Bóg nie jest groźnym policjantem

Bóg nie jest groźnym policjantem
fot.123rf

W dzieciństwie głęboko w nas ugruntowano obraz karzącego Boga. Praktyka medytacji służy doświadczeniu fundamentalnej zmiany tego obrazu. Dopiero wtedy Dobra Nowina nabiera sensu. Kontemplowanie boskiej tajemnicy pozwala odkryć Boga bez przemocy – mówi ojciec Laurence Freeman stojący na czele Światowej Wspólnoty Medytacji Chrześcijańskiej.
Światowa Wspólnota Medytacji Chrześcijańskiej (World Community for Christian Meditation), którą ojciec kieruje, przywraca chrześcijaństwu tradycję medytacji, szczególnie zapomnianą w chrześcijaństwie zachodnim. Mamy dziś do czynienia z prawdziwym jej renesansem. Czym jest medytacja chrześcijańska?

– Przede wszystkim nie jest przywilejem garstki wybranych. U wszystkich chrześcijan istnieje potrzeba doświadczenia kontemplacji. Celem medytacji chrześcijańskiej jest dojście do jedności z Chrystusem.

Chrześcijaństwo niesie w sobie całe bogactwo różnego rodzaju modlitwy, ale słabością tradycji zachodniej jest zagubienie modlitwy medytacyjnej. Chrześcijanie zatracili ten wymiar w swoim życiu. A przecież dzięki medytacji praktyki religijne stają się czymś większym niż obowiązek określający tożsamość. Medytacja pogłębia naszą wrażliwość religijną. Medytując, odbywamy podróż od umysłu do serca. I jak każdą podróż, tak i tę lepiej odbywać z innymi ludźmi, bo otwiera nam to oczy na mistyczną tajemnicę wspólnoty. W dobie rosnącego indywidualizmu jest to olbrzymia wartość.

– Co się dzieje z psychiką osoby medytującej?

– Medytacja ma swój wymiar psychologiczny, prowadzi do uzdrowienia, choć nie należy jej utożsamiać z psychoterapią. Pierwsi chrześcijanie mówili o Jezusie jako o najlepszym nauczycielu. Przecież On ciągle pyta: Czego i kogo szukasz? To podstawowe pytania dotyczące każdego z nas, pozwalające nam zyskać samoświadomość. Jeden z Ojców Pustyni mawiał: Ważniejsze jest posiąść wiedzę o samym sobie, niż czynić cuda.

– Czy medytacja jest jakąś lepszą formą modlitwy od innych?

– W medytacji przekraczamy własne ego. Samo w sobie nie jest ono niczym złym, jest nam przecież potrzebne do prawidłowego funkcjonowania w świecie. Problem pojawia się, gdy rozrasta się ono nadmiernie, gdy zaspokojenie jego potrzeb staje się celem i sensem życia. Również modlitwa nie polega na zadowoleniu własnego ego. Nie powinniśmy się modlić po to, by zyskać uznanie w oczach innych. Tak bardzo brakuje nam dziś ciszy i skupienia. A przecież Jezus mówił: Ograniczajcie słowa, bo wasz Ojciec wie, czego wam trzeba, zanim powiecie.

– Czy medytacja przynosi tę brakującą ciszę?

– Efektem medytacji jest uspokojenie umysłu i cisza wewnątrz serca. Dzięki medytacji stajemy się bardziej empatyczni i wrażliwi, potrafimy mocniej kochać, bo jej praktyka otwiera na drugiego człowieka. Medytacja uwalnia nas od resentymentów, gniewu, lęków, pozwala uporać się z raniącymi doświadczeniami z przeszłości, a tym samym uwalnia od strachu o przyszłość. Uczy, jak być tu i teraz. Ojciec John Main, odnowiciel tradycji medytacji chrześcijańskiej, mawiał: Najpierw bądź, potem działaj. Medytacja chrześcijańska ma wszystkie cechy modlitwy, której uczy nas Jezus – a więc jest wewnętrzna, cechuje ją oszczędność słów, wolność od niepokoju, skupienie na chwili obecnej i koncentracja na jednym obiekcie – w tym wypadku jest to mantra Maranatha. [„Przyjdź, Panie” po aramejsku – przyp. red.].

– Powszechnie mówi się dziś o postępującej ateizacji Europy. Badania wykazują, że gdyby uśrednić nasz kontynent pod względem religijnym, to chrześcijanie stanowiliby jedynie 60 proc. Skąd ten spadek znaczenia społecznego Kościoła?

– Wielu ludzi opuściło Kościół, ale nadal odczuwa duchowy głód i próbuje go zaspokoić poza wszelkimi instytucjami. Korzenie kryzysu, który dotyka dziś Zachód, sięgają kryzysu duchowości, a więc i jego rozwiązania siłą rzeczy trzeba szukać w duchowości. Obserwuję świat biznesu z niepokojem z powodu wartości, które propaguje. Na szczęście dostrzegam też wielu ludzi biznesu, dla których działalność zawodowa nie tylko nie stoi w sprzeczności z rozwojem duchowym, lecz jest z nim nierozerwalnie związana. Znaczenie duchowości zaczyna być też podnoszone w świecie medycznym, gdzie zauważono, że medytacja zmienia w korzystny dla człowieka sposób parametry fizjologiczne jego ciała. Również w więziennictwie i szkolnictwie, gdzie mamy do czynienia z dużymi kryzysami, ludzie zastanawiają się, jak je pokonać za pomocą doświadczenia duchowego. W Singapurze, Kalifornii czy Hiszpanii zorganizowano grupy medytacyjne dla więźniów.

WCCM zainicjowało w Australii medytację dla dzieci – to pojedyncza inicjatywa czy początek większego przedsięwzięcia?

– Najlepsze, co możemy zrobić dla przyszłości świata, to rozpocząć głębsze formowanie duchowe dzieci. One dzisiaj szczególnie tego potrzebują, ponieważ są poddawane olbrzymiej sile komercji, która chce je przerobić w bezwolnych konsumentów. Dzieci są zagubione i bezbronne wobec agresji takich usiłowań. Na szczęście z natury są skłonne do medytacji. Zainicjowany przez nas w Australii program jest bacznie obserwowany przez wielu ludzi w Kościele. W zeszłym roku wydaliśmy DVD i książkę o tym, jak prowadzić medytację dla dzieci i jak je w nią wprowadzać. Wiem, że obecnie trwają prace nad tłumaczeniem polskiego wydania.

Był ojciec kilkakrotnie w Polsce. Ostatnio w listopadzie ubiegłego roku na corocznych dniach skupienia Meditatio połączonych z promocją książki „Dobre serce”, która jest zbiorem komentarzy Jego Świątobliwości Dalajlamy do wybranych fragmentów z Ewangelii. Jakie są ojca wrażenia na temat polskiej religijności?

– Na całym świecie Kościół przeżywa dziś głęboki kryzys, bo musi na nowo odnaleźć swoje miejsce i misję, którą ma do spełnienia. Wydaje mi się, że w polskim Kościele sytuacja jest szczególnie skomplikowana. Panuje w nim wiele złości, co przypomina dawną sytuację w Kościele irlandzkim. Ludzie czują chyba, że w jakimś sensie spotkał ich zawód ze strony Kościoła. Obserwując sytuację z zewnątrz, odnoszę wrażenie, że jest w nim silny konflikt. Dla mnie rozwiązaniem byłoby rozpoczęcie pracy duchowej, modlitwy kontemplacyjnej. To jednak będzie długa i ciężka praca. Potrzeba teraz kilku oddanych tej sprawie ludzi i od tego może wszystko zacząć wzrastać. To czas, w którym można się poparzyć, ale wzrost nigdy nie dokonuje się bezboleśnie i bezproblemowo.

Na świecie większość sesji medytacyjnych WCCM prowadzą osoby świeckie…

– Przeważająca liczba kontemplatyków, których spotykam, to cywile. I bardzo się z tego cieszę, bo przyszłość Kościoła katolickiego zależy od zwiększonej roli laikatu i kontemplacji. Warto też zwrócić uwagę na to, że połowę komitetu WCCM stanowią kobiety.

Od 2007 r. również w Polsce istnieje grupa Światowej Wspólnoty Medytacji Chrześcijańskiej. Jednak wśród wielu osób w Polsce medytacja chrześcijańska budzi pewne obawy, że jest obca naszej tradycji kulturowej i religijnej, a w związku z tym może być niebezpieczna.

– Jak większość uprzedzeń tak i to wynika z braku wiedzy na dany temat. Odpowiedzią może być jedynie edukacja poprzez informację. W świecie taka podejrzliwość występowała 20, 30 lat temu. Dziś tamte społeczeństwa mają już większą świadomość, że medytacja chrześcijańska stanowi część naszej tradycji. W Polsce nie jest tak powszechna i popularna, dlatego pewne zjawiska zachodzą z opóźnieniem. Pytano mnie nawet, czy medytacja na pewno jest katolicka. Odpowiadam, że tak, jeśli katolicyzm jest chrześcijański (śmiech).

Nadal fundamentem chrześcijaństwa jest pojęcie karzącego nas Boga, cała pedagogika strachu. Powszechny obraz Boga to groźny policjant. Negatywne obrazy Boga wpojone nam w dzieciństwie głęboko tkwią w naszej psychice. I nawet jeśli na poziomie intelektualnym je zmienimy, to nadal są obecne w naszym odczuwaniu. Praktyka medytacji pozwala doświadczyć zmian tego obrazu na głębokim poziomie. Dopiero wtedy Dobra Nowina nabiera sensu. Kontemplatywna wizja Boga to wizja bez przemocy. Poprzez medytację otwieramy się na bogactwo tajemnic nauczania Jezusa, a Jego nauka mówi nam: wasz Ojciec Niebieski jest jak słońce, które świeci jednakowo na wszystkich. Jest dobry dla wszystkich.

OJCIEC LAURENCE FREEMAN urodził się w Londynie w 1951 roku.Pracował w ONZ, bankowości i jako dziennikarz, aby ostatecznie wstąpić do klasztoru Benedyktynów opactwa Ealing. Wraz z ojcem Johnem Mainem zakładał pierwsze Centrum Medytacji Chrześcijańskiej w Londynie oraz klasztor w Montrealu, który zainspirował jeden z nurtów odnowy kontemplacyjnej w Kościele. Kieruje Światową Wspólnotą Medytacji Chrześcijańskiej, która działa również w Polsce (www.wccm.pl). Nakładem wydawnictwa Homini ukazały się jego książki: „Praktyka medytacji chrześcijańskiej” (2004),
„Medytacja chrześcijańska. Twoja codzienna praktyka” (2006), „Jezus – wewnętrzny Nauczyciel” (2007), „Pielgrzymka wewnętrzna. Podróż medytacyjna” (2007).