. To dobre narzędzia służące do podniesienia samooceny i mogące przynieść korzyść niemal każdemu, niezależnie od tego, z jakiego rodzaju przeciwnościami się mierzy.

  1. Styl Życia

Ożywcze wstrząsy. Roczny horoskop dla Byka

Ilustracja: iStock
Ilustracja: iStock
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Rok 2021 nie jest łatwy dla Byków z powodu kumulacji nieharmonijnych aspektów planet.

Wędrujące przez Wodnika planety Saturn i Jowisz tworzą do znaku Byka kwadratury. Blokujące i wymagające wysiłku działanie Saturna dotyczy osób urodzonych w pierwszej dekadzie. Jowisz zaś, który jest z natury dobroczynną planetą, ale potrafi też wyolbrzymiać negatywne skutki maleficznych planet, które są w pobliżu, na czas od maja do sierpnia przejdzie do Ryb i okresowo przestanie oddziaływać na Byki. W pozostałych miesiącach może im podarować chaos i zaskakujące sytuacje, czego przedstawiciele tego znaku nie lubią. Stabilizacja Byków jest zatem poważnie zagrożona, dzięki czemu będą zmuszone nauczyć się odpuszczania, spontaniczności, a nawet podejmowania ryzyka. Byki mogą zapomnieć o przewidywalności. Mimo swojego rozsądku, mogą jednak ulec Jowiszowi, który będzie je nakłaniał do szastania pieniędzmi czy niekorzystnych inwestycji.

Z kolei kwadratura Saturna pokaże Bykom, w jakich sferach życia możliwości, zasoby i stare sposoby funkcjonowania już się wyczerpały. Na przyniesione przez niego kryzysy powinny nastawić się Byki z początku. Działanie Saturna zwykle związane jest z koniecznością narzucenia sobie dyscypliny – finansowej czy każdej innej. Często w czasie tranzytów Saturna czyścimy różne aspekty życia, naprawiamy, wyjaśniamy, a za tym też Byki nie przepadają, bo boją się głębokich, radykalnych zmian. Pocieszające jest to, że Saturn dla znaków ziemskich jest trochę łaskawszy niż dla innych. Byk, Panna i Koziorożec potrafią się z nim dogadać, bo są z natury solidne, konkretne, porządne. Saturn może w tym roku podarować Bykom motywację do zrzucenia zbędnych kilogramów, przejścia na zdrowszą dietę czy nawet przeprowadzenia oczyszczających postów. Tym zdeklarowanym smakoszom nie będzie się to podobało, ale wyjdzie tylko na dobre.

Uran nie jest dla Byków przychylny, a jego bezpośredni tranzyt przyniesie przedstawicielom tego znaku nowe wyzwania. Co się może dziać? Wszystko to, czego Byk się wystrzega: zaskoczenia, niespodzianki, zerwania, zwroty akcji i rewolucje – tych ostatnich wyjątkowo nie cierpi. Uran wędruje przez pierwszą i drugą dekadę znaku Byka i właśnie dla nich nadszedł i nadchodzi jeszcze czas „wstrząsowy”. Ta planeta reprezentuje również kreatywność i innowacyjne podejście do życia i dlatego może otworzyć niejednego konserwatywnego Byka na bardziej nowoczesne rozwiązania. Prowokujący Uran będzie powodował napięcie, ale to stworzy okazję, aby wyjść z utartych kolein i zmienić strategie działania i sposoby myślenia. To nie zawsze będzie miłe, ale dzięki temu osoby spod tego znaku będą mogły na nowo odnaleźć się w obecnej rzeczywistości. Zatem będzie to bardziej szansa niż zagrożenie.

Na Byki urodzone między 9 a 15 maja czekają dobre informacje płynące z sekstylu Neptuna, który zadziała łagodząco na ich emocje i przyniesie wewnętrzną harmonię. Te Byki, które ostatnio się stresowały, były zapracowane, zalęknione – poczują znaczącą ulgę. Będą mogły odpocząć, zregenerować się i wyciszyć.

Osoby urodzone między 16 a 10 maja pozostaną pod wpływem trygonu Plutona. Jeśli ta dość mroczna planeta działa harmonijnie, a w tym przypadku tak jest, ma właściwości uzdrawiające i odbudowujące. Przyda się zwłaszcza tym, którzy są wypaleni zawodowo lub zmęczeni przeciwnościami losu. Pluton potrafi ponadto poprawić stan prywatnych finansów, odkrywając nowe źródła zarobków i zmuszając do wewnętrznej transformacji, żeby po nie sięgnąć.

Wszystkie Byki do kwietnia będą narażone na kwadraturę Jowisza, która współistnieje z kwadraturą Saturna, więc mogą spodziewać się, że będą mieć pod górkę. W maju planety trochę odpuszczą nacisk, ale w czerwcu oraz lipcu Mars w Lwie i powróci atmosfera napięcia i konfrontacji. Bardzo dobrze zapowiada się druga połowa wakacji i wrzesień, bo wtedy Mars wejdzie w Pannę, tworząc trygon i to będzie naprawdę miły czas w roku, którego nie powinna popsuć kwadratura Jowisza. To najlepszy moment, żeby wyjechać na urlop. Październik będzie neutralnym miesiącem, ale końcówka roku do łatwych nie będzie należeć. W listopadzie i w grudniu Mars w Skorpionie znajdzie się w opozycji, a Jowisz i Saturn ponownie zadziałają kwadraturą, co przyniesie wyczerpującą pracę, konieczność podjęcia trudnych decyzji i zrobienia szczerych podsumowań.

Na początku roku 2022 planety Bykom wreszcie odpuszczą, a już w lutym Mars będzie w przyjaznym dla Byków Koziorożcu, więc odzyskają kontrolę nad swoim życiem. Nie na długo jednak, bo już w marcu znowu czeka je kwadratura Marsa i potencjalne konflikty oraz szarpanina. Dopiero w 2025 roku, kiedy Uran wyjdzie z Byka, przedstawiciele tego znaku będą mogli znowu cieszyć się niezakłóconym spokojem w dłuższej perspektywie.

Piotr Gibaszewski, astrolog, autor corocznych prognoz dla Polski i świata. Wykładowca w Studium Psychologii Psychotronicznej, www. solarius.pl. 

  1. Kultura

Książki miesiąca [maj]

Czytanie książek na łonie natury to wyjątkowo przyjemna forma relaksu. (Fot. iStock)
Czytanie książek na łonie natury to wyjątkowo przyjemna forma relaksu. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Jak co miesiąc wybraliśmy kilka książek spośród wielu nowości wydawniczych, które polecamy waszej uwadze. Dobrej lektury.

(Nie) tylko moja historia

Mocna rzecz. Bardzo osobista  książka o towarzyszu wielu polskich rodzin: alkoholu.

Aleksandra nie nazywa Mireczka ojcem, a on sam się do ojcostwa nieszczególnie poczuwał. Pił, stracił prawa rodzicielskie, alimentów nie płacił. O Mireczku przypominają córce sterta dokumentów z sądów, judasze w drzwiach, przez które odruchowo wygląda też po jego śmierci, i wspomnienia, raczej przykre, z jakimiś iskierkami nadziei. Nikt nie marzy o takim dzieciństwie. „Ja, dziecko, pragnę rodzica idealnego. Żadnych rzygów, wstydliwego darcia mordy nocą […] obitych nosów, złamanych żeber, swoich, czyichś”, pisze Zbroja. W dorosłości stawia czoła temu, co było, bo to jej osobista opowieść, której nie da się, stety, niestety, skasować. Ta intymna książka – debiut prozatorski Zbroi: dziennikarki, redaktorki, autorki reportaży – nie daje odpowiedzi, kim był jej ojciec i dlaczego pił, bo to zawsze trudno ustalić. Ale może przynieść ulgę, a przede wszystkim jest historią wielu trzydziestoparoletnich dzieci. Wreszcie opowiedzianą.

Aleksandra Zbroja „Mireczek”, Agora, s. 264. Aleksandra Zbroja „Mireczek”, Agora, s. 264.

 

Samotni czy niezależni?

Jak z samotnością radzą sobie mieszkańcy Północy, dla których dystans między ludźmi to chleb powszedni? A może to stereotyp? Katarzyna Tubylewicz, reporterka i tłumaczka, pyta o to swoich szwedzkich rozmówców: ludzi kultury, mediów, nawet tutejszą terapeutkę. Okazuje się, że Szwedzi nie są takimi indywidualistami, jak ich malują, a samotność ma niejedno oblicze. Sztuki niezgadzania się ze sobą mogliby się uczyć od nas, a my od nich spędzania czasu sam na sam z naturą i swoimi myślami. I wszyscy by zyskali.

Katarzyna Tubylewicz „Samotny jak Szwed?”, Wielka Litera, s. 272. Katarzyna Tubylewicz „Samotny jak Szwed?”, Wielka Litera, s. 272.

Wydarzyło się naprawdę

Dzięki Jennifer Croft świat czyta po angielsku między innymi książki Olgi Tokarczuk, a teraz ta wybitna tłumaczka objawia też swój talent pisarski. Z dużą wrażliwością opowiada o chorobie młodszej siostry, ich symbiotycznej relacji, która z czasem zmienia się i dojrzewa. A także o swoich głębokich rozterkach. Autorka przyznaje, że w powieści nie ma ani jednego zmyślenia, to zbiór historii przypominających polaroidy. Zdjęcia też tu są, więc ma się wrażenie, że ogląda się album. Całość robi niezwykłe wrażenie.

Jennifer Croft „Odeszło, zostało”, Wydawnictwo Literackie, s. 292. Jennifer Croft „Odeszło, zostało”, Wydawnictwo Literackie, s. 292.

Z drugiej strony

Coraz więcej przyszłych ojców towarzyszy partnerkom przy porodzie, ale i tak większość poradników kierowana jest do przyszłych mam. Stąd ta książka, przewodnik autorstwa taty trójki dzieci, który jak życzliwy kolega tłumaczy, co się dzieje przez te kluczowe dziewięć miesięcy. Począwszy od… poczęcia. Bywa dowcipnie (nie zmuszaj partnerki do jedzenia zdrowej żywności!), ale i nie brak trudnych wątków, jak poronienie. Słowem, cała proza i poezja ciąży oczami partnera, który chce być obecny na każdym jej etapie.

Mark Woods „Ciąża dla facetów”, Marginesy, s. 336. Mark Woods „Ciąża dla facetów”, Marginesy, s. 336.