1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Jak budować bliskość z córką?

Jak budować bliskość z córką?

fot. iStock
fot. iStock
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Kolejne pokolenia matek i córek są niczym system luster. Odbijają się w nich wzory na macierzyństwo. Chłoną też epokę, w której żyją, a ona te wzory modyfikuje. dziś matki chcą świadomie kształtować relację z córkami. Ale czy są w stanie przełamać stare schematy?

 

Matka i córka – najczulsza relacja, która może karmić albo niszczyć. Najeżona pułapkami i meandrująca między poczuciem odpowiedzialności za życie córki a daniem jej poczucia swobody. Między pielęgnowaniem rodzinnych rytuałów a buntem przeciwko temu, co matka odziedziczyła po swojej matce. Najważniejszy w budowaniu relacji z córką okazuje się stosunek matki do samej siebie, uporządkowanie tego, co sama dostała w swoim „bagażu”. – To, co mi pomaga i co przeszkadza w byciu z córką, to moja własna relacja z nieżyjącą już mamą – przyznaje Magda Konstantynowicz, specjalistka od komunikacji i współwłaścicielka kawiarni. Najpierw urodziła Janka, a trzy lata później Manię, dziś prawie dziewięcioletnią. – Bardzo pomogła mi w budowaniu relacji z córką terapia, refleksja nad sobą. Absolutnie nie jestem w tym mistrzynią, ale dzięki temu zrozumiałam, skąd przyszłam, kim jestem jako kobieta i matka córki, co chcę jej dać.

Doświadczenie doznawania opieki we wczesnym okresie życia zazwyczaj dostajemy właśnie od matki, bo to ona nosi nas w ciąży, karmi i to się zapisuje w psychice dziecka – wyjaśnia psychoterapeutka Danuta Golec. – A ponieważ to córka wchodzi potem w rolę matki, dla niej matczyny wzorzec ma większe znaczenie niż dla syna i to ona przekaże go dalej. Jest nie tylko swego rodzaju emocjonalną bazą, ale też modelem tego, jak opiekujemy się same sobą. Staje się tym, co nazywamy „wewnętrzną matką”. Dlatego podczas terapii często zaczynamy pracę od tego, żeby zobaczyć, jaką matką kobieta jest dla samej siebie. Czy jest w niej głos, który wspiera i wybacza, czy też taki, który głównie wymaga i karci.

Nasz stosunek do siebie stanowi test na to, co przekazujemy dalej córkom. I jeśli chcemy zmienić coś w naszym wewnętrznym zapisie, przede wszystkim trzeba popracować nad samooceną.

Temat: baza

Postanowiłam budować relację z córką na szczerości i nieukrywaniu nawet niewygodnych faktów – opowiada Magda.

Druga rzecz, którą wyniosła z przeanalizowania własnego dzieciństwa podczas terapii, to uważność wobec córki. – Chcę pamiętać, co mi się nie podobało w moim dzieciństwie po to, żeby podjąć próbę odbicia się od tego. Najważniejsze, co przez pierwsze trzy lata mogłam jej dać, to wyprzytulanie, wycałowanie, wygłaskanie, wypowiedzenie wszystkich najsłodszych słów do ucha małej dziewczynki. To ma stanowić mocne ukorzenienie. Teraz zależy mi, aby Mańka miała przekonanie, że nieważne, co zrobi, może powiedzieć: „Mamo, jest mi źle, narozrabiałam, przyjedź”. Moją rolą jest bycie materacem, na którym zawsze może bezpiecznie wylądować.

 

Najbardziej cieszą ją chwile szczerości ze strony córki. – Zawsze zaskakują mnie sytuacje, kiedy Mania oddaje mi coś, co chciałam przekazać, ale miałam wrażenie, że niekoniecznie do niej trafiłam. Czasem mówi coś mądrego, dorosłego na temat relacji z innym człowiekiem, np. o wrażliwości, empatii, ale też o równoważności w kontaktach z ludźmi. I okazuje się, że te ważne dla mnie rzeczy ona już ma w sobie.

Nie jestem matką doskonałą, staram się być matką autentyczną – śmieje się Anna Czarnota, malarka, scenografka, fotografka, mama 18-letniej Leny  i rok starszego Ignacego. Dla niej też, jak mówi, po pierwsze, ważna jest szczerość, a po drugie, zaufanie w relacji z Leną, która zresztą bierze udział w naszej rozmowie. – Popełniam błędy, ale w przeciwieństwie do mojej mamy potrafię przyjąć krytykę bez przerzucania winy na córkę. Jeśli Lena zgłasza, że coś w naszym układzie nie działa, mówię: „OK, przemyślę to i spróbuję zmienić”. Ja od mamy słyszałam: „Trudno, już się nie zmienię”. A to zamykało dyskusję. Wieczne rozczarowanie mamy i porównywanie mnie do innych wspominam jako traumatyczne doświadczenie. Budowanie relacji, według mnie, powinno się odbywać bez wywoływania w dziecku nieustannego poczucia winy. Swoją córkę chwalę i doceniam. Nie krytykuję, bo to podkopuje poczucie własnej wartości, które decyduje o naszym dorosłym życiu. Oprócz tego, że kocham, szanuję jej odrębność, a ona odpłaca mi tym samym.

O ile Anna widzi siebie jako „matkę autentyczną”, Łucja Pawlik nazywa siebie półżartem „matką zamartwiającą się”. Dzieciństwo spędziła w Kanadzie, co dało jej nieco odmienne spojrzenie na polskie standardy kulturowe. Na co dzień pracuje jako reedukatorka w gimnazjum, w domu też ma dwie nastolatki: 11-letnią Hanię i 14-letnią Józię. – Świadomie podjęłam decyzję o tym, co chcę dać córkom, na podstawie tego, czego jako dziewczynka nie miałam. Zawsze być dostępną emocjonalnie i żeby nie było w domu tematów tabu. Moja mama dużo pracowała i ciągle była zmęczona, więc kiedy wieczorem chciałam porozmawiać z nią o czymś dla mnie ważnym, często nie dawała rady i zasypiała. Nie mogłam też pomówić z nią na wszystkie tematy, np. o sprawach damsko-męskich, o seksie. Mama była ciepłą osobą, ale tak ją wychowano, że z nią też nikt o tym nie rozmawiał. Marzyłam, żeby moje córki mogły mi tak zaufać, aby mieć we mnie źródło informacji. Sama dostałam okresu, kiedy miałam dziesięć lat – bardzo wcześnie. Dlatego gdy tylko moje córki skończyły dziewięć lat, czułam, że czas je wprowadzić w temat. Przygotowywałam je do tego, dawałam środki higieny, gdy jeździły na obozy. Małe rzeczy, ale ważne.

Temat: bliskość

Budowanie bliskości z córką to masa konkretnych działań – uważają matki.

Magda: – Kiedy córka mówi: „Nie mam ochoty na łaskotki”, to tego nie robię. Musi wiedzieć, że ma prawo powiedzieć „nie” i nie musi się z tym źle czuć. Moim sposobem na bliskość jest też wspólne przeżywanie sztuki – film, książka, obraz mogą być pretekstem do ważnej rozmowy. Zawsze, ale to zawsze działają opowieści z mojego własnego dzieciństwa. Daję świadectwo, a Mania nie czuje się sama ze swoimi przeżyciami.

fot. iStock fot. iStock

Nasz sposób na bliskość to wspólne twórcze działanie i społeczne zaangażowanie – wyjaśnia Anna Czarnota, która przez wiele lat współprowadziła recyklingowy festiwal Przetwory. Ma manualne zdolności i twórczą fantazję, co pozwala jej „widzieć świat jako sztukę”. Fotografuje, tworzy scenografie, instalacje, przedmioty i akcesoria ubraniowe. – Obserwowanie kogoś, kto robi coś własnymi rękoma, jest inspirujące. Myślę, że to miało wpływ na to, że Lena też ma taką potrzebę. Teraz wybiera się na architekturę.

Lena śmieje się, że nawet obowiązki szkolne mama zamieniała w sztukę. Kiedy mieli zrobić na zajęcia szopkę bożonarodzeniową, stworzyli wspólnie z nietypowych materiałów, resztek i odpadków modernistyczną budowlę, która zrobiła furorę.

Lena: – Wielu moich rówieśników wstydzi się zabrać głos, ja lubię coś wymyślać, proponować, muszę być aktywna. Tata jest kreatywny bardziej w sposób techniczny, organizacyjny, a mama – koncepcyjno-artystyczny. Od nich to dostałam.

– Kiedy bawiłam się z dziećmi, starałam się wchodzić na ich poziom, osiągać stan bycia dzieckiem – opowiada Anna. – Ale jednocześnie od małego traktowałam ich jak odrębne jednostki, nie umniejszałam ich, bo „są mali”. Właściwie wydaje mi się, że Lena urodziła się już dorosła i odkąd miała roczek, wyraźnie to widziałam. Ona jest tą rozważną, ja – romantyczną. Lena jest odpowiedzialna, uporządkowana, samodzielna, konkretna, a mnie brak trochę tej praktyczności, głowę mam zanurzoną w konceptach, artystycznych wizjach. Tak więc obie możemy się od siebie uczyć.

Temat: bagaż

W rozmowach z kobietami, matkami córek i córkami matek, często pojawia się to pytanie: Dlaczego właśnie ta relacja bywa tak gorąca i trudna? Chciałoby się, żeby dawała najwięcej tego, co dobre, ale nie zawsze tak się dzieje.

Są pozytywne rzeczy, które pamiętam z domu, i staram się je przełożyć na naszą relację: bycie razem i chęć rozmowy – wspomina Magda. – Ale to, co mi ciążyło, to moje chorobliwe uwiązanie do matki, która chciała mnie zatrzymać blisko siebie. Nie chcę tego przekazać dziecku, jednak to zawsze było dużym wyzwaniem i tu przeczuwam zagrożenie.

Chyba „odbiłam się” od mojej mamy – zastanawia się Anna. – Była nadopiekuńcza, przekazała mi tysiące swoich lęków. W najtrudniejszych sytuacjach mnie wspierała, ale była zbyt krytyczna, co podważało moją wiarę we własne umiejętności. Później człowiek musi w dorosłym życiu udowadniać sobie wiele rzeczy: że sobie poradzi, że nikt go nie porwie na lotnisku, że nie zgubi kluczy i dokumentów, nie zaśpi na egzamin, że w ogóle przeżyje następny dzień i kolejny. Uporanie się z tym zajęło mi dużo czasu, ale dzisiaj już tak surowo nie oceniam relacji między nami, staram się być wdzięczna za to, co dostałam od niej dobrego. Wybaczyłam, że nie jest matką idealną, zrozumiałam, że nie mogła mi pewnych rzeczy dać, choć na swój sposób się starała. Ważne, że sama mogę być matką bardziej świadomą. Daję córce przestrzeń do podejmowania własnych decyzji. Zachwycam się tym, że jest tak piękna i inna ode mnie.

Jak nie manipulować i nie przekazywać problemów „po matce”? – To jest cholerne wyzwanie – mówi Magda – i myślę, że pierwszym krokiem do tego jest świadomość własnych ograniczeń i tego, co się dostało od mamy. Poszłam na terapię przede wszystkim dlatego, że było mi ciężko w relacji z mamą i tatą, ale też dlatego, że czułam, że to wpływa na moją rodzinę, którą wtedy stanowili mój syn i mąż. Będąc w terapii, zaszłam w ciążę. Okazało się, że to córka. Kiedy terapeutka zapytała, co płeć dziecka dla mnie znaczy, nie rozumiałam. Urodziłam Manię i z perspektywy czasu widzę, że w ciąży i zaraz po urodzeniu trudno mi było zaakceptować to, że mam dziewczynkę. To zapewne z powodu moich doświadczeń z mamą, ale do dziś mam do siebie o to pretensje. Przed oczami stoi mi scena, kiedy Mania jako miesięczny niemowlak leżała na przewijaku, a ja się nagle na nią otworzyłam. Stało się to, kiedy poczułam, że ona ma taki sam kobiecy zapach! Od tego momentu popłynęła moja miłość. Niesamowite przeżycie, najbardziej wzruszający moment – jednocześnie zwierzęcy, biologiczny i głęboko emocjonalny. Dopiero wtedy zrozumiałam terapeutkę i tak naprawdę stałam się matką DZIEWCZYNKI.

Temat: rozstanie

– Etap nastolatki to fajny czas, ale widzę, że one już mnie trochę odpychają – wzdycha Łucja. – Nagle z mamy ogarniającej trzeba się nastawić na rolę typu: „Gdybyś mnie potrzebowała, to jestem!”. W stanie gotowości, w razie czego, ale bez pytań w stylu: „Pomóc ci w czymś? A jak było w szkole?”. Im bardziej się wpycham, tym mocniej się odsuwają. To jest dobre, naturalne, ale dla mnie jeszcze trudne. Zwłaszcza że pojawiają się w tym ich dorastaniu smutki, trudności. Dziewczyny zmagają się z relacjami, z ciałem, z otoczeniem i chciałabym im pomóc. Ale mogę im coś dać tylko wtedy, kiedy któraś do mnie po to przyjdzie. Jak słyszę: „Mamooo!!!”, podskakuję z radości: „O, wołają mnie, potrzebują”. Chciałabym cały czas móc je obserwować, być w bliższym kontakcie, ale dostaję komunikat: „Już dziękujemy, czas się skończył”. Boli. Ale uśmiecham się, kiedy to mówię, bo to jest słodko-gorzkie. To fascynujące, kiedy dziewczynka staje się kobietą.

Czy można przeżyć dorastanie córki bez walki i nastoletniego buntu, który potrafi wykończyć wszystkich? – To, co na pewno w rozwoju potrzebne, to przejście przez fazę, w której dziecko, wchodząc w okres dojrzewania, buduje własną odrębną tożsamość – mówi Danuta Golec. – Często przebiega to wybuchowo, bo dziecko potrzebuje skonstruować własne przekonania, gusta – wszystko! Bywa totalna walka i nie tylko postawa matki na to wpływa, istnieje wiele czynników. Ale dziecko może się też spokojniej oddalać, zaznaczając odrębność swoich poglądów i gustów. Nie muszą latać pióra po całym domu. Niepokoi mnie więc nie tyle brak fazy ostrego buntu, ile sytuacja, kiedy nie ma fazy różnicowania, oddalania.

Najtrudniejsze są relacje z córkami bardzo podobnymi do swoich matek, bo tym mocniej muszą się „porozrywać”. Tych tarć nie należy się więc bać, z tego należy się cieszyć. To oznacza, że wychowujemy kobietę, która się oddzieli od nas, żeby założyć własną rodzinę bez wielkich problemów emocjonalnych w tym obszarze, i symbolicznie „wróci”, by mogły spotkać się z matką już jako dorosłe kobiety.

Lena twierdzi, że nie przeżyła buntu, bo nie potrzebowała. – Rodzice pozwalali mi na wiele, w razie problemów dyskutowali ze mną, podsuwali argumenty, przekonywali. Tak było z harcerstwem, które chciałam rzucić, ale dzięki nim tego nie zrobiłam, i po trzech latach powstało z tego coś super.

Anna z Leną uważają, że „rozstawały się” spokojnie, ponieważ od początku wiadomo było, że są całkiem różne. Anna: – W wielu kwestiach mamy inne poglądy, ale szanujemy to, nie próbuję rzeźbić jej na swoje podobieństwo. Lena: – Bo się nie daję! Jestem asertywna, choć wolę rozmawiać niż się kłócić. Lubię mieć wszystko uporządkowane, mama wręcz przeciwnie. I tutaj się spieramy, czasem jestem wręcz upierdliwa, powtarzając: „Posprzątaj, goście przyjdą” [śmiech].

Jesteśmy osobne, nie układam jej życia, nie wybieram towarzystwa – stwierdza Anna. – Doświadczenie musi zdobyć sama. Całkowicie jej ufam, wierzę w jej mądrość i intuicję. Akceptuję jej wybory, kibicuję, a w razie potrzeby jestem tuż obok. Może z dwojga rodziców to ja byłam tym dobrym policjantem, niespecjalnie zabraniałam, sama zresztą nie lubię zakazów, ale też trafił mi się dojrzały egzemplarz.

Temat: ciało

Ciało to w przypadku matek i córek temat rzeka: a w nim kobiecość, fizjologia, seks, stosunek do własnej cielesności. Według psychoterapeutki to podstawa, do której potem dołączają wpływy zewnętrzne. – Na początku matka stwarza to, jak dziecko czuje się ze swoim ciałem. Wpływają na to dotyk, czułość czy niechęć, nawet skrywana. Na dalszym etapie można córkę wzmocnić albo zranić słowami (nie garb się, za gruba jesteś etc.). Jednak jakkolwiek dobre byłyby relacje z dziewczynkami, w okresie dojrzewania może być z nimi więcej tarć niż z chłopcami. Córka, tak podobna do matki, nieświadomie jest przez nią traktowana jak przedłużenie jej samej.

To ekstremalnie ważny temat w naszym domu – mówi Magda. – Mam w sobie głód, który pewnie wynika z doświadczeń związanych z emocjami i przekłada się na moje ciało, a to jest mniej lub bardziej okrągłe. Jako dziecko też byłam okrąglaskiem, przeżywałam to, uważałam, że jestem gruba. A u mnie w domu nie było tematu ciała. To więc wyzwanie w moich relacjach z Manią i widzę, że dla niej to też niełatwy temat. Jest za to bardzo sprawna fizycznie, czego ja nie miałam. Wypycham ją na różne treningi i rozmawiamy o ciele, ona na szczęście dzieli się ze mną swoimi rozterkami. Zdaję sobie jednak sprawę, że z jednej strony mówię jej o akceptacji ciała, a z drugiej – pokazuję coś trochę innego własnym ciałem. Dostaje niespójny komunikat.

Istnieje coś takiego, jak przekaz nieświadomy – potwierdza Danuta Golec. – Często obserwuję to w pracy z pacjentkami. Jeśli przychodzi kobieta, która widzi, że w jej rodzinie od paru pokoleń dominuje negatywny przekaz w stosunku do ciała, a ma córkę i chce uniknąć wrzucania jej na plecy tego bagażu, mogę jedynie zasugerować: „Trzeba to samej przepracować, na swoim terenie”. Mówi się, że gdy matka karmi piersią, to oprócz mleka przekazuje uczucia. To nie magia, z tego wynika praktyczny wniosek. Dla matek. Jeśli czujesz, że jest problem, to nie czytaj następnego poradnika, tylko przyjrzyj się sobie.

Temat: dojrzewanie

Łucja: – Znasz swoje ciało i nagle, z dnia na dzień, ktoś je zabiera i daje ci coś obcego. Nie mieścisz się w niczym, pachniesz inaczej. To brutalne i szybkie zmiany. Dużo myślałam, jak moim dziewczynom w tym pomóc, zwłaszcza starszej córce. I wtedy spojrzałam na swoje koleżanki: są chude, okrągłe, wysokie, niskie. Tak różne i tak w tym piękne, a do tego już w momencie, kiedy osiągnęły pełnię kobiecości. Zabieram więc Józię na te spotkania, bo chcę, żeby oprócz sztucznych kobiet z Photoshopa zobaczyła prawdziwą kobiecość.

Rozmowę o sferze seksu Łucja uważa za wyzwanie, bo dzisiejsze dzieciaki są bardziej narażone na różne treści: – W Wielkiej Brytanii co czwarty ośmiolatek miał kontakt z pornografią, w Polsce tego nie zbadano, ale ja się nie oszukuję. Trzeba ośmielać córki i zachęcać do rozmowy, ale kiedy to robisz, możesz usłyszeć: „A co to jest seks analny?”. I wtedy każdą matkę zatyka, a przecież nie wykręcisz się bocianem, musisz mówić delikatnie, z wyczuciem, ale wprost. One wstydzą się trochę i ja też się wstydzę, zwłaszcza że sama tego nie dostałam. Ale wiem, że i tak się dowiedzą przez Internet, od koleżanek. A że to niekoniecznie będzie prawdą, wolę wcześniej przekazać swój pogląd.

 

Anna z pewnym żalem mówi: – Nie mamy dogłębnie przerobionego tematu ciała i seksu. U babć był on wyparty. Ja nie napierałam na rozmowy, uważałam za coś oczywistego – chyba błędnie – że samemu sięga się w miarę potrzeby po takie wiadomości. Zajmują mnie inne rzeczy – sztuka, kreatywność, podążanie za marzeniami. To staram się przekazywać. „Lena, jak było z okresem?” Lena: „Przyszłam do ciebie, spytałaś, czy wszystko w porządku, i tyle. Nie odczułam, żeby było za mało rozmowy. Gdybym czegoś nie wiedziała, to przyszłabym zapytać, zawsze powtarzasz, że mogę. Ale jak mam kłopot w innej sferze, to najpierw idę przegadać problem z bratem, jesteśmy trochę jak bliźniaki”.

Lena uważa, że często to ona uczy mamę cielesności, wyrażania kobiecości: – Mama czasem podgląda, jak się maluję, albo pyta, czy pożyczę jej krem. Ale jeśli chodzi o dobór ubrań, to ona robi to fajniej.

– Nie przewracajmy oczami, że dziewczynki są powierzchowne, bo myślą o ciuchach – mówi psychoterapeutka. – Nie przypadkiem najpierw wszystkie odkrywają, że są lalkami Barbie, a potem wszystkie są w glanach, bardzo oryginalne, czyli takie same. One są takim stadem. Zanim dziewczyna się wyodrębni, to się po drodze zidentyfikuje z koleżanką, z aktorką, z mamą.

Temat: zmiana wzorca

Rozmówczynie czują, że ich model macierzyństwa, mimo że zanurzony w doświadczeniach z własnymi matkami, jest już inny. – Nasze matki były matkami ofiarnymi, które składały się na ołtarzu rodziny, często ze szkodą dla siebie i dzieci, bo takie miały wzorce – uważa Anna. – Sądzę, że matka też ma prawo się realizować, a córka może wziąć z niej dobry przykład. Bo osoba spełniona jest lepszą matką. Nowoczesne macierzyństwo według mnie polega m.in. na tym, żeby nie wychowywać córek w poczuciu, że muszą odgrywać jakąś konkretną rolę, której tzw. społeczeństwo od nich oczekuje. Jeśli Lena będzie chciała mieć stado dzieci, psów i kotów – OK, jeśli będzie chciała być architektką, być niezależna – też dobrze.

Lena odpowiada: – Mam już plan na życie. Chcę założyć rodzinę, ale na pewno nie będę kobietą, która tylko siedzi w domu, przejęłam od rodziców gen aktywności!

Magda też dostrzega pokoleniowe różnice w podejściu do macierzyństwa, choć chce mówić tylko za siebie. – Wychodzę z założenia, że Mania nie jest mi nic winna. Może życie to zweryfikuje, ale teraz nie uważam, że kiedy się zestarzeję, to ona będzie miała obowiązek coś dla mnie robić. Jeśli będzie miała taką potrzebę, to super, ale nie ma to być relacja wymagająca poświęcenia. Ja się dla córki nie poświęcam.

Co dla Łucji znaczy być matką kobiet, które za chwilę ruszą w świat? – To dodatkowo oznacza, że muszę zaprotestować przeciw opiniom, że kobiety czegoś nie mogą. To, że są kobietami, nie oznacza też, że coś muszą. Czuję, że to ja mam być osobą, która także swoją postawą pokaże im, że w przekazie, który płynie z mediów, „czynników oficjalnych”, społeczeństwa, nie wszystko jest prawdą. W radiu, telewizji, w kinie czy Internecie nadal dominują napompowane celebrytki, dziewczyny lalki do zabawy. A jest przecież mnóstwo kobiet, które robią odkrywcze rzeczy w rozmaitych dziedzinach i pokazują różne modele kobiecości oraz sposoby życia. Mój przekaz jest taki: mogą być sobą, decydować o sobie i swoim ciele.

Łucja przyznaje, że sama wciąż nie ma pewności, czy wszystkie jej matczyne koncepcje wychowawcze wydadzą wyłącznie dobre owoce. Magda mówi, że w tak bliskiej relacji jak ta matki i córki nie da się nie przekazać także niechcianych wzorców, które nosi się pod skórą. Wszystkie znają koncept „wystarczająco dobrej matki”, ale wiedzą, że realizowanie go nie jest proste.

– Bo to nie tylko chwytliwe hasło poradnikowej poppsychologii, ale coś prawdziwego, niezwykle ważnego – mówi terapeutka Danuta Golec. – Chodzi o to, że ta prawdziwa dobra matka i nasza wewnętrzna dobra matka to właśnie matka wystarczająco dobra. Taka matka popełnia błędy, ale nie boi się tego, ponieważ zdaje sobie sprawę z tego, że one są nieuniknione. Potrafi się nad tymi błędami zastanowić, naprawić, co się da, a jednocześnie wie, że dziecko nie jest z cukru. Pozwala, żeby córka mogła się sama podnieść. Biegnąc za każdym razem z pomocą, wysyłamy komunikat: „Nie poradzisz sobie”. A nie to chcemy im przekazać. Chcemy, żeby wiedziały: „Dasz sobie radę, a w razie czego ja tu jestem”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zwierciadło

Słodka niespodzianka pod choinkę

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Rozpakowywanie prezentów to jeden z tych momentów, na który w czasie świąt czekają nie tylko dzieci. Upominki, to przecież dowód na to, że o sobie pamiętamy i chcemy sprawić sobie przyjemność.

Jednym ze sprawdzonych pomysłów na prezent od Świętego Mikołaja jest małe co nieco, czyli paczuszka pysznych słodkości. Ucieszą się z niej zarówno małe łasuchy, jak i dorośli smakosze. Słodycze spod choinki smakują wyjątkowo, zwłaszcza jeśli mają kojarzące się ze świętami smaki - pomarańczy, wanilii i przypraw korzennych. Dekoracyjne opakowanie ozdobione bożonarodzeniowymi motywami tabliczkę czekolady, pudełko pralinek, czy paczkę cukierków przemieniają w wyjątkowy słodki prezent.

Wybierając słodkości pod choinkę trudno pominąć siłę tradycji – są marki, które od lat kojarzą się z jakością i smakiem. Jedną z nich jest E.Wedel. Marka, jak co roku, przygotowuje z okazji świąt specjalną edycję swoich kultowych produktów, wzbogacając je o dodatki takie jak pomarańcza, cynamon, wanilia i żurawin. Z okazji Bożego Narodzenia, znane wedlowskie produkty otrzymają nową, świąteczną szatę graficzną.

Są wśród nich , Torcik Wedlowski, kultowe Baryłki i duże tabliczki czekolady – gorzka z żurawiną, mleczna z cząstkami pomarańczowymi oraz czekolada Cookie, w dwóch świątecznych smakach: korzennym i Orange Mocha. W tegorocznej ofercie Mieszanka Wedlowska, cukierki Pierrot i świąteczne pralinki opakowane będą w nietuzinkowe puszki w kształcie kuli, dzwonka i choinki. Dzięki temu mogą także stanowić idealną świąteczną ozdobę.

Słodkości dla najmłodszych

Dzieciom czas oczekiwania na Boże Narodzenie można umilić kalendarzem adwentowym E.Wedel. W ozdobnym pudełku podzielonym na 24 okienka znajdują się czekoladki w dwóch smakach w kształcie Buźki Krówki. 
Na Mikołajki lub pod choinkę można sprawić im zestawy słodyczy na przykład: pudełko z opaską w kształcie rogów Renifera - bohatera motywu graficznego, Domek Krówki, a także czekolady mleczne z chrupiącymi kawałkami wafelków i chrupek lub z kawałkami pianek marshmallow. Świąteczne produkty dla dzieci E.Wedel ozdobiono postaciami Renifera, Mikołaja, Bałwanka oraz Znajomej Krowy Kucharza.

 

Produkty z portfolio świątecznego E.Wedel są w sprzedaży od początku listopada.

  1. Zwierciadło

Stwórz atmosferę Świąt. Inspiracje od marki Fyrklövern  

Zobacz galerię 23 Zdjęcia
Święta to przede wszystkim wyjątkowa atmosfera, spotkania z bliskimi oraz pyszne potrawy. Smakowanie ich to również delektowanie się pięknem odświętnie nakrytego stołu. Zainspiruj się propozycjami marki Fyrklövern - specjalistą w dziedzinie dekoracji stołu - i stwórz świąteczną aranżację, która oczaruje twoich gości!

ÅSA’S WINTER 

Rajskie jabłuszka, pomarańcze, granaty i pachnące gałązki to elementy doskonałe na świąteczny stół! By całość wyglądała bajecznie warto wybrać perfekcyjną zastawę, która spełni nasze oczekiwania co do dekoracji stołu i zachwyci wszystkich gości! Po raz pierwszy w Polsce, w cudownej aranżacji świątecznej, prezentujemy Serwis ÅSA’S WINTER, zaprojektowany przez skandynawską artystkę Anne Rooslien. Najwyższej jakości, trwała porcelana skaleniowa, urzekające, ręcznie litografowane zdobienia oraz wyjątkowy design tworzą ponadczasowy serwis obiadowy! Dzięki zastawie, dekorowanej skrzatami – wykreowanymi przez znaną w Skandynawii Åsę Götander, uzyskasz wspaniałą zimowo-świąteczną atmosferę. Porcelanę możemy umyć w zmywarce i odgrzać w niej dania korzystając z kuchenki mikrofalowej – to dodatkowy atut tego eleganckiego serwisu.

SANTA CHRISTMAS

Do świątecznej dekoracji stołu warto wybrać nastrojowe świece, serwety i oczywiście doskonałą porcelanę. Serwis SANTA CHRISTMAS ręcznie zdobiony platyną, skrzącymi się płatkami śniegu oraz uroczymi krasnalami to spełnienie świątecznych marzeń zarówno dzieci jak i dorosłych. Klasyczny design kolekcji wypełniają kolorowe, ręcznie malowane wizerunki skrzatów i zwierząt w zimowej scenerii. Pełne fantazji i artystycznego kunsztu, tworzą ciepły i radosny klimat, podkreślając wyjątkową atmosferę świąt.

ÅSA’S CHRISTMAS

Skrzaty i dekor wzbogacony elementami z 18-karatowego złota to przewodnie elementy Serwisu ÅSA’S CHRISTMAS. Zastawa z motywem uroczych ludków idealnie ozdobi świąteczny stół i stworzy atmosferę bajkowego klimatu przywołując wspomnienia beztroskiego dzieciństwa. To serwis, który przykuwa wzrok oryginalnym kształtem przypominającym pofałdowane śnieżne zaspy, na których zagościły urocze skrzaty. Ośnieżone choinki dekorowane prawdziwym złotem stanowią ekskluzywny element ozdobny! Gałązki, pierniki w kształcie serca, gwiazdy z jabłek czy złote szyszki w kieliszkach to elementy dekoracyjne, które komponują się idealnie z tym eleganckim serwisem.

ÅSA’S CHRISTMAS WHITE

Porcelana Åsa’s Christmas White zachwyca klasycznym designem i ręcznie malowanymi krasnalami w białych i srebrnych kapturkach. Serwis przepięknie prezentuje się w monochromatycznym stylu, gdzie na drewnianym stole w odcieniach szarości układamy zielone gałązki przyprószone śniegiem, szyszki i pachnące pierniki.

VICTORIA 

Drewno, pachnący świerk, nastrojowe lampki i przepyszne potrawy podane na luksusowej porcelanie skandynawskiego projektu pomogą nam stworzyć perfekcyjną atmosferę w czasie świąt! Serwis Victoria zachwyca delikatną formą, a zdobienia z 18-karatowego złota nadają mu królewskiego splendoru. Czerwona serweta przyprószona sztucznym śniegiem, pomarańcze, goździki i soczyste, czerwone jabłka w zimowej okrasie w połączeniu z elegancką porcelaną Victoria tworzą dekorację stołu w iście królewskiej aranżacji. Ta zastawa to świetny wybór zarówno na święta jak i inne okazje, jej klasyczny i elegancki design sprawia, że będzie pasowała na każdą uroczystość.

CELEBRATION

Świąteczny stół stanowi doskonałe pole do popisu dla miłośników dekoracji wnętrz. Spektrum możliwości jakie możemy zastosować jest nieograniczone. Pachnące gałązki świerku, złote świece, kryształowe wazony, eleganckie serwety czy też subtelne herbaciane róże i złote sztućce będą prezentować się perfekcyjnie w otoczeniu porcelany Celebration. Serwis o lekko falistym kształcie z ręcznie nanoszonymi platynowymi zdobieniami zachwyca subtelnością i elegancją.

Zobacz więcej na: ,

  1. Zwierciadło

Herbaty Newby - doskonały prezent pod choinkę

Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kolekcja światowej sławy projektanta mody Matthew Williamson dla Newby to idealny prezent na Święta dla każdej wielbicielki najwyższej jakości herbaty oraz mody.

Przepiękne puszki skrywają w sobie 3 wyjątkowe herbaty: Maharaja’s Breakfast (czarna herbata Assam), Exotic Earl Grey (herbata z olejkiem z gorzkiej pomarańczy i płatkami róży) oraz Jasmine Rose Garden (zielona herbata z różą i jaśminem). Do wyboru będzie także pudełko zawierające wszystkie 3 produkty.

Najwyższej jakości liście herbaty wraz z kwiatowymi dodatkami, ukryte w pięknych opakowaniach będą idealnym prezentem dla bliskiej osoby, a także przyjemnym uzupełnieniem każdego dnia.

Produkty dostępne są na stronie 

  1. Zwierciadło

Rodzina patchworkowa: Jak przeżyć święta?

Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Rodzina patchworkowa podczas Świąt Bożego Narodzenia musi się zmierzyć z dużym wyzwaniem nie tylko logistycznym, ale przede wszystkim emocjonalnym. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
O czym pamiętać, o czym zapomnieć w świąteczny czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, współautor książki „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło.

Znam dobrze funkcjonujący w ciągu roku patchwork, który rozpruwa się w czasie świąt. Wszyscy zbierają się w jednym miejscu i od razu wybucha awantura. Ostatnio zaczęło się od wyrzutu, że były mąż spóźnił się pół godziny.
Zaczyna się zazwyczaj od błahych spraw – że ktoś czegoś nie kupił, nie zrobił, powiedział o jedno słowo za dużo. To kropla, która przelewa czarę goryczy.

Czyli to preteksty. Co się za nimi kryje?
Zamiatane pod dywan sprawy, niewyjaśnione żale i pretensje, nierozwiązane problemy, do których boimy się wracać. Ale one wcześniej czy później wybuchają, na przykład właśnie w czasie świąt.

Może to i dobrze, bo wreszcie możemy się z nimi skonfrontować.
Porządny kryzys jest dobrym początkiem zmiany. Oczywiście, może mieć pozytywne konsekwencje tylko wtedy, kiedy jego destrukcyjną siłę będziemy potrafili konstruktywnie wykorzystać. Kryzys pokazuje to, czego brakuje w systemie, więc nie ma się co obrażać, tylko trzeba podjąć trud dogadania się i przemiany.

A może dobrym pomysłem jest niespotykanie się w święta zwaśnionych stron? Pewna matka (teściowa, babcia) wymyśliła, że Wigilia odbędzie się według grafiku, w którym każdemu wyznaczyła towarzystwo i godzinę wizyty, z zapasem czasowym, żeby najbardziej zwaśnieni zdążyli się minąć i na siebie nie powpadali. Ta pani jest dumna z autorskiego rozwiązania.
W Wigilię nie chodzi o to, aby się nawzajem unikać. Ale Wigilia sama z siebie nie jest w stanie uczynić nas świętymi. Droga do świętości, czyli do otwartego serca, wymaga od nas podejmowania wysiłku i ryzyka. O tym warto pamiętać. Jeśli jednak nie stać nas jeszcze z jakichś powodów na wysiłek i ryzyko spędzenia Wigilii z ludźmi z naszego rodzinnego systemu, których nie lubimy, bo na tym etapie nasze resentymenty są dla nas ważniejsze niż religijne nakazy, to trudno. Może następnym razem. Więc owa pani z twojego przykładu robi dobrą robotę. Przynajmniej jej serce stanowi przestrzeń, w której skłóceni i zaślepieni ludzie wirtualnie się spotykają. Chwała jej za to.

Ona naprawdę chce dobrze.
W patchworkowym systemie taka osoba odgrywa doniosłą rolę kleju, nici i agrafki. Każdy może do niej przyjść, bo wie, że spotka się z miłym przyjęciem, a ona pozostanie bezstronna. Może też odgrywać rolę rodzinnej skrzynki pocztowej i przekazywać skłóconym stronom ważne informacje. Po jakimś czasie dzielna babcia będzie mogła zrobić krok dalej i skrzyknąć wszystkich członków skłóconego patchworku w jedno miejsce, na przykład przy okazji swoich jubileuszowych urodzin, informując ich o tym, że to jest jej święto, więc zaprasza wszystkich, których kocha, i prosi o to, by wszelkie konflikty na ten czas zawiesić, tak jak kiedyś w dobrej przeszłości ustawały wojny, gdy trwała olimpiada.

Święta są szczególnie ważne dla dzieci, które potem całe życie pamiętają Świętego Mikołaja, choinkę. Więc choćby ze względu na nie dobrze jest zadbać o atmosferę tych dni – pozytywną, przesyconą dobrymi emocjami. O czym jeszcze pamiętać, przygotowując święta?
Boże Narodzenie to dla patchworkowego systemu doskonała okazja i zarazem trudny sprawdzian tego, czy przestrzegana jest w praktyce święta zasada wszelkich patchworków: wszystkie dzieci są nasze. Praktyczna troska o sprostanie tej zasadzie może sprawić, że same święta przestaną być tylko rodzinnym rytuałem objadania się i obdarowywania prezentami, ale ujawnią swój głęboki duchowy wymiar. Bo święta zapraszają każdego do „królestwa nie z tego świata”, czyli do takiego wymiaru istnienia, w którym jednoczą się przeciwieństwa, zasypywane są przepaści dzielące zantagonizowane strony. Gdzie wszystko ujawnia swoją świętą, wspólną z całym istnieniem prawdziwą naturę, gdzie w jednolitej świetlistej przestrzeni rządzą: miłość, szacunek i cisza. A z tego punktu widzenia chciwość, nienawiść, konflikty, resentymenty i wojny jawią się jako wielka, przerażająca egzystencjalna pomyłka i strata czasu. Patchworkowa rodzina jest z pewnością trudniejszą, a przez to lepszą okazją do praktykowania świętości niż stawianie na wigilijnym stole pustego talerza dla symbolicznego zbłąkanego wędrowca. Więc jeśli dojrzali dorośli chcą udzielić patchworkowym dzieciom ważnej duchowej lekcji, to święta Bożego Narodzenia są do tego doskonałą okazją. Będzie się do czego odwoływać przez całą resztę roku.

Gdybyśmy jeszcze mimo konfliktów potrafili spektakularnie przebaczyć sobie nawzajem przy dzieciach, to byłaby dopiero lekcja. 
O tak. Sam fakt, że ludzie podchodzą do siebie i składają sobie dobre życzenia, chociaż jeszcze dzień wcześniej sobie złorzeczyli, to wspaniała nauka dla wszystkich, a szczególnie dla dzieci. Ale nie tylko nauka. Także chwila zasłużonego wytchnienia. Bo dla dzieci najważniejszą wartością i najlepszą glebą do wzrastania jest bezpieczna, harmonijna, spójna społeczność, której członkowie odnoszą się do siebie z szacunkiem i miłością.

Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer) Wszystkie niezałatwione problemy i relacje, których rodzina patchworkowa nie przerobiła, wylewają się zwykle „na świąteczny stół”. (Ilustr. Tomasz Wawer)

Marzeniem dziecka z rozbitej rodziny jest to, żeby mama była z tatą, nawet jeśli nie na zawsze, to chociaż w święta. Czy wspólny wyjazd rozwiedzionych rodziców z ich dziećmi to dobry pomysł?
Pomysł bardzo dobry, ale przy innych okazjach niż święta. W patchworkowej rodzinie dorośli często mają dzieci z dwoma, a nawet z trzema partnerami. Jak te rodziny obsłużyć w kilka dni świąt? Widziałem wielu ojców i wiele matek, którzy z obłędem w oczach starali się pojawić w ciągu kilku godzin na dwóch albo trzech wigiliach w oddalonych od siebie miejscach, wszędzie pozostawiając za sobą żal i zniecierpliwienie. To nie ma sensu. Lepiej organizować wspólnie z innymi chętnymi z tego samego systemu duże rodzinne spędy wigilijne. Natomiast wyjazdy rodziców z biologicznymi dziećmi w uroczystej, świątecznej atmosferze, z dekoracjami mogłyby dawać wspólnym dzieciom nadzieję, że ich rodzice będą znowu razem.

A spotkanie świąteczne obu zwaśnionych rodzin w którymś z domów?
W sytuacjach konfliktu powinni raczej spotkać się na neutralnym gruncie.

Dlaczego?
Jeśli ludzie, którzy niedawno się rozstali, spotykają się w domu, który przesiąknięty jest wspólnymi przeżyciami, a każdy jego fragment jest jakby pamiątką w muzeum ich wspólnej przeszłości i przywołuje jakieś wspomnienia, to trudno się w nim racjonalnie porozumiewać w sprawach bieżących i przyszłych.

Znajoma rozwódka, która ma w miarę poprawne stosunki z byłym mężem i jego żoną, nie chce ich zapraszać ani odwiedzać, a tym bardziej organizować wspólnych świąt, bo obawia się zmiany status quo.
Dorośli i odpowiedzialni ludzie, którym przyszło żyć w patchworkowym systemie, powinni podejmować decyzje służące porozumieniu i zgodzie, a nie jątrzeniu. Skoro patchworkowa rodzina jest faktem, to róbmy wszystko, żeby wykorzystać jej potencjał. Budujmy, a nie dzielmy, troszczmy się o część wspólną, a nie bójmy się na zapas. Nie traktujmy patchworku jako dopustu bożego czy tragedii, którą będziemy się nieustannie karmić i którą będziemy celebrować do końca życia. Egoistyczna troska o status quo swojego zakątka prędzej czy później się zemści. Przetrwanie patchworku w ogromnej mierze zależy od tego, jak szybko dorośli zdadzą sobie sprawę z tego, że wszystko jest w nim ze sobą powiązane.

Owa kobieta zakłada, że jeśli spotka się z rodziną byłego, to odżyją urazy.
Jeśli unikamy kontaktów, to siłą rzeczy komunikujemy się w sprawach błahych i nudnych, a tak naprawdę tracimy czas i potencjał, jaki drzemie w głębinach patchworkowego oceanu. Więc przy każdej okazji, zamiast marzyć o na zawsze minionym status quo, zróbmy cokolwiek, aby wzmacniać patchworkowe szwy.

Może zaapelujemy do patchworków – dajcie się zainspirować świętom!
Apelujemy: wykorzystujcie je do tego, żeby przełamać niechęć, wrogość, urazy. Róbcie to dla siebie i dla wszystkich patchworkowych dzieci. Dajcie im przykład, jak układać relacje mimo trudnej przeszłości.

Czy są jakieś przeciwwskazania do wspólnych świąt rozwiedzionych partnerów?
Jeśli mamy spotykać się po to, żeby się kłócić, a przy okazji ranić uczucia naszych dzieci, to lepiej się nie spotykać. Święta są okazją do propagowania dobrych uczuć i dobrych życzeń. Jakże są teraz deficytowe.

A do obdarowywania się prezentami?
Dobrze jest zachować w tym umiar. Najwspanialszymi prezentami dla patchworkowych dzieci są dojrzałe i mądre zachowania dorosłych, szczególnie te objawiające się w przekraczaniu negatywnych uczuć i postaw wobec byłych partnerów, byłych teściów, zięciów czy synowych. Gdy dziecko widzi, że dorośli, których kocha, trudzą się, by przełamać urazy i żale, bo chcą zbudować nową, bezpieczną społeczność rodzinną, to mu serce rośnie i dusza się śmieje. Ono nie chce się truć złymi emocjami i nastawieniami rodziców. Superprezentem w obecnych czasach są czas i uwaga, które poświęcamy drugiej osobie.

O czym jeszcze pamiętać przy okazji świętowania?
Żeby to nie był prosty rytuał. Żeby nie przedobrzyć, czyli pamiętać o zasadzie, że nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Na przykład chcę kogoś uściskać i przytulić, ale wiem lub czuję, że ta osoba tego nie lubi. Trzeba to uszanować. Albo mam przemożną chęć zadania jej pytania, bo chcę zaspokoić swoją ciekawość, a ona wyraźnie się krępuje albo daje sygnał, że nie ma ochoty poruszać tego tematu. No to nie pytam, wycofuję się, ewentualnie przepraszam. W psychologii nazywa się to szanowaniem granic drugiej osoby. W dodatku dzisiaj powinniśmy też uważać na rozmowę o poglądach.

Nie tylko w rodzinach patchworkowych lepiej chyba nie poruszać tematów politycznych?
Poruszać można, ale bezpiecznie jest ograniczać się do wypowiadania swoich poglądów, nie atakując przekonań drugiej osoby. Unikać fraz takich jak: „w przeciwieństwie do ciebie”, „nie zgadzam się...”, „twoje poglądy są…”, „jak można tak…” itp. Każdy z nas ma prawo do własnych sądów. Nie należy próbować zmieniać zdania innych, bo to tylko wzbudzi opór.

Co robić, żeby zapobiec kłótni na tym tle?
Zacząć trzeba od wysłuchania i zrozumienia tego, co usłyszeliśmy. Dopiero potem można zastanowić się, czy ktoś chce być przekonany do innego poglądu, czy forsując swoje zdanie, nie naruszam granicy jego wolności.

Dobrze jest wykrzesać z siebie ciekawość tego, co ktoś myśli.
Ciekawość tego, co ktoś ma do powiedzenia, pomaga zrozumieć siebie nawzajem, a o to chodzi w rozmowie. W dyskusjach o poglądach najpierw jedna osoba przedstawia swoje zdanie, potem druga, następnie pierwsza dzieli się wątpliwościami co do przekonań oponenta, potem robi to druga.

Tylko trzeba się zdobyć na intelektualny wysiłek.
Także emocjonalny. Aby taka rozmowa była możliwa, muszą się postarać obie strony. Prowadząc w ten sposób dyskusję, szukamy pomostów i wzajemnego zrozumienia, nie zamykamy się w swoim jedynie słusznym widzeniu świata. Otwarta postawa w patchworkowych rodzinach to jeden z podstawowych warunków ich przetrwania, bo różnorodność poglądów, wyznań, stylów życia itd. bywa w patchworku ogromna. W klasycznych rodzinach tak się dobieramy, żeby w sprawach światopoglądowych za bardzo nie iskrzyło, ale w patchworkach ta kwestia zupełnie wymyka się spod kontroli. To może dotyczyć również poglądów w sprawie sposobu obchodzenia świąt.

  1. Zwierciadło

Czy prezent daje więcej radości obdarowanemu czy darczyńcy?

Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Komu prezenty sprawiają największą radość? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Wolimy dawać prezenty czy je otrzymywać? Czy istnieje prezent uniwersalny odpowiedni dla każdego? O naszych problemach, wyborach i motywacjach związanych z obdarowywaniem bliskich mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS.

Zróżnicowanie preferencji, upodobań, gustów, marzeń i potrzeb sprawia, że znalezienie idealnego prezentu pasującego do każdego wydaje się niemożliwe. Zadanie to staje się jeszcze trudniejsze, gdy weźmiemy pod uwagę realia względnego dobrobytu, które pozwalają zaspokoić znaczącą większość ważnych życiowych potrzeb. Prezenty, które przekazujemy sobie z okazji świąt Bożego Narodzenia, w coraz większym stopniu przestają pełnić funkcję uzupełniającą stan gospodarstwa domowego i stosunkowo rzadko służą wspieraniu rodzinnego budżetu.

W czasach, gdy większość towarów jest łatwo dostępna, dobrem, którego brak odczuwamy coraz mocniej staje się bliskość i uwaga. Doświadczamy deficytów dotyczących przede wszystkim dostrzegalnych wymiarów pozytywnych uczuć takich jak dotyk, przytulenie, możliwość bycia razem i spędzania ze sobą czasu. Oczywiście wiele osób ma konkretne pragnienia dotyczące np. nowego modelu telefonu czy torebki, jednak niejednokrotnie w toku rozmowy o rzeczywistych potrzebach okazuje się, że o wiele lepszym pomysłem na prezent będzie wspólny bilet do kina, wyjazd lub spacer. Również dzieci warto wcześniej zapytać jakiego rodzaju prezenty niepochodzące ze sklepów chciałaby otrzymać. Kolejnym krokiem może być sporządzenie listy tego rodzaju podarunków i ustalenie, które z nich są dla córki lub syna najważniejsze i dlaczego.

Otrzymywanie prezentu często wiąże się z uczuciem radości u osoby obdarowanej. Jednak wyniki badania przeprowadzone przez psycholog Larę Aknin z Simon Fraser University w Kanadzie jednoznacznie wskazują, że w sytuacji, gdy dochodzi do wręczenia prezentu, o wiele większego zadowolenia doświadczają wręczający podarunek. W celu zbadania poziomu satysfakcji obu grup, badaczka przeanalizowała wyniki Światowego Sondażu Gallupa przeprowadzonego w latach 2006 – 2008 na próbie 234 917 osób reprezentujących 120 państw. Wyniki otrzymane przez jej zespół wskazują, że niezależnie od regionu, pochodzenia i posiadanych dochodów, samopoczucie badanych było lepsze, gdy przeznaczali swoje pieniądze na potrzeby innych, a nie zaś na własne.

Choć nie wydaje się to oczywiste, radość z otrzymanego prezentu może łatwo zastąpić przykrość, jeśli podarunek przewyższa możliwości finansowe osoby obdarowanej. Efekt ten wynika m.in. z silnie zakorzenionej w życiu społecznym reguły wzajemności. W sytuacji, gdy otrzymujemy zbyt drogi podarunek odczuwamy dyskomfort i napięcie związane z kulturową zasadą odwdzięczenia się ofiarodawcy równie wartościowym prezentem. Pojawia się poczucie winy i uczucie przykrości wynikające z faktu, że nie stać nas na równie drogi dar.

Nietrafiony prezent wyzwala innego rodzaju reakcje i wiąże się przede wszystkim z ujawnionym lub zatajonym niezadowoleniem. Do pewnego wieku najmłodsi odbiorcy prezentów świątecznych, nie kryją się z wyrażaniem emocji i opinii, gdy podarunki nie spełniają ich oczekiwań lub są zupełnie inne niż te opisane w liście do Świętego Mikołaja. Z czasem jednak dzieci przyswajają zasady życia społecznego w tym zakresie i uczą się ukrywania uczucia zawodu lub niechęci. To na ile dorośli decydują się na ujawnienie prawdziwych uczuć w sytuacji otrzymywania niechcianego prezentu, zależy od rodzaju relacji z ofiarodawcą.

Najtrudniej tego rodzaju sytuacje znoszą osoby, które łączy silna więź oraz przekonanie o znajomości gustów np. matki i córki. Rozczarowanie spotyka zarówno matki, które są pewne swoich wyborów gwiazdkowych dotyczących np. odzieży, biżuterii dla córek, jak i córki, które były pewne, że ich podarunki z pewnością ucieszą mamy. Złotym środkiem pomiędzy bezpośrednią krytyką nietrafionego prezentu, a radością pokrywającą niezadowolenie jest dyplomacja. Warto zadbać o to, aby pozostać w zgodzie z własnymi odczuciami, a jednocześnie wyrażać je z szacunkiem wobec dobrych chęci i intencji ofiarodawcy. Zawsze warto dziękować, jak również nadmienić, że w razie czego, następnym razem, służymy pomocą w zakresie wyboru wymarzonego prezentu.

W przypadku problemów z podjęciem decyzji odnośnie prezentu świątecznego, wybierzmy to, co najlepiej wyraża naszą miłość do drugiej osoby. Postarajmy się ofiarować innym ciepło, bliskość, zrozumienie i akceptację – tego rodzaju prezenty nigdy nie wychodzą z mody, pasują do każdego. Okazujmy sobie miłość, nie tylko na Święta ale każdego dnia.

Dr Ewa Jarczewska-Gerc zajmuje się psychologią motywacji, efektywnością i wytrwałością w działaniu oraz symulacjami mentalnymi (materiały prasowe Uniwersytet SWPS).