1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Wdzięczność razy 50 - ćwiczenie

Wdzięczność razy 50 - ćwiczenie

123rf.com
123rf.com
Od ciebie zależy, w jaki sposób przebiegnie dzień. Ty decydujesz o swoim nastroju, bo ty wybierasz myśli i emocje. Prostym sposobem na świetne samopoczucie jest wzbudzenie w sobie uczucia wdzięczności. Pomyśl o 50 rzeczach, za które jesteś wdzięczny. Oto przykłady.

1. Moje ciało, które ćwiczy aerobik, a to mnie uszczęśliwia. 2. Słońce, które każdego dnia wschodzi mimo wszystko. 3. Moja mama - za wszystko. 4. Mój chłopak - za wszystko. 5. Moja rodzina - bo jest. 6. Uspokajająca magia czyjegoś dotyku. 7. Aparat fotograficzny - pozwala mi chwytać w locie małe i wielkie momenty w życiu. 8. Książka pod tytułem „..., bo... 9. Moi znajomi z Facebooka - za ich posty i obecność. 10. Podróż do Nowego Jorku, która dała mi radość. 11. Moje mieszkanie, bo to tylko moje miejsce na ziemi. 12. Inspirujące strony internetowe takie jak.... 13. Możliwość, że każdy dzień może przynieść niewiadomą. 14. Lodówka a w niej jogurt na śniadanie. 15. Ludzie, którzy tańczą z ogniem. 16. Mój ulubiony ser - dlatego że zawsze jest taki sam. 17. Musicale... 18. 100-letnie drzewa - mają kojącą stabilność. 19. Muzyka, którą czuję w kościach 20. Wielość smaków jedzenia. 21. Zapach waniliowych świec - za odprężenie, które daje. 22. Chrupanie jabłka - jest w tym fajny dynamizm. 23. Arbuz - za lekkość i słodycz. 24. Ręcznie robione okazjonalne kartki z życzeniami, bo wzruszają. 25. Weekendy, które spędzam na kanapie z książką - bo karmią mój introwertyzm. 26. Wygodne buty za wygodę. 27. Rozmowy z przyjaciółmi o książkach, bo inspirują. 28. Napisany przeze mnie wiersz, bo wyraziłam moje uczucia. 29. Koktajle owocowe, bo są pyszne i zdrowe. 30. Szarlotka, bo przypomina mi moją babcię. 31. Komedie, bo dają mi śmiech. 32. Moje zdrowie, bo mogę biegać, skakać, śmiać się. 33. Internet, bo znajdę w nim prawie wszystko. 32. Zdjęcia rodzinne, bo mogę wrócić do tamtych chwil. 34. Czerwone trampki, bo są śmieszne. 35. Krem do opalania za to że mnie chroni i ładnie pachnie. 36. Kreskówki - dają prostą przyjemność. 37. Czucie wody na skórze, kiedy biorę prysznic. 38. Filiżanka gorącej herbaty - za magię odpoczynku. 39. Lody czekoladowe z polewą wiśniową - ekstra połączenie. 40. Kwiaty w wazonie, bo układając je, czuję się jak dama. 41. Niekontrolowany śmiech w towarzystwie znajomych, dzięki niemu czuję że mam przeponę. 42. Mój telefon komórkowy - za wszystkie bajery. 43. Duże okna, przez które do mojego mieszkania dostaje się światło. 44. Półki pełne książek - za to, że w każdej chwili mogę po jedną z nich sięgnąć. 45. Jazda na rowerze, bo słucham śpiewu ptaków i czuję we włosach wiatr. 46. Moja masażystka i jej nieziemski dotyk. 47. Sąsiadka, która ma super ekspres do kawy latte. 48. Nastoletni syn, który robi wszystko na przekór i jest zupełnie nieprzewidywalny. 49. Placki z cukinii - za prostotę i wykwintność. 50. Perfumy - za szczyptę luksusu na co dzień.

Za co jesteś wdzięczna dzisiaj?

 

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Czuję twój wzrok – do wspólnej nauki dotyku zachęca trener biodanzy Christiano Martins

Każdy z nas ma za sobą takie doświadczenie, że nagle fizycznie poczuł czyjeś uważne spojrzenie – jakby ktoś go dotknął. Od takiego spojrzenia zaczynają się głębokie relacje. (Fot. iStock)
Każdy z nas ma za sobą takie doświadczenie, że nagle fizycznie poczuł czyjeś uważne spojrzenie – jakby ktoś go dotknął. Od takiego spojrzenia zaczynają się głębokie relacje. (Fot. iStock)
Statystycznie po dwóch latach związku bliskość fizyczna maleje. Sposobem na jej utrzymanie i dalszy rozwój może być wspólna nauka dotyku. Od czego ją zacząć – pytamy psychologa i nauczyciela biodanzy Cristiano Martinsa.

Dla małych dzieci dotyk to coś naturalnego i powszechnego, z wiekiem jest go w naszym życiu coraz mniej, bo zachowujemy dystans wobec obcych. I nie byłoby problemu, gdybyśmy zaspokajali potrzebę dotyku w relacjach z najbliższymi i w związkach. Czy tak rzeczywiście jest?
Nie, z moich doświadczeń wynika, że większość osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką rolę w naszym życiu odgrywa dotyk. Od kilkunastu lat prowadzę warsztaty rozwojowe w różnych krajach i wielu moich uczniów skarży się na jego niedobór. Tymczasem kiedy jesteśmy dotykani w odpowiedni sposób, poziom naszej energii życiowej wzrasta. Czujemy się kochani, bezpieczni, ważni. Jesteśmy bardziej spokojni i świadomi swojej seksualności.

Kto częściej się na to skarży: kobiety czy mężczyźni?
Deficyt dotyku obserwuję zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, ale to kobiety częściej o tym mówią. Mężczyźni zazwyczaj nie proszą, żeby ich objąć, przytulić czy dotknąć, bo to oznaczałoby przyznanie się do wrażliwości, która w ich przekonaniu kłóci się z byciem twardym, do czego zwykle byli wychowywani.

Jestem nauczycielem biodanzy, która wykorzystuje muzykę, ruch i dotyk. Na warsztatach bardzo wyraźnie widzę, jak trudno mężczyznom wyrazić tę potrzebę.

Jakiego rodzaju dotyku między partnerami brakuje?
Na pewno za mało jest patrzenia sobie w oczy...

Spojrzenie jest dotykiem?
Tak. Każdy z nas ma za sobą takie doświadczenie, że nagle fizycznie poczuł czyjeś uważne spojrzenie – jakby ktoś go dotknął. Potwierdzają to zresztą badania naukowe, które przeprowadzono na uniwersytecie w Montrealu. Od takiego spojrzenia zaczynają się relacje. Patrzenie sobie głęboko w w oczy tworzy intymność, czyli przestrzeń, w której możemy spotkać się seksualnie z partnerem.

Ile dotyku potrzebujemy, żeby pozbyć się tego deficytu?
Wyliczono, że jeśli będziemy przytulać się pięć razy dziennie co najmniej przez minutę, to zaobserwujemy korzystne efekty fizjologiczne: uwalniają się wtedy tzw. hormony szczęścia: oksytocyna i serotonina.

A jak kwestia dotyku wygląda na poszczególnych etapach relacji?
Związek zaczyna się zazwyczaj od płomieni emocji i pożądania – to około dwóch lat pełnych bliskiego kontaktu i seksu. Potem pojawia się coraz więcej dystansu i mniej dotyku. Dlatego, żeby miłość przetrwała, pary potrzebują świadomej pracy nad tą sferą. Nauka dotyku może być niezwykle ciekawym doświadczeniem, które wzmacnia relację, bo zdecydowana większość ludzi nie wie, jaki dotyk sprawia innym przyjemność. Zamiast robić to w powolny, czuły sposób, wykonują szybkie mocne ruchy, jakby mieli umyć naczynia czy samochód...

Ale na naukę nigdy nie jest za późno! Gdy miałem dwadzieścia kilka lat, zacząłem studiować to zagadnienie, a potem prowadzić warsztaty. W mojej rodzinie nie było zwyczaju wyrażania miłości poprzez dotyk, więc pomyślałem, że skoro uczę obcych ludzi, warto byłoby zacząć od moich bliskich. Zanim udało mi się przeprowadzić rodzinny warsztat, minęło pół roku, bo ciągle ktoś znajdował pretekst, żeby tego nie robić. A potem wszystko się zmieniło. Moja matka odkryła, że nie dotykała nas zbyt często, bo sama potrzebowała dotyku i przytulenia, ale nie wiedziała, jak się przemóc. Potem za każdym razem gdy wychodziłem z domu, przypominała mi, żebyśmy objęli się na chwilkę na pożegnanie.

Cristiano Martins, psycholog w nurcie terapii Gestalt, pedagog Instytutu Psychologii Stosowanej, certyfikowany nauczyciel biodanzy. W Polsce prowadzi warsztaty samorozwoju i biodanzy w ośrodku Tu i Teraz w Nowym Kawkowie.

Wywiad przeprowadzono na VIII Spotkaniu Tantry, Świadomości, Szamanizmu i Relacji w ośrodku Tu i Teraz w Nowym Kawkowie k. Olsztyna. Autor dziękuje organizatorom za pomoc.

Ćwiczenie dla dwojga

Usiądźcie wygodnie, w ciszy, usuńcie z zasięgu wzroku przedmioty, które mogą was rozpraszać. Spójrzcie sobie głęboko w oczu i nie odwracajcie wzroku przynajmniej przez minutę. Na początku minuta będzie się wam bardzo dłużyła, wraz z praktyką powoli wydłużajcie kontakt wzrokowy. Następnie włączcie relaksacyjną muzykę i zacznijcie delikatnie dotykać jednej swojej dłoni drugą. Muskajcie je bardzo powoli opuszkami palców, efekt będzie dużo silniejszy niż przy szybkich ruchach. Po trzech, czterech minutach poczujecie, jak zmysłowy może być zwykły dotyk. Zamknijcie oczy i weźcie się za ręce – odcięcie zmysłu wzroku wzmocni doznania dotyku. Pieśćcie nawzajem swoje dłonie, możecie robić to w tym samym czasie albo na zmianę: jedna osoba przyjmuje dotyk, a druga go daje. Po kilku minutach możecie rozszerzyć dotyk na twarz i kolejne części ciała. Róbcie to z intencją, zaangażowaniem i skupieniem. Ćwiczenie można także wykonywać w ten sposób, że za każdym razem pieścicie inną część ciała.

  1. Psychologia

Czy potrafisz docenić swoją codzienność?

Postarajmy się spojrzeć na naszą codzienność jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. (Fot. iStock)
Postarajmy się spojrzeć na naszą codzienność jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. (Fot. iStock)
Dzień powszedni kojarzy się nam z rutyną, szarością i znojem. A przecież jest i może być wyjątkowy. Jeśli tylko nasz umysł będzie obecny tu i teraz, dziwiący się wszystkiemu i wiecznie ciekawy świata.

Stawianie znaku równości między codziennością a szarzyzną jest trochę jak nielubienie własnych płuc, które pracują bez przerwy, by utrzymać nas przy życiu. Bo nawet jeśli nie umiemy docenić wyjątkowości chwili, to powinniśmy cenić naszą powszedniość. Ona jest jak węgiel i diament. Oba związki mają taki sam skład i tylko od nas i naszej pracy zależy, czy nasza codzienność będzie pierwszym czy drugim.

Podstawowe wartości

Postarajmy się spojrzeć na nią jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. Na przykład przygody, które tak lubimy, mogą się nam przydarzać tylko dzięki codzienności, która stanowi dla nich idealną oprawę. Dni wolne od pracy, weekendy i święta są atrakcyjne głównie przez odmienność.

Tak to jest zorganizowane, by codzienność ze swoim znojem, powtarzalnością i szarością podkreślała odświętność – tak jak głos szczekającego w oddali psa podkreśla ciszę nocy. Wiele osób potrzebuje pięciu dni pracy, stale w tym samym miejscu, z tymi samymi ludźmi, wypełniając te same obowiązki – żeby naprawdę poczuć, docenić i przeżyć weekendy. To pasuje nam także w kontekście religijnym: Stwórca przez sześć dni pracował, a jeden dzień wypoczywał.

Codzienność to podstawa, kwintesencja naszego istnienia, bo:

  • daje poczucie bezpieczeństwa. Jest swego rodzaju koleinami pozwalającymi nam działać jak automat. O tej samej godzinie dzwoni budzik, który wyłączamy tym samym ruchem ręki, po czym spuszczamy z łóżka nogi tym samym gestem w te same, stojące w tym samym miejscu kapcie. Z jednej strony – nuda, ale z drugiej – wszystko jest na swoim miejscu. Gdyby coś się zmieniło, dopiero zaczęlibyśmy się niepokoić… Zwykle boimy się, że jak znikną znane nam ramy, rozpadniemy się na kawałki. Te wszystkie automatyzmy i nasze rutyniarstwo są spoiwem, które nas przed tym chroni.
  • jest podstawą bliskości. Związki między ludźmi zacieśniają się nie tylko podczas romantycznych kolacji przy świecach czy w chwili wręczania raz na jakiś czas bukietu kwiatów. Buduje je przede wszystkim zwykła codzienność – wspólne robienie zakupów, gotowanie posiłków i ich spożywanie, sprzątanie czy organizacja życia dnia powszedniego. Ludzi spajają drobne gesty, które mówią, że jesteśmy dla siebie ważni i pamiętamy o sobie na co dzień, a nie tylko przy wielkich okazjach.
  • ukorzenia w teraźniejszości. Człowiek ma tendencje do wybiegania myślą w przyszłość, błądzenia w przeszłości, tworzenia równoległych rzeczywistości, najmniej uwagi poświęcając swojemu „tu i teraz”. A przecież chwila obecna jest tak naprawdę wszystkim, co mamy, nawet jeśli mijające sekundy są do siebie podobne jak dwie krople wody. Kiedy funkcjonujemy automatycznie – bezmyślnie, bezrefleksyjnie i rutynowo – nie przeżywamy świadomie naszego życia, pozwalamy mu przepływać gdzieś obok, ślizgamy się tylko po samej jego powierzchni, wyczekując urlopu czy momentu, kiedy wydarzy się coś nadzwyczajnego. A co z czasem, gdy nie dzieje się nic? Czy naprawdę musi pozostać stracony, niezauważony, niedoceniony? „Teraz” jest wszystkim, co mamy. W tym kontekście, nie ceniąc codzienności, nie cenimy własnego życia. Jaki jest tego efekt? Z każdą minutą życie niczym piasek przepływa nam przez palce.

Koniki z karuzeli

Pewna historia dla dzieci opowiada o konikach z karuzeli – marzyły, żeby jak prawdziwe konie pobiegać sobie po łące. Któregoś dnia zebrały się na odwagę i uciekły! Popędziły co sił na łąkę, a tam… biegały cały czas w kółko, bo nic innego nie przyszło im do głowy. Podobnie jest z nami: automatyczne, bezrefleksyjne podążanie każdego dnia tym samym torem otępia nas. I trudno się temu dziwić. Codzienność przypomina nieco marsz przez pustynię: wciąż mijamy wydmy, a wszystkie wydają się być identyczne... W dodatku przed nami podążają całe pokolenia, które nauczyły się żyć w sposób zautomatyzowany. Wyrastając w takim schemacie trudno zachować świeżość spojrzenia na codzienność. Ale czy nie można tego zmienić? Można. I warto to zrobić. Trzeba tylko włożyć w to nieco wysiłku, bo gra się toczy o najwyższą stawkę – o nasze życie. Wygramy, jeśli nasze codzienne istnienie stanie się bardziej świadome. Ale ta metamorfoza musi się dokonać w umyśle, nie na zewnątrz!

Znudzeni poszukujemy zwykle nowych wrażeń, podróżujemy, zapisujemy się na różne niezwykłe kursy, wchodzimy w nowe ekscytujące związki… Tylko że nowość stymuluje na krótki czas, po czym szybko przestaje być nowością i znowu dopada nas nuda. Bez świadomej zmiany w ogólnym nastawieniu do życia nie będziemy potrafili dostrzec, że niepowtarzalna i cenna jest tak naprawdę każda jego minuta.

Powrót do teraźniejszości

Albert Einstein powiedział kiedyś: „Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: jeden, jakby nic nie było cudem, i drugi – jakby cudem było wszystko”. Zdecyduj się żyć według drugiej części tej maksymy.

Jeśli ci to pomoże – wieszaj sobie w widocznych miejscach karteczki, które będą cię napominać, żeby być uważnym i obecnym. Wykorzystaj również potęgę zmysłów. Ich obserwacja pozwoli mało uważnemu człowiekowi wrócić do chwili obecnej – bo one są „tu i teraz”. Czym innym jest zapamiętanie zapachu kwiatu, a czym innym – czucie go. Zmysły pracują dla nas bez przerwy, ale czy potrafimy z tego korzystać? Czy ktokolwiek, np. myjąc naczynia, zwraca uwagę na to, jak jego dłonie „czują” wodę – jej fakturę, siłę strumienia, temperaturę? Wchodząc w kontakt ze zmysłami zaczniesz przeżywać i celebrować każdą chwilę swojego życia.

Zrób sobie ćwiczenie: codziennie 10 minut poświęć na świadome wejście w kontakt ze zmysłami. Najpierw usiądź spokojnie, rozejrzyj się, postaraj się zapamiętać wszystkie detale i szczegóły otoczenia. Potem zamknij oczy i wychwyć jego zapachy, usłysz dźwięki, poczuj na skórze wiatr, słońce czy mróz. Przekonasz się, że nawet to, co jest ci znane, jest bogate w nowe niezwykłe doznania – tylko trzeba je dostrzec.

Prawdziwą plagą naszych czasów, pokazującą, jak bardzo nie szanujemy codzienności, jest robienie dwóch lub trzech rzeczy naraz. Tłumaczymy to pośpiechem, tym, że życie tego od nas wymaga, że obowiązki gonią... – ale tak naprawdę wyrażamy w ten sposób brak szacunku dla obecnej chwili, nie jesteśmy w stanie być w żadnej z nich. Kiedy robimy jednocześnie więcej niż jedną rzecz, działamy jak automat. Staraj się żyć najpiękniej, jak tylko potrafisz – to zakłada obecność.

I nie chodzi tu bynajmniej o perfekcjonizm, bo on zakłada porównywanie się. Nie ukierunkowuj się na superwyniki. Po prostu pięknie żyj. Zachowuj świadomość, ciekawość i poczucie, że w to, co w danej chwili robisz, wkładasz całego siebie. I nie zrażaj się, jeśli ci coś nie wychodzi. Bądź jak dziecko, które w kaloszkach buszuje po łące. Fascynuje je i żaba, i mucha, i kropla rosy, i to tak bardzo, że maluch kuca, by im się przyjrzeć. Nie myśl, że wszystko widziałeś. Przecież każda żaba jest inna.

To może być trudne, ale jeśli choć raz na 5 minut, raz na 5 godzin, a nawet raz na 5 dni wyrwiesz się z rutyny i naprawdę zauważysz trzymaną w dłoni szklankę, to już będzie dobry początek.

  1. Psychologia

Medytacja z Nityą – uwalniająca kontemplacja

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też - zachęca Nitya Patrycja Pruchnik. (Fot. iStock)
Ciągle za czymś gonimy, do czegoś dążymy, stawiamy sobie nowe cele… A gdyby to wszystko już się spełniło? Nauczycielka medytacji Nitya Patrycja Pruchnik na koniec swojego cyklu proponuje bardzo uwalniającą kontemplację.

Wyobraź sobie…

Zapraszam cię do jednej z moich ulubionych medytacji. Usiądź wygodnie, wyłącz telefon i zadbaj o to, aby było ci ciepło.

Wyobraź sobie, że wszystko już się wydarzyło. Wyobraź sobie, że wszystko, co kiedykolwiek chciałeś zrobić, już miało miejsce. Wszystkie twoje marzenia się spełniły, zmagania już za tobą. Oczekiwania też. Nie masz przed sobą zupełnie nic, bo wszystko już się wydarzyło. Na nic już nie czekasz, przed niczym nie uciekasz, ponieważ już wszystko masz.

To koniec. Jesteś spełniony, ponieważ nie czekasz na nic więcej. Poczuj to. Zostań w ten sposób przez kilka minut.

Sprawdź, jak się czujesz

Jak się czujesz, kiedy nie masz nic do zrobienia i na nic już nie czekasz, nic więcej nie musisz? Pobądź w ten sposób przez parę chwil… Nie spiesz się. Delektuj się spokojem, który z tego wynika… Odpocznij… Nie przywołuj wspomnień ani nie wyobrażaj sobie przyszłości, przecież nie ma już nic do zrobienia. Po prostu Jesteś… Ukontentowany… Spokojny… Zrelaksowany… Pozwól, by to spełnienie w tobie się rozgościło, wypełniło całe ciało, każdą komórkę i całą przestrzeń. Zanurz się w nim. Poczuj, jak to jest na nic nie czekać, niczego nie szukać, nie chcieć niczego więcej… Nie myśl na ten temat, tylko czuj. Rozluźnij się.

Daj sobie trochę czasu, przynajmniej 15 minut. Nie ulegaj ponagleniom, by zerknąć na telefon czy zrobić w tym czasie coś innego. Odmów sobie zaproszenia do jakiegokolwiek działania na te kilkanaście minut. Odetchnij. Wszystko już się wydarzyło.

Praktyka pochodzi z książki: „Oświecenie 24h na dobę. Praktyki i kontemplacje na cały rok”, Nitya Patrycja Pruchnik, Manana Chyb, wyd. ToCoJest 2020.

Nitya Patrycja Pruchnik, nauczycielka duchowa, od kilku lat dzieli się – z inspiracji swojego mistrza Mooji’ego – rozpoznaniem prawdziwej natury rzeczywistości.

  1. Styl Życia

Sztuka pielęgnacji duszy i ciała

Kobieta powinna być dla siebie ważna! (Fot. iStock)
Kobieta powinna być dla siebie ważna! (Fot. iStock)
Lato to doskonały czas, by dopieścić swoje ciało. Spokojnie, nikt nie zapomniał o psyche. Jest obecna i zadowolona, bo kobieca dusza bardzo lubi swoje ciało – czy to dusza Japonki, Francuzki, czy Słowianki. Która jest ci najbliższa? Katarzyna Droga testuje egzotyczne i rodzime teorie pielęgnacji z popularnych poradników.

”Kobieta powinna być dla siebie ważna!” – to najładniejsze zdanie, jakie znajduję na stronach poradników urodowych, których na rynku bez liku. Chcę być dla siebie ważna, więc buszuję wśród metod i teorii dotyczących naturalnej, zdrowej, przyjemnej pielęgnacji, także diet i ćwiczeń. Programów i pomysłów tyle co kultur, filozofii i doświadczonych terapeutek czy kosmetyczek. Który najlepszy? Ten dostosowany do osobowości. Kim jesteś w głębi duszy? Wdzięczną Francuzką, harmonijną joginką czy może rodzimą Słowianką? Ja każdego dnia wcieliłam się w jedną z nich. Do jakich wniosków doszłam?

Indyjska Parwati - piękno po indyjsku

Promienna, szczęśliwa i spokojna. Najłagodniejsza z żon Śiwy, piękna bogini z odsłoniętymi piersiami. A jednak…. Parwati robi, co chce. Zirytowała boskiego męża, bo usnęła z nudów, gdy czytał jej Wedy. Jeśli czujesz z nią więź, weź kurs na Indie, ku odwiecznej mądrości ajurwedy. Spodoba ci się, ale pod warunkiem że:

  • próbowałaś ćwiczyć jogę lub masz na to ochotę,
  • masz naturę spokojną, lubisz ciszę lub łagodną muzykę,
  • pociąga cię słowo „harmonia”,
  • podoba ci się pomysł, by piękno emanowało z wnętrza kobiety,
  • wierzysz w siłę oddechu.

Kasia Bem w książce „Happy uroda. Piękno jest w tobie” (wyd. Edipresse 2017) proponuje specjalny program zadbania o ciało i duszę, oparty na technikach jogi, naturalnej diecie i ćwiczeniach oddechowych. Plan „Happy uroda w 6 krokach” kończy się 3 holistycznymi programami dla ciała i duszy. Najistotniejszy jednak jest cel: piękno, które emanuje z kobiety nie dlatego, że zna arkana makijażu i mody, waży tyle, nie tyle i tuszuje wiek – ale dlatego że zna i akceptuje siebie. Jak to może wyglądać w praktyce?

Słoneczny poranek witam z wdzięcznością. Pierwszy pokarm dla ciała to woda z połówką cytryny. Ćwiczę świadomy oddech, który uświadamia mi, że prawdziwe życie przebiega tu i teraz. Jest wiele technik oddychania, ja lubię kwadrat. Daje energię i uspokaja, a do tego jest prosty: licząc do 4, wykonujesz powolny wdech, zatrzymujesz powietrze, też licząc do 4, wydychasz je w rytmie 4 i znów zatrzymujesz. Kwadrat powtarzam 10 razy. Potem kilka ćwiczeń jogi, na przykład: „pies z głową w dół” potem „pozycja dziecka”. To, co ważne, a nie pamięta o tym pospieszna cywilizacja Zachodu: energia kumuluje się w bezruchu. Każdą sesję jogi warto zakończyć śavasaną, czyli pozycją trupa. Brzmi fatalnie, ale jest to przyjemne 20 minut spokojnego leżenia przy muzyce relaksacyjnej. Rzeczywiście wchodzi się w dzień z nową energią. Tego dnia nie jem mięsa, piję toniki upiększające, które są miksem owoców i warzyw. Dieta dla zdrowia i urody opiera się dziś na kaszy jaglanej, zielonych warzywach, tłuszczu dostarczy awokado. Po drodze joga twarzy – kilka prostych ćwiczeń, wieczorem pielęgnacja naturalnymi kosmetykami: maseczka z avocado, peeling kawowy lub cukrowy, aromatyczna kąpiel, masaż olejkami. I jeszcze pudełko wdzięczności, do którego wrzucasz karteczki z tym, za co jesteś wdzięczna. Moim zdaniem może być też zeszyt, a nawet chwila refleksji, by podziękować za to, co przyniósł dzień. A przyniósł i wymagał wiele. Happy uroda wymaga sporo zachodu, odpowiednich zakupów i przygotowań. Choćbym chciała, nie umiem przeprogramować dnia, by skupić się tylko na tym. Mogę jednak do swojej codzienności wprowadzić cenne elementy.

Co biorę?

Na przykład pozytywne hasło na poranek – od dziś mówię sobie: „przydarzą mi się same dobre rzeczy” – i głęboki kwadratowy oddech przed oknem. Potem mały relaks „na trupa” w ciągu dnia (nieruchomo leżę przez kwadrans przy muzyce, przykryta kocykiem), kasza jaglana od czasu do czasu i koniecznie całowanie sufitu (podnoszę podbródek i wysyłam całusa do sufitu – wierzę, że wpłynie zbawiennie na owal twarzy).

Dumna Marianna - piękno po francusku

Marianna to symbol wolności, Francji, no i naszego myślenia o francuskich kobietach. Te zaś są inne niż wszystkie, bo potrafią żyć wdziękiem i radością. Jak to robią? Mireille Guilliano, która ujawniła już światu, dlaczego Francuzki nie tyją, w kolejnej książce „Francuzki nie potrzebują liftingu” (wyd. Znak 2016) podpowiada, jak – po francusku – zachować wieczną młodość. To trop dla ciebie, jeśli:

  • jesteś żywiołowa, masz poczucie humoru,
  • słowa: „systematycznie”, „wysiłek”, „mozoł” budzą twoją niechęć,
  • lubisz ładne buty, a jeszcze bardziej ładne i wygodne,
  • lubisz seks, śmiejesz się często, śpisz smacznie.

No i rób tak dalej. To, co urzeka w stylu francuskim, to zero przymusu. W życiu ma być przyjemnie! Marianna do każdego wyzwania podchodzi tak, jakby było stworzone dla jej radości. Dieta? Nie, dziękuję. Diety uzależniają, stają się zmorą życia. Nie znaczy, że jedząc jak Marianna, jem byle jak. Jadam teraz ślicznie i kreatywnie. Dbam, by spożywać pięć kolorów: na talerzu ma być białe (twarożek), czerwone (papryka, buraczek), żółte (ser, cytryna, kurkuma), zielone (choćby brokuł), brązowe (chleb, ziemniak). Marianna chętnie wypije kieliszek wina i dużo więcej wody, najlepiej w dobrym towarzystwie. Ruch? Bez spinki. Żadnych ćwiczeń na siłowni, biegania w pocie czoła ani reżimu aerobiku. Ruch staje się częścią mojego dnia. Marianna po zakupy jedzie rowerem, na randkę idzie pieszo, tańczy, bo lubi, a spośród wszystkich form aktywności ciała preferuje seks. Jej życie płynie zgodnie z naturą, więc oznacza pobudkę o poranku, a sen wczesny i długi, bo nie ma lepszego kosmetyku niż smaczne spanie. Marianna unika jedzenia przed komputerem, sztucznego światła i dusznych pomieszczeń. Jej dzień, czyli też i mój, zaczyna się od uśmiechu, a kończy przyjemnościami sypialni – od niej zależy, czy są to słodkie sny w miękkiej pościeli czy doznania we dwoje.

Co biorę?

Zasadę trzech darów natury. Są to: woda, światło, powietrze. Jako stałe elementy codzienności działają jak najlepsze antyoksydanty i źródła energii. Coś dla szczupłej sylwetki: aktywność przed śniadaniem, choćby rozciąganie lub taniec przy muzyce. Organizm czerpie wtedy z zapasów, i spala tkankę tłuszczową. No i to kolorowe menu (przynajmniej raz dziennie), a także każdą możliwą zamianę środków lokomocji na rower lub piechotę. Oraz życiowe motto: „działaj z pasją, a będziesz wiecznie młoda”!

Madame Butterfly - piękno po japońsku

Właściwie tragiczna, lecz piękna i pełna wdzięku. Dla świata – ikona japońskiej kobiecości. Była niezwykle urodziwa i bardzo kochała mężczyznę z obcej kultury. Dla miłości złamała zasady własnej tradycji i zapłaciła za to najwyższą cenę. Symbolizuje istotę tego, co uznajemy za godną zazdrości urodę Azjatek o nieskazitelnej cerze. Jesteś (bywasz) Butterfly jeśli:

  • interesujesz się kulturą Dalekiego Wschodu,
  • lubisz owoce morza,
  • zależy ci na pięknej cerze,
  • jesteś systematyczna, spokojna, delikatna,
  • wiele poświęcasz dla miłości.

Skąd w Azjatkach tyle uroku, jak to robią, że po czterdziestce mają cerę niemowlęcia? Otóż potrzebę dbania o urodę i wiedzę o tym, jak to robić, dziedziczą z pokolenia na pokolenie – czytam w książce Charlotte Cho „Sekrety urody Koreanek” (wyd. Znak 2016). Chroń twarz przed słońcem, oczyszczaj, nawilżaj, zdrowo jedz, unikaj stresu – właściwie wszystkie dobrze znamy te zasady. Ale... Azjatki mają zdecydowanie lepsze wyniki niż białe kobiety. Czy chodzi o geny? Cho zdecydowanie twierdzi, że nie, a ja sądzę, że chodzi o pewną filozofię. „Sekrety urody Koreanek” opisują cały proces krok po kroku. Jak pielęgnować skórę: od powolnego, dokładnego oczyszczania, ze szczególną czułością dla powiek, poprzez nawilżanie, aż do delikatnego makijażu, który jest a jakoby go nie było. Solidnie, codziennie, od chwili, gdy dziewczynka staje się dziewczyną, bynajmniej nie wtedy, gdy ujrzymy pierwszą zmarszczkę. Pielęgnacja i kult skóry staje się rytuałem, sztuką i przyjemnością. Wspiera ją dieta bogata w owoce morza, dużo wody i zielonej herbaty, minimum używek. Cho proponuje program „dbanie o skórę twarzy w dziesięciu krokach”. Owszem, kusi mnie dokładność, personalizacja, wyniki porannych i wieczornych działań przed lustrem, ale prawdę mówiąc, nie do zrobienia codziennie, przynajmniej dla mnie. Za to przekonuje mnie pasja i uważność dla swojej skóry i urody, którą kobieta dostała od natury.

Co biorę?

Szacunek dla twarzy wyrażany przy codziennej pielęgnacji. Owoce morza od czasu do czasu. Zmianę myślenia o chwilach spędzonych przed lustrem. Żegnajcie pac, pac kremem, pudrem i pośpiesznie nakładany tusz. To ma być zatrzymanie, miłe spotkanie ze sobą.

Słowiańska Dziewanna - piękno po polsku

Dziewanna – polska bogini miłości i wiosny, jej kamień szlachetny to biała perła, jej kolor to czerwień, nosi kwiecistą sukienkę, jest odwrotnością Marzanny. Lubi zmysły – w końcu to królowa lata, biegnie przez łąki z wierną suką i sarenką. Innymi słowy: wracamy do korzeni. Pielęgnacja słowiańska będzie dla ciebie idealna, jeśli:

  • chociaż raz w życiu miałaś ochotę upiec własnoręcznie chleb,
  • jesteś żywiołowa i ciekawa świata,
  • własna tradycja jest dla ciebie wartością,
  • zdarzyło ci się zbierać zioła, hodować miętę i majeranek,
  • kochasz lato i zwierzęta.

„Sekrety urody babuszki. Słowiański elementarz pielęgnacji” Ukrainki Raisy Ruder (wyd. Znak 2017) to nic innego jak znakomity poradnik domowego recyklingu i maksymalnego wykorzystania darów natury w zasięgu ręki i z własnego regionu. Babuszka autorki tego programu, także Ukrainka, była zielarką, słowiańską znachorką. Miała radę na wszystko: na sińce pod oczami, na zmarszczki, na porost rzęs, a nawet na szczęście w związku. Mnogość maseczek, jaką proponuje, przyprawia o zawrót głowy: maseczka przed balem absolwentów, przed randką, przed ważnym wystąpieniem, bociankowa, czyli dla pań w ciąży… Miksujemy oleje z przyprawami, truskawki, ogórki, czekoladę. Brzmi smakowicie i działa. Jestem z Podlasia, więc niektóre sposoby znam od dawna: piwo albo jajko na włosy, sok z cytryny, który działa jak pianka powiększająca objętość fryzury. Maseczka z ogórka lub ze startego jabłka na rozjaśnienie cery. Kompresy herbaciane na podpuchnięte oczy. Nowe było dla mnie zastosowanie aspiryny: jako przeciwłupieżowy dodatek do szamponu. Ciekawa baza produktów, bo podstawowe składniki magii babuszki to ziemniaki, woda, mleko, oliwa i jajka. Jakie to słowiańskie i odległe od awokado i imbiru… Chociaż babuszka nie gardzi egzotycznymi roślinami. Dlatego może być fajnie zaufać jej miksturom! Masz wątpliwość, czy warto ubijać w moździerzu zioła w czasach, gdy można kupić wszystko? Babuszka grozi palcem: kupujesz trzy razy drożej, w dodatku marnujesz resztki żywności.

Co biorę?

Inaczej będę patrzeć na skórki ogórka i łupiny cebuli, przynajmniej czasami. To nie tylko oszczędność – także wolność, bo nie zależysz od koncernów kosmetycznych, tylko od własnej kreatywności. Można w każdej chwili urwać się z codzienności, zamknąć w kuchni wśród naturalnych produktów i żyć naturalnie jak Dziewanna.

Piękna Europa

Mitologiczną Europę uważano za najpiękniejszą kobietę na świecie. Królewna była tak cudna, że bóg wszystkich bogów – Zeus – musiał ją mieć i porwał do groty na Krecie. My, Europejki, córy królewny, też będziemy piękne i pożądane, takie jak chcemy. Na koniec program uniwersalny adresowany do Europy. Jesteś nią, jeśli:

  • często i z przyjemnością używasz słowa „dziękuję”,
  • lubisz podstawy naukowe wszelkich teorii,
  • wierzysz w energię i potęgę miłości,
  • nie obawiasz się lustra, kartki i flamastrów. Uwaga – zupełnie nie musisz umieć rysować.

„Pokochaj swoje ciało w 30 dni” Małgorzaty Gąski (wyd. Fabryka Siebie) to książka i program, który odwołuje się do fizyki kwantowej i filozofii, którą znam z metody dwupunktowej. Wszystko jest energią, nasze ciało jest zbiorem wibrujących cząsteczek, możemy na nie wpływać z poziomu uczuć – a z tych najsilniejsza jest miłość i wdzięczność. Mamy tu do czynienia z dzienniczkiem wdzięczności, ale nastawionym na ciało. Myśl podstawowa: jakiekolwiek jest, zasługuje na podziw i wdzięczność. Według metody Ewy Gąski należy energię dobrego uczucia, nakierowaną na daną część ciała, łączyć z czynnością motoryczną: rysować! Całą siebie, kolejne części ciała, z wdzięcznością i marzeniem, jakie mogłyby być. Śladem wskazówek obdarzam uwagą i rysuję kolejno: oczy, usta, plecy, nogi, strefy intymne, dłonie, biodra. Każdej dziękuję. Brwiom, że chronią oczy i są właściwą tylko mi dekoracją twarzy. Plecom, że tak wiele noszą, skórze, że oddziela mnie od całego świata… Co mogę dla was zrobić? Plecy wyprostować, skórę nawilżać i karmić, stopy masować. I tak przez 30 dni.

Co biorę?

Osobistą odpowiedź na pytanie, za co siebie kocham i poczucie, że mam wpływ na swój wygląd i zdrowie. Dzienniczek wdzięczności? Znam od dawna, polecam. To naprawdę działa.

  1. Psychologia

Dziękuję tobie, dziękuję sobie. Wdzięczność poprawia jakość naszego życia

Wdzięczne osoby są mniej skupione na sobie, a bardziej na stosunkach z innymi. Wierzą, że ich sukces mniej zależy od wartości materialnych, a bardziej od jakości ich relacji. (Fot. iStock)
Wdzięczne osoby są mniej skupione na sobie, a bardziej na stosunkach z innymi. Wierzą, że ich sukces mniej zależy od wartości materialnych, a bardziej od jakości ich relacji. (Fot. iStock)
„Im większym stajesz się koneserem wdzięczności, tym mniej padasz ofiarą niechęci, depresji i rozpaczy. Wdzięczność niczym eliksir stopniowo rozpuści skorupę twojego »ja« – zachłanność i potrzebę władzy – przemieniając cię w istotę szczodrą. Dzięki wdzięczności dokonuje się zaiste alchemiczna reakcja duchowa, pod wpływem której stajemy się wspaniałomyślni, wielkoduszni” (Sam Keen).

Artykuł archiwalny

Kiedy rano piłam kawę i jadłam pyszny kawałek placka drożdżowego, poczułam się szczęśliwa. Tak bardzo smakowało mi śniadanie. W jednej chwili uświadomiłam sobie, że zawdzięczam to mojej mamie, która poprzedniego dnia wcisnęła mi zawinięte w papier ciasto. Wtedy przyjęłam jako coś naturalnego to, że dzieli się ze mną wypiekiem, ale tego poranka chwyciłam za telefon i wybrałam do niej numer. Ze wzruszeniem dziękowałam jej za tak wspaniały dzień, który zaczęłam od porcji wybornego świeżego domowego ciasta.

Wyrazić szczere uznanie

Robert Emmons, profesor psychologii na University of California, a także autor książek, m.in. „Psychology of Gratitude” (Psychologia wdzięczności) i „Thanks! How The New Science of Gratitude Can Make You Happier” (Dzięki! Jak nowa nauka o wdzięczności może uczynić cię szczęśliwym), dowodzi, że umiejętność dziękowania redukuje stres i podnosi poziom szczęścia. Według niego wdzięczność to cnota i uczucie, pełna świadomość bycia odbiorcami dobra. To niestety często zapominany czynnik szczęścia. Emmons badał wdzięczność przez 10 lat, traktował ją nie tylko jako przedmiot akademickich rozważań, ale przede wszystkim jako praktyczne zagadnienie pozwalające poprawić jakość codziennego życia. Twierdzi, że szczęście zależy od jakości naszych relacji z ludźmi, z bliskimi, a wdzięczność jest narzędziem umacniającym związki. Wdzięczne osoby są mniej skupione na sobie, a bardziej na stosunkach z innymi. Wierzą, że ich sukces mniej zależy od wartości materialnych, a bardziej od jakości ich relacji. Wdzięczność możemy pojmować jako wkład w życie innych i innych w nasze, to spajające nas ogniwo. Według Emmonsa jest ona wręcz budulcem ludzkiego społeczeństwa. Umiejętność wyrażania uznania jest też podstawą dobrych związków partnerskich. Chroni nasze relacje, pozwala nam czuć się docenionymi i podziwianymi. Ale nie wystarczy odruchowo rzucane „dziękuję”. Im bardziej będziemy konkretni i szczegółowi w naszych podziękowaniach, tym więcej sami będziemy z nich czerpać. Warto więc uczyć się języka wdzięczności.

Jak wiele dobrego w nas…

Uczestniczyłam w ćwiczeniu wprowadzającym do tej praktyki podczas warsztatu „Porozumienie bez przemocy” (Nonviolent Communication – NVC). Pierwszym zadaniem było napisanie na kartce podziękowania do jednej z osób znajdujących się w grupie, potem do kogoś bliskiego, a na końcu, co było najtrudniejszym etapem, przez pół godziny mówienie drugiej osobie, za co jestem sama sobie wdzięczna. To było niezwykłe doświadczenie, które zupełnie przestawia sposób myślenia. Okazuje się, że można sobie za wiele dziękować...

Emmons proponuje inną metodę (również praktykowaną w NVC) – pisanie dziennika wdzięczności przynajmniej przez trzy tygodnie. Zaleca, by codziennie znaleźć chwilę na refleksję, na przypomnienie sobie wszystkiego dobrego, co przydarzyło się danego dnia, momenty wdzięczności za zwyczajne wydarzenia, drobiazgi, np. za odwagę własnej wypowiedzi, piękną pogodę, deszcz, słońce, za czyjąś punktualność, uśmiech, zrobienie zakupów, sprzątniecie domu. I to wszystko najlepiej zapisać w formie listu do danej osoby albo do samego siebie. Sama świadomość, jak wiele miłych rzeczy miało miejsce w ciągu ostatnich 12 godzin, powoduje, że zaczynamy się do siebie uśmiechać, czuć ulgę i używać innego języka.

Zamiast skupiać się na niezadowoleniu, narzekaniu, rozczarowaniu, niedosycie w tej czy innej sprawie, stopniowo koncentrujemy się na pozytywnych aspektach i coraz częściej używamy sformułowań typu: udało mi się, jestem szczęściarzem, powodzi mi się itp. Nasze zachowanie zmienia się też, gdy postrzegamy siebie jako odbiorców wielu dobrych doświadczeń. Wówczas motywuje to nas do bycia hojnymi i empatycznymi. Np. zamiast wytykać mężowi, że znowu zapomniał kupić owoców, dostrzegamy, że zamówił bilety do kina albo wrócił tego dnia wcześniej do domu; zamiast wytykać dziecku jego potknięcia, brak perfekcji, zauważamy to, co mu się udało, np. nie krytykujemy, że przepłynęło basen w dłuższym czasie niż jego kolega, ale wyrażamy radość, że przepłynęło całą długość bez zatrzymania.

Badania Emmonsa są precyzyjne i wskazują na to, że „dziękczynne myślenie” podnosi poziom poczucia bycia szczęśliwym o ponad 25 procent. Dzieje się to na różnych poziomach: np. dziękuję po przebudzeniu, że przede mną kolejny dzień, dziękuję sobie, za to, że codziennie biegam po parku, że starcza mi na to siły, co pozwala czuć się zdrową i pełną energii, dziękuję losowi i Bogu, że się urodziłam po wojnie, że mieszkam w Polsce, że skończyłam takie, a nie inne studia, że zwiedziłam pół świata, że idąc do sklepu, mam duży wybór produktów, że żyję w społeczeństwie, gdzie kobiety mają prawo głosu, pracy i niezależności. Przychodzi moment, że również potrafię docenić smutne i trudne doświadczenia, np. że w moim odczuciu rodzice zawsze więcej uwagi poświęcali młodszej siostrze, ale dzięki temu nauczyłam się tak potrzebnej mi dziś samodzielności i zaradności, że pierwszy mąż traktował mnie z wielką surowością i nie potrafiłam w nim wzbudzić uznania, dzięki czemu zrozumiałam, czego tak naprawdę potrzebuję od partnera, jakie popełniałam błędy, a dziś umiem więcej dać bliskiej osobie i docenić jej oddanie. Gdy pewnego dnia uzna się bolesne przeżycia za cenne, nie oznacza to, że należy biec do tego, który skrzywdził, i mu za to dziękować. Wtedy doskonale sprawdzi się formuła listu, który zostanie szczerze napisany, choć nigdy nie zostanie wysłany.

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni

Szlifowanie i udoskonalanie języka wdzięczności to proces. Nie należy oczekiwać, że gdy tylko zaczniemy wyrażać głośno wyrazy uznania i pochwały, od razu poczujemy się doskonale. Jak uczy Marshall Rosenberg, twórca szkoły Porozumienia bez Przemocy, samo prawienie komuś komplementów, często tak naprawdę odcina nas od tej osoby albo danego doświadczenia. W sposób niezamierzony pochwały mogą nie tylko budować bariery, ale też stawiać nas w roli sędziego. A przecież nie chodzi nam o wyrażenie osądu, ale o uczczenie tego, że ktoś wzbogacił nasze życie, pozwolił zaspokoić większą lub mniejszą potrzebę. Wówczas, gdy wyrażamy wdzięczność, mówiąc: „Dziękuję, że wyciągnęłaś mnie na ten spacer, czuję, że stres zszedł ze mnie i ogarnia mnie błogość i spokój, a twoja obecność przywróciła mi wiarę w przyjaźń”, w sposób jednoznaczny komunikujemy drugiej osobie, co dla nas zrobiła, a taka pochwała głębiej dociera do obu stron: dającej i biorącej, co w konsekwencji umacnia tę relację.

Profesor Emmons przestrzega przed przeszkodami w okazywaniu wdzięczności. Jako jedną z nich wymienia zakorzenione w nas poczucie, że zasługujemy na coś bądź mamy prawo do czegoś, np. by wymagać od męża wierności, od dziecka pilności w szkole, od przyjaciółki dyspozycyjności, od rodziców oddania. To pułapka, która utrudnia uświadomienie sobie, jak bardzo zależymy od dobrej woli innych. W czasach, kiedy współczesna psychologia podkreśla znaczenie niezależnej jednostki, kiedy konsumpcja robi z nas wyrafinowanych egoistów, łatwo możemy zapomnieć, że prawdziwa wdzięczność jest możliwa wtedy, gdy uznamy naszą zależność od innych ludzi i od relacji z nimi.

Dziennik wdzięczności

Na podstawie wieloletnich badań nad wdzięcznością profesor Robert Emmons dowiódł, że osoby po 10 tygodniach pisania dziennika wdzięczności nie tylko czuły się szczęśliwsze, ale również zdrowsze. Odnotowano, że lepiej i dłużej spały w nocy, odczuwały mniej bólów w ciele, a także chętniej decydowały się na uprawianie sportów. Stawały się większymi optymistami, a także były bardziej otwarte na pomaganie innym.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się