Jak się nie kłócić o pieniądze

Fot. IStock

Kobieta, która przekracza budżet, czyści konto, nie jest do końca świadoma, że dokonuje zemsty. Tak jak mężczyzna, który traktuje pieniądze jako narzędzie władzy i dominacji. Co tak naprawdę dzieje się między nami? Co mówi o nas i o naszych relacjach stosunek do pieniędzy – tłumaczy psychoterapeuta Benedykt Peczko.

 

Kłócimy się w parach głównie o pieniądze, seks i dzieci. Badania pokazują, że najczęściej o pieniądze.

Te kłótnie rzadko dotyczą samych pieniędzy. Pokazują napięcia i konflikty w relacji.

Jestem zła, bo nie zachwycasz się mną, więc będę suszyć ci głowę, że na nic nie starcza pieniędzy…

Gorzej: będę się mścić, uprzykrzę ci życie. Wyobraźmy sobie parę: on zarabia, ona wychowuje małe dzieci, dba o dom. On jest przepracowany, wraca późno. Może ma problemy z szefem. Przestaje zauważać i doceniać kobietę, jej starania, jej piękno. W pierwszych latach związku, gdy byli ze sobą blisko, czule, gdy zaspokajali nawzajem swoje potrzeby, pieniądze nie stanowiły żadnej kwestii; sprawnie ustalali, na co je przeznaczyć. Teraz to się zmienia. Kobieta widzi, że mężczyzna jest bierny, nie stara się. Próbuje więc – nieświadomie – zwrócić jego uwagę poprzez to, że wydaje j e g o pieniądze. Dużo wydaje, robi – jak to się fachowo mówi – niezbilansowane zakupy. Produkty tylko z górnej półki, luksusowe i dużo.

Ma satysfakcję!

Niejako wydobywa w taki sposób coś dla siebie, przynajmniej tyle zyskuje. „Jak ty jesteś taki, to ja wydam wszystkie pieniądze, wyczyszczę konto i teraz się martw, jesteś facetem, prowadzisz firmę, poradź sobie”. On orientuje się, że konto pustoszeje. To dla niego stres, zmartwienia. „Jesteś rozrzutna i nie mogę ci ufać!” Tak nakręca się spirala przemocy, biernej agresji, uprzykrzania sobie życia.

Często to mężczyzna nie może dobić się o uwagę, troskę i czułość.

Fot. IStock

I gdy nie dostaje tego, czego chce, wprowadza restrykcje, wycofuje finansowanie. Szybko znajduje racjonalne wyjaśnienie: w tym miesiącu nie mam na te wydatki, nie możesz tego kupić. To rodzaj kary, ponieważ jest zły, rozżalony.

Za co?

Często za brak seksu. To bardzo niebezpieczna sytuacja, ponieważ przeradza się w relacji w płatny seks: „Dasz, to i ja dam!”. Karanie za pomocą pieniędzy to forma rozliczenia, wyrównania. Nie mówię, o co mi chodzi, nie poruszam tego, co kluczowe, za to dokonuję rozliczenia na poziomie finansowym. „Jesteś skąpy!” „A ty nie liczysz się z pieniędzmi!” Karanie to nie wprost wyrażona złość.

„Ja zarabiam, więc ja decyduję o wydatkach!” Kolejny przejaw dominacji i władzy.

Podkreślanie: „Nie zarabiasz, nie masz pieniędzy, chyba że ci dam”. Nieznoszące sprzeciwu stwierdzenia: „Będę ci przekazywał pewne sumy, a ty będziesz się rozliczać”. To, oczywiście, poważne nadużycie w sytuacji, gdy kobieta zajmuje się dziećmi i zarządza firmą, jaką jest dom, czyli ciężko pracuje. Mężczyźni, którzy utrzymują rodzinę, często zwalniają siebie z jakichkolwiek domowych obowiązków. To kolejne nadużycie. Najczęściej nie mają pojęcia, ile czasu i energii wymagają ogarnięcie rodzinnych wątków, organizacja różnych zadań, zarządzanie czasem, troska o dom i rodzinę. Wielu takich mężczyzn chce decydować, jak ma wyglądać życie rodzinne, jak powinna funkcjonować żona, co ma kupować, a czego nie.

Taka przemoc zdarza się niejednokrotnie także wtedy, gdy i kobieta zarabia. Mężczyzna w dalszym ciągu zarządza, decyduje…

To wszystko informacje na temat ich relacji. Ostatnio pracowałem z małżeństwem, które walczyło ze sobą o to, jakie przywileje powinny przysługiwać z racji zarobków. Oboje zarabiali dużo, ona bardzo dużo, trzykrotnie więcej od męża. A więc nie musieli walczyć o przetrwanie, a jednak walczyli ze sobą. Pieniądze były tylko widocznym przejawem głębszych konfliktów, niezaspokojonych potrzeb i frustracji.

Wtedy wyraźnie widać, że walka o pieniądze to strata czasu, właściwie pogłębia konflikty. Nie jesteśmy tego świadomi?

Tak, kobieta, która przekracza budżet, czyści konto, nie jest do końca świadoma, że tak naprawdę dokonuje zemsty. Albo chce w ten sposób pozyskać uwagę mężczyzny. Co tak naprawdę dzieje się między nami? O co nam chodzi, gdy wykorzystujemy pieniądze do dominacji czy karania? Bez tej świadomości sprawy bardzo się komplikują, coraz trudniej o otwarte rozmowy. „Jesteś jak twoja matka!” „Wszyscy faceci są tacy sami!” Równia pochyła.

Istnieje – jak się wydaje – podstawowa kwestia dotycząca przyczyn nieporozumień wokół pieniędzy. To wzorce wyniesione z domów rodzinnych. Pochodzimy z różnych środowisk. Doświadczenia naszych rodziców, dziadków i poprzednich pokoleń mają na nas ogromny wpływ. Jak ten wpływ rozpoznać?

Przede wszystkim słuchać. Jakich metafor używa partner, partnerka? Co mówią o pieniądzach? Pieniądze nie rosną na drzewach? Nie leżą na ulicy? Pieniądze szczęścia nie dają? Nie ma sensu oszczędzać, trzeba wydawać, bo tracą wartość? Żaden pieniądz nie śmierdzi? Masz pieniądze, masz szacunek? Za pieniądze kupisz wszystko? To są mocno wdrukowane programy, których najczęściej nie jesteśmy świadomi. A jednak działają. Często działają bezwzględnie precyzyjnie. Jeśli mężczyzna jest przekonany, że pieniądze zdobywa się ogromnym wysiłkiem i wyrzeczeniem, będzie stale napięty w relacji z nimi.

A gdy zwiąże się z kobietą, która ma gest, jest spontaniczna i wyznaje zasadę „raz się żyje”, problemy gotowe.

Albo on lubi mieć oszczędności, planuje, nie wydaje na głupoty. A ona kocha życie, podróże, zakupy… Mają odmienną filozofię życia. „Pieniądze są po to, aby przetrwać” kontra „pieniądze służą radości, celebrowaniu obfitości”.

Co z tym robić?

Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Jakie wzorce wynieśliśmy z domu rodzinnego? Jaką wartość przypisywano pieniądzom? Mają znaczenie wszelkie pokoleniowe doświadczenia, upadłości majątkowe, nietrafione inwestycje, wyłudzenia, bankructwa, kradzieże, przegrane w grach losowych, finansowe walki w rodzinie. Te wszystkie wstydliwie ukrywane historie rzutują na nasz stosunek do pieniędzy. Kiedy o nich mówimy, poznajemy tło dziedziczonych przekonań. Łatwiej wtedy zrozumieć zachowania, reakcje, emocje. Łatwiej zrozumieć, że nasze zachowania niekoniecznie są wynikiem głupoty czy złośliwości, ale uwarunkowań. Świadomość rozświetla ciemności umysłu. To, co uświadomione, możemy zmienić, jak mówią psychoterapeuci: odkryć programy, a potem je zaktualizować.

Fot. IStock

Najlepiej, gdybyśmy takie rozmowy prowadzili już wtedy, gdy decydujemy się być razem.

Mocno nieromantyczne…

Unikamy w ten sposób wielu rozczarowań. Możemy pytać siebie nawzajem, jakie miejsce w hierarchii naszych wartości zajmują pieniądze. Im szybciej takie pytanie się pojawi, tym lepiej. Może się okazać, że dla niego pieniądze są zbyt ważne. Albo ma problem z rozstawaniem się z nimi, co wróży, że będzie w rodzinie finansowym tyranem. Kobieta z kolei może mieć w stosunku do partnera bardzo wyśrubowane wymagania. Gdy mężczyzna to wie, może zadać sobie pytanie, czy da radę sprostać tym oczekiwaniom. Jeśli w związku z takimi odkryciami pojawia się w nas niepokój, może sygnalizować nieporozumienia i problemy w przyszłości. Już na starcie mogą więc pojawić się rozbieżności. W jaki sposób poradzimy sobie z nimi? Intuicyjnie dobieramy się tak, żeby się porozumieć. Jednak nie zawsze to się udaje. A wtedy dochodzi do dramatycznych sytuacji w kwestii na przykład podziału majątku; sprawy w sądach, dzieci wzywane na świadków. Mnóstwo cierpienia.

Osobne konta. Albo jedno wspólne obsługujące rodzinny budżet, a nadwyżka finansowa na dwóch indywidualnych – do jej i jego wyłącznej dyspozycji. Takie mamy w parach pomysły na unikanie finansowych nieporozumień.

Dobrze sprawdzać, co w naszym przypadku działa. Z mojego terapeutycznego doświadczenia wynika, że najwięcej szkody robi nielojalność, ukrywanie, niekonsultowanie decyzji finansowych. Na przykład mąż wyprowadza z rodzinnej firmy dużą sumę pieniędzy na realizację nowego projektu. Nie uzgadnia tego z żoną. Projekt przepada, co mocno podkopuje finanse firmy. Ale co gorsze – podkopuje zaufanie w relacji, kobieta czuje się – co zrozumiałe – pominięta, zlekceważona. Zastanawia się, co dalej z małżeństwem, ponieważ przestała czuć się bezpiecznie.

Inny przykład: mężczyzna pożyczył bratu dużą kwotę pieniędzy bez konsultacji z partnerką. Brat nie oddaje, przeciąga spłatę, kłamie, lawiruje. „Problemy finansowe brata są dla ciebie ważniejsze niż naszej rodziny” – mówi rozżalona kobieta. Mężczyzna tłumaczy, że czuje się zobowiązany…

…że trzeba sobie pomagać, że było mu niezręcznie odmówić. Wszyscy chyba, niestety, znamy te uwikłania.

Kobieta mówi: „Rozumiem, że znalazłeś się w trudnym położeniu, tym bardziej trzeba było mi powiedzieć, zapytać”. Ta, wydawałoby się z początku, drobna nielojalność położyła się cieniem na relacji tej pary. W kwestii pieniędzy – jak w każdej innej – potrzebujemy być ze sobą szczerzy, uczciwi, otwarci i odpowiedzialni. Bo tylko w ten sposób możemy zbudować mocną, pełną zaufania więź.

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »