fbpx

Obecność obowiązkowa

Obecność obowiązkowa
fotochannels.com

Czy piekło istnieje? Jak się okazuje, to pytanie nie tylko do teologów. Bo piekło jest czymś ziemskim. Tworzymy je sobie sami. Nasze ciała żyją w piekle, bólem, stresem i chorobą reagując na myślowy matrix wytwarzany przez nasze umysły. Wszystko dlatego, że jesteśmy wiecznie nieobecni – tłumaczy psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

– Obecność podobnie jak oddychanie wydaje się rzeczą oczywistą. Dlatego pewnie tak wielkim szokiem było dla mnie odkrycie, że prawie nigdy nie jestem obecna.
– Obecność to potocznie przytomność. Świadomy kontakt z tym, co tu i teraz się nam przydarza. A najczęściej jest tak, że ciałem jesteśmy tutaj, a myślami wędrujemy gdzie indziej. Wtedy nie jesteśmy obecni. Jak odkryłaś to, że nie jesteś obecna?

Spróbowałam medytować.
– Ja tak samo. Gdy po raz pierwszy stanąłem wobec zadania, żeby choć przez pięć minut utrzymać z własnej nieprzymuszonej woli uwagę na jakimś fragmencie mojego realnego doświadczenia tu i teraz. Na przykład na oddechu. Okazało się to na początku całkowicie niemożliwe. A wydaje się takie proste.

Funkcję uwagi można porównać do szperacza, który w ciemnościach wyszukuje jakiś przedmiot i go oświetla, wydobywając na pierwszy plan. W słabiej oświetlonym tle nadal dzieje się mnóstwo rzeczy, ale nas interesuje tylko to, co jest najlepiej oświetlone naszą świadomą uwagą.

Odkryłam, że to myśli nie pozwalają mi się skupić, odciągają mnie od tego, czego tu i teraz doświadczam. Wtedy to, co akurat robię, robię machinalnie, odruchowo.
– To prawda. Myśli i emocje ściągają na siebie światło naszej świadomości i pochłaniają jej bezcenną energię. Porywają naszą świadomą uwagę i przenoszą w świat wirtualny. Bo świat myśli i wyobrażeń jest światem wirtualnym, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, z doświadczaniem tego, co się nam przydarza. Myśli zabierają nas z chwili obecnej w przeszłość, gdzie przeżywamy coś, co się już stało, i zastanawiamy się: „co by było gdyby”; albo w przyszłość, gdzie snujemy fantazje na temat tego, co się być może kiedyś wydarzy.

Ponieważ ta wyczerpująca i bezładna wędrówka myśli odbywa się w naszych głowach nieustannie i automatycznie, poszukujemy sytuacji, które otwierają uwagę na tę jedyną, niepowtarzalną chwilę naszego życia. Po to, by choć przez moment odpocząć. Stąd popularność sportów ekstremalnych. Sytuacje wymagające i niebezpieczne wywołują odruchową, silną koncentrację uwagi, a nawet potrafią przynieść chwilowe poczucie zjednoczenia się z tym, w czym uczestniczymy. Takie uczucie może się np. pojawić, gdy jedziemy ostro na nartach po wymagającym stoku. Sytuacja wymusza naszą pełną obecność w tej właśnie chwili.

Paradoks: aktywność fizyczna najlepiej angażuje umysł w przeżywanie naszego życia.
– To zrozumiałe. Na szczęście ciała nie sposób przenieść całkowicie w wirtualne światy myśli i wyobrażeń. Dlatego dzięki ciału – dzięki fizycznej aktywności – możemy się stosunkowo łatwo urealnić, złapać kontakt z tym, co rzeczywiste. Wtedy wypoczywamy. Przez chwilę wolni jesteśmy od przymusu zajmowania się naszym mózgowym spamem. Rzadkie chwile obecności, całkowitego otwarcia na wibrującą energię życia, są zarazem chwilami prawdziwego szczęścia. Gdy stajemy oko w oko z tygrysem, cały świat staje się tym tygrysem i nami.

Mówimy o tym zwykle: zapomnieć o rzeczywistości.
– Tymczasem „zapomnieć się” to być całkowicie obecnym. Tak, że zanika poczucie obserwującego, doświadczającego podmiotu. Jest tylko to, co się dzieje. Buddyści mówią, że w takiej chwili przekraczamy iluzję oddzielenia od świata i życia i związaną z nią iluzję samotności. Dlatego jest to chwila szczęścia.

Co daje uważność w kontekście stresu?
– Dla większości z nas głównym składnikiem przeżywanego stresu jest autostres. Część uwagi i energii angażujemy w nawykowe, negatywne myśli. Na przykład wyobrażamy sobie katastrofalne efekty tego, co się dzieje, albo myślimy, że nie damy rady. Oprócz obiektywnej trudności danej sytuacji musimy więc radzić sobie z dodatkowym obciążeniem produkowanym przez własny umysł. Są ludzie, którzy aż 80 procent przeżywanego obciążenia tworzą sami. Jeśli w sytuacjach trudnych potrafimy się urealnić, przywołać do rzeczywistości, działamy efektywniej, bardziej twórczo i z mniejszymi stratami.

Jak się urealnić?
– Powracać do tego, co widzimy, słyszymy, do doświadczenia oddechu. Nieprzypadkowo synonimem szaleństwa jest wyrażenie „odchodzić od zmysłów”. Na szczęście ciało i zmysły są kotwicą, która mocno trzyma nas w tym, co rzeczywiste.  

 

Foto: Andrzej Pągowski

Istnieje mit, że bycie tu i teraz oznacza nicnierobienie. Słyszy się więc: ja mam tyle roboty, nie mam na to czasu.
– Jest dokładnie odwrotnie. Tylko gdy jesteśmy w pełni obecni, możemy np. bezpiecznie poruszać się samochodem w trudnych warunkach. Ten, kto pędzi do celu, wybiegając myślami w przód, łatwiej popełni błąd. Gdy w czasie jazdy myślisz o tym, co się zdarzyło przed wyjściem z domu, albo się denerwujesz, że się spóźniasz, dodajesz sobie stresu. Tu i teraz jest tylko jechanie samochodem. Możesz więc cieszyć się tą chwilą, szybką, sprawną jazdą. Nie tracisz czasu ani energii na przeżywanie wirtualnej rzeczywistości. Wiele naszych problemów ze sobą i z życiem bierze się stąd, że nasze ciała naprawdę żyją w światach tworzonych przez nasze umysły.

Samo wyobrażanie sobie wystarczy, by ciało czuło to wszystko naprawdę?
– Istnieją zaawansowane techniki i aparatura, które umożliwiają dokładne zbadanie naszych reakcji fizjologicznych na to, co sobie wyobrażamy. Okazuje się, że gdy człowiek leży i oddycha głęboko, jego ciało się uspokaja. Spowalnia się rytm serca, spada ciśnienie, zmienia się biochemia mózgu, mięśnie się rozluźniają. Ale gdy tak samo leży i wyobraża sobie stresującą sytuację, wszystkie parametry się zmieniają. Oddech się spłyca, ciśnienie wzrasta, serce szybciej bije, mięśnie są spięte… Gdy stwarzamy sobie piekło w umyśle, nasze ciało żyje w tym piekle naprawdę. Kiedy tysiące razy przywołujemy w myślach trudny moment z przeszłości – nasze ciało przeżywa to tysiące razy tak, jakby się to działo naprawdę.

Czujemy się tak, jakbyśmy tysiąc razy dowiadywali się, że nas wyrzucają z pracy?
– A przez to tracimy ogromne ilości energii i odporność, możemy wpędzić się w chorobę. Rozwijajmy w sobie świadomość tego, że w istocie każda, nawet najdłuższa droga składa się z pojedynczych kroków. I że ten jeden krok prawie zawsze da się zrobić. Wtedy nic nas nie przerośnie. Zamiast się skupiać na jednym kroku, myślimy o tych niezliczonych krokach, które jeszcze przed nami. Dla maratończyka istnieje tylko krok i oddech, krok i oddech. Gdy chcemy przebiec maraton życia w dobrym stylu – to tak właśnie powinniśmy biec.

Ćwiczenia na obecność

Uważny oddech

Ćwiczenie świadomego oddychania z poprzedniego odcinka można łączyć z ćwiczeniem obecności. Jeśli znajdziesz w ciągu dnia spokojne 10–20 minut, usiądź prosto i wygodnie, oprzyj dłonie na podbrzuszu lub na udach, trzymaj głowę prosto, przymknij oczy, rozluźnij je, patrz w dół. Oddychaj powoli, ale głęboko i świadomie: Zacznij wdech od przepony, a po krótkiej przerwie weź drugą część wdechu, wypełniając powietrzem klatkę piersiową. Zatrzymaj na chwilę wdech, a następnie zrób swobodny i dokładny wydech. Oddychaj przez nos. Licz w myślach wydechy seriami od jednego do pięciu. Gdy doliczysz do pięciu, wracaj do jednego. Dbaj o to, żeby się nie pomylić. Jeśli się pogubisz, licz od początku. Dzięki zabiegowi z liczeniem po pięć twoja świadomość bardziej zaangażuje się w doświadczenie oddychania, a liczenie nie stanie się automatyczne. Nie oczekuj, że od razu wszystko się uda. W czasie koncentracji na oddechu będą się pojawiać myśli odciągające uwagę od oddychania.

 Nie pozwól na to. Jeśli coś cię odciągnęło od liczenia, nie oceniaj się za to, po prostu zauważ to i wróć do numeru 1. Radź sobie, wzmacniając koncentrację na oddechu, a wszelkie zakłócenia rejestruj, ale nie podążaj za nimi. Pozwalaj im odchodzić tam, skąd przyszły. Ćwiczenia w koncentracji na oddechu dobrze zaczynać w miejscach cichych i przyjemnych. Z czasem należy je wypróbowywać także w miejscach hałaśliwych, np. w przestrzeni publicznej.

Uważne jedzenie

Wykorzystaj zwiększoną zdolność do obecności i ćwicz się w uważnym wykonywaniu codziennych, nawykowych czynności. W tym samym duchu, w jakim koncentrujesz się na oddechu, skoncentruj się na jedzeniu. Nie czytaj, nie oglądaj telewizji, nie rozmawiaj podczas jedzenia. Potraktuj jeden posiłek dziennie tak, jakby to był sakrament. Celebruj go. Oglądaj, wąchaj i smakuj każdy kęs. Żuj powoli, dokładnie. Nie spiesz się z połykaniem. W podobny sposób podejdź do innych czynności, np. mycia się, sprzątania, zmywania itp.

Uważny spacer

Wybierz się czasem na uważny spacer. Po prostu idź, oddychaj, patrz i odczuwaj. Staraj się nie myśleć o innych sprawach, nie planuj, nie komentuj – umów się ze sobą, że tym wszystkim zajmiesz się po powrocie. Skup się na doświadczaniu. Popatrz na świat tak, jakbyś go widział po raz pierwszy. Zauważ, co przyciąga twój wzrok, słuchaj dźwięków, obserwuj kolory, kształty, ruch. Spróbuj odnaleźć dziecięcy zachwyt światem.