1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak pozbyć się napięcia i blokad w ciele?

Jak pozbyć się napięcia i blokad w ciele?

Używanie głosu, podobnie jak oddechu, poprawia przepływ energii, pomaga się rozluźnić, skontaktować z ciałem. (Fot. iStock)
Używanie głosu, podobnie jak oddechu, poprawia przepływ energii, pomaga się rozluźnić, skontaktować z ciałem. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Zbroję nosimy niemal wszyscy. Niektórzy przez całe życie.  Chroni nas, ale też oddziela od świata, od siebie.  O rozbrajaniu ciała opowiada Agata Kawecka - sama praktykuje tę  metodę, zajmuje się również masażem tantrycznym. 

Coś w nas zgrubiało, zastygło – powstrzymane, niewyrażone. Bo nie było wolno, nie wypadało, zabrakło odwagi... Bo doszło do traumy i wytworzyły się mechanizmy obronne. Dla Agaty Kaweckiej zbroja to rodzaj sztywności – w ciele fizycznym, emocjonalnym, ale też w sposobie myślenia. Punkty uzbrojenia to spięta tkanka, gdzie energia, krew, limfa nie płyną swobodnie. Rezultat? Zaczynamy żyć „na pół gwizdka”. Nie korzystamy z własnego potencjału. Robi się nam ciasno, niewygodnie. Tęsknimy za czymś więcej, czasem nie wiemy już nawet, co to jest. Być może zaczyna nam brakować sił, chęci. – Kiedyś sama byłam odcięta od ciała. Sztywna emocjonalnie, zapętlona w myślach. Nie płakałam, bo uważałam, że to oznaka słabości, mało się śmiałam – wspomina Agata. Dzięki kilkuletniej pracy z ciałem przeszła transformację. Uznała, że chce dzielić się tym odkryciem z innymi.

Ból, oddech i głos

Rozbrajanie to bardzo intensywna praca, wykonywana na tak zwanym ciele bolesnym; prowadząca do miejsc, w których trzeba będzie prawdopodobnie spotkać się z czymś trudnym. Będzie bolało, co nie oznacza bynajmniej, że masz cierpieć. Umowna skala bólu to 1–5, Agata umawia się z klientami, że nie wychodzi poza 4 (to taki poziom, na którym jeszcze wytrzymujemy dyskomfort, nie odcinamy się od ciała, nie uciekamy).

– Ból nie jest obowiązkowym elementem sesji, zwykle jednak występuje. Chyba że ktoś ma bardzo otwarte ciało, wykonał już jakąś pracę w tym kierunku. Albo odwrotnie: zamknął się całkowicie, znieczulił. Jednak w większości przypadków ból odczuwany pod wpływem nacisku i przepływu energii jest najlepszym sposobem na świadome skontaktowanie się z ciałem, ze sobą, z tym, co niewyrażone – tłumaczy.

Jak możesz wspierać siebie w tej podróży? Poprzez oddech i głos. Pierwszy ma być jak najgłębszy – najlepiej do dołu brzucha. Ale też do miejsca, które w danym momencie jest rozbrajane. To jakby dotykać go oddechem od wewnątrz, chcieć spotkać się z palcami masującej. Takie oddychanie pomoże stopniowo rozpuścić ból – momentami może przypominać dyszenie. – Ważne, by nie było mechaniczne. Jeśli widzę, że ktoś cały czas oddycha w jednym rytmie, to podejrzewam, że stosuje strategię, próbuje odciąć się od czucia. Głęboki oddech jest pomostem pomiędzy tym, co świadome i nieświadome. Rozbraja ciało od środka – dopowiada Agata.

No i dźwięk! Jęki, westchnienia, pomrukiwania, syki. Wszystko to, co niesie ulgę, pozwala się wyrazić. Jest więc miejsce na krzyki, przekleństwa, żale... – Używanie głosu, podobnie jak oddechu, poprawia przepływ energii, pomaga rozluźnić się, skontaktować z ciałem. Jestem wielką orędowniczką niekontrolowanego używania głosu – przyznaje Agata. – To niesamowite, jaką żywotność wprowadzają  do ciała oddech i głos! – dodaje.

Ustalasz granice: na co nie ma twojej zgody, przed czym się wzbraniasz, w jakich miejscach nie chcesz być dotykany. Może w którymś momencie będzie przeszkadzać ci muzyka, będziesz chciał odpocząć, wyjść do toalety albo podzielić się czymś. Masz prawo w każdej chwili przerwać pracę. – To ty ją prowadzisz – zapewnia Agata. – Możesz powiedzieć, żebym w którymś miejscu na ciele została dłużej albo przesunęła ręce, przycisnęła mocniej albo poluzowała ucisk. Tak naprawdę uzdrawiasz się sam.

W poszukiwaniu balansu

„Zbroja to każdy rodzaj blokady w ciele, który sprawia, że albo w ogóle nie czujesz połączenia z własnym ciałem, albo czyni cię mniej wrażliwym, może także wpływać na twoje życie seksualne” – mówi Susanne Roursgaard, duńska nauczycielka Agaty.  Zwykle przy okazji rozbrajania wypływa temat seksualności. To naturalne – im mniej uzbrojone, bardziej otwarte ciało, tym większa przyjemność, jaką możemy czerpać z seksu (i w ogóle z życia). Rozbrajanie wykonuje się też w miejscach intymnych (joni, lingam, anus), ale nie wszyscy muszą być na to gotowi. Stąd wybór: między rozbrajaniem ciała i seksualnym rozbrajaniem ciała.

– Granice ustalane są na daną sesję i w tym czasie nie możemy poza nie wyjść – raczej sprawdzamy na bieżąco, czy nie pojawia się opór, czy nie lepiej z czegoś zrezygnować. Tym bardziej że niewiele potrzeba, żeby zburzyć zaufanie ciała. Przy kolejnym spotkaniu możemy już być w innym miejscu, gotowi pójść dalej. Dobrze jest pamiętać, że pewne organy czy części zostaną poruszone, nawet jeśli nie dotykamy ich bezpośrednio (na przykład joni, czyli wagina, połączona jest z gardłem, a anus, czyli odbyt, ze szczęką). Lepiej więc niczego nie forsować, zaufać mądrości ciała – wyjaśnia Agata Kawecka.

Rozbrajanie jest prawie dla każdego. Każdego, kto gotów jest na intensywną pracę, na zmiany. Zbroja wpływa na nasze zdrowie, samopoczucie, sposób działania, reagowania, relacje. Zbudowana jest z energii, która nie mogła swobodnie przepłynąć. Z „połkniętych” słów, stłumionych emocji. Z mechanizmów obronnych, które wytworzyliśmy pod wpływem traumatycznych doświadczeń. – To nie muszą być duże nadużycia czy wypadki. Czasem traumę wywołują pozornie błahe wydarzenia. Na przykład w wypadku traum seksualnych spojrzenie czy słowa mogą być dla kogoś równie traumatyzujące co dla innej osoby nadużywający dotyk – podkreśla bodyworkerka. – Często przyczyną tworzenia się zbroi są powtarzające się uciążliwe sytuacje, nadużywanie siebie, długotrwały stres. Dużo zależy od naszej wrażliwości, od systemu wartości, zdolności organizmu do reintegracji.

U kobiet wiele zranień emocjonalnych magazynuje się w rejonie joni, u mężczyzn w anusie. – To ujemne bieguny ciała – miejsca, gdzie upychamy trudne emocje. Nie muszą one dotyczyć molestowania: joni może być straumatyzowana poprzez zabiegi ginekologiczne, niechętny stosunek do niej, odrzucanie swojej kobiecości czy przez sam fakt, że kobieta czuje się niekochana – tłumaczy Agata. I dodaje, że rozbrajanie to też praca z przekonaniami – sposób na przywracanie balansu ciału, umysłowi, emocjom, całej energetyce. Zaczynamy bardziej czuć siebie.

Im mniej uzbrojone, bardziej otwarte ciało, tym większa przyjemność, jaką możemy czerpać z seksu i w ogóle z życia. (Fot. iStock) Im mniej uzbrojone, bardziej otwarte ciało, tym większa przyjemność, jaką możemy czerpać z seksu i w ogóle z życia. (Fot. iStock)

Katharsis i co dalej

Rozbrajanie ciała nie jest ukierunkowane na wyeliminowanie dolegliwości bólowych (choć może się przyczynić do ich ustąpienia). Nie jest też masażem relaksacyjnym – nie ma tu za wiele miejsca, by zanurzyć się w swoim świecie, rozkoszować dotykiem. Ale Agata, która zna też ścieżkę tantryczną, pamięta, że ciało potrzebuje ukojenia, dlatego włącza do sesji łagodzący dotyk. Równoważy ból przyjemnością. – Daję ciału sygnał, że je widzę; zależy mi, żeby poczuło się bezpiecznie. Dzięki temu na kolejnej sesji można pójść głębiej.

Ta praca ma najczęściej charakter cykliczny, wymaga cierpliwości. Co nie zmienia faktu, że podczas jednej sesji sporo może się wydarzyć. – Najważniejsze to wyciszyć umysł, wejść jak najgłębiej w ciało. Czuć to, co potrzebuje być uwolnione. Nie spinać się. W trakcie sesji może dojść do swoistego uwolnienia emocjonalnego, szlochu, śmiechu, krzyku, jęku. Jest miejsce na wszystko, co domaga się ekspresji. Ale sesja może też przebiegać bardzo spokojnie. Czasem podczas rozbrajania dociera się do traumy, którą pamiętamy, ale zdarza się też, że wraca pamięć zdarzenia, które zostało głęboko wyparte. Dobrze jest mieć tego świadomość. I dobrze jest spotkać się z tym, co doszło do głosu, wypuścić z siebie energię tego zdarzenia. – Można walić w materac, siłować się ze mną, odgrywać sceny. Oczywiście, ja też muszę zadbać o swoje granice. I uszanować ograniczenia – nie każdemu mogę dać sesję, nie każdy temat udźwignę. Wciąż się uczę i nie chcę być traktowana jak wyrocznia. Nie stawiam diagnoz, nie widzę blokad na czakrach, nie wypowiadam się na temat czyjegoś życia. Nie powiem ci, kim jesteś, bo nikt nie wie tego lepiej od ciebie! – mówi Agata.

Po pracy na ciele zwykle nie od razu jest przyjemnie. Tak zwane echa sesji bywają odczuwane nawet przez tydzień. Może dojść do wyładowań emocjonalnych, ciało ma prawo być obolałe, osłabione. Oczyszczać się. Dobrze jest przygotować się na spowolnienie, odpuścić ważne zadania, pośpiech. Dać sobie uwagę i troskę, czas na regenerację. – Często dzięki tej pracy ludzie zdają sobie sprawę z pędu, w jakim żyją, i że można inaczej. Zaczynają bardziej słuchać ciała, zauważać, co im nie służy. Mówić o swoich emocjach, potrzebach, co niekoniecznie budzi entuzjazm otoczenia... Dawne nawyki, znajomości mogą uwierać, wymagać przewartościowania – ostrzega Agata. I zapewnia, że warto. Bo rozbrajanie pomaga zbliżyć się do swojej esencji, połączyć się z uczuciami, pragnieniami i znaleźć odwagę do ich wyrażania. Zmienia się też samo ciało. Jak mówi Agata, staje się bardziej miękkie, przepływowe, czujące, soczyste, orgazmiczne…

Wzmacnianie seksualności

Zgodnie z wieloma wierzeniami Wschodu – czakry to centra energetyczne, które regulują poszczególne sfery naszego życia. Za akceptację swojej seksualności, płodność (także inwencję twórczą) oraz związki z innymi ludźmi odpowiada tzw. czakra sakralna, czyli płciowa. Mieści się ona trzy palce poniżej pępka, w okolicach kości krzyżowej. Nieprawidłowości w jej funkcjonowaniu nie tylko zakłócają życie intymne, ale i nie pozwalają osiągnąć bliskości w relacjach ani zaufać innym.

Co wzmacnia czakrę sakralną?

  • kolor pomarańczowy (wybieraj światło w tym kolorze, wprowadzaj pomarańczowe elementy do stroju i jedz pomarańczowe warzywa i owoce)
  • obcowanie z wodą – np. siedzenie nad spokojnym jeziorem, morzem, rzeką i obserwowanie ich w poczuciu łączności
  • relaksacyjne wieczorne kąpiele przy dźwiękach muzyki i w otoczeniu świec
  • masaże całego ciała (także w parach)
  • czuły dotyk
  • medytacja
  • afirmacje (np. akceptuję siebie, daję czułość sobie i innym)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Masaż jivaka na rozluźnienie - odblokuj ciało i emocje

Równoczesne otwarcie ciała i umysłu powoduje wzmożony ruch energii życiowej. Wzrasta percepcja, otwieramy się na bogactwa życia. Dlatego ludzie tak chętnie korzystają z masażu jivaka. (Fot. iStock)
Równoczesne otwarcie ciała i umysłu powoduje wzmożony ruch energii życiowej. Wzrasta percepcja, otwieramy się na bogactwa życia. Dlatego ludzie tak chętnie korzystają z masażu jivaka. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Jak by to było, gdybyś w pełni doświadczała swojego potencjału? Gdyby wszystkie wskazówki – ta pokazująca stan zdrowia i ta od dostatku, i od relacji – przesunęły się w stronę górnej granicy? Zdaniem Gunthera Krügera, założyciela szkoły Jivaki, to jest możliwe.

Zdaniem Gunthera Krügera, założyciela międzynarodowej szkoły „Jivaka – body and mind”, osiągnięcie dobrostanu we wszystkich sferach życia to kwestia zaangażowania. Decyzji. – Bardzo wiele osób żyje poniżej swojego potencjału. Ma to związek z ograniczonym odczuwaniem. Kiedy zamykamy się na nie, wycofujemy, ciało traci witalność. Dlatego tak ważna jest świadoma eksploracja ciała i zmagazynowanej w nim historii. Im bardziej stajesz się jednym z ciałem, tym jesteś zdrowsza, bardziej świadoma, nieustraszona. Zyskujesz dostęp do swojej pełni.

Jak się ma do tego umysł? – Ciało odbija wszystkie wrażenia zgromadzone w umyśle, pozostaje więc z nim w nierozerwalnej więzi – mówi Gunther Krüger i jeszcze raz podkreśla rolę świadomości. Dzięki niej możemy uwolnić się od nieaktualnych informacji, przekonań. – Jak słońce oświetla każdą roślinę, by wzrastała, tak świadomy umysł może oświetlić każdą dziedzinę życia. Każdą ukrytą traumę. Dzieje się to, kiedy pozwalamy sobie na spotkanie z ciałem. Kiedy zaczynamy głęboko odczuwać.

Równoczesne otwarcie ciała i umysłu powoduje wzmożony ruch energii życiowej. Wzrasta percepcja, otwieramy się na bogactwa życia. Dlatego ludzie tak chętnie korzystają z masażu. Czy też z praktyk, które – jak w Jivace – nazywane są body treatment. Po to też przychodzą na warsztaty Jivaki: żeby doświadczyć dotyku. Być bliżej – siebie i innych. Ale też coraz więcej osób chce się uczyć masażu. Dzielić się nim z innymi, niekoniecznie klientami. Zwłaszcza kiedy przekonają się, ile może się wydarzyć podczas takiego bliskiego spotkania. Kiedy uświadomią sobie, że masaż jest jak życie.

Ciało – zbiór informacji o twoim życiu

Warsztaty z Guntherem Krügerem zaczynamy od prostych ćwiczeń. Udajemy stado goryli – po to, żeby rozluźnić się, nawiązać kontakt. Potem rozciąganie. Nie możesz połączyć dłoni na plecach? Wyobraź sobie, że to robisz. W którymś momencie to nastąpi, przecież ciało podąża za umysłem... I jeszcze ćwiczenie energetyczne. Pocieramy dłonie, budzimy w nich energię. Są bramą – za ich pośrednictwem możemy tak wiele przekazać. I otrzymać. Ważne, by były otwarte, świadome. Teraz tymi naenergetyzowanymi dłońmi „myjemy” ciało, dotykając po kolei wszystkich części. – Możesz wybrać, czy włączysz też partie intymne – mówi Gunther Krüger – czy uważasz je za gorsze, wolisz pominąć. Jeśli budzą twoje zakłopotanie, jest teraz okazja, by przekroczyć ten próg. Ciało zawiera wszystkie informacje dotyczące twojego życia. Im większy masz do tego dostęp, tym lepiej. Zaproś wszystko. Całość.

Rozluźnienie

Tajniki systemu, który stworzył ponad 2,5 tysiąca lat temu osobisty lekarz Buddy, Jivaka Kumar Bhaccha, nie są dostępne w żadnej książce. – To wiedza przekazywana z nauczyciela na ucznia. Nie wystarczy technika, kluczowe jest zaufanie. Informacje płyną z serca do serca. O ile pozostanie ono otwarte.

Podczas zabiegu Jivaki pozostajesz ubrana. Najważniejsza jego część to otulanie kocem. Chodzi o zaopiekowanie się drugą osobą. Bo wielu z nas nie dostało wystarczająco opieki... – Leżąc pod kocem, relaksujesz się, niczego nie udajesz. Jak się czujesz z tą prawdą? Masz wybór: zostać, wejść głębiej albo powiedzieć „dość”. Zamknąć się, uciec od sytuacji, od ludzi. I tak nie uciekniesz od siebie...

Poddając się masażowi, poddajemy się życiu. Zamykamy oczy, rezygnujemy z kontroli. Dlatego ważne jest, by nie odrywać rąk od masowanego. – Nie wiemy, co przyniesie życie – mówi Krüger. – Ale wciąż pozostajemy z nim w kontakcie. Gotowi na zmiany. Można się im, oczywiście, opierać. Ale po jakimś czasie zmiana i tak przyjdzie.

Czasem życie przynosi ból. Nie zawsze go ujawniamy. Chcemy być dzielni (grzeczni?), pilnujemy się, żeby nawet nie syknąć. – Ja też zatrzymywałem ból, tak byłem nauczony. Nie jest łatwo zmieniać takie rzeczy. To znów kwestia wyboru. Jeśli nie wyrażasz bólu, nie będziesz też wyrażać ekstazy. Wszystkie te uczucia kumulują się, w końcu całe życie staje się ściśnięte – tłumaczy Krüger. I przyznaje, że niektórzy mają bardzo wysoki próg bólu, są na niego uodpornieni. – Doświadczyli czegoś trudnego, wycofali się. Żelazny płaszcz chroni przed przykrymi wydarzeniami, ale też nie dopuszcza innych.

Najboleśniejsze miejsca w ciele (czyli te najbardziej zablokowane) można poznać po tym, że mają twardszą tkankę, inną temperaturę. Warto zostać tam dłużej. Gdzie dotyk, tam świadomość. Oczywiście, może to obudzić historię ukrytą w tym miejscu.

Wyparte emocje

Wiele historii gromadzimy w nogach. I to od nich rozpoczyna się zabieg Jivaki. Bo wszystko zaczyna rosnąć od ziemi, a nogi to korzenie. Praca z nimi daje poczucie stabilności, ugruntowania. Jeśli twoje fundamenty są słabe, brakuje ci wewnętrznej siły, poczucia bezpieczeństwa. – Osoby ze słabymi nogami dużo mówią, dużo myślą. Żyją fantazjami. Ich energia kumuluje się w górnych partiach ciała, w głowie. Przypominają drzewo o rozrośniętej koronie i słabych korzeniach. Łatwo je złamać. Narażone są na różnego rodzaju problemy mentalne, poczynając od neurozy – twierdzi Gunther Krüger. I proponuje ćwiczenie (patrz: na dole). Jeśli rozpoznajesz się w tym opisie, wypróbuj je! Będziesz musiała pokłonić się ziemi, może ci się to nie spodoba... Praca z ciałem ożywia wyparte emocje. – Niektóre kawałki wyglądają pięknie, inne brzydko. Nie chcesz zatruwać nimi świata. Co zrobisz? Schowasz je, odetniesz? Spróbujesz zaakceptować? – bada Gunther Krüger.

Wypuszczając z siebie emocje, nie zatruwasz świata – pozwalasz, by to, co zalega, poszło sobie. Pójdzie, jeśli będziesz głęboko oddychać.

Czasem jednak oddech nie wystarczy. Zwłaszcza że masaż daje poczucie bliskości, której niejednokrotnie nie doświadczamy nawet z domownikami. – Im głębsze doświadczenie staje się naszym udziałem, tym większe prawdopodobieństwo, że pojawią się silne uczucia, projekcje. Po dwóch godzinach dzielenia się mocnymi przeżyciami dobrze zrobić coś, by odzyskać wolność – podpowiada Krüger. Dlatego lubi mieć przy sobie pudełko z ryżem – żeby rzucić garść czy choćby kilka ziarnek w przestrzeń. Symbolizują brak przywiązań i dobre intencje. – Dajemy to w wyobraźni wszystkim, którzy gotowi są skorzystać z takiego prezentu. Co za ulga!

Nawyk wybierania piękna

Drugi dzień warsztatów. Siedzimy w dwóch szeregach, twarzami do siebie. Patrząc w oczy osobie z naprzeciwka, zwracamy się do niej słowami: „Piękno, które widzę w tobie...”. I tak przez minutę: jedna osoba mówi, druga tylko słucha. Potem zamiana ról. A potem par. Energia wyraźnie wzrasta. Po początkowym skrępowaniu zaczynają napływać, gdzieś z głębi, dobre słowa. Trzymamy się za ręce. I nagle trzeba się rozstać... Jak w życiu. – To było niespodziewane śniadanie mentalne. Nie kupicie go w żadnym sklepie. Czy często mówimy sobie takie rzeczy? Czy potrafimy patrzeć na innych w ten sposób? – pyta Gunther Krüger. – Skierowałem was bezpośrednio do mandali piękna. Mówiąc: „Piękno, które widzę w tobie”, otwieram się na inną rzeczywistość. Czy oznacza to, że zaszła zmiana rzeczywistości absolutnej? Nie. Ale jej kawałka na pewno. Jeśli mam wybór między pięknem a beznadzieją, wybieram piękno. Jeśli akurat nie masz wyboru, po prostu obserwuj.

Kiedy przykrywa kogoś kocem, mówi: „Żeby ci było przyjemnie”. Nie: „Żeby nie było zimno”... Na tym polega przejmowanie władzy nad rzeczywistością poprzez słowa. Podobnie rzecz się ma z myślami. Dlatego tak ważna jest uważność. Dyscyplina pozwalająca zmieniać nawyki.

Ból niesie informację

Czasem ludzie tak mocno wycofują się do jakiejś rzeczywistości, że przypominają pusty dom. Trzeba popukać w klatkę piersiową, żeby wrócili do siebie. Można tak własną klatkę opukać: jest tam ktoś? Gunther Krüger podkreśla, że masażysta zna różne triki, ale często działa intuicyjnie. Dlatego – choć na zajęciach rysujemy sobie kreski na łydkach, by łatwiej było odnaleźć linie energetyczne – przyjmujemy, że ciało pozostanie tajemnicą. – Ja pytam ciała. Moje ręce stają się ciepłe, odczuwam prawdziwą miłość w sercu. Ludzie potrafią otworzyć się nagle, nawet jeśli przeszli przez piekło. Ważne, żeby przestać odcinać to, co się nam nie podoba. W sobie i w innych. Przestać walczyć. Jestem taki – w porządku, jesteś taka – w porządku. To wymaga odwagi – mówi prowadzący.

Nie wierzy książkom ze szczegółowymi analizami dolegliwości, opisami przyczyn, interpretacjami. Zaleca coś przeciwnego: wejść w kontakt z problemem, z bolesnym miejscem. – Jeśli pojawia się ból, znaczy to, że ktoś w środku woła „Hej, zaopiekuj się mną!”. Lekarz może pomóc ci się odciąć... Tymczasem prawdopodobnie właśnie tego potrzebujesz – bólu. Kiedy dajesz mu uwagę, zaczyna pulsować. Żyć. Przestaje być problemem albo się zmienia. Otwierając się na ból, kontaktujesz się z jego przyczyną. Co nie znaczy, że masz ją zgłębiać. Po co? Niektórzy ludzie tracą całe lata na psychoanalizę, rozgrzebywanie dawnych historii. I pozostają przy starych nawykach – stwierdza Krüger.

Inna rzecz, że kiedy masuje twarz, potrafi rozpoznać (choćby po zmarszczkach na czole), czy ktoś ma skłonność do martwienia się, rozmyślania, złości... Bo każdy stan umysłu ma swoją minę. – Jeśli wciąż oglądamy ten sam rodzaj filmów, nasza twarz przyjmie określony wyraz, w zależności od preferowanego gatunku. Melodramat, sensacja, porno... – mówi.

Na szczęście działa to w obie strony. – Skoro stan umysłu ma wpływ na materię, logiczne jest, że poprzez pracę z materią możemy ten proces odwrócić. Wyobraź sobie kogoś, kto złości się z rozluźnionym karkiem. Niemożliwe, prawda? Jeśli więc uda ci się rozluźnić kark zdenerwowanej osoby, zmienisz błyskawicznie jej stan umysłu – twierdzi. Inne strategiczne obszary? Żuchwa, broda. Ta pierwsza ma mięśnie tak silne, że potrafią zatrzymać każdy ruch w ciele. Druga pozwala kontrolować łzy, więc często ją zaciskamy. – Rozluźnienie tych mięśni podczas masażu przypomina uchylenie pokrywki czajnika z wrzątkiem. To ryzykowne. Ale bez rozluźnienia nie ma rozwoju – stwierdza Krüger.

Przekraczanie „słabości”

„Wakacje, wakacje, wakacje” – mówi Krüger po polsku, podczas gdy wymieniamy się w parach masażem. Po dobrym zabiegu powinien pojawić się spokój w umyśle (mamy więcej elementu ziemi). Po przyjemnym masażu czujemy się bardziej otwarci. Ale ciało uchyla się powoli, jak róża. Ważne, by niczego nie wymuszać, nie przyspieszać. Raczej cieszyć się każdym dotykiem, poruszeniem, myślą. I nie brać niczego osobiście. Bo masowany może poczuć wściekłość, miłość... – Spotkanie z człowiekiem, który jest w pełni obecny, to prawdziwy dar. To dlatego ludzie tak lgną do lamów. To też powód, dla którego to robię – przyznaje Gunther Krüger.

A inni? Dlaczego chcą to robić? Z czym zostają? Ktoś ponownie zaufał dotykowi. Ktoś odkrył, że można wylać morze łez i być silniejszym. Że odczuwanie nawet najtrudniejszych emocji jest bezpieczne. Ktoś przekroczył poczucie bezsilności, znalazł nowy kierunek. Czujemy, jak pogłębia się nasz oddech, czyli umiejętność doświadczania. Jak bardzo pulsuje w nas życie.

Najlepsze ćwiczenie na świecie (według Gunthera Krügera)

Dlaczego najlepsze? Bo pozwala zachować elastyczność ciała i umysłu. Uwolnić emocje. Łagodzi ból kolan i pleców. Wzmacnia nogi. Daje ugruntowanie, większą żywotność. Świadomość ciała i oddechu, wewnętrznych i zewnętrznych okoliczności. Możesz wykonywać je niezależnie od wieku i stanu zdrowia. Sama wybierasz tempo i liczbę powtórzeń.

Jak je wykonywać? Klękasz na podłodze, po czym siadasz na piętach i skłaniasz głowę do ziemi. Wstajesz i powtarzasz całą sekwencję, najlepiej wielokrotnie. – Ukłon to hołd składany ziemi, akt poddania. Oddajemy naszą sztywność, nasze ja. Może pojawić się złość – uprzedza Gunther Krüger. Ważne, żeby pokłonowi towarzyszył wydech – to pozwala wyjść poza gniew, nawyki mentalne. Stworzyć coś nowego.

Powyższe ćwiczenie w wykonaniu G. Krügera możesz zobaczyć też na YouTube.

https://www.youtube.com/watch?v=MZoNUgNY1HY&feature=emb_title

Gunther Krüger założyciel międzynarodowej szkoły „Jivaka – body and mind”, wieloletni praktyk metody. Prowadzi kursy przygotowujące do praktykowania masażu Jivaka. 

  1. Psychologia

Kobiety często utożsamiają swoje ciało z wyglądem

Wiele kobiet patrząc na ciało tylko zewnętrznie, nie wsłuchuje się w jego potrzeby. (fot. iStock)
Wiele kobiet patrząc na ciało tylko zewnętrznie, nie wsłuchuje się w jego potrzeby. (fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Wiadomo, że nasza kultura uprzedmiotawia kobiety. Ale żebyśmy same to sobie robiły? A robimy! Przynajmniej część z nas na hasło: „ciało” odpowiada: „wygląd”. Obraz w lustrze przesłania nam to, co dzięki ciału przeżywamy.

Nie wiedziałam, że bywa z nami tak źle, aż do niedawnych warsztatów, na których przyglądałyśmy się temu, jak to jest być kobietą i czy można nią być inaczej. W zamierzeniach miałyśmy wyjść poza stereotypy i dać sobie prawo do własnego sposobu istnienia. I dać takie prawo innym kobietom. Wszystko szło dobrze, aż w pewnym momencie zaproponowałam rozmowę o ciele. Grupa już nieźle się znała, więc taki osobisty temat nie wydał mi się za trudny. Uczestniczki dobrały się w pary i każda z nich przez kilka minut mówiła o swoim ciele. Mogła mówić wszystko, co przyjdzie jej do głowy. I wszystkim przyszło do głowy to samo! Wygląd i jego odstępstwa od ideału.

Kobiety opowiadały sobie o tym, co im się nie podoba w ich ciele, co ukrywają, a z czego są zadowolone i jak to zmieniało się w czasie. A potem usiadłyśmy w kręgu i dzieliłyśmy się tym, co wydarzyło się w parach. Jedne narzekały na zbyt mały biust, inne z kolei na zbyt duży, szczególnie w wieku dojrzewania było to dotkliwe. Jedne jako nastolatki były zbyt chude, inne zbyt grube, jedne mają za proste włosy, innym bez sensu się kręcą, bo rzadko jest tak, żeby było dobrze. We wszystkich parach okazało się, że z wiekiem nasze niedoskonałości są mniej dolegliwe, jakoś udaje nam się z nimi pogodzić, co było optymistycznym akcentem w tej lawinie zarzutów i zażaleń pod adresem ciała. No i tyle.

Niemożliwe, myślałam, słuchając tych relacji ze spotkań w parach. Przecież któraś musiała powiedzieć o tym, jak ciało jej służy, że lubi swoją sprawność, że lubi dotyk, że lubi zmęczenie po wysiłku, no takie normalne sprawy i drobne przyjemności płynące z ciała. Czekałam, że któraś powie o tym, że ma do ciała zaufanie albo że sprawia jej ono problemy i to ją martwi albo złości. A tu nic. Jakby ciało było ciałem obcym, na które patrzymy z zewnątrz. Przedmiotem, który spełnia jakieś wymogi estetyczne albo nie, a nie nami.

To jak to jest? To po cholerę nam to ciało? Żeby wyglądać? Nic dziwnego, że mamy kompleksy i trudno nam lubić siebie, bo przecież ciała nie są doskonałe. Może nawet nie po to są, żeby były? W intymnych rozmowach w parach kobiety przyjęły perspektywę obserwatorek – nie wzięły pod uwagę własnych doznań, jakby one były nieistotne. Ważne jest dla nas to, co widać – ciało jako przedmiot prezentacji. Ani słowa o naszej sile, sprawności, zdrowiu, wytrzymałości, zdolności działania. Ani słowa o radości z ruchu, jedzenia, seksu. Czyżbyśmy tego nie doświadczały?

– I to już? – zapytałam bezradnie, gdy ostatnia osoba skończyła mówić.

– Niczego wam tu nie brakuje?

Dziewczyny patrzyły zdziwione.

I co im miałam powiedzieć?

– A gdybyście były mężczyznami? Wyobraźcie sobie, co wtedy byście mówiły o swoim ciele.

Tą sytuacją kobiety nieźle się bawią. Rozsiadły się swobodnie, poklepują po brzuchach i udach, są rozluźnione i zadowolone.

– Lubię swój duży brzuch – mówi jedna.

– Każdy ptaszek ma swój daszek – dopowiada druga i grupa wybucha śmiechem.

Jeden za drugim padają żarty, z których wynika, że mężczyźni akceptują swoje ciała i są z nich zadowoleni.

– I to już? – znów zapytałam bezradnie, gdy żarty ucichły.

Zapadła cisza.

– No pewnie oni też mają kompleksy, na przykład jak są za niscy – zastanawia się jedna.

– Albo jak mają odstające uszy – dopowiada druga.

Patrzą na mnie wyczekująco, czy uznam to za prawidłową odpowiedź. I po co ja im zaproponowałam tę rozmowę o ciele? To miał być tylko krótki przerywnik pozwalający zbliżyć się do siebie samych i siebie nawzajem, a teraz muszę w to brnąć dalej i nie wiadomo, czy coś z tego wyniknie, bo te kobiety zdają się być bezcielesne!

– A jeśli ci mężczyźni uprawiają jakiś sport, to powiedzieliby o tym w takich rozmowach?

– No! Chwaliliby się swoimi osiągnięciami!

– A myślicie, że oni lubią grać w piłkę czy w tenisa? Że lubią swoją siłę i sprawność? Że lubią się zmęczyć? Że lubią prysznic po treningu i napić się wody i...

– Chyba tak – przerywa mi któraś.

– A wy nie?

– Ja lubię się ruszać – mówi jedna. – I lubię się zmęczyć.

– Ja lubię tańczyć – dołącza druga.

Uff! A jednak mają ciało, dzięki któremu czują, a nie tylko wyglądają! Szybko okazuje się, że lubią się przeciągać i pić kawę, że lubią ćwiczyć, że lubią swoją sprawność, lubią dotyk, cierpią, gdy są chore, okazuje się, że lubią jeździć na rowerze, umieją stać na głowie lub zrobić szpagat i są z tego dumne. W końcu otworzyły wielki worek z doznaniami, których doświadczamy dzięki ciału.

– A seks? Też bywa źródłem przyjemności? – drążę dalej, bo ciągle mi mało.

Konsternacja.

– Ja już nie pamiętam, jak to jest – mówi w końcu jedna, inne też ledwie pamiętają, tylko niektóre przytakują, że seks może być źródłem rozkoszy.

Ach! Wpuścić tu Joannę Keszkę z jej zestawem wibratorów i innych gadżetów dla kobiet! Znacie jej książkę „Grzeczna to już byłam. Kobiecy przewodnik po seksie”? Warto przeczytać. Od dawna podziwiam odwagę autorki. Mówi otwarcie o kobiecej seksualności. O tym, że mamy prawo do orgazmu! Niby wszystkie o tym wiemy, ale jak cieszyć się seksem, gdy najważniejszy jest wygląd i to, co pomyślą o nas inni? Chętnie bym zawołała za Joanną Keszką: „Drogie siostry, pora uwolnić swój orgazmiczny potencjał!”. Albo przytoczyła jej złotą myśl, jedną z wielu równie zabawnych: „Mam wibrator i nie zawaham się go użyć!”. Ale trochę się wstydzę, bo przecież jestem kobietą. I nie wiem, co pomyślałyby o mnie uczestniczki? O matko! Ta grupa wpędza mnie w stereotypy, z których miałyśmy się przecież wyzwalać!

Włączam muzykę i proponuję taniec Afrodyty. Na początku jest nieco sztywno, ale potem…

Dziewczyny czują radość z kontaktu z ciałem. Mówią o tym, za co są mu wdzięczne. Doceniają, jak świetnie im służy. I może to jest w ciele najważniejsze?

– A wygląd? – pytam jeszcze dla porządku.

– Chrzanić wygląd! – wykrzykuje jedna, a inne podchwytują bojowy okrzyk.

Artykuł archiwalny

  1. Psychologia

Twoja relacja z ciałem - czy dobrze się w nim czujesz?

Jak odczuwasz swoje ciało? Jak je traktujesz? Relacja z ciałem wiele mówi nam o naszym podejściu do życia i natury. Jeżeli chcemy dobrze się w nim poczuć, zwróćmy uwagę na sygnały płynące z ciała. (Ilustracja: Getty Images)
Jak odczuwasz swoje ciało? Jak je traktujesz? Relacja z ciałem wiele mówi nam o naszym podejściu do życia i natury. Jeżeli chcemy dobrze się w nim poczuć, zwróćmy uwagę na sygnały płynące z ciała. (Ilustracja: Getty Images)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Jaki jest najbardziej niedoceniany naturalny zasób na ziemi? Nasze ciała. Mają niemal nieludzką cierpliwość. Znoszą to, że je źle karmimy, krytykujemy ich wygląd, wyczerpujemy do granic możliwości pracą. O ile mniej stresująco by się nam żyło, gdybyśmy zawarli z nimi pokój i zaczęli traktować je, jak żywe, czujące istoty, którymi przecież są – mówi Caroline Carey, trenerka Movement Medicine.

Ciało może być zasobem w walce ze stresem? Podstawowym. Ale nie podoba mi się tak sformułowane pytanie. Rozumiem, że to terminologia coachingowa, ale mimo wszystko wolałabym rozmawiać o ciele jako jednym z najcenniejszych darów, jakie otrzymaliśmy, przychodząc na świat. Mówienie o zasobach za bardzo przypomina eksploatację, czyli to, co zwykle z ciałem robimy. Uważamy je za oczywistość, coś, co ma nam służyć. Myśląc w ten sposób, dajemy sobie prawo, by je wykorzystywać, a w rezultacie nadużywać go, zupełnie jakby było czymś podrzędnym, od nas niezależnym, a nie żywym, czującym tworem, najbardziej oczywistą częścią nas samych.

Myślałam o tym, jak mało we mnie wdzięczności dla mojego ciała. Zmuszam je do pracy, źle je karmię, nie śpię tyle, ile powinnam. A ono cały czas mi służy. Traktujemy ciało tak, jakby było niezniszczalne. Nie szanujemy go. Podobnie zresztą postępujemy z Ziemią. Dla mnie to się łączy. Sprzyja temu nasza konsumpcyjna kultura, ale przede wszystkim antropocentryczne podejście. Fakt, że człowiek stawia siebie ponad wszystkimi innymi istotami, a ducha nad materią – ciałem. Głowa, czyli rozum, rządzi wszystkim i widać, do czego to prowadzi. Zasoby są na wyczerpaniu. Szczególny wpływ na nasz stosunek do ciała ma religia. Wychowałam się w Irlandii i choć byłam protestantką, chodziłam do katolickiej szkoły. Tam słyszałam, że ciało jest siedliskiem żądz, czyli zła, grzechu, że mam je zakrywać, by nie kusić chłopców. Moja mama była pruderyjna, nie rozmawiała ze mną o kobiecej fizjologii, seksualności. Jak wiele dzisiejszych kobiet wyrosłam w poczuciu wstydu, winy, strachu przed własnym ciałem i jego chęciami. Dziś to nieco złagodniało, ale nadal ciało jest jedynie mniej ważnym opakowaniem dla ducha.

Mam wrażenie, że dziś przesadzamy w drugą stronę, bo opakowanie zdaje się ważniejsze niż zawartość. Należy za wszelką cenę mieć ciało młode, gładkie, jędrne, szczupłe... Coś jednak łączy te pozornie sprzeczne podejścia: w obu ciało traktowane jest przedmiotowo. Na skutek takiego myślenia większość ludzi jest od ciała odcięta i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Sama doświadczałam tego przez lata. W dzieciństwie byłam molestowana seksualnie przez dziadka. Nie umiałam sobie poradzić z sytuacją, więc uciekałam z ciała, odcinałam się od uczuć i żyłam w świecie fantazji. Całe szczęście uwielbiałam też tańczyć i jeździć konno. Dzięki temu zachowałam jednak jakiś kontakt z ciałem, ale nie w sensie połączenia ze swoją kobiecością, zmysłowością, uczuciami. Ta sfera cielesności była dla mnie zakazana, zbrukana. Długie lata pracowałam, by odzyskać dostęp do samej siebie.

Co pomogło? Przede wszystkim praca z ciałem. Szczególnie taniec, który w bezpieczny sposób pomógł mi wyrazić te trudne uczucia, których w dzieciństwie nie umiałam ogarnąć i uwolnić się w ten sposób od poczucia winy. Teraz prowadzę tą drogą innych. Ludzie zwykle odcinają się od ciała, bo boją się swoich reakcji emocjonalnych, przez co tracą zupełnie połączenie z tym, co się w nich dzieje. Stąd między innymi tak wielka popularność horrorów czy sportów opartych na adrenalinie. Ludzie przekraczają próg strachu czy nawet bólu, byle tylko poczuć cokolwiek. Przecież żyć to znaczy czuć.

Niektórym się wydaje, że żyć to znaczy myśleć... Serdecznie takim osobom współczuję. Radość życia to przede wszystkim doznania fizyczne. Możemy je poczuć tylko poprzez ciało. W szkole baletowej uwielbiałam tańczyć polkę, wirować coraz szybciej, by potem zatrzymać się i czuć, jak w moim ciele wszystko tańczy, serce bije jak szalone, energia krąży. To było ekstatyczne doznanie, którego nie rozumiałam. Dopiero później dowiedziałam się, że podczas intensywnego ruchu mózg wydziela endorfiny, nazywane hormonami szczęścia. Mamy to doznanie w zasięgu ręki.

Tyle że nie zawsze o tym pamiętamy. Ostatnio miałam prowadzić zajęcia ruchowe, a byłam bez energii. Bałam się, że nie dam rady. By sprawdzić, ile czasu zajmą ćwiczenia, zaczęłam sama je robić. I w cudowny sposób wróciły mi siły. Rozbawiło mnie to. Przecież wiem, że ruch tak działa, a tak trudno mi było się przełamać... Tak już mamy, że kiedy jesteśmy w dołku, wolimy raczej się położyć, niż energicznie maszerować po pokoju... Ja wypracowałam sobie taki odruch, że kiedy jestem zmęczona albo nie potrafię sobie emocjonalnie dać z czymś rady, biegnę do ogrodowej jurty i tańczę. Wyrzucam z siebie to, co mnie boli, całą sztywność. Ruch szczególnie dobrze robi na zmęczenie emocjonalne związane z tym, że trzymamy długo na wodzy jakieś uczucia, choćby frustrację czy gniew. Jakbyśmy się starali utrzymać na sznurku wściekłego psa i w dodatku tak, żeby nikt go nie zauważył. Warto w odosobnieniu to spętane zwierzę wypuścić na wolność. Niech sobie potupie, potańczy, pokrzyczy, pomacha rękami. Tyle się wtedy uwalnia energii! Najzdrowszy sposób na odreagowanie. W dodatku nikomu innemu się przy tym nie dostanie...

A jak ktoś nie lubi tańczyć? Jest joga, tai-chi, bieganie... Ja tańczę, bo moje ciało to kocha. Poza tym taniec to coś więcej niż fizyczna aktywność, kształtowanie mięśni, kondycji. To praca ze sobą. Podczas swobodnego tańca możemy doświadczać różnych ruchów, rytmów, obserwować swoje reakcje, emocje, jakie się pojawiają, bawić się i poszerzać swój repertuar. Eksperymentowanie z ruchem przekłada się na psychikę. Osoby o sztywnych poglądach mają zwykle usztywnione ciało, bo boją się „ruszyć” poza znane terytorium. Kiedy uwalniają ciało, stają się też stopniowo bardziej elastyczni mentalnie, twórczy. Najbardziej niesamowitą właściwością ciała jest to, że można poprzez nie wpływać bezpośrednio na umysł. To ogromny, wspaniały zasób, szczególnie ważny dziś. Świat jest coraz bardziej chaotyczny, często nas zaskakuje – to właśnie nazywamy stresem. A bywa, że jest to po prostu sytuacja nowa, taka, jakiej nie przewidzieliśmy. Gdy jesteśmy elastyczni, otwarci, nie przeraża nas to – wiemy, że sobie poradzimy. Sztywność, czyli przywiązanie do tego, jak ma być, utrudnia życie.

Ciało jest tak niezwykłe, a my traktujemy je jak coś oczywistego... Albo wręcz coś, co nam przeszkadza, staje na drodze do spełnienia. Gdybym była ładniejsza, miała większe piersi, była szczuplejsza, byłabym szczęśliwsza. To smutne, że nie kochamy naszych ciał, nie cenimy tak, jak na to zasługują. Jedną z najważniejszych rzeczy, jakie możemy zrobić, żeby lepiej się czuć, jest nauczyć się akceptować swoje ciało. Wierzę, że urodziliśmy się dokładnie z takim ciałem, jakie jest nam potrzebne, byśmy mogli osiągnąć to, do czego jesteśmy stworzeni. To niby oczywiste, ale proszę spojrzeć, jak wygląda nasz świat. Ile pieniędzy wydajemy na to, by wyglądać inaczej? Ile energii inwestujemy w myślenie: „ach, jak ja źle wyglądam”. Co by sobie wstrzyknąć, podciągnąć, wyciąć, jak się odchudzić, żeby upodobnić się do dziewczyny z okładki? Brak akceptacji własnego wyglądu to olbrzymie źródło stresu. Podstępnego, codziennego stresu, który podkopuje dobre samopoczucie, poczucie wartości, zjada nas od środka. Moim zdaniem za mało się o tym mówi, lekceważy się coś, co jest źródłem złego samopoczucia i wielu chorób. Odrzucamy nasze ciała, odnosimy się do nich źle. Więc one źle się czują. Nie kwitną, tylko więdną. W końcu zaczynają chorować. A my się wtedy dziwimy. Co się dzieje? Dlaczego? To niesprawiedliwe. Głupie ciało!

Oj, trochę chyba pani przesadza... W żadnym razie. Ciało to najbardziej nadużywana, niedoceniana część nas.

No ale dbamy o nie, wcieramy kremy, chodzimy na siłownię... Większość dba o ciało nie z miłości do niego, tylko z jej braku. Bo im się nie podoba to, co mają, chcą to zmienić. Ta niewypowiedziana, podświadoma niechęć gdzieś się w nich odkłada i przekłada na kiepskie mniemanie o sobie w ogóle, na złe samopoczucie, brak satysfakcji. Proszę spojrzeć na mnie. Mam 51 lat, przechodzę menopauzę. Moje ciało się zmienia, skóra, napięcie mięśniowe, włosy, wszystko. Najłatwiej w takiej sytuacji narzekać albo próbować się od siebie odcinać, brać leki, by zagłuszyć czy próbować powstrzymać tę rewolucję, która się we mnie odbywa. Ale mi zależy na kontakcie ze sobą, nie chcę przegapić tak ważnego momentu w moim życiu. Bo teraz przekształcam się w kobietę dojrzałą, starszą. U Indian 52 lata to był moment, w którym kobieta przechodziła do starszyzny plemiennej. Symbolicznie oznaczało to, że zgromadziła mądrość i mogła się nią dzielić z innymi. Dla mnie to oznacza przede wszystkim, że już nie będę miała więcej dzieci – a mam sześcioro, więc czuję się nasycona. Czas, by moja kreatywność zaczęła się wyrażać w inny sposób. W sumie się cieszę, że ciało przechodzi tę zmianę, bo w naturalny sposób kieruje moją uwagę na inne obszary życia i doświadczenia. Obserwuję to z wielkim zainteresowaniem. Myślę o tym, w jaki sposób to mnie zmieni, jakie ta zmiana znajdzie odbicie w moim ciele. Ciało to przecież zapis naszych doświadczeń.

Nie boi się pani starzenia się? Boję się. Zmiany przybliżają mnie przecież do śmierci. Nie chcę, by moja skóra się pomarszczyła, włosy stały się białe... Boję się utraty urody, niedołężności. Czuję ten strach, ale przepuszczam go przez siebie, nie skupiam się na nim, nie pozwalam mu sobą zawładnąć. Bo jeśli pozwolę, by mną kierował, mogę próbować zatrzymać czas. I w ten sposób zaprzeczę sama sobie, zacznę żyć, udając kogoś, kim nie jestem. Nie obchodzi mnie to, że nasza kultura próbuje mnie zmusić, bym wyglądała na 20 lat. Jestem sobą, tańczę swój taniec.

Pamiętam jak wróciłam z Hawajów. Uwiodło mnie to, że wszyscy są tam tacy pogodni. W jednej z tamtejszych książek znalazłam radę: jeśli chcesz się dobrze czuć, chwal swoje ciało, dziękuj mu na głos. „Kochane ciało, dziękuję, że jesteś takie sprawne, piękne, że wczoraj siedziałeś do późna, a dziś wstałeś tak wcześnie w dobrym humorze, lubię cię za to, jak sprawnie sprzątasz” itp. Cudny pomysł! Uniknęlibyśmy wielu stresów, gdybyśmy tak robili. Zachęcam do prowadzenia dialogu ze swoim ciałem. Mówmy mu dobre rzeczy, ale też słuchajmy tego, co chce nam przekazać. Gdy nauczymy się słuchać ciała i reagować na drobne sygnały z niego płynące, nie będzie chorować. Bo choroba to nic innego jak głośny krzyk, który mówi nam, że coś źle się dzieje. Te pierwsze znaki, jak np. ból głowy, zwykle mówią: hej, potrzebuję nieco uwagi, chcę pobyć sam przez chwilę, mam dość hałasu itd. A my zagłuszamy ten głos, biorąc pigułkę, i uważamy, że ciało nas zdradza, bo nie pozwala nam żyć. Ciało to nasz barometr. Uczy nas naszego własnego tempa, tego, co dla nas dobre.

A jeśli mój naturalny rytm jest inny niż ten, jaki wymusza otoczenie? Rodzina, praca? Warto zadbać o równowagę. Dziś ja się dostosuję, jutro dostosuj się ty. Jeśli zarwę noc, muszę ją kiedyś odespać. Jako matka szóstki dzieci przeszłam niezłą szkołę. Zrozumiałam, że to się samo nie stanie, muszę zadbać o swoje potrzeby, mówić o nich głośno, stawiać granice i nie poświęcać się dla wszystkich w imię idei bycia dobrą matką. Ciało było moim najlepszym nauczycielem. Mówiło na przykład: jeszcze mogę to zrobić bez szczególnego problemu, ale też: mogę to zrobić, jeśli chcesz, ale to oznacza, że jutro padnę. I padało. Sygnały z ciała są czytelne. Jeśli nauczymy się z nim rozmawiać, poprowadzi nas do dobrego, spełnionego życia.

Caroline Carey, pisarka, poetka, terapeutka. Certyfikowana nauczycielka Movement Medicine, 5 Rytmów oraz Sacred Trust. Twórczyni Alchemy in Movement. Prowadzi warsztaty i sesje indywidualne. Jej pasją jest taniec, medytacja, uwalnianie ciała i odkrywanie twórczej indywidualności. W 2010 r. wydała autobiografię „Ms’Guided Angel”. Mieszka w Seaford w Wielkiej Brytanii. Ma sześcioro dzieci i wnuki. 

Movement Medicine to praktyka świadomego spontanicznego ruchu i tańca, stworzona przez Yacov’a i Susannę Darling Khan, by wspierać w uwolnieniu napięć w ciele oraz pogłębianiu połączenia z naturalną energią życiową. Pomaga osiągnąć równowagę miedzy ciałem, sercem, umysłem i duchem.

  1. Seks

Wstyd w łóżku. O blokadach związanych z cielesnością i seksualnością

W naszej kulturze to kobiety dużo silniej odczuwają wstyd związany z nagością i cielesnością. Wynika to z przekonań nabywanych w procesie socjalizacji. (Fot. iStock)
W naszej kulturze to kobiety dużo silniej odczuwają wstyd związany z nagością i cielesnością. Wynika to z przekonań nabywanych w procesie socjalizacji. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Czy uczucie skrępowania może motywować do rozwoju? Jak rozpoznać swój indywidualny kod wstydu? I dlaczego kobiety wstydzą się bardziej? Andrzej Depko, seksuolog i neurolog, opowiada o przekraczaniu barier związanych z cielesnością i seksualnością.

Skąd się bierze wstyd? Czy się z nim rodzimy, czy nabywamy go pod wpływem treningu społecznego? Jako małe dzieci wstydu nie odczuwamy. Z czasem jednak reakcje rodziców zaczynają wywoływać u nas określone emocje w konkretnych sytuacjach. W drodze procesu wychowawczego uczymy się, że ciało dzieli się na części „dobre” i „złe”. Te „dobre” (jak nos czy ucho) mogą pozostać na wierzchu, a te „złe” (takie jak wzgórek łonowy u dziewczynek oraz siusiak u chłopców) należy zasłaniać. Jako dzieci nie wiemy, dlaczego tak jest, ale poprzez strofowanie dorosłych kształtowana jest u nas strefa tabu i świadomość jej przekraczania wywołuje z czasem uczucie wstydu. Wstyd jest więc emocją nabytą w procesie wychowania.

Dwie strony medalu

Są osoby, dla których uczucie wstydu może być na tyle motywujące do rozwoju, że postanowią zrobić wszystko, żeby nigdy więcej nie odczuwać tej emocji. Wtedy wstyd staje się pozytywnym impulsem rozwojowym. Ale dla innych lęk przed ponownym popełnieniem błędu może być tak silny, że doprowadzi do wycofania się z relacji. A nawet do unikania nowych znajomości.

Treść i zakres wstydu uwarunkowane są kulturowo. Często towarzyszy mu poczucie winy, bo te dwa stany są ze sobą bardzo blisko. Poczucie winy najczęściej związane jest z jakimś konkretnym zachowaniem, które przekracza pewną normę. Jeżeli w sytuacji erotycznej mężczyzna będzie miał przedwczesny wytrysk, odczuje poczucie winy z tego powodu, że nie zaspokoił swojej partnerki i jednocześnie będzie temu towarzyszył wstyd, że nie sprawdził się jako mężczyzna. Poczucie winy możemy mieć w sytuacji, gdy zostaniemy przyłapani przez partnera na erotycznym czacie z kimś innym. Będzie ono wynikało z faktu, że daliśmy się złapać, ale niekoniecznie będziemy odczuwać wstyd, skoro świadomie zdecydowaliśmy się na taką aktywność. Z drugiej strony możemy wstydzić się jakiejś skazy na ciele, np. owłosionej brodawki, której nie zdepilowaliśmy i w związku z tym nie wejdziemy w relację erotyczną, ponieważ krępujemy się już samej świadomości własnej niedoskonałości. Ale poczucia winy nie mamy.

Wstyd kobiecy i wstyd męski

Częstym powodem odczuwania przez kobiety wstydu jest problem suchości pochwy. To przypadłość, na którą nie zawsze ma się wpływ. Wiąże się ze stanem zdrowia i może być efektem przyjmowania leków. Błony śluzowe w obrębie przedsionka pochwy i w samej pochwie muszą być dobrze nawilżone, żeby prawidłowo funkcjonowały. Suchość wywołuje ból o różnym nasileniu. Wysuszona błona zaczyna pękać i na jej powierzchni pojawiają się zakończenia nerwowe, które przy podrażnianiu wywołują ból. Nawet samo siedzenie powoduje uczucie silnego dyskomfortu. A w sytuacji erotycznej, gdy partner chciałby pieścić i dotykać pochwę partnerki, jego dotyk zamiast nieść przyjemność, powoduje ból. W związku z tym kobieta unika pieszczot w tej okolicy, podobnie jak stosunku, który też bywa bolesny. I jeszcze zanim dojdzie do etapu gry wstępnej, zaczyna się wstydzić, bo ma świadomość swojego problemu.

Dla partnera, który zna cykl podniecenia kobiety, lubrykacja to sygnał, że to, co robi, jest dla niej przyjemne. A jeżeli dotyka partnerkę i stwierdza, że mimo intensywnych pieszczot jest sucha, dla niego będzie to analogiczna sytuacja do tej, gdy mimo jej pieszczot, on nie dostaje wzwodu – zastanawia się, czy robi coś nie tak lub czy jej nie podnieca. Jeżeli natomiast trafi się partner, który nie będzie zwracał uwagi na jej reakcje, to jeszcze zanim dojdzie do stosunku, już sprawi jej ból. A ona będzie się wstydzić, że nie reaguje tak jak powinna. Jeżeli natomiast z powodu jej bólu stosunek zostanie przerwany, dołączy do tego poczucie winy, że nie zaspokoiła potrzeb swojego partnera. W przypadku problemów z erekcją u mężczyzny występuje podobny cykl emocjonalny – w pierwszej kolejności wstyd, a potem poczucie winy.

Ten pierwszy raz

Inicjacja seksualna to jeden z najtrudniejszych sprawdzianów tego, jak radzimy sobie z poczuciem wstydu. Nawet jeżeli mamy najdoskonalsze ciało, ale socjalizacja naszej seksualności odbywała się w otoczeniu, które wmawiało nam, że ciało od pasa w dół jest brudne, a seks przed ślubem grzeszny – to musimy przełamać w sobie wiele barier przed pokazaniem się nago. Zwłaszcza gdy przez 18 lat słyszeliśmy, że ciało jest czymś, co należy zasłaniać. Więc gdy osiągamy dorosłość, zakochamy się i chcemy się kochać, odczuwamy rodzaj skrępowania. Świadomość, że mamy się obnażyć, może być paraliżująca. Dlatego wolimy zgasić światło lub zakryć się kołdrą. Niektórzy potrzebują wiele czasu na to, żeby ten wstyd przełamać, a są też tacy, którzy nie przełamują go nigdy.

Nie bez powodu w naszej kulturze to kobiety dużo silniej odczuwają wstyd związany z nagością i cielesnością. Wynika to z przekonań nabywanych w procesie socjalizacji. Dla kobiety aktywność seksualna wiąże się silnie z kwestią płodności i prawdopodobieństwem zajścia w ciążę. Z tego powodu rodziny często tak wychowują córki, aby je przed tymi konsekwencjami uchronić, wpajając im od małego wymogi odpowiedniego zachowania się. Dodatkowo religia katolicka obarcza seksualność kobiety poczuciem winy i grzechu. Nie na darmo pani Dulska powtarzała swoim córkom: „Skromność skarb dziewczęcia”.

Indywidualny kod wstydu

Każdy z nas pielęgnuje swój osobisty obraz wstydu związany ze sferą ciała i seksu. Mają wpływ na to czynniki osobowościowe oraz środowisko, z którego się wywodzimy. Istotnym mechanizmem jest podejście do wpajanych nam norm i zasad – na ile je przyswoimy, a na ile zaczniemy kształtować się w opozycji, traktując je jak kajdany. Wstyd wiąże się z tym, co uważamy za normalne i nienormalne. Jeżeli mężczyzna pragnie pieścić oralnie swoją partnerkę, ale ona nie do końca akceptuje swoją łechtaczkę, to takie oczekiwanie partnera wywoła u niej zażenowanie. Uczucie to może wystąpić również u tego, kto prosi, bo musi przełamać w sobie barierę lęku przed negatywną reakcją. Jeżeli partner prosi o seks analny i wie, że proponuje coś, co oboje oceniają jako perwersyjne, to rozgrywa się w nim walka pomiędzy wstydem a silnym pragnieniem spróbowania zakazanego owocu.

Są różne oblicza wstydu i różne sposoby radzenia sobie z nim. Jeżeli dotyka nas wstyd destrukcyjny, z powodu którego wycofujemy się ze związków, możemy nie dać sobie sami z nim rady. W tej sytuacji konieczna może być pomoc psychoterapeuty. W związku możemy zwalczyć uczucie wstydu, dzieląc się nim z partnerem. Jeżeli jest empatyczny, istnieje szansa, że pomoże nam otworzyć się na nowe doświadczenia. Jeśli jednak zignoruje problem, wtedy nasza potrzeba zmiany zostanie zahamowana. W tej sytuacji konieczna będzie wspólna psychoterapia.

Wstyd mnie paraliżuje. Co robić?

Wypisz na kartce obszary swojego wstydu: „Czego dotyczy?”, „Od kiedy go odczuwasz?”, „Co jest jego źródłem?”. Da ci to pierwszy ogląd problemu, ale nie jego rozwiązanie. Zazwyczaj nie mamy wglądu w szereg uczuć, bo nie analizujemy ich pochodzenia. Uświadomienie sobie korzeni wstydu pozwala na jego oswojenie i osłabienie negatywnego oddziaływania. Choć nie jest to regułą i dopiero specjalista może tu pomóc. Każdy z nas jest indywidualną jednostką i w przypadku tego samego objawu metody postępowania będą różne.

Andrzej Depko dr n. med., seksuolog, neurolog, certyfikowany seksuolog sądowy, autor książek.

  1. Psychologia

Dla kogo jest psychoterapia online?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
We współczesnym świecie wiele osób przejawia różne zaburzenia psychologiczne, odczuwa symptomy depresyjne lub lękowe, a także przejawia fobie, smutek lub uzależnienia. W sytuacji, gdy w życiu pojawiają się poważne problemy, warto zgłosić się na psychoterapię. Obecnie jedną z popularniejszych form jest terapia online, która zapewnia wygodę, komfort i bezpieczeństwo.

Kim jest psychoterapeuta i czym różni się od psychologa?

Osoby poszukujące skutecznej terapii i rozwiązania swoich problemów, czasami zastanawiają się nad tym, czy udać się do psychologa, czy też do psychoterapeuty. Okazuje się, że zawody te mimo pewnych podobieństw, nie są ze sobą tożsame. Innymi słowy psycholog może, ale nie musi, być psychoterapeutą, natomiast psychoterapeuta niekoniecznie jest psychologiem. W praktyce psycholog to osoba, która ukończyła pięcioletnie jednolite studia magisterskie i może działać w zakresie różnych specjalizacji (na przykład psychologii klinicznej, biznesu, rozwojowej). Z kolei psychoterapeuta to osoba, która spełniła następujące warunki:
  • ukończyła studia wyższe, na przykład psychologię, psychiatrię, czy też pedagogikę,
  • ukończyła 4-letni kurs psychoterapii z dowolnego nurtu (na przykład humanistyczny, psychoanalityczny, poznawczo-behawioralny),
  • przeszła przez własną psychoterapię, aby uporać się z różnymi życiowymi doświadczeniami,
  • jest pod kontrolą superwizora, czyli osoby nadzorującej jej działania,
  • odbywa praktykę zawodową i zdobywa doświadczenie.
Psychoterapeuta po zakończeniu 4-letniego kursu otrzymuje specjalny certyfikat od Polskiego Towarzystwa Psychologicznego.

Osoby, które cierpią na zaburzenia lękowe, depresję, zaburzenia osobowości, odżywiania lub inne tego typu, powinny zgłosić się do psychoterapeuty, a nie psychologa. To właśnie psychoterapeuta jest specjalistą zajmującym się terapią, natomiast psycholog może udzielić konsultacji.

Dla kogo jest psychoterapia?

Na psychoterapię może zgłosić się każda osoba, która czuje, że jej funkcjonowanie psychiczne pogorszyło się w ostatnim czasie lub po prostu już od dawna czuje się źle pod względem psychologicznym. Czasami obecne trudności wynikają z doświadczeń sprzed lat, na przykład z okresu adolescencji lub dzieciństwa, a czasami pewne zaburzenia spowodowane są niedawnymi wydarzeniami, nieprzyjemnymi doświadczeniami, a nawet traumami lub kryzysami. W praktyce więc psychoterapia jest odpowiednia dla wszystkich osób.

Czym charakteryzuje się psychoterapia online?

W ostatnich latach psychoterapia online staje się coraz popularniejsza. Jest to związane z jednej strony z pandemią, a z drugiej z szybkim rozwojem technologicznym. Taka forma psychoterapii różni się od tej stacjonarnej właściwie tylko miejscem odbywania - z psychoterapeutą można rozmawiać z własnego mieszkania, w bardzo komfortowych warunkach. Psychoterapeuci i psycholodzy online starają się pomóc klientowi w rozwiązaniu jego problemu lub zaburzenia. Taka forma oddziaływania jest tak samo efektywna jak pomoc stacjonarna. Psychoterapia online ma jednak dodatkowe zalety. Przede wszystkim klient nie musi tracić czasu, ani pieniędzy na dojazd, co doceniają przede wszystkim osoby z małych miejscowości, osoby niepełnosprawne. Dodatkowo jest to świetne rozwiązanie dla klientów, którzy mieszkają za granicą lub po prostu są zabiegani i nie mają na nic czasu. Psychoterapia online świetnie sprawdza się także w przypadku osób obłożnie chorych lub na kwarantannie, a także tych, które cierpią na różnego rodzaju fobie, uniemożliwiające wyjście z domu. Oczywiście pacjent zgłaszający się na psychoterapię w formie zdalnej musi mieć zapewniony stały dostęp do Internetu oraz wygodne miejsce, w którym jest w stanie rozmawiać swobodnie. Psychoterapia online jest bezpiecznym, komfortowym i świetnym rozwiązaniem i doskonale się sprawdza w wielu sytuacjach.

Kiedy warto zgłosić się do specjalisty na psychoterapię?

Na psychoterapię, także w formie online, warto się zgłosić w sytuacji, gdy pojawiają się następujące trudności:
  • smutek, obniżenie nastroju, stany depresyjne, brak motywacji do życia,
  • obniżona samoocena, poczucie niezadowolenie z samego siebie,
  • lęk, strach, napady lękowe,
  • fobie, urazy psychiczne,
  • traumy, kryzysy życiowe,
  • problemy w związku partnerskim, rodzicielskim,
  • zaburzenia odżywiania,
  • uzależnienia,
  • poczucie zagubienia w życiu.
Dodatkowo na psychoterapię może zostać skierowanym przez psychologa, psychiatrę, seksuologa, a także lekarzy różnych specjalności. Warto dodać, że przed pierwszą wizytą u psychoterapeuty, warto zdecydować się na bezpłatną konsultację, aby dobrać dla siebie odpowiedniego specjalistę, a także konkretny nurt psychoterapii.