1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak być autentyczną? - ćwiczenia

Jak być autentyczną? - ćwiczenia

fot.123rf
fot.123rf
Czasami pokazanie prawdziwej twarzy wydaje nam się trudne. Obawiamy się, że zepsujemy miłą atmosferę albo że zostaniemy odrzuceni przez towarzystwo. Taka postawa na dłuższą metę prowadzi jednak do dyskomfortu psychicznego.

Czy zdarza ci się czuć opór przed powiedzeniem drugiej osobie o swoich prawdziwych odczuciach, przemyśleniach na dany temat? Czy czasami gryziesz się w język z obawy, że możesz kogoś urazić swoją opinią albo zostać źle zrozumiana? A może zamiast powiedzieć wprost, co myślisz w danej chwili, szukasz w głowie łagodniejszej wersji komunikatu, który chcesz wyrazić, aby druga osoba nie poczuła się źle?

Tego typu rozważania są sygnałem braku szczerości – nie tylko wobec rozmówcy, ale przede wszystkim – wobec siebie samego. Jeśli na pierwszym miejscu stawiamy to, aby być akceptowanym przez innych, i w związku z tym za wszelką cenę staramy się być mili, tak naprawdę zatracamy autentyczny kontakt z samymi sobą. Jak wyjść z tego zaklętego kręgu? Lucyna Wieczorek, trenerka komunikacji i autorka książki „Nie mów przepraszam, nie mów kocham”, opisuje, na czym polega postawa autoempatii.

Autorka opowiada, jak sama nauczyła się rozpoznawać u siebie stan braku szczerości. Zapadanie się w sobie, brak energii i niechęć do kontaktów z osobą, wobec trudno jej być szczerą – to sygnały płynące z ciała, że nie jesteśmy autentyczni. „Zauważyłam, że kiedy nie jestem w pełni szczera, to tak jakbym rezygnowała z danej relacji, więzi, przepływu. Wtedy relacja jest częściowo martwa, spotkania i rozmowy raczej męczą albo nudzą, może irytują – zamiast wspierać, inspirować, wzmacniać” – pisze Lucyna Wieczorek.

Jak zatem komunikować się z innymi, aby pozostać w zgodzie ze sobą? Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że szczerość to informacja o nas, a nie o tym jacy – naszym zdaniem – powinni być ludzie wokół, co powinni zmienić, jak się zachowywać. Dlatego warto komunikować się językiem „Ja”, czyli przekazywać informację, na temat tego, co czujemy i co jest dla nas wartością w danej sytuacji. Tak wyrażony komunikat w pełni szanuje granice drugiej osoby i pozwala nam się w pełni wyrazić.

Pięć kroków do bycia bardziej autentycznym

1. Umów się ze sobą na małe kroki, poruszasz się po delikatnym obszarze.

2. Kiedy nie jesteś autentyczna – jaką potrzebę w ten sposób chronisz? Czy chodzi o bezpieczeństwo? Samoakceptację? Potrzebę przynależności?

3. Wybierz jedno działanie dziennie, które uznasz za autentyczne i co do którego jednocześnie będziesz mieć pewność, że bierze pod uwagę twoją potrzebę z punktu 2.

4. Znajdź minimum trzy inne sposoby na zaspokojenie potrzeby z punktu 2, które będą jednocześnie w zgodzie z potrzebą autentyczności. Innymi słowy: w jaki sposób, jaki działaniem możesz jednocześnie realizować potrzebę autentyczności i, na przykład, potrzebę bezpieczeństwa, samoakceptacji, przynależności?

5. Znajdź sprzyjającą grupę wsparcia. Osoby, dla których autentyczne relacje są ważne i chcą rozwijać umiejętność ich budowania.

Źródło: Lucyna Wieczorek, „Nie mów przepraszam, nie mów kocham”, wyd. Czarna Owca 2013

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Moc zaklęta w gniewie - wypieranie „trudnych” uczuć pozbawia nas energii

Gdy tłumimy swoją prawdziwą moc i pozwalamy innym, by mieli nad nami władzę, ogarnia nas słuszny gniew (fot. iStock)
Gdy tłumimy swoją prawdziwą moc i pozwalamy innym, by mieli nad nami władzę, ogarnia nas słuszny gniew (fot. iStock)
Jedną z najczęstszych trudności, z jakimi spotykam się w pracy terapeutycznej, jest niezrozumienie własnych uczuć. Większość z nas nie ma pojęcia, że nie przeżywając i nie wyrażając ich, zamykamy przepływ życiowej energii. Nie rozumiemy, dlaczego życie przestaje dawać nam radość, dlaczego odczuwamy emocjonalny i fizyczny dyskomfort.

Często nie pozwalamy sobie na doświadczanie tak zwanych „negatywnych emocji” - smutku, gniewu, rozpaczy - z obawy, że zostaniemy przez nie zagarnięci. Tymczasem właśnie przeżycie w pełni jakiegoś uczucia odblokowuje energię i sprawia, że znika. Terapia pomaga nam przeżyć w pełni zablokowane emocje i odzyskać utracony spokój.

Złość i gdziew budzą strach

Złość jest emocją, której najbardziej się boimy i którą najczęściej tłumimy, bo kojarzy nam się z agresją, z zadawaniem ran. Ale właśnie zabraniając sobie czuć złość, stajemy się agresywni wobec siebie. Ważne, aby oprócz przeżywania złości, umieć odczuć i wyrazić także lęk przed nią, wtedy nie będziemy musieli atakować czy oskarżać siebie lub innych. Wyrażona złość staje się dla nas źródłem energii do działania, wnosi autentyczność, siłę.

Pragniemy bliskości i namiętności w związkach, a nie mamy świadomości, że związek umiera, gdy ludzie przestają wyrażać uczucia. Tłumiąc złość, pozbawiamy się mocy, przyjmujemy rolę ofiary. Nasze ciała wyrażają tę słabość poprzez odrętwienie. Gdy tłumimy swoją prawdziwą moc i pozwalamy innym, by mieli nad nami władzę, ogarnia nas słuszny gniew. Dlatego nawiązywanie kontaktu z własną złością umożliwia nam odzyskanie własnej mocy. Tylko w ten sposób może powrócić do nas siła i energia.

To cudowne patrzeć jak ludzie, którzy czasem przez dziesiątki lat skrywali bolesne uczucia, pozbywają się ich w kilka chwil. Bardzo istotne jest nauczyć się rozumieć i akceptować swoje uczucia w momencie, gdy się rodzą, bo wtedy pozwalamy im swobodnie płynąć, zmieniać się. Taka postawa sprawia, że jak dzieci czerpiemy z życia, z naszych zmieniających się uczuć pełną radość.

Zgubne ideały

A co z tak zwanym pozytywnym myśleniem? Jeśli przeszkadza nam ono w pełnym i prawdziwym przeżywaniu naszego życia, może wcale nie jest takie pozytywne. Jeżeli myślimy „pozytywnie”, żeby nie przyznać się do strachu, bólu, złości, to okłamujemy siebie i innych. Życie może być piękne pod warunkiem, że je przeżywamy. Lubimy mieć ideały, próbujemy nawet nimi żyć, zapominamy jednak, że one „nie akceptują” życia. Dlatego zawsze warto zapytać siebie, czy żyjemy naszym prawdziwym życiem, czy naszymi idealnymi ideałami? W życiu lepiej być sobą, nieidealnym, ale szczęśliwym. Lepiej wiedzieć, co rzeczywiście czujemy i czego chcemy, niż to, co wydaje nam się, że byłoby idealnie czuć czy chcieć.

Potrzeba ideałów wyrasta z nieakceptacji rzeczywistości. Im mniej kochamy siebie, tym większą odczuwamy potrzebę bycia idealnymi. Chcemy być idealnymi dziećmi, kochankami, partnerami. W ten sposób pragniemy zdobyć akceptację i miłość. Uwierzyliśmy, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy tacy, jacy jesteśmy, więc zaczynamy udawać. Boimy się mówić o swoich oczekiwaniach, bo nie chcemy być postrzegani jako egoiści. Nie potrafimy wyrazić naszego bólu, bo nasz partner miał ciężkie dzieciństwo i pomyśli, że „czepiamy się” jak jego matka. Kneblujemy sobie usta, narzucamy sztuczne miny, przyklejamy sztuczne uśmiechy, żeby utrzymać dobrą opinię o sobie, wywrzeć dobre wrażenie. Tylko, gdzie w tym wszystkim jesteśmy my?

Jeżeli nie potrafimy nawiązać kontaktu ze sobą, ze swoimi uczuciami, to nie pomoże nam czytanie książek o duchowości czy wykonywanie najwspanialszych praktyk religijnych. Ze wszystkiego możemy uczynić mechanizm represji. Nawet w jogę możemy wejść jak do wojska.

Możemy wykonywać ćwiczenia, kontrolować ciało, śpiewać mantry, odmawiać dziesiątki różańców, koronek i nigdy nie doświadczyć poruszenia serca, nie poczuć miłości. Bo niemożliwe jest medytowanie chwili obecnej, jeżeli są w nas niezagojone rany z przeszłości. Jeżeli nie możemy pokazać ich komuś bliskiemu, odsłonić się, przyznać się do bólu, złości, wyrazić gniew, przerażenie. Dopiero wtedy, gdy poczujemy się bezpiecznie sami ze sobą, gdy nauczymy się bez strachu wyrażać wszystkie swoje uczucia, będziemy mogli odczuwać tę błogość, o której piszą duchowi mistrzowie. I nie ważne, czy siedząc, leżąc, albo skacząc, delektować się własnym oddechem i chwilą obecną.

Hanka Bondarenko: poetka, aktorka, reżyserka, psychoterapeutka.

  1. Psychologia

Użyteczne, przyjemne, czy szlachetne – jakie przyjaźnie nawiązujemy?

Wyodrębnić możemy trzy podstawowe rodzaje przyjaźni. I tak naprawdę każdy z nich jest dla nas istotny (fot. iStock)
Wyodrębnić możemy trzy podstawowe rodzaje przyjaźni. I tak naprawdę każdy z nich jest dla nas istotny (fot. iStock)
Dlaczego niektóre osoby znajdują się w „zewnętrznym” kręgu przyjaciół, a inne są nam szczególnie bliskie? Czy widzisz możliwość, by daleki znajomy stał się bliskim przyjacielem? Co sprawia, że jedne relacje są silniejsze, a inne słabsze? – pyta Hope Kelaher, terapeutka, autorka książki „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu”.

Wiele osób zadających sobie te pytania poszukuje odpowiedzi u Arystotelesa, starożytnego greckiego filozofa. Nie bez powodu jego przemyślenia i idee wywołują oddźwięk od tysięcy lat! W Etyce nikomachejskiej Arystoteles przedstawił swoje poglądy na to, jak najlepiej żyć. Dwie z dziesięciu ksiąg poświęcił przyjaźni – i nic dziwnego, uważał ją bowiem za klucz do dobrego życia. Utrzymywał, że przyjaźń może istnieć, jedynie opierając się na wzajemnym dobru pomiędzy dwiema osobami. Wymienił także trzy motywacje dla miłości i przyjaźni: użyteczność, przyjemność i szlachetność. Przyjrzyjmy się im i sprawdźmy, jak mogą przekładać się na nasze życie.

Przyjaźnie użyteczne

To relacje korzystne lub przydatne dla obydwu stron (zgodnie z łacińską maksymą quid pro quo, czyli coś za coś). Przyjaźnie użyteczne zawiera się dla osobistego zysku, nie dla przyjemności, a wszystkie związane z nimi kontakty muszą być wzajemnie opłacalne. W takich relacjach nie spotykamy się z przyjaciółmi dla samego spotkania. W efekcie przyjaźnie te są dość słabe, a więzi, na których się opierają, bywają powierzchowne. Przyjaźń użyteczna może służyć określonemu celowi, ale nie jest nim towarzystwo. Na przykład dana osoba może zaplanować weekendowe wyjście z drugą osobą, ale odwołać je, kiedy pojawi się korzystniejsza propozycja. Początkowo wydaje się, że wspólnym celem jest spędzenie razem czasu, ale z uwagi na powierzchowny charakter przyjaźni, jedna z  osób nie bierze pod uwagę uczuć drugiej, kiedy postanawia zrezygnować z planów. Robi to wyłącznie dla własnej korzyści.

Takie relacje często tworzą się wśród znajomych i podczas poszukiwania nowych przyjaciół. Bodaj najlepszy i najpowszechniejszy przykład przyjaźni użytecznej stanowią kontakty nawiązywane w  nowej szkole lub pracy bądź w nieznanych okolicznościach. Czy zdarzyło ci się kiedyś pójść na imprezę, na której nikogo nie znałeś, aby uniknąć siedzenia w domu w piątkowy wieczór? Usiadłeś w stołówce z grupą popularnych uczniów, aby podnieść swój status społeczny? A może zakolegowałeś się z osobą poznaną na siłowni, aby mieć z kim pogadać podczas treningów, zamiast stać w niezręcznej ciszy? Jeśli tak, to była przyjaźń użyteczna. Takie relacje, choć nie są bardzo znaczące, mogą być przydatne – dlatego wszystkim zdarzyło się, i nadal będzie zdarzało, je zawierać.

Przyjaźń przyjemna

Drugi rodzaj przyjaźni opiera się wyłącznie na uczuciu przyjemności, a celem jest dążenie do jego odczuwania. Takie relacje zwykle nawiązuje się w trzecim kręgu społecznym, wśród około 50 osób, z  którymi spotykamy się na imprezach lub w miejscach publicznych. To bliżsi znajomi, jednak nie aż tak bliscy, by zaliczyć ich do najintymniejszych kręgów. Przypomnij sobie ludzi, z którymi spędzałeś czas na studiach, bo byli zabawni, rozrywkowi lub żądni przygód. Być może coś błyskawicznie cię do nich przyciągnęło. Taka relacja opiera się na naturalnych podobieństwach, ale Arystoteles porównuje ją do przyjaźni „młodych”, ponieważ z czasem zmienia się to, co daje nam przyjemność. W efekcie takie przyjaźnie są zwykle krótkotrwałe. Podobnie jak pierwsze fazy zakochania, kiedy miłość wydaje się przepełniać wszystko i dodaje energii, przyjaźnie przyjemne na początku często dostarczają wspaniałych przeżyć. Z czasem relacja może jednak ulec ochłodzeniu ze względu na swój brak głębi.

Choć przyjaźnie przyjemne bywają nietrwałe, odgrywają istotną rolę nie tylko w spędzaniu czasu, ale także w budowaniu tożsamości. Pomagają nam przekonać się, co i kogo lubimy lub nie lubimy, i dają okazję do rozwijania intymności emocjonalnej z innymi. Przypomnij sobie drużynę sportową, do której należałeś, kolegów z pracy, z którymi wspólnie wychodzicie, albo osoby, z którymi grasz w gry wideo. To pozytywne, przydatne w danej chwili relacje, skupione na określonym rodzaju aktywności. Niektóre z nich mogą się rozwinąć, większość jednak wygasa, kiedy jedna ze stron traci zainteresowanie danym sposobem spędzania czasu. Uważam jednak, że wszyscy możemy, a wręcz powinniśmy, utrzymywać takie relacje.

Przyjaźnie szlachetne

Najbardziej wartościowa przyjaźń, zwana przez Arystotelesa „szlachetną”, opiera się na wzajemnym podziwie i miłości. W idealnych okolicznościach taka relacja może zawierać pewne aspekty przyjaźni przyjemnej, ale w tym wypadku przyjaciel to prawdziwy towarzysz wspierający cię na dobre i na złe. Panuje całkowita wzajemność i otwartość. Przyjaciel bez wstydu mówi ci całą prawdę o sobie i w niczym nie umniejsza to wzajemnej miłości i troski. Z mojego doświadczenia wynika, że właśnie do takich przyjaciół można zadzwonić o każdej porze, z dowolnego powodu, czy chodzi o problemy w pracy, czy złamane serce. To oni nie pozwalają ci się zagubić – zagrzewają do boju, kiedy potrzebujesz motywacji, lub studzą zapał, kiedy staje się niebezpiecznie intensywny. Wiele osób, mówiąc o przyjaźniach szlachetnych, posługuje się określeniami „bratnia dusza” lub „najlepszy przyjaciel”.

Przykłady platońskich bratnich dusz i najlepszych przyjaciół można spotkać w niezliczonych filmach i serialach, jak: Ekipa, Thelma i Louise czy Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów. Mnie przychodzą na myśl Wariatki z Bette Midler. Film opowiada historię dwóch dziewczyn – brunetki i rudej – które pochodzą z  zupełnie innych środowisk i nie mają ze sobą nic wspólnego. Jednak po tym, jak przypadkiem nawiązują znajomość, ich relacja okazuje się trwała. Dziewczynki wyrastają na nastolatki, potem młode kobiety i panie w średnim wieku, wciąż niewiele je łączy, a jednak więź między nimi trwa. W jednej z najbardziej wzruszających i wymownych scen widzimy łączącą je czystą, platoniczną miłość, kiedy dociera do nich, że jedna z nich umiera.

Takie przyjaźnie nie muszą być egzaltowane czy pełne melodramatycznych uczuć – są za to swobodne, pomagają nam się rozwijać i okazują się znacznie trwalsze niż wszystkie pozostałe rodzaje przyjaźni, które dotąd omówiliśmy.

Jak wyglądają twoje więzi? – ćwiczenie

Różne aspekty rzeczywistości, z  jakimi musimy mierzyć się w wieku średnim – praca zawodowa, dzieci, spłacanie kredytów, życie uczuciowe, opieka nad starzejącymi się rodzicami – nie pozostawiają wiele czasu na nawiązywanie nowych przyjaźni i podtrzymywanie istniejących. Nawet jeśli nie wszedłeś jeszcze w ten etap życia, poniższe ćwiczenie pomoże ci określić, jak dobrze radzisz sobie z podtrzymywaniem więzi ze starszymi i nowszymi przyjaciółmi i, w razie potrzeby, dokonać zmian.

Wymień ostatnich 5 osób, z którymi się kontaktowałeś (przez telefon, esemesa, komunikatory internetowe, wiadomości prywatne).

Czy w tych kontaktach widać jakiś schemat? Na przykład czy komunikowałeś się z jedną osobą, czy z wieloma? Być może znaleźli się wśród nich twój partner, rodzice lub szef. Zastanów się, kogo jeszcze chciałbyś zobaczyć na tej liście – może przyjaciela, z którym od dawna się nie widziałeś ani nie słyszałeś?

Czy potrafisz wyobrazić sobie, jak czułbyś się, gdybyś teraz się do niego odezwał i powiedział, że o nim myślałeś? A może potencjalnego przyjaciela, którego niedawno ci przedstawiono – może mógłbyś wykorzystać tę okazję, aby zacieśnić znajomość?

Fragmenty pochodzą z książki Hope Kelaher „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia”

  1. Psychologia

Jak zadbać o swoje szczęście? 9 przydatnych ćwiczeń

Jeśli w dzieciństwie byłaś grzeczną dziewczynką, to znaczy, że musiałaś wyprzeć zupełnie inny aspekt siebie: dziewczynkę dziką, spontaniczną i radosną. Nigdy nie jest za późno na to, aby ponownie się z nią skontaktować. (Fot. iStock)
Jeśli w dzieciństwie byłaś grzeczną dziewczynką, to znaczy, że musiałaś wyprzeć zupełnie inny aspekt siebie: dziewczynkę dziką, spontaniczną i radosną. Nigdy nie jest za późno na to, aby ponownie się z nią skontaktować. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Jeśli spełniasz pragnienia bliskich zamiast swoje, masz tendencję do długiego i zawiłego tłumaczenia się oraz do wiecznego poczucia winy - pokażemy ci, jak krok po kroku to zmienić!

1. Zawsze pomocna.
Dużo dajesz i nie oczekujesz nic w zamian? To bardzo chwalebne, jednak na dłuższą metę taka sytuacja wprowadza nierównowagę energetyczną do relacji. Zastanów się, o co możesz poprosić osobę, której najczęściej pomagasz. Sprawdź, jak zareaguje, kiedy to zrobisz. Jeśli skrytykuje cię, to znaczy, że uzależniła się od twojej pomocy. A może zwyczajnie się ucieszy, że może się czymś z tobą podzielić?

2. Odmawianie z mocą.
Jeśli chcesz, aby twój rozmówca naprawdę odczuł twoje „nie”: Patrz mu prosto w oczy, bez nachalności, ale stanowczo. Mów pewnym, osadzonym w podbrzuszu głosem. Nie tłumacz się zbyt długo, bo to tylko pogarsza sprawę. Nie miej wyrzutów sumienia, ponieważ zawsze masz prawo odmówić.

3. Aktywuj swoją siłę.
Zanim przeprowadzisz ważną rozmowę, skontaktuj się ze swoją wewnętrzną mocą: Stań prosto i rozluźnij ramiona, ciężar równomiernie rozłóż na nogach. Zrób kilka głębokich wdechów i długich wydechów. Przenieś uwagę do podbrzusza (na Dalekim Wschodzie uważa się, że tu znajduje się hara – energetyczne centrum mocy człowieka). Oddychaj do hara, wraz z wdechem podbrzusze zwiększa objętość, na wydechu zmniejsza. Wyobraź sobie kulę ognia w podbrzuszu – symbol twojej wewnętrznej mocy, utrzymuj ten obraz i oddychaj świadomie jeszcze przez trzy minuty.

4. Bezpośrednia w relacji.
Zauważ, jaką rolę obrałaś w swoim związku. Czy to ty zazwyczaj łagodzisz konflikty, czy pierwsza przepraszasz i idziesz na kompromis? Grzeczna dziewczynka patrzy przez różowe okulary, dorosła i świadoma siebie kobieta kieruje się zarówno instynktem, jak i intuicją. To one niczym barometr wskazują, kiedy należy postawić granicę, odmówić, a czasami zakończyć znajomość. Powiedz więc do tej mądrej kobiety w sobie: „czas aktywować mój kobiecy instynkt oraz intuicję po to, bym kierowała się swoim najwyższym dobrem”.

5. Wyznacz granice.
Zastanów się, czy jest w twoim życiu osoba, która notorycznie przekracza twoje granice (np. dzwoni do ciebie w nocy i opowiada o swoich problemach, pożycza pieniądze i nie oddaje). Zapytaj siebie: „Jakie korzyści emocjonalne otrzymuje ona, a jakie ja? Czy jest równowaga w tej relacji?”. Jeśli nie, umów się sama ze sobą, że od tej pory będziesz stawiała jej granice. Powiedz tej osobie, jak się czujesz, kiedy ona wciąż o coś cię prosi, a nierzadko robi to w nieodpowiednich momentach. Jeśli nauczysz się wyznaczać granice jednej osobie, automatycznie będzie ci łatwiej zrobić to z kolejną. Po jakimś czasie po prostu przestaniesz przyciągać ludzi, którzy wkraczają do twojego życia niepytani.

6. Radość z sukcesów.
Weź kartkę i zapisz wszystkie swoje życiowe sukcesy, te małe i większe. Wybierz jeden z nich i przypomnij sobie go ze wszystkimi szczegółami. Czego dotyczył? Ile miałaś lat i czy ktoś ci towarzyszył? Jak się wtedy czułaś? Czy świętowałaś ten sukces? Jeśli nie, zawsze możesz to zrobić teraz. Podziękuj sobie. To ty jesteś jego bohaterką. Pozwól, by emocje, które towarzyszyły ci kiedyś, teraz wypełniły całe twoje ciało. Poczuj wdzięczność do siebie.

7. Zgoda na komplementy.
Wzorzec grzecznej dziewczynki może sabotować cieszenie się z komplementów, bo przecież: „dziękowanie jest oznaką egocentryzmu”. Tymczasem dziękowanie oznacza, że szanujesz zarówno osobę, która mówi ci dobre słowo, jak i siebie. Kiedy następnym razem ktoś powie ci coś miłego, sprawdź, czy przypadkiem nawykowo nie zatrzymujesz oddechu i nie próbujesz zaprzeczać usłyszanym słowom. Zamiast tego po prostu je przyjmij. To tak jakbyś odżywiała swoje ciało, serce i umysł zdrowym i pożywnym jedzeniem.

8. Rozmach w marzeniach.
Weź duży karton i wypisz na nim wszystkie marzenia i pragnienia, jakie zaczną się pojawiać w twojej głowie. Nie oceniaj ich – to zapewne robili inni w przeszłości. Po prostu pozwól im zaistnieć. Używaj kolorowych flamastrów i rysuj, jeśli chcesz, symbole swoich marzeń. Poczuj się znów jak dziecko. Koniec z ograniczaniem, czas na ekspansję! To nic złego, że masz wiele marzeń, bo im więcej ich masz, tym więcej aktywujesz energii do ich realizacji. Inny sposób na pracę z marzeniami to przyklejanie wyciętych z kolorowych gazet symboli z nimi związanych. To ćwiczenie uruchamia naturalną kreatywność „niegrzecznej” dziewczynki.

9. Dzika dziewczynka.
Jeśli w dzieciństwie byłaś grzeczną dziewczynką, to znaczy, że musiałaś wyprzeć zupełnie inny aspekt siebie: dziewczynkę dziką, spontaniczną i radosną. Nigdy nie jest za późno na to, aby ponownie się z nią skontaktować. Zatem: wybierz jakiś dzień na spotkanie z nią, najlepiej na łonie natury. Powiedz do siebie: „Teraz nawiązuję kontakt z tą częścią siebie, która jest zapomniana i zepchnięta do podświadomości. Teraz daję jej przestrzeń”. Następnie wyobraź sobie, że ta dziewczynka pojawia się w miejscu, w którym właśnie jesteś, np. w lesie. Zobacz, jak wygląda, w co jest ubrana. Zapytaj ją, czego od ciebie chce w tej chwili. Może pragnie, abyś wzięła ją za rękę i poszła z nią na spacer, a może przebiegła się z nią? Pielęgnuj kontakt z tą częścią siebie i obserwuj zmiany.

  1. Psychologia

Relacje jako antidotum na samotność

Relacje to inwestycja i – tak jak każda inwestycja - wymagają podjęcia decyzji, zaakceptowania ryzyka i wysiłku. (Fot. iStock)
Relacje to inwestycja i – tak jak każda inwestycja - wymagają podjęcia decyzji, zaakceptowania ryzyka i wysiłku. (Fot. iStock)
Jak to się dzieje, że w świecie, który podsuwa tyle narzędzi służących komunikacji, daje tyle możliwości spotkania nowych osób coraz więcej ludzi czuje się samotnie? Co możemy zrobić, aby uchronić się przed pułapką długotrwałego osamotnienia? Co możemy zrobić, aby uchronić się przed pułapką długotrwałego osamotnienia?

Jak to się dzieje, że w świecie, który podsuwa tyle narzędzi służących komunikacji, daje tyle możliwości spotkania nowych osób coraz więcej ludzi czuje się samotnie? Co możemy zrobić, aby uchronić się przed pułapką długotrwałego osamotnienia?

Artykuł archiwalny

Samotność zwykła kojarzyć się z wiekiem podeszłym, jednak w ostatnich latach sytuacja zmieniła się fundamentalnie - problem samotności dotyka coraz większej liczby osób. Według danych przytoczonych przez Susan Pinker w znakomitej i szeroko komentowanej książce „Efekt wioski” 12-23% współczesnych Amerykanów nie ma z kim porozmawiać. W krajach takich jak Polska, Węgry, Słowacja czy Rosja aż 34% społeczeństwa deklaruje, że boryka się z samotnością. Może ona oczywiście być następstwem rozwodu, wyprowadzki dzieci z domu, ale nie omija również osób żyjących w związkach czy w rodzinie.

Samotność zabija. I to dosłownie. U ludzi, którzy przez dłuższy czas odczuwają bolesną samotność, podnosi się poziom kortyzolu – hormonu stresu, którego długotrwałe działanie wyniszcza organizm. To między innymi dlatego ludzie ci są bardziej podatni na choroby, częściej zapadają na depresję oraz mają duże trudności z rozwiązywaniem problemów. W trakcie wieloletniej praktyki terapeutycznej zaobserwowałem, że samotność towarzyszy niemal wszystkim problemom, z jakimi zgłaszają się pacjenci. Co więcej: często jest ich pierwotnym źródłem. Dokładnie odwrotnie sprawy wyglądają u ludzi, którzy otoczeni są gronem oddanych przyjaciół: osoby te żyją dłużej, są bardziej optymistycznie nastawione do życia, szybciej dochodzą do siebie nawet po bardzo ciężkich chorobach oraz znacznie lepiej radzą sobie z rozwiązywaniem problemów.

Dlaczego samotność jest aż tak destruktywna? Wyjaśnienie znajdujemy w przytoczonych w „Efekcie wioski” naukowych dociekaniach profesora Johna Cacioppo z University of Chicago. Skoro ludzkie mózgi ewoluowały w czasach, gdy przetrwanie mogła zapewnić jedynie społeczność, a izolacja wcześniej czy później prowadziła do śmierci poprzez głód lub atak drapieżnika, nie powinno nas dziwić, że pojawił się pewien system ostrzegawczy. Systemem tym jest dotkliwe uczucie samotności, które w swej istocie podobne jest do głodu, pragnienia czy bólu fizycznego. Jeśli z jakiegoś powodu jednostka odłączyła się od grupy, uczucie to spełniało rolę alarmu, który mówił: jeśli szybko nie znajdziesz swoich, zginiesz.

Pułapki współczesnego świata

Po pierwsze: zwodnicza łatwość. Pozorny kontakt. To, że w każdej chwili możemy otworzyć Internet i wejść na portal randkowy, Facebook, Skypa czy grupę tematyczną i poznać nową osobę, wcale nie znaczy, że nawiążemy z nią bliższą relację.

Po drugie: brak czasu. Nie jest tajemnicą, że współczesny świat wymusza na nas coraz szybsze tempo życia: awanse w pracy, podążanie wybraną ścieżką kariery czy nacisk na samodoskonalenie. Jeśli dodamy do tego rodzinę i osobiste problemy, to okazuje się, że w takiej rzeczywistości wyjścia ze znajomymi czy rozmowy z przyjaciółką traktowane są najczęściej jako strata czasu.

Po trzecie: brak świadomości. Czy zdajemy sobie sprawę, jak ważne są dla nas autentyczne więzi z innymi? Czy świadomie uczymy się, w jaki sposób możemy je budować i utrzymywać? Prawda jest taka, że jeśli nie mamy odpowiednich wzorców wyniesionych z domu lub z natury nie jesteśmy osobami zbyt towarzyskimi, często zbyt późno orientujemy się, że wpadliśmy w samotność.

Tylko głębokie i trwałe więzi mogą nas uzdrowić. Jednak ich nawiązanie i podtrzymanie kosztuje: wymaga czasu, energii, oddania, dzielenia wspólnych doświadczeń. Czy potrafimy inwestować w relacje? Przyjrzyjmy się pod tym kątem własnemu życiu.

Nauka nawiązywania relacji w pigułce

Czy nawiązywania szczerych i głębokich relacji można się nauczyć? Tak, podobnie jak każdej innej umiejętności. Relacje to inwestycja i – tak jak każda inwestycja - wymagają podjęcia decyzji, zaakceptowania ryzyka i wysiłku.
  • Zaryzykuj kontakt twarzą w twarz, zastąp nim kontakty wirtualne.
  • Wyjdź do świata, poznaj swoje najbliższe otoczenie, zaciekaw się nim. Choćby miały to być 5–minutowe pogawędki przy okazji wyjścia do sklepu czy koszenia trawy.
  • Zauważ, że wokół Ciebie mieszkają inni ludzie. Sprawdź, czy odwzajemnią Twoje spojrzenie, uśmiech. Poczuj, jak przyjemnie jest być zauważonym.
  • Inwestycja wymaga wysiłku – pamiętaj o urodzinach i ważnych dla bliskich Ci osób wydarzeniach. Świętuj z nimi, ciesz się ich radościami, płacz z nimi w smutku, złość się, kiedy jest to potrzebne.
  • Zaangażuj się we "wspólne chwile". Zaproś znajomych do siebie na mecz, na wspólne zabawy waszych dzieci, na twoje urodziny albo bez okazji.
  • Daj sobie szansę, żeby poczuć się dla innych kimś ważnym. Oczywiście jesteś ważny pomimo wszystkiego, stwórz jednak okazję, aby osoby z Twojego otoczenia mogły to wyrazić. To bardzo przyjemne i budujące.
  • Myśl o relacjach tak, jak myślisz o ćwiczeniach, rozwijaniu różnych umiejętności.
  • Zarezerwuj sobie miejsce w kalendarzu na spotkania z przyjaciółmi.
  • Dziel pasje z innymi.
  • Naucz się budować relacje, być blisko, ale po swojemu. Pamiętaj, nie ma żadnego wzorca bycia w bliskich związkach, nie ma na świecie drugiej takiej osoby jak Ty.
  • Bierz i dawaj tyle, ile potrzebujesz i tylko tyle. Bliskość i relacje to najlepsza i najpewniejsza inwestycja, na jaką możesz się w życiu zdecydować. Zwrot gwarantowany.
Przy pracy nad artykułem opierałem się na książce Susan Pinker „Efekt Wioski”, której przeczytanie w całości gorąco polecam osobom zainteresowanym budowaniem głębokich, uzdrawiających więzi.

  1. Psychologia

Uśmiech działa zawsze. Jak ciało wpływa na emocje i zachowanie?

Badania wskazują, że uśmiech na twarzy zawsze działa, wywołując w nas pozytywne emocje. Wystarczy go odpowiednio długo „przytrzymać”, a dobre samopoczucie w końcu się pojawi. Nawet jeśli jesteśmy świadomi tego sprzężenia i staramy się je powstrzymywać, poprawa i tak nastąpi. (Fot. iStock)
Badania wskazują, że uśmiech na twarzy zawsze działa, wywołując w nas pozytywne emocje. Wystarczy go odpowiednio długo „przytrzymać”, a dobre samopoczucie w końcu się pojawi. Nawet jeśli jesteśmy świadomi tego sprzężenia i staramy się je powstrzymywać, poprawa i tak nastąpi. (Fot. iStock)
Z dr Michałem Parzuchowskim, zajmującym się tematyką embodimentu, czyli wpływu ciała na emocje i zachowanie, rozmawia Joanna Olekszyk.

Jesteśmy zgodni przyznać, że to, jak się czujemy, ma wpływ na to, jak wyglądamy. Odwrotna zależność już rzadziej przychodzi nam do głowy.
Ciało wpływa na umysł i odwrotnie. Dysponujemy licznymi dowodami na somatyzację, np. pogorszenie stanu zdrowia naszego ciała na skutek negatywnych myśli. Najobszerniejsze dotyczą np. zjawiska wypisywania się, zaobserwowanego przez laboratorium Jamesa Pennebakera z Uniwersytetu Teksańskiego w Austin. Z jego wieloletnich eksperymentów wynika, że jeśli poświęcimy 20 minut dziennie na zapisywanie swoich myśli i emocji, rzadziej będziemy się zgłaszać do lekarza, narzekając na problemy ze zdrowiem. Natomiast mniej intuicyjny jest pogląd, że to, co robimy z naszym ciałem, wpływa na to, co myślimy. Amerykanie częściej noszą na ustach uśmiech (w myśl maksymy „keep smiling”) i choć Polakom może wydawać się to sztuczne, to każdy, kto pojedzie do Ameryki, przyzna, że ludzie tam nie tylko wyglądają, ale rzeczywiście są szczęśliwsi niż uśmiechający się o wiele rzadziej Polacy.

A naukowcy wypowiedzieli się w tej sprawie?
Owszem. Na przykład w jednym z badań niemiecki psycholog Fritz Strack prosił badanych o sędziowanie komiksów. Część z nich podczas czytania trzymała w zębach ołówek, co nadawało twarzy grymas uśmiechu, a część – w ustach, blokując w ten sposób możliwość naprężania mięśnia jarzmowego odpowiedzialnego za uśmiech. Co się okazało? Otóż ci pierwsi ocenili komiksy jako zabawniejsze niż ci drudzy. Inny badacz, Jesse Chandler, prosił grupę studentów z Uniwersytetu w Michigan, żeby wystawiali oznaczony odpowiednią literą palec w określonym momencie, w celu przerwania wiązki lasera (literki były po to, by badani nie uświadamiali sobie znaczenia gestykulacji). W konsekwencji jedna grupa badanych wystawiała dłużej palec środkowy (gest agresywny), a druga – kciuk (gest pozytywny). Jednocześnie czytali historyjkę o osobie, która może być dwuznacznie postrzegana – albo pozytywnie, jako zuchwała i żądna przygód, albo negatywnie, jako lekkomyślna i arogancka. Efekty były zbieżne z tym, co badani robili z palcami – przy geście pozytywnym odbierali daną osobę pozytywnie, i odwrotnie, przy negatywnym – bardziej negatywnie. Wyników podobnych badań jest zresztą coraz więcej.

Czyli na nasze myślenie i emocje mają wpływ konkretne gesty. A wygląd, na przykład wzrost?
Z pewnością osoba o wzroście 2 metry widzi świat inaczej niż ta, która mierzy 150 cm – odmiennie odbierają np. ten sam korytarz, po którym idą. Nie znam jednak rzetelnych badań, które skupiałyby się na tym zagadnieniu. Prawdopodobnie dlatego, że trudno przeprowadzić eksperyment, jeśli nie można manipulować wzrostem jego uczestników (poza rzeczywistością wirtualną). Ale prowadzono badania, które wskazują, że obiekty, do których sięgamy, są dla nas bardziej atrakcyjne. W zasięgu osoby o niskim wzroście jest więc mniej przedmiotów i pewnie mogłaby postrzegać więcej rzeczy bardziej pozytywnie, gdyby miała większy zasięg ramion, ale to tylko czyste spekulacje.

Ja jestem wysoka i podczas dłuższej rozmowy z kimś niższym czuję się dość niekomfortowo, nie wiem, jak ułożyć ciało, jaką przyjąć postawę. Podobne zdanie mają osoby niższe, które w adekwatnej sytuacji muszą z kolei zadzierać głowę…
Pani rozmówcy, którzy muszą zadzierać głowę, by na panią patrzeć, są w trochę lepszej sytuacji, bo taka postawa towarzyszy bardziej pozytywnym uczuciom niż gdy, tak jak pani, musimy cały czas patrzeć w dół – pochylenie w naszej kulturze jest kojarzone raczej z uległością. Wspomniany wcześniej Fritz Strack przeprowadził ze współpracownikami badanie, w którym studentom podawano informację zwrotną na temat rozwiązywanego przez nich testu, zawieszając kartkę z wynikami na ścianie wysoko lub nisko. Same wyniki też były albo pozytywne, albo negatywne. Przedmiotem eksperymentu był pomiar ich poczucia dumy. Okazało się, że u osób, które otrzymały pozytywną informację zwrotną, poczucie dumy było wyższe, jeśli została podana z wysokości, czyli zgodna z postawą, która zwykle towarzyszy przyjmowaniu zaszczytów. Pani intuicja jest więc tu bardzo rozsądna. Jeśli miałaby pani czuć się przez całą rozmowę niekomfortowo, to mogłoby wpłynąć na jej przebieg.

Czy dlatego dyrektorzy wolą, by ich pracownicy stali, podczas gdy oni siedzą?
To bardziej skomplikowana sytuacja. Ciało odgrywa dużą rolę w przywoływaniu określonych wspomnień. Jeśli dziecko wrodzony mechanizm powtarzania uśmiechu kojarzy z czymś miłym, wtedy naprężanie mieśnia jarzmowego (niezbędne do uzyskania grymasu uśmiechu) też będzie kojarzyło z czymś miłym. Tak samo dzieje się nie tylko w kwestii mimiki, gestów, ale i całej postawy. Na przykład wielu z nas w dzieciństwie, a i młodości, stało na baczność na niezliczonych apelach, więc ta postawa przywodzi nam na myśl grzeczność, posłuszeństwo i szacunek. Jeśli mamy powtarzający się kontekst z przeszłości, w którym jednoznaczny układ mięśniowy (np. stanie na baczność) jest skojarzony z pewnym uczuciem, to wystarczy, że inna, nowa sytuacja będzie wymagała od nas powtórzenia tylko jednego elementu tego układu i rozpoczniemy symulację pozostałej części układanki – przywołamy odczucia, jakie nam wówczas towarzyszyły. W naszych badaniach wykazaliśmy, że stanie na baczność jest konotowane z uległością, a uległość zwiększa dystans, jaki odczuwamy w stosunku do innych osób. W jednym z eksperymentów uczestnicy, którzy stali w tej pozycji jedynie przez 20 sekund, stawiali następnie krzesło naprzeciwko eksperymentatora o 70 centymetrów dalej niż ci z grupy kontrolnej, którzy stali w sposób bardziej swobodny!

Czy miejsca, w których źle się czujemy, zmuszają nas do przyjęcia niewygodnej dla nas postawy?
Zdecydowanie tak! Fotele skonstruowane w ten sposób, że się w nich zapadamy, krzesełka, na których siadamy jak na zydelku, czy nawet zbyt niskie sufity, które zmuszają nas do garbienia się, mogą mieć wpływ na to, co myślimy...

A czy możemy się przed tym jakoś bronić? Przyjmować określone postawy lub wykonywać gest poprawiający samopoczucie?
Można starać się wyrównywać efekt dyskomfortu, na przykład pobudzając się do uśmiechu. To powinno mieć podobny efekt jak afirmacje powtarzane przed lustrem. Badania wskazują, że fałszywy (lub nie) uśmiech na twarzy zawsze działa, wywołując w nas pozytywne emocje. Wystarczy go odpowiednio długo „przytrzymać”, a dobre samopoczucie w końcu się pojawi. Nawet jeśli jesteśmy świadomi tego sprzężenia i staramy się je powstrzymywać, poprawa i tak nastąpi. A więc uśmiechajmy się jak najczęściej, nawet jeśli z początku będzie to tylko gimnastyka mięśni twarzy, bardziej przypominająca strojenie min. Innym pozytywnym gestem jest uruchomienie mięśni zginaczy rąk – odpowiadających za czynności przyciągania przedmiotów. Proszę przypomnieć sobie, co robimy, gdy ktoś wręcza nam prezent – łapiemy go obiema rękami i przyciskamy do siebie. Ten układ mięśniowy również wzbudza nasze pozytywne uczucia. Możemy więc kilka minut dziennie poświęcić na dociskanie blatu stołu od spodu, co zaktywizuje układ mięśniowy i poprawi nam nastrój, np. podczas długiego dnia w pracy. Wystarczy też, bym teraz przez 10–15 minut rozmawiał z panią przez telefon, trzymając słuchawkę przy uchu i aktywizując zginacze, żebym miał poczucie, że rozmowa poszła nam świetnie, niezależnie od jej rzeczywistego przebiegu. Być może jest to powód, dla którego tak mało osób korzysta z zestawów słuchawkowych.

Dr Michał Parzuchowski, psycholog, wykłada w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie.