1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Głowa pełna pyłu. Co badacze mówią o smogu i jak się przed nim bronić?

Głowa pełna pyłu. Co badacze mówią o smogu i jak się przed nim bronić?

Smog szkodzi nie tylko zdrowiu - truje także nasze mózgi. (Fot. iStock)
Smog szkodzi nie tylko zdrowiu - truje także nasze mózgi. (Fot. iStock)
W to, że zanieczyszczone środowisko szkodzi zdrowiu, chyba nikt już nie wątpi. Jak się okazuje, smog truje także nasze mózgi. Co mówią o tym badacze?

Jesienią 2019 roku w magazynie naukowym „Epidemiology” ukazały się wyniki badań przeprowadzonych na Uniwersytecie McGilla w Montrealu, które jako pierwsze wskazują na wzrost zachorowań na raka mózgu w związku z zanieczyszczeniem powodowanym przez motoryzację. Autor badania Scott Weichenthal wskazuje, że osoby przebywające cześciej w centrum miasta, czyli narażone na podwyższone działanie ultradrobnych cząstek (o średnicy mniejszej niż 100 nanometrów) powstających podczas spalania paliwa w samochodach, są o 10 proc. bardziej podatne na zachorowanie na nowotwór mózgu. Naukowiec wyjaśnia, że nawet jeśli wzrost procentowy nie robi aż takiego wrażenia, to w skali całego społeczeństwa sprawa jest bardzo poważna. Weichenthal oparł swoje wnioski na analizie blisko dwóch milionów przypadków kanadyjskich pacjentów z lat 1991–2016. Jak podkreśla, nie chodzi mu o straszenie ludzi, ale o uświadomienie, że należy minimalizować przebywanie w pobliżu zatłoczonych arterii.

Na szkodliwy wpływ smogu na stan mózgu zwraca uwagę także Światowa Federacja Neurologów. Podczas jej kongresu w październiku 2019 roku pojawiła się hipoteza, że zanieczyszczone powietrze stymuluje rozwój chorób neurodegeneracyjnych, takich jak choroba Parkinsona czy Alzheimera. Naukowcy wiążą ten efekt z występowaniem drobnych pyłów w atmosferze, którymi oddychamy, oraz działaniem neurotoksyn obecnych w naszej diecie. Działając na system nerwowy, nie pozostają obojętne dla zdrowia psychicznego. Zwłaszcza w przypadku dzieci  może to opóźnić rozwój funkcji poznawczych i doprowadzić do zaburzeń autystycznych. Neurolog z Huston dr Gustavo Roman twierdzi, że  prawdopodobieństwo wystąpienia autyzmu u dzieci może wzrosnąć nawet czterokrotnie, jeśli w pierwszych miesiącach ciąży matka cierpiała na niedoczynność tarczycy,  często związaną z zaburzeniami hormonalnymi wywołanymi m.in. pozostałościami pestycydów w żywności.

Ciekawe i równie niepokojące są tezy wynikające z testów poznawczych przeprowadzonych w Chinach w latach 2010–2014. W badaniu wzięło udział 20 tys. osób, a jego rezultaty zostały ogłoszone jesienią 2018 roku w czasopiśmie naukowym „Proceedings of the National Academy of Sciences” (wydawanym przez amerykańską akademię nauk). Krótko mówiąc, z publikacji wynika, że pod wpływem smogu głupiejemy. Efekt ten wzrasta wraz z poziomem zanieczyszczenia i jest zwłaszcza widoczny u osób starszych. Bardziej podatni na niego wydają się również mężczyźni i osoby, które dużo pracują na zewnątrz.

Co więcej, zanieczyszczone powietrze nie tylko obniża naszą inteligencję, ale i moralność. Takim odkryciem na łamach czasopisma „Psychological Science” rok temu podzielili się ze światem naukowcy z Uniwersytetu Columbia. Po dziewięciu latach analiz danych atmosferycznych i poziomu przestępczości w ponad 9,3 tys. miast amerykańskich (i uwzględnieniu potencjalnych czynników społecznych) badacze doszli do wniosku, że wzrost zachowań przestępczych i niemoralnych (kradzieże, napady, włamania) jest skorelowany z rosnącym poziomem zanieczyszczenia powietrza. W czasie eksperymentu zauważyli oni również większą skłonność uczestników do oszukiwania, jeśli przebywają w zanieczyszczonym środowisku. Jak przewidują – może być to efekt podwyższonego poziomu lęku u osób narażonych na działanie smogu.

Wyniki badań opublikowane we wrześniu 2019 roku w magazynie naukowym „Environmental Health Perspective” wskazują na potencjalną zależność między smogiem a wzrostem zaburzeń psychicznych oraz depresji u dzieci. Naukowcy z uniwersytetu w Cincinnati i tamtejszego szpitala dziecięcego przeanalizowali przypadki chorób pod kątem koncentracji pyłów drobnych PM2,5 (docierają do pęcherzyków płucnych, skąd mogą trafić do krwiobiegu i rozprzestrzenić się po całym organizmie) w miejscu zamieszkania pacjentów i zaobserwowali, że w dniach, w których zanieczyszczenie było najwyższe, ujawniło się najwięcej przypadków schizofrenii, a problemy adaptacyjne i myśli samobójcze dominowały z kolei dwa dni później. To samo badanie pozwoliło też zauważyć, że dzieci ze środowisk dysfunkcyjnych, ubogich czy mających mniejszy dostęp do opieki zdrowotnej są bardziej podatne na efekty gwałtownych wzrostów zanieczyszczenia, zwłaszcza na stany lękowe i myśli samobójcze.

Jak się nie dać udusić?

  • sprawdzaj stan czystości powietrza, np. na airly.eu/map/pl/ i w miarę możliwości dostosuj do niego swoje wyjścia z domu;
  • ustaw rośliny oczyszczające powietrze w pomieszczeniach, w których przebywasz, np. skrzydłokwiaty, paprotki, aloesy, draceny, bluszcze;
  • używaj oczyszczaczy powietrza z dobrym filtrem;
  • unikaj palenia kadzidełek i świec parafinowych, zwłaszcza w zamkniętych pomieszczeniach, wybieraj świeczki z wosku pszczelego lub sojowego;
  • ograniczaj jazdę samochodem w korkach (według badań opublikowanych w 2017 w czasopismie „Lancet” pasażerowie i kierowcy samochodów są najbardziej narażeni na wdychanie zanieczyszczonego powietrza);
  • ruszaj się – aktywność fizyczna redukuje szkodliwe skutki smogu;
  • jeśli ogrzewasz pomieszczenia kominkiem, wybieraj odpowiednio wysuszone drewno i spalaj je szybko;
  • dbaj o dobry stan wentylacji we wszystkich pomieszczeniach w mieszkaniu;
  • zrezygnuj ze spacerów z psem w pobliżu ulic, pamiętaj, że jego nos znajduje się mniej więcej na poziomie wylotu rury wydechowej w samochodzie;
  • odpowiednio się odżywiaj: zadbaj, aby w twojej diecie nie zabrakło kwasów omega-3, witamin C, E oraz B6 i B12 – niwelują efekt stresu oksydacyjnego, który zaburza naturalną równowagę między wolnymi rodnikami a antyoksydantami.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Aktywności fizycznej potrzebuje nie tylko ciało, ale i mózg

Regularne uprawianie sportu obniża cynizm i neurotyczność, wzmacnia poczucie więzi z innymi, ponadto wzmacnia siły twórcze. (Fot. iStock)
Regularne uprawianie sportu obniża cynizm i neurotyczność, wzmacnia poczucie więzi z innymi, ponadto wzmacnia siły twórcze. (Fot. iStock)
Aktywności fizycznej potrzebuje nie tylko nasze ciało, ale i mózg, któremu dziś o wiele częściej brak gimnastyki niż analiz i zagadek logicznych. Zatem im bardziej czujesz się zapracowany, zestresowany i zmęczony – tym więcej się ruszaj.

Lęki, troski, zmartwienia nie zależą wcale od tego, co nam się przytrafia, a od tego, jak zareaguje na to nasz mózg, który jest głównym regulatorem dobrego samopoczucia fizycznego i psychicznego. A mózg potrzebuje nie tylko treningu umysłowego, ale i ćwiczeń fizycznych.

„Pomimo wszystkich korzyści materialnych, jakie dał nam osiadły tryb życia, tkwi w nas pewien niepokój, poczucie niespełnienia” – brzmi motto książki „W zdrowym ciele zdrowy mózg” napisanej przez szwedzkiego psychiatrę Andersa Hansena. Owo poczucie niespełnienia, wewnętrzne rozedrganie dotyka coraz młodszych ludzi. Lekarze, psychiatrzy i terapeuci od lat szukają przyczyn pogarszającej się kondycji fizycznej i psychicznej swoich pacjentów. Powstają nowe jednostki chorobowe, takie jak tężyczka, fibromialgia, Hashimoto, których objawy są w zasadzie bardzo podobne: chroniczne zmęczenie, brak sił witalnych, problemy z pamięcią i koncentracją, okresowe spadki energii, mgła umysłowa, niska odporność na stres albo ataki paniki. Pogarszające się samopoczucie, brak diagnozy i bezradność prędzej czy później doprowadzają zdesperowanego człowieka do gabinetu psychiatry albo psychoterapeuty. Dobrze dobrany antydepresant czy lek przeciwlękowy mogą poprawić komfort życia, ale poczucie oddzielenia: „głowa swoje, a ciało swoje” – pozostaje. Nadmierne obciążenie układu nerwowego przy jednoczesnym zmniejszeniu aktywności układu ruchowego to największa bolączka naszych czasów. Siedzący tryb życia i przeżywanie go – w dużym stopniu – w myślach, zamiast realizowania w działaniu, prowadzą do tego, że mózg staje się coraz bardziej niespokojny i szybciej się starzeje.

W ruchu

Pierwsze komórki mózgowe powstały 600 milionów lat temu. Prawdopodobnie miały koordynować ruchy prymitywnych zwierząt, co oznacza, że podstawowa funkcja pierwotnych neuronów była związana z poruszaniem się. Być może najważniejszym zadaniem mózgu jest skłonić nas do ruchu, a nie do myślenia. Bezruch sprawia, że nasz mózg powoli umiera.

Autor wspomnianej książki przytacza badania 60-latków, z których jedna grupa kilka razy w tygodniu chodziła na spacery, a druga wykonywała spokojne ćwiczenia, w czasie których ich puls nie przyspieszał. Okazało się, że spacerowicze mieli nie tylko lepszą kondycję, ale ich mózgi pracowały bardziej efektywnie (co potwierdzono w trakcie rozwiązywania testów psychologicznych). Zaobserwowano, że wzmocniły się połączenia pomiędzy różnymi płatami mózgu, a to poprawia jego efektywność. Hipokamp – część mózgowia odpowiedzialna przede wszystkim za pamięć i odczuwanie emocji, wręcz się zwiększa. Hansen pisze, że codzienny spacer zmniejsza ryzyko demencji o 40 proc. Jest o wiele istotniejszy niż krzyżówka, nie tylko jako ochrona przed otępieniem, lecz także jako czynnik poprawiający nasze zdolności poznawcze. No cóż, już Hipokrates powiedział, że najlepszym lekarstwem dla człowieka jest chodzenie.

Jak plastelina

Mózg rozwija się przez całe życie. To efekt neuroplastyczności, czyli zdolności tkanki nerwowej do tworzenia nowych połączeń, mających na celu ich reorganizację, adaptację, zmienność i samonaprawę oraz procesy uczenia się i pamięć. Badania nad neuroplastycznością mózgu pokazały, że niewiele rzeczy stymuluje ją równie skutecznie jak aktywność fizyczna – już 20–30 min ruchu dziennie poprawia podatność mózgu na zmiany. Jednym z mechanizmów odpowiedzialnych za ten proces jest GABA – aminokwas, który działa w mózgu jak hamulec spowalniający jego nadaktywność. Mniej aktywny mózg staje się bardziej elastyczny i podatny na reorganizację.

Regularna aktywność fizyczna uczy także nasz organizm „wyważonej” reakcji na stres. To dlatego, że podczas regularnych treningów, które dla organizmu są również w pewien sposób źródłem niepokoju, kortyzol (hormon stresu) wytwarza się stopniowo, w coraz mniejszej ilości przy każdym kolejnym treningu, a po jego zakończeniu spada do poziomu niższego niż przed ćwiczeniami, co powoduje normalizację wydzielania kortyzolu także w innych sytuacjach stresowych.

Aktywność ruchowa dobrze działa również na na płat czołowy, a bardziej aktywny płat czołowy sprawia, że w nagłej sytuacji reagujemy mniej emocjonalnie i mniej irracjonalnie. Lepsza integracja płata czołowego z ciałem migdałowatym (odpowiadającym za emocje) prowadzi do lepszego zarządzania emocjami w obliczu trudnych wyzwań.

Odporność na stres zwiększa także masa mięśniowa, ponieważ mięśnie pełnią funkcję oczyszczalni, która uwalnia organizm od szkodliwych substancji trafiających do krwiobiegu w sytuacji walki lub ucieczki, tzw. chemii stresu. Jedną z nich jest kinurenina – niebezpieczny dla mózgu metabolit. Zatem im bardziej czujesz się zapracowany, zestresowany, zmęczony psychicznie i fizycznie – tym więcej i częściej się ruszaj.

Bieg o przetrwanie

Owo wspomniane wcześniej wewnętrzne rozedrganie, napięcie czy poczucie niespełnienia to… efekt niespokojnego mózgu. Ponieważ do jego podstawowych zadań należy zapewnienie nam przetrwania, wszystkie zmysły nastawione są na wytropienie potencjalnego niebezpieczeństwa. Mózg wzbudza się, gdy tylko „zwietrzy” zagrożenie, i uspokaja pod wpływem ruchu, bo ruch zwiększał szanse człowieka na przeżycie. Tak to wymyśliła natura i pomimo rozwoju cywilizacji, niewiele się w tej sprawie zmieniło. Nie musimy już uciekać przed groźnym dinozaurem ani polować, żeby zdobyć pożywienie, jednak nadal kiedy biegamy (nawet po bieżni w siłowni), mózg interpretuje aktywność właśnie w taki sposób: robisz coś, by zwiększyć szanse na przetrwanie – zatem twój niepokój i stres się zmniejszają.

Zaburzenia lękowe są efektem zbyt dużej aktywności układu stresowego w mózgu i dostrzeganiu przez ciało migdałowate nieistniejącego zagrożenia. Intensywne ćwiczenia fizyczne wzmacniają mechanizmy hamujące niepokój, które wyciszają ciało migdałowate, obniżając poziom lęku. Odwrażliwiają nasz organizm na podwyższone tętno, które występuje zarówno w trakcie reakcji lękowych, jak i ćwiczeń fizycznych. Uczymy się, że przyspieszona akcja serca i oddech nie muszą być niczym niebezpiecznym. Po intensywnym ruchu odczuwamy spokój i dostajemy nagrodę w postaci endorfin i dopaminy, czyli hormonów zadowolenia i szczęścia. Jeśli cierpisz na ataki paniki, koniecznie zacznij ćwiczyć, ale najpierw powoli i spokojnie, stopniowo podnosząc poprzeczkę tak, by przyzwyczaić swój organizm do wysiłku i odczuć zmiany w ciele z nim związane.

Z badań przytoczonych w książce „W zdrowym ciele zdrowy mózg” wynika, że w depresji aktywność fizyczna może przynosić takie same efekty jak antydepresanty – podnosi poziom serotoniny, noradrenaliny i dopaminy. Poza tym regularna aktywność ruchowa zmniejsza ryzyko nawrotu. Najskuteczniejszą formą ruchu okazuje się bieganie: minimum 30 minut, najlepiej trzy razy w tygodniu. Można zacząć od spaceru, stopniowo zwiększając jego czas i intensywność. Jest tylko jedno „ale”… samo podniesienie poziomu neuroprzekaźników (za pomocą antydepresantów czy ruchu) to za mało. Cudownym „lekarstwem” na depresję, młodość i poprawę funkcji poznawczych jest tak naprawdę BDNF – substancja wytwarzana przez mózg, m.in. w korze mózgowej i hipokampie. Chroni neurony, zapobiega niszczeniu komórek, uczestniczy też w powstawaniu nowych. Wzmacnia połączenia między neuronami, wpływa na zdolność uczenia się i pamięć. Oczywiście poziom BDNF podwyższa aktywność ruchowa, szczególnie wtedy, gdy nasze tętno znacząco przyspiesza.

Wrażliwy, bo solidny

Ale to nie wszystko. Regularne uprawianie jakiejś aktywności sportowej zmienia podstawowe cechy osobowości, np. obniża cynizm i neurotyczność, zwiększa poczucie więzi z innymi. Wzmacnia także siły twórcze; japoński pisarz Haruki Murakami podobno wstaje o czwartej rano, pracuje do dziesiątej, potem je lunch, przebiega 10 km i pływa, popołudnie przeznacza na czytanie i słuchanie muzyki. Twierdzi, że siła fizyczna czerpana z treningu jest równie ważna jak wrażliwość artystyczna. I kreatywność, na którą większy wpływ od zmiany otoczenia ma właśnie spacer i bieg. Podczas intensywnego ruchu zwiększa się przepływ krwi w naszym mózgu, a to potęguje zdolności poznawcze. Jeśli jednak ruch jest zbyt intensywny, krew zostaje przekierowana z mózgu do mięśni.

Wszyscy zgadzamy się z tym, że ruch to nie tylko aktywność fizyczna. Jeśli trzy razy w tygodniu przebiegasz 10 km, a pozostały czas spędzasz przed monitorem komputera albo w fotelu, efekty zdrowotne treningów znacznie się obniżają. Mózg zbyt długo zajęty myśleniem, ale też „bezmyśleniem” (np. przed telewizorem), do tego pozostający w bezruchu, zaczyna się niepokoić. Ruch to także na przykład cogodzinne przerwy od pracy i krzątanie się po domu. Podobnie jak praca na przemian w fotelu i na stojąco, np. przy biurku, przy którym można stać. Regularne „wychodzenie z głowy” i wracanie do ciała; obserwacja oddechu, skanowanie ciała czy choćby rozprostowywanie nóg.

Każdy najmniejszy ruch jako przeciwwaga do aktywności umysłowej przywołuje nas do ciała, ożywia je, przenosi uwagę z myślenia na czucie, uwalnia emocje i pozwala zrealizować podstawową potrzebę człowieka – potrzebę przyjemności.

To działa!

Ruch jest najprostszym, najskuteczniejszym i najłatwiej dostępnym lekarstwem na bolączki ciała, umysłu i duszy we współczesnym świecie. Pamiętaj, że:

  • trening kondycyjny jest bardziej skuteczny niż trening siłowy, czyli: szybki marsz, bieganie, jazda na rowerze, skakanka czy wspinaczka - ważne, by tętno było szybsze niż normalnie;
  • najlepiej zacząć od 20-minutowego treningu, stopniowo zwiększając czas i intensywność ćwiczeń;
  • warto raz w tygodniu dać sobie porządnie w kość, np. wybierając trening interwałowy - tj. krótkotrwałe intensywne ćwiczenia na przemian z lżejszymi;
  • najlepiej ćwiczyć regularnie, min. dwa, trzy raz w tygodniu;
  • jeśli z jakiegoś powodu nie możesz intensywnie trenować, to przynajmniej codziennie spaceruj.

Polecamy: „W zdrowym ciele zdrowy mózg”, Anders Hansen, wyd. Znak

  1. Zdrowie

Woda - źródło życia

fot. istock
fot. istock
Zespół chronicznego zmęczenia, syndrom wypalenia, zespół nieszczelnych jelit – są badacze, którzy twierdzą, że to skutek intensywnej pracy w nowoczesnych biurowcach w obecności smogu elektromagnetycznego. Jak z tym walczyć? Napijmy się strukturalnej wody.

– Kiedyś mieliśmy Dziadka Mroza, który malował na szybach kwiaty. Można je było podziwiać jeszcze w latach 60. i 70. – mówi dr Grażyna Pająk, hydrobiolog, endoekolog. – Dziś, gdy jadę tą samą ulicą, choć część okien ma nadal stare drewniane, skrzynkowe ramy, a mieszkania są ogrzewane piecami, na szybach nie ma już malunków.

Mówi się, że to za sprawą szczelniejszych okien, innego typu ogrzewania itp. Prawdziwym powodem jest zmiana częstotliwości pól elektromagnetycznych w środowisku, które wywołują urządzenia emitujące sztuczne fale elektro­magnetyczne, na przykład: maszty komunikacyjne, przekaźniki telewizyjne, stacje radiolokacyjne, stacje transformatorowe, linie wysokiego napięcia, nadajniki GPRS, słupy wysokiego napięcia, a także wykorzystywane przez nas wszystkich każdego dnia urządzenia zasilane energią elektryczną emitujące sztuczne pola elektromagnetyczne (EM). Te pola, nakładając się na siebie, tworzą właśnie smog elektromagnetyczny (SM), który wpływa na strukturę wody w ten sposób, że przestaje ona być krystaliczna. I z okien, szyb samochodów nie zdrapiemy już śnieżynek. Chyba że w czasie mrozu zaparkujemy w puszczy, tam karoseria zaskrzy się jak posypana gwiazdami. W mieście auto będzie wyglądało jak opakowane w lodowe pleksi.

Dobre słowa

Woda w naturze buduje kryształy. Gdy jest zanieczyszczona smogiem elektromagnetycznym, jej atomy układają się chaotycznie. Japoński badacz, doktor medycyny alternatywnej Masaru Emoto, autor m.in. „Wody. Obrazu energii życia”, eksperymentował z wodą, a potem ją zamrażał i fotografował stworzone przez nią struktury. Wodę pochodzącą z tego samego źródła poddawał wpływowi różnych, wydawać by się mogło, nieistotnych czynników, na przykład stawiał obok głośników, z których płynęła muzyka Beethovena, Mozarta albo heavy metal. Wyjątkowo symetryczne i piękne kryształy, przypominające śnieżynki, tworzyła woda, która słuchała muzyki klasycznej. W przypadku heavy metalu było inaczej – nie miała harmonijnych struktur. Masaru Emoto naklejał także na pojemniki z wodą napisy o różnym zabarwieniu emocjonalnym: „wdzięczność”, „wrogość” itp. Po zamrożeniu okazywało się, że obrazy wody były inne. Jeśli damy mu wiarę, to dajmy ją i mądrości ludowej, która głosi, że woda ma pamięć. Ale nawet jeśli w to nie uwierzymy, urzeknie nas niezwykłością kształtów struktura wody, którą poddano energii słów „miłość” i „wdzięczność”.

– W „Trylogii” Sienkiewicza pewna kobieta mówi do mężczyzn: „Przestańcie się kłócić, bo mi się woda w wiadrze zepsuje” – wspomina dr Grażyna Pająk. – Nie mogłam tego zdania zrozumieć przez lata, tym bardziej że gdy pracowałam w zakładzie naukowym, obowiązywał paradygmat molekularny, na którym oparta jest uniwersytecka nauka. I dopiero kiedy zrozumiałam, że świat można wyjaśnić dzięki fizyce, która uznaje, że wszystko jest energią, jaśniejsze stało się dla mnie, jak funkcjonuje natura, nasze organizmy i co dzieje się z Dziadkiem Mrozem. Teraz mogę metaforycznie powiedzieć, że woda ma pamięć, że jest z nią podobnie jak z nami. Dobre słowa nas prostują, radują, sprawiają, że rośnie nasza energia i nabieramy blasku. Słowa pełne agresji niszczą, pod ich wpływem kurczymy się, źle się czujemy, chorujemy.

Czemu się tak dzieje? Otóż dzięki właściwej informacji poprawia się struktura wody w naszym ciele. A przecież w ok. 70 proc. jesteśmy zbudowani z wody.

– Z  japońskich i koreańskich badań wynika, że agresja i krytyka nasilają procesy utleniania i gnicia. Natomiast radość, miłość i szczęście sprzyjają procesom redukcji i fermentacji, ułatwiającym regenerację i oczyszczanie. Przecież coraz częściej mówi się o tym, że nasze mózgi mają udział nie tylko w percepcji otaczającego nas świata, lecz także w tworzeniu nowej rzeczywistości – mówi dr Pająk.

Holistyczna jedność świata

– W pierwszej połowie XX wieku prof. Aleksander Gurwicz, rosyjski biolog, odkrył doświadczalnie, że woda w naczyniach ze szkła kwarcowego może się komunikować. Udowodnił, że jeżeli do naczynia z wodą destylowaną włożymy naczynie z wodą źródlaną o wysokich wibracjach, to woda destylowana przejmie drgania źródlanej – mówi dr Pająk.

Nauka oparta na paradygmacie chemicznym nie wyjaśni, jak to się dzieje, bo skoro do wody nie dolewamy lub nie dosypujemy niczego, to nie powinna się zmieniać. Ale zgodnie z fizyką kwantową, według której wszystko jest energią i informacją, taka zmiana jest możliwa. Badania w Austrii pokazały, jak bardzo dotyczy to także relacji między człowiekiem a wodą. I oto pijąc 100 ml wody strukturalnej o wyższych wibracjach, możemy przenieść jej drgania i wzmacniać obieg energii w ciele. Działa tu ta sama zasada przenoszenia wibracji.

Ponad 20 lat temu, robiąc badania w jednej z placówek naukowych, przekonałam się, że woda w naturalny sposób sama się oczyszcza. Badając próbki wody pobrane ze zbiornika zaporowego bezpośrednio po burzy, w trakcie której woda intensywnie falowała, widziałam, że samoczynnie się oczyszczała, odzyskiwała właściwą strukturę. Nikt z nas nie wiedział, dlaczego po kilku godzinach znikały z niej komórki glonów wraz z pancerzykami okrzemek, a w zamian pojawiały się miliony bardzo drobnych, nieoznaczalnych wówczas struktur. Dopiero po latach zrozumiałam ten proces, gdy rosyjscy i austriaccy naukowcy potwierdzili, że w wodzie o właściwych wibracjach pojawia się pikoplankton – bardzo drobne bakterie, które samoczynnie ją oczyszczają. Po takiej burzy pikoplankton namnażał się w naturalny sposób, a wówczas zbiornik sam się oczyszczał – opowiada dr Pająk.

Zjawisko samoczynnego oczyszczania zachodzi też, kiedy woda w rzece płynie, pokonując przeszkody, wędrując od brzegu do brzegu. Jeśli brzegi są wybetonowane, proces ten jest ograniczony. Wodzie potrzebna jest swoboda, przepływ przez naturalne koryto, wpadanie w ruch wirowy, napowietrzenie. Niegdyś wodę czerpano wprost ze źródła lub studni. W starożytnym Rzymie płynęła rynnami, które gwarantowały jej swobodny przepływ, co pozwalało zachować życiodajną energię. Współcześnie w rurach, pod wpływem ciśnienia, struktury informacyjne wody ulegają zniszczeniu, a zawartość tlenu jest mniejsza niż w naturalnym środowisku.

Człowiek zagraża śnieżynce

Tempo rozwoju współczesnej cywilizacji jest ogromne, wielokrotnie przerasta szybkość ewolucji. Nasze organizmy nie mają aż takich zdolności adaptacyjnych, by za tymi zmianami w środowisku nadążyć. Już pod koniec XX wieku prof. Ulrich Warnke w książce „Ryzyko utraty zdrowia” pisał, że wchodzimy w wiek wysokiej techniki, mając strukturę człowieka pierwotnego. Jednak większość ludzi nie widzi zależności między środowiskiem a zdrowiem – mówi dr Pająk. Tymczasem żyjemy w skrajnie nienaturalnym środowisku. Wykorzystujemy wiele urządzeń zasilanych energią elektryczną, które emitują sztuczne pola elektromagnetyczne. Źródłem promieniowania elektro­magnetycznego są kuchenki elektryczne, komputery, telefony komórkowe, telewizory, radia itp. Życie spędzamy dziś w smogu elektromagnetycznym, który rozsiewają sieć elektryczna i wszystkie urządzenia wytwarzające fale elektromagnetyczne o wysokiej częstotliwości, o działaniu ciągłym i impulsowym. Skutki nie są do końca poznane przez naukę konwencjonalną. Mimo to w niektórych krajach podczas docieplania budynków zakłada się specjalną siatkę z włókien metalowych tworzących ekran, który ma redukować m.in. promieniowanie wysokiej częstotliwości, w budynkach umieszcza się harmonizatory przestrzeni neutralizujące szkodliwe promieniowanie.

Jak nam dokucza smog

Zespół chronicznego zmęczenia, syndrom wypalenia, zespół nieszczelnych jelit, zespół cieśni nadgarstka – to kilka przykładów dolegliwości przypisywanych intensywnej pracy w biurowcach w obecności smogu elektromagnetycznego i klimatyzacji. Białe kołnierzyki spędzają w nich wiele godzin dziennie. Na lunch wychodzą bladzi, opuchnięci, zmęczeni. Ten charakterystyczny wygląd bierze się stąd, że pracują w zamkniętych pomieszczeniach, nie mają kontaktu ze słońcem, które odpowiada za produkcję witaminy D3. Za to narażeni są na infekcje górnych dróg oddechowych, bo oddycha za nich klimatyzacja. A do tego smog, który rodzi się nad kilometrami kabli, zmienia jonizację powietrza na niekorzystną. Gdy wracają do domu, nie jest lepiej: telewizor, ukochany laptop na kolana, komórka przy uchu i znów... Smog elektromagnetyczny szczerzy kły. Dajmy mu się napić strukturalnej wody, może pęknie? Każdy z nas, gdyby znalazł się w miejscu, gdzie częstotliwości pól elektromagnetycznych byłyby takie jak 140 lat temu na łące, czyli nim włączyliśmy pierwszą żarówkę i zaburzyliśmy środowisko, poczułby ulgę w całym ciele. Ale skąd wziąć takie miejsce? Możemy zrelaksować się w basenie z ożywioną, strukturalną wodą. Kąpiel w niej resetuje szkodliwe częstotliwości i przywraca równowagę w organizmie. Są w Polsce baseny z taką wodą. Są też urządzenia neutralizujące smog i przywracające prawidłową strukturę wody – zbudowane m.in. z krzemu – dzięki którym woda strukturalna może popłynąć nawet z kranu.

– Przez wieki żyliśmy w naturalnym środowisku. Nie mieliśmy sztucznych pól elektromagnetycznych, martwej wody, przetworzonej żywności. Słońce, Księżyc, a także cała przyroda promieniowały właściwą energią, harmonizując otoczenie – mówi dr Pająk. – Chorowaliśmy, ale nie tak jak dziś, kiedy trudno pokonać choroby cywilizacyjne, może właśnie dlatego, że ich przyczyny są poza zasięgiem uniwersyteckiej medycyny.

Ziarno prawdy

Woda żywa znana jest z bajek. Choćby z tej napisanej przez braci Grimm, w której najmłodszy z synów króla zdobywa ją, by go uzdrowić. W baśniach wodę żywą udaje się posiąść tylko temu, kto okazuje szacunek wszelkim żywym istotom. Co więcej, trzeba po nią wędrować w góry. Tymczasem woda z lodowców ma taką samą strukturę jak ta w komórkach naszego ciała. Dlatego łatwo do nich wnika i umożliwia oczyszczenie oraz wzmocnienie. Dowodem są Jakuci, mieszkańcy Syberii, pijący wyłącznie wodę z lodowca i cieszący się dobrym zdrowiem i długowiecznością. Woda ze świętych źródeł to w tym ujęciu ta, która ma harmonijną strukturę, i dlatego po zetknięciu z nią woda w naszym ciele przejdzie w stan właściwej struktury i naprawi oraz oczyści komórki ciała.

  1. Zdrowie

Duchowość w medycynie chińskiej – jakie są podstawowe zasady zachowania zdrowia?

Negatywne emocje, które wprowadzają dysharmonię naszego wnętrza, możemy uwalniać poprzez medytację. (fot. iStock)
Negatywne emocje, które wprowadzają dysharmonię naszego wnętrza, możemy uwalniać poprzez medytację. (fot. iStock)
„Wielka Księga Żółtego Cesarza”, która powstała około 3 tysiące lat temu, jest pierwszym przekazem traktującym o Tradycyjnej Medycynie Chińskiej. W tradycyjnym przekazie uważa się, że to Duch stwarza wszystko.

Co możemy zrobić, według tradycyjnej medycyny chińskiej, żeby żyć długo i w dobrym zdrowiu? - Jeśli wierzymy, że istnieje dusza, jesteśmy już blisko życia i dbania o nie.

Pierwsza najważniejsza zasada: być szczęśliwym i wdzięcznym za życie.

Druga zasada: postępować zgodnie z naturą. Żółty Cesarz w rozdziale pierwszym księgi mówi, że trzeba respektować prawa Wszechświata. To Tao – droga naszego życia. W praktyce oznacza harmonię życia. Żeby ją wdrożyć w codzienność, należy zrozumieć cykl pięciu niebiańskich ruchów: Wody, Drzewa, Ziemi, Ognia i Metalu. To jest program życia – droga do integracji Ying i Yang, ziemi i nieba. Życie według rytmu pór roku. Woda generuje Drzewo – wiosną wysiewamy nasiono, podlewamy je, wyrasta roślina. Zaczyna się życie, by latem, wraz z ruchem do góry, przeżyć pełen rozkwit – tak przejawia się energia Ognia. Jesienią rośliny przestają już rosnąć – wszystko zasysane jest do Ziemi. Zawiązują się nowe nasiona – twarde jak Metal. Wiosną znowu będą potrzebować wody, by wzrosnąć. I tak będzie się działo rok za rokiem. Żyjąc zgodnie z prawem czterech pór roku, wiosną zasilajmy naszą energię i działajmy, latem wyciszajmy się i zażywajmy spokoju, jesienią koncentrujmy swoją energię, zima ją magazynujmy.

Trzecia zasada: przyjmować dobre jedzenie. W Chinach mówi się: „jedz ziemię, jedz niebo”. Oznacza to, żeby spożywać naturalną energię pochodzącą z tych jakości, czyli – nie jeść nic sztucznego. Chińskie pałeczki, służące do jedzenia, mają jeden koniec okrągły symbolizujący ziemię, a drugi kwadratowy na znak nieba. Podczas jedzenia palec środkowy między pałeczkami jest nieruchomy zgodnie z zasadą Yin. Porusza nimi energią Yang palec wskazujący.

Jakości nieba i ziemi odżywiają naszą florę bakteryjną w jelitach. Chińczycy traktują ją jako dodatkowy, odrębny organ, mamy jej 10 razy więcej niż komórek ciała. Niestety, współczesny przemysł przetwórczy, leki i chemikalia, niszczą florę bakteryjną. Efekt to choroby autoimmunologiczne, udary mózgu, nadciśnienie tętnicze, nowotwory, depresja. Te choroby pochodzą z supermarketów. Jedzenie tam sprzedawane jest wysokoprzetworzone i pełne toksyn. Podawane są one w tak małych stężeniach, że organizm nie ma szans się obronić gdyż nie jest w stanie wykryć tych śladowych ilości – niestety z czasem dochodzi do kumulacji toksyn i pojawiają się typowe symptomy zatrucia organizmu. Te trucizny są dla ciała niewidzialne, a przez to bardziej szkodliwe. I jeszcze jedna ważna rzecz: jedzenie musi nam smakować, być przyjemnością. Inaczej ciało nie będzie miało z niego pożytku.

Czwarta zasada: odreagować stres. Chińczycy uważają, że stres uszkadza duszę, ponieważ zaburza emocje. Stres nas wyniszcza, bo nie mamy czasu na harmonizację naszego wnętrza, na równowagę. Negatywne emocje to przede wszystkim: złość, nienawiść, zazdrość, frustracja, obawy, zamartwianie się, niepewność. Powinniśmy czuć je i uwalniać. Doskonałym do tego narzędziem jest medytacja. W naszym ciele jest dusza, w której zawarty jest swoisty kod życia. Jeżeli emocje niszczą duszę, niszczy się kod naszego przetrwania. Program życia zaczyna się mutować i pojawiają się choroby. Miejcie więc na uwadze szanowanie emocji.

  1. Zdrowie

Dbaj o jelita – nie tylko dieta

(Ilustracja iStock)
(Ilustracja iStock)
Jelita stanowią o komunikacji między tym, co dla organizmu ważne, a tym, co zupełnie niepotrzebne. Poza tym odpowiadają za odporność, nastrój i wygląd!

Gdy postanowiłam napisać wam o jelitach, nie przypuszczałam nawet, przed jak trudnym zadaniem staję. To tak ważny narząd, że nie jestem w stanie streścić wszystkiego do jednego felietonu. Świadoma znaczenia jelit – albo skutków ich chorób – czuję tremę, wkraczając na ten temat. O jelitach zwykło się mówić, że są drugim mózgiem. Bo poza główną ich funkcją, czyli trawieniem i wchłanianiem (wody oraz składników odżywczych), jelita odpowiadają także za wydalanie niestrawionych resztek pokarmowych i innych szkodliwych substancji, które są w naszym organizmie (na przykład cholesterolu, gdy jest go za dużo). Odpowiadają także za naszą odporność, nastrój oraz wygląd!

Jak mawia moja przyjaciółka po fachu Agata Ziemnicka, jelita to kanał komunikacji pomiędzy tym, co ważne, a tym, co zupełnie niepotrzebne. To szansa na wchłanianie do ciała tego, co zjadamy, oraz wyrzucenia z siebie tego, co szkodliwe lub zbędne.

Zacznijmy od podstaw. Jelita to cztery–pięć metrów „rury”, której wielkość, jak mnie uczono, po uwzględnieniu powierzchni wszystkich kosmków i wypustek, ma rozmiary boiska do piłki nożnej. W jelitach zamieszkują bakterie, których liczba jest w zasadzie nie do ogarnięcia. Moi synkowie powiedzieliby, że jest ich nieskończoność i jeszcze więcej – i tego się trzymajmy!
My, niczym gracze na konsoli, decydujemy o tym, co się w nich będzie działo, kto tam zamieszka i się dobrze poczuje, a kto będzie niemile widziany. Od nas zależy, czy zjemy probiotyki (kiszonki, pieczywo na zakwasie, kefir i jogurt, kombuchę oraz rzodkiewkę wyrwaną z ziemi i jedynie wytartą o spodnie), czy może jednak dokarmimy „te złe” cukrem i białą mąką. Mamy pada do gry w swoich rękach i dokonujemy wyboru podczas każdego posiłku. Fasolka czy mięso? Chałka czy owsianka? Słodki napój z konserwantami czy może zakwas z buraków?

Czas również ma znaczenie – mówi o tym prężnie rozwijająca się dziedzina naukowa zwana chronobiologią. Ja, królowa chaosu, mówię wam: im bardziej ułożony nasz dzień – pora spania, wstawania, godziny posiłków – tym jelita są szczęśliwsze. Oczywiście, znam życie i wiem, że nie jest łatwo dopasować domowy rytm do konkretnych pór, ale im lepiej nam się to uda, tym szczęśliwsze będą jelita. Unikanie stresu jest kolejnym czynnikiem, którego pominąć nie sposób – ale to już wszyscy wiemy, a ja mogę się mądrzyć i teoretyzować.

Aby to, co zjadamy, przechodziło przez przewód pokarmowy, potrzebna jest tak zwana fala perystaltyczna, czyli ruch jelit przesuwający treść pokarmową. Gdy owa fala zwalnia, cierpimy na zaparcia – problem powszechny i niezwykle uciążliwy. Wynikają one najczęściej z nieodpowiedniej diety i niedoboru błonnika, zbyt małej ilości wypijanej wody, niskiej aktywności fizycznej, stresu, ale też z sytuacji hormonalnej, przyjmowanych leków czy ciąży. Pacjenci często chcą skorzystać z błonnika kupionego w aptece, na przykład z suszonych skórek jabłek lub ziół podrażniających ściany jelit. Owszem, nasz dzisiejszy bohater uwielbia stymulację, kocha to, co szorstkie (a tak działają właśnie płatki owsiane, razowe pieczywo czy warzywa). Jednakże zamiast proszku z apteki polecam jabłko ze skórką, truskawkę z pesteczkami, warzywa, warzywa, warzywa i razowy chleb.

Na niewiele rzeczy w obecnym świecie mamy wpływ, ale na to, jak „zagramy” z naszymi jelitami, możemy być uważniejsi. I zrobić sobie wewnętrzne SPA karmione naturalnymi produktami.

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka. Autorka bloga kachblazejewska.pl, współautorka książki „Kobiety bez diety. Rozmowy bez retuszu”, Burda Media Polska.