1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak pogodzić uczucia, emocje i racjonalne myślenie?

Jak pogodzić uczucia, emocje i racjonalne myślenie?

Czy ciało może kłamać, a umysł się mylić? Tak, jeśli działają w oderwaniu, bez porozumienia. (Fot. iStock)
Czy ciało może kłamać, a umysł się mylić? Tak, jeśli działają w oderwaniu, bez porozumienia. (Fot. iStock)
Za nami era intelektu, wiary w siłę rozumu. Przemija też kult młodego, idealnie wyrzeźbionego ciała. Nadeszła moda na podejście holistyczne. I głęboką pracę z emocjami. Bo to one są wyrazem cudownej integracji ciała, głowy i serca.

Magda sama o sobie mówi, że jest „nadwrażliwcem” i „czuciowcem”: – U mnie co w sercu, to na języku – wyznaje w moim gabinecie. I nie byłoby niczego złego w jej szczerości, gdyby nie fakt, że jej priorytetem jest, by wszyscy ją lubili. Dla dobra relacji zgadza się na wszystko: wchodzi w spółkę z osobą, na widok której dostaje gęsiej skórki, nie potrafi nikomu odmówić, choć skurcz w brzuchu mówi jasno, że nie powinna brać na siebie kolejnych zobowiązań. Naiwnie wierzy, że skoro ona jest wrażliwa i ma dobre intencje, to inni mają tak samo. Efekt: kolejna sprawa w sądzie – nie chcąc zrobić przykrości koleżance z pracy, zgodziła się poświadczyć za nią finansowo, a później okazało się, że dziewczyna jest niewypłacalna.

Agata ma przeciwnie. Jej dewiza brzmi: „wiedza to podstawa”. Na okrągło doskonali swoje umiejętności na kursach z negocjacji, NLP oraz zarządzania i, jak dumnie mówi, kontroluje swoje emocje. Efekt tego kontrolowania to przewlekła depresja i 7 lat na antydepresantach. Kiedy tłumaczę jej, że depresja to zablokowane smutek oraz złość, i proponuję ćwiczenia pozwalające jej poczuć i przeżyć te emocje, rezygnuje z terapii: „Nie chcę czuć, głowa na karku mi wystarczy”.

Myśleć czy odczuwać?

Odpowiedź na to pytanie to odwieczny dylemat każdego z nas, bez względu na wiek, kulturę, życiowe doświadczenie. Jeśli głowa mówi „tak”, a serce „nie”, albo odwrotnie, mamy wewnętrzny konflikt, co uwidacznia się w ciele w postaci napięć i bólu. Ta podwójność to jeden z aspektów najbardziej pierwotnego dylematu. Realizować własne potrzeby i pragnienia czy spełniać wymogi partnera, rodziny albo społeczeństwa? Wybrać miłość własną czy akceptację społeczeństwa?

Czy ciało może kłamać, a umysł się mylić? Tak, jeśli działają w oderwaniu, bez porozumienia. Dlatego pozytywne myślenie bez poczucia i przeżycia zamrożonych w ciele emocji, ale także samo czucie bez świadomego podejmowania decyzji są psu na budę. Kluczem do sukcesu jest zrozumienie mechanizmów, jakie nimi kierują. Umysł przechowuje rodzinne skrypty, przekonania, wiedzę, decyzje, normy, zasady… Ciało odbiera wszystkie docierające do nas bodźce. Nawet te, których świadomie nie rejestrujemy. Ono też zna odpowiedź na każdy nasz dylemat. Ciało to także geny – indywidualne wzorce odziedziczone po przodkach. Jednak zdaniem dra Bruce’a Liptona, autora książki „Biologia przekonań”, nasz kod genetyczny to jedynie zapisany w komórkach scenariusz, który może zostać aktywowany pod wpływem bodźców ze środowiska. Nie jesteśmy ofiarą naszych genów, ale panami swojego przeznaczenia, zdolnymi tworzyć życie przepełnione pokojem, szczęściem i miłością.

Ile mamy mózgów?

Teorię o mózgu trzewnym, czyli zwoju komórek nerwowych umieszczonym w naszych jelitach, który przekazuje ważne informacje do centralnego układu nerwowego, już powszechnie znamy. Mniej powszechna jest wiedza o istnieniu trzeciego mózgu – w naszym sercu, który podobno koordynuje i integruje informacje płynące z mózgu brzusznego z tym w głowie.

Lipton przekonuje, że każda komórka naszego ciała jest jak miniaturowy człowiek, posiada funkcjonalny odpowiednik systemu nerwowego, mięśniowo-szkieletowego, krążenia, rozmnażania, a nawet prymitywny system immunologiczny. Mózgiem komórki jest błona komórkowa. Z badań nad przetwarzającymi informacje receptorami ulokowanymi na błonie komórek wynika, że umysł nie jest skupiony jedynie w głowie, ale jest rozprowadzany przez molekuły sygnałowe po całym ciele. To by oznaczało, że nasze ciało nie tylko czuje, ale także myśli.

Niezależnie od tego, głównodowodzącym naszym życiem jest mózg w głowie. To on wydaje polecenia ciału, podejmuje decyzje, wysnuwa wnioski i „kontroluje” emocje. Ale mózg, ten naczelny, w większości przypadków jest nawykowcem. Umysł świadomy – część twórcza, kreatywna mózgu, generująca nasze myśli i podejmująca decyzje, ma, niestety, niewielką pojemność. To umysł podświadomy, działający na zasadzie bodziec–reakcja, rejestruje wszystkie sygnały ze środowiska (zewnętrznego oraz wewnętrznego) i generuje reakcję ze starego skryptu.

Jeśli jako dziecko wiele razy doświadczyłaś odrzucenia, w twoim ciele, w pamięci komórkowej zapisany jest lęk przed odrzuceniem. W konsekwencji w dorosłym życiu w każdej bliskiej relacji twój lęk ma szansę się ujawnić, generując nawykowe zachowanie na odrzucenie. I choć świadomy umysł podpowiada ci: ,,może nie zadzwonił, bo zepsuł mu się telefon”, prawdopodobnie poczujesz się zraniona i pierwsza go odrzucisz. Co możesz z tym zrobić? Poczuć (w ciele) lęk przed odrzuceniem (ten pierwotny, z dzieciństwa), uświadomić go sobie (w głowie), przeżyć go (w ciele) i skorygować swoje zachowanie (decyzja z głowy).

Samoświadomość to podstawa

Ludzkie ciała kierują się dwoma podstawowymi popędami: dążeniem do przyjemności i unikaniem cierpienia. Ale nas, ludzi, w przeciwieństwie do zwierząt, obowiązuje też zasada realności, czyli konfrontacji z rzeczywistością. Mózg bez czucia w ciele albo czucie bez myślenia są jak kierowca bez samochodu – daleko nie zajadą.

– Ludzie posiadają wyspecjalizowane regiony mózgu związane z myśleniem, planowaniem i podejmowaniem decyzji, nazywane korą przedczołową – twierdzi Bruce Lipton. – Ta część przedniej części mózgu wydaje się być siedliskiem „samoświadomego” przetwarzania umysłowego. Umysł samoświadomy jest autorefleksyjny – obserwuje nasze zachowania i emocje. Ma również dostęp do większości danych przechowywanych w długoterminowej pamięci. Wyposażony w zdolność autorefleksji, samoświadomy umysł może obserwować każde nasze zaprogramowane zachowanie, ocenić je i zdecydować o zmianie tego programu (nawyku). Możemy aktywnie wybrać naszą reakcję na większość sygnałów środowiskowych, a nawet to, czy w ogóle chcemy na nie reagować. To stanowi podstawę wolnej woli.

Umysł świadomy dowodzi, ale to dzięki kontaktowi z ciałem możesz odkryć, co cię boli, co zaś sprawia ci przyjemność, a przede wszystkim poznać i zmienić swoje nawyki. Praca z ciałem ma na celu dotarcie do zamrożonych w nim emocji i przeżycie ich, a w konsekwencji – lepsze poznanie samego siebie.

Emocje są reakcją ciała na umysł – odbiciem umysłu w ciele. Im bardziej identyfikujesz się z myśleniem, z osądami i interpretacjami, im mniej jesteś obecna jako obserwator świadomości – tym silniejszy będzie ładunek twojej energii emocjonalnej. Jeśli nie potrafisz odczuwać własnych emocji lub jeżeli się od nich odcinasz, doświadczasz ich w końcu na poziomie fizycznym, kiedy objawiają się jako symptomy bądź problem. Czy to nie cudowne, że stres, twój największy wróg, sprawca większości chorób duszy i ciała, może stać się twoim nauczycielem? Emocje, które uparcie starasz się „kontrolować”, tak naprawdę są, a właściwie mogą być, wyrazem cudownej integracji ciała, głowy i serca.

Identyfikowanie się z umysłem oznacza uwięzienie w czasie – przymus życia wyłącznie rozpamiętywaniem tego, co się wydarzyło, lub oczekiwaniem, że ktoś odmieni twój los. A więc nie ograniczaj się tylko do umysłu, poczuj, przeżyj i świadomie zadecyduj.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Kampania społeczna "Mów do mnie grzecznie". Wyjaśniamy, jak reagować na agresję słowną

"Mów do mnie grzecznie" to kampania, której celem jest promocja asertywnej i grzecznej komunikacji. (Ilustracja iStock)
Ad rem, nie ad personam, czyli odnoś się do rzeczy (faktów), zamiast obrażać. – Mówiąc do rzeczy, mówimy grzecznie, czyli szanujemy i nie przekraczamy granic innych ludzi. Nie poniżamy, nie krytykujemy – wyjaśnia dr Agata Jastrzębowska-Tyczkowska, pomysłodawczyni kampanii przeciwdziałającej agresji w komunikacji.

„Mów do mnie grzecznie”, kiedy słyszę te słowa, wszystko się we mnie gotuje. Bo słowo „grzecznie” ma dla mnie negatywne konotacje: posłuszna, bez woli. Skąd hasło tej kampanii społecznej?
„Mów do mnie grzecznie” to kampania, której celem jest promocja asertywnej i życzliwej komunikacji. Masz rację, że słowo „grzecznie” zazwyczaj kojarzy nam się z brakiem autonomii czy z posłuszeństwem. Tymczasem dawniej oznaczało po prostu: „do rzeczy”; w kontekście komunikacji chodzi o to, żeby mówić z rozsądkiem, o faktach. Zasady, na których opiera się „grzeczna komunikacja”, opisaliśmy w Kodeksie Grzecznej Komunikacji (w ramce na kolejnych stronach) i będziemy o nich mówić na warsztatach planowanych dla szkół (na początku warszawskich) w Stowarzyszeniu Wspólne Podwórko.

Słowa kreują naszą rzeczywistość. Każde wypowiedziane zdanie ma jakiś cel i wpływa na świat oraz innych ludzi. Czy zdarzyło ci się kiedyś płakać na filmie? Niby wiemy, że to fikcja, a jednak łzy cisną się nam do oczu. Ktoś mógłby o tobie powiedzieć, że jesteś rozhisteryzowana lub niestabilna emocjonalnie. Ktoś inny – że jesteś wrażliwa i empatyczna. Nie wiem, jak ty, ale osobiście wolałabym usłyszeć ten drugi komunikat. Grzecznie to znaczy z szacunkiem i akceptacją, bez ocen i krytyki.

Skąd pomysł na kampanię? Czemu, jako psycholożka, uważasz, że jest tak bardzo potrzebna?
Przełomowym momentem było dla mnie zabójstwo prezydenta Pawła Adamowicza podczas mojego ukochanego finału WOŚP 13 stycznia 2019 roku. Dokładnie wtedy zaczęłam uważniej obserwować zmieniający się dyskurs społeczny. Agresywna komunikacja często zastępuje – szczególnie w szkołach – tę normalną i kulturalną, a my nic z tym nie robimy. Postanowiłam coś zmienić, a że zawodowo zajmuję się edukacją i nauczaniem psychologii – od 11 lat jestem dydaktykiem w Uniwersytecie SWPS – stworzyłam kampanię, w trakcie której będziemy uczyć, jak powinniśmy się ze sobą komunikować, by kreować świat otwarty i tolerancyjny.

Z moich obserwacji wynika, że niezależnie od miejsca – szkoła, praca, media, przestrzeń publiczna czy Internet – w naszej komunikacji pojawia się coraz więcej hejtu, agresji, mowy nienawiści, pogardy. Język jest narzędziem i podstawą takich zjawisk, jak mobbing, staffing (znęcanie się pracowników nad szefem – przyp. red.) czy propaganda. Ich efektem jest poczucie wykluczenia społecznego, obniżenie nastroju, depresja czy myśli i czyny samobójcze. Ludzie coraz częściej stosują agresywną komunikację, a my przyzwyczajamy się do tego. Właśnie ta desensytyzacja agresji i przemocy, czyli akceptacja i ciche przyzwolenie na nią, kończy się bardzo źle, co wiemy chociażby z historii. Dlatego tworzymy kampanię społeczną, w której krok po kroku będziemy wprowadzać zmianę w tym obszarze.

W psychologii mówi się, że istnieją trzy postawy komunikacyjne: agresywna, uległa i asertywna, która jest najtrudniejsza...
Agresywna komunikacja to wszechobecny hejt, mowa nienawiści, ale i obrażanie drugiego człowieka, poniżanie czy ignorowanie. Postawa uległa zakłada brak reakcji, kiedy ktoś nas atakuje, obraża czy poniża. Natomiast postawa asertywna składa się z dwóch elementów – obrony własnych granic oraz szacunku i akceptacji drugiego człowieka, i myślę, że to ona jest najbardziej wymagająca. Do asertywności musimy dojrzeć, dobrze poznać i zrozumieć jej założenia. Asertywność to nie tylko umiejętność mówienia „nie”, ale też stawiania granic z poszanowaniem drugiego człowieka.

U siebie w domu stosuję tak zwaną pozytywną przerwę. Gdy zalewają mnie emocje, odchodzę w bezpieczne dla mnie miejsce, żeby się uspokoić.
Robisz tak zapewne, bo jesteś świadoma różnych mechanizmów i wiesz, że kiedy jesteśmy sfrustrowani, to istnieje większe prawdopodobieństwo agresji – możemy kogoś obrazić, powiedzieć o jedno słowo za dużo, zranić. Chwilowe oddalenie się wówczas jest dobre, ale pod jednym warunkiem: gdy już się uspokoisz, to wrócisz do męża czy syna i z nimi porozmawiasz. Bo ty potrzebowałaś ciszy, ale twoi bliscy potrzebują zrozumieć twoje potrzeby, zachowanie i sytuację.

Mam wrażenie, że żyjemy dzisiaj w świecie silnych kobiet, którym mówi się, że lepiej być niegrzeczną, bo wtedy można wyrazić siebie. A jednak warto komunikować się z innymi bez oceny, z tolerancją. Co innego być grzeczną, co innego mówić grzecznie.
Dużo łatwiej promuje się postawy skrajne, bo są bardziej wyraziste. Kobiety mają dzisiaj trudno. Gdy jesteśmy dziewczynkami, oczekuje się od nas, że będziemy uległe, posłuszne i podporządkowane. Kiedy dojrzewamy, spostrzegamy, że lepiej być w życiu agresywną zołzą. Oglądamy filmy o Kleopatrze czy poznajemy takie postaci filmowe jak Miranda Priestly („Diabeł ubiera się u Prady”). To kobiety, które są władcze, a ich cnotą jest egoizm. Tymczasem ani uległość, ani agresja nie są dobrymi postawami komunikacyjnymi. Dlatego chciałabym mówić o życzliwej asertywności, którą Marshall Rosenberg nazywa Porozumiewaniem się bez Przemocy (Nonviolent Communication, NVC). Mamy prawo wyrażać swoje potrzeby i uczucia, ale róbmy to bez ocen, tolerancyjnie i z szacunkiem do innych. Myślę, że to jest klucz do indywidualnego, lecz i społecznego szczęścia. Niezależnie od biologicznej czy psychologicznej płci.

Czyli jak? Można być niegrzeczną i mówić grzecznie?
Ależ oczywiście! Mamy prawo zachowywać się niegrzecznie czy niekonwencjonalnie, tańczyć nago przy świetle księżyca czy upijać się na umór, co nie ma nic wspólnego z grzeczną komunikacją. Mówić grzecznie to znaczy: potrafić mówić o swoich potrzebach, ale szanować i nie przekraczać granic innych ludzi. Nie obrażać, nie poniżać, nie krytykować. Żyć tak, jak chcę, bo mam do tego prawo. Ale widzieć przy tym innych ludzi wokół siebie.

Teraz, przy okazji strajków, przetoczyła się przez Polskę dyskusja, czy mówić grzecznie, skoro inni tak mocno naruszają naszą granicę osobistą. Jeśli biją nas po głowie, powinniśmy wyznaczyć jasno granicę. Tylko jak to zrobić?
Mój siedmioletni syn zadał mi kilka tygodni temu pytanie przy obiedzie: „mamo, a co to znaczy w...ć?”. Usłyszał to słowo w serwisie informacyjnym. No i właśnie. Osobiście nie popieram ani tego słowa, ani ośmiu gwiazdek, ale – jak rozumiem – celem tych protestów nie było wysłanie osób rządzących na księżyc czy zaproszenie do seksu. Celem było powiedzenie: „nie zgadzamy się na to, aby ktokolwiek decydował za nas, co się będzie działo z naszym ciałem”. Do mnie dużo bardziej trafiają słowa wyśpiewane przez Anitę Lipnicką i Moriah Woods – „Dość już!”. To wspaniały utwór, który pokazuje, jak wielkim wsparciem możemy być dla siebie nawzajem, a także jak można wyznaczać granice, mówiąc grzecznie.

Mam poczucie, że mężczyzn się dzisiaj z kolei ugrzecznia – kastruje ich agresję w ogóle: zarówno tę złą (przemoc), jak i dobrą (sprawczość, decyzyjność). Mężczyźni z obawy przed byciem przemocowymi wycofują się z działania i wyłączają w sobie jakąkolwiek agresję. Stają się grzeczni, jednak wewnątrz wszystko w nich buzuje.
To, o czym mówisz, w NVC jest znanym zjawiskiem. Osoba, która jest agresorem, chcąc przestać mówić językiem szakala (agresja) i zacząć mówić empatycznym i życzliwym językiem żyrafy, powinna przejść przez fazę uległości. Nie żyjemy dziś na szczęście w czasach wojny. Nie potrzebujemy wojowników czy rycerzy. Skoro my, kobiety, stajemy się bardziej przebojowe i wojownicze, to dla zachowania równowagi mężczyźni stają się bardziej empatyczni i łagodni.  Ale czy to źle?

Co mówią najnowsze badania na temat naszego dzisiejszego sposobu komunikowania się? Mamy z tym coraz większy problem?
Badań i projektów na temat komunikacji, mowy nienawiści czy agresji i przemocy jest wiele. Najbardziej wstrząsające dla mnie były badania prowadzone przez Zespół prof. Michała Bilewicza w Centrum Badań nad Uprzedzeniami, które wykazały, że niemal 96% młodzieży w wieku 16–18 lat styka się z mową nienawiści w Internecie. Pozwolisz, że podkreślę – 96%!

W moim rodzimym Uniwersytecie SWPS koleżanki i koledzy stworzyli genialny projekt o nazwie RESQL, który dotyczy monitorowania i zwalczania przemocy w szkole, a ma im w tym pomóc nowoczesna aplikacja i system wspierający szkoły w rozwiązywaniu problemów przemocy rówieśniczej. To nasza realna odpowiedź na sytuację, która dzieje się obecnie w szkołach i o której słyszymy dopiero, gdy któreś dziecko popełni samobójstwo lub zaatakuje nożem kolegów. Zgodnie z piramidą nienawiści Gordona Allporta wiemy, że każda przemoc poprzedzona jest agresywną komunikacją – poniżanie, obrażanie, krytykowanie. Dlatego pilnie potrzebujemy zmiany.

Komunikacja bez ocen. Rozmowa, a nie mówienie. Przecież psychologowie zachęcają do tego od lat…
Tyle że ta komunikacja bez oceny w naszym wykonaniu jest zazwyczaj abstrakcją, nadal oceniamy wszystko i na każdym kroku... Patrząc na dzieci, mam wrażenie, że oceniają i kategoryzują w co drugim zdaniu: jesteś głupi, fajny, nerd, emo... Jasne, że można komunikować się bez ocen, ale to bardzo trudne i wymaga specjalnego treningu. Przykład: wyobraź sobie, że wracasz do domu, a twój partner od progu krzyczy: „Jesteś nienormalna!”. No i teraz: po co to powiedział i co możesz zrobić z takim komunikatem? Nic. Zapewne wyrzucisz go do kosza. Komunikat, a później może także partnera.

A jeśli twój partner zastosowałby „grzeczne mówienie”, mogłabyś usłyszeć: „Zostawiłaś rano włączone żelazko. Nie zauważyłem tego i oparzyłem się w rękę, bardzo mnie boli. Prosiłbym na przyszłość, żebyś pamiętała o takich rzeczach”. To jest właśnie komunikat bazujący na narzędziu, które się nazywa FUO, czyli na modelu asertywnego wyrażania krytyki (patrz: ramka na wcześniejszych stronach – przyp. red.). Czyli jeżeli chcemy komunikować się dobrze, mówimy o Faktach, swoich Uczuciach i Oczekiwaniach.

Twoja teza brzmi: mowa nienawiści i agresywna komunikacja są efektem frustracji podstawowych potrzeb człowieka. Jak temu przeciwdziałać? Zawsze reagować na mowę nienawiści?
Zawsze! Profesor Ervin Staub, (uznany autor badań nad psychologią zachowań altruistycznych  i przemocą – przyp. red.) powiedział, że naturalne podstawy dobra i zła leżą w zaspokojeniu lub frustracji naszych podstawowych potrzeb psychologicznych. A każdy z nas ma swoje potrzeby. Staub wyróżnia sześć podstawowych: bezpieczeństwa; skuteczności i kontroli; pozytywnej tożsamości; więzi z innymi; rozumienia rzeczywistości oraz niezależności, czyli autonomii. Jeżeli człowiek odczuwa jakikolwiek brak, jedna z potrzeb jest niezaspokojona, wówczas jest sfrustrowany, agresywny i staje się skłonny do przemocy.

Z tego względu w NVC tak dużą wagę przykłada się do poznawania własnych potrzeb. Bo kiedy już wiemy, czego chcemy, możemy to komunikować i mamy większe szanse na zaspokojenie. Jeżeli powiem mojemu partnerowi: „Potrzebuję w ciągu dnia pół godziny spokoju”, wtedy on zrozumie, że kiedy zamykam się w pokoju, to nie dlatego, że nie chcę spędzać z nim czasu. Marshall Rosenberg twierdzi, że od momentu, kiedy para prawdziwie usłyszy siebie nawzajem oraz dostrzeże własne potrzeby, w kilka minut jest w stanie rozwiązać każdy konflikt w związku. Myślę, że to działa we wszystkich relacjach międzyludzkich.

Tyle że wszyscy jesteśmy inni. Jak mówić, żeby się porozumieć? W jaki sposób nauczyć się tego grzecznego mówienia?
O tym właśnie chcemy rozmawiać i tego uczyć w ramach kampanii. Już od wiosny tego roku rozpoczynamy w Stowarzyszeniu Wspólne Podwórko realizację warsztatów dla szkół na terenie Warszawy – dla dzieci, rodziców i nauczycieli. Będziemy tworzyli także materiały informacyjne, w tym miniwykłady, a to dopiero początek. Każdy z nas jest inny, i to jest właśnie wspaniałe. Tyle możemy się od siebie nauczyć, tyle dowiedzieć. Słowa kreują naszą rzeczywistość, zatem mówmy do siebie grzecznie – z szacunkiem i tolerancją do tego, co nas dzieli. Wówczas stworzymy prawdziwą wspólnotę, o której marzył mój przodek – profesor Wojciech Jastrzębowski. Chciałabym kontynuować jego myśl.

Dr Agata Jastrzębowska-Tyczkowska, psycholożka społeczna, adiunkt, Uniwersytet SWPS, członkini Stowarzyszenia Wspólne Podwórko.

Ćwiczenie FUO

1. Pomyśl o sytuacji konfliktowej w swoim życiu, kiedy powiedziałaś coś agresywnie (ocena, krytyka, poniżenie) lub w której zachowałaś się ulegle i nie powiedziałaś nic.

2. Stwórz komunikat FUO (Fakty, Uczucia, Oczekiwania): a. Fakty są takie, że… [uwaga – tu wpisz tylko to, co nagrałaby kamera – TO SĄ FAKTY(!) – bez ocen czy spostrzeżeń]. b. Uczucia. Czuję się w tej sytuacji… [tu opisz, jak się wtedy czułaś]. c. Oczekuję, że na przyszłość…

Kodeks grzecznej komunikacji

Mów do mnie grzecznie, czyli…?
  1. Do rzeczy – mów wprost o swoich potrzebach i oczekiwaniach.
  2. Z szacunkiem dla siebie, lecz także dla innych.
  3. O sobie – mów, co czujesz i jakie są fakty, zamiast krytykować i oceniać innych.
  4. Empatycznie – myśl o tym, jak twoje słowa mogą odebrać inni.
  5. Będąc w zgodzie ze swoimi uczuciami. To one jako pierwsze poinformują cię o niezaspokojonych potrzebach.
  6. Z akceptacją i tolerancją dla innych, którzy mają prawo się od ciebie różnić, a także czuć i myśleć inaczej niż ty.
  7. Masz prawo do wolności słowa, lecz granicą tej wolności jest godność drugiego człowieka, a tej nigdy nie wolno nam przekroczyć.

  1. Psychologia

Nie bój się płaczu – przynosi ulgę i pomaga rozładować emocje

Płacząc, wyrażamy żałobę, smutek, strach, obawę, gniew, wściekłość, bezsilność. Ale płaczemy także z radości, ze szczęścia, w momentach podniosłego wzruszenia, w akcie rozkoszy czy w chwili najgłębszej ulgi. (Fot. iStock)
Płacząc, wyrażamy żałobę, smutek, strach, obawę, gniew, wściekłość, bezsilność. Ale płaczemy także z radości, ze szczęścia, w momentach podniosłego wzruszenia, w akcie rozkoszy czy w chwili najgłębszej ulgi. (Fot. iStock)
Płacz przynosi ulgę i pomaga rozładować nagromadzone emocje. Głęboki szloch zdejmuje z nas ciężar smutku i bólu. Łzy radości potwierdzają uroczystość chwili. Płacz ma wielką siłę, która może otworzyć i uzdrowić serca, a nawet odmienić życie.

Płacząc, wyrażamy żałobę, smutek, strach, obawę, gniew, wściekłość, bezsilność. Ale płaczemy także z radości, ze szczęścia, w momentach podniosłego wzruszenia, w akcie rozkoszy czy w chwili najgłębszej ulgi. Rodzące kobiety zalewają się łzami, jęcząc z bólu, mężczyźni pozwalają sobie na płacz, kiedy pokonują przeciwnika w konkurencjach sportowych. Czasami płacz może być przejawem istnienia kłębowiska nierozpoznanych uczuć, które domagają się ujawnienia.

Od zarania dziejów płaczowi i łzom przypisywano ogromną moc. W baśniach łzy kruszą zatwardziałe serca, przyczyniają się do wylewu rzek, rozpryśnięte po ziemi potrafią wywołać duchy. Mogą przywracać wzrok, leczyć rany, a nawet inicjować poczęcie. Śpiew i łzy ciągle odradzającego się Feniksa posiadały uzdrowicielską moc. W zielarstwie i medycynie ludowej łzy stanowiły spoiwo leczniczych składników. W chrześcijaństwie, szczególnie wschodnim, oddawano się ascezie i modlitwom, by dostąpić świętego daru łez. Był on gwarancją, że prośby zanoszone do Boga będą wysłuchane. W licznych mitologiach płacz służył przebłaganiu bogów, był także daniną dla dusz odchodzących do innego świata. W wielu kulturach popularna była instytucja płaczek (staropolskich płacznic), kobiet wynajmowanych, by opłakiwały zmarłego, okazywały ból i rozpacz w trakcie pogrzebu. Artyści od wieków poszukiwali formy odpowiedniej do wyrażenia żalu i straty po zmarłych, tworząc treny, lamenty, epitafia, msze i marsze żałobne, rzeźby nagrobkowe i mauzolea.

Anatomia płaczu

Czym jest płacz? To reakcja fizjologiczna na emocjonalne bodźce objawiająca się zaczerwienieniem twarzy, zmarszczonym czołem, opuszczonymi kącikami ust, najczęściej oczami pełnymi łez, choć można także płakać „na sucho”. Pojawić może się również pocenie, ucisk w żołądku, zaciśnięte gardło.

Płaczowi wtórują przeróżne odgłosy: szlochy, westchnienia, zawodzenia i jęki. Można płakać dyskretnie albo całkowicie pogrążyć się w rozpaczy, bezgłośnie łkać lub lamentować wniebogłosy. Stopniowe nasilanie się ekspresji płaczu to przechodzenie od rozczulenia czy wzruszenia do roztrzęsienia i utraty panowania nad sobą, którym towarzyszy drganie dolnej wargi i napływ łez utrudniających widzenie oraz wzdychanie akcentujące wdech. Sygnalizują one izolację, odwrót płaczącej osoby od świata zewnętrznego. Moment płaczu to akt wewnętrznej kapitulacji. W obliczu sytuacji, na którą nie ma odpowiedzi, kiedy zawodzą najbardziej nawet ekspresyjne gesty i słowa, człowiek „oddaje się” swojemu ciału.

Siostry płaczu, łzy, powstają ze słonawego, lekko zasadowego przezroczystego płynu. Łzy zwilżają i obmywają spojówkę i rogówkę oka, spływają do jeziorka łzowego i dalej do przewodu nosowo łzowego. Wydzielanie łez jest ciągłe i regulowane przez układ nerwowy, nasila się pod wpływem czynników psychicznych. Ci, którzy mają „oczy w wilgotnym miejscu”, niemal na zawołanie potrafią zalać się łzami. Niektórym łatwo „pocą się” oczy – stają się wilgotne pod wpływem najdrobniejszej emocji. Jeszcze inni nigdy nie uronili ani jednej łzy.

Chłopaki nie płaczą

Płaczemy pod wpływem emocji zrodzonych w relacjach z innymi istotami, samym sobą oraz wywołanych wydarzeniami świata zewnętrznego. Podobne okoliczności nie muszą powodować u różnych osób tych samych reakcji. To, kto i kiedy pozwala sobie na płacz, jest uwarunkowane przyjętymi normami społecznymi. Najchętniej i najczęściej płaczą dzieci, sygnalizując w ten sposób swoje potrzeby i wyrażając uczucia. Płacz dość łatwo przychodzi większości kobiet, które od najmłodszych lat zyskują przyzwolenie na to, by być delikatnymi istotami. Dlatego często zamieniają agresję na łzy, ponieważ prościej jest im demonstrować słabość i krzywdę niż złość.

Jednak najpoważniejszy kłopot z ekspresją płaczu mają dzisiaj mężczyźni, którzy uważają smutek, zwłaszcza gdy towarzyszą mu łzy, za słabość nie do przyjęcia. Dla nich powstrzymywanie się od płaczu jest oznaką siły. Dlatego wkładają dużo wysiłku w stłumienie go i zamiast płakać, wpadają w irytację i złość. Warto chyba przypomnieć, że wzorzec „mężczyzny, który nigdy nie płacze”, nie jest ani „naturalny”, ani uniwersalny, również w dziejach europejskiej cywilizacji. Historia pokazuje, że w ubiegłych wiekach i najwięksi, i najmężniejsi oddawali się we władanie płaczu, rozumiejąc, że sztywność w obliczu straty to nie to samo co odwaga w obliczu niebezpieczeństwa. Publicznie ronili łzy Michał Anioł, Peter Paul Rubens, Ludwik van Beethoven, Ryszard Wagner, a nawet żelazny kanclerz Otto von Bismarck.

Płaczu nie można ukryć, ale można go udawać. Dlatego używany jest jako doskonałe narzędzie manipulacji, kiedy nie udaje się osiągnąć zamierzonego celu rozmową, perswazją, groźbą. Z drugiej strony stanowi także wyraz najgłębszego zaufania, kiedy pozwalamy sobie na niego w obecności innych osób. To właśnie wtedy sygnalizujemy, że emocje są ważne, że nie musimy udawać szczęśliwych. A dla nas samych może to być nieoczekiwany znak, że brakuje nam czegoś, czego nie potrafimy nazwać. Płacz jest zaraźliwy, o czym świadczy wtórująca reakcja dzieci na malucha pogrążonego w rozpaczy.

Uleczanie poprzez płacz

Chroniczny płacz towarzyszący ludziom najczęściej jest objawem depresji. Może wtedy stać się destrukcyjną siłą. Ale w płaczu tkwi też moc, która pozwoli na rozpoznanie różnych emocji i oczyszczenie się z nich. Mityczny Odyseusz po 20-letniej tułaczce padł na ziemię ojczystej Itaki i płakał całą godzinę. Potem podniósł się uwolniony od brzemienia długotrwałych smutków i niedoli. Matka, której dziecko gubi się na kilka godzin czy dni, jest zdolna do płaczu dopiero w chwili odnalezienia jej skarbu, kiedy może dać upust całej gamie uczuć, od strachu po rozpacz. Człowiek, który stracił najbliższą osobę, potrafi zastygnąć w niemym bólu na wiele lat, ale opłakiwanie ukochanej istoty i świadome pożegnanie się z nią pomoże mu wydobyć się z rozpaczy.

Od czasów Freuda psychologowie wiedzą, że niezdolność do reagowania płaczem na stratę może być przyczyną depresji lub melancholii. Uzdrowiciele, szamani i terapeuci od dawna wykorzystywali uleczającą siłę płaczu. Oni wiedzą, że przełomowe są pierwsze łzy, na które pozwala sobie pacjent. Kluczowe w takim leczeniu jest przyzwolenie na płacz i świadome wchodzenie w ten stan, co pomaga dotknąć najtrudniejszych emocji. Jest to ciężka próba dostąpienia naturalnej dla małych dzieci łaski płaczu, tak jakbyśmy starali się odzyskać naszą niewinność.

Płacz jest naszym głównym sposobem wyzwalania napięć i jedynym, jaki zna niemowlę. Najczęściej w procesie wychowania w pewnym momencie następuje brak tolerancji rodziców dla wyrażania przez ich dziecko emocji płaczem. Stopniowo mały człowiek uczy się tłumić swój płacz, ale odruch płaczu tkwi w ciele i zostaje zablokowany, skoro nie może się wyrazić. Udaje się go uaktywnić nawet po latach poprzez terapie lub silne przeżycie. Podczas hawajskiego masażu lomi lomi nui, który jest działaniem nie tylko na poziomie ciała, ale i emocji, może płakać zarówno pacjent, jak i masażysta.

Twórca bioenergetyki, metody łączącej analizę i pracę z ciałem, Alexander Lowen przyczyn wielu blokad dopatruje się właśnie w stłumieniu płaczu, które rujnuje nasze narządy wewnętrzne. W swojej terapii uczy, by nie bać się smutku, jaki nosimy w sobie. Tłumaczy, że możemy pozwolić sobie na płacz i przerażenie, nawet gdy wydaje nam się przepastne jak studnia bez dna. Popadnięcie w rozpacz oznacza dla większości ludzi ograniczenie samokontroli, więc panicznie boją się, że utoną, gdy się mu poddadzą. Lowen przeprowadza pacjenta przez jego rozpacz, pomagając mu uzmysłowić sobie, że jest ona powiązana z dawnymi przeżyciami. Uleczenie przychodzi, gdy płacz jest na tyle głęboki, że pozwala dotrzeć do samego dna owej studni, dotknąć jeszcze raz stłumionych emocji, rozpoznać je i pożegnać się z nimi. Wielu terapeutów, wśród nich Bert Hellinger, który opracował oryginalną metodę porządkowania pogmatwanych więzi rodzinnych, tzw. ustawienia rodzinne, uważa, że niewypłakana rozpacz powoduje napięcie wokół oczu, które może być przyczyną uporczywych migren. Autor książki „Miłość, medycyna i cuda”, lekarz Bernie S. Siegel ostrzega, że osoby, które nie płaczą i nie uzewnętrzniają emocji, częściej od innych zapadają na choroby serca.

Są ludzie, którzy modlą się o to, by móc zapłakać, tak jak mieszkańcy pustyni błagają bogów o deszcz. Bo tak jak ziemia bez wody wysycha i pęka, tak życie bez łez staje się emocjonalną pustynią. A ktoś, kto nie potrafi płakać, nie umie naprawdę się cieszyć. Nie bójmy się płaczu i dzielmy się nim z innymi tak, jak wspólnie potrafimy przeżywać radość.

  1. Psychologia

Dawny stres - obecny zabójca. Ciało utrwala napięcie, uwolnij je

Stres odczuwany w ciele to w dużym stopniu stres z przeszłości; to wszystkie dziecięce zranienia i protesty, których nie byłeś w stanie wyrazić albo nie miałeś komu o nich opowiedzieć. (Fot. iStock)
Stres odczuwany w ciele to w dużym stopniu stres z przeszłości; to wszystkie dziecięce zranienia i protesty, których nie byłeś w stanie wyrazić albo nie miałeś komu o nich opowiedzieć. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Nie zmienisz świata ani ludzi, ale możesz zmniejszyć stres odczuwany z powodu realizacji przedawnionych scenariuszy. Aby to osiągnąć, potrzebujesz jedynie bliskości z własnym ciałem – żeby je lepiej czuć i rozumieć; przestrzeni, czasu i uważności – żeby poznać siebie lepiej i zaakceptować bez zastrzeżeń. A potem wystarczy już tylko oddzielić przeszłość od tego, co „tu i teraz” .

Emocje, myśli i ciało przenikają się, tworząc jedność. Jeśli w twoim życiu wciąż powraca coś, mimo że już dawno to sobie uświadomiłeś, czas popracować nad tym za pomocą ruchu. Otworzyć się na to, co komunikuje ciało.

Stres odczuwany w ciele to w dużym stopniu stres z przeszłości; to wszystkie dziecięce zranienia i protesty, których nie byłeś w stanie wyrazić albo nie miałeś komu o nich opowiedzieć. To wszystkie dziecięce „nie”, których nie mogłeś wypowiedzieć. W miarę upływu czasu przekształcają się w chroniczne napięcia mięśniowe, przede wszystkim w obszarze szyi i głowy, odcinając w ten sposób czucie od myślenia. Mięśnie obracające głową w geście zaprzeczenia usztywniają się, żeby powstrzymać wykonywanie tego gestu. Aby ochronić się przed kolejnymi zranieniami, stajesz się uparty, a twoje niewypowiedziane czy niewysłuchane „nie” zamienia się w nieuświadomioną zawziętość . Mięśnie szczęk przykurczają się, co nadaje twarzy wyraz wyzwania lub uporu. Napięcia mięśniowe występują również w gardle, by powstrzymać krzyk sprzeciwu.

Mijają lata, a twoje ciało reaguje na wydarzenia codziennego życia, uruchamiając nieaktualny scenariusz z przeszłości. Okaże się na przykład, że każdy nowo poznany mężczyzna prędzej czy później wyda ci się niesłownym dupkiem. Na przykład ten ostatni – biedak nie rozumie, dlaczego kiedy rzuca mimochodem: „Zadzwonię o 9.00” i dzwoni o 10.00, ty dostajesz ataku szału. Nawet ty nie do końca to rozumiesz i po fakcie czujesz się winna: „Może rzeczywiście przesadzam, a on mnie tak bardzo kocha”. Gdybyś z uważnością zaobserwowała, co dzieje się w twoim ciele, kiedy mija 9.00, a on nie dzwoni (jakie pojawiają się wówczas myśli w twojej głowie i jakie w konsekwencji czujesz emocje), zrozumiałabyś, że to scenariusz z twoim ojcem w roli głównej. Zapisane w ciele migdałowatym i zastygłe w powięziach wspomnienie ojca, który nigdy nie dotrzymywał dawanych ci obietnic, uaktywnia lawinę cierpienia, ilekroć ktoś kolejny raz rzuca słowa na wiatr. I nieważne, że chodzi o drobiazg: telefon spóźniony o godzinę czy nieodebrane rzeczy z pralni, choć ten ktoś obiecał ci, że na pewno dziś to zrobi... To boli zawsze tak samo jak przed laty.

Nawiąż kontakt z własnym ciałem

Twoje ciało wyraża się przede wszystkim poprzez ruch. Jeśli boisz się albo z jakiegoś innego powodu unikasz ruchu – ciało utrwala napięcia, które z czasem przekształcają się w dotkliwe symptomy, na przykład napięciowe bóle głowy, ucisk w splocie słonecznym czy skurcze żołądka.

Każdy moment jest dobry, by stawać się coraz wrażliwszym na swoje ciało.

Wystarczy uważnie go słuchać; zwykle jednak jesteś tak zasłuchany w to, co masz w głowie, że je lekceważysz. Ilekroć wystąpi konflikt między umysłem i ciałem, prawie zawsze to właśnie ciało ma rację, bo jest naturalne, a umysł został uwarunkowany społecznie. Ciało należy do niezgłębionej natury, umysł do społeczeństwa. Ciało jest głęboko zakorzenione w istnieniu, umysł ślizga się jedynie po powierzchni.

Stres od zawsze kojarzy nam się z napięciem, a jeśli napięcie, to trzeba się rozluźnić... Jednak w dzisiejszych czasach często to już nie działa. Kiedy brałam udział w sesjach łączonych, na których razem z terapeutą manualnym pracowaliśmy z pacjentem, nierzadko okazywało się, że wiele osób odczuwa lęk przed rozluźnieniem. Do gabinetu trafiali też tacy, którzy bali się położyć na wznak na stole do masażu. Zapytani, o co chodzi, najczęściej tłumaczyli się zawrotami głowy albo niechęcią do leżenia na plecach. Niektórzy mówili wprost, że obawiają się rozluźnienia, bo kojarzy im się ze słabością w ciele. Pamiętam pacjentkę, którą następnego dnia po sesji miała czekać sprawa rozwodowa. „Na sesję rozluźniającą przyjdę po rozwodzie, teraz muszę zebrać się w sobie, by mieć siłę walczyć” – tłumaczyła.

Przyjemnie jest być rozluźnionym, ale podświadomie znacznie częściej wybieramy spięcie. Ciała niektórych z nas w ogóle nie pamiętają doznania rozluźnienia. Stan napięcia daje poczucie działania, starania się. Rozluźnienie to bierność, wrażliwość i... otwarcie na zranienie. Wydaje ci się, że kiedy jesteś spięty, to kontrolujesz sytuację, a rozluźniony możesz coś przeoczyć, czegoś nie dopilnować... Na co dzień żyjesz w chaosie wielu spraw, które jak mocny wicher rozwiewają twój wewnętrzny spokój. Trudno zajrzeć do środka, kiedy każdą chwilę próbujesz wypełnić działaniem.

Gdy rozciągasz ciało do granicy bólu, w pewnym momencie zaczynasz czuć napięcie. Żeby poczuć rozluźnienie – musisz puścić.

Więcej dla poszukujących spokoju i życia bez stresu w książce "Kiedy Twoja wrażliwość staje się zaletą". Polecamy! 

  1. Psychologia

Technika Uwalniania – sposób na trudne emocje i choroby psychosomatyczne

Korzyści stosowania Techniki Uwalniania realizują się na kilku poziomach: fizycznym, emocjonalnym, duchowym, a także relacyjnym. (fot. iStock)
Korzyści stosowania Techniki Uwalniania realizują się na kilku poziomach: fizycznym, emocjonalnym, duchowym, a także relacyjnym. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Badania dowodzą, że Technika Uwalniania, opracowana przez dr. n. med. Davida R. Hawkinsa, amerykańskiego psychiatrę, jest niezwykle skuteczniejsza w łagodzeniu fizjologicznych reakcji na stres. Dlatego warto o niej przypomnieć w czasach, które wielu osobom kojarzą się z silnym niepokojem.

Umysł, wraz z myślami, które tworzy, napędzany jest przez uczucia. Z kolei każde uczucie, które się u nas pojawia, generuje wiele tysięcy powiązanych z nim myśli. Tworzy to pewien mechanizm, który sam się napędza. Ponadto większość ludzi przez całe życie tłumi uczucia lub próbuje od nich uciec. Niestety, ta wyparta energia kumuluje się i szuka ujścia poprzez choroby psychosomatyczne, zaburzenia na poziomie fizycznym, zaburzenia emocjonalne, zaburzenia zachowania i relacji osobistych. Skumulowane emocje blokują zarówno rozwój duchowy, jak i świadomość, a także powodzenie w wielu obszarach życia. Z pomocą może przyjść Technika Uwalniania.

Technika Uwalniania, która wykorzystuje „mechanizm poddania”, to praktyczna metoda usuwania przeszkód i przywiązań.

Jakie są korzyści stosowania Techniki Uwalniania?

Poziom fizyczny

Na tym poziomie technika działa na autonomiczny układ nerwowy, który często jest nadmierne stymulowany poprzez tłumione w ciele emocje. Pozbycie się tych stłumionych emocji odblokowuje m.in. akupunkturowy system energetyczny. Praktykując stale uwalnianie, odczuwa się coraz mniej zaburzeń fizycznych i psychosomatycznych, które często całkowicie znikają. Ciało, bardziej odprężone, zaczyna z powrotem optymalnie funkcjonować.

Poziom behawioralny

Gdy zmniejsza się niepokój i negatywne emocje, znika wówczas potrzeba, by od nich uciekać. Ucieczka przed emocjami przybiera bardzo różne formy. Zwykle są to nałogi (narkotyki, alkohol), rozrywka, nadmiernie długi sen. Rezygnując z tej ucieczki, odzyskujemy ogromne pokłady energii. Zwiększa się witalność, uważność, dobrostan, wydajność i bezwysiłkowe funkcjonowanie we wszystkich obszarach życia.

Relacje międzyludzkie

Kiedy trudne uczucia (które postrzegamy jako negatywne dla nas) zostaną uwolnione, wówczas podnosi się poziom uczuć pozytywnych (budujących). Skutkiem tego jest widoczna poprawa wszelkich relacji. Zwiększa się również nasza zdolność do kochania. Mamy mniej konfliktów z innymi, przez co poprawia się wydajność naszej pracy. Pozbycie się negatywnych blokad pozwala także na osiąganie zawodowych celów z dużo większą łatwością. Zanikają też zachowania oparte na poczuciu winy. Coraz mniej intelektualizujemy, a coraz bardziej korzystamy z intuicji. Skupieni na wewnętrznym dojrzewaniu i rozwoju osobistym często ujawniamy kreatywność i zdolności psychiczne, których się po sobie nie spodziewaliśmy. Niezwykle ważne jest to, że zmniejsza się poczucie bycia zależnym, tak zgubne we wszystkich relacjach międzyludzkich.

Poziom świadomości /uważności /duchowości

Odpuszczenie negatywnych emocji sprawia, że doświadcza się stale rosnącego szczęścia, zadowolenia, spokoju i radości. Wzrasta uważność i doświadczanie w swoim wnętrzu jedności z Jaźnią.

Każdy może łagodnie realizować wszystkie te cele poprzez ciche uwalnianie i odpuszczanie w każdej chwili codziennego życia. Dla lepszego śledzenia postępów zaleca się jednak robienie notatek  na temat swoich osiągnięć. Po chwilowej ekscytacji łatwo popaść w „znudzenie” systematycznością tej techniki. Pojawia się wtedy typowy opór i przekonanie, że „to nie działa”.

Jak praktykuje się Technikę Uwalniania krok po kroku?

  • Uświadom sobie dane uczucie, pozwól mu się w pełni ukazać i pozostań z nim w kontakcie. Pozwól sobie na odczuwanie.
  • Nic w nim nie zmieniaj – pozwól, aby swobodnie płynęło. To oznacza, że wyrażasz zgodę na to, że to czujesz, bez oceniania, opierania się, bez obawiania się tego uczucia, potępiania siebie za nie. Skupiasz się na uwolnieniu ukrytej za tym energii. Oznacza to porzucenie osądów i zdanie sobie sprawy, że to tylko uczucie.
  • Jesteś obecna / obecny z tym uczuciem i odpuszczasz wszelkie wysiłki, aby w jakikolwiek sposób je zmienić. Odpuść też chęć, by mu stawić opór. To właśnie opór powoduje, że uczucie trwa. Gdy przestaniesz stawiać opór lub próbować je zmienić, przejdzie ono w następne uczucie i będą mu towarzyszyć łagodniejsze doznania. Uczucie, któremu się nie opieramy, zniknie, gdy tylko wyczerpie się energia, która je napędza.
  • Kiedy uwolnienie następuje, natychmiast odczuwamy lekkość i szczęście.
Ważne: podczas uwalniania ignorujemy wszelkie myśli. Skupiamy się na samym uczuciu, a nie na myślach, które mu towarzyszą. Myśli nigdy się nie kończą, napędzają się same i generują kolejne. Myśli są racjonalizacjami umysłu, który stara się wyjaśnić obecność uczuć. Jeśli całkowicie uwolnimy i odpuścimy dane uczucie, zazwyczaj wszystkie myśli, które były z nim powiązane całkowicie znikają. (źródło: strona informacyjna Wyd. Virgo „Technika Uwalniania. Podręcznik rozwijania świadomości” Davida R. Hawkinsa).

Więcej na temat Techniki Uwalniania Davida R. Hawkinsa w wywiadzie („Droga do wolności”) z Joanną Heidtman, socjolożką i psycholożką :

  1. Psychologia

Poczucie własnej wartości - czy jesteśmy świadomi własnej rangi?

Ranga jest pojęciem, którego używa się w psychologii procesu do określenia zestawu przywilejów, nabytych lub odziedziczonych (fot. iStock)
Ranga jest pojęciem, którego używa się w psychologii procesu do określenia zestawu przywilejów, nabytych lub odziedziczonych (fot. iStock)
Jeśli ktoś nie ma świadomości, ile ma i kim jest, to nie wykorzystuje swojego potencjału. Nie potrafi dawać ani brać. O mocy przywilejów opowiadają psychoterapeuci Joanna Dulińska i Michał Duda.

Czym są rangi w Psychologii Procesu?
Joanna Dulińska: Ranga to suma wszystkich przywilejów. To, jaką mamy rangę, zależy od naszych przywilejów w różnych obszarach w danym momencie.

A czym są przywileje?
Michał Duda: To atrybuty, które podnoszą nasz status. Choć niekoniecznie muszą to być rzeczy materialne, można też nie mieć własności, a korzystać z przywilejów. Ten, kto ma dużo pieniędzy i w związku z tym wysoką rangę społeczną, niekoniecznie ma taki wpływ na ludzi jak ktoś, kto ma wysoką rangę duchową. Gdy mówimy o sumie przywilejów, mamy na myśli różne przywileje – psychologiczne, duchowe i społeczne. I to wszystko razem tworzy rangę w społeczeństwie.

Zawsze mamy jakąś rangę? J.D
.: Zawsze czymś dysponujemy, ale często jest tak, że się z tym nie utożsamiamy.

M.D
.: Na przykład ranga społeczna istnieje obiektywnie. Jest bardzo często mylona z subiektywnym doświadczeniem czy subiektywną oceną sytuacji. Może być też zmienna w czasie.

A po co nam wiedza o rangach? J.D
.: Jest niezbędna, aby móc z nich celowo korzystać, choć rangi działają bez względu na to, czy mamy ich świadomość, czy nie. Jeśli nie mamy wiedzy o swoich rangach, to inni nie mogą z nich korzystać, przeciwnie – mogą się poczuć ich ofiarami, a my będziemy mieć tendencję, by ich nadużywać, nawet jeśli czujemy się słabi i bezradni.

Możemy zilustrować to przykładem? J.D
.: Do tego potrzebna jest wiedza o rodzajach rang. Wyróżniamy trzy typy: ranga społeczna – mówi o naszej pozycji w społeczeństwie, a ta zależy od wykształcenia, wieku, płci, pieniędzy – przywilejów, które dają wysoki status społeczny. Do tego dochodzi ranga psychologiczna, która jest wysoka, jeżeli człowiek czuje się bezpiecznie ze sobą, potrafi rozwiązywać konflikty, jest oswojony z emocjami, umie je przeżywać i wyrażać, lub niska, jeśli tego nie potrafi. Wreszcie ranga duchowa – kontakt z czymś większym, głęboką wiarą, z czymś, co daje jakąś pewność.

Przypuśćmy, że mamy do czynienia z szefem korporacji, który w ogóle nie jest świadomy swoich rang. Zarabia mnóstwo pieniędzy, ma bardzo duży wpływ na swoich pracowników, ale nie zdaje sobie sprawy z własnych możliwości. Ma za to kompleksy, bo np. jest otyły albo łysy, może ma wadę wymowy – w dzieciństwie był odrzucany przez kolegów i w związku z tym czuje się niepewnie w relacjach – więc nie ma rangi psychologicznej. Nie ma też rangi duchowej, nie uznaje, że jest coś większego, co go prowadzi, nie ma poczucia misji. I taki człowiek w sytuacji, gdy podwładna w jakiś sposób uruchomi jego kompleks, nastawi się obronnie, może atakować, bo nie posiadając umiejętności bycia w relacjach z kobietami, może uznać, że ona go lekceważy czy się z niego naśmiewa. Wtedy on może nadużyć swojej rangi i powiedzieć lub zrobić coś przykrego.

Mając świadomość swojej pozycji, możemy chyba też wpływać na podnoszenie rang innych ludzi. Przykładowo – może nam się wydawać, że nie mamy czym się podzielić, podczas gdy wystarczy czasem jednostkowo niewielka kwota miesięcznie, a pomnożona przez udział kolejnych osób daje globalną pomoc.

M.D
.: Kryteria porównania są bardzo różne i na ogół ludzie wybierają identyfikację z niższą rangą niż z wyższą. Ale rzeczywiście parę złotych płacone na rzecz różnych fundacji może bardzo pomóc komuś, kto ma niższą rangę od naszej i pokryć mu np. koszty życia przez miesiąc. My takiej pomocy rzeczowej, finansowej, doświadczaliśmy ponad 20 lat temu. Świadomość rang w aktualnej sytuacji z obiektywnego punktu widzenia pomaga też więc odnaleźć swoje miejsce w tej hierarchii i korzystać świadomie z rang, np. poprzez przeznaczenie kwoty, którą codziennie wydajemy w sklepie spożywczym na pomoc komuś o niższej randze.

Masz świadomość, masz wybór. J.D
.: Świadomość rang pomaga podczas pracy z indywidualnymi trudnościami – jeśli ktoś nie ma świadomości, jaką ma rangę, to nie wykorzystuje w pełni swojego potencjału. Nie potrafi dawać ani brać. Kiedy wiem, co mam, to mogę się tym podzielić, nie muszę się tego kurczowo trzymać, pilnować, by mi ktoś tego nie zabrał. Świadomość rangi wpływa na poczucie wartości, na zadowolenie z życia, na dobrostan psychiczny. Kiedy odnajdę, co mam – a każdy coś ma – to poznam swoje miejsce na ziemi.

Można mieć taką samą rangę w kilku dziedzinach? J.D.
: Niższa ranga w jednej dziedzinie wiąże się zwykle z wyższą rangą w innej. My, mieszkańcy Zachodu, mamy dostęp do bieżącej wody, robimy zakupy w sklepie, a np. ludzie żyjący w Tybecie tego nie mają, posiadają więc dużo niższą rangę społeczną. Mają jednak dużo wyższą rangę duchową, a może też psychologiczną. Cenią życie, widzą jego ogromną wartość, bo żyją na co dzień w ogromnym zagrożeniu, muszą dołożyć starań, by przeżyć – nie są zagubieni, nie zadają pytań: „po co ja żyję?”.

Z kolei rangę psychologiczną zazwyczaj mają osoby o niższej randze społecznej, radzą sobie dobrze w trudnych sytuacjach, stawiają bardziej na relacje, jednoczą się, ponieważ same nie radzą sobie w rzeczywistości, która je otacza. Wysoką rangę psychologiczną mają też ludzie, którzy przetrwali krytyczne sytuacje – taka osoba, gdy straci wszystko, nie załamie się, bo ona już zna sytuację, gdy niczego nie miała albo miała niewiele. I przeżyła, poradziła sobie. A ktoś, kto zawsze miał dom i samochód, będzie się bał kryzysu, końca świata i innych rzeczy, które go nagle z tego stanu posiadania mogą wytrącić. Gdy znam swoją rangę i czuję, kim jestem, jaką mam moc – to mogę się dzielić swoimi przywilejami, wspomagać innych.

Czy wyższa ranga jest zawsze lepsza? J.D.
: Nie chodzi o to, żeby mieć najwyższą rangę w całej okolicy, tylko o to, by się podzielić, jeśli ma się wyższą, i umieć poprosić i przyjąć, gdy ma się niższą. Świadomość niższej rangi nie jest wcale taka zła. Wyższa ranga wiąże się z odpowiedzialnością, a niższa z relaksem, z tym, że to inni mogą zabiegać, decydować. Mogę się komuś poddać, dostać coś, zaufać. To też jest dobre przeżycie – nie mieć w danej sytuacji rangi.

Rangi zaostrzają czy pomagają rozwiązać konflikt? J.D.
: To właśnie ranga, hierarchia jest częściej źródłem konfliktu niż cokolwiek innego. Wyższa ranga wzbudza emocje, takie jak zazdrość, złość, zawiść, niechęć, roszczeniowość, ale też inne – podziw, chęć przypodobania się. Jest to trudne dla osoby, która ma wysoką rangę w środowisku – musi umieć sobie poradzić ze wszystkimi konsekwencjami swojej pozycji. A jeśli nie utożsamia się z nią, to będzie uciekała od odpowiedzialności, nie będzie w stanie sobie z tym radzić. Często związane jest to z poczuciem winy, wychowaniem. Taką ideą, że wszyscy powinni być równi.

M.D.
: Uświadomienie sobie swojej rangi, miejsca, w którym się jest, jest po części kluczem do rozwiązania bardzo wielu konfliktów. Dotyczy to wszelkich obszarów, pracy czy życia rodzinnego – jeżeli ojciec krzyczy na dziecko, nie mając świadomości, że ma ono niższą rangę, to nie atakuje równego sobie, tylko słabszego. Nie zdaje sobie sprawy z poczucia zagrożenia, jakie wywołuje w tym dziecku. Jeśli będzie świadomy różnicy rang, to będzie w stanie adekwatnie ocenić sytuację. Już samo to może prowadzić do częściowego rozwiązania kłopotu. To jest też kwestia zrozumienia drugiej strony, tego, co ona robi. Świadomość rang naprawdę może coś zmienić.