1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Gotowanie, które zmienia świat. Rozmowa z autorką bloga Misa Mocy

Gotowanie, które zmienia świat. Rozmowa z autorką bloga Misa Mocy

Ewa Ługowska (Fot. Antonina Dolani)
Ewa Ługowska (Fot. Antonina Dolani)
Nie chodzi tylko o składniki i przepisy. Kuchnia to także zakupy, przechowywanie, gospodarowanie, wykorzystywanie resztek, dzielenie się, segregacja śmieci – pisze Ewa Ługowska w swojej książce „Misa mocy”. Bo każdy krok w kierunku proekologicznego życia, nawet najmniejszy, ma sens. 

Podtytuł książki brzmi: „Przewodnik po kuchni zmieniającej świat”. Ale czy naprawdę właśnie w kuchni można zmienić świat? – Można. Oczywiście na pewną skalę. Ale tak, każdy krok w dobrą stronę jest ważny – mówi Ewa Ługowska. Dla niej narzędziem do pokazywania nam, jak te kroki wykonywać, jest też prowadzony od czterech lat blog misamocy.pl. Jak to się u niej zaczęło? – Dochodzenie do pewnych wniosków przychodzi  z czasem, zmiana w nas samych to trudny proces, u mnie trwał on przez wiele lat. Jestem w życiu poszukiwaczką, a poszukiwacze mają to do siebie, że lubią zmiany. Zapalnikiem były w moim przypadku książka i warsztaty rozwojowe na temat legend indiańskich, poświęcone 13 pierwotnym matkom klanowym. Każdym cyklem Księżyca opiekuje się jedna matka. Ona uczy nas kontaktu ze sobą i z naturą. Miałam wtedy czas, kiedy zastanawiałam się, o co mi chodzi w życiu, czemu warto poświęcić energię. I w naturze właśnie znalazłam odpowiedź. Nie tylko w lesie czy górach, ale i na talerzu, w kuchni, w codziennych czynnościach związanych z przygotowywaniem jedzenia – z miłością, wdzięcznością i szacunkiem. Bo przecież kuchnia to nie tylko gotowanie. To także myślenie o jedzeniu, planowanie posiłków, robienie zakupów, przechowywanie. Ale także decyzja, co jem. Wszystko? Czy może rezygnuję z pewnych grup produktów? No i czy można powiedzieć, co z punktu widzenia tytułowego ratowania świata jest ważniejsze: niejedzenie mięsa, niemarnowanie żywności, szukanie produktów ekologicznych – czy jest tu w ogóle hierarchia? – Najważniejsze jest zdrowe odżywianie. A ono wymusza na nas postawę proekologiczną. Wystarczy, że zadbamy o siebie, że zaczniemy jeść nieprzetworzone, lokalne, świeże produkty – i już zmniejszamy zaśmiecenie świata, ograniczymy ślad węglowy. Mamy wybór. Nie musimy kupować jedzenia zapakowanego w plastik. Nie musimy przynosić go do domu w plastikowej torbie. Nie musimy wybierać tego wysoko przetworzonego, z chemią, produkowanego w wielkich zakładach zanieczyszczających środowisko. Nie musimy wybierać produktów, które jadą do nas z drugiego krańca globu. Choć, oczywiście, wszystko jest dla ludzi, ale uważam, że w kuchni powinny przeważać składniki lokalne. Ewa mówi o sobie, że jest idealistką, pewnie dlatego rzeczywiście ma poczucie, że każdy krok uczyniony w kierunku proekologicznego stylu życia zmienia otoczenie. – Widzę to na co dzień w sklepie. Przychodzę z własnymi bawełnianymi woreczkami. I zawsze ktoś – czy to inni kupujący, czy sprzedawczynie albo kasjerki – zapyta: „A skąd pani ma taki ładny woreczek? Gdzie można kupić? Jak to się sprawdza?”. Ludziom się podoba, chcą takie mieć, ja chętnie odpowiadam – i tak to się szerzy, tak ten prosty pomysł idzie dalej. Tak samo można zarazić smakami, nowymi daniami, ludzie odkrywają, że nie tylko schabowy. I potem mi mówią, że sami już gotują inaczej. Albo że wymyślili nową pastę do kanapek i przestali kupować wędliny. Albo że w środy nie jedzą już mięsa, tylko warzywny pasztet. Roznosi się moda na zdrowe jedzenie. Bo fajnie być fajnym – dodaje. Ale według Ewy Ługowskiej najważniejsze to mieć w tym luz. Żeby twoja postawa, nawet najsłuszniejsza, nie rodziła agresji do drugiego człowieka, jeśli jego wybory są inne niż twoje. I żeby nie być w tym fanatycznym. – Nie wzywam wcale do przechodzenia w stu procentach na lokalne produkty. Jeśli będziemy jeść i gotować w zgodzie ze sobą, jeśli będziemy mieć z tego radość, to tą radością zarazimy innych. Ja na przykład na blogu pokazuję też przepisy z oliwą, z awokado, z melonem. To ma być zabawa, nie przymus. Bo tylko pozytywny przekaz przynosi pozytywne skutki. Idzie łatwiej, szybciej, zatacza szersze koło. Pytanie, czy dla osoby niewprawnej takie komplementarne myślenie o jedzeniu nie jest za trudne i zbyt czasochłonne. Bo musimy zastanawiać się nie tylko nad tym, co na obiad. Trzeba też odpowiednio planować zakupy, wiedzieć, gdzie najlepiej kupować, jak niczego nie marnować, jak wykorzystać to, co całe życie przywykliśmy wyrzucać i nie zawracać sobie głowy – jak choćby łupiny od bobu czy natkę włoszczyzny. Zajmuje to dużo czasu, angażuje. Może nawet przesadnie. – Na pewno tak jest na początku. Bo każda zmiana, zanim się w nas ukorzeni, jest trudna. Ale jak już zaczniemy, po niedługim czasie staje się to naturalne. Kiedy czytałam książkę o zero waste, to po pierwszych stu stronach stwierdziłam: „Nie dam rady”. Ale potem pomyślałam: „Nie, nie poddam się”. Postanowiłam, że będę wprowadzać po jednej rzeczy. I bez napięcia, że muszę od razu osiągnąć ideał. Zaczęłam właśnie od bawełnianych woreczków – dopiero kiedy zaobserwowałam, że idąc na zakupy, biorę je odruchowo, wprowadzałam kolejne zmiany. To tak jak z gotowaniem pomidorowej – kiedy robisz to pierwszy raz i nie znasz przepisu, musisz myśleć o każdej czynności, sprawdzać, co po czym. Jak ugotujesz zupę pięć razy – robisz to już automatycznie. Warto? – Warto. Nie tylko w skali globalnej, ale i w mojej indywidualnej. Zakupy robione według planu to oszczędność czasu. A wykorzystywanie wszystkiego to także oszczędność pieniędzy. Jak zrobię za dużo, mrożę, wekuję, robię z resztek natki pesto, z łupin bobu kotleciki – wszystko się przydaje. I mam czas dla siebie. No i dobre samopoczucie! A to przecież też jest cenne.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

Włoska Francja - przepisy kuchni francuskiej

(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)
(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)
Gdyby tylko Henryk Walezy nie uciekł z Polski i został mężem Anny Jagiellonki, być może już w końcu XVI wieku w Rzeczypospolitej zaczęłaby się kuchenna rewolucja. Teściową polskiej królowej byłaby wówczas Katarzyna Medycejska, florencka księżniczka, która w ciągu jednego pokolenia na zawsze zmieniła kuchnię Francuską. Zupa cebulowa, kaczka w pomarańczach, cukry i świeże sałaty – dania dworu Medyceuszów byłyby w italofilskim Krakowie przyjęte jeszcze chętniej niż w Paryżu.

Katarzyna de Medici, prawnuczka Wawrzyńca Wspaniałego, przybyła na dwór francuski, by zostać żoną delfina, późniejszego Henryka II. Florencka księżniczka, zanim zabrała się do polityki, bardzo świadomie zajmowała się kuchnią. Zapewne trudno było jej zrezygnować ze smaków dzieciństwa. To ona przywiozła Francuzom widelec, beszamel, czyli włoską salsa colla, naleśniki – po francusku crêpe, a więc florenckie crespelle ze szpinakiem i ricottą – kaczkę w pomarańczach, zupę cebulową, czyli znaną od wieków w Toskanii carabaccię, oraz makaroniki. Konfitowane kasztany, smażone w głębokim tłuszczu serca karczochów, jajka po florentyńsku, sorbety i cukier, w dużych ilościach. To dzięki niej Francuzi, a za nimi reszta Europy, odeszli od zamorskich przypraw na rzecz lokalnych ziół, porzucili zagęszczanie potraw chlebem na rzecz mącznej zasmażki i zaprzyjaźnili się z warzywami liściastymi. Mit wkładu Katarzyny Medycejskiej do kuchni francuskiej mówi o trzech „a”: asperge, artichaut, aubergine, czyli o szparagach, karczochu i bakłażanie – składnikach kuchni arabskiej, które przez Hiszpanię trafiły na stoły Włoch, a wraz z nową królową – do Francji.
Wpływy kuchni włoskiej w swojej słynnej książce odnotowuje François de La Varenne, wielki kucharz XVII wieku. Stulecie to kulinarnie należeć będzie do Francji, która odbierze Włochom wpływy w kuchniach europejskich dworów.


Wiek XVII zmieni w tej dziedzinie wszystko i na zawsze. Tak naprawdę jesteśmy dziećmi tamtej rewolucji, która przyniosła lekką zasmażkę, beszamel i inne bezmięsne sosy, klarowne buliony, zioła z ogródka i wszechobecność masła. Jednak nie byłoby La Varenne’a bez tego, co z Florencji do Paryża wwiozła Katarzyna. Najbardziej „francuskie” dziś dania mają czytelny północnowłoski rodowód, a o skali ówczesnych zmian niech świadczy fakt, że przed przybyciem włoskiej księżniczki we Francji nie istniał zwyczaj jadania surowej sałaty.

Choux à la crème (Ptysie z kremem)

Składniki na ciasto

szklanka wody,
125 g masła,
szklanka mąki,
4 jajka,
szczypta soli.

Składniki na Crème Pâtissière

500 ml mleka,
5 żółtek, laska wanilii,
80 g cukru,
50 g mąki ziemniaczanej lub kukurydzianej

(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)

W garnku zagotować wodę z masłem i solą. Gdy zacznie wrzeć, zmniejszyć ogień, wsypać mąkę i energicznie mieszać 2–3 minuty. Ciasto jest gotowe, gdy jest szkliste i odchodzi od ścianek garnka. Zdjąć z palnika. Do ostudzonej masy dodać jajka i utrzeć na gładką masę. Ciasto przełożyć do worka cukierniczego i wyciskać niewielkie porcje (mogą być lekko skręcone) na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Piec w 200 stopniach przez 25–30 minut. Po upieczeniu wyjąć, wystudzić, przekroić w poprzek na dwie części.

Z laski wanilii wyciągnąć ziarenka. Do garnka wlać mleko. Dodać laskę wanilii i ziarenka. Zagotować. Zdjąć, wyrzucić laskę wanilii, zostawić ziarenka, przykryć i odstawić.
Żółtka z cukrem utrzeć w mikserze na jasną, puszystą masę. Pod koniec ucierania dodać mąkę. Do masy wlewać stopniowo gorące mleko z wanilią. Jednorodną masę przelać do garnka i postawić na ogniu, mieszając. Kiedy masa stężeje, zdjąć z ognia. Gorącą masę w garnku przykryć bezpośrednio folią spożywczą (folia powinna dokładnie stykać się z masą, co zapobiegnie powstaniu twardego kożucha na powierzchni kremu). Po przestudzeniu odkleić folię, przełożyć krem do worka cukierniczego i wyciskać między rozkrojone ptysie.

Fagiolini in umido alla contadina (Fasolka w pomidorach po chłopsku)

500 g zielonej fasolki szparagowej,
750–800 g obranych pomidorów lub pomidorów z puszki,
2 główki cebuli,
3 ząbki czosnku,
oliwa do smażenia,
sól, pieprz
Ewentualnie kilka płatków suszonego chili.

(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)

W głębokiej patelni lub sporym rondlu o grubym dnie rozgrzać oliwę. Przesmażyć pokrojoną w piórka cebulę i płatki chili. Kiedy cebula zmięknie, dodać pokrojony w cienkie plasterki czosnek. Kiedy będzie miękka i szklista, dodać pomidory. Kiedy i te zmiękną, starannie je porozgniatać drewnianą łyżką. Posolić i popieprzyć. Dodać umytą i oczyszczoną fasolkę (jeśli nie jest pierwszej młodości, warto obciąć jej końce). Dusić pod przykryciem przez 20–30 minut do miękkości fasolki. W wersji kanonicznej do cebuli na etapie smażenia dodaje się pokrojoną w kostkę pancettę. Na wydaniu całość można (choć nie trzeba) posypać parmezanem.

Crêpes à la ricotta aux épinards (Naleśniki z ricottą i szpinakiem)

na 10 naleśnikówL
szklanka mąki,
dwa jajka,
szklanka mleka,
3/4 szklanki wody gazowanej,
sól,
3 łyżki roztopionego masła.

farsz:
300 g ricotty,
300 g szpinaku,
60 g tartego parmezanu,
2 ząbki czosnku,
oliwa,
pieprz i sól

beszamel:
pół kostki masła,
200 g mąki,
tłuste mleko,
sól, pieprz

(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)

Składniki ciasta starannie wymieszać w misce, rozgrzać patelnię do naleśników (lub inną płaską) i wylewać na nią ciasto za pomocą chochelki. Równo rozprowadzić ciasto po patelni, po mniej więcej 30 sekundach przełożyć naleśnik na drugą stronę.
Po kolejnych 30 sekundach zdjąć. Umyty szpinak wrzucić do garnka z wrzątkiem. Wyjąć po 5 minutach, odsączyć. Na patelni o grubym dnie rozgrzać oliwę i podsmażyć na niej czosnek. Zanim zbrązowieje, wrzucić na patelnię szpinak, posolić, popieprzyć, smażyć przez 5 minut. Wyłączyć, przez chwilę studzić. Na patelnię wrzucić ricottę, bardzo dobrze wymieszać wszystkie składniki.
Gotowy farsz nakładać na naleśnik, układając wałek ze szpinaku kilka centymetrów od brzegu placka. Zawinąć możliwie ściśle, brzegi podwinąć. Naleśniki układać w blasze do pieczenia lub naczyniu żaroodpornym.
W rondelku na wolnym ogniu roztopić masło, powoli wsypywać mąkę, stale mieszając, by było jak najmniej grudek. Następnie powoli wlewać mleko, aż do uzyskania jednolitej masy. Uwaga – mleka trzeba wlać tylko tyle, ile jest konieczne do rozprowadzenia grudek mąki, w przeciwnym razie sos będzie zbyt rzadki. Posolić, popieprzyć. Kiedy beszamel zgęstnieje, zdjąć z ognia i polać nim naleśniki. Oprószyć parmezanem. Włożyć do pieca rozgrzanego do 200 stopni. Zapiekać przez 10 minut. Wyjąć i odstawić na 10 minut przed podaniem, aż stężeje.

Artichauts à l’aïoli (Karczochy z sosem aïoli)

karczochy,
ząbek czosnku,
sok z jednej cytryny,
oliwa,
sól,
żółtko,
ewentualnie papryczka z Espelette w proszku

(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)

Karczochy oczyścić: odciąć łodygę, usunąć dolne, twarde liście, odciąć czubek karczocha na wysokości 2–3 centymetrów. Wrzucić do osolonego wrzątku, wlać połowę soku z cytryny, gotować do miękkości przez pół godziny. W tym czasie przygotować sos: w misie miksera wymieszać pokrojony ząbek czosnku, sok z cytryny, sól i odrobinę papryczki. W trakcie mieszania powoli dolewać oliwę (niedużo, 2–3 łyżki). Wymieszać, aż sos zgęstnieje. Karczochy wyjąć z wody, osączyć i natychmiast podawać. Jeść po jednym listku, mocząc jego dolną część w sosie i ściągając zębami jego zawartość.

Marrons glacés (Kasztany w cukrze)

kasztany jadalne,
woda,
brązowy cukier,
ewentualnie laska wanilii. Ważne, żeby cukru było dwa razy więcej niż kasztanów.

(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)

Jeśli kasztany są już obrane, wystarczy je przepłukać, jeśli w skorupkach – trzeba je obrać. Aby sprawnie obrać kasztany: naciąć skorupkę każdego z nich i wrzucić na wrzątek. Po kilku minutach, kiedy skorupki lekko napęcznieją, wyjąć i nieco ostudzić. Zdejmować skorupkę palcami, począwszy od nacięcia. Następnie, przy użyciu małego nożyka, zdjąć z kasztanów włochatą skórkę. Ugotować kasztany do miękkości (trzeba sprawdzać; gotowanie może trwać nawet pół godziny). Ponieważ zależy nam na zachowaniu kasztanów w całości i na tym, by się nie rozpadły, najbezpieczniej gotować je na parze.
Następnie w garnku o grubym dnie wymieszać wodę z cukrem w proporcjach 1:1, dodać nasiona wanilii. Kiedy powstanie jednorodny syrop, włożyć do niego kasztany i gotować przez 5–7 minut na bardzo małym ogniu (nie chcemy, żeby się rozpadły). Odstawić i zostawić w naczyniu na noc. Na drugi dzień wyjąć kasztany z syropu, syrop doprowadzić do wrzenia, zmniejszyć ogień, włożyć kasztany, gotować na maleńkim ogniu przez 5 minut, zdjąć z ognia, zostawić w syropie na noc. Czynność tę należy powtarzać jeszcze przez 3–4 dni. Następnie wyjąć kasztany z resztek syropu, położyć na kracie, żeby obciekły i wyschły. Można posypać cukrem pudrem. Najlepiej podawać z gorzkimi napojami.

Canard aux oranges (Kaczka w pomarańczach)


kaczka bez wnętrzności i szyi,
szklanka soku z pomarańczy,
2 pomarańcze,
masło,
sól,
pieprz,
pieprz cayenne lub curry,
ewentualnie majeranek oraz 2 łyżki likieru Cointreau

(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)(Fot. Łukasz Modelski, stylizacja Katarzyna Miśkowiec)

Kaczkę umyć, osuszyć, rozgrzać piekarnik do 160 stopni. Pokrojone w kostkę pomarańcze wymieszać z przyprawami i nafaszerować nimi kaczkę. Szczelnie spiąć ją wykałaczkami, starannie posmarować masłem, włożyć do brytfanki, przykryć folią aluminiową. Piec przez 2–2,5 godziny, co pół godziny polewając sokiem z pomarańczy (lub sokiem wymieszanym z cointreau) i tłuszczem wytopionym z kaczki. Kiedy będzie miękka, zdjąć folię, polać kaczkę, podnieść temperaturę do 200 stopni i piec, aż skórka będzie chrupiąca, a kaczka z wierzchu zbrązowieje.

Za pomoc w realizacji sesji dziękujemy Manufakturze Nakomiady. manufaktura.nakomiady.pl. portret katarzyny medycejskiej: getty images/gallo images.

  1. Kuchnia

Sezon na... rabarbar! Przepis na ciasto rabarbarowe

Przedstawiamy przepis na proste i zdrowe ciasto z rabarbarem. (Fot. iStock)
Przedstawiamy przepis na proste i zdrowe ciasto z rabarbarem. (Fot. iStock)
Ta dziwna łodyga znana jest od dawna, i choć długo uchodziła za lekarstwo, świat teraz zna ją jako fenomenalny dodatek: coś pomiędzy owocem a warzywem. Rabarbar kochają Brytyjczycy, lecz i Polacy nie wyobrażają sobie lata bez rabarbarowego kompotu...

Kompotu, prostego ucieranego ciasta z rabarbarem, posypanego cukrem pudrem, tart, kombinacji z truskawkami czy wiśniami. Rabarbar – król kwasowości – wymaga jednak słodkiego dopełnienia, jeśli nie w postaci tonujących go truskawek, to choćby dużej ilości cukru i np. przesmażenia w maśle. Wiedzą o tym Anglicy, którzy tradycyjnie zapiekają pokrojone łodygi pod crumble – słodko tłustą kruszonką. Często łaczą go tez w triffle, czyli deserze z kremami, lub Eaton mess – z bezą! Ostatnio rabarbar bije też rekordy popularności w rozmaitych napojach: w „lemoniadach” idealnie zastępuje cytrynę… My przedstawiamy przepis na proste i zdrowe ciasto z rabarbarem.

Ciasto z rabarbarem

Składniki:

Spód:

  • 200 g migdałów,
  • 200 g rodzynek (niesiarkowanych)

Masa rabarbarowa:

  • około 250 g rabarbaru pokrojonego w plasterki,
  • 1/2 szklanki wody,
  • 2 banany pokrojone w plasterki,
  • garść płatków róży,
  • (do przybrania, opcjonalnie) płatki róży, truskawki, listki melisy, kawałki rabarbaru

Sposób przygotowania:

Przygotowujemy spód: migdały mielimy na drobny granulat (w robocie kuchennym z metalowym ostrzem). Dodajemy rodzynki i mielimy dalej, aż uzyskamy kleistą masę przypominającą kruszonkę. Spód tortownicy wykładamy papierem do pieczenia. Następnie wykładamy masę, wyrównujemy ją i ubijamy tak, aby utworzyła jednolitą warstwę. Przygotowujemy masę rabarbarową: pokrojony w plasterki rabarbar przekładamy do garnka i wlewamy 1/2 szklanki wody. Rabarbar dusimy pod przykrywką około 15 minut, aż zacznie się rozpadać. Dodajemy banany i dusimy jeszcze około 5 minut. Masę rabarbarowo-bananową miksujemy z płatkami róży, następnie studzimy. Masę wykładamy na spód i wyrównujemy. Możemy ją przyozdobić płatkami róży, listkami melisy, pokrojonymi truskawkami lub kawałkami rabarbaru. Ciasto wkładamy do lodówki na minimum godzinę.

Uwaga: przed zdjęciem rantu trzeba delikatnie okroić go nożykiem.

  1. Moda i uroda

Moda vintage – ubrania wcześniej kochane

Sophie Hersan, fashion designer i współzałożycielka platformy z odzieżą używaną Vestiaire Collective (Fot. materiały prasowe)
Sophie Hersan, fashion designer i współzałożycielka platformy z odzieżą używaną Vestiaire Collective (Fot. materiały prasowe)
Mają swoją historię, mają też duszę i oryginalność. Te dobrej jakości mogą być inwestycją, tak jak są nią zabytkowe samochody czy dzieła sztuki. czy to jedyny powód, dla którego rośnie moda na vintage? Pytamy Sophie Hersan, fashion director i współzałożycielkę najpopularniejszej platformy z odzieżą używaną – Vestiaire Collective.

Firmę założyła szóstka przyjaciół poszukujących miejsca, w którym mogliby odsprzedać swoje używane markowe rzeczy, ale też kupić oryginalne rzeczy z drugiej ręki. Chcieli stworzyć platformę dla siebie i dla innych podobnie myślących ludzi. Zaczynali w niewielkim paryskim apartamencie. Dziś są prawdziwym gigantem mody vintage, dostępnym w ponad 90 krajach świata. Zakupami na Vestiaire Collective chwali się nawet Kim Kardashian, co zdaniem Sophie Hersan jest niezaprzeczalnym dowodem na to, że ubrania wcześniej noszone wybieramy nie tylko po to, by oszczędzić.

Coraz więcej osób odchodzi od fast fashion i sposobu jej produkcji. Kupują mniej, mądrzej, dbają o nowe rzeczy i odsprzedają je, gdy chcą mieć kolejne. To jest przyszłość mody. Od 2018 do 2019 roku zauważyliśmy wzrost liczby kupujących z drugiej ręki aż o 10 milionów” – podkreśla.

W 2009 roku, kiedy zaczynaliście, po ubrania z drugiej ręki sięgaliśmy najczęściej nie ze względów estetycznych, lecz ekonomicznych. Teraz, po 12 latach, sytuacja się zmieniła. Kupowanie rzeczy vintage stało się modne, po prostu cool. Miałaś przeczucie, że tak się stanie?
Po części tak. To się zdecydowanie zmieniło, szczególnie teraz, w czasach COVID-19. Z Vestiaire Collective ruszyliśmy podczas kryzysu, który, moim zdaniem, zakłócił ekosystem mody, wymuszając zmiany na rynku. Już wtedy zauważyliśmy, że zaczęliśmy kupować mniej, lepiej i mądrzej. Dzisiaj zrównoważony rozwój jest dla nas jeszcze ważniejszy, a vintage oferuje przyjazne dla środowiska rozwiązanie, które jednocześnie pozwala być modnym. Współczesna moda garściami czerpie ze stylów minionych dekad, a wiele domów mody w poszukiwaniu inspiracji odświeża swoje archiwalne projekty. Celine znów sprzedaje torbę Triomphe, Louis Vuitton – model Pochette, Dior – Saddle, Gucci – Marmont i Jackie, a Fendi – słynną w latach 90. Baguette. Projektanci znów dostrzegli ich wartość i na nowo stały się prawdziwymi it-bags. A to, jak zauważyliśmy w Ves­tiaire Collective, ma znaczący wpływ na sprzedaż mody z drugiej ręki. Vintage z roku na rok odnotowuje wzrost o 140 proc. i jest popularną opcją zwłaszcza wśród milenialsów i pokolenia Z, chcących pokazać swoją indywidualność i wyjątkowość, a jednocześnie być eko. No i jest przystępne cenowo.

Od lewej: torebka Celine Triomphe; torebka Gucci Marmont; torebka Fendi Baguette (Fot. Getty Images)Od lewej: torebka Celine Triomphe; torebka Gucci Marmont; torebka Fendi Baguette (Fot. Getty Images)


12 lat temu ludzie wciąż preferowali zakupy w stacjonarnych butikach, woleli dotknąć i na żywo zobaczyć projekt, który zamierzają kupić. Dlaczego już wtedy zdecydowaliście się, by firma działała wyłącznie online?
Od samego początku chcieliśmy, by nasze produkty były szeroko dostępne, a to dawał nam Internet. Zależało nam na przerwaniu tradycyjnego myślenia o luksusie i na dotarciu z modą premium do większej publiczności. Masz rację, w 2009 roku sklepy z odzieżą używaną były przede wszystkim stacjonarne, ale też lokalne. Jednak to właśnie dzięki cyfrowej dostępności staliśmy się jedną z najważniejszych platform z odzieżą używaną.

Jackie Kennedy Onassis z torebką Gucci, nazwaną na jej cześć Jackie. (Fot. Getty Images)Jackie Kennedy Onassis z torebką Gucci, nazwaną na jej cześć Jackie. (Fot. Getty Images)

Od tego czasu powstało wiele start-upów o podobnym modelu biznesowym. Co wyróżnia Vestiaire Collective?
Cztery filary: zaufanie, społeczność, trwałość oraz moda. Nasza społeczność składa się już z milionów osób na całym świecie. Weryfikujemy jakość produktów, które do nas przychodzą, dzięki czemu nasi klienci mogą bez obaw robić zakupy. Mają pewność, że są to autentyczne projekty, nie podróbki. Dodatkowo dla przedmiotów poniżej tysiąca euro stosujemy wysyłkę bezpośrednią, dzięki czemu znacząco zmniejszyliśmy negatywny wpływ transportu na środowisko i mocno zredukowaliśmy emisję gazów cieplarnianych. Z roku na rok robimy coraz więcej, by zmniejszyć ślad węglowy i osiągnąć neutralność pod względem emisji dwutlenku węgla.

Jak wpłynęła na was pandemia? Badania pokazują, że ludzie kupują mądrzej i mniej. Czy też to odczuliście?
Zauważyliśmy, że coraz więcej osób zaczęło szukać bardziej przystępnych cenowo alternatyw. Nawet ci, którzy wcześniej przyzwyczajeni byli do zakupów z pierwszej ręki i w butikach. Pandemia spowodowała też, że zaczęliśmy czyścić szafy i sprzedawać ubrania, których nie nosimy od lat. Oczywiście niekiedy także z powodów finansowych. Rosły więc zarówno zapotrzebowanie, jak i liczba sprzedających. Niektórzy mieli też więcej czasu na przeglądanie i szukanie tego, czego potrzebują. W porównaniu do roku poprzedniego zamówienia wzrosły o 144 proc.

Gwyneth Paltrow w sikience Valentino z 1963 roku; Natalie Portman na rozdaniu OScarów (2012) w kreacji Christiana Diora z 1954 roku; Meghan Markle w płaszczu Courreges'a z 1965 roku, zakupionym w William Vintage. (Fot. Getty Images)Gwyneth Paltrow w sikience Valentino z 1963 roku; Natalie Portman na rozdaniu OScarów (2012) w kreacji Christiana Diora z 1954 roku; Meghan Markle w płaszczu Courreges'a z 1965 roku, zakupionym w William Vintage. (Fot. Getty Images)

Prywatnie też robisz zakupy na Vestiaire Collective?
Oczywiście! Każdego dnia przeglądam stronę internetową i aplikację. Śmieję się, że jestem jednym z jej najaktywniejszych użytkowników. Mam zasadę, że zanim kupię coś nowego, muszę odsprzedać jedną z rzeczy, które wiszą w mojej szafie. Nie lubię marnotrawstwa. I podoba mi się koncepcja dawania ubraniom wcześniej przez nas kochanym drugiego życia, kontynuacji ich historii.

Sophie Hersan, fashion designer i współzałożycielka platformy z odzieżą używaną Vestiaire Collective (Fot. materiały prasowe)Sophie Hersan, fashion designer i współzałożycielka platformy z odzieżą używaną Vestiaire Collective (Fot. materiały prasowe)

A z czego jesteś najbardziej dumna?
Z tego, że jesteśmy częścią wielkich zmian branży mody i że działamy w kierunku zapewnienia jej bardziej zrównoważonej przyszłości. A to nie wydarzyłoby się bez naszej licznej i zaangażowanej społeczności.

  1. Styl Życia

Niech jedzenie przestanie być powiernikiem, a stanie się... posiłkiem

Pokarm to nie tylko paliwo dla każdej komórki organizmu, ale również zastrzyk dobrej energii i samopoczucia. (Fot. iStock)
Pokarm to nie tylko paliwo dla każdej komórki organizmu, ale również zastrzyk dobrej energii i samopoczucia. (Fot. iStock)
Chcesz schudnąć? Zacznij od zmiany przekonań na temat siebie i świata. Wówczas jedzenie przestanie być twoim powiernikiem, a stanie się… posiłkiem

Jedną z najbardziej skutecznych metod zmiany przekonań jest terapia racjonalno-emotywna dr. Alberta Ellisa.

– Myślenie, odczuwanie i zachowanie człowieka tworzą zintegrowaną całość – tłumaczy Maciej Kiełbasiński, instruktor terapii uzależnień. – Jeśli jesteś przekonany, że twoja matka ma o tobie nie najlepsze zdanie, to z góry zakładasz, że każdy jej telefon będzie okazją do skrytykowania cię – nic więc dziwnego, to że kontakt z nią wywoła lawinę negatywnych emocji, a żeby obniżyć napięcie emocjonalne prawdopodobnie sięgniesz po najbardziej ci znany i skuteczny (na krótką metę) sposób: objadanie się.

Chcąc przerwać to błędne koło, musisz zmienić przekonania. Np. założyć, że krytyka matki wypływa z troski o ciebie, przyjąć, że to starsza osoba, która ma swoje dziwactwa, nie odbierać tak osobiście jej słów. To zmieni twoje emocje: zamiast złości czy poczucia winy pojawią się wdzięczność, czułość, miłość. Potrzeba ,,zajadania” emocji zniknie.

Ten sposób zmiany myśli i przekonań możesz z powodzeniem stosować w każdej sytuacji, która wywołuje negatywne emocje. Zamiast wściekać się na uliczny korek i podjadać batonik, pomyśl, że oto trafił ci się czas na posłuchanie muzyki, rozmowę przez telefon czy pozbieranie myśli. Jeśli w nocy obudzi cię lęk przed jutrzejszym spotkaniem z szefem („Na pewno mnie skrytykuje...”), to nie pędź do lodówki po coś „na uspokojenie”, tylko zmień to przekonanie – pomyśl raczej: ,,Nie wiem, co się wydarzy. Staram się wykonywać swoją pracę najlepiej jak umiem”. Potraktuj to wydarzenie z ciekawością i otwartością, a nie z lękiem. Każdego dnia, tuż po obudzeniu powtarzaj: ,,Wierzę, że wszystko, co mi się dziś przydarzy, będzie dla mnie dobre”.

Strategia przeciw kusicielom

Apetyt rodzi się w głowie. Jest to możliwe dzięki ogromnej ilości receptorów smakowych i węchowych zlokalizowanych w jamie ustnej, na podniebieniu i w nabłonku nosa. Na języku mamy mnóstwo kubków smakowych, które reagują na cztery podstawowe smaki: słony, słodki, gorzki i kwaśny oraz niedawno odkryty smak umami, odczuwany jako bulionowo-mięsny. Kusi również zapach, wygląd potraw, a nawet ich konsystencja.

Oto kilka sposobów na „niekuszenie apetytu”:

Sałatki i surówki jedz do głównych posiłków. Owoce i warzywa to cenne źródło witamin, minerałów, węglowodanów prostych oraz błonnika. Ale jeśli podjadasz je pomiędzy posiłkami albo, co gorsza, zamiast nich, wtedy szybciej je strawisz i znowu będziesz głodny.

Nie pij alkoholu tuż przed posiłkiem, a szczególnie aperitifów i gorzkich nalewek. Smak gorzko-słodki w połączeniu z alkoholem sprawi, że w bardzo szybkim czasie zrobisz się głodny. Alkohol rozluźni twoje morale i zjesz więcej niż organizm potrzebuje. Gorzkie nalewki lepiej serwować po obfitym posiłku, przyspieszą trawienie.

Unikaj produktów z syropem kukurydzianym. Bo to nic innego jak mieszanina cukrów dodawanych do ogromnej ilości produktów: od serków, soków, ciastek i cukierków po chleb – powoduje natychmiastowy spadek cukru we krwi i eskalację apetytu.

Wystrzegaj się papkowatej konsystencji dań i wysoko przetworzonej żywności. Zrezygnuj z deserów mlecznych z kaszką, zupek typu ,,gorący kubek, rozgotowanego ryżu, makaronu, ziemniaków i frytek. Dostarczają jedynie cukru, który powstaje pod wpływem gotowania i rozpadu skrobi. Są bardzo szybko przyswajalne przez organizm i powodują natychmiastowe uczucie głodu.

Jedzenie a nastrój

Pokarm to nie tylko paliwo dla każdej komórki organizmu, ale również zastrzyk dobrej energii i samopoczucia. Odkrycie dr. Andrew Stolla, dyrektora Psychofarmakologicznego Laboratorium Badawczego przy Szkole Medycznej w Harwardzie, dotyczy kwasów tłuszczowych omega-3 obecnych w makreli, łososiu czy śledziach. To one przeciwdziałają spadkom nastroju czy nawet depresji. Podobny wpływ na mózg i dobrą kondycję psychiczną mają też tłuste orzechy i migdały. Teraz już wiesz, dlaczego spada ci nastrój, gdy przechodzisz na dietę – z powodu niedoboru dobrych kwasów tłuszczowych! Oprócz tłustych ryb i orzechów, do modulatorów nastroju zaliczamy też witaminę B oraz tyrozynę, z której powstaje neuroprzekaźnik dopamina, nazywany „hormonem szczęścia”.

W sytuacjach stresogennych, po dużym wysiłku psychicznym lub w momentach przygnębienia, czyli gdy organizmowi brakuje serotoniny, sięgamy zwykle po węglowodany (najczęściej słodycze), gdyż pomagają w przenoszeniu – wraz z pokarmem – tryptofanu, aminokwasu i ułatwiają jego syntezę. Ale już po kilku godzinach powracamy do stanu wyjściowego, czyli głodu serotoninowego. Co zrobić, żeby wyrwać się z tej pułapki? Spożywać więcej węglowodanów złożonych – ziaren zbóż, warzyw, orzechów, które wchłaniają się dłużej niż węglowodany proste. Synteza serotoniny jest stała, a organizm nie odczuwa głodu psychicznego.

Ruch = radość życia

Do najważniejszych zaburzeń natury emocjonalnej zalicza się nieumiejętność radzenia sobie ze stresem. Napięcie, ciągłe zmęczenie, lęki, smutek, poczucie samotności – prowokują jedzenie. Ten stan łatwo odwrócisz poprzez systematyczny ruch. Jazda na rowerze czy marsz – trwające ponad godzinę – hamują też apetyt.

Sensowny wysiłek fizyczny musi uwzględniać trzy podstawowe elementy sprawności fizycznej: poprawiać wydolność tlenową (aerobową), wzmacniać siłę mięśni oraz poprawiać gibkość, równowagę i koordynację ruchów. Dobór rodzaju aktywności ruchowej powinien uwzględniać wiek i sprawność oraz składać się z trzech elementów: ćwiczeń wytrzymałościowych, siłowych oraz rozciągających. Ćwiczenia aerobowe (wytrzymałościowe), czyli marsz, bieg, pływanie, taniec, wykonuj kilka razy w tygodniu, po 30 min, ćwiczenia siłowe (oporowe) – najlepiej 2 razy w tygodniu, po 20 min (zestaw powinien obejmować ok. 8–10 ćwiczeń aktywujących nogi, ramiona, plecy i brzuch). Dwa lub trzy razy w tygodniu zaplanuj intensywną aktywność, która pozwoli ci zbudować kondycję serca i układu krwionośnego.

Zadanie domowe

Weź kartkę papieru i wypisz wszystkie straty (konsekwencje) swojej nadwagi, których doświadczasz nie tylko ty, ale też twoi bliscy, np: „mam chory kręgosłup”, „szybko się męczę”, „cierpię na migreny”, ale też: „nie mogę jeździć na rowerze razem z moim synem” czy „unikam seksu, bo wstydzę się swojej tuszy”. Rozpoznanie strat związanych z objadaniem się zwiększy twoją motywację podjęcia decyzji o świadomym zrzuceniu zbędnych kilogramów.

  1. Styl Życia

Ekomisja Katarzyny Bosackiej

Dziennikarka Katarzyna Bosacka zajmuje się edukacją w zakresie zdrowego żywienia i racjonalnych zakupów. Prowadzi również kanał EkoBosacka na YT. (Fot. archiwum prywatne Katarzyny Bosackiej, materiały prasowe)
Dziennikarka Katarzyna Bosacka zajmuje się edukacją w zakresie zdrowego żywienia i racjonalnych zakupów. Prowadzi również kanał EkoBosacka na YT. (Fot. archiwum prywatne Katarzyny Bosackiej, materiały prasowe)
Dziennikarka Katarzyna Bosacka od lat odkrywa tajemnice, które kryją się na etykietach ogólnie dostępnych produktów spożywczych. Przekonuje, że świadome zakupy to nie tylko warunek zdrowia, ale i sposób na niemarnowanie żywności.

Dziś coraz więcej osób czyta etykiety i bardzo się z tego cieszę, ale kilkanaście lat temu była to rzadkość. Ja nauczyłam się tego z konieczności, bo moja kilkuletnia wtedy córka za każdym razem, gdy zjadła coś słodkiego ze sztucznym barwnikiem, natychmiast wyglądała jak jaszczurka plamista. Kiedy po zrobieniu testów potwierdziło się, że jest alergiczką, jeszcze mocniej uświadomiłam sobie, jakie znaczenie ma to, co jemy.

Przełomowym momentem był dla mnie 2007 rok, kiedy pojechaliśmy całą rodziną do Stanów Zjednoczonych na kilka lat. Wyjeżdżałam z przekonaniem, że w Polsce mamy bardzo dobrą żywność, ale kiedy przyjeżdżaliśmy raz w roku na wakacje, miałam większy dystans i zauważyłam, że chleb się kruszy, bo jest naszpikowany chemicznymi dodatkami, szynka w sklepie wygląda porządnie, ale pokrojona w plasterki i opakowana w torebkę foliową zaraz po włożeniu do lodówki zaczyna puszczać wodę... Pracowałam już wcześniej jako dziennikarka, m.in. zajmująca się tematyką zdrowia, znałam wielu specjalistów od odżywiania i zaczęłam się ich dopytywać o różne oznaczenia na etykietach. Okazało się, że tym się nie zajmują. Napisałam więc moją pierwszą książkę, a potem zaczęłam prowadzić programy „Wiem, co jem” i „Wiem, co kupuję”, przy których jeszcze wiele się nauczyłam.

W stronę zero waste

Myślę, że pandemia poza tym, że wyrządziła wielkie szkody w psychice i straty w biznesach czy w pracy, skłoniła wiele osób do samodzielnego gotowania i powrotu do prostych smaków z dzieciństwa. Zmieniło się też nasze podejście do wykorzystania żywności; uświadomiliśmy sobie, jak wiele jej wcześniej marnowaliśmy i wyrzucaliśmy.

Jest wiele sposobów na to, żeby to ograniczyć, na początek proponuję trzy kroki. Po pierwsze, sezonowość. Jeżeli kupujemy produkty sezonowe, czyli w Polsce truskawki latem, a nie zimą, to są one tanie, dużo zdrowsze, zawierają więcej składników odżywczych, a przy tym są dojrzałe i smaczniejsze, więc zjemy je do końca. No i nie podróżują z drugiego końca świata, czyli są bardziej przyjazne dla środowiska naturalnego. Po drugie, powinniśmy jeść prosto, używając uniwersalnych składników. Po trzecie, kupujmy produkty dobrej jakości, przynajmniej wędlinę i chleb. Jeśli chleb będzie dobrej jakości, to go nie wyrzucimy, a z zeschniętego możemy np. zrobić grzanki. Dobrej wędlinie najwyżej obeschną brzegi, a wtedy możemy ją wykorzystać choćby do jajecznicy. W mojej nowej książce „Cuda w kuchni” proponuję wiele przepisów na dania „z resztek”.

Katarzyna Bosacka, dziennikarka, zajmuje się edukacją w zakresie zdrowego żywienia i racjonalnych zakupów, prowadzi kanał EkoBosacka na YT. Właśnie ukazała się jej książka „Cuda w kuchni”.

Polecamy książkę: Katarzyna Bosacka, „Cuda w kuchni”Polecamy książkę: Katarzyna Bosacka, „Cuda w kuchni”