fbpx

Archeo Sisters – wywiad z Natalią i Pauliną Przybysz

Archeo Sisters - wywiad z Natalią i Pauliną Przybysz
fot. Krzysztof Opaliński

Natalia uwielbia przyrządzać bakłażany, Paulina laleczkuje… Siostry Przybysz powracają do wspólnego śpiewania, ale nie w starych bucikach. Co to wszystko znaczy – docieka Robert Rient

Archeo-Sisters /fot. Krzysztof Opaliński

Poproszę o prosty przepis na pyszne ciasto bez dodatku jajek i mleka.

Paulina: Żytnia mąka, mleko sojowe albo kubek kawy, wiórki kokosowe i migdały, dużo soku z limonki, dwie łyżki oleju, można wsypać trochę proszku do pieczenia, i tyle. Nie znam się na proporcjach, zawsze robię to w ciemno.

Natalia: A ja ostatnio zrobiłam praliny z czarną czekoladą bez laktozy. Zmieliłam ją z bananem, figami i suszonymi morelami, ulepiłam z tego czarne kule. Obtoczyłam w drobno posiekanych nerkowcach i wsadziłam do zamrażalnika.

Dlaczego zamieniłyście wegetarianizm na weganizm?

N: Będąc wegetarianką, tak naprawdę ściemniam, bo – według mnie – krowy hodowane dla mleka są traktowane bestialsko, kury nioski – również. Wielu wegetarian zapomina o podpuszczce w serach. Wegetariańska potrawa jest taka sama jak wegańska, tyle że z serem lub jajkiem. W pewnym momencie wielu wegetarian dostrzega, że wskutek zmiany ich sposobu żywienia ilość krzywdy na świecie wcale się nie zmniejszyła, bo wciąż zjadają cierpienie zwierząt. Weganizm załatwia sprawę.

P: Z wegetarianizmu zazwyczaj przechodzi się do weganizmu, bo trzeba się obudzić. Te wszystkie zwierzęta po zakończeniu swojej pracy, dawaniu mleka czy jajek, i tak trafiają do rzeźni.

Weganizm to wpływ waszej mamy?

P: To była nasza decyzja, mamą inspirowana. Teraz jest ostro, bo mama przeszła na dietę raw, je tylko nieprzetworzone pokarmy, a my jesteśmy obciachowe, że jesteśmy na weganizmie.

N: Jesteśmy obżartymi, ugotowanymi cieniaskami, które pieką ciasta (śmiech). Nakłaniamy mamę, by sformalizowała swoje działania i założyła Kościół, ma wielu wyznawców.

P: Na weganizmie kończy się dla mnie temat etyczny, zakusy w stronę raw dotyczą już zdrowia.

N: Ale miałyśmy kilka zawieszek wegańskich, takich skoków w bok. Będąc w ciąży, obudziłam się raz chora, głodna i zjadłam jajko. Najgorsze jest myślenie, że po zjedzeniu tego jajka całe lata weganizmu się posypały. A to nieprawda.

Co się zmieniło w waszym życiu po urodzeniu dzieci?

P: Z wygodnej pozycji osoby skoncentrowanej na sobie, swoich przeżyciach, stałam się narzędziem do obsługi dziecka. Na początku byłam w szoku, że tych obowiązków jest aż tyle, z drugiej strony maleńkie dziecko spowodowało, że wszystkie dziwne problemy egzystencjalne zniknęły.

N: Chudnie ego. Byłam przy pierwszym porodzie Pauliny. Widziałam, a później doświadczyłam tego, jak zmieniamy się w zwierzaki. Ukorzeniamy się, wbijamy w ziemię, czujemy koneksję z naturą. Łożysko, krew, później ssanie piersi, wszystko staje się organiczne. Uczestnicząc w porodzie siostry, na początku miałam ogromnego speeda. Jak zobaczyłam dziecko, nakręciłam się kosmicznie, a ponieważ nie byłam matką, mój organizm nie produkował oksytocyny, więc następnego dnia miałam potwornego kaca moralnego. Płakałam wiele godzin, zalewały mnie refleksje o życiu i śmierci, o tym, że jesteśmy tylko mięsem, że wszystko jest przyziemne, okupione cierpieniem. Z jednej strony duchowni i cudowni, z drugiej – krwiści i boleśni. Długo się bałam, ale jak zaszłam w ciążę, udało mi się to oswoić.

profil FB, Archeo-Sisters /fot. Krzysztof Opaliński

P: Natalia była na tyle opanowana, że kiedy położna kazała jej oddychać, ta powiedziała pomiędzy skurczami: „śpiewam i gospodarkę oddechową mam opanowaną, proszę mnie nie pouczać”.

Planujecie kolejne dzieci?

N: Babciami niedługo zostaniemy!

P: Kolejne płyty – to tak.

Natalia, śpiewasz covery Janis Joplin – nigdy nie pociągał was jej sposób życia?

N: Nie wychowywałyśmy się na niej. Ona była chaosem, natłokiem emocji, kierowała się innymi wartościami niż my, tak przynajmniej to wyglądało z zewnątrz.

P: My prowadziłyśmy mnisie życie, a ona brała działkę. Nasze organizmy są za bardzo odtrute, by to nas pociągało. Dzięki naszej mamie jako dzieci koncertowałyśmy wiele razy w Monarze, to nas oświeciło. Widziałyśmy finał narkotykowej imprezy.

Mama często wraca w waszych wypowiedziach. To ważna relacja?

P: Bardzo! Długo chorowała, do tej pory szuka rozwiązań zdrowotnych. Ma ciężką astmę. Wiele razy lądowała w szpitalach. Gdy dorosłyśmy na tyle, by nadawać się do rozmowy, robiła nam legendarne wykłady w kuchni. Opowiadała o refleksjach, swoich przemyśleniach, niby to była dyskusja, ale co my tam mogłyśmy…

N: Mówiła: „zapraszam, wykładzik będzie, proszę przyjść”.

Nie buntowałyście się?

N: Nie, bo to było bardzo ciekawe.

P: Jak przychodziły do mamy koleżanki, lubiłam rysować i słuchać, o czym rozmawiają. Nawet jak rodziłam, obok była Natalia i mama, one tak sobie ksiuchtały i ja się czułam bardzo bezpiecznie.

„Ksiuchtały”?

P: Nie pytaj (śmiech).

A tato jaki był?

P: Wprowadzał klimat pod tytułem: „wszystko jest spoko”. Mama przynosiła pogoń, popłoch, dynamikę, zmiany. Gdy my biegałyśmy i się ubierałyśmy, on leżał w szlafroku, grał na gitarze i mówił, że i tak będzie pierwszy przy samochodzie.

N: I był!

Poza rodzicami kto lub co was najbardziej ukształtowało, również muzycznie?

N: Jak miałyśmy 10 i 12 lat, mama zabrała nas na warsztaty „Śpiewaj i otwórz serce” do Hannibala. To Afroamerykanin, pochodzący z Kalifornii, a mieszkający w Wiedniu, śpiewał w tamtejszej operze. Sporo czasu spędził z Niną Simone, jako jej asystent, występował z nią. Jego babcia była z plemienia Cherokee, dlatego Hannibal wykorzystuje w pracy szamańskie techniki. Na warsztatach zadał całej grupie pytanie: „kto z państwa chciałby żyć z tego, zarabiać pieniądze?”. Obie podniosłyśmy rękę. Dla mnie to był początek naszych zawodowych decyzji. Zgłosiłyśmy się na tę drogę, chociaż nie miałyśmy jeszcze biustu i śpiewałyśmy wtedy naprawdę ostro. Wracałyśmy na jego warsztaty wielokrotnie, czasami chodziłyśmy osobno na zajęcia. Nauczyłam się od niego też gotowania.

Czego na przykład?

N: Bakłażana, z którym wielu ludzi ma problem. Trzeba go przeciąć wzdłuż, plastry powinny być centymetrowe. Potem trzeba je posolić, by się spociły, wytrzeć papierem, rozłożyć, natrzeć oliwą z oliwek i ułożyć w rządku na papierze do pieczenia. I do pieca. Duże kawałki bakłażana wymieszane ze świeżą kolendrą, bazylią, kremem balsamicznym, solą i pieprzem smakują wybornie.

P: Jak się pójdzie do Natalii, to zawsze są bakłażany… A Hannibal jest abstrakcyjną, kolorową postacią, która świetnie sobie radzi w życiu, samo patrzenie na niego jest inspirujące. Bo skoro on może, to dlaczego nie my? Jak przyjeżdżał do Polski, zakładał wielobarwne szaty i śpiewał na ulicach miasta pełną parą, nie było w tym żadnej kreacji, po prostu był. Pamiętam utwór, który Nina śpiewała z wiatrakiem postawionym na fortepianie, była już bardzo stara, zmęczona, potrzebowała takiego pobudzenia. Ja też tak chcę, śpiewać do samego końca, z wiatrakiem przy twarzy.

Wydałyście po dwie solowe płyty, dlaczego znowu chcecie śpiewać razem?

N: Jesteśmy archeologicznie ze sobą powiązane. Nawzajem się czeszemy, karmimy, ubieramy. Mamy siebie nawzajem.

Chyba nie jest możliwe, by ktoś był blisko was, tak jak wy jesteście ze sobą?

N: Faktycznie, nie jest.

P: Niemożliwe! Co jakiś czas fantazjujemy na temat tego, by zamieszkać razem, wypiąć się na cały świat.

Próbowałyście tego?

P: Tak, nie miałyśmy dzieci, zmieniali się tylko chłopcy obok nas, a my królowałyśmy w domu sióstr. Na wyjazdach, nawet jak mamy osobne pokoje, siedzimy w jednym.

Są takie obszary, które nie są wspólne?

P: Solowe projekty. Mamy też różne upodobania sportowe, Natalia ćwiczy jogę, ja biegam i pływam.

N: Paulina lepiej pisze felietony i lepiej się kłóci z chłopakiem…

P: Zrzucam go ze schodów po pierwszym zdaniu (śmiech).

N: A ja się daję przekrzyczeć. Ale mamy w sobie wsparcie.

A miłość?

P: Po trzyletnim związku weszłam w inny, który zaowocował dzieckiem, teraz jestem znów z tamtym, widać mi przeznaczonym, facetem, i mam z nim drugie dziecko.

N: I wszyscy razem chodzą do przedszkola na przedstawienia: ojcowie, dzieci i ona.

P: Razem pracujemy, mamy wspólne pasje. Czasami mój partner miksuje w piwnicy moją płytę, ja na górze zajmuję się dziećmi i nie daję rady. Schodzę do niego i mówię: „hej ty, pomóż mi”. On na to, że miksuje moją płytę. Myślę wtedy, że to bez sensu, nie powinniśmy pracować razem, nie w domu. Potem, gdy siedzimy z dziećmi na kolanach i odsłuchujemy nagrania, myślę sobie: „jest idealnie, to najlepsze, co mogło mi się przydarzyć”.

N: Mój chłopak jest spoza branży, jego brat bliźniak gra na gitarze w moim zespole. Mój facet ma bardziej rozwiniętą lewą półkulę. Ja go trochę odrywam od rzeczywistości, on mnie uziemia w tym, co potrzebne.

Czym się będą różniły Archeo Sisters od Sistars?

P: Więcej wolności i luzu, więcej nas.

N: Sistars to były cztery osoby…

P: …i decyzje były wypadkową tych osób, kompromisem. Teraz u władzy została już tylko rodzina, a ponieważ

całe życie dzieliłyśmy się rodzicami, potrafimy ze sobą rozmawiać. Wystarczy, że spojrzymy sobie w oczy,by rozumieć, czy coś nas bawi, czy coś nam przeszkadza.

N: Ale to, że śpiewałyśmy razem w Sistars, nie znaczy, że wciąż to potrafimy.

P: Poszłyśmy różnymi muzycznymi drogami, będziemy się siebie uczyć, zgrywać na nowo, ale nie chcemy wskoczyć w stare buciki, być znów dziewczynkami z Sistars.

Co było impulsem, by ponownie zejść się na scenie?

P: Stęskniłyśmy się za wspólnym robieniem muzyki.

N: Paulina mówi o wspólnym robieniu muzyki, ja po prostu chcę śpiewać.

P: Też chcę śpiewać, ale wszystkie fazy tworzenia muzyki są podniecające. W latach Sistars stałyśmy się maszyną, firmą, produktem, trochę zatraciłyśmy pierwotną radość. Świetnie wystartowałyśmy, było w tym mnóstwo energii, ale obok sporo ludzi, którzy nas „produkowali”, musiałyśmy temu ulegać. Teraz nasze granie ma być zabawą, czymś transowym, soulowym. Najpierw chcemy pograć, dopiero później nagrać płytę.

N: Na koncertach czuję się, jakbym szła do kuchni zrobić sobie herbaty, a tu nagle wyrasta obok siedmiu muzyków i akompaniują pod kanapkę. To niezwykłe. Mogłabym za to płacić, ale udaję, że to praca.

Dlaczego, pomimo prób, nie udało się wam reaktywować zespołu?

N: Długo trwały pertraktacje, marzyłyśmy o tym, by odpalić Sistars na nowo. Zrobiliśmy wspólnie z chłopakami kilka kawałków, ale nie udało się nam nakreślić wspólnej drogi, wizji tego, co ważne dla nas wszystkich.

A co jest ważne?

N: Odwaga, dążenie do prawdy w tym, co się robi, zgoda ze sobą. I relaks, by nie wprowadzać więcej stresu na świecie, niż jest.

P: Dla mnie ważna jest wiara w to, że przeszłość nie istnieje, że życie rozgrywa się w tej chwili, tu i teraz. To bardzo trudne. Moje życie dzieli się na dwa aspekty, muzyczny, w którym potrzebna mi wolność, szczęście, spełnienie, i drugi – rodzinny, domowy, z dobrym jedzeniem w tle.

N: Ona tak sobie laleczkuje…

Co to znaczy?

N: Jak była mała, robiłam jej z papieru lalki i ona się nimi bawiła. Nawet w liceum nakryłam ją, jak schowana laleczkowała. Tak samo robi z piosenkami, tekstami, co chwilę wchodzi nowa laleczka, nowy wątek, nowe znaczenie. Tak samo robi z życiem. Laleczkuje.

A przyszłość, jaka będzie?

P: Jedziemy busem na koncert, wyciągamy dobre jedzenie i się nim dzielimy. Mamy rozgrzane struny głosowe, tak że nie może się do nas przykleić żadna choroba. Na próbach pod nogami kręcą się nasze dzieci i nikomu to nie przeszkadza.

Natalia Przybysz (ur. w 1983 roku), znana równiez jako N’Talia i Natu, wokalistka. Wydała solowe płyty „Maupka Comes Home” i „Gram duszy”. Członkini Akademii Fonograficznej. Mama Anieli i Jeremiego. Paulina Przybysz (ur. w 1985 roku), znana równiez jako Lil’Sista i Pinnawela, wokalistka i kompozytorka. Wydała solowe płyty „Soulahili” i „Renesoul”, a jej najnowsza produkcja – projekt „Rita Pax” od marca dostepna jest w sklepach. Członkini Akademii Fonograficznej. Mama Matyldy i Rity. W latach 2001–2006 wystepowały jako Sistars, teraz – w zmienionym składzie – wracaja jako Archeo Sisters.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>