1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Motywacja lubi świętowanie, uwielbia nagrody 

Realizowanie celów to coś, czego można się zwyczajnie nauczyć. By wykonać jakieś zadanie trzeba posiadać kilka umiejętności, takich jak planowanie, organizacja czasu, myślenie strategiczne itd. (Fot. iStock)
„Kiedy myślimy o podtrzymywaniu w sobie motywacji, warto pamiętać o dziecku, które w mniejszym lub większym stopniu pozostaje w nas przez całe życie. A dziecko uwielbia nagrody…” – mówi psycholożka i psychoterapeutka Ewelina Bazyluk.

Motywację możemy podzielić na tę zewnętrzną i wewnętrzną. Powszechnie mówi się, że to ta pierwsza towarzyszy nam znacznie częściej, choć… jest mniej skuteczna. Czy to jest prawidłowość, którą Pani – jako psycholog – rzeczywiście zauważa w swoim gabinecie?
Wiele w tym prawdy. Wystarczy przyjrzeć się efektom, a potem sprawdzić, jaka do danego celu „przyporządkowana” była motywacja. Można powiedzieć, że ludzie wręcz masowo narzekają na to, że mają całą listę niezrealizowanych celów, projektów, i kiedy cofnąć się o krok – przeważnie okazuje się, że zdecydowana większość z nich motywowana była właśnie zewnętrznie.

Co to dokładnie oznacza?
Dokładnie oznacza to, że u ich podstaw nie leżały nasze wartości i nasze potrzeby – albo wydawało nam się jedynie, że są nasze, a w rzeczywistości były próbą dopasowania się do kogoś lub czegoś – trendu, mody, były próbą równania do innych, otoczenia. Tymczasem to właśnie ta motywacja wewnętrzna, ta „nasza”, jest najskuteczniejsza – to dzięki niej mimo niepowodzeń, upadków mamy siłę, by wstać i działać dalej, próbować w kolejnych „odcinkach”. Jeśli mówimy o motywacji wewnętrznej, warto jeszcze zwrócić uwagę na jedną kwestię. Otóż motywacja wewnętrzna działa wtedy, kiedy cele zbudowane są w oparciu o naszą rzeczywistą wiedzę o sobie, a nie o tę deklaratywną.

Czyli to sytuacja, kiedy coś nam się jedynie wydaje „nasze”?
Tak. Na przykład mogę mówić o sobie, że jestem osobą tolerancyjną i tego zawzięcie bronić, a tymczasem, kiedy spojrzeć na codzienne sytuacje i swoje reakcje, czuję i potrafię powiedzieć: „No tak, teraz w tych wszystkich supermarketach pozatrudniali obcokrajowców, nie można się z nimi dogadać, więc zakupy trwają wieki”. My sobie często z tej utajonej wiedzy o sobie, zresztą jak sama nazwa wskazuje, nie zdajemy sprawy. I kiedy nasze cele budujemy w oparciu o tę deklaratywną wiedzę, też będzie nam ciężko ich dosięgnąć. To pułapka, na którą warto zwrócić uwagę. Kobieta mówi: „Dla mnie wartością jest zdrowy sposób odżywiania”, ale kiedy „pokopiemy”, okazuje się, że to wcale nie jest jej prawdziwa wiedza o sobie. Bo ona w czynach na co dzień stawia na zupełnie inne potrzeby, na przykład na potrzebę gratyfikacji lodami czy czekoladką lub potrzebę wygody i spokoju w zamian za pójście na spacer czy trening. Ja to naprawdę często obserwuję w gabinecie – ktoś mówi, że dla niego priorytetem, najważniejszą wartością jest zdrowie, a kiedy zaczynamy rozmawiać, badać, sprawdzać, okazuje się, że ważniejsze od niego jest to, by było wygodnie, przyjemnie dziś, tu i teraz.

Rozumiem, że w oparciu o wspomnianą wiedzę deklaratywną stawiamy sobie właśnie różne cele, także tworzymy listę postanowień na kolejny miesiąc czy rok…
I szanse powodzenia są duże mniejsze, trzeba to powiedzieć jasno… I choć to nie jest podszept płynący z zewnątrz, to przypisałabym takie działanie jednak motywacji zewnętrznej. Bo co prawda niesiemy „hasło” na własnych ustach, ale to nie my jesteśmy jego autorem, a konkretnie nie powstało ono na bazie naszego doświadczenia życiowego, czyli wracając do zdrowego sposobu odżywiania – to nie jest wynik na przykład naszej choroby – chorowałam i na podstawie trzech lat zmagania z chorobą wysnuwam wniosek, jak cholernie ważne jest zdrowie.

Jak zatem odróżnić motywację wewnętrzną od zewnętrznej?
No właśnie, definicja – wbrew pozorom – nie jest taka oczywista. Według mnie motywacja wewnętrzna to będzie to, co sami sobie bardzo solidnie i dogłębnie uargumentowaliśmy. Każdy z nas, każdego dnia prowadzi ze sobą coś na kształt wewnętrznego dialogu, bardziej lub mniej świadomie. I motywacja wewnętrzna to coś, co wynika, „wychodzi” nam właśnie z tego dialogu. Za tym idą więc i nasze przekonania, i nasze uczucia.

Przed moimi pacjentami stawiam takie pytania: Czego Ci brakuje? Za czym tęsknisz? Czyli pytam o konkrety, ale takie, które łączą się z uczuciami. Odpowiadając sobie na tego rodzaju pytania, łatwo znaleźć nam cele, które są dla nas „żywe”, które są prawdziwe, rzeczywiście nasze.

Za którymi, jak rozumiem, łatwiej będzie nam pójść…
I je zrealizować, doprowadzić do końca, dokładanie. A my często bierzemy się za te „wydumane” cele, za takie, które pochodzą wyłącznie z poziomu intelektualnego, w tym przypadku zdecydowanie trudniej będzie o sukces.

Ale nie podpisałabym się także pod stwierdzeniem, że motywacja zewnętrzna nigdy nie działa. Może działać w kilku przypadkach. Czasem coś czytamy, dowiadujemy się czegoś, czego nie wiedzieliśmy wcześniej i dopiero za wiedzą „rodzi się” potrzeba. Czasem bardzo skuteczna okazuje się motywacja zewnętrzna w postaci nagrody lub kary nakładanej przez kogoś innego – „Nie zależy mi na tym, żeby nauczyć się tabliczki mnożenia, ale jak to zrobię, dostanę nowy telefon”. To także działa, a czasem pieką się na tym ogniu dwie pieczenie – opanowana tabliczka mnożenia plus wniosek, że jestem w stanie nauczyć się czegoś, co mnie w pierwszej chwili przerasta, co wydaje mi się poza moimi możliwościami.

Mam na myśli fakt, że człowiek przy pomocy motywacji zewnętrznej może nauczyć się bycia skutecznym! A to szalenie cenna wiedza/umiejętność, genialna baza pod osiąganie celów z poziomu motywacji wewnętrznej. O to przekonanie bycia nieskutecznym potyka się wielu z nas. Przychodzą do mnie pacjenci i „na dzień dobry” opisują siebie takimi słowami: „Mam słomiany zapał”, „Niczego nie umiem doprowadzić do końca”, „Jestem bardzo leniwa/y”.

Mamy to wdrukowane?
Tak. I przekonani jesteśmy, że to stan, którego nie da się zmienić, że słomiany zapał to dożywotnie naznaczenie, cecha charakteru, która nie podlega zmianie. Tymczasem realizowanie celów to coś, czego można się zwyczajnie nauczyć. By wykonać jakieś zadanie, trzeba posiadać kilka umiejętności, takich jak planowanie, organizacja czasu, myślenie strategiczne itd. Każdą z nich, przynajmniej na podstawowym poziomie, można w sobie wypracować. Ot, cała filozofia. Ludziom wydaje się wręcz, że kończenie zadań, osiąganie celów to niemal magia, unikalny talent, który się ma bądź którego się nie ma. Nic podobnego.

Trening czyni mistrza, jak to bywa w wielu dziedzinach.
Otóż to. Tylko widzę, że ludziom nie za bardzo chce się uczyć takich przyziemnych rzeczy jak na przykład organizacja pracy. Bo to nie jest nic pociągającego. Nudne, żmudne i nie błyszczy. Ale żeby mógł zabłysnąć osiągnięty cel, po drodze trzeba się trochę „ponudzić”, „pomęczyć”. Niektórzy wolą pozostać z przekonaniem „Jestem leniem”. Tylko że to jest bardzo krzywdzące, autodestrukcyjne.

I chyba odbiera nam wiele potencjalnej radości i okazji do dumy z samego siebie…
Tak, pozostajemy z takim rodzajem „niepełnosprawności” – za nic się nawet nie zabieram, bo i tak nic mi nie wyjdzie. Szkoda życia na trwanie w takim dyskomforcie. Ten konstrukt da się przeformułować, zmienić, odwrócić. Tylko trzeba chcieć – do tego potrzeba decyzji.

Kiedy przebrniemy już przez ten etap, określimy cel właściwie motywowany, w jaki sposób ową motywację należy w sobie podtrzymywać? Czy są jakieś sposoby na „karmienie” motywacji?
Motywacja lubi świętowanie. Rozbijmy cel na kilka mniejszych, tak by po ich osiągnięciu można było świętować. Chodzi o przyjemne, nagradzające przystanki, o skrócenie perspektywy.

Najlepiej, by każdy kolejny przystanek był też dla nas większym wyzwaniem. Dobrym zobrazowaniem są tu gry komputerowe. Projektowane są w taki sposób, by każdy kolejny etap, poziom był trudniejszy. Nikt nie chciałby grać w grę, która zaczyna się od najwyższego poziomu trudności. Nie, zaczynamy od czegoś prostego i idziemy w górę. Motywacja lubi wspinaczkę. Dla niektórych tym, co pobudza układ nagrody w mózgu, jest pochwała płynąca od innych, można zatem pochwalić się komuś ważnemu tym, co już udało się zrobić w ramach dążenia do celu i to będzie motywowało. Ale nie u każdego sprawdza się ten sposób. Są osoby, które wręcz nie chcą nikomu opowiadać o celach, które sobie wyznaczają, bo to nakłada na nich „podwójne” obciążenie – potem przed kimś muszą „świecić oczami”.

Kiedy myślimy o podtrzymywaniu w sobie motywacji, warto pamiętać o dziecku, które w mniejszym lub większym stopniu pozostaje w nas przez całe życie. Dziecko uwielbia nagrody…

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
Reklama
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze