1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. W jaki sposób pielęgnować miłość?

W jaki sposób pielęgnować miłość?

Poprzez ciepłe, serdeczne gesty potwierdzamy: widzę cię, jesteś mi bliski, jesteśmy razem. (Fot. iStock)
Poprzez ciepłe, serdeczne gesty potwierdzamy: widzę cię, jesteś mi bliski, jesteśmy razem. (Fot. iStock)
- Jesteśmy dla siebie najważniejsi, ważniejsi niż wszystkie konflikty, niż wszystko, co robimy i tworzymy. Z tego wyłania się wartość sama w sobie – wartość naszej więzi. Pielęgnujmy ją najlepiej jak umiemy – mówi Benedykt Peczko, psychoterapeuta.

W jaki sposób chcą być kochane kobiety? A w jaki mężczyźni? Sue Johnson w książce „Przytul mnie” pisze, że pod tym względem nie różnimy się: wszyscy pragniemy bezpiecznych więzi, karmiącego związku pełnego troski, ochrony, wsparcia, otwartości, dostrojenia. Kobiety z całą pewnością pragną czuć się pewnie i bezpiecznie w relacji. Potrzebujemy być widziane, słyszane, rozumiane, kochane całym sercem.
Tego samego pragną mężczyźni. Chcą być kochani. Pragną, aby kobiety dawały wyraz swoim uczuciom poprzez dotyk, pogłaskanie, pocałowanie, słowa wsparcia, zachęty i otuchy. Przyjęło się uważać, że w ten sposób zachowujemy się w stosunku do dzieci. Kontakt fizyczny, bliskość niekoniecznie o charakterze erotycznym, jest czymś, dzięki czemu przetrwaliśmy jako gatunek. Poprzez ciepłe, serdeczne gesty potwierdzamy: widzę cię, jesteś mi bliski, jesteśmy razem. To w żadnym wypadku nie jest dziecinne. Dzieci potrzebują bliskości, akceptacji, przyjęcia, aby mogły się rozwijać. My, dorośli, zakładamy maski chłodu i obojętności, ale to nie znaczy, że nie potrzebujemy bliskości. Miłość, troska to są warunki przetrwania.

Jest takie zalecenie w tantrze: gdy czujecie się od siebie oddaleni, przytulcie się mocno, to znak, że trzymacie się waszej miłości.
Codzienny dotyk, czułość są podstawą bezpiecznego związku. Mężczyźni, z którymi rozmawiam, często są sfrustrowani tym, że ich partnerki bardzo dużo wymagają, jednak nie doceniają osiągnięć, wysiłków, starań. Bez ciepłych uczuć relacja oparta jest na obowiązkach podejmowanych siłą woli. Nie ma przepływu miłości, przyjęcia z głębi serca. W takich związkach już nawet nie martwimy się o siebie, pozostaje chłód, wymagania, żal i pretensje. Jeśli bliska osoba martwi się o mnie, wysyła komunikat: jesteś dla mnie ważny. Możemy to lekceważyć: „Nie ma się o co martwić”, jednak odbieramy ten przekaz: jest ktoś, kto o mnie myśli, komu na mnie zależy. Dotyk, pogłaskanie, pocałunek mówią to samo: czuję cię, jesteś mi bliski.

Jesteśmy w sposób naturalny wyposażeni w potrzebę bezpiecznych więzi. Kiedy mężczyzna czuje się bezpiecznie w relacji?
Wtedy, gdy czuje się akceptowany, kochany, słyszy słowa uznania, docenienia, wsparcia i troski. Znam mężczyznę, który buduje modele żaglowców. Jego partnerka nie podziela tej pasji, jednak widzi, że żaglowce go relaksują. Wie, że to jego niespełnione marzenie z dzieciństwa. Biorą pod uwagę pasję mężczyzny przy planowaniu urlopu, weekendów. Poczucie bezpieczeństwa tego mężczyzny radykalnie wzrasta, gdy bliska kobieta wspiera go, także w tej specyficznej aktywności. Co jest istotą? Pełne, otwarte przyjęcie bliskiej osoby. Bezpieczeństwo wiąże się z zaufaniem, pewnością. Jeśli ufamy sobie nawzajem, wtedy jest przepływ, rezonans. Czemu ufam? Najgłębszym intencjom bliskiej osoby w stosunku do mnie, ufam jej miłości. Te uczucia płyną naturalnie. Mogą, oczywiście, pojawić się ciemne chmury, burze i błyskawice, jak to w naturze. Jednak burza nie oznacza końca świata. Rozładowują się pewne napięcia elektryczne, za chwilę wzejdzie słońce, będzie widno i ciepło.

W końcu nigdy nie jest burzowo cały czas.
To daje głębokie poczucie spokoju, pewności i bezpieczeństwa właśnie. Burze nie są zagrożeniem, są elementem naszego świata. Przeszliśmy niejedną burzę, i to dodatkowo nas zbliża. Świadomość, że mimo różnych burz ona nadal chce być ze mną, wzmacnia poczucie bezpieczeństwa. To znaczy, że jestem ważny. Że jesteśmy dla siebie najważniejsi; ważniejsi niż wszystkie burze, niż wszystko, co robimy i tworzymy. Z tego wyłania się wartość sama w sobie – wartość naszej więzi.

W jaki sposób o pragnieniu bezpieczeństwa mówią kobiety w gabinecie psychoterapeuty?
Kobiety potrzebują jeszcze więcej opiekuńczości niż mężczyźni. Opiekuńczość jest dla nich wyrazem i potwierdzeniem uczuć mężczyzny. Zaczyna się od wicia gniazda. Kobiety rodzą dzieci, więc potrzebują wiedzieć, że partner zadba o dom, środki na życie, a gdy dzieci podrosną, pomyśli o wyborze przedszkola i szkoły. Pragną pytań o potrzeby. Czego potrzebujesz? Co sprawiłoby ci radość? Jak chciałabyś spędzić najbliższy weekend, święta? Pragną zainteresowania ich sprawami, problemami. Gdy na przykład kobieta jest na urlopie wychowawczym, pragnie, aby mężczyzna okazał swoją miłość poprzez wysłuchanie, jak jej minął dzień, jak się czuje. Żeby zatroszczył się, czy nie potrzebuje przerwy od dzieci, od codziennych obowiązków. Żeby zorganizował życie rodziny w ten sposób, aby kobieta miała czas i przestrzeń tylko dla siebie. Kobiety lubią mieć poczucie, że mogą polegać na mężczyźnie, że on dotrzyma słowa, spełni to, na co się wspólnie umówili. Mężczyzna uważny na potrzeby kobiety kontempluje jej osobę i ich związek. Dla kobiety taki mężczyzna to marzenie. Natomiast najbardziej niepokojąca, frustrująca i bolesna dla kobiet jest nieobecność emocjonalna mężczyzny. Może być obok, poświęcać czas, jednak jest rozproszony, nieobecny, gdzieś odpływa. Brakuje zatrzymania się w tym momencie, bycia naprawdę razem.

Jest takie słynne powiedzenie Eriki Jong: „Tylko miłość warta jest peanów. To dlatego ludzie zachowują się wobec niej tak cynicznie. Warto za nią walczyć, popisywać się odwagą, ryzykować dla niej wszystko. A problem w tym, że jeśli nie zaryzykujesz wszystkiego, ryzykujesz jeszcze więcej”. Miłość jest naszą duchową ewolucją. Co może być ważniejszego?
Ten rodzaj głębokiej intymności związanej z otwartością na siebie nawzajem jako na istoty ludzkie może być jeszcze bardziej wymagający niż seks. Zatrzymujemy się. Jesteśmy na siebie całkowicie otwarci nawet wtedy, gdy chwilowo się nie rozumiemy. Jesteśmy tu ze wszystkim, co jest. Nie uciekamy w pracę, w karierę, w obowiązki domowe, w kłótnie. Jesteśmy świadomi i uważni na to, co dzieje się w naszej relacji, na uczucia, które się pojawiają, i na świat jednocześnie. Gdy razem w tym uczestniczymy, doświadczamy głębokiej intymności. To chwila doskonała.

Co może być zagrożeniem dla takiej intymności?
Rywalizacja. O dzieci, pozycję, wpływy, władzę. Wtedy znika otwartość, znika bliska osoba. Jest cel do osiągnięcia.

Cel? W relacji?
Celem może być moja pozycja, prestiż, poczucie siły, dominacji. Gdy słyszę o „sukcesie wychowawczym”, o „sukcesie w seksie”, to, oczywiście, rozumiem, o co chodzi, jednak słowo „sukces” jest tu całkowicie obce. Te sfery życia były opisywane inaczej, nie w tych kategoriach. „Sukces miłosny” to sprzeczność sama w sobie. Sukces jest wynikiem starań, dążeń, wysiłku, nakładów. To, co może wymagać wysiłku, determinacji, to pokonanie pewnych zahamowań, blokad. Miłość jako taka nie potrzebuje sukcesu. Ona już jest, to stan naturalny. Głęboki, potężny nurt.

Moja przyjaciółka mawia, że nic tak nie uspokaja jej partnera jak parująca zupa, którą mu podaje, gdy on wraca z pracy.
Taka zupa to nie tylko karmienie biochemiczne. To coś więcej, troska, miłość. Bezpieczeństwo rodzi się z małych, drobnych rzeczy, działań, gestów, czynności. Mężczyzna, który czyści buty i przynosi kwiaty, przyczynia się do poczucia bezpieczeństwa kobiety w ich relacji. Potrzebujemy dostrzegać te gesty i doceniać je. Bardzo łatwo na co dzień przyzwyczaić się do nich. One znikają z pola widzenia, jakby ich nie było. Kiedy je dostrzegamy, wzbudzamy w sobie wdzięczność. Z wdzięcznością wzrasta poczucie bezpieczeństwa, poprawia się stan zdrowia. Przeżywanie wdzięczności chroni serce, wpływa na metabolizm. Znosi napięcie; jest „reakcją relaksacyjną”, jak to określił amerykański lekarz Herbert Benson. To antidotum na stres, na toksyczne wpływy środowiska, w którym żyjemy. Gdy te proste, małe gesty i działania zaczynają płynąć, mamy przepływ – miłości, troski i wsparcia. Ważne tylko, by miłość płynęła w obie strony.

Poczucie bezpieczeństwa w relacji mocno nadużywa zdrada.
Intymna więź poradzi sobie nawet z tym. Chwilowy brak poczucia bezpieczeństwa może być pomocny, bo sygnalizuje, że w naszej relacji czegoś zabrakło, skoro taki epizod miał miejsce. Otwieramy się na to, co się wydarzyło, także na ból, zranienie, wściekłość. Otwartość w bliskiej relacji w sytuacji, gdy przechodzimy przez tak trudne doświadczenie, może w efekcie wzmocnić poczucie bezpieczeństwa. Ważna jest lojalność. Jeśli zdrada spowoduje rozstanie, to para, która wcześniej doświadczyła tej jakości w związku, o której mówimy, pożegna się z szacunkiem i troską o siebie nawzajem. I to będzie lojalność. Poczucie bezpieczeństwa w takiej sytuacji może być znacznie większe niż wtedy, gdy związek jest utrzymywany na siłę, gdy mają miejsce zdrady, związki równoległe. Wszyscy o tym wiedzą, ale się o tym nie mówi. W takiej atmosferze można się pochorować. Czytałem ostatnio o takich badaniach. Okazuje się, że długo utrzymywana toksyczna relacja osłabia system immunologiczny do tego stopnia, że jesteśmy narażeni na najpoważniejsze choroby.

Maria Czubaszek mawiała, że „gdy jest wielka miłość, to nawet małżeństwo nie zaszkodzi”. A co dopiero zdrada.
Poczucie humoru to wspaniały doradca. Jeśli pozwalamy sobie na humor w relacji, to znaczy, że czujemy się bezpiecznie. Nie mówimy tu o humorze, który jest napastliwy, atakujący, skierowany przeciwko komukolwiek. Uzdrawiający humor to taki, któremu towarzyszy szacunek, który jest wyrazem umiejętności wspólnego bawienia się, luzu. Taki humor pozwala przekraczać bariery i sztywne schematy funkcjonowania w relacji.

Przyjaciel opowiadał mi, że gdy jego żona rozwścieczona czymś posyłała mu wiązankę niecenzurowanych epitetów, on uklęknął przed nią, potem się pokłonił, dotykając czołem podłogi, następnie jej nogę położył na swojej głowie i mamrotał: „Dziękuję za pouczenie i proszę o więcej!”. Dopiero wtedy się roześmiała.
Terapeuci chętnie wykorzystują humor. Jedna z kłócących się par dostała taką pracę domową: gdy zauważą, że zaczynają się kłócić, ona wchodzi do wanny, a on siada na sedesie i kłócą się dalej. Okazało się, że to najskuteczniejszy sposób, by przestać się kłócić, a zacząć się śmiać. Humor rozluźnia atmosferę, dystansuje od zmartwień i poczucia zagrożenia. To jest element dziecięcej ciekawości i zabawy. Możemy bawić się naszymi pasjami, wspólnymi podróżami. Praca może być zabawą. Życie może być zabawą. Dziecko w nas nigdy nie przestaje istnieć. To, co dziecięce, może być również dorosłe, bo jest po prostu naturalne, organiczne.

Benedykt Peczko, psycholog, trener NLP, akredytowany coach i superwizor Izby Coachingu i psychoterapeuta. Założyciel i dyrektor Polskiego Instytutu NLP. 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Trenuj seks, choć to nie sport

Seks to nie sport, ale element treningu jest w nim ważny. (Fot. iStock)
Seks to nie sport, ale element treningu jest w nim ważny. (Fot. iStock)
Zbyt długie przerwy w miłości fizycznej powodują zanik formy. Kiedy żyje się w parze, seks jest także obowiązkiem zaspokajania potrzeb partnera oraz treningiem naszych narządów płciowych – uważa seksuolog Krzysztof Korona.

Instynkt seksualny to potęga, jednak aby seks był udany, musimy też się go uczyć...
Seks w różnych epokach miał rozmaite formy, chociaż istota była taka sama, gdyż kieruje nim naturalny popęd. Jest w seksie sporo natury, wiele kultury, najwięcej psychiki. Seks to nie tylko technika. To skomplikowany i pełen możliwych awarii mechanizm. Dlatego mam wiele pracy jako terapeuta. Jest czego się uczyć i co ćwiczyć, ale też konieczne są uczucia, które też trzeba pielęgnować i rozwijać. Nauczyć się techniki nie jest trudno, ale uczuć – bardzo trudno, czasami nawet to niemożliwe, jeśli nie dostanie się w dzieciństwie miłości, ciepła i dotyku, czyli ducha i ciała. Kiedy jest miłość, zawsze towarzyszy jej dotyk. Ci, którzy nie byli pieszczeni w dzieciństwie, nie będą potrafili dotykać innych, nawet nie czują potrzeby bycia dotykanym. Dla nich seks ogranicza się do prokreacji. Czyli znika czułość, także sztuka dawania i brania przyjemności.

Zmiany obyczajowe są ważne. Co w seksie jeszcze niedawno było niedopuszczalne, staje się powszechne i jest uważane za normalne, np. seks oralny czy masturbacja. Coś, co było surowo zakazywane, nawet karane jako grzech, teraz bywa polecane.
Jeszcze nie tak dawno uważano, że masturbacja szkodzi, nawet jest zabójcza. Miliony ludzi dręczyły się z tego powodu. Do dzisiaj na półkach stoją podręczniki, w których piszą, że „to niebezpieczny proceder”. Profesor Tadeusz Bilikiewicz w książce „Psychiatria kliniczna” (wyd. 1979 r.) nazywa samogwałt zboczeniem, a młodych, którzy są w szponach tego nałogu, proponuje leczyć.

Głoszenie takich sądów to dzisiaj rzadkość i kuriozum.
Tak, ale prawdą jest też, że z masturbacją nie wolno przesadzać. Ten nawyk ma dużą siłę, bywa jak narkotyk i uzależnia, chociaż nie jest tak groźny. To jednak niepokojące, kiedy autoerotyzm blokuje seks partnerski. Trening niezbędny w sporcie nie jest tym samym w seksie, gdyż to jednak nie sport. A jeśli robimy z seksu sport, to źle.

Wszystko niemal, co dotyczy seksu, rozgrywa się w mózgu, w wyobraźni, w emocjach. Autoerotyzm nie buduje uczuć do partnera, sam jesteś partnerem, a to bywa pożywką dla narcyzmu.

A przecież wielu ludzi masturbuje się, myśląc o kimś z miłością. Podobnie jak liczni uprawiają seks z małżonkiem, marząc np. o żonie sąsiada.
Wyobraźnia nie zastąpi jednak życia. I podobnie jak w sporcie zbyt długie przerwy powodują zanik formy. Kiedy żyje się w parze, seks to także obowiązek zaspokajania potrzeb seksualnych partnera, który przez 20 lat w tym związku trochę stetryczał. Odpowiedzialność w seksie partnerskim to także trening narządów płciowych. Penis, którym żona się nie interesuje, przestaje sprawnie działać, a pochwa, której nie odwiedzał członek, nie stanie się wilgotna na zawołanie. Odpowiedzialny seks to także trening sprawności. Narządy płciowe żądzą się biologicznymi prawami. Nie dbasz o seks swojego partnera, to zacznij oszczędzać pieniądze, przydadzą się na prawnika albo na seksuologa lub psychiatrę, już nie mówiąc o wenerologu. Istnieją dowody, że ci którzy są aktywni seksualnie nawet do później starości, bywają nie tylko bardziej życzliwi na co dzień, ale też nie przesiadują w kolejkach do lekarzy. Ludziom brakuje dystansu do siebie, spojrzenia na siebie z boku, pisał Alex Comfort w „Radości seksu”. Twierdził, że gdyby ludzie mogli samych siebie oglądać podczas seksu, to seksuolodzy nie byliby potrzebni.

Są tacy, którzy poczuliby niesmak, oglądając siebie, wiele osób gasi światło, by móc idealizować swą nagość i partnera, podczas gdy tuż za ścianą coraz liczniejsze pary nagrywają seks. Czy rzeczywiście tak wiele to daje? Jeśli mówimy, że seks to nie sport, ale w dużej mierze wyobraźnia, to powiedzmy sobie, że wyobraźnię też można trenować.
Fantazje erotyczne to potężna siła, która pozwala na zachowanie sprawności seksualnej i jej, i jemu. Ten intymny świat jednak także wymaga treningu, kreacji i prawa do prywatności. Leczyłem kiedyś parę, która ustawicznie kłóciła się o to, że on nie chciał jej podczas uprawiania seksu odpowiadać na pytanie: „O czym teraz myślisz, kochanie?”. Dar wyobraźni nie jest przekazywany przez geny. Tego też warto się uczyć. Pozbawiona wyobraźni kobieta może być tylko zazdrosna o fantazje swojego męża.

Każdy w marzeniach chciałby chociaż raz stać się gwiazdą ekranu. Jedni idą na casting do serialu, inni włączają kamerę w komórce i kreują się na gwiazdę filmu o miłości. Seksuologom nic do tego, póki nie spotkają się z takimi odcinkami kiepskiego serialu w aktach sądowych, jak u pary, która kłóciła się przed sądem, kto kogo seksualnie molestował i sporządzał filmy pornograficzne bez zgody drugiej strony.

Ćwiczenia z kamerą dla poprawy sprawności seksualnej? O tym nie słyszałem, chociaż nie brakuje zapaleńców, którzy korzystają z mikrokamer, by szukać w pochwie zagadkowego punktu G, z jednym nawet spotkałem się w gabinecie. Cierpiał na impotencję spowodowaną natrętnymi myślami, że wagina może się zacisnąć podczas penetracji, a on nie będzie mógł wyciągnąć penisa. To był lęk, który – jak potem się okazało – przekazała pacjentowi zgwałcona matka, którą rodzina zmusiła, by urodziła niechciane dziecko. Straszyła syna konsekwencjami wkładania penisa do pochwy.

To skrajność. A na co dzień jaki błąd najczęściej popełniamy?
Błąd zaniedbania. Błędem jest przekonanie, że sprawność seksualna została nam dana raz na zawsze. Jeżeli para przestaje uprawiać seks, pojawią się pewnie zaburzenia przy próbie jego wznowienia. To nie jest pływanie czy jazda na rowerze. Aparat seksualny człowieka składa się z dwóch obszarów, które muszą być ciągle w użyciu, powinny być „trenowane”. Pierwsza to ogólna sprawność fizyczna. Potrzebny jest też trening emocjonalny. O emocje trzeba dbać jak o rośliny, pielęgnować je i podlewać.

Są już programy telewizyjne, gdzie spotykają się pary i na oczach widzów trenują różne formy seksu. I nie ma tam wcale wulgarności, chociaż to bywa mocne. Co o tym myślisz?
Niektórzy ludzie chodzą do siłowni. Podobnie uprawiają seks. Oni nie tylko opowiedzą, ale też pokażą przed kamerą różne pozycje. Seks jest jednak przede wszystkim czynnikiem więziotwórczym. Jak inaczej przetrwać trudy związku? Jest oczywiste, że rozwijające się libido musi być uzbrajane w narzędzia intelektualnej kontroli. Nawet kiedy jesteśmy bardzo głodni, to siadając w restauracji przy stoliku, nie rzucamy się rękami na podane przez kelnera jedzenie. Sztuki zaspokajania głodu można dziecko uczyć na dwa sposoby: warczeć i straszyć je rozlaniem zupy i nieodwracalnymi konsekwencjami poparzenia albo spokojnie pokazywać, jak należy posługiwać się łyżką i na czym polega sztuka wkładania łyżki do buzi, a wcześniej dmuchania. Mądrzy rodzice wychowują zdrowe i sprawne seksualnie dziecko, zdolne do zbudowania własnej rodziny.

Uczymy się nieustannie od siebie, jakbyśmy rzeźbili się nawzajem, tak jest nie tylko w erotyce. Ale znasz rozpacz kobiet, które pytają: „Czemu mężczyźni nie wiedzą, gdzie jest łechtaczka”. I żal facetów, że ona uważa seks oralny za zboczenie i grzech śmiertelny.
Grzeczne dziewczynki nie mają łechtaczki, a dobrze wychowani chłopcy nie wkładają swego ogonka dziewczynkom do buzi – taki model edukacji tylko pozornie mamy poza sobą. W moim gabinecie pojawiają się mężczyźni przyprowadzani przez żony, żeby im wytłumaczyć, że seks nie polega tylko na wpychaniu członka pomiędzy nogi. Zaznaczam, że nie są to panowie z diagnozą upośledzenia umysłowego. Koleżanki seksuolożki, do których częściej przychodzą kobiety, spędzają godziny na tłumaczeniu im, że od pocałowania członka nie zmienią się w żabę. Wbrew pozorom w dalszym ciągu nie rozmawiamy mądrze o seksie. Dlatego seksuolodzy nie narzekają na brak pracy. Polski seks, który znam z opowieści pacjentów w moim gabinecie lub dowiaduję się o nim, kiedy odwiedzam osadzonych w zakładach karnych albo słucham zwierzeń gwiazd ekranu, za często, niestety, przypomina rzeźbienie dłutem w twardej skale...

Często pacjenci proszą o szczegółowe rady jak zawodnicy trenera?
Pacjent trafiający do mnie jest zwykle jak dziecko we mgle, nie bardzo wie, jak mi TO opowiedzieć, a co dopiero prosić o szczegółowe rady. Na pewno nie podziała rada „trenuj seks, a będziesz zdrowy”. Seks to nie sport, co uparcie powtarzamy, ale element treningu jest w nim ważny. Za brakiem satysfakcji kryją się pokłady emocjonalnych śmieci, które muszą zostać podczas terapii uprzątnięte. Inaczej psują się. Seksualny partner to czuje, dlatego nie reaguje, jak powinien, i nie doświadcza tego, co przez delikatność nazywamy spełnieniem.

Krzysztof Korona, psycholog, psychoterapeuta, seksuolog.

  1. Seks

Czego mężczyzna oczekuje od kobiety? Zastanawia się Katarzyna Miller

- Mężczyzna chce być kochany, ważny i niezbędny. Kiedyś był ważny z samego faktu bycia mężczyzną. Teraz złości się, że kobieta staje się ważniejsza niż on - mówi Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
- Mężczyzna chce być kochany, ważny i niezbędny. Kiedyś był ważny z samego faktu bycia mężczyzną. Teraz złości się, że kobieta staje się ważniejsza niż on - mówi Katarzyna Miller. (Fot. iStock)
Znajomy mężczyzna mówi, że pragnie tylko, żeby jego partnerka była i go akceptowała. Kobiety jednak nie potrafią po prostu być. Wolą dawać i jednocześnie pouczać, jak się im odwdzięczać. Czy tak jest naprawdę? Trzeba pisać o tym, jak kobiety powinny kochać swoich mężczyzn? – Trzeba, i to bardzo – mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller.

Jesteśmy przekonane, że co jak co, ale kochać swoich mężczyzn to my potrafimy. Na początek westchnę ciężko jako doświadczona terapeutka małżeńska. Przede wszystkim nie umiemy bawić się, czerpać satysfakcji z miłości. Nikt nas tego nie nauczył. A jeśli ktoś, tak jak kiedyś Michalina Wisłocka, proponuje nam obrzucanie się poduszkami w łóżku, dziwimy się: „jak to, dorośli mają się zachowywać jak dzieci?!”. Oczywiście, że tak. W każdym z nas jest dziecko i im częściej może się powygłupiać, ujawnić swoje marzenia, tym lepiej dorosłemu. Kiedy w relacji intymnej spotkają się nasze dziecięce aspekty, możemy całkiem skupić się na przyjemności i zabawie.

Ale w tym, żeby w łóżku skupić się na zabawie, często przeszkadzają nam nasze realnie istniejące dzieci. Kiedy stajemy naprzeciw siebie i w oczach zapala się nam: „pragnę cię”, dzieciom mówimy: „idźcie do cioci” albo „idźcie do swojego pokoju”. Nie martwimy się, że coś usłyszą. Dobrze, żeby wiedziały, że rodzice się kochają. Można zrobić kartkę: „Proszę nie przeszkadzać”, bo seks to rzecz ważna, a nawet święta dla pary.

Szanujmy nasze pożądanie. A my co? W sypialni pilnujemy tylko, co wypada, a czego nie. Na dodatek, o zgrozo, mówimy czasem do niego „tatusiu”, a on do nas „mamusiu”. A jak nazywamy jego penisa? Ptaszek, Wacuś, siusiak, Jaś, bo Jaś i Małgosia. Już nawet „chuj”, choć wulgarny, byłby lepszy, bo jest przynajmniej męski. A dla mężczyzny to nader ważne, żeby w naszych oczach jego członek był męski. Ja lubię: tygrys. To piękny zwierz. Nie można go oswoić. Robi, co chce. Jak jest głodny, to głodny, i już. Ciekawe, ile kobiet kocha penisa swojego mężczyzny, jak go nazywa, czy utożsamia go z nim, czy oddziela?

Zapytajmy czytelniczki, może do nas napiszą. Byłoby cudnie! Prosimy… Stosunek kobiety do penisa wpływa na jakość związku. Bo tak jak kobieta potrzebuje zachwytu mężczyzny nad swoją waginą, tak mężczyzna potrzebuje zachwytu kobiety nad swoim penisem. On jest jego integralną częścią, i to do zadań specjalnych.

Zajmując się nim, kobieta zajmuje się mężczyzną, bo on często utożsamia się ze swoim penisem. Kobiety z waginą utożsamiają się niestety rzadziej, częściej z piersiami czy z brzuchem. Mężczyzna odczuwa seks przede wszystkim genitalnie, jeśli więc kobieta kocha jego członek, traktuje jako coś, co do niej pasuje, a seks jako zespolenie – to mężczyzna czuje się kochany.

Ale to chyba nie znaczy, że jest tylko jeden sposób na okazywanie mężczyźnie miłości? Masz na myśli tzw. robienie laski? Nie stworzyliśmy jeszcze innych, fajnych określeń na opisanie czynności, o której można powiedzieć: kochanie jego członka, a nawet kochanie jego samego. Kobietom jest trudno o równowagę między wstydem i bezwstydem. Pytają: „Co to znaczy, że mam go kusić? Czy zakładać ciuchy erotyczne?”.

Dla jednego mężczyzny tak, dla innego nie. Ale tak naprawdę kusić to znaczy samej mieć ochotę. Jeśli ona jest w kontakcie ze swoją seksualnością, nie musi przybierać wyzywających póz. Przeżyli razem superseks w lesie? Wystarczy, że następnym razem powie: „mam ochotę na spacer do lasu”. Mężczyzna potrzebuje poczuć się przez kobietę przyjęty. Dla niego to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu – być w kobiecie, w tym bezpiecznym i ekscytującym miejscu.

 
Czyli znów mówimy o seksie. Na terapii par mężowie często pytają żony: „Dlaczego mnie odpychasz? Czemu mówisz, że mężczyźni chcą tylko tego?”. Staram się wtedy pokazać kobietom, ile tracą, odrzucając męskie pożądanie. W nim jest wiele uczuć, których mężczyźni inaczej nie umieją okazać. Kobiety słuchają mnie, a potem mówią: „to co, ja mam się zmuszać?”. Nie, pogadaj z przyjaciółką, z psychoterapeutką, dlaczego nie chcesz seksu. Kobieta, która czuje się obrażona męską seksualnością, zwykle jest zagubiona w swojej kobiecości. Nie akceptując jej, nie czuje się istotą seksualną. Może dlatego, że jej matka uznawała seks za coś brudnego. Nie sypiała z jej ojcem, a kiedy w filmie były „sceny”, zasłaniała córce oczy? Jeśli tak, to trzeba o tym otwarcie powiedzieć mężowi. Wtedy można przez jakiś czas tylko pieścić się, bez seksu. Nauczyć się też sprawiać sobie inne przyjemności. On zabierze ją do kina, ona pójdzie z nim na mecz, on jej coś pysznego ugotuje, ona pomasuje mu stopy.

Właśnie, my nie wiemy, co sprawia przyjemność naszym mężczyznom. Ja dopiero po 14 latach małżeństwa dowiedziałam się, że mój mąż interesuje się boksem. Tego wieczoru, kiedy Gołota miał się bić z Adamkiem, byliśmy zaproszeni na przyjęcie. „Ja nie pójdę” – powiedział mój partner. „Ale tam wszyscy będą oglądać walkę” – stwierdziłam. „Skoro tak, to idę”. Szanujmy upodobania swoje i partnera, dajmy sobie i jemu prawo do przyjemności. Jeśli chce grać w piłkę, niech gra. Oczywiście nie kosztem bycia mężem czy ojcem. Ale gdy pozwolimy mu być sobą, zaakceptujemy to, że on nie ogląda naszych seriali, i nie będziemy śmiać się z jego zainteresowań samochodami, poczuje się kochany. To, co nas różni, będzie nas do siebie przyciągać.

Zapytałam znajomego 38-latka, kiedy czuje się kochany. Odpowiedział, że dla niego najważniejsza jest czułość, to, że ona całuje go na dzień dobry, przytula. 20-latek, który ma wzwód jak skała i jedyne, o czym marzy, to seks, może nie zdawać sobie sprawy, że jego pragnienie fizycznej bliskości z kobietą to także pragnienie czułości. Ale im mężczyzna starszy, tym lepiej o tym wie. Niestety i tu pojawiają się problemy. Kobieta chce być przytulana, ale wścieka się, że on to robi tylko, kiedy idą do łóżka. Złości się, że gdy sama go przytula, on odbiera to jako zaproszenie do seksu. Ja postawiłabym ważne pytanie: ile twój mężczyzna ma w waszym związku czułości? Jeżeli mało, przytulanie wywoła w nim łańcuch emocji i reakcji, na końcu których jest wzwód. Jeśli wiele, częściej będzie bezinteresownie czuły. Seks nie jest już wtedy jedyną drogą do bliskości.

Przyjaciel mówi, że chce od kobiety tylko tyle, żeby była i akceptowała go. Ale właśnie to okazuje się nieosiągalne. Moja kuzynka wyrzeka, że jej mąż wciąż coś robi w domu, nawet schody sam zrobił. Ja jej na to, że takiego mężczyznę ozłociłabym. Donosiłabym mu jedzenie i mówiła: „cudnie to robisz, kochany”. W międzyczasie zaciągnęłabym go do łóżka, wychwaliła i wycałowała. Ale jeśli ktoś potrzebuje pretekstu, by mieć pretensje, to go znajdzie. Nasze matki miały o wszystko pretensje, więc i my mamy. Jeśli w dzieciństwie nie dostałyśmy bezwarunkowej miłości i nadal jej pragniemy, wciąż rozliczamy za to partnera. Mówię swoim klientkom: mamy złe nawyki, ale mamy też rozum. Używajmy go więc nie tylko w pracy, lecz także i w domu. Ale tu zamieniamy się w dzidzie, które marzą, by mężczyzna odgadywał i spełniał ich oczekiwania, lub ksantypy.

Na wakacjach widziałam, jak młoda kobieta przyniosła swojemu mężczyźnie słoik z robakami. Nakopała ich, żeby miał jak wędkować. Jakoś mnie to zasmuciło. Bo czy ona lubi szukać w ziemi robaków? Ja nie lubię. Każdy musi mieć swój świat, inaczej stajemy się dla partnera nudni. Ale są kobiety, które zaprzedają mężczyźnie duszę. Mówią: „wszystko mu dałam i dlaczego on mnie nie kocha?”. Na co panowie odpowiadają: „Ale ja nic od ciebie nie chciałem. Tylko żebyś była ze mną szczęśliwa”.

Bo oni chcą od kobiet właśnie tego, żeby były z nimi szczęśliwe. To cała tajemnica. Nie można być dla partnera mamuśką, bo przestanie nas pożądać. Żadnych takich: „najedz się, ubierz ciepło, usiądź sobie wygodnie”. To ty masz usiąść wygodnie, a on niech postoi. Jeśli kobieta wciąż daje, a nie umie brać, mężczyzna przestaje czuć się ważny. Nie może uszczęśliwić swojej kobiety, nie może poczuć się przy niej prawdziwym mężczyzną.

Jak okazywać miłość komuś, kto nam jej nie okazuje? Jeśli chcesz nauczyć go, by okazywał więcej uczuć, sama to rób. Tak jak lubisz. Bo mężczyźni bardziej się wstydzą niż my. Potrafią dużo, kiedy zaleją ich hormony. Ale potem, gdy ona już jest jego, i wciąż narzeka, czują się bezradni. Są nauczeni, że mają coś robić. No to on fuknie: „co ty taka chodzisz zła?!”, i wydaje mu się, że już coś zrobił, powiedział, że widzi coś niedobrego.

Ona – obrażona – nie odpowie mu, bo uważa, że powinien się domyślić: „kiedyś zabierał mnie na romantyczne spacery, to i teraz powinien”. Ale on nie będzie tego robił sam z siebie. On już sobie ciebie wychodził. To nie znaczy, że masz ze spacerów zrezygnować. W miły i otwarty sposób powiedz mu, że ci na nich zależy. Uciesz się, gdy na ten spacer pójdziecie. Całuj go, przytulaj, głaszcz i chwal. Ale nie udawaj. Kobieta daje mężczyźnie poczucie ugruntowania w ziemi, w świecie. I to jest prawda, że oni wszystko robią dla nas. Tylko my tego nie umiemy odczytać.

A gdybyśmy umiały, to czego mężczyzna oczekuje od kobiety? Miłości, domu? Chce być kochany, ważny i niezbędny. Kiedyś był ważny z samego faktu bycia mężczyzną. Teraz złości się, że kobieta staje się ważniejsza niż on. A tak nie może być. Obie płcie muszą być równie ważne. Moja wersja jest taka: ty masz tron wyższy, a ja szerszy. Ty jesteś chudy i wysoki, a ja niska i gruba. Takie trony są na naszą miarę. Kiedy sobie to uzmysłowiłam, przestałam walczyć z nim o władzę i zaczęłam go naprawdę kochać.

Weszłam kiedyś do sali, w której było pełno gości, a ponieważ mój mężczyzna przyszedł pierwszy, rozejrzałam się za nim. I nagle, tak jakby ktoś włączył reflektor, zobaczyłam go, tam gdzie stał, było jaśniej. Poczułam: to tego właśnie człowieka kocham. Po co mi pretensje, że kładzie na stole kluczyki od samochodu? Czy to takie istotne? On jest ważny. Jest mój. Mój osobisty.

  1. Seks

Czy mężczyźni myślą tylko o seksie?

Ukuło się takie przekonanie, że mężczyźni myślą tylko o „tym”. A przecież myślą o pracy, o swojej partnerce, relacji, rodzinie, o swoim życiu… i o seksie. Ale wcale nie tak często. (Fot. iStock)
Ukuło się takie przekonanie, że mężczyźni myślą tylko o „tym”. A przecież myślą o pracy, o swojej partnerce, relacji, rodzinie, o swoim życiu… i o seksie. Ale wcale nie tak często. (Fot. iStock)
Czy facetom zawsze chodzi o jedno? Czym różnią się od nas w postrzeganiu seksu? O czym fantazjują? Jak odnajdują się u boku dzisiejszych świadomych swoich potrzeb i wyzwolonych kobiet? Czy naprawdę nie przeszkadza im nasz cellulit? Portret współczesnego mężczyzny staramy się stworzyć wraz z psychoterapeutą Michałem Pozdałem.

Mówi się, że mężczyznom jedno w głowie. Czy to prawda, że myślą tylko o seksie?
Nie! Myślą o pracy, o swojej partnerce, relacji, rodzinie, o swoim życiu… i o seksie. Ale wcale nie tak często. Ukuło się takie przekonanie, że myślimy tylko o „tym”. A wszystko, co jest odpowiednio długo powtarzane, wydaje się prawdziwe. Z badań przeprowadzonych w Ohio wynika, że mężczyzna myśli o seksie 19 razy dziennie, ale nie można tych wyników traktować poważnie. My chyba cały czas nie dopuszczamy do siebie prawdy, że mężczyzna to też człowiek, z własną emocjonalnością. Jako społeczeństwo redukujemy mężczyzn do automatu, oni zresztą sami też to robią. „Jestem facetem i wielu rzeczy nie muszę, bo jestem mało skomplikowany” – takie spojrzenie jest wygodniejsze. Poza tym w rodzinach działają transgeneracyjne przekazy, które też wdrukowują nam, że facet to automat.

Czym jest seks dla takich odciętych od własnej emocjonalności automatów?
Dla większości mężczyzn to strefa zupełnie nieodkryta. To znaczy znają doskonale automatykę seksu, ale nie mają dostępu do jego przeżywania. Czyli nie wiedzą, czym jest seks. Sprowadzają go do erekcji – za przeproszeniem wsadzić do pochwy, ejakulować i wyjąć. Gdy przychodzi do mnie para z problemami z erekcją i pytam, jak wygląda ich życie seksualne, mężczyzna mówi: „Nie uprawiamy seksu”. Dopytuję: „W ogóle się nie dotykacie? Nie pieścicie?”. On odpowiada: „Dotykamy się, pieścimy, ale seksu nie mamy”. Bo seks to stosunek. A gdy pytam mężczyzn w wieku 40–50 lat, jakie miejsce w ich ciele jest najbardziej erogenne, najczęściej nie wiedzą. Zalecam więc w ramach ćwiczeń dla par całowanie po szyi, po uszach czy po sutkach i wtedy odkrywają, że ich to tak stymuluje, że widzą gwiazdy…

A jak to jest z młodszym pokoleniem mężczyzn – są bardziej świadomi siebie i swoich potrzeb?
Jest spora grupa mężczyzn naszpikowanych pornografią, którzy traktują przez to seks instrumentalnie. Ale jest też wielu młodych mężczyzn, którzy zostali już inaczej wychowani, inaczej postrzegają siebie, a przez to inaczej patrzą na swoje relacje seksualne. Są bardziej otwarci na swoją cielesność. A na problemy z erekcją reagują – albo „miałem zły dzień, jestem przemęczony”, albo „nie kocham jej, nie mogę”. Natomiast mężczyźni 40-letni traktują erekcję jak automat. I mają przekonanie, że muszą. I to jest okropne i okrutne. W ten sposób redukują męskość i męską seksualność do penisa. Myślę, że to niesprawiedliwe, gdy media czy reklamy powtarzają, że mężczyzna musi, bo mamy wielu wspaniałych mężczyzn po urazach kręgosłupa, którzy nigdy nie będą mieli erekcji, a są cudownymi kochankami. I żywym dowodem na to, że seks to nie tylko penetracja.

Zubożona jest ta męska seksualność…
Żeby się otworzyć na swoje przeżycia seksualne, musimy rozumieć, co się z nami dzieje, i umieć komunikować swój stan emocjonalny. A wielu mężczyzn nie ma takiej uważności na siebie i to się przekłada na problemy w seksie. Nie wiedzą, dlaczego mają ochotę lub dlaczego jej nie mają. I nadużywają pornografii, która wywołuje hiperstymulację mózgu – po pewnym czasie potrzebują więcej i więcej. Moi pacjenci często opowiadają, że podczas kontaktu seksualnego z partnerką odłączają się od tego, co się dzieje, i przypominają sobie sceny porno, żeby się dostymulować. Nie potrafią się skupić na tym, co jest tu i teraz. Partnerka to wyczuwa i seks zaczyna być co najmniej nieudany.

A jak dla odmiany swoją seksualność postrzegają kobiety?
Dużo lepiej rozpoznają swoje potrzeby i pragnienia seksualne, lepiej też komunikują się w kontekście swojej seksualności. Media zrobiły tu dobrą robotę – wyedukowały was w kwestii rodzajów orgazmów, sposobów zaspokojenia, dbania o swoje potrzeby, upominania się o rozkosz. Nadal w niektórych związkach to mężczyzna warunkuje długość aktu seksualnego. Gdy on ejakuluje, oznacza to koniec seksu. Ale kobiety teraz mówią: „Postaraj się o moją przyjemność”. Kobietom jest łatwiej rozmawiać o seksie, bo dla nich to jest opowieść o emocjach i potrzebach. Chociażby przez sposób wychowania przychodzi im to łatwiej. Zwłaszcza że w seksie czasami trzeba poprosić, trzeba być bezradnym i trzeba się poddać. Mężczyznom przychodzi to z trudem…

Chcąc zgłębić męski punkt widzenia, muszę spytać o jedną rzecz, która spędza sen z powiek wielu kobietom – czy mężczyznom przeszkadza nasz cellulit?
Mężczyźni nie wiedzą, co to jest, dopóki partnerka im tego nie pokaże. I są zaskoczeni, gdy dowiadują się, że kobiety to maskują. Ale wy, drogie panie, jesteście nauczone, żeby się pilnować – golić, depilować, podcinać, wysysać… Mężczyźni nie mają tego obciążenia. To, że mu urósł brzuch, w ogóle nie warunkuje jego wartości seksualnej. Za to często trudno im się skoncentrować na seksie, bo myślami są ciągle w pracy. I z tego powodu pojawia się często problem z erekcją. Jeżeli kobieta się obrazi albo przestraszy, że już go nie podnieca, problem urośnie. A jeżeli przytuli się i powie: „Jak się czujesz? Co się dzieje?”, to w tej atmosferze bliskości i zrozumienia może narodzić się wspaniały seks. On potem mówi, że ona go podnieciła. Ale to była bliskość. Bo żeby uprawiać seks, trzeba podejść do siebie blisko.

No dobrze, a kiedy już mężczyzna zostawi tę pracę, to na czym się skupia w seksie?
Najlepiej, gdyby skupiał się na tym, co się właśnie dzieje. Niestety, mężczyźni, z którymi pracuję, często skupiają się na tym, żeby dobrze wypadli i zaspokoili partnerkę. Wtedy właśnie zaczynają się problemy z erekcją. Żeby uprawiać dobry seks, trzeba się otworzyć i poddać temu, co się dzieje. A jeżeli staramy się coś osiągnąć, pojawia się lęk: „nie dam rady”, i to blokuje wzwód. A kult erekcji jest ogromny…

Czy to jest największy problem współczesnego mężczyzny?
Nie, ten problem był od zawsze. Dzisiaj po prostu mężczyźni zaczynają o tym mówić. Z pewnością na problemy w łóżku przekłada się wysoki poziom stresu. Szczególnie gdy mężczyzna, który ma dużo napięć, redukuje je przez masturbację. Jeśli przed wyjściem z biura masturbuje się w toalecie, oglądając film pornograficzny w telefonie – niwelując napięcie z całego dnia, ale też obniżając libido – to kiedy wraca do domu, nie ma już naturalnej potrzeby zabiegać o względy seksualne swojej partnerki. To jest współcześnie najpoważniejszy problem – uzależnienie od pornografii i masturbacji. Bo po kilku latach relacji, żeby mieć kontakt seksualny, trzeba podjąć pewien wysiłek – coś zorganizować, coś wybaczyć, coś zaproponować. Do seksu trzeba się rozebrać – dosłownie i w przenośni – i powiedzieć: „Potrzebuję cię do zaspokojenia mojej bardzo ważnej potrzeby”.

A o czym mężczyźni najczęściej fantazjują?
Te fantazje są bardzo zubożone przez pornografię. Zamiast uczestniczyć w akcie, który się właśnie dzieje, przypominają sobie obrazy z filmów, którymi są naszpikowani. Oczywiście nie wszyscy. Mężczyźni są bardzo różnorodni, nie chciałbym spłycić męskich fantazji do tego, że wszyscy marzą o seksie ze starszą kobietą, z kobietą o wielkich piersiach czy z nastolatką. Jedno jest pewne – o seksie fantazjują. Ale fantazjują też o bliskości. Bo mężczyźni zaspokajają w łóżku nie tylko potrzebę redukcji napięcia seksualnego, ale również potrzebę miłości, bycia akceptowanym, pożądanym... Ale jak pytam: „Dlaczego pan jej o tym nie powie?”, to słyszę „Ja mam powiedzieć, że ona ma mnie przytulać?”.

W sumie cieszę się, że nie udało nam się tu stworzyć prostej instrukcji obsługi mężczyzny.
Ale to by było niemożliwe i niesprawiedliwe! Nie da się stworzyć instrukcji obsługi mężczyzny, podobnie jak nie da się stworzyć instrukcji obsługi kobiety. To my przywykliśmy do myśli, że mężczyzna jest łatwy w obsłudze. Dziś mężczyźni już wiedzą, że nie muszą być napakowanymi twardzielami. Że mogą być „mięczakami”, mogą płakać, mieć różne uczucia, po prostu być różni. Na szczęście coraz lepiej odnajdują się w tej nowej rzeczywistości.

Dwie proste rady dla par:

  • Zacznijcie uprawiać seks bez penetracji. Poznaj, co w twoim ciele sprawia ci największą przyjemność. Potraktuj ciało partnera jak nieodkrytą wyspę i zacznij po nim podróżować! Takie podejście pozwala cieszyć się seksem przez całe lata, bo największym organem seksualnym człowieka jest skóra, a nie penis!
  • Przytulajcie się nago. Nie musicie każdych pieszczot kończyć seksem. Dzięki temu zaczniecie wydzielać neuroprzekaźniki odpowiedzialne za przyjemność i pojawi się poczucie dobrostanu. Poza tym oksytocyna przywiąże was do siebie, a to strasznie miłe uczucie.
Michał Pozdał psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Założyciel i kierujący pracą Instytutu Psychoterapii i Seksuologii. Absolwent studiów magisterskich w Instytucie Profilaktyki Społecznej i Resocjalizacji Uniwersytetu Warszawskiego. Stypendysta na Wydziale Dramy Stosowanej Uniwersytetu Exeter w Wielkiej Brytanii. Ukończył z wyróżnieniem podyplomowe studia Seksuologia Kliniczna na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Pracuje w podejściu psychodynamicznym oraz systemowym. Prowadzi psychoterapię indywidualną osób dorosłych oraz par i rodzin.

  1. Psychologia

Jak kochać naprawdę? O pułapkach romantycznej miłości

Nierealistyczne rozumienie miłości prowadzi do rozczarowań, utraty poczucia własnej wartości i obniżonego nastroju. Dzieje się tak z powodu przereklamowania miłości romantycznej i całkowitego pominięcia jej prawdziwej natury w życiu codziennym. (Fot. iStock)
Nierealistyczne rozumienie miłości prowadzi do rozczarowań, utraty poczucia własnej wartości i obniżonego nastroju. Dzieje się tak z powodu przereklamowania miłości romantycznej i całkowitego pominięcia jej prawdziwej natury w życiu codziennym. (Fot. iStock)
Zazwyczaj skupiamy całą swoją uwagę na prawidłowym wyborze obiektu miłosnego, ale rzadko zastanawiamy się nad tym, czy sami potrafimy obdarzyć tę osobę prawdziwym uczuciem. Namiętność i romantyczność wynosimy na piedestał, a wówczas nieliczni z nas potrafią naprawdę kochać.

Wybór partnera życiowego można łatwo porównać z transakcją kupna sprzedaży, nawet jeśli całkowicie pominiemy kwestię zamożności. Uwzględniamy przede wszystkim poziom atrakcyjności wybranej osoby, zestawiając go przy tym z własnymi walorami i możliwościami. W momencie, kiedy odnajdują się dwie osoby z podobną wartością na rynku matrymonialnym, zazwyczaj następuje zakochanie. Zależy nam na tym, by partner był przynajmniej tak samo pociągający fizycznie jak my, by posiadał walory, które obecnie są w cenie: wysoką pozycję społeczną, wyższe wykształcenie, cechy przywódcze, silne poczucie indywidualizmu. Oczywiście, różnimy się pod względem ważności każdej z pożądanych cech: dla kogoś poczucie humoru jest cechą priorytetową, a dla kogoś tylko przyjemnym dodatkiem. Nie patrząc na to, z łatwością da się uzbierać standardowy koszyk oczekiwanych cech, gdyż biorą się one ze źródła, dostępnego każdemu – naszej kultury.

W momencie zakochania następuje cudowny okres ciągłego nienasycenia się sobą i wielkiej ekscytacji. Często przyjmujemy te emocje jako dowód prawdziwej wielkiej miłości, czerpiąc wiedzę na ten temat głównie z seriali, komedii romantycznych i książkowych romansów. Chcemy, by scenariusz z bajki wydostał się z wyobrażenia i stał się rzeczywistością: przecież całe dzieciństwo marzyliśmy o rycerzu na białym koniu i śpiącej królewnie. Nierealistyczne i błędne rozumienie miłości prowadzi do rozczarowań, utraty poczucia własnej wartości, obniżonego nastroju. Dzieje się tak z powodu przereklamowania miłości romantycznej i całkowitego pominięcia jej prawdziwej natury w życiu codziennym. Scenariusz filmowy rzadko pokrywa się z rzeczywistością, brakuje w nim skupienia się na najważniejszych cechach, które są spoiwem długotrwałej i stabilnej miłości.

Erich Fromm wyróżnia cztery jej podstawowe składniki: troskę, poszanowanie, poczucie odpowiedzialności i poznanie. Matka, kochająca swoje dziecko, przede wszystkim obdarza je troską: karmi, przewija, czule reaguje na płacz czy niepokój. Sprawdza, czy nie jest mu za zimno, za gorąca, czy nie wieje przy oknie, czy łóżeczko jest wygodnie pościelone. Widząc troskę matki o dziecko, wierzymy również w jej miłość do niego. Jeśli nie interesujemy się aktywnie życiem partnera: jego przeżyciami, rozwojem, wewnętrznym i zewnętrznym światem, nie możemy mówić o miłości.

Odpowiedzialność jest składnikiem, który straszy nieprzygotowane do poważnego związku osoby, gdyż traktuje się go często jako przykry obowiązek. Natomiast chęć odpowiadania za drugą osobę jest całkowicie dobrowolna. Jeśli kochamy kogoś, jego problemy stają się naszymi problemami, jego niepowodzenia przeżywamy jako własne, a jego interes stoi na równi z naszym.

Poszanowanie pozwala drugiej osobie na bycie sobą, rozwijanie się i wzrastanie na swój niepowtarzalny sposób. Jest to całkowita wolność podarowana partnerowi, wolność dla jego wyborów, planów, celów, sądów, wierzeń. Nie możemy mówić o miłości, jeśli usiłujemy zrobić z innej osoby kogoś, kim nie jest, egoistycznie wzorując się na swoich wykształconych wcześniej oczekiwaniach. Jeśli lubisz koty, to wybierając pupila dla siebie, kupisz kota, i nie przyjdzie ci do głowy wziąć psa i uczyć go miauczeć i mruczeć.

Poznanie jest zaproszeniem innej osoby do swojego świata. Nie wystarczy tylko być zaproszonym, przede wszystkim musimy chcieć w ten świat wejść i poznać go. Zespolenie się we wszystkich formach jest oznaką pełnego poznania drugiego człowieka. W akcie całkowitego obnażenia się, będącym wynikiem wielkiego zaufania, poznaje się drugą osobę, jej wnętrze. Przenikając się nawzajem, odkrywamy i uczymy się nie tylko ukochanej osoby, ale również siebie.

Fromm twierdzi, że miłość jest sztuką, której trzeba się nauczyć. Dziecko, ucząc się czytać, najpierw poznaje litery, potem próbuje tworzyć sylaby. Z czasem zaczyna rozpoznawać krótkie, często używane słowa, wymawiając je coraz szybciej i sprawniej. Po pewnym czasie czytanie już nie stanowi takiego wysiłku, jak przed tym, tylko przychodzi z łatwością, staje się czymś naturalnym. W miłości nie da się zacząć od czytania „Romeo i Julii”, gdy nie poznaliśmy jeszcze liter, a nawet jeśli znamy litery, to niestety musimy zacząć od abecadła: zrozumienia czym w ogóle jest słowo „kochać”.

  1. Psychologia

Jak kochać szczęśliwie?

Do miłości szczęśliwej każdy z nas musi dojrzeć i nauczyć się tych psychologicznych umiejętności, które pomogą mu w tym procesie. (fot. iStock)
Do miłości szczęśliwej każdy z nas musi dojrzeć i nauczyć się tych psychologicznych umiejętności, które pomogą mu w tym procesie. (fot. iStock)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Czy o miłości powiedziano już wszystko? Czy warto pisać kolejne poradniki psychologiczne i artykuły poruszające temat zakochania, budowania związku i dbania o relację? Czy rozmowy o tym nigdy nam się nie znudzą? Moim zdaniem odpowiedź brzmi : nie. Ani nie znudzą, ani nie wyczerpią wszystkich refleksji i nie rozwieją wszystkich wątpliwości. Bo miłość to najtrudniejsze z uczuć. Najpiękniejsze, najważniejsze, czyniące nasze życie wyjątkowym i barwnym, ale również najtrudniejsze.

Aby umieć kochać szczęśliwie, trzeba odrobić wiele niełatwych życiowych lekcji. Bo dojrzewanie do miłości to proces, który wymaga nie tylko naszej motywacji i wiary w możliwość bycia szczęśliwym, ale także wielu psychologicznych kompetencji, które musimy nadrabiać w życiu dorosłym, ponieważ w naszym dzieciństw nie mieliśmy okazji nauczyć się tego, co jest warunkiem koniecznym miłości szczęśliwej. A są nim przede wszystkim miłość do siebie i wiara we własną wartość, odwaga w podejmowaniu ryzyka oraz otwartość na drugiego człowieka i zdolność do empatii.

Jako psycholog i terapeuta par wiem jedno: każdy z nas ma w tych obszarach coś do przepracowania. I każdy przynajmniej kilka razy w życiu zadawał sobie pytania: jaki popełniam błąd? Dlaczego nie znajduję spokoju i szczęścia? Co sprawia, że cierpię, że ranią mnie bliskie osoby? Czy znajdę miłość? Czy będę umiała o nią zadbać? Uważam, że każdy z nas potrzebuje czasem wsparcia i podpowiedzi, co robić, gdy zagubi się w meandrach miłości, zatraci w zakochaniu czy doświadczy bolesnej straty. Bo każdy czasem traci wiarę w miłość szczęśliwą.

Skąd te wątpliwości, rozterki, lęki i błędy, które popełniamy? Ano stąd, że nikt z nas nie miał idealnego dzieciństwa i każdy wchodzi w dorosłość z jakimś bagażem nieprzepracowanych, trudnych doświadczeń i emocji. Dlatego uważam, że każdy z nas czasem potrzebuję wsparcia, podpowiedzi, jak radzić sobie z uczuciowymi dylematami, a te odnajdzie w artykułach i poradnikach, w których o psychologi uczuć i mechanizmach budowania relacji piszą osoby, mogące swoją wiedzą i doświadczeniem służyć czytelnikom. I uważam, że każdy, kto po takie wsparcie sięgnie, odnajdzie coś dla siebie. Bo każdy z nas ma swój obszar do przepracowania, który sprawia, że trudno mu kochać szczęśliwe.

Część z nas to „niedokochane dzieci" spragnione akceptacji i bezwarunkowej miłości. Takie osoby są w stanie zgodzić się na wiele, zbyt wiele, aby ktoś, często ktokolwiek, je pokochał. Wikłają się w toksyczne, przemocowe relacje, wierząc, że krzywdy których doznają, to „ich wina". Dlatego ich lekcją jest uczenie się bycia asertywnymi i umiejącym szanować i kochać siebie. Cześć z nas to zranieni wrażliwcy, którzy zamykają się w bezpiecznej skorupce, nie ryzykując bycia porzuconymi. Boją się rozczarowania. Boją się miłości. Pytają: co zrobić, aby nigdy nie zostać zranionym? I znajdują odwiedź: można nigdy nie kochać. To prawda. Wtedy nikt nas nie zrani. Gdy się nie przywiążemy, gdy nie zaryzykujemy, nie zostaniemy zranieni. Ale czy warto zapłacić taką cenę? Czy warto zrezygnować z uczucia tylko dlatego, że się boimy? Dla takich osób wyzwaniem jest uczenie się odwagi pomimo lęku, który czują. Bo każdy się boi. Ci, którzy ranią, udają obojętność, gdy ktoś cierpi; ci, którzy uciekają przed odpowiedzialnością, i ci, którzy nie potrafią kochać dojrzale też się boją. Ich lękiem jest przywiązanie i zależności. Bo miłość to odpowiedzialność. A ona jest dla wielu osób trudna.

Miłość to również sztuka dbania o drugiego człowieka. Dlatego wymaga postawy empatycznej i uważnej na potrzeby innych. Miłość szczęśliwa to także szacunek do siebie samego i poczucia własnej wartości. To pogodzenie własnych potrzeb z dbaniem o szczęście tych, których kochamy. Nie każdy potrafi tę równowagę zachować. Dla wielu z nas bycie otwartym na drugiego człowieka w sposób, który pozwala chronić również własne granice i własną intymną przestrzeń, to nie lada wyzwanie. Uważam, że do miłości szczęśliwej każdy z nas musi dojrzeć i nauczyć się tych psychologicznych umiejętności, które pomogą mu w tym procesie. Dlatego każdy kolejny artykuł, na temat tego jak przygotować się do zbudowania relacji, jak uczyć się kochać dojrzale i odpowiedzialnie, jak być w miłości szczęśliwym, jest tak cenny. I dlatego uważam, że warto o miłości rozmawiać, warto dzielić się swoimi doświadczeniami i szukać cały czas odpowiedzi na ważne i aktualne pytania. Bo warunkiem koniecznym miłości szczęśliwej jest umiejętność dbania również o siebie.

Maria Rotkiel: psycholożka, terapeuta, autorka poradników psychologicznych.