1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Kłótnie między rodzeństwem - jak mądrze mediować w konfliktach dzieci?

Kłótnie między rodzeństwem - jak mądrze mediować w konfliktach dzieci?

Jednym z najczęściej wymienianych powodów dziecięcych kłótni jest walka o miłość rodziców. (fot. iStock)
Jednym z najczęściej wymienianych powodów dziecięcych kłótni jest walka o miłość rodziców. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Dzieci kłócą się nie tylko z powodu walki o uwagę rodzica. Kłócą się, bo są ludźmi. Rolą dorosłych nie jest niedopuszczanie do konfliktów między rodzeństwem, ale mądre mediowanie.

Dzieci kłócą się nie tylko z powodu walki o uwagę rodzica. Kłócą się, bo są ludźmi. Rolą dorosłych nie jest niedopuszczanie do konfliktów między rodzeństwem, ale mądre mediowanie.

Jeśli sama masz rodzeństwo, z pewnością pamiętasz niejedną kłótnię z bratem czy siostrą, a może nawet poważniejszy konflikt. Dzieciństwo wypełnione sporami i bijatykami nie oznacza jednak, że tak też będzie wyglądało dorosłe życie. Janusz Korczak powiedział przełomowe w historii postrzegania psychiki dziecka zdanie: „Nie ma dzieci, są ludzie”. Dzieci się kłócą, bo są ludźmi. Wszelkiego rodzaju waśnie są nieodłączną formą ludzkiej aktywności. Rodzice mają jednak zwyczaj demonizowania ich znaczenia z obawy, że mogą negatywnie wpłynąć na relacje między rodzeństwem. Czasem wręcz odbierają najmłodszym prawo do konfliktów, jakby były zarezerwowane tylko dla dorosłych. Tymczasem kłótnie dzieci to najczęściej dowód na to, że dom, w którym się wychowują, jest szczęśliwy, ciepły i bezpieczny. Brak konfliktów to zwykle wynik przemocy fizycznej lub psychicznej, biedy, przewlekłej choroby jednego z członków rodziny albo wielopłaszczyznowego braku zainteresowania potrzebami najmłodszych. Wtedy dzieci się ze sobą nie kłócą, bo są zbyt skoncentrowane na walce o przetrwanie.

O co poszło?

Jednym z najczęściej wymienianych powodów dziecięcych kłótni jest walka o miłość rodziców. Rodzeństwo sprawdza, kogo rodzice bardziej kochają, a to bardzo łatwo poznać po tym, komu więcej wolno – tak w każdym razie widzą to dzieci.

Inną przyczyną jest zabieganie o uwagę dorosłych. Im mniej czasu poświęcasz dzieciom, tym bardziej będą ci się dawać we znaki. Możesz uważać, że niczego im nie brakuje, bo wozisz je na zajęcia, a w domu zawsze mają ciepły obiad. Ty jesteś umęczona problemami dnia codziennego, a twoje dzieci widzą to inaczej – że kompletnie nie masz dla nich czasu. Wtedy protestują, co często przybiera postać konfliktu z rodzeństwem. Dlatego im bardziej twoje dzieci się kłócą, tym bardziej przyjrzyj się sobie, a nie im.

Przy okazji możesz się też zastanowić, czyje zachowania powielają. Kłótnie dzieci często drażnią rodziców dlatego, że są odbiciem ich własnego, niedojrzałego stylu rozwiązywania problemów. Chcesz, żeby dzieci załatwiały między sobą sprawy pokojowo? Sama tak postępuj. I naucz się właściwego reagowania na ich konflikty.

Bardzo złe pomysły

Chronienie dzieci przed kłótnią. Albo takie zarządzanie ich rozkładem dnia, żeby nie miały okazji się pokłócić. Rola rodzica nie polega na tym, żeby za wszelką cenę zapobiegać konfliktom, tylko żeby na nie wychowawczo reagować.

Brak zainteresowania w imię świętego spokoju. Rodzicom często się radzi, by pozwalali dzieciom załatwiać swoje sprawy na ich własny sposób. Wiele w tym prawdy, ale co innego dać wolną rękę, a co innego powiedzieć: „Nic mnie to nie obchodzi, radźcie sobie sami”. Taka postawa to po prostu unikanie problemu i informacja, że ty jesteś równie bezradna jak dzieci.

Karanie obydwojga: „Magda nie idzie na basen, a Błażej – koniec z komputerem!”. Takie postawienie sprawy skutkuje tylko nagromadzeniem pretensji.

Wnikanie, kto zaczął i co powiedział. Robiąc tak, uczysz dzieci, że ich konflikt jest dla ciebie bardzo ciekawy i że w ten prosty sposób mogą skupić na sobie twoją uwagę.

Wpędzanie dzieci w poczucie winy: „Ja przez was zwariuję, już nie mam siły. Zobaczycie, ja wreszcie od tych waszych kłótni umrę i wtedy będziecie się mogli bić i szarpać, ile chcecie. Już mnie serce boli, muszę się położyć”. To pozbawianie ich poczucia bezpieczeństwa.

Zawstydzanie: „Masz już jedenaście lat, a zachowujesz się gorzej niż dwulatek”. Dziecko czuje się tak upokorzone, że przestaje słuchać, co masz mu do powiedzenia, i skupia się na tym, jaka jesteś niesprawiedliwa.

Przyjmowanie roli sędziego: „Magda zaczęła i ona jest winna”. „Zwycięskie” dziecko uzna, że tym razem udało się ciebie przeciągnąć do jego obozu, i poczuje niezdrowy triumf nad rodzeństwem.

Wymuszanie wzajemnych przeprosin i dopilnowanie, żeby zwaśnione strony szybko wymieniły uścisk dłoni. To sygnał, że nie interesują cię ich emocje i uczucia.

Każda z tych metod jest wyłącznie zachowaniem interwencyjnym. Nie uczy dzieci, jak radzić sobie z konfliktem, a także skutecznie zniechęca do powierzania spraw rodzicowi, bo pokazuje, że ich kłótnie cię przerastają. Efekt będzie tylko taki, że przestaniesz się dowiadywać o ich waśniach.

Postaw na mediacje

Dzieci nie radzą sobie z konfliktami z tych samych powodów, z których nie radzą sobie z nimi dorośli. Długie pozostawanie w bardzo bliskiej relacji, jaką z pewnością są więzi, które łączą rodzeństwo, przeszkadza w jasnym widzeniu problemu. Konfliktom młodych ludzi towarzyszą niezwykle silne emocje, które przesłaniają prawdziwy obraz problemu ("Ona rusza moje rzeczy, nienawidzę jej").

Oczywiście, uświadamianie dzieciom, że trzeba być tolerancyjnym i zachowywać się spokojnie, jest bardzo ważnym elementem wychowania, ale raczej nie zadziała wtedy, gdy akurat się kłócą. Co robić? Opanować sztukę mediacji!

Mediacje mają wielowiekową tradycję, ale kojarzą się raczej z problemami dorosłych. Niesłusznie. Dzieci potrzebują mieć mediatora stale pod ręką, bo dokładnie tak samo jak wszyscy ludzie w sytuacjach konfliktu nie widzą racji drugiej strony. Mediacje między kłócącymi się dziećmi powinny opierać się na tych samych zasadach, co w przypadku zwaśnionych dorosłych:

Mediator (czyli ty) - nie może być w obozie żadnej ze stron. Twoją rolą jest usprawnienie komunikacji między obrażonymi na siebie dziećmi.

Atmosfera - musi być spokojna, dlatego warto opuścić miejsce, w którym doszło do konfliktu, zrobić wszystkim coś do picia i dać dzieciom czas na wyciszenie emocji.

Strony konfliktu - każda z nich powinna się wypowiedzieć i przedstawić problem ze swojego punktu widzenia. Kolejność najlepiej wylosować.

Cel - doprowadzenie do sytuacji, w której nastąpi wzajemne zrozumienie potrzeb drugiej strony. Dziecko nie dostrzega, że ktoś inny może mieć swoją wizję i swoją prawdę. Często wysłuchanie drugiej strony jest dla niego odkryciem, że inni też mają uczucia. Najczęściej - gdy dziecko zrozumie, że jego rodzeństwu też jest przykro, że też jest smutne albo złe - wcale nie będzie chciało być przyczyną takiego stanu.

Miejsce - wyznacza zawsze mediatory, czyli ty. Wylosujcie, kto mówi pierwszy i każda strona niech opowiada. Ty słuchasz. Potem druga strona. Słuchasz. Potem zadajesz pytanie: "Co można zrobić w tej sytuacji?". Dzieci często nie wiedzą. Dlatego możesz im pomóc, zadając pytanie: "Dziewczynka zabrała bratu płytę bez pozwolenia, a on ją za to uderzył. Co teraz powinni zrobić?". To przenosi uwagę dziecka z własnej "krzywdy" na merytoryczne rozwiązanie problemu.

Pamiętaj, że mediator nie powinien sugerować rozwiązań, bo w ten sposób przejmowałby odpowiedzialność za cudzy konflikt. Każda ze stron powinna wypowiedzieć się w kwestii tego, jak załagodzić problem. To mają być rozwiązania dzieci, nie twoje!

Nie martw się, że nie posiadasz kwalifikacji. To wszystko na początku może brzmieć dość sztucznie, ale naprawdę działa. Jeśli sama boisz się tego rodzaju sytuacji i podświadomie dążysz do tego, żeby wyszło na twoje, mediacje między dziećmi mogą być dla ciebie bardzo trudne. Nauczysz się, tylko bądź konsekwentna. Zacznij rozwiązywać w ten sposób konflikty między dziećmi, a sama zobaczysz, co się sprawdza, a co nie. Już nigdy nie będziesz musiała posiłkować się stosowaniem żadnej z metod interwencyjnych.

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Pozwólmy dzieciom się kłócić

Pozwólmy dzieciom, aby same rozwiązywały swoje konflikty. Dopóki nie robią sobie fizycznej krzywdy, nie ingerujmy. (fot. iStock)
Pozwólmy dzieciom, aby same rozwiązywały swoje konflikty. Dopóki nie robią sobie fizycznej krzywdy, nie ingerujmy. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Chcesz, żeby dzieci zdrowo się rozwijały? Gdy one się kłócą – ty pogódź się z konfliktem. Choć to niezwykle trudne...

Chcesz, żeby dzieci zdrowo się rozwijały? Gdy one się kłócą – ty pogódź się z konfliktem. Choć bywa to trudne.

Wyobraź sobie: właśnie wysyłasz bardzo ważny SMS, gdy facet podchodzi i wyrywa ci telefon z ręki. Nie, chyba nie złodziej, bo nie odbiega, tylko bezczelnie zaczyna gapić się na twój tekst i międlić w dłoniach aparacik. Twój pierwszy odruch? Odbierasz mu swoją własność. Na to jednak on wyszarpuje ją bardziej stanowczo. Wydaje przy tym jakieś nieartykułowane dźwięki. „Hej, nie zabieraj mi telefonu” – chcesz powiedzieć, ale z ust wydobywa ci się gulgotanie podobne do tego, które przed chwilą usłyszałaś z ust intruza.

Zaczynacie walczyć o komórkę. Ty chwytasz ją i ciągniesz w swoją stronę, na co on odpycha twoją dłoń. Ty z kolei całą mocą odpychasz jego, wołając: „Oddaj moją komórkę!”. Tym razem jednak dźwięk, który z ciebie płynie, przypomina bardziej ten, na który w reakcji słyszysz zazwyczaj „Ciiiii, nie krzyczymy!”. Masz ochotę wgryźć się do krwi w tłuste łapsko, które capnęło twój telefon – a właściciel łapska odepchnięty leży na ziemi. Też wygląda na wściekłego i zrozpaczonego – i też wyje.

Sytuacja jest patowa i właśnie teraz należałoby coś z nią zrobić. W tym momencie wkracza twoja szefowa: – Co tu się stało? Nie wolno się bić! – mityguje. – Ten miły pan chciał zobaczyć twój telefon. Bądź dobrą pracownicą, pokaż mu aparacik.

– Robiłam właśnie coś ważnego! On zaczął mi go wyrywać! – komunikujesz, ale szefowa słyszy już tylko: „łeeee!”. – Nie krzycz i podziel się telefonikiem. Trzeba się dzielić.

Protestujesz. Umiesz już mówić „nie” w taki sposób, że brzmi jak „nie” – szefowa jednak przeszła ostatnio jakiś trening komunikacji i nauczyła się tak stawiać pytania, abyś nie mogła odpowiedzieć „nie”. – Zobaczmy, co masz w torebce – mówi. – Szminka, notesik, klucze. No i komórka. Co damy do zabawy temu miłemu panu? – pyta tonem, jakim wydaje się polecenia. A ty patrzysz na twojego adwersarza, który już nie ryczy, tylko łakomie lustruje potencjalne zdobycze, patrzysz na swoją nową pomadkę, ukochany notesik i ważne kluczyki, w uszach dźwięczy ci: „Bądź dobrą pracownicą”, a przecież nie chcesz zawieść szefowej – i czujesz się źle, źle, źle.

Jak właściwie powinna wyglądać ta sytuacja?

– Hej, widzę, że masz fajną komórkę. Myślałem o kupnie takiego modelu. Czy mógłbym obejrzeć?

– Za chwilę, kończę wysyłać SMS. Proszę bardzo.

– Wygląda świetnie. Jesteś z niej zadowolona?

– O tak, nie miałam z nią jeszcze problemów.

– Ja mam taką, ładna obudowa, ale często się zawiesza.

– Mogę zobaczyć? Fajna.

– Twoja też fajna. Dzięki.

Czy adwersarze scenki numer jeden też mieliby szansę tak sobie poradzić? Nie dowiemy się. Jej bohaterami są bowiem małe dzieci. A my, dorośli, zazwyczaj wkraczamy do akcji, gdy ich konflikt dopiero rozkwita. Ba, często najchętniej wyplenilibyśmy jego zarodki z dziecięcego życia jak chwasty. Czy słusznie? I czy to w ogóle możliwe?

Sokrates w przedszkolu

Konflikty między dziećmi są wszędzie tam, gdzie dwoje lub troje zbierze się w imię zabawy i wspólnego spędzania czasu. Kłótnie o przedmioty to tylko jeden z wielu scenariuszy, bo spory wybuchają najróżniejsze. Na tle frustracji z powodu przegranej w grze, porażki w rywalizacji, poczucia niesprawiedliwości w przydziale dóbr, niecierpliwości w czekaniu na swoją kolej, zazdrości o czyjąś uwagę, rozpaczy, że coś się nie udaje, z powodu czyjejś gorszej dyspozycji w danej chwili… Możemy starać się eliminować przyczyny, ale kłótnie i tak będą wybuchać. I choć czasem, gdy jesteśmy ich świadkami, mamy ochotę zatykać uszy, gdy we własnym domu czujemy się jak na polu bitwy, a na placu zabaw zataczamy się od sparingu do sparingu – konflikty są potrzebne. Branie w nich udziału to bowiem jedyna metoda, żeby przejść długą drogę od opisanej we wstępie scenki numer jeden do scenki numer dwa. – Dzieci uczą się przez doświadczenie – wyjaśnia Patrycja Rzepecka z Akademickiego Centrum Psychoterapii i Rozwoju SWPS. – Porażki, frustracje, konflikty to wszystko tak zwane sytuacje trudne, w życiu społecznym uczymy się, jak sobie z nimi radzić. I nie robi się tego przez analizy. Trzeba wziąć udział w iluś sytuacjach. Przekonać się, że słowo może być skuteczniejsze niż pięść i że jest się kompetentnym na tyle, aby poradzić sobie bez przemocy – wyjaśnia.

Cel zatem szczytny. Tylko czy aby na drodze ze scenki numer jeden do numeru dwa dzieci się przy okazji nie pozabijają?

– Ależ skąd – śmieje się Daniele Novara, włoski pedagog i psycholog, który zgłębia temat od lat. – W zdrowym środowisku konfliktów nie należy ucinać, bo pozbawiamy dzieci cennego doświadczenia. Nawet bójki nie trwają długo i nie prowadzą do poważnych uszkodzeń. To nie jest wiedza powszechna, bo gdy interweniujemy zbyt szybko, nie dajemy sobie szansy, aby się o tym przekonać. Taka interwencja zazwyczaj kończy się na ustalaniu, kto zawinił. A przecież nie o to chodzi. O co więc chodzi? O wyniesienie z konfliktu nauki. Daniele Novara wypracował metodę, jak to robić, i wdraża ją wraz z zespołem założonego przez siebie w Piacenzy Centrum Psychopedagogicznego Edukacji i Działania w Konflikcie. Napisał też wiele publikacji, które rozniosły się echem poza granicami Italii; a najważniejsza książka „La Grammatica dei Conflitti” [Gramatyka konfliktu] właśnie jest tłumaczona na angielski i może doczeka się też edycji polskiej. Stanowi ona podsumowanie 25 lat pracy naukowca, a jej główne tezy to: po pierwsze, dzieci dla dobra swojego rozwoju muszą się kłócić. Po drugie zaś, są w tym o wiele lepsze, niż to się nam, dorosłym, wydaje. Kluczowe jest przy tym rozróżnienie między pojęciami „konfliktu” i „przemocy”. Przepracować można tylko sytuację konfliktu: stanowi on istotę relacji, podczas gdy przemoc ma na celu wyeliminowanie przeciwnika, nie negocjacje. – Kłótnia pomaga poznać inny punkt widzenia, dostrzec, że istnieje perspektywa inna niż moje „ja” – przekonuje Novara w rozmowie ze „Zwierciadłem”. – My pomagamy dzieciom nazwać emocje, które towarzyszą kłótni, i zrozumieć, co się wydarzyło w konflikcie.

Jak to robią? Daniele i jego zespół stosują metodę majeutyczną, stworzoną jeszcze przez Sokratesa. Grecki filozof nie dawał odpowiedzi, tylko pomagał rodzić się prawdzie: rozmawiał z ludźmi, a jego sztuka polegała na umiejętnym zadawaniu pytań, powstrzymaniu się od sugerowania odpowiedzi. Był tylko „akuszerem”. – My też nie dajemy gotowych interpretacji. Nasz obraz tego, co się zdarzyło, jest zupełnie różny od wersji dziecka i trudno uznać, że któraś historia jest tą właściwą. Umożliwiamy dziecku przeżycie doświadczenia i patrzymy, co dziecko z niego wyciągnęło.

W praktyce wygląda to tak: gdy zaczyna się konflikt, Novara i ludzie z jego zespołu pozwalają uczestnikom samodzielnie przez niego przejść. Dzięki temu, że dorośli nie wkraczają do akcji, mają okazję przyjrzeć się kompetencjom dzieci. – A one mają naturalną umiejętność konstruktywnego działania w konflikcie – mówi Novara. – Sztandarowy przykład kłótni o zabawkę: po wymianie zdań „to moje”, „nie, to moje”, dość szybko jedno z dzieci zaczyna rozglądać się za inną zabawką. Samo dochodzi do wniosku, że warto zmienić obiekt zainteresowania – i nie jest to efekt porażki czy rezygnacji ani też poddanie się rozwiązaniu narzuconemu z zewnątrz. Gdy pracujemy potem ze stronami konfliktu, zaczynają rozumieć, że mają kompetencje działania w sporze tak, aby z sobą nie walczyć.

Ta praca odbywa się właśnie metodą majeutyczną. Psychologowie proszą dzieci, aby narysowały, co się stało, opisały to (te starsze) lub po prostu opowiedziały. – Nie chcemy rozwiązać konfliktu. Chcemy w nim pozostać i wyciągnąć wnioski – mówi Novara.

Ludzie z jego zespołu zachwycają się kreatywnością dzieci. Pokazują rysunki: na jednym mur przedziela pokój na pół. Na innym dwie smutne osoby stoją po dwóch końcach dywanu, a między nimi pusta kanapa. Na jeszcze innym głodni ludzie z wywalonymi językami patrzą na niedostępny garnek. Dzieci czasem rysują siebie z rodzicami i bywa, że z kłótni o zabawkę potrafi wyjść sprawa przemocy doświadczonej od kogoś z domowników. A psychologowie pytają tylko: „Co się stało? Czego się nauczyłeś? Czy masz pomysł, jak inaczej mogłeś się zachować?”. – Nie tylko wymyślają w odpowiedzi wspaniałe pomysły, ale zapamiętują je i potem potrafią wykorzystać przy następnej okazji. W ten sposób wzbogacają własne kompetencje – komentuje Daniele Novara. Stara się wręcz wzmocnić w dzieciach przekonanie, żeby nie bały się dyskusji, tylko wykorzystały ją jako coś wartościowego. To dlatego tworzy w klasach i grupach przedszkolnych „kącik konfliktu”, miejsce przeznaczone specjalnie na trudne sprawy. Czy takie podejście coś daje? Zespół Novary przeprowadził wieloletnie badanie opisane w „Litigare fa Bene” [Kłóć się dobrze], w którym obserwował dzieci w wybranych przedszkolach i szkołach. W jednej grupie trenerzy zespołu pracowali nad konfliktami metodą majeutyczną, w innej nie. W tej drugiej spory kończyły się zwykle interwencją nauczyciela. Nakazywał on: „Cicho, przestańcie!”, czy wręcz dysponował: „Dajcie sobie buziaka na zgodę”. Efekt? W tej pierwszej grupie klasy z czasem funkcjonowały lepiej, były bardziej zgrane, dzieci wykazywały wyższe umiejętności negocjacyjne i mediacyjne i rzadziej dochodziło do bójek. W drugiej grupie – hmm. Było normalnie. Pytanie tylko, co to za norma?

Porzucić tabu agresji

W tej normie agresja jest nowym tabu – taką tezę stawia inny psycholog i psychoterapeuta, autorytet z Danii: Jesper Juul. W swej książce „Agresja. Nowe tabu?” przekonuje, że tytułowa bohaterka to jedna z podstawowych emocji człowieka. Bez niej „nie potrafilibyśmy stawiać sobie celów ani dążyć do nich. Nie bylibyśmy w stanie robić kariery, spełniać swoich marzeń, słabo gralibyśmy w tenisa i piłkę nożną, nie potrafilibyśmy przebiec do końca maratonu, bronić własnych granic ani chronić swoich dzieci. Nie wspinalibyśmy się w górach, nie walczylibyśmy z nowotworami ani nie obalalibyśmy dyktatorów. Całkowite wytępienie agresji oznaczałoby […]zubożenie naszych związków, wszak miłość i agresja idą często ręka w rękę”.

Co się dzieje, gdy zabraniamy agresji w imię ukrócenia konfliktu? Po pierwsze, nie pozwalamy dzieciom wziąć odpowiedzialności za niego i samodzielnie wypracować rozwiązania – a jeśli wierzyć doświadczeniu Novary, są do tego zdolne. Po drugie, tworzymy fikcyjny świat, w którym panują tylko dobre emocje. Tymczasem konflikty to naturalna część składowa każdej mocnej, zdrowej relacji. Układ, w którym mówimy do siebie tylko miłe rzeczy, cały czas się uśmiechamy i wymieniamy się uprzejmościami, nie zamieni się w prawdziwy związek.Po trzecie wreszcie, i to Juula oburza najbardziej, ukrócanie agresji to piętnowanie jednej z podstawowych emocji. Dorośli, aby to osiągnąć, stosują często werbalną i psychiczną przemoc. A wówczas używania przemocy uczą się same dzieci. Dowiadują się, że aby rozwiązać konflikt, trzeba komuś coś kazać, kogoś do czegoś zmusić, zażądać posłuszeństwa.

No bo wyobraźmy sobie parę ze scenki we wstępie tego tekstu. Gdyby szefowa, chcąc zakończyć konflikt o komórkę, poleciła stanowczym i odpowiednio łagodnym tonem: „A teraz na zgodę daj temu miłemu panu buzi”. Czy nie miałabyś ochoty rąbnąć i jej, i tego miłego pana w ucho? A gdybyście mogli z tym panem sami się dogadać? Czy w końcu wymienilibyście się telefonami? A może jest jakaś szansa, że kiedyś sama uznałabyś, że pan jest miły?

  1. Psychologia

Dla kogo jest psychoterapia online?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zobacz galerię 1 Zdjęć
We współczesnym świecie wiele osób przejawia różne zaburzenia psychologiczne, odczuwa symptomy depresyjne lub lękowe, a także przejawia fobie, smutek lub uzależnienia. W sytuacji, gdy w życiu pojawiają się poważne problemy, warto zgłosić się na psychoterapię. Obecnie jedną z popularniejszych form jest terapia online, która zapewnia wygodę, komfort i bezpieczeństwo.

Kim jest psychoterapeuta i czym różni się od psychologa?

Osoby poszukujące skutecznej terapii i rozwiązania swoich problemów, czasami zastanawiają się nad tym, czy udać się do psychologa, czy też do psychoterapeuty. Okazuje się, że zawody te mimo pewnych podobieństw, nie są ze sobą tożsame. Innymi słowy psycholog może, ale nie musi, być psychoterapeutą, natomiast psychoterapeuta niekoniecznie jest psychologiem. W praktyce psycholog to osoba, która ukończyła pięcioletnie jednolite studia magisterskie i może działać w zakresie różnych specjalizacji (na przykład psychologii klinicznej, biznesu, rozwojowej). Z kolei psychoterapeuta to osoba, która spełniła następujące warunki:
  • ukończyła studia wyższe, na przykład psychologię, psychiatrię, czy też pedagogikę,
  • ukończyła 4-letni kurs psychoterapii z dowolnego nurtu (na przykład humanistyczny, psychoanalityczny, poznawczo-behawioralny),
  • przeszła przez własną psychoterapię, aby uporać się z różnymi życiowymi doświadczeniami,
  • jest pod kontrolą superwizora, czyli osoby nadzorującej jej działania,
  • odbywa praktykę zawodową i zdobywa doświadczenie.
Psychoterapeuta po zakończeniu 4-letniego kursu otrzymuje specjalny certyfikat od Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Osoby, które cierpią na zaburzenia lękowe, depresję, zaburzenia osobowości, odżywiania lub inne tego typu, powinny zgłosić się do psychoterapeuty, a nie psychologa. To właśnie psychoterapeuta jest specjalistą zajmującym się terapią, natomiast psycholog może udzielić konsultacji.

Dla kogo jest psychoterapia?

Na psychoterapię może zgłosić się każda osoba, która czuje, że jej funkcjonowanie psychiczne pogorszyło się w ostatnim czasie lub po prostu już od dawna czuje się źle pod względem psychologicznym. Czasami obecne trudności wynikają z doświadczeń sprzed lat, na przykład z okresu adolescencji lub dzieciństwa, a czasami pewne zaburzenia spowodowane są niedawnymi wydarzeniami, nieprzyjemnymi doświadczeniami, a nawet traumami lub kryzysami. W praktyce więc psychoterapia jest odpowiednia dla wszystkich osób.

Czym charakteryzuje się psychoterapia online?

W ostatnich latach psychoterapia online staje się coraz popularniejsza. Jest to związane z jednej strony z pandemią, a z drugiej z szybkim rozwojem technologicznym. Taka forma psychoterapii różni się od tej stacjonarnej właściwie tylko miejscem odbywania - z psychoterapeutą można rozmawiać z własnego mieszkania, w bardzo komfortowych warunkach. Psychoterapeuci i psycholodzy online starają się pomóc klientowi w rozwiązaniu jego problemu lub zaburzenia. Taka forma oddziaływania jest tak samo efektywna jak pomoc stacjonarna. Psychoterapia online ma jednak dodatkowe zalety. Przede wszystkim klient nie musi tracić czasu, ani pieniędzy na dojazd, co doceniają przede wszystkim osoby z małych miejscowości, osoby niepełnosprawne. Dodatkowo jest to świetne rozwiązanie dla klientów, którzy mieszkają za granicą lub po prostu są zabiegani i nie mają na nic czasu. Psychoterapia online świetnie sprawdza się także w przypadku osób obłożnie chorych lub na kwarantannie, a także tych, które cierpią na różnego rodzaju fobie, uniemożliwiające wyjście z domu. Oczywiście pacjent zgłaszający się na psychoterapię w formie zdalnej musi mieć zapewniony stały dostęp do Internetu oraz wygodne miejsce, w którym jest w stanie rozmawiać swobodnie. Psychoterapia online jest bezpiecznym, komfortowym i świetnym rozwiązaniem i doskonale się sprawdza w wielu sytuacjach.

Kiedy warto zgłosić się do specjalisty na psychoterapię?

Na psychoterapię, także w formie online, warto się zgłosić w sytuacji, gdy pojawiają się następujące trudności:
  • smutek, obniżenie nastroju, stany depresyjne, brak motywacji do życia,
  • obniżona samoocena, poczucie niezadowolenie z samego siebie,
  • lęk, strach, napady lękowe,
  • fobie, urazy psychiczne,
  • traumy, kryzysy życiowe,
  • problemy w związku partnerskim, rodzicielskim,
  • zaburzenia odżywiania,
  • uzależnienia,
  • poczucie zagubienia w życiu.
Dodatkowo na psychoterapię może zostać skierowanym przez psychologa, psychiatrę, seksuologa, a także lekarzy różnych specjalności. Warto dodać, że przed pierwszą wizytą u psychoterapeuty, warto zdecydować się na bezpłatną konsultację, aby dobrać dla siebie odpowiedniego specjalistę, a także konkretny nurt psychoterapii.

  1. Psychologia

10 strategii dla wypalonych rodziców

Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Bycie wypalonym rodzicem nie jest ani niczym rzadkim ani wstydliwym. Zdarza się i co najważniejsze można sobie z nim poradzić.

 

Źródło: Studio Psychologiczne Joanna Węglarz w ramach kampanii „Szkoła-od-nowa”

Roczna izolacja społeczna odbiła się na stanie psychicznym wszystkich. Ta trudna sytuacja szczególnie dotyka rodziców, którzy łącząc zdalną pracę zawodową z całodzienną opieką nad dziećmi i edukacją online - czują się wypaleni, przemęczeni i zrezygnowani. Jak temu zaradzić?

Nie ma jednego uniwersalnego schematu działania przy wypaleniu rodzicielskim, Bo co działa na jedną osobę, wcale nie musi być skuteczne dla drugiej. Czasem potrzeba zwrócić się o profesjonalną pomoc psychoterapeuty w innych sytuacjach wystarczy zadbać o siebie i zmienić destrukcyjne nawyki na nowe bardziej konstruktywne. Najważniejsze by w tym wypalaniu nie być samemu i by szukać wsparcia u innych ludzi.

  1. Zaakceptuj swoje uczucia i przestań się ich wstydzić - pamiętaj że masz prawo zarówno do radości jak i do złości, smutku, irytacji czy lęku. Możesz również mieć dość i marzyć o bezludnej wyspie. Wszystko co czujesz jest całkowicie naturalne i normalne.
  2. Zadbaj o swoje poczucie bezpieczeństwa i nie bój się prosić o pomoc – czasem potrzeba tu profesjonalnego wsparcia terapeuty, bywa również, że możesz zwrócić się do swoich bliskich lub wprost przeciwnie poszukać takich aktywności, wykonywanych w samotności, które pomogą Ci odzyskać spokój.
  3. Dbaj o zdrowy balans pomiędzy pracą i życiem rodzinnym – nie jest prawdą to w co wierzą niektórzy pracoholicy, że jeśli lubi się pracę to można skupiać się na niej przez większość czasu. Przesada raczej zawsze bywa zgubna, dlatego istotne jest by we wszystkim co robimy szukać umiaru.
  4. Naucz się odpuszczać - wybierz 1 dzień w tygodniu w którym pozwolisz na urlop od niektórych obowiązków. Warto czasem zjeść kanapki, mrożone pierogi czy zamówioną na wynos pizzę i spędzić miło dzień, niekiedy można odpuścić sprzątanie i poczytać książkę. Pamiętajmy, że to właśnie potrzeba perfekcjonizmu i krytyczne ocenianie samego siebie powoduje, że nie będziemy się wypalać.
  5. Pamiętaj o zdrowym egoizmie - zadbaj o to by mieć 15-30 minut dla siebie każdego dnia, ważne aby nauczyć rodzinę, że Twój czas dla siebie jest święty, no i przede wszystkim by nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia.
  6. Śmiej się i szukaj tego co daje ci radość - tego akurat najlepiej się uczyć od dzieci, które potrafią cieszyć się i śmiać z drobiazgów. Czy wiesz, że przedszkolak potrafi śmiać się nawet 300 razy na dzień? Może warto się tym zainspirować.
  7. Praktykuj wdzięczność - postaraj się każdego dnia znaleźć choć jedną rzecz, za którą możesz być wdzięczna/y. Warto uczyć takiego rytuału swoją rodzinę, szukać wspólnie tego dobrego co każdy z domowników doświadczył. Pamiętaj, że gdy zaczniesz skupiać się na pozytywach, Twój mózg zacznie je wychwytywać i zauważać.
  8. Stosuj metody relaksacyjne - warto zacząć od pogłębionego oddychania, pamiętając o tym by wdech i wydech robić nosem oraz starać się aktywizować przeponę. Drugą grupą technik, która może dać nam doskonałe efekty jest mindfulness czyli uważność – to pełna obecność czyli skupienie się na doświadczaniu chwili obecnej. Należy jednak pamiętać, że stosowanie metod relaksacyjnych to rodzaj nawyku, który warto pielęgnować bo to by uczyć swój organizm stanu odprężenia.
  9. Pielęgnuj swoje hobby – niestety wiele osób dorosłych nie ma hobby ponieważ praca i obowiązki domowe wypełniają ich kalendarz po brzegi. Ważne jest jednak aby mieć sposoby na relaks i spędzanie czasu wolnego. Idealnie jeśli uda się coś zrobić całą rodziną oraz by znaleźć coś co będzie przyjemne dla wszystkich domowników. Czasem dobrym pomysłem będzie rodzinny seans filmowy z popcornem, kiedy indziej wspólne gotowanie czy pieczenie, można również urządzić sobie szalone tańce do muzyki lub wybrać się do lasu na wyprawę w poszukiwaniu oznak wiosny.
  10. Pamiętaj, że nie musisz być idealnym rodzicem – dziecko potrzebuje nie rodzica, który nigdy się nie myli i jest niedoścignionym wzorem, ale opiekuna z krwi i kości, który popełnia błędy, bywa zmęczony i nie zawsze radzi sobie z emocjami, ale jest sobą dzięki czemu pokazuje jak akceptować siebie samego. Pamiętaj, że superbohaterowie najlepiej sprawdzają się w filmach czy w komiksach, w życiu lepiej radzą sobie niedoskonali i zwyczajni ludzie.

Czym jest wypalenie rodzicielskie?

Wypalenie zawodowe to termin dość powszechnie znany, nie wszyscy jednak wiedzą, że zjawisko wypalenia rodzicielskiego będzie miało analogiczny mechanizm oraz skutki. Wypalenie jest ściśle powiązane z przewlekłym stresem oraz sytuacją gdy sił i zasobów jest mniej niż potrzeb. Szczególnie to widać podczas pandemii, gdyż rodzice, pozbawieni pomocy dziadków, niań i szkoły, sami muszą dźwigać ciężar opieki nad dziećmi. Do tego dochodzi jeszcze własna praca zdalna, brak poczucia bezpieczeństwa finansowego i zdrowotnego, utrata lub ograniczenie możliwości rozwoju osobistego, a także izolacja społeczna.

Objawy wypalenia rodzicielskiego

Wypalenie rodzicielskie będzie odnosiło się do trzech obszarów

Sfery fizycznej – wypalenie i związany z nim przewlekły stres skutkować będą przemęczeniem i wyczerpaniem psychofizycznym. Sytuację pogarsza fakt, że w takiej sytuacji bardzo trudno się zregenerować i wypocząć. Powoduje to przewlekły stan braku energii i przytłoczenia obowiązkami. Z czasem, jeśli sytuacja się utrzymuje mogą pojawiać się kolejne objawy takie jak zaburzenia snu czy problem z apetytem, może pogorszyć się stan zdrowia w związku z obniżoną odpornością.

Sfery myślenia – pojawia się poczucie nieefektywności, braku bycia skutecznym i efektywnym rodzicem, uruchamiają się destrukcyjne skrypty poznawcze, które sprawiają, że rodzic zaczyna coraz negatywnie myśleć o sobie i o swoich kompetencjach rodzicielskich. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia, rodzic ma coraz mniej zaufania do siebie i coraz krytyczniej myśli o sobie.

Sfery emocji – często rozpoczyna się od wzmożonej drażliwości i pobudliwości, którą odczuwamy z błahych powodów oraz sytuacjach, które wcześniej nie rodziły takich uczuć. Z czasem, jeśli sytuacja się pogłębia może pojawić się dystans emocjonalny w stosunku do dziecka, partnera a czasem i innych osób. Może pojawiać się silna potrzeba by zamknąć się w sobie i odizolować emocjonalne od bliskich. Niestety z tym wiąże się również błędne koło poczucia winy. Wypalony rodzic, u którego pojawiają się trudne emocje, czuje się winny ponieważ uważa, że pewnych rzeczy nie powinien czuć. To z kolei znów nasila wypalenie i koło się zamyka.

Skąd bierze się wypalenie rodzicielskie?

W marcu 2020 zakończono ponad dwuletni projekt badawczy, w którym zebrano dane od ponad 17 tysięcy rodziców (głownie mam). Wyniki były jednoznaczne: kraje zachowanie oraz rodziny mające mało dzieci są najsilniej dotknięte problemem wypalenia rodzicielskiego. Niestety kultura indywidualizmu i perfekcjonizmu oraz osłabienie więzi społecznych może nasilać to zjawisko. Niestety badania pokazały, że Polska i Stany Zjednoczone to kraje, w których odsetek wypalonych rodziców jest najwyższy i oszacowano go na 8%. Pandemia i związany z nią stres bez wątpienia zwielokrotniły te dane.

Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.Joanna Węglarz, jestem psychologiem, specjalistą psychologii klinicznej, trenerem i wykładowcą akademickim oraz dyrektorem Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli Studio Psychologiczne.

  1. Psychologia

Nadszarpnięta więź z ojcem - jaki może mieć wpływ na córkę?

Uszkodzona więź z ojcem może w dorosłym życiu wzbudzić potrzebę dotknięcia ran z przeszłości – uświadomienia ich i zrozumienia. (Fot. iStock)
Uszkodzona więź z ojcem może w dorosłym życiu wzbudzić potrzebę dotknięcia ran z przeszłości – uświadomienia ich i zrozumienia. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Zuzanna albo żyła na przekór ojcu, albo próbowała go naśladować. W ten sposób wyparła się siebie. Kryzys psychiczny skłonił ją do podjęcia terapii. Jej przypadek komentuje psychoterapeuta Jarosław Józefowicz. 

Zapadł już zmrok, na pewno. Pamięta las i stromą, ośnieżoną górkę. Miała kilka lat i zjeżdżała na sankach. Ojciec siedział za nią i śmiał się głośno. Przestawała oddychać, bo myślała, że się rozbiją, kiedy mijali drzewa. „Chyba się nie boisz” – pytał beztrosko, szykując się do następnego zjazdu. Zuzanna bała się, i to bardzo. Podobnie jak na karuzeli łańcuchowej, kiedy jej krzesełko szybowało wysoko w niebo, a on okręcał ją i podrzucał. Pamięta, że okulary ojca roztrzaskały się o ziemię i jego dobry humor prysł, a ona miała mdłości…

Kadry filmu pod tytułem „Dzieciństwo” przesuwały się w jej wyobraźni. „To dlatego za każdym razem, kiedy widzę wesołe miasteczko, robi mi się niedobrze” – myślała. „Już wiem, dlaczego nigdy nie zjechałam z synkiem z górki na sankach”.

Życie Zuzanny właśnie się zatrzymało. Przestała pracować, gotować, sprzątać, śmiać się, mówić, prawie nie jadła. Martwy punkt, kiedy brak siły, by zrobić jakikolwiek krok. Nie miała zresztą pojęcia, w którą stronę miałaby iść. Żadne działanie nie było możliwe, zresztą było jej wszystko jedno. Wszechogarniająca bezsilność nie pozwoliła jej opuszczać pokoju i kontaktować się z ludźmi. Przestała nawet czytać książki, co było do niej zupełnie niepodobne. Kryzys psychiczny przyszedł, kiedy nie miała pracy, pieniędzy, była po trzydziestce i po rozwodzie.

Komentarz psychoterapeuty: Czy na kryzys można patrzeć z nadzieją? Zazwyczaj tego rodzaju przeżycia i uczucia są kojarzone negatywnie, jako coś destrukcyjnego i co za tym idzie, budzącego niepokój, lęk. Jednak postrzegane ze zrozumieniem mogą stać się etapem na drodze głębokiej przemiany psychicznej, umożliwiającej rozwój człowieka. Źródłem kryzysu Zuzanny była „uszkodzona” więź z ojcem. Kiedy doświadczamy bólu, siłą rzeczy kierujemy się do wewnątrz. U Zuzanny pojawiła się potrzeba dotknięcia rany z przeszłości – uświadomienia jej i zrozumienia.

Bała się go i tęskniła

Ojciec Zuzanny był dość znanym artystą. Malował, rzeźbił, projektował meble, miał wystawy w Brukseli, Tokio, Berlinie. Podziwiała go. Z daleka. Z bliska ją przerażał. Lęk skrywała pod maską krnąbrności. Nie miała jednak wiele okazji do buntowania się, bo ojciec zwykle był pochłonięty pracą i swoimi sprawami, często wyjeżdżał. Gdy dłużej przebywał w domu, ogarniało go rozdrażnienie, miewał wybuchy złości. Zuzanna pamięta szybującą ponad trawnikiem szarlotkę, którą wyrzucił przez balkon, zdarzyło się też, że rozbił o ścianę talerz z zupą pomidorową. Kiedyś wpadł do niej do pokoju i zrzucił wszystko z biurka i półek. Nie zrozumiała dlaczego, może nie posprzątała. Wyjątkowo nerwowo było podczas świąt, ubieranie choinki zawsze kończyło się awanturą. Zresztą i tak atmosfera w domu zazwyczaj stawała się napięta, gdy ojciec wracał z pracowni. Każdego dnia bała się tego momentu.

Bywał zainteresowany jedynaczką, mówił że żaden facet nie jest jej wart, bo jest atrakcyjna i inteligentna, ma taką delikatną, niewinną urodę. I że na pewno ze wszystkim sobie w życiu poradzi. Obejmował ją ramieniem podczas wernisaży, mówił „Zuzanko”, przedstawiał z dumą: „To moja piękna córka”. Wtedy czuła się jak lalka. Czasem siadał w swoim czarnym, skórzanym fotelu i brał ją na kolana, głaskał po policzku. Chciała dłużej z nim porozmawiać, ale szybko tracił uwagę, nie miał czasu.

Matka też jej nie słuchała. Była zajęta zabiegami, by mąż wrócił do niej od kolejnej kochanki, by był w zasięgu jej wzroku, pod kontrolą. By pozwolił pocałować się w policzek i by poszli potem do restauracji.

Teraz to wszystko wróciło. Poczuła się jak w klatce. Zaczęła się bać, potwornie bać. Ale nie wiedziała czego. Drżała, płacząc. A potem przyszła złość. Ogromna. Na niego. Zaczęła pisać list, potem mówić, krzyczeć coraz głośniej, w końcu wrzeszczeć na ojca. Wyrzucała mu: „Dziecko to odpowiedzialność, dziecko jest delikatne jak szkło, jak mogłeś tak mnie straszyć, jak mogłeś odtrącać, zawstydzać, traktować przedmiotowo?! Wcale nie chcę cię ciągle rozumieć, usprawiedliwiać. Co z tego że miałeś urok i pieniądze?! To przez ciebie! To przez ciebie nie udało mi się życie!”. Potem długo płakała, a list spaliła.

Złudne poczucie bezpieczeństwa

Nauka przychodziła jej bez problemów. Po ojcu odziedziczyła błyskotliwość i talent do rysunku. Sztuka pociągała ją i odpychała jednocześnie. Tak jak on. Wybrała grafikę na Akademii Sztuk Pięknych, potem trafiła do agencji reklamowej, pierwszej, drugiej, trzeciej… Często zmieniała firmy, choć w każdej po pewnym czasie proponowano jej awans. Jednak odmawiała. Jeśli już zgłębiła jakiś temat, poznała ludzi – bezpowrotnie traciła nimi zainteresowanie. Wyrzucała sobie, że jest mało ambitna i nie potrafi się zaangażować. Męczyły ją struktury, nudziły relacje. Tłumaczyła sobie, że przecież ma rodzinę i ona, nie kariera, jest najważniejsza. Obiecała sobie, że stworzy spokojny dom. Krzysztof był ciepłym mężczyzną, dawał jej poczucie bezpieczeństwa. Cudowny ojciec, bardzo skoncentrowany na dziecku. Pracował w wydawnictwie książkowym, był kibicem skoków narciarskich i tradycjonalistą. Zuzannie było z nim dobrze. Czerpała nawet przyjemność z wydawania przyjęć rodzinnych, zaskakując gości niecodziennymi potrawami. Uwielbiała przygotowania do świąt. Czasem tylko wybuchała niekontrolowaną złością bez istotnego powodu. Potem wstydziła się tego. Wychodziła na balkon i głęboko oddychała. „Duszę się” – przychodziła myśl, otrząsała się jednak z niej z nieokreślonym lękiem. Na wszystko znajdowała czas: dziecko, praca, spotkania z przyjaciółmi. „Tak świetnie sobie ze wszystkim radzisz” – chwalił mąż. Dlatego poczuła niemiłe zdziwienie, gdy po kilku latach małżeństwa uświadomiła sobie, że nie widzi w nim już mężczyzny. Że jej nie pociąga, nie czeka na niego. „Nie ma tu ciebie” – mówił jej w łóżku, jesteś jak manekin, lalka. I tak się czuła. Znowu.

Tacy podobni

Śmiertelna choroba ojca przebiegła szybko. Umarł, gdy mógł jeszcze tworzyć, podróżować, grać w piłkę z wnukiem, wyremontować dom nad morzem. „No i znowu mnie zostawiłeś” – powiedziała do niego w myślach. Zaczęła rozpamiętywać przeszłość, chciała ocalić dobre chwile. Jak tamten pobyt w Rzymie. Siedzieli w ciepłe noce w trattoriach, zaśmiewając się przy spaghetti i dobrym winie, a od rana włóczyli się po wąskich uliczkach, zwiedzali starożytne ruiny i fontanny. Z żadnym mężczyzną nie tańczyło jej się tak radośnie, z żadnym nie dyskutowało tak twórczo o sztuce… Dlaczego więc po jego śmierci poczuła coś na kształt ulgi?

To uczucie pojawiło się również, gdy podjęła decyzję o rozwodzie. Nie było łatwo pożegnać swoje wyobrażenia o idealnej rodzinie, wysłuchiwać oskarżeń męża, że jest egoistką i oszustką, i że pożałuje kiedyś tej decyzji. Zuzanną kierowała jednak nieodgadniona, większa od niej siła, która pchała ją, jak się jej zdawało, ku wolności. Nie musiała już udawać, żyć na przekór ojcu i sobie. Odkrywała, jak bardzo jest do niego podobna. Tak jak on pije kilka kaw dziennie, je niewiele mięsa, jest mało uprzejma dla nieznajomych, lubi koty, tęskni za intensywnością doznań, niezależnością. Kolejna praca w agencji reklamowej przyniosła jej jedynie znaną już frustrację, więc zwolniła się i postanowiła wrócić do rysowania. Ale jakoś jej nie szło. Z romansowaniem – przeciwnie.

Bez zobowiązań

Odnowiła znajomości ze studiów. Tak, z artystami zawsze potrafiła znaleźć wspólny język. Podobali jej się mroczni faceci z fantazją i niebezpiecznym błyskiem w oku. Takich przyciągała, ale z żadnym z nich nie zdecydowała się na związek. Zaczęła sobie uświadamiać, że w ogóle relacje nie są jej specjalnością. Unikała wprawdzie konfliktów, ale i zbytniej bliskości. Niczym nie ryzykowała, w każdej chwili mogła odejść, co też robiła, z dręczącym poczuciem winy. Do tej pory. Teraz postanowiła nie wiązać się na dłużej, a jedynie bawić się i cieszyć niezobowiązującym seksem. „Należy mi się” – myślała, wreszcie czuła, że żyje.

Michał. Z nim było jak na szalonej kolejce górskiej. Kłótnie, jakie między nimi wybuchały, ekscytowały ją bardziej niż okresy spokoju. Gdy wariacko prowadził samochód, była niemal pewna, że się rozbiją, a kiedy rzucał ją na łóżko, czuła się jak na karuzeli.

Któregoś wieczoru, gdy pili wino na kanapie, powiedział: „chodź do mnie” i klepnął się w kolano, pokazując, gdzie ma usiąść. „Ładna jesteś, masz w sobie coś z dziecka”, mówił rozpinając jej dżinsy. Zabolało, bo potraktował jak przedmiot. Nie potrafiła jednak przeciwstawić się jego sile. Przegrała, jak zawsze.

A potem pojawiła się ta niemoc. Nie umiała już płakać. Nawet ze złości na ojca. Chciała odciąć się od tego, co było, zacząć od nowa, może iść do innej agencji reklamowej. Nie była jednak w stanie podjąć żadnego działania. Dawna Zuzanna, sprytna i radząca sobie w życiu zawodowym, wydawała się nierzeczywistą postacią ze snu. Umarła. Nowa Zuzanna była jak szmaciana pacynka, bez żadnego wpływu na swoje życie. I nie miała pojęcia, co dalej.

Komentarz psychoterapeuty: Na początku przemiany na ogół musi nastąpić rozpad dotychczasowych dysfunkcyjnych struktur psychicznych i emocjonalnych, które zrodziły się w przeszłości, w relacjach pełnych niespełnienia, nacechowanych brakiem. To punkt, w którym człowiek mierzy się ze swoimi mechanizmami obronnymi, światem wyobrażeń i iluzji, życiem w jednostronnym, okrojonym wymiarze. Następuje rozpoznanie i uświadomienie sobie deficytów. W przypadku Zuzanny były to: niedostępność emocjonalna, funkcjonowanie od zadania do zadania, nieadekwatne poczucie odrzucenia, brak granic osobistych, niemożność określenia własnych uczuć i potrzeb oraz nadmierna podatność na wpływy zewnętrzne. Na tym etapie kryzysu przeżywane konflikty wewnętrzne są silne, a doznania trudne. Frustracja, gniew, lęk i zagubienie potrafią całkowicie wypełnić świat, nie pozostawiając miejsca na normalne funkcjonowanie. 

Ukojenie przyszło samo

Zaniepokojona sytuacją przyjaciółka zaprowadziła ją do psychoterapeutki. Zuzanna usłyszała: „Bez uświadomienia sobie uczuć z przeszłości, bez ich uwolnienia, nie pójdzie pani dalej. Nie zdawała sobie pani sprawy z  niemocy, lęku, samotności i smutku, które przeżyła jako dziecko. Ze strony ojca zabrakło uczuć, wzajemności. Nie zauważył pani wrażliwości, nie uszanował, nie dał poczucia bezpieczeństwa. Dobrze, że odważyła się pani na wyrażenie złości do niego. Dawny ból domaga się ujawnienia, przeżycia, wyrównania rachunków. Trudna relacja z ojcem spowodowała, że jakaś część pani została zamrożona, odłączona. To okalecza, osłabia, uniemożliwia normalne funkcjonowanie. Żyła pani tym brakiem, odcięta od siebie, od uczuć. W takim stanie obojętne jest, co się robi i z kim żyje. Gdy to miejsce zostanie uzdrowione, pojawi się przestrzeń na autentyczne uczucia. Pani dotychczasowa odwaga i pasje nie pochodziły z wnętrza. Czas przestać być raz przekorną a raz grzeczną córką, czas odkryć swoją autentyczną moc. I pójść wreszcie własną drogą”.

Terapia pozwoliła Zuzannie powoli odzyskać siebie. Dzięki niej przeszła proces uświadomienia schematów rodzinnych, które nią rządziły. Zdała sobie sprawę z wypartych trudnych emocji i uwalniała je poprzez płacz i złość. Gdy przestała zmuszać się do jakiejś aktywności, chęć do działania powróciła sama. Razem z radością i dostępem do uczuć. Zaczęła się lubić, cieszyć sobą. Czekała na to, co się w niej obudzi.

Symboliczne pojednanie z ojcem było naturalną konsekwencją tego procesu. Po raz pierwszy ujrzała w nim delikatnego mężczyznę, rozdartego konfliktem wewnętrznym, nieumiejącego pokazać, jak bardzo ją kocha. Znowu płakała, ale już inaczej. Łzy wybaczenia przyniosły długo oczekiwane ukojenie, uwolnienie od nieznośnego napięcia. Pojawiła się wdzięczność za to, że był inspirujący, poczuła, że mają podobną wrażliwość. Potrzebowała ponownie zbliżyć się do ojca, żeby rozwinąć jego korzystny obraz w sobie. Do tej pory bowiem przekreślała wszystkie jego pozytywne cechy, podobnie jak negatywne. Zaprzeczając jego nieodpowiedzialności, zamknęła sobie dostęp do własnej kreatywności i spontaniczności. Teraz, kiedy pojawiła się w niej zgoda i akceptacja tego, jaki był naprawdę, poczuła prawdziwą ulgę i wolność. Przyszłość rysowała się w jasnych barwach. Nabrała zapału do pracy, odkryła w sobie ochotę na… pisanie. W jej życiu pojawił się też nowy mężczyzna i pewność, że tym razem będzie inaczej.

Komentarz psychoterapeuty: Z perspektywy kryzysu przyszłość wydaje się beznadziejna. Jednak pod wpływem zachodzących procesów psychicznych człowiek ma szansę na prawdziwą odnowę. Warunkiem jest świadoma i ukierunkowana praca ze swoim wnętrzem. Efektem – osobowość bardziej pełna, w mniejszym lub większym stopniu wolna od demonów przeszłości, ograniczeń, blokad, uwarunkowań. Zuzanna wykorzystała tę szansę. Odzyskała autonomiczność i integralność. Dlatego odtąd będzie mogła głębiej i bardziej autentycznie przeżywać świat we wszystkich jego wymiarach – w relacjach, bliskich związkach, życiu zawodowym, sferze pasji i zainteresowań.     

  1. Psychologia

Osoby stosujące przemoc. Kim są? Dlaczego nie potrafią zapanować nad emocjami?

Przemoc ma różne oblicza. Prawie zawsze sprawcami są mężczyźni, którzy jako chłopcy doświadczali przemocy ze strony swoich rodziców, nawet jeżeli tylko byli jej świadkami. Czy można wyjść na dobre z cyklu przemocy, szczególnie, gdy stosuję się ją na co dzień? (fot. iStock)
Przemoc ma różne oblicza. Prawie zawsze sprawcami są mężczyźni, którzy jako chłopcy doświadczali przemocy ze strony swoich rodziców, nawet jeżeli tylko byli jej świadkami. Czy można wyjść na dobre z cyklu przemocy, szczególnie, gdy stosuję się ją na co dzień? (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Skłonność do stosowania przemocy ma w większości przypadków podłoże psychologiczne i środowiskowe. A to oznacza, że osobom stosującym przemoc można pomóc. W jaki sposób?

Andrzej przed pierwszymi zajęciami grupy terapeutycznej dla osób stosujących przemoc opowiada o tym, jak nie panuje nad swoimi emocjami. „Czasami czuję się, jakby coś mnie opętało, przestaję być sobą, zaczynam być agresywny i opryskliwy. Najgorsze, że ten stan potrafi się nakręcać i wtedy robię rzeczy, których teraz żałuję. Wiem, że to nie jest dobre dla moich bliskich. Żona chce ode mnie odejść, a dzieci zaczynają się mnie bać”. Po takim wyznaniu, które samo w sobie wymaga odwagi, Andrzej decyduje się podjąć pracę nad sobą. Później, w trakcie zajęć, często z ust uczestników padają stwierdzenia, że praca nad samym sobą to najcięższa w życiu praca.

Rzeczywiście, zmiana głębokich przekonań, wzorców emocjonalnych i sposobu zachowania to niemałe wyzwanie. Na pewno jednak może też być przygodą i przynosić wiele satysfakcji. Przygodą odkrywania samego siebie, która potrafi uzdrawiać najważniejsze relacje.

Kim są sprawcy przemocy?

W grupie uczestniczy kilku mężczyzn – kierowali się początkowo przeróżnymi motywacjami, ale wszyscy zdecydowali się na cykl warsztatów, żeby zmienić swoje zachowania, które we współczesnym społeczeństwie uznawane są za przemoc. Niektórzy dopuścili się pobić partnerek, inni kontrolowali je na rożne sposoby i poniżali. Przemoc ma różne oblicza. To nie są potwory i zwyrodnialcy, jak często się zakłada, myśląc o sprawcach przemocy. W pewnym sensie to zwyczajni faceci, zagubieni w kulturze i wychowaniu podszytym przekonaniami przemocowymi. Prawie zawsze to są też mężczyźni, którzy jako chłopcy doświadczali przemocy ze strony swoich rodziców, nawet jeżeli tylko byli jej świadkami. Te doświadczenia uformowały ich rozumienie relacji pomiędzy kobietami i mężczyznami. Kiedy przez lata obserwowali w domu, jak jedna osoba dominuje nad drugą, nabierali przekonania, że tak właśnie urządzony jest świat. W głębi rzeczy jednak, mimo tych strasznych doznań i zdruzgotanego obrazu rzeczywistości, nie przestali być zwyczajnymi ludźmi.

Dlatego też bardziej adekwatnym opisem niż „sprawca” jest „osoba stosująca przemoc”. Jej tożsamość nie składa się tylko z tyrana krzywdzącego rodzinę. Zwykle jest też porządnym człowiekiem, który stara się poszukiwać spełnienia najważniejszych wartości. Częsty paradoks, na który natykam się w terapii stosujących przemoc, to odkrywanie, że za ich zachowaniami stoi np. potrzeba zadbania o rodzinę, jej spójność, przyszłość, potrzeba kontrolowania swojego życia i poczucia własnej wartości – zwyczajne potrzeby, takie jak u każdego człowieka. Niestety sposoby osiągania tego celu są nieprawidłowe, nie uwzględniające granic, uczuć i wolności innych osób. Dlatego nie chodzi o to, by tylko izolować, zabierać siłę czy zabraniać jej używania. Raczej o to, by nauczyć korzystać z niej dla dobra swojego i innych ludzi. Osoby stosujące przemoc często są w stanie dokonywać wielkich rzeczy i przy okazji służyć słabszym, bo drzemie w nich ogromny potencjał mocy, którą mogą się dzielić, ale która niestety w dużej mierze wykorzystywana jest przeciwko innym ludziom.

Wiele czynników może składać się na kształtowanie osobowości kogoś, kto używa przemocy: wczesne doświadczenia w rodzinie, doznawanie krzywdy ze strony silniejszych osób, środowisko, w którym się żyje, deficyty rozwojowe, choroby, uzależnienia, ale też wzorce kulturowe i przekaz jakim karmi się społeczeństwo. Najczęściej są to jednak czynniki psychologiczne i środowiskowe, a nie genetyczne, jak kiedyś chcieli tłumaczyć obrońcy męskiej agresji. To znaczy, że większość osób, które stosują przemoc (poza skrajnymi przypadkami chorób psychicznych, uszkodzeń mózgu itp.) może zmienić swoje nastawienie i zachowanie. Stąd też coraz większe w naszym systemie zainteresowanie takimi osobami.

Co wszyscy możemy robić? Jak reagować?

Coraz więcej mówimy o przemocy, zatrzymujemy coraz więcej „sprawców” i na szczęście nie ograniczamy się tylko do ich karania i izolowania. Owszem, często jest to potrzebne, ale na pewno droga do zmiany na tym się nie kończy. Tym bardziej, że większość zakładów karnych swoim funkcjonowaniem nakręca spiralę przemocy, a pobyt w nich wiąże się raczej z traumą i poniżeniem niż „resocjalizacją”.

Jednak poza rozwiązaniami systemowymi, które gwarantują obecnie szeroki dostęp do programów korekcyjno-edukacyjnych i terapii, powinniśmy dostrzec wspólną społeczną odpowiedzialność za zjawisko przemocy. Otwarte reagowanie na sygnały przemocy, dyskryminacji i wykorzystywania powinno być zupełnie naturalne. Szczególnie mężczyźni jako posiadający zwykle więcej siły i przywilejów w zachodniej kulturze powinni zwracać więcej uwagi na to, co robią sami, ale też ich koledzy, bracia czy sąsiedzi. „Przemoc wobec kobiet to problem mężczyzn” – mówi amerykański aktywista antyseksistowski Jackson Katz, więc to oni powinni wziąć więcej odpowiedzialności za to, co się dzieje wokół.

Jako rodzice powinniśmy być szczególnie wyczuleni na model relacji, który pokazujemy swoim dzieciom. Para rodzicielska jest dla małego dziecka obrazem, który posłuży mu później za podstawę rozumienia całej rzeczywistości relacji międzyludzkich. Gdy dziecko obserwuje wzorzec dominacji, kontroli i poniżenia, zaczyna w umyśle dzielić świat na silnych, nadużywających władców i słabe, zalęknione ofiary. Z czasem prawdopodobnie podąży jedną z dwóch poznanych dróg… Zmiana tych głębokich przekonań w dorosłym życiu bywa bardzo trudna, często wymaga długiej psychoterapii. Dbając o dobre, oparte na szacunku i zrozumieniu relacje w rodzinie, zaoszczędzimy wielu cierpień kolejnym pokoleniom.

Warto na koniec też zwracać większą uwagę na to, jak ukształtowana jest zachodnia kultura. Pomimo dynamicznego przeciwdziałania przemocy od kilkudziesięciu lat, wciąż dostarcza się nam przekazu o nierówności płci, skuteczności agresywnych rozwiązań, o tym, że nie zawsze warto reagować. Im więcej będziemy mieli świadomości na co dzień, tym więcej możemy zmienić, w końcu każdy z nas ma wpływ na kształt współczesnego społeczeństwa.

To się da przejść

Jeżeli Tobie zdarza się stosować przemoc wobec bliskich, pamiętaj, że nigdy nie jest za późno, żeby zmienić swoją postawę. Niektórych ran nie da się już zagoić, ale na pewno można nie zadawać kolejnych. Jeżeli czujesz, że coś jest nie w porządku z Twoim zachowaniem, albo bliscy dają Ci to do zrozumienia, porządnie się nad tym zastanów. Jeżeli trudno Ci zrozumieć, dlaczego tak działasz, i nie wiesz, jak to zmienić, nie obawiaj się szukać pomocy ekspertów. W wielu miejscach i ośrodkach pracuje coraz więcej specjalistów zajmujących się przemocą, także wielu psychoterapeutów jest gotowych udzielać takiego wsparcia.

Po kilku miesiącach zajęć grupowych Andrzej zdecydował się kontynuować pracę nad sobą w terapii indywidualnej. „Z jednej strony przepełnia mnie wstyd i poczucie winy, ale z drugiej cieszę się, że tu przyszedłem – mówi poruszony. –  Chcę coś ze sobą zrobić i nie powtórzyć historii mojego ojca. Wcześniej po prostu o tym nie myślałem, a teraz widzę już zmianę, choć wiem, że to dopiero początek. Mam też szczęście, bo ogarnąłem się w ostatnim momencie i bliscy też dali mi szansę…”.

Adam Chojnacki, psycholog, psychoterapeuta, certyfikowany specjalista oraz superwizor w obszarze przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Prowadzi terapię dla osób doznających i stosujących przemoc oraz osób po traumie. Prowadzi prywatną praktykę psychoterapeutyczną i szkoleniową.