1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Gdy dziecko wyjeżdża na pierwszy obóz lub kolonie

Gdy dziecko wyjeżdża na pierwszy obóz lub kolonie

Trwają wakacje. Wiele dzieci, znużonych pobytem w domu z powodu pandemii i stęsknionych za towarzystwem rówieśników, wyjedzie na samodzielne wakacje. O czym my, rodzice, powinniśmy pamiętać? (fot. iStock)
Trwają wakacje. Wiele dzieci, znużonych pobytem w domu z powodu pandemii i stęsknionych za towarzystwem rówieśników, wyjedzie na samodzielne wakacje. O czym my, rodzice, powinniśmy pamiętać? (fot. iStock)
Stajemy przed sytuacją, gdy nasza pociecha, w wieku szkolnym, wybiera się na pierwszy dłuższy wyjazd z rówieśnikami, bez rodziców, bez dziadków… O tym, jak przygotować wszystkich do tej rozłąki, żeby bez nadmiernego lęku przejść zwycięsko kolejny etap usamodzielniania się dziecka, mówi psycholog Katarzyna Czekierda.

Jak przygotować się psychicznie do wyjazdu dziecka? Nie tylko dziecko, ale też rodzic może mieć duży problem z rozstaniem. Do tego dochodzi utrata kontroli, czy brak zaufania do tymczasowych opiekunów... Psychiczne przygotowanie rodzica do rozstania z dzieckiem zaczyna się już na samym początku, w momencie narodzin. Proszę zauważyć jak wiele kwestii, w przypadku wyjazdów dziecka, zależy od naszej ogólnej postawy względem niego: jak je traktujemy, jakie mamy podejście do „posiadania” dziecka, czy uważamy np., że jest ono naszą własnością (choćby w takim utajonym sensie - czy jest częścią naszego życia do tego stopnia, że jego zniknięcie spowoduje wyrwę, a w tej wyrwie dół, w który możemy wpaść?). A może jednak mamy świadomość, że jest to odrębna istota, że ma swoje odrębne życie, a to co nas łączy to relacja między naszymi istnieniami? Czy do momentu wyjazdu koncentrowaliśmy się raczej na tym, by kształtować nasze dziecko na podstawie pewnych naszych wyobrażeń, pragnień dotyczących tego, jakie ono powinno być? Czy jednak punkt ciężkości kładliśmy na to, by pozwolić dziecku dojrzeć i wydobyć jego potencjał, indywidualne mocne strony, które można rozwijać w kierunku cech ogólnie przydatnych ze względu na rożne wymagania życiowe?

Pytanie też, jak podchodzimy do budowania relacji z dzieckiem. Dla dobrego połączenia z drugą osobą potrzebne są umiejętności: dbania o siebie jak o kogoś ważnego dla drugiej bliskiej osoby, uważność na tę drugą osobę, troszczenie się o relacje.

Czego najczęściej dotyczą niepokoje rodziców? Jeśli jest to niepokój o bezpieczeństwo dziecka, które mają mu zapewnić inni dorośli - trzeźwy, uważny kierowca, odpowiedzialni wychowawcy - najroztropniej jest samemu upewnić się rożnymi dostępnymi drogami w czyje ręce chcemy powierzyć nasze dziecko. Dobrze jest też uczyć dziecko (i taką naukę rozpoczynamy dużo wcześniej), które zachowania dorosłych są dobre, a które złe dla niego i w jakich sytuacjach.. Przykład: wyobrażam sobie, że taki np. nieuświadomiony ośmiolatek mógłby nie zauważyć, że pan w autokarze jest „pod wpływem”, albo np. kilkuletnia dziewczynka powinna wiedzieć, że w czasie wieczornej toalety pilnuje ich pani a nie pan.. Tu od razu zastrzeżenie: nie chodzi o straszenie dzieci i patologizowanie świata, ale o umiejętność wyczuwania granic w relacjach i w sytuacjach. W tym wieku np. nie wchodziłabym w głębokie wyjaśnienia czym grozi ich przekraczanie, bo możemy sami tymi wyjaśnieniami przekroczyć granice czystości, bezpieczeństwa i ufności dziecka. Wystarczy np. zwrócić uwagę, że dziewczynkami na kolonii zajmują się panie, a panowie są od pilnowania chłopaków, bo przecież panowie nie znają się tak dobrze na babskich sprawach i np. nie wolno im wchodzić do damskiej toalety.

Takie wyjaśnienia są wystarczające? Wysyłając dziecko na szkolą wycieczkę znamy mniej więcej wychowawców i rówieśników z klasy, ale w przypadku wyjazdu na obóz czy kolonię niekoniecznie wiemy z kim dziecko będzie obcowało przez te dwa tygodnie. Żyjemy w świecie, w którym obowiązuje pluralizm. W związku z tym nie mamy pewności czy nasze dziecko trafi pod opiekę osób, które kierują się bliskimi dla nas wartościami, w jakich wychowujemy nasze dzieci. Nie mówię teraz o zasadach, które są konsekwencjami realizowanych wartości i mogą przybierać rożne formy (o zasadach można dyskutować i je modyfikować, jednak wartości stanowią jedno z głębszych źródeł tego, na czym budujemy życie i raczej w niewielkim stopniu można wpływać na ich zmianę). W związku z tym, przed wyjazdem warto i w tej sferze upewnić się w czyje ręce, a właściwie we władanie jakich umysłów, powierzamy nasze dziecko. To jest wymagające również dla nas, rodziców. Czy na pewno wiemy, jakimi wartościami kierujemy się w życiu? Czy widać to w tym jak żyjemy? Czy wartości, które wyznajemy są realizowane w sposobie wychowywania? Przykładem wartości uniwersalnych, do których przyzna się chyba każdy rodzić może być szczerość. Czy nasze dziecko wie, co jest dla nas ważne? Czy my wiemy co jest ważne dla niego? Np. czy wyjazd wakacyjny dziecka ma je czegoś nauczyć (mam na myśli pewne umiejętności, ciekawe doświadczenia, wiedzę życiową) czy chcemy, żeby nasze dziecko się na nim „zresetowało”? Czy to, co będzie się działo na takim wyjeździe ma być nam pomocne w tym, jak chcemy nasze dziecko wychowywać, czy też zaprzeczy temu, czego do tej pory staraliśmy się nauczyć? To jest ważna kwestia: wyjazdy dziecka nieprzemyślane pod tym właśnie względem mogą poważnie skomplikować relacje pomiędzy nieukształtowanym światem dziecka i ukształtowanym światem rodzica: dziecko np. może zacząć podważać świat rodzica zanim go pozna do końca, czyli nie w pełni świadomie i dobrowolnie, a popędowo, na złość - czy o wywołanie takiej postawy nam jako rodzicom chodzi?

Samodzielny wyjazd dziecka jest takim trochę egzaminem z tego, czego do tej pory nauczyło się (w szkole, od nas).
Domyślam się, że kolejny niepokój może powodować myśl „nasze dziecko umie niewiele”: nie widzieliśmy go wcześniej w samodzielnej akcji, nie musiało może do tej pory o nic wokół siebie zadbać.

Od jakiego wieku dziecko jest gotowe na wyjazd z grupą? Po czym poznać gotowość dziecka? To jest związane z ogólnymi umiejętnościami dziecka w sferze społecznej. Jeśli nasze dziecko jest przedszkolakiem, które nie ma większych problemów z rozstaniem i relacjami w grupie rówieśniczej oraz ma doświadczenie nocowania poza domem - czemu nie? Ale czy takie dziecko potrafi do końca zadbać o własne granice i bezpieczeństwo? Czy pod nieobecność pani będzie potrafiło obronić się przed nadużyciami rówieśników, być może też starszych kolegów?- w tym momencie nie myślę nawet o czymś bardzo drastycznym, ale potrafię sobie wyobrazić, że dziecko w wieku przedszkolnym nie poradzi sobie samo w przypadku choćby konfliktu na stołówce, np. z tym, że inne dziecko zabiera mu najsmaczniejszą kanapkę, a zabiegana pani tego nie widzi. Natomiast możemy przypuszczać, że w wieku szkolnym będzie już na tyle bogate w doświadczenia rożnych zachowań rówieśników, że będzie bardziej wytrenowane w takich konfliktowych sytuacjach.

Tu mamy przykład po czym poznać taką gotowość dziecka:

  • Na ile samodzielnie potrafi radzić sobie w sytuacjach konfliktowych?
  • Na ile obiektywnie potrafi ocenić sytuacje (czy dziecko nie jest jeszcze w fazie przedszkolnego egocentryzmu, kiedy wydaje mu się, że racja zawsze jest po jego stronie i krzywda też)?
  • Na ile potrafi komunikować się z innymi rówieśnikami, wychowawcami?
  • Jak radzi sobie z własnymi emocjami?
  • Czy potrafi dzielić się nimi w sposób zrozumiały dla otoczenia i do przyjęcia?
  • Ponadto: czy potrafi zadbać o czystość i porządek (mam na myśli absolutne podstawy, czyli dbanie o czystość ciała i ład w swoich rzeczach).
Wspólny wyjazd jest po to, żeby ludzie coś sobie nawzajem dawali i coś od siebie nawzajem czerpali, z satysfakcją, poczuciem spełnienia - czy dziecko to potrafi? Czy ma świadomość co jest dla niego dobre, co złe, świadomość własnych granic i umiejętność pilnowania ich (np. poczucie wstydu i umiejętność pilnowania własnej nietykalności cielesnej albo reagowanie na pornografię w telefonie komórkowym kolegi)? Do naszych gabinetów przychodzi coraz więcej osób, które już w wieku przedszkolnym zostały uzależnione od pornografii. Może nam, jako rodzicom, wydawać się, że to nas nie dotyczy, ale dziecko żyje w świecie z ludźmi. Rozwiązaniem nie jest izolacja tylko umiejętność dokonywania wyborów, które służą dobru (przykład: pozwolenie na wyjazd, na którym panuje absolutny zakaz posiadania i używania telefonów komórkowych – wbrew pozorom sprzyja to bezpieczeństwu dziecka)!

O czym powinniśmy pomyśleć, o co zadbać, gdy wypuszczamy dziecko na samodzielny wyjazd? Potrzeby dziecka to nie to samo, co potrzeby rodziców. Czego tak naprawdę ono potrzebuje? Stagnacji czy rozwoju? Jeśli rozwoju to w jakim kierunku? Wygody czy wyzwań? Bezpieczeństwa czy przygody? Wreszcie: kolejnej szkoły, czy może pobycia z rodzicami, rodzeństwem, dziadkami (przypomnijmy sobie ile wspaniałych naszych wakacji w dzieciństwie to były wakacje, które polegały na wspólnej z rodzicami wędrówce po górach, lub towarzyszeniu babci w pracach ogrodowych i piciu mleka prosto od krowy)?

Czas wakacji to taki wspaniały czas, w którym mamy szanse nadrobić to, na co nie ma czasu w okresie roku szkolnego. Należy pamiętać, że dziecko funkcjonuje inaczej niż dorosły. U wielu dzieci brak określonego porządku zajęć w ciągu dnia, struktury, w którą może ono wpisać swoją energię i aktywność, powoduje rozdrażnienie, znudzenie, złość, a to z kolei może budować jego obraz jako dziecka niegrzecznego. Zanim więc obsadzimy dziecko w takiej roli (lub pozwolimy, aby osadzili je inni) zastanówmy się, czy zapewniliśmy mu optymalne warunki dla jego dziecięcego funkcjonowania.

Dziś wiele dzieci może przeżywać pewne trudności w sferze funkcjonowania społecznego. W większości nie mają już dobrego treningu relacji społecznych, jaki kiedyś zapewniała wielodzietna rodzina i pamiętne wspólne podwórka. Zamykanie dzieci w inkubatorach dobrobytu naszych domów i mieszkań nie chroni przed innymi ludźmi. Wręcz przeciwnie - buduje w nich nieumiejętność życia z ludźmi, która z kolei przekłada się na przeżywanie trudności, frustracji, cierpienia, nieszczęścia. I tu znowu musimy pochylić się nad sobą i zastanowić jak wygląda nasze życie społeczne? Czy się w nie angażujemy? Czy mamy przyjaciół? Czy robimy coś z innymi i dla innych? Tym samym dajemy dzieciom przykład, że budowanie dobrych relacji z innymi ludźmi, z którymi żyjemy, choćby przez dwa tygodnie na kolonii, jest ważne z wielu rożnych względów, o których nawet trudno opowiedzieć, ale warto to przemyśleć, a dziecko nauczy się patrząc na nas, rodziców. To ważne: dziecko nie uczy się na podstawie tego, co do niego mówimy, tylko na podstawie tego, co widzi u nas. Więc nie tylko bacznie obserwuje nasze działania, ale i nasz stosunek do naszych działań. Jeżeli widzi, że nie mamy czasu na tzw. bezinteresowne przyjaźnie a nasze relacje z ludźmi oparte są na wymianie konieczności i interesów, a potem widzi, że nas to wyczerpuje, nudzi i nie znajdujemy w tym głębokiego sensu czy satysfakcji, to będzie działało najprawdopodobniej w podobny sposób, nawet wówczas, gdy będziemy mu tłumaczyć, że warto mieć przyjaciół, bo można z nimi miło spędzać czas, dzielić smutki i radości oraz czerpać satysfakcję z tej wspólnoty doświadczania.

Co zrobić w przypadku, gdy dziecko źle znosi wyjazd (płacze, chce wracać)? Przyczyny mogą być tutaj różne: tęsknota za domem, niemożność odnalezienia się w grupie, niechęć do opiekunów... Jak wspomniałam przygotowania do samodzielności zaczynają się bardzo wcześnie. Od pierwszego roku życia dziecka uczymy je, mniej lub bardziej świadomie, podstawowych umiejętności, które kształtują jego sposób przywiązania się do opiekuna i postawy wobec opiekuna. Pytanie, czy jest to rodzaj relacji opartej na bezpieczeństwie, a może przenikniętej niepokojem i lękiem, a może ambiwalentnej? Uczymy dziecko bardzo przydatnej w życiu umiejętności odraczania gratyfikacji, regulowania własnych emocji czy poczucia samoskuteczności. Jest to przykład kilku kluczowych umiejętności, o których wiemy z wielu rożnych badań, że mogą decydować o tym jak radzimy sobie w życiu. Np. jeśli nie nauczymy dziecka radzenia sobie ze złością i smutkiem w domu i szkole, to nie spodziewajmy się, że sobie z takimi uczuciami poradzi na wyjeździe w obecności obcych osób (czyli w mało bezpiecznym dla niego środowisku). Jeśli nie nauczymy umiejętności odraczania gratyfikacji (czyli oczekiwania natychmiastowej nagrody po wysiłku) nie spodziewajmy się, że będzie pod naszą nieobecność potrafiło dobrze sobą samym zarządzać. Jeśli nie będziemy budować w nim poczucia samoskuteczności, to nie spodziewajmy się, że będzie zmotywowane do tego, by cokolwiek samo z siebie robić.

Wychowanie to eksperymentowanie. Ale to ważne jak rozumiemy eksperyment. Dla mnie dobry eksperyment, dotykający życia ludzkiego, to przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa, dobre przewidywanie reakcji która ma nastąpić i wprowadzenie 1 elementu, co do którego mamy przekonanie, że nie zagrozi bezpieczeństwu, a udoskonali cały układ w jakimś jednym elemencie. Tutaj mam na myśli pewną teorię Mihály Csíkszentmihályi dotyczącą stanu “flow”. Teoria ta co prawda nie dotyczyła rozwoju dzieci, a ogólnie człowieka. Otóż człowiek rozwija się optymalnie w momencie równowagi na dwóch biegunach: własnych kompetencji, które mierzą się z wymaganiami środowiska zewnętrznego. Jeśli doświadczamy zbyt małych wymagań w stosunku do własnych kompetencji - doświadczamy nudy i wycofujemy się. Jeśli doświadczamy zbyt dużych wymagań (nasze kompetencje są zbyt ubogie) - doświadczamy lęku i wycofujemy się. Jeśli doświadczamy wymagań, które nie są proste, ale jednocześnie jesteśmy wyposażeni w kompetencje, które pozwolą nam się z nimi mierzyć - mamy do czynienia z angażującym nas wyzwaniem, które daje poczucie tzw "flow" (płynięcia na fali).

Przed decyzją o wysłaniu dziecka na samodzielne wakacje musimy ocenić z czym sobie radzi, z czym jest mu trudno, ale sobie poradzi, a z czym może sobie nie poradzić. I dostosować rodzaj i formę wyjazdu do jego możliwości. Na naukę rozstania z rodzicami dobre jest ćwiczenie tego wcześniej, np. zaczynamy od kilkugodzinnego pobytu u babci czy z nianią, kiedy dziecko ma 2 lub 3 latka (w zależności od dziecka, niektóre dwulatki mogą nie być na to gotowe). I stopniujemy trudność: najpierw nocleg poza domem, potem weekend, potem kilka dni. Uczymy dbania o własne bezpieczeństwo (przecież zaczynamy to robić już w momencie kiedy dziecko uczy się chodzić i już na pierwszym spacerze po mieście wyjaśniamy dlaczego zderzenie z samochodem jest niebezpieczne) i zdrowie (już przy pierwszym nocowaniu poza domem dziecko może ćwiczyć pamiętanie o myciu zębów i pójście spać o właściwej godzinie). Nikt tego za nas nie zrobi, a już na pewno nie przygodni wychowawcy na koloniach.

Katarzyna Czekierda, psycholożka, psychoterapeutka, terapeutka specjalizująca się w pracy z rodzinami i dziećmi, związana z Centrum Badań Stosowanych nad Zdrowiem i Zachowaniami Zdrowotnymi przy wrocławskim wydziale Uniwersytetu SWPS. Jest prezesem Stowarzyszenia Terapeutów Rodzin „Rozwój”.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak radzić sobie z krytyką?

Ważne jest, jak reagujesz na krytykę, i co mówisz, ponieważ swoim zachowaniem wyrażasz i wzmacniasz poczucie własnej wartości. (Fot. iStock)
Ważne jest, jak reagujesz na krytykę, i co mówisz, ponieważ swoim zachowaniem wyrażasz i wzmacniasz poczucie własnej wartości. (Fot. iStock)
Radzenie sobie z krytyką wymaga osiągnięcia pewnego poziomu akceptacji – akceptacji nie tylko własnej niedoskonałości i idącej za tym podatności na niepochlebne oceny, lecz także tego, że świat jest miejscem pełnym krytycznych osądów, opinii i niepożądanych uwag.

Osoby z niskim poczuciem własnej wartości łatwo biorą krytykę do siebie i pozwalają, aby jeszcze bardziej nadwątlała ich samoocenę. Rzecz w tym, że krytyka niekoniecznie zawsze jest złą rzeczą. Istnieją dwa rodzaje krytyki: konstruktywna, to znaczy taka, której celem jest pchnię­cie cię w stronę wzrostu i rozwoju, oraz destruktywna, czyli taka, która ma cię upokorzyć i wywołać uczucie dyskomfortu.

Jeśli masz niską samoocenę, to prawdopodobnie reagujesz biernie lub agresywnie na każdą formę krytyki. W twoim wypadku problem polega na tym, że automatycznie uznajesz ją za zasadną, biorąc ją za „dowód” swojej niższości i bezwartościowości. To nie sama krytyka godzi w twoją samoocenę; największą szkodę wyrządzasz sobie tym, jak ją odbierasz.

Przypomnij sobie sytuację, w której zostałaś skrytykowana. Czy potrafisz przywołać myśli, które krążyły wówczas w twojej głowie?

W pracy nad akceptacją siebie, swoich słabości i ograniczeń przyjrzyj się uważniej swoim reakcjom na krytykę. Jeśli odpowiadasz agresją, przybierasz postawę obronną lub przeprowadzasz kontratak, może to skutkować konfliktami oraz wywoływać poczucie winy i żalu szkodzące samoocenie. Jeśli pozostajesz bierna, dajesz osobie krytyku­jącej siłę, gdyż automatycznie uznajesz jej punkt widzenia za słuszny, a krytykę za uzasadnioną. Możesz też zamknąć się w sobie i poddać krytyce, przepraszając lub zachowując milczenie. Wówczas rezygnujesz z obrony, co negatywnie wpływa na samoocenę oraz pokazuje tobie sa­mej i innym, że jesteś łatwą ofiarą.

Niektóre kobiety reagują pasywno-­agresywnie: pozostają bierne i po­ zwalają, aby żal i złość narastały w nich do takiego stopnia, że eksplo­dują i biorą odwet na krytyku przy innej okazji.

Czy rozpoznajesz w sobie któreś z opisanych zachowań? Jeśli tak, na czym polega zbieżność?

Najlepszy sposób radzenia sobie z krytyką to przyjmować tę konstruktywną, a asertywnie odrzucać destruktywną. Zamiast chłonąć ją bez zastanowienia, rozważ, czy jest słuszna i trafna. Niezależnie od te­ go, czy krytyka jest uzasadniona, czy nie, ochronisz swoje poczucie własnej wartości, jeśli przyjrzysz się bliżej niepochlebnemu przekazowi. W ten sposób wpoisz sobie, że twój punkt widzenia ma znaczenie. Two­je uczucia, opinie i przemyślenia są równie ważne jak te należące do krytyka. Jeśli jego uwaga jest konstruktywna i została wypowiedziana w dobrej wierze, można mu podziękować i zamknąć temat. Jeśli kryty­ka nie jest trafna i usprawiedliwiona, odpowiedz racjonalnie i spokojnie, broniąc swoich racji – wykorzystaj umiejętności z zakresu asertywności.

Możesz przygotować się na przyjmowanie wszelkiego rodzaju krytyki pewnie i ze spokojem. Wybierz jedno z poniższych stwierdzeń i po­stanów sobie, że zachowasz je w pamięci, odpowiadając na krytyczne uwagi:

  • Na świecie jest wiele opinii i punktów widzenia.
  • Moje poglądy są tak samo ważne jak innych.
  • Dobrze radzę sobie w sytuacjach konfliktowych. Jestem spokojną, racjonalną osobą.
  • Umiem przyjmować uwagi na swój temat.
  • Potrafię spojrzeć na sprawy z szerszej perspektywy.

Ważne jest, jak reagujesz i co mówisz, ponieważ swoim zachowaniem wyrażasz i wzmacniasz poczucie własnej wartości. Najistotniejsze jest jednak to, co ty sama myślisz i jak interpretujesz krytyczne przekazy.

Gdy masz do czynienia z osobą agresywną, narcystyczną lub niepo­trafiącą poradzić sobie z twoją asertywnością w sposób spokojny i pełen szacunku, może się okazać, że twoje próby obrony są bezcelowe lub wręcz narażają cię na niebezpieczeństwo. W takich sytuacjach, zamiast odpierać krytykę, lepiej ją przemilczeć, pamiętając, że w tym momencie to nie ty jesteś problemem.

Fragment książki „Poznaj, zaakeptuj i pokochaj siebie” Megan MacCutcheon. Została ona napisana z myślą o kobietach stojących przed wyzwaniami związanymi z niską samooceną oraz o tych, które pragną zyskać pewność siebie i większą wewnętrzną siłę. To dobre narzędzia służące do podniesienia samooceny.

  1. Psychologia

Rewolucja w życiu zawodowym jest możliwa

Fot. materiały prasowe
Fot. materiały prasowe
Wiele osób myśli, że odkrywanie swojej drogi zawodowej odbywa się zaraz po szkole, kiedy zaczynamy życie zawodowe. Nic bardziej mylnego. Odkrywanie własnej drogi to proces, który powinniśmy przechodzić od nowa co kilka lat.

Świat zmienia się błyskawicznie. Jedne zawody znikają, inne powstają. Pojawiają się nowe możliwości i nowe okoliczności w których powinniśmy zadać sobie pytanie o to jakie aktualnie są moje wartości, moje talentu i jak w oparciu o nie prowadzić swoją dalszą drogę.

Wiele osób po latach doświadczenia zawodowego w ogóle nie wierzy, że zmiana kierunku jest możliwa. Wolą tkwić w czymś, co nie jest ich pasją, a potem dziwią się, skąd pojawia się u nich wypalenie zawodowe.

Bez względu na to jaki masz staż zawodowy zawsze możesz na nowo odkryć swoje talenty, aspiracje, wartości i w oparciu o to zbudować nowy pomysł na siebie. Nie tylko możesz - powiedziałabym nawet, że musisz. To nasza odpowiedzialność wobec nas samych, aby pracować z pasją, bo życie mamy tylko jedno - mówi Elżbieta Krokosz, autorka książki „Ty też to masz! Odkryj swoje talenty i zacznij robić w życiu to, co lubisz i potrafisz najlepiej”.

Poniżej publikujemy fragment tej książki, w którym jedna z uczestniczek autorskiego programy Elżbiety Krokosz opowiada o radykalnej zmianie, jakiej dokonała dzięki niemu w swoim życiu - zmieniła miejsce zamieszkania i odnalazła się w zupełnie nowym zawodzie.

Rewolucja w życiu zawodowym jest możliwa

Nic tak nie wspiera naszej odwagi do działania, jak przykład kogoś, kto dokonał tego, o czym my myślimy. I dlatego zaprosiłam tutaj do wywiadu osobę, która jest zdecydowanie przykładem tego, że obranie własnej ścieżki jest możliwe. Co więcej — możliwe jest kompletne przebranżowienie, zaczęcie na nowo po 12 latach pracy w innym zawodzie i osiągnięcie poczucia, że jest się w dobrym miejscu, we właściwej rzece. Przeczytaj, proszę, mój wywiad z Anią — szczerze wierzę, że jej historia może być dla ciebie dowodem, że i tobie starczy odwagi, aby dokonywać zmian, na jakie się zdecydowałeś. Ania realizowała kurs „Odkryj, co chcesz robić w życiu, i zbuduj swój plan”. W dużej mierze wykorzystuje on ćwiczenia, którymi podzieliłam się z tobą w tej książce. Możesz więc mieć pewność, że to, czego nauczyłeś się o sobie, o swojej drodze, czytając tę książkę, możesz całkowicie zastosować w swoim życiu, podobnie jak Ania.

Ela: Witaj, Aniu. Cieszę się, że zgodziłaś się na ten wywiad. Jesteś świetnym, żywym przykładem tego, że swoje życie można zmieniać, ot po prostu, na spokojnie. Mam wrażenie, że na ten temat krążą niepotrzebne legendy i mity.

Ania: To ja dziękuję za zaproszenie.

Ela: Zarówno ja, jak i moi czytelnicy chcielibyśmy poznać twoją historię trochę lepiej. Czy mogłabyś opowiedzieć nam trochę o sobie?

Ania: Prywatnie jestem mamą dwóch chłopców, żoną, a zawodowo przez 12 lat pracowałam w bankowości, zaczynając od recepcji. Potem byłam wsparciem doradcy klienta premium, a następnie trafiłam nagle na stanowisko analityka kredytowego, po jakimś czasie miałam przerwę związaną z urodzeniem dzieci. Praca jako analityk kredytowy nie do końca mi odpowiadała, a po twoim kursie jestem na zupełnie innym poziomie — praca daje mi satysfakcję. Obecnie pracuję jako specjalista ds. HR w firmie szkoleniowo-rekrutacyjnej.

Ela: Chciałabym zwrócić uwagę, że twój przykład jest bardzo ciekawy. Po 12 latach pracy w bankowości zmieniłaś swoje życie o 180 stopni. Zmieniłaś firmę i branżę. Zmieniłaś całkowicie zawód. Powiedz mi, proszę, ile miałaś lat doświadczenia w pracy w dziale HR?

Ania: W branży HR — zero.

Ela: Dokładnie! Zero. A ja non stop spotykam się z tym, że ludzie uważają, że jak pracują w jednej branży 10 czy 15 lat, to już nie ma dla nich szansy na zmianę. Kiedy przyszedł moment, że powiedziałaś sobie: „dość”?

Ania: Patrząc na to z perspektywy czasu, myślę, że cała ta sytuacja się po prostu nawarstwiała. Awans na analityka kredytowego, posadzenie mnie za biurko na 8 godzin, bez kontaktu z ludźmi zaczęło powodować dyskomfort. Po urodzeniu dzieci, po dłuższej przerwie i powrocie do pracy, nie mogłam wejść z powrotem w system korporacji, kiedy byłam przerzucana między jednym zespołem a drugim. Czułam się niedoceniana. A punktem kulminacyjnym były moje problemy zdrowotne. Miałam problemy z kręgosłupem, z biodrem, w pewnym momencie nie byłam w stanie chodzić. Myślę, że fakt, że nie byłam doceniana, wpłynął też negatywnie na mój stan zdrowia.

Ela: Chciałabym podkreślić, że to nie jest tak, że pewnego dnia ot tak stwierdzamy, że coś nam się nie podoba, tylko to jest proces. Tkwimy przez jakiś czas w danej sytuacji, która wydaje nam się później nieodpowiednia. Potrzebujemy czasu na zmianę. U ciebie było podobnie, nie stwierdziłaś po miesiącu, że tu nie pasujesz, bo nie masz kontaktu z ludźmi, tylko dopiero kiedy nałożyły się na siebie dodatkowe czynniki, złożyło się to wszystko na ostateczną decyzję.

Ania: Chciałabym podkreślić, że my naprawdę tkwimy w jakiejś sytuacji, mimo iż podświadomie wiemy, że nie do końca nam to pasuje. Dlaczego ja tkwiłam w tej sytuacji? Czułam, że moja praca jest stabilna, że jest umowa na czas nieokreślony, że może nie daje mi pełnej satysfakcji, ale dzięki niej moja rodzina może normalnie funkcjonować. Podejrzewam, że gdyby nie ta choroba, tkwiłabym w tej pracy do tej pory. Jestem o tym przekonana.

Ela: Podejrzewam, że tę satysfakcję życiową czerpałaś z rodziny, z innych aspektów, a zawodowo, gdzieś w głębi duszy się uspokajałaś, że przynajmniej jest praca, bezpieczeństwo, ta umowa. Gdyby jeszcze cię doceniali, prawdopodobnie nadal robiłabyś to, co może nie daje ci radości, ale jest bezpieczne, prawda?

Ania: Nawet większość dziewczyn z grupy z twojego programu potwierdzała to, że mocno w czymś tkwiły, dopóki się coś nie wydarzyło. My naprawdę lubimy bezpieczeństwo i stabilizację. I ja też tak to sobie tłumaczyłam, że może nie czuję się dobrze jako analityk, ale jest satysfakcja finansowa. Że może jeszcze się rozwinę, a jeśli nie, to przynajmniej jest to bezpieczeństwo.

Ela: Twoja historia przypomina mi moją, którą często wspominam. Ja sama, będąc w Irlandii, tkwiłam w nieodpowiednim miejscu
— dwa lata trwało, zanim zmieniłam swoją sytuację. Opowiedz mi, proszę, co było dalej. Wyjechałaś z Warszawy?

Ania: Tak. Po rozmowie z moim mężem, oboje doszliśmy do wniosku, że ta sytuacja to nie tylko aspekt zawodowy, ale także prywatny. Wpływało to negatywnie na naszą relację. Mąż kazał mi się zastanowić, jak długo jeszcze będziemy tkwić w takiej sytuacji, skoro źle to wpływa na nasze życie rodzinne, są kłótnie, pretensje —jak długo będziemy to wytrzymywać? Na szczęście miałam w nim wielkie wsparcie, był osobą, która mi to uświadomiła, która pociągnęła całą decyzję... i stało się. Postanowiliśmy, że się przeprowadzimy. I w tamtym momencie poczułam, że cały świat nam sprzyja. Wszelkie kroki, które musieliśmy podjąć — sprzedaż mieszkania, znalezienie nowego, miejsce w przedszkolu — wszystko udało się załatwić ekspresowo. Plusy i minusy, to nie jest bajka, lecz życiu.

Ela: Aniu, z perspektywy czasu, co po waszej przeprowadzce do Trójmiasta było super, a czego się nie spodziewałaś? Co okazało się trudne?

Ania: Na pewno super było znalezienie swojego miejsca. Wszystko nam się tam podobało i fakt, że w końcu mieliśmy czas na odbudowanie relacji rodzinnej, był bardzo na plus. Dzieci miały wakacje, a my czas, żeby z nimi pobyć. Natomiast ciężkie było nasze zderzenie z rzeczywistością, jeśli chodzi o rynek pracy. Ogólnie mówiąc, praca za najniższą krajową, umowy śmieciowe albo po prostu problem ze znalezieniem odpowiedniej pracy, która dawałaby satysfakcję, pieniądze i czas dla rodziny. Gdy zaczęłam jeździć na rozmowy kwalifikacyjne, zaczęły się także problemy. Brak pozytywnych odpowiedzi, kiedy to, po tylu latach doświadczenia, nie powinnam mieć w ogóle problemu ze znalezieniem zatrudnienia. Niestety rzeczywistość okazała się dość ciężka. Co ciekawe, mogę powiedzieć, że każda z tych rozmów coś mi uświadomiła. Coś, czego w głębi duszy nie chcę, coś, na co powinnam zwrócić uwagę. Ale tak to właśnie w życiu się zdarza, że ono samo czasem pokazuje i podpowiada, co jest dla nas dobre. Nie chciałam się godzić po raz kolejny na pracę, która nie będzie mi przynosić satysfakcji albo nie pozwoli odebrać dzieci z przedszkola.

Ela: Aniu, muszę cię jeszcze zapytać o kwestię finansową. Pewnie każdy z nas zastanawia się, jakie miałaś zaplecze finansowe
(i czy w ogóle), skoro i ty, i twój mąż mogliście sobie pozwolić, żeby nie pracować przez pewien czas, a jednocześnie mieć za co żyć.

Ania: Tak, to prawda. Mieliśmy mieszkanie na kredyt, które udało nam się sprzedać i wziąć kolejne na kredyt, tylko w tym momencie wzięliśmy je z „górką”, tzn. mieliśmy zapas pieniędzy, z których mogliśmy żyć. W tamtym momencie także, z powodu mojego stanu zdrowia, kiedy tak naprawdę nie wiedziałam jeszcze, co mi jest, miałam przyznane pieniądze z ZUS-u i pieniądze na świadczenie rehabilitacyjne.

Ela: Dziękuję ci, że o tym mówisz. Oczywiście nie chcę ci zaglądać do portfela, ale z doświadczenia wiem, że jeśli jesteśmy w sytuacji, w której nie mamy za co żyć, to ostatnie, o czym myślimy, to to, co chcemy robić w życiu. Bardzo często powtarzam, że jeśli masz naprawdę wszystkiego dość i chcesz trzasnąć drzwiami w swojej obecnej pracy, to wytrzymaj jeszcze trochę i zbuduj sobie poduszkę finansową. Poduszkę, która pozwoli ci coś zmienić i nie myśleć tak bardzo o finansach. Która da ci przestrzeń i możliwość poszukania odpowiedniej pracy. Inaczej, zamiast mieć otwarty umysł, znowu będzie-my się tylko martwić finansami i zgadzać na coś, co wewnętrznie jest dla nas nie do zaakceptowania.

Ania: Gdybym nie miała tej poduszki finansowej, to pewnie znowu zgodziłabym się na pracę poniżej moich oczekiwań. Zgodziłabym się na nią, wiedząc, że to nie jest „to”, i tylko po to, żeby mieć za co żyć i za trzy miesiące znowu poszukać innej. Tylko niestety ten czas byłby bardzo dla mnie ciężki, znowu wymagałby wyrzeczeń. Zaufanie do intuicji i działanie kluczem do sukcesu.

Ela: Przejdźmy do twojej obecnej pracy, bo to także jest bardzo ciekawy moment. Powiedz mi, kiedy zaczęłaś pracę z kursem „Odkryj, co chcesz robić w życiu”? Wiem, że wykonałaś pracę nad sobą, poznałaś swoje talenty, wartości... ale w którym momencie to się wydarzyło?

Ania: Kurs pojawił się, kiedy mieszkaliśmy już w Trójmieście, a kiedy byłam już po kilku rozmowach kwalifikacyjnych, po których nie pojawiły się odpowiedzi. W tamtym momencie podłamałam się już trochę psychicznie, wydawało mi się, że to będzie takie proste, że przecież zmiana pracy z moim doświadczeniem będzie łatwa. Dotarło do mnie, że muszę coś zmienić, skoro nadal nie mogę znaleźć pracy. Któregoś dnia wyświetliła mi się twoja reklama na Facebooku. Poczułam po prostu, że to jest znak. Znakiem było nowe mieszkanie, Gdynia i właśnie ten kurs. Po prostu poczułam, że muszę go zrobić. Mąż dowiedział się później, że go kupiłam, był nastawiony sceptycznie do niego, a ja po prostu wiedziałam, że potrzebuję pomocy. Skoro próbowałam sama, jeździłam na rozmowy i nadal coś się nie udawało, potrzebowałam coś zmienić.

Ela: Co dla ciebie było najistotniejsze w tym kursie? Co najbardziej ci pomogło?

Ania: Po tych wszystkich wydarzeniach, które mnie podłamały —odbudowanie pewności siebie, poznanie siebie lepiej i taki... wewnętrzny spokój.

Ela: A z czego to wynikało? Ta pewność siebie, spokój, przecież to właściwie nie jest kurs o pewności siebie. Czy możesz uściślić, z czego to u ciebie wynikało?

Ania: Bardzo ważny był dla mnie moduł o talentach, był dla mnie zaskoczeniem. Dowiedziałam się o sobie czegoś nowego. Tego, że talentem nie są tylko jakieś zdolności, np. te finansowe czy techniczne, tylko tak zwane „kompetencje miękkie”. Stwierdziłam, że całkowicie porzucam swoje dotychczasowe spojrzenie na siebie, bo mam zupełnie inne atuty. Na kursie odkryłam, że potrafię słuchać, że mam umiejętność szukania rozwiązań, łatwość nawiązywania kontaktów, a do tej pory w ogóle tego nie zauważałam! Dobry plan to dopiero początek,.

Ela: Aniu, chciałabym cię teraz zapytać o bardzo cenną rzecz. Powiedz mi, proszę, jak u ciebie wyglądał moment zaplanowania zmiany. Moment, kiedy już przerobiłaś pewne rzeczy i podjęłaś decyzję, że teraz czas na kolejny krok, co się wtedy wydarzyło?

Ania: To był bardzo ciężki moment. Pamiętam, że kiedyś, w którymś podcaście wspominałaś, że to planowanie jest najcięższe, i po-myślałam wtedy: Planowanie? Ale jak to? Przecież tak ciężko jest mi wydobyć z siebie te talenty! I faktycznie na planowaniu się zatrzymałam. Dałam sobie czas, potrzebowałam odpocząć od tego wszystkiego, bo takie „grzebanie” w sobie jest męczące, pozytywne, ale jednak męczące. Wiedziałam, że teraz nic nie wymyślę i potrzebuję odetchnąć. Zrobiłam sobie trzy tygodnie przerwy i wróciłam do tego wszystkie-go, zaczęłam działać. Zaczęłam chodzić na różne warsztaty, zaczęłam dostrzegać to, co zawsze mnie fascynowało, jak np. budowanie relacji, komunikowanie się ludzi w zespole, ale zupełnie nie patrzyłam na to jak na misję, którą miałam. Podświadomie poszukiwałam czegoś, co mi pokaże jakąś drogę. I tak właśnie było.

Ela: Chciałabym to jeszcze raz podkreślić, bo jest to szalenie istotne. Czasami coś nas blokuje przed działaniem, ale to nie szkodzi, bo na poziomie podświadomości my wiemy, o co nam chodzi, wiemy, co powinniśmy robić. Intuicyjnie idziemy w dobrym kierunku, by wszystko dobrze się potoczyło.

Ania: Wszystkim, którzy działają, a gdzieś się zatrzymali, chciałabym powiedzieć, żeby się nie poddawali. Nawet jeśli czasem nam się wydaje, że coś jest nieistotne, nieodpowiednie, zaskakujące — zaufajcie intuicji, bo w rezultacie gdzieś na końcu okazuje się, że to wszystko podpowiada nam, co robić.

Ela: Zazwyczaj są dwie strategie. Jedna, w której niektórzy mają tę łatwość, że po odkryciu swoich talentów po prostu potrafią zbudować plan. Zakładają, że po pięciu latach osiągną to czy tamto i wydaje nam się, że to jedyna droga. A jest przecież druga, którą ty poszłaś całkiem nieświadomie, że: Dobrze, może nie mam planu na całe pięć lat, ale wiem, co chcę zrobić jutro, intuicyjnie wiem, w jakie działania chcę zacząć wchodzić. Naprawdę polecam mimo wszystko nie zatrzymywać się, tylko zacząć po prostu działać w zgodzie z tym, co ci intuicja podpowiada. Aniu, powiedz nam w takim razie, gdzie te działania cię zaprowadziły?

Ania: To było bardzo ciekawe wydarzenie, ponieważ zupełnie bez jakiegokolwiek konkretnego zamiaru wzięłam udział w warsztatach grupowych, na których zgłosiłam się do przeprowadzenia sesji ze mną. Miałam wskazać obszar, z którym będę pracować, i wtedy po prostu powiedziałam, że ja się nie nadaję do bankowości, i zaczęły się pytania takie jak: Ale czego dokładnie nie chcesz robić w banku? Każda z tamtych osób miała zupełnie inne wyobrażenia na ten temat, a ja tak bardzo skupiłam się na swoich i na tym, że nie chcę pracować w sprzedaży w banku, że nie dostrzegałam tych innych dróg. Ten właśnie moment sprawił, że w mojej głowie w końcu zakiełkował jakiś pomysł, że może będę prowadzić blog, pisać o finansach i pomagać innym. Zaczęłam zmierzać w stronę, która bardziej mi odpowiada, zaczęłam rozumieć, że finanse to nie jestem „ja”, to nie jest „moje”, a bardzo mi zależało na pracy z zarządzaniem talentami. I cudownie na horyzoncie pojawił się staż. Tutaj zaczyna się moja historia. Gdybym nie pojawiła się wtedy na tych warsztatach, to pewnie nawet nie wiedziałabym, że taki pracodawca się pojawi.

Ela: Czyli wszystko jest po coś. A powiedz mi, czy ten staż był bezpłatny?

Ania: Niestety był bezpłatny, przez półtora miesiąca, a po tym czasie dostałam pensję o wysokości ledwo powyżej najniższej krajowej.

Ela: Chciałam tutaj podkreślić i pokazać, że twoja sytuacja była prawdziwa. To nie było tak, że z jednego superpłatnego kwiatka skoczyłaś na drugi, tylko był okres, że pracowałaś za darmo. Powiedz w takim razie, dlaczego się na to zgodziłaś?

Ania: Kiedy zaczęłam się przyglądać tej firmie, poczytałam wpisy na Facebooku, przeczytałam artykuły na blogu, ja w to po prostu wsiąkłam. Poczułam, że to jest „to”, co chcę robić. Te wartości, które zobaczyłam, były tak spójne ze mną, że po prostu nie wyobrażałam sobie pracować w innym miejscu.

Ela: Czyli zadziały się dwie sprawy: poczułaś, że to jest to, co chciałabyś robić, że to jest odpowiednie miejsce, i druga rzecz: poczułaś, że te wartości są spójne z tobą, tym, co dla ciebie jest ważne.

Ania: Nawet bardziej ta druga rzecz, że przychodząc na rozmowę, nie wiedziałam, co dokładnie chcę robić w tej firmie, tylko po prostu czułam bardzo mocno, że to, co oni robią, jest bardzo ze mną zgodne. Ich wartości i moje są ze sobą bardzo spójne. To było
dla mnie zaskoczeniem, że pierwszy raz w życiu na rozmowie kwalifikacyjnej przyznałam, że nie wiem, co chcę robić, ale wiem, że to właśnie w tej firmie chcę się rozwijać.

Ela: Jak przekonałaś do siebie tę firmę, kiedy nie miałaś właściwie żadnego doświadczenia związanego z HR?

Ania: Przedstawię tę odpowiedź z mojego punktu widzenia i z punktu widzenia pracodawcy. Według mnie na pewno ujęłam ich faktem, że wspomniałam o wartościach, które bardzo mi odpowiadały, następnie sama już zaczęłam działać w podobnym obszarze, bo udało mi się zrobić kilka webinarów o podobnej tematyce i wpisałam to w CV. Natomiast kiedy zapytałam o to samo pracodawcę, na potrzebę tego podcastu, to uwaga, usłyszałam, że podobał im się mój entuzjazm i uśmiech, po drugie duża pokora, którą się wykazałam, kiedy zdecydowałam się na bezpłatny staż i zaangażowanie 8 – 9 godzin dziennie. Kolejną rzeczą, która była bardzo ważna, było to, że przejęłam inicjatywę. Musisz wiedzieć, że mnie tak bardzo zależało na pracy w tej konkretnej firmie, że sama wysłałam do nich maila z zapytaniem, a trzy dni później z przypomnieniem. Kiedy nie dostałam odpowiedzi, zadzwoniłam, żeby się przypomnieć, i usłyszałam, że właściwie to dobrze, że dzwonię, bo oni nie zdążyli jeszcze przejrzeć kandydatur, ale mogę przyjechać na rozmowę, na której usłyszałam: Okej, bierzemy Panią.

Ela: Chciałabym zwrócić innym uwagę na jedną ważną rzecz. Ten pracodawca wybrał ciebie, bo widział ten twój entuzjazm, tę determinację i chęć, bo wiedziałaś, czego chcesz. A gdybyś tego nie wiedziała, na pewno twoja determinacja byłaby mniejsza. Naprawdę ważne jest, żeby odkryć to, co chce się robić w życiu, bo to niesamowicie zwiększa szanse na osiągnięcie swojego celu.
Często jestem pytana o to, jak zwiększyć swoje szanse w przypadku, kiedy nie ma się doświadczenia. twój przykład jest odpowiedzią. Ta determinacja, chęć i entuzjazm sprawiają, że pracodawca przymknie oko na jakieś braki, bo wie, że ty szybciej je nadrobisz. To jedna rzecz, a druga — nie możemy pominąć pracy, którą wykonałaś, żeby zwiększyć perspektywę swoich szans w tej firmie. Może nie miałaś doświadczenia, ale już poszłaś trzy kroki do przodu, zaczęłaś prowadzić webinary i budować swoją pozycję w obszarze kompetencji miękkich.

Ania: Bardzo długo patrzyłam na swoje doświadczenie przez pryzmat umiejętności specjalistycznych, a nie brałam pod uwagę np. kompetencji miękkich, które można wykorzystać w dowolnej dziedzinie. Takich jak np. elastyczność.

Ela: Ważna jest też ta pokora, o której wspomniałaś, bo wchodząc trochę w buty pracodawcy, trzeba się postawić w sytuacji, kiedy to on musi zainwestować w pracownika i na pewno zrobi to o wiele chętniej w przypadku osoby, która wykazuje chęć i zaangażowanie. Chciałabym się też ciebie zapytać, z jakimi lękami i sabotażystami miałaś do czynienia?

Ania: Jeśli chodzi o samą zmianę pracy, to pojawił się we mnie taki wewnętrzny lęk o to, czy sobie poradzę w pracy bez doświadczenia, oraz drugi taki ważny — kwestia finansowa. Bałam się, czy w ogóle damy radę wyżywić rodzinę, patrząc na to, że nasza poduszka finansowa powoli się kończyła. Na szczęście mój mąż bardzo mnie wspierał i ustaliliśmy, że warto jeszcze wytrzymać, że warto podjąć te wyrzeczenia na rzecz nowej pracy. Jednak cały czas musiałam sobie uświadamiać, że te wyrzeczenia to tylko na jakiś czas, że będzie lepiej.

Ela: Drugie pytanie z tych powoli kończących nasz wywiad to: jak się teraz czujesz? Co się w twoim życiu zmieniło? Gdzie jesteś teraz?

Ania: Jestem teraz osobą, która ma bardzo dużo satysfakcji. Dużo satysfakcji z pracy, satysfakcji z tego, że mam czas dla rodziny. Mam teraz bardzo duży wewnętrzny spokój, cieszę się, że to, co robię, jest tym, co lubię robić, że pomagam ludziom, czego wcześniej mi brakowało. Ważne jest też to, że umiem ładować energię. W poprzedniej pracy byłam wiecznie zagoniona, wiecznie zmęczona. Aktualnie jest spokojniej, cały tydzień wygląda spokojniej. Codziennie się rozwijam, codziennie rozwijam swoje kompetencje i w końcu zaczęłam żyć w zgodzie ze sobą.

Ela: Bardzo się cieszę, bardzo miło mi to słyszeć. Aniu, jeszcze na sam koniec, co byś poradziła osobom, które szukają swojej drogi?

Ania: Na pewno, żeby zaufać innym, bo ja zaufałam tobie, mogę śmiało polecić twój kurs, który mi dużo dał. Żeby dzielić się wątpliwościami z innymi, bo jeśli gdzieś utkniemy, jeśli z czymś nie będziemy mogli sobie poradzić, to może ta rozmowa z innymi osobami nas uwolni albo ktoś nam pomoże. Moja rada jest też taka, żeby nie odpuszczać i słuchać intuicji. Jeśli czujemy wewnętrznie, że potrzebujemy odpoczynku — to odpocząć, ale później zacząć działać. Nawet jeśli nie czujemy, że idziemy w dobrym kierunku, to ostatecznie działanie zaprowadzi nas tam, gdzie chcemy dojść, tylko jeszcze może o tym nie wiemy.

Ela: Zgadza się, nawet kiedyś Steve Jobs powiedział: Nie możesz połączyć kropek, patrząc do przodu; możesz je połączyć, patrząc wstecz. Musisz więc uwierzyć, że kropki w jakiś sposób się połączą w twojej przyszłości. I coś w tym faktycznie jest.
Aniu, ogromnie ci dziękuję za podzielenie się swoją historią.

Elżbieta Krokosz, Dyrektor Zarządzająca Talent Development Institute. Master Coach, Trener, Ekspert w obszarze przywództwa oraz rozwoju potencjału ludzi, Mówca TEDx, autorka książki pt. „Ty też to masz! Odkryj swoje talenty i zacznij robić w życiu to, co lubisz i potrafisz najlepszej” oraz podcastów: „O rozwoju ludzi profesjonalnie” i „TDI – School of Coaching”. Prekursorka self coachingu oraz autorka programu Self Coaching Program, w którym pomaga zostać najlepszym coachem dla samego siebie.