fbpx

Tasha z zielonego wzgórza

Tasha z zielonego wzgórza
Tasha Tudor w otoczeniu ukochanych zwierząt i roślin (Fot. tashatudorandfamily.com)

„Kiedy mieszasz dżem, możesz czytać Szekspira” – mawiała Tasha Tudor, autorka i ilustratorka książek dla dzieci, której nie przypadł do gustu XXI wiek. Postanowiła więc go zbojkotować i… cofnąć czas o prawie 150 lat.

Tasha Tudor to krucha starsza pani krzątająca się po malowniczym domu i ogrodzie, w towarzystwie ukochanych psów rasy Corgie, kóz, kur i kwiatów. Na zdjęciach, w sukniach z epoki wiktoriańskiej i włosach upiętych z tyłu głowy, wygląda jak postać z filmów kostiumowych o realiach życia w XIX wieku. Atmosfera i wystrój domu też kojarzą się z odległym czasem. Tyle mówią zdjęcia, lecz prawda jest inna! Akcja toczy się współcześnie, a starsza pani to jedna z najbardziej znanych i lubianych amerykańskich autorek-ilustratorek literatury dziecięcej, której utwory przetłumaczono na siedem języków. „Pumpkin Moonshine” – słodka opowieść o małej dziewczynce i jej uciekającej dyni – to właśnie jej dzieło. Rysunki Taszy pojawiały się nie tylko w książkach, ale też na kartkach z życzeniami, zakładkach do książek i przedmiotach codziennego użytku. „Wszystko jest na nich prawdziwe – ludzie to moje dzieci, wnuki i przyjaciele, pejzaże to świat za moim oknem, a kwiaty pochodzą z mojego ogrodu. Sądzę, że to decyduje o uroku tych rysunków” – mawiała Tasha Tudor, która była też znakomitą gawędziarką, dekoratorką, kucharką, ogrodniczką i matką czworga dzieci.

Tasha z zielonego wzgórza
Fot. tashatudorandfamily.com

Przeprowadzka w czasie

W 1970 r. Tasha kupiła odludne, zalesione wzgórze w Marlboro w stanie Vermont, gdzie jej syn Seth zbudował dla niej dom w stylu Cape Cod – o przytulnej, podobnej do chatki estetyce, używając przy tym tylko ręcznych narzędzi. Tasha od razu się w niej zakochała, nazwała ją chatą Corgi i… zarządziła w swoim skrawku świata cofnięcie czasu o prawie 150 lat. Dom urządziła według XIX wiecznych standardów epoki wiktoriańskiej i ubierała się zgodnie z ówczesną modą – w długie powłóczyste spódnice, fartuchy, chusty i szale.

Tasha z zielonego wzgórza
Fot. tashatudorandfamily.com

W czasach, gdy w amerykańskich domach pojawiały się pralki i lodówki, ona przeniosła się do chaty bez prądu i bieżącej wody, którą codziennie dźwigała w wiadrach ze studni. A żelazko podgrzewała na piecu opalanym drewnem.
Wielu taką zmianę postrzegałoby jako porażkę. Ale nie Tasza! Dla niej przeprowadzka była spełnieniem marzeń o życiu z dala od hałasu i sztucznych problemów. Miała wtedy 57 lat.

Życie bez zegarka

W chatce Corgie nie było TV, radia ani zegara. Tascha żyła tak, jak chciała, zgodnie z rytmem natury. Pobudką był wschód słońca – wówczas wędrowała do studni po wodę i zaczynała krzątaninę wokół domu, zwierząt i ogrodu. Dbała o zasoby spiżarni, szyła odzież dla rodziny, gotowała, sprzątała, dekorowała dom, podejmowała przyjaciół, dzieci i wnuki. A przed pójściem spać, wraz z zachodem słońca, siadała przy kominku z filiżanką herbaty.

Tasha z zielonego wzgórza
Fot. tashatudorandfamily.com

Uwielbiała zimę. „To wspaniała pora. Nie muszę nigdzie iść, bo pracuję w domu. Jeśli zasypie mnie śnieg, moje zapasy pozwolą mi przeżyć przez kilka miesięcy.“
Szybko przystosowała się do życia na wzgórzu – wybierała kwiaty i warzywa dobrze znoszące klimat nieco ostrzejszy niż na nizinach. Hodowała kozy zamiast delikatnych krów. Z ich mleka robiła sery, masło i śmietanę. Miała kilka uli, a w nich własny miód, którego nie mogło zabraknąć w kuchni (podobnie jak kwiatów). W rzece obok łowiła ryby i przyrządzała je w ziołach, z owoców robiła smakowite dżemy, wypiekała pieczywo i ciasta. Była mistrzynią wielozadaniowości. Mawiała: „Kiedy mieszasz dżem, możesz czytać Szekspira”.

Słodki Wiliam i niezapominajki

Mama i babcia Taszy były zapalonymi ogrodniczkami. Nic dziwnego, że ona też kochała kwiaty i umiała je rozpoznawać. Nazywała je potocznymi imionami – np. szalona Tesa, słodki Wiliam. Bo przecież „staroświeckie imiona są o wiele ładniejsze od obco brzmiących nazw”.

Tasha z zielonego wzgórza
fot. tashatudorandfamily.com

Ogród, pełen sielskich malw, róż, pachnących lilii i innych starodawnych kwiatów był jej dumą! Nie projektowała go, po prostu sadziła w nim to, co jej się podobało. Wzdłuż ścieżek „zamieszkały” irysy, łubiny, orientalne maki, sezonowe cynie, petunie, nagietki i pnące nasturcje. Najważniejsze były jednak niezapominajki. Tasha była nimi zauroczona – mawiała, że dzięki nim w pogodny dzień ziemia jest lustrem dla nieba. Gdy przekwitały, chodziła z ich wyschniętymi naręczami, rozsypując tu i ówdzie nasionka. Nie stosowała w ogrodzie chemii – nawóz produkowały kozy.

Tort urodzinowy z białym lukrem

Mimo nawału pracy Tasha bardzo dbała o więzy sąsiedzkie oraz rodzinne. Organizowała herbatki i potańcówki, kursy szycia i robótek na drutach. Tworzyła z dziećmi lalki i marionetki, które potem „grały” w przedstawieniach. A wieczorami czytała dzieciarni książki, w świetle i cieple ognia.
Na przyjęcia urodzinowe zawsze przyrządzała słynny tort z białym lukrem. Ale nie podawała go na stole w salonie, lecz na… małej tratwie rozjarzonej świecami, którą spuszczała w dół rzeki. Tam czekali już goście na słodki poczęstunek. Widok był niesamowity! Często dekorowała ciasta płatkami nagietków, róż, fiołków i innych jadalnych kwiatów.

Tasha z zielonego wzgórza
Fot. tashatudorandfamily.com

W chatce Corgi z wdziękiem celebrowano wszystkie święta. Jej córka Bethany wspomina: „Walentynki to ręcznie robione cukierki, Wielkanoc to gorące bułeczki i wydmuszki zdobione w ukraińskim stylu. Imieniny to ciasta z lukrem prawoślazowym i świeżymi kwiatami, domowe pralinki, karmelki i masło toffi. Święto Dziękczynienia zaś to indyk przyrządzany w słynnej blaszanej kuchni i tyle pieczenia! Ale moim ulubionym świętem było Boże Narodzenie. Pamiętam spacery po lesie w celu znalezienia żłobka w skalnej jaskini, dźwięki pozytywki i świąteczne drzewko udekorowane piernikami, cukierkami jęczmiennymi, rogami obfitości”.

Słoneczne godziny

Na jej starym zegarze słonecznym w ogrodzie widniał napis „Liczę tylko słoneczne godziny”. Tasza nigdy nie zagłębiała się w mroczne myśli, żyła tu i teraz, cieszyła się słońcem. Drażniło ją narzekanie bez starań o zmianę na lepsze. Ci, którzy mieli szczęście ją bliżej poznać często zmieniali w większym lub mniejszym stopniu swoje życie.

Tasha z zielonego wzgórza
Fot. tashatudorandfamily.com

Ulubionym cytatem Taszy był ten z wiersza „Droga nie wybrana” Roberta Frosta.

„Dwie ścieżki rozchodziły się w żółtym lesie,
a ja wybrałem tę, którą mniej uczęszczano.
I to właśnie wszystko odmieniło.”

Życiowa droga Taszy zakończyła się w 2008 roku, po 36 sielskich latach w Malboro. Miała 92 lata… Ale jej królestwo wciąż istnieje i rozkwita pod opieką rodzinnej firmy Tasha Tudor@Family. Dom jest otwarty dla zwiedzających, a ogród można podziwiać w ramach spacerów Secret Gardens of Tasha Tudor and Family Tours.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze