1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. "Moje dzieci sabotują mojego partnera. Co robić?" - odpowiada Katarzyna Miller

"Moje dzieci sabotują mojego partnera. Co robić?" - odpowiada Katarzyna Miller

"Często dziecko zajmuje miejsce partnera. Wydaje mu się, że dostaje od mamy wiele, bo jej pomaga. Dopiero później dostrzeże, że straciło swoje dzieciństwo i zostało wykorzystane". (fot. iStock)
"Przez wiele lat wychowywałam samotnie dzieci. Niedawno poznałam mężczyznę, nasz związek się rozwija, ale moje dzieci sabotują mojego partnera i robią mi z tego powodu dużo przykrości. Mam poczucie winy". Jak poradzić sobie z taką sytuacją, odpowiada Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska.

Katarzyna Miller: Bardzo ważne pytanie i cieszę się, że znalazło się tutaj. Często jest tak, że samotna matka, chcąc zrekompensować dzieciom brak ojca, daje im jeszcze więcej niż otrzymują dzieci w pełnej rodzinie. To znaczy poświęca się bardziej niż by to robiła, mając przy sobie ojca dzieci. Taka kobieta ma poczucie, że musi coś wynagrodzić...

Oczywiście nigdy się to nie udaje, bo mama jest mamą, znacznie bardziej wyczerpaną, ale wciąż tylko mamą. Jeśli matka jest dla swoich dzieci całym światem, daje im wszystko, co tylko chcą, całą siebie, to dzieciaki później stają się zazdrosne, bo mama była cała dla nich i nagle ktoś ją "zabiera". Nikt ich nie nauczył, że życie mamy nie jest ich życiem. Wręcz przeciwnie, mama zawsze pokazywała, że w każdej chwili jest do ich dyspozycji. Matka, nawet ta samotnie wychowująca, powinna uczyć dzieci, że każde z nich, każdy członek rodziny ma odrębne prawa i swoje własne sprawy. Mama może wychodzić z domu i spotykać się z innymi, dzieci też muszą obrać swoją drogę w życiu. Wychowanie w rodzinie, także tej niepełnej, powinno się odbywać w sposób ciepły, serdeczny, ale też jasny i konsekwentny.

Ważne jest, jak odbywa się wejście nowego partnera do rodziny. Jeśli pojawia się nagle i matka nagle znika, dla dzieci to może być trudne i niezrozumiałe. Taka zmiana jest zbyt gwałtowna. Natomiast jeśli nowy mężczyzna jest wprowadzany stopniowo, a przed nim matka miała też inne swoje sprawy i dzieci o tym wiedziały, nie powinno być problemu.

Suzan Giżyńska: Znam wiele kobiet, które samotnie wychowują dzieci i często powtarza się ten schemat, że dziecko rządzi mamą, a później rządzi jej partnerem. Partner tego nie wytrzymuje i rezygnuje. Znam taką historię, w której dziecko przychodziło, ciągle marudziło, że raz chce herbatkę, raz kakao, raz chce zasnąć przy mamie, a raz nie może spać i mnóstwo, mnóstwo wymyślania i przeszkadzania, żeby tylko mama zajęła się nim, a nie tym obcym panem. Ta matka latała i spełniała zachcianki dziecka, aż w końcu pan miał dosyć i sobie poszedł.

Katarzyna: Takim zachowaniem matka pokazała dziecku, że jest najważniejsze i ma prawo zawsze i wszędzie zajmować całą uwagę mamy. Wychowuje się mały potworek, z którego wyrośnie duży potwór.

Suzan: Sama popełniałam wiele błędów w takich sytuacjach. Moje dzieci bywały nieznośne, a ja nie zawsze to zauważałam. Dopiero po jakimś czasie odkryłam, że żaden mężczyzna, z którym się spotykam, nie będzie idealny dla moich córek i wcale nie musi być, bo to przede wszystkim zależy ode mnie, czy chce się z nim związać, czy nie. Koleżanka opowiadała mi o świetnym facecie. Spotykali się jakiś czas i wyglądało na to, że pobędą razem dłużej. Okazało się jednak, że pan ma w domu małą, sześcioletnią księżniczkę. Podczas wizyt mojej koleżanki, dziewczynka była nieustannie obecna, a tata reagował na każde jej skinienie. Nic z tego oczywiście nie wyszło.

Katarzyna: Znam mnóstwo podobnych sytuacji, w których związek dorosłych ludzi jest rujnowany przez dziecko.

Suzan: Nasza bohaterka pyta, co ma zrobić, bo wreszcie jest szczęśliwa... Przede wszystkim powinna ochronić siebie i swoje szczęście! To też jest uczenie dzieci szacunku do siebie i innych.

Katarzyna: Warto powiedzieć dzieciom: "To moje życie i ja będę je tworzyć. Jesteście dla mnie niemiłe i nawet okrutne i być może sama na to zapracowałam, bo za bardzo wam się oddałam, ale koniec tego. Ten pan mnie interesuje i chcę z nim być. Nie musicie go lubić, ale macie go szanować". Szczerość jest bardzo ważna i nie każdego na nią stać, a jednak opłaca się być szczerym.

Suzan: Nie może się to odbywać na zasadzie negocjacji: "Czy ja mogę z nim być i co wy o tym myślicie". Dzieci nie mogą decydować o życiu matki. Można je zapytać, jak się z tym czują, pomóc im przejść przez gorsze dni, ale nie mogą one sabotować szczęścia matki. Kobieta nie bierze ślubu z dziećmi, nie zawiera z nimi związku tylko łączy się z mężczyzną.

'Wiele kobiet poświęca się myśląc, że jeżeli ojciec odszedł, to dzieci nie powinny widzieć mamy z innym mężczyzną. To krzywdzący kobiety patriarchalny stereotyp'. (fot. iStock) "Wiele kobiet poświęca się myśląc, że jeżeli ojciec odszedł, to dzieci nie powinny widzieć mamy z innym mężczyzną. To krzywdzący kobiety patriarchalny stereotyp". (fot. iStock)
  • Kochana, masz prawo zająć się sobą.
  • Żeby być naprawdę dobrą mamą, masz wręcz obowiązek zajęcia się sobą jako kobietą i człowiekiem.
  • Wiele kobiet poświęca się myśląc, że jeżeli ojciec odszedł, to dzieci nie powinny widzieć mamy z innym mężczyzną. To krzywdzący kobiety patriarchalny stereotyp.
  • Kobieta szybko traci wtedy radość życia, jest przeciążona obowiązkami i zadaniami, jakie niesie samotne rodzicielstwo.
  • Zmęczona i poświęcająca wszystko dzieciom szybko popada w rozczarowanie wobec życia i siebie.
  • Rozstanie z ojcem dzieci nie powinno oznaczać oddania się tylko dzieciom.
  • Nie jest to dobre ani dla kobiety, ani dla dzieci, czują one, że powinny uszczęśliwić mamę i wynagrodzić jej poświęcenie. A nie jest to ich zadaniem.
  • Często dziecko zajmuje miejsce partnera. Wydaje mu się, że dostaje od mamy wiele, bo jej pomaga. Dopiero później dostrzeże, że straciło swoje dzieciństwo i zostało wykorzystane.
  • Jeśli jest to syn, może czuć on potem podświadomą agresję do kobiet, gdyż był nadużyty przez matkę, która zamiast syna, widziała w nim powiernika i partnera.
  • Dzieci czują się bezpiecznie, gdy ich matka potrafi o siebie zadbać i wyznaczyć granice.
  • Zadbać o siebie - oznacza także znalezienie partnera i wypełnienie życia osobistego radością, spełnieniem.
  • Matka poświęcająca się dla dzieci unieszczęśliwia dzieci i obciąża je swoim poczuciem winy.
  • Byłaś za długo tylko dla dzieci i one przyzwyczaiły się, że między nimi a tobą nie ma i nie będzie nikogo.
  • Potrzebny jest czas i konsekwencja z twojej strony, żebyś ustanowiła nowy porządek.
  • Dla nowego partnera trzeba znaleźć miejsce w życiu.
  • Partner obawia się, że zaburza obowiązujący dotychczas porządek. To kolejna trudna rzecz do przekroczenia - dla niego i dla ciebie.
  • Jeżeli masz wciąż wyrzuty sumienia, nie będzie to łatwe.
  • Najpierw załatw sprawę ze sobą i zrozum, że sytuacja w jakiej byłaś do tej pory nie była korzystna dla nikogo (no może dla sąsiadki, która uważała, że samotna matka powinna się dobrze prowadzić itp. W tej kwestii polskie społeczeństwo bardzo dba o morale samotnej kobiety i każdy wizytujący pan jest postrzegany jako wróg).
  • Pewnego dnia twoje dzieci zwiążą się z kimś, a jeszcze innego dnia - wyprowadzą się, żeby budować swoje życie.
  • Życzymy ci, żeby wtedy machały na do widzenia uśmiechniętej mamie, która jest w szczęśliwym związku.
Więcej w książce:

Instrukcja obsługi kobiety Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska Zobacz ofertę promocyjną
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Somatoterapia – ulecz swoje ciało

Najkrócej można więc określić psychoterapię jako terapię duszy, a somatoterapię jako terapię poprzez ciało. (Fot. iStock)
Najkrócej można więc określić psychoterapię jako terapię duszy, a somatoterapię jako terapię poprzez ciało. (Fot. iStock)
Żyjąc w pośpiechu, często zapominamy o potrzebach własnego ciała. A tymczasem ono skrzętnie „notuje” wszystkie przeżywane emocje i niejednokrotnie cierpi z ich powodu. Jak poprawić zdrowie i jakość swojego życia dzięki terapii ciała opowiada somatoterapeutka Emilia Żurek.

Czym różni się somatoterapia od psychoterapii?
Można powiedzieć, że somatoterapia to psychoterapia ciała korzystająca z opracowanych naukowo metod. Twórcą somatoterapii jest francuski psychiatra dr Richard Meyer, w którego szkole miałam szczęście uczyć się metod pracy z ciałem i emocjami. Somatoterapia wywodzi się z psychoanalizy. Psychoanaliza Zygmunta Freuda koncentruje się na „słowie”, Wilhelm Reich i Sándor Ferenczi włączyli do terapii ciało. W rozwoju postrzegania aspektów ciała wymienia się cztery etapy: ciało funkcjonalne, ciało emocjonalne, ciało zmysłowe i wymiar duchowy.

Najkrócej można więc określić psychoterapię jako terapię duszy, a somatoterapię jako terapię poprzez ciało.

Czy uczucia i emocje mają wpływ na nasze zdrowie?
Temat przeżywanych uczuć i emocji na zachowanie oraz zdrowie człowieka jest bardzo obszerny. Najczęściej terminów „uczucie” i „emocja” używa się zamiennie chociaż nie są to jednoznaczne stany.

Emocje są formą interakcji, modulują zachowanie oraz nastrój. Uczucia cechuje brak bezpośredniej zależności od aktualnej sytuacji. Uczucia są stałe, a emocje zmieniają się w określonej sytuacji, są reakcją na akcję. Robert Plutchik opracował teorię emocji, w której wyróżnił tzw. emocje pierwotne (dotyczące działań adaptacyjnych, pomagających w procesie przetrwania) i emocje wtórne, które powstają w wyniku relacji interpersonalnych. Emocje cechuje krótkotrwałość, w jednej chwili przeżywa się jedną emocję. Nie można jednocześnie doznawać akceptacji i wstrętu, dwóch przeciwstawnych emocji.

Siłą sprawczą emocji mogą być np. sytuacje, kontakt z samym sobą, a także słowa, które kierujemy do innych. Warto pamiętać, że „rany” zadane słowami trudno się goją i pozostają głęboko w pamięci. Znam z praktyki szereg przykładów, gdy wypowiedziane nawet w dobrej wierze słowa, stały się praprzyczyną zaburzeń łaknienia u kobiet. \ Emocje mogą mieć charakter ukierunkowany na działanie pobudzające lub spowalniające. Przeżycia wywołują reakcje fizjologiczne np. strach może wywołać spadek ciśnienia, tętna, powodować płytki oddech i znieruchomienie albo potrzebę działania (ucieczkę).

Powtarzające się negatywne lub głęboko ukryte emocje, zwłaszcza te niszczące poczucie naszej godności, mogą wywoływać złe samopoczucie pomimo dobrych wyników badań laboratoryjnych stanu organizmu. Mogą też utrudniać nawiązanie i podtrzymanie relacji z innymi ludźmi, w tym stworzenie udanego związku partnerskiego. Należy pamiętać, że podobne sytuacje wywołują podobne emocje, nawet te dawne, pozornie zapomniane. Przeżywana emocja „zapamiętana” jest w korelacji do danej sytuacji.

Jakimi metodami posługuje się somatoterapia?
Somatoterapia jest eklektyczną terapią korzystającą z opracowanych wcześniej metod, ale somatoterapeuci wypracowują nieustannie nowe metody mające charakter polisensoryczny, angażujący wszystkie zmysły: wzrok, słuch, dotyk, smak. W pracy z ciałem stosuje się metody dostosowane do potrzeb pacjenta, w tym dotyk (za przyzwoleniem pacjenta).

Neurobiolog António Damásio zajmujący się m.in. neuronalnymi podstawami emocji udowodnił, że emocje zdecydowanie wpływają na poznawanie społeczne i podejmowanie decyzji. W badaniach laboratoryjnych potwierdził też, że ciało „zapamiętuje” emocje po 200 milisekundach a umysł uświadamia sobie przeżywaną emocję po 900 milisekundach. W pracy z ciałem poprzez określone ćwiczenia dociera się do emocji, o których już świadomie się „zapomniało”, np. gdy pacjent odczuwa dolegliwości w jakimś miejscu (a nie jest to miejsce zmienione chorobowo) można poprzez odpowiedni masaż uciskowy tego miejsca dotrzeć do „zapisanych” emocji i przeanalizować ich wpływ na aktualny stan zdrowia pacjenta, sytuację życiową, zachowania. Niekiedy odkrywa się zaskakujące rzeczy. Ja w ten sposób dowiedziałam się, że miałam problem z wyrażaniem złości. Metody somatoterapii umożliwiły dalszą analizę, aby zrozumieć własne zachowania, motywacje w relacjach z innymi ludźmi.

Z jakimi problemami warto zwrócić się do somatoterapeuty?
Praktycznie ze wszystkimi problemami życiowymi można zgłosić się na sesje somatoterapii. W wielu przypadkach proponuję pacjentom działania równoległe z zakresu somatoterapii i psychoterapii. Stany depresji, psychoz powinny być leczone równolegle przez lekarza psychiatrę, i najlepiej też psychoterapeutę. Somatoterapia pozwala uwolnić się w sposób bezpieczny od ograniczających emocji, poprawić relacje, przepracować trudności interpersonalne. Najskuteczniejszą metodą w psychoterapii ciała jest połączenie pracy indywidualnej z grupową. Jako coach łączę też somatoterapię z metodami somatocoachingu. Celem jest reintegracja organizmu osoby rozpoczynającej somatoterapię.

Metody somatoterapii wspierają wszystkie działania w zakresie profilaktyki zdrowia i zachowania pięknego wyglądu. Przykładem mogą być ćwiczenia wzmacniające mięśnie twarzy. Można nauczyć się samodzielnego masażu twarzy, który nie tylko stymuluję komórki skóry, ale jest rodzajem akupresury (poprawia pracę narządów wewnętrznych).

Jakie efekty przynosi somatoterapia?
Efekty terapii można określić za pomocą testów, ewaluacyjnych ćwiczeń dających możliwość samooceny. Jednak to sami pacjenci najlepiej wiedzą, czy w ich życiu dokonała się pozytywna zmiana, czy lepiej radzą sobie w trudnych sytuacjach i mają większe poczucie własnej wartości.

  1. Psychologia

Jak się ma miłość do dobrego związku?

Miłość nie potrzebuje związku, to związek potrzebuje miłości. Ona jest tak potężna i samowystarczalna, że może istnieć samodzielnie. (Fot. iStock)
Miłość nie potrzebuje związku, to związek potrzebuje miłości. Ona jest tak potężna i samowystarczalna, że może istnieć samodzielnie. (Fot. iStock)
Nasz duchowy rozwój to podróż przez miłość. A ona ma nas obudzić.

Jak się ma miłość do dobrego związku? Zagadnienie wbrew pozorom skomplikowane. Jeśli myślimy jak wszyscy, to będziemy dążyć do związku opartego na wielkim uczuciu, z dodatkiem wspaniałego seksu. Możemy długo szukać. Wielka trójka, przedmiot naszego pożądania, to: miłość, związek i seks. W jednym pakiecie. Gdyby tylko znaleźć właściwą osobę…

To, czego pragniemy

Miło na nich patrzeć. Anna i Jakub siedzą obok siebie w sposób, który mówi „jesteśmy razem”. Widać to po nachyleniu ciała ku partnerowi, zresztą to się czuje. Tak jakby otaczała ich wspólna, prywatna przestrzeń. Ta para posiada coś dobrego, cennego. Miłość?

Są ze sobą już dwadzieścia osiem lat. Ich małżeństwo przeżyło sztormy, rozstania i pojednania. Dorosłe dzieci niedawno wyszły z domu.

– Każdy rok jest inny, lepszy – uśmiecha się Jakub. Kiedy pytam, jak to jest z miłością po tylu latach, Jakub odruchowo kładzie delikatnie dłoń na dłoni żony. Ona odpowiada: „Dobrze. Miłość trwa, zmienia się. Seks jest lepszy niż kiedykolwiek, chociaż kochamy się rzadko. Zwykle wystarczy mi, że on jest w pobliżu”.

Poznać sekret

Ta para ma coś, co wielu z nas chciałoby posiąść. Aż się prosi zapytać, co należałoby robić, by zdobyć szczęście, które jest ich udziałem. Nie mogą nam jednak pomóc. To, co stworzyli, należy tylko do nich. Może nawet sami nie do końca wiedzą, jak to się stało.

Wbrew temu, co czytamy w literaturze i przewodnikach po miłości, nie ma uniwersalnej recepty na udany związek. Gdyby była, większość par żyłaby długo i szczęśliwie. Wokół nas jednak pełno ludzi w dobrych związkach, opartych na miłości, tylko że oni dostali ją w darze – częściowo zasłużonym.

Dążenie do bycia idealną parą zakłada, że możemy świadomie kształtować siebie, partnera, związek, nasz los. Na nie mamy wpływ, ale... nie na miłość!

Można budować lepsze porozumienie i zaufanie. Uczyć się radosnego korzystania z dobrodziejstw seksu. Natomiast praca nad miłością to nieporozumienie. To tak jakby powiedzieć, że chcę pracować nad życiem albo nad Bogiem. Miłość pozostanie zawsze poza naszą kontrolą. Po prostu jest większa od nas. Nie można jej „osiągnąć”. Czy to oznacza bezsens pracy nad związkiem? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy najpierw zadać sobie dwa inne.

Czym jest związek?

To partnerstwo dwojga dorosłych osób. Aby ułożyć sobie z kimś życie, możemy odwołać się do swoich zasobów, użyć znanych narzędzi służących komunikacji. Znajdziemy je w sobie – w obrębie tego, co nazywamy ego. Nasz umysł, wprawiony w codziennym rozwiązywaniu problemów, może podjąć się zorganizowania wspólnego życia.

O związku powinniśmy myśleć jako o trzeciej istocie obdarzonej niezależnym bytem. Żadne z partnerów nie ma nad nim władzy, ale każde jest w stanie go kształtować, wspierać albo... odejść. Dopóki oboje służą mu całym sercem, związek żyje. Miłość bardzo pomaga, ale nie jest niezbędna. Można sobie wyobrazić trwały związek bez miłości, oparty na wzajemnym szacunku, wsparciu, radzeniu sobie z wyzwaniami życia. O ile ze związkiem można sobie radzić lepiej lub gorzej, to z miłością nie jest tak prosto.

Czym jest miłość?

Pierwsze spotkanie z miłością informuje nas, że to coś cennego i dobrego. A także, że to coś na zewnątrz nas. Zwykle jest pierwszym darem, jaki otrzymujemy od matki. Jeśli nie jest nam dana, będzie później znacznie trudniej, ponieważ nie będziemy wiedzieli, czego szukamy. Większość z nas na szczęście wie.

Kiedy pokłady rodzicielskiej miłości zaczynają się wyczerpywać – zwykle w okresie dojrzewania, czasami wcześniej – wyruszamy w świat w poszukiwaniu jej nowej dawki. Pomysł, aby „znaleźć miłość” towarzyszy nam czasami całe życie. Nie pamiętamy, skąd to pragnienie, rozglądamy się po prostu za osobą, która dostarczy nam doświadczenia zgodnego z wyobrażeniami. W miarę upływu czasu obraz tego, czego szukamy, zmienia się. Początkowo pragniemy doświadczenia emocjonalnej i fizycznej bliskości, potem (najczęściej między 20. a 25. rokiem życia) dużo ważniejsze staje się budowanie trwałego związku.

Dwie pary okularów

W momencie wejścia w pierwszy trwały związek zaczynamy balansować na styku dwóch światów – naszych wyobrażeń i realiów. W głębi duszy mieszkają wyobrażenia, potrzeby. Natomiast na zewnątrz jest to, co można zobaczyć, usłyszeć, dotknąć. Tutaj spotykamy się fizycznie z drugą osobą. I wszystko byłoby proste, gdyby nie jeden istotny szczegół – świat zewnętrzny nie jest nam bezpośrednio dany. Nasz umysł wybiórczo dopuszcza do świadomości część informacji, odrzucając resztę. Niewidzialne okulary, przez które na niego patrzymy, są zbudowane z naszych wcześniejszych doświadczeń i kreują świat zewnętrzny na ich podobieństwo. Można powiedzieć, że widzimy nie to, co jest, tylko to, kim jesteśmy. Tej wizji nie możemy dzielić z partnerem, gdyż jest ona subiektywnym wytworem wyobraźni. Jak zatem się spotkać?

Szukanie środka

Złudzenie, że rzeczywistość jest jedna, taka sama dla mnie i dla ciebie, prowadzi do wielu nieporozumień. „Przecież to oczywiste, że powinniśmy mieć dzieci” – myśli ona. „Jak wszyscy. To normalne”. A on postrzega świat inaczej. „Najpierw trzeba zacząć dobrze zarabiać. Duży, wygodny dom to podstawa. Tak się urządzają mądrzy ludzie”.

On i ona żyją w różnych światach i każde z nich widzi tylko swój. Będą się nawzajem przekonywać, krytykować, może nawet kłócić. A przecież punkty widzenia obojga partnerów są równouprawnione. Nikt nie ma monopolu na rację.

W tym miejscu zaczyna się budowanie dojrzałego związku. Kiedy oboje sobie uświadomią, że mają dostęp tylko do połowy prawdy, możliwy staje się dialog, wymiana pomysłów, kreowanie wspólnego życia z radością i miłością. Esencją tego procesu jest budowanie „miejsca pośrodku”, przestrzeni dialogu, dzięki której można się porozumieć i współtworzyć. Rosną szanse na dobre, wspólne życie, udany związek. A miłość?

Nigdy nie śpi

Miłość nie jest częścią „miejsca pośrodku”, w którym możliwy jest dialog pomiędzy partnerami. Sprzyja mu, ale jest o wiele większa. Miłość nie potrzebuje związku, to związek potrzebuje miłości. Ona jest tak potężna i samowystarczalna, że może istnieć samodzielnie.

Niemiecki psychoterapeuta, Arnold Retzer, pisze: „W miłości nie da się ustanowić żadnych praw. Nie jest zasługą. Unieważnia każdy kontrakt. Nie można jej ani wymusić, ani być komuś dłużnym”.

Stąd prosta droga do wniosku: skoro dwoje dorosłych ludzi jakoś się dogaduje, miłość, która jest nieprzewidywalna i niejednokrotnie przysparza cierpienia, nie jest już potrzebna. Niech króluje rozsądek i współpraca, rzetelna komunikacja, szacunek, zaufanie, współtworzenie!

Ale miłość nie śpi. Daje o sobie znać w pozytywny sposób – przez tęsknotę, nadzieję, poruszenie serca. Lub w negatywny – przez poczucie braku, pustki, bezsensu. Kiedy już zbudujemy sensowny związek, powraca w nieoczekiwanym momencie i wszystko burzy, jakby mówiąc: „Czcisz fałszywego boga. Ja króluję!”.

To, czego się nie spodziewamy

Artur, niegdyś wybitny sportowiec, wiedzie spokojne życie, jest wiele lat po rozwodzie.

– Zauważyłem, że mi się przygląda. To mi pochlebiało. Ładna, zgrabna… Tylko że już jestem po sześćdziesiątce. A ona nie ma nawet czterdziestki. Co prawda, moje ciało jest w doskonałej formie. No ale ja już te rzeczy odłożyłem do lamusa. Nie zrobiłem żadnego ruchu. To ona podeszła. I została.

Zaczęli razem przeżywać – jak mówi Artur – coś niesamowitego. – Przebywamy ze sobą godzinami, czasami patrząc sobie w oczy, czasami dotykając się. Czujemy się tak, jakbyśmy się znali od dawna, jakbyśmy na siebie czekali. Zaczynamy zgadywać swoje myśli. Seksu prawie nie było, ale to, co jest, nam wystarcza i nie chcemy tego zakłócać.

Pojawiły się pierwsze wątpliwości. – Mieliśmy „rozsądną” rozmowę. Powiedziałem, że nie chcę komplikować jej życia. Zgodziła się. Przestałem się z nią kontaktować. Ale jednocześnie czekałem niecierpliwie na TEN telefon… Zadzwoniła. Znów się widujemy, coraz częściej... – wyznaje szczęśliwy Artur.

Nie szczęście, a pobudka

Nasz rozwój duchowy to podróż przez miłość. Oto jedziemy sobie pociągiem czasu przez krainę miłości i widzimy bajecznie kolorowe albo szare, ale stale zmieniające się, krajobrazy. Od czasu do czasu wysiadamy, aby się przejść po niezwykle malowniczej okolicy. Tu i ówdzie zakładamy obóz – rodzina, dom. Może on być bardzo trwały. Ale i tak w końcu pojedziemy dalej.

Miłość pisana wielką literą, potężna, zagadkowa siła, nie różni się od miłości, którą spotykamy na co dzień. Mają się do siebie tak, jak ocean do fali: wypełnia je ta sama substancja. Miłość nie ma nas uszczęśliwić. Ma nas obudzić.

Esencją naszego rozwoju jest stopniowe otwieranie się na nią. Nie jest to identyczne z budowaniem szczęśliwego związku. To odmienny proces, który może zachodzić równolegle. Miłość wyprowadza nas poza ego. Związek może być wielkim szczęściem, ale nasz rozwój duchowy jest czymś o wiele większej wagi.

To, co najtrudniejsze

Od kilku lat Robert, Joanna i Katarzyna żyją razem. To znaczy: Robert mieszka z Asią – mają dorosłego syna, wspaniały dom, szczęśliwe życie – ale jest jeszcze Kasia.

– Poznałem ją na samotnych wakacjach nad Adriatykiem – zwierza się Robert. – Zaczęło się od zwykłej, miłej rozmowy. Ale już tego samego wieczoru trzymaliśmy się za ręce. Szybko stawało się jasne, że jesteśmy sobie bardzo bliscy. Te same przekonania, upodobania, wartości.

Robert dość szybko opowiedział o wszystkim żonie. Podjął szczere wysiłki, żeby zakończyć wakacyjny związek. Jednak nie potrafił. Przez rok żył rozdarty pomiędzy Joasią i Kasią. Wszyscy troje bardzo cierpieli.

– Uspokoiłem się w momencie, kiedy powiedziałem sobie, że zrobiłem wszystko, co w mojej mocy. Nie mam już siły dalej walczyć. Kocham dwie kobiety.

Epilog

Wszyscy nasi bohaterowie – dotknięci miłością – zmienili się.

Trójkąt Robert–Joanna–Kasia trwał jeszcze pięć lat. Pod koniec Robert obserwował z bólem, jak bliskość między nim a Kasią powoli się rozwiewa. Sercem wrócił do Joanny, ich związek odżył. – To, czego doświadczyłem, potwierdziło, że warto być uczciwym. Moje małżeństwo przetrwało, a z Kasią też mam dobrą, ciepłą relację. Nauczyłem się pokory. I wdzięczności – mówi Robert.

Artur też się czegoś nauczył: tego, że ma prawo przyjąć dar miłości. Nie czuje się już za wszystko odpowiedzialny. – Nie tylko nie muszę, ale nie potrafię kontrolować miłości. Przyzwalam na nią. Jestem wdzięczny i spokojny, nie wiedząc nawet, dokąd mnie to prowadzi. Czuję się lekki, silny i wolny. Jestem szczęśliwy – zwierza się.

Jakub i Anna, nasza „modelowa para”, nawiązali trwałą relację z miłością przez duże „M”. Czując się przepełnieni tym wspaniałym uczuciem, z radością obdarzają się nim nawzajem. Potrafią odróżniać przedmiot miłości od niej samej. I jedno, i drugie jest ich udziałem na co dzień. Przebywając z ukochanym człowiekiem, czują się obdarowani przez los.

Artykuł archiwalny.

  1. Psychologia

Jak radzić sobie z krytyką?

Ważne jest, jak reagujesz na krytykę, i co mówisz, ponieważ swoim zachowaniem wyrażasz i wzmacniasz poczucie własnej wartości. (Fot. iStock)
Ważne jest, jak reagujesz na krytykę, i co mówisz, ponieważ swoim zachowaniem wyrażasz i wzmacniasz poczucie własnej wartości. (Fot. iStock)
Radzenie sobie z krytyką wymaga osiągnięcia pewnego poziomu akceptacji – akceptacji nie tylko własnej niedoskonałości i idącej za tym podatności na niepochlebne oceny, lecz także tego, że świat jest miejscem pełnym krytycznych osądów, opinii i niepożądanych uwag.

Osoby z niskim poczuciem własnej wartości łatwo biorą krytykę do siebie i pozwalają, aby jeszcze bardziej nadwątlała ich samoocenę. Rzecz w tym, że krytyka niekoniecznie zawsze jest złą rzeczą. Istnieją dwa rodzaje krytyki: konstruktywna, to znaczy taka, której celem jest pchnię­cie cię w stronę wzrostu i rozwoju, oraz destruktywna, czyli taka, która ma cię upokorzyć i wywołać uczucie dyskomfortu.

Jeśli masz niską samoocenę, to prawdopodobnie reagujesz biernie lub agresywnie na każdą formę krytyki. W twoim wypadku problem polega na tym, że automatycznie uznajesz ją za zasadną, biorąc ją za „dowód” swojej niższości i bezwartościowości. To nie sama krytyka godzi w twoją samoocenę; największą szkodę wyrządzasz sobie tym, jak ją odbierasz.

Przypomnij sobie sytuację, w której zostałaś skrytykowana. Czy potrafisz przywołać myśli, które krążyły wówczas w twojej głowie?

W pracy nad akceptacją siebie, swoich słabości i ograniczeń przyjrzyj się uważniej swoim reakcjom na krytykę. Jeśli odpowiadasz agresją, przybierasz postawę obronną lub przeprowadzasz kontratak, może to skutkować konfliktami oraz wywoływać poczucie winy i żalu szkodzące samoocenie. Jeśli pozostajesz bierna, dajesz osobie krytyku­jącej siłę, gdyż automatycznie uznajesz jej punkt widzenia za słuszny, a krytykę za uzasadnioną. Możesz też zamknąć się w sobie i poddać krytyce, przepraszając lub zachowując milczenie. Wówczas rezygnujesz z obrony, co negatywnie wpływa na samoocenę oraz pokazuje tobie sa­mej i innym, że jesteś łatwą ofiarą.

Niektóre kobiety reagują pasywno-­agresywnie: pozostają bierne i po­ zwalają, aby żal i złość narastały w nich do takiego stopnia, że eksplo­dują i biorą odwet na krytyku przy innej okazji.

Czy rozpoznajesz w sobie któreś z opisanych zachowań? Jeśli tak, na czym polega zbieżność?

Najlepszy sposób radzenia sobie z krytyką to przyjmować tę konstruktywną, a asertywnie odrzucać destruktywną. Zamiast chłonąć ją bez zastanowienia, rozważ, czy jest słuszna i trafna. Niezależnie od te­ go, czy krytyka jest uzasadniona, czy nie, ochronisz swoje poczucie własnej wartości, jeśli przyjrzysz się bliżej niepochlebnemu przekazowi. W ten sposób wpoisz sobie, że twój punkt widzenia ma znaczenie. Two­je uczucia, opinie i przemyślenia są równie ważne jak te należące do krytyka. Jeśli jego uwaga jest konstruktywna i została wypowiedziana w dobrej wierze, można mu podziękować i zamknąć temat. Jeśli kryty­ka nie jest trafna i usprawiedliwiona, odpowiedz racjonalnie i spokojnie, broniąc swoich racji – wykorzystaj umiejętności z zakresu asertywności.

Możesz przygotować się na przyjmowanie wszelkiego rodzaju krytyki pewnie i ze spokojem. Wybierz jedno z poniższych stwierdzeń i po­stanów sobie, że zachowasz je w pamięci, odpowiadając na krytyczne uwagi:

  • Na świecie jest wiele opinii i punktów widzenia.
  • Moje poglądy są tak samo ważne jak innych.
  • Dobrze radzę sobie w sytuacjach konfliktowych. Jestem spokojną, racjonalną osobą.
  • Umiem przyjmować uwagi na swój temat.
  • Potrafię spojrzeć na sprawy z szerszej perspektywy.

Ważne jest, jak reagujesz i co mówisz, ponieważ swoim zachowaniem wyrażasz i wzmacniasz poczucie własnej wartości. Najistotniejsze jest jednak to, co ty sama myślisz i jak interpretujesz krytyczne przekazy.

Gdy masz do czynienia z osobą agresywną, narcystyczną lub niepo­trafiącą poradzić sobie z twoją asertywnością w sposób spokojny i pełen szacunku, może się okazać, że twoje próby obrony są bezcelowe lub wręcz narażają cię na niebezpieczeństwo. W takich sytuacjach, zamiast odpierać krytykę, lepiej ją przemilczeć, pamiętając, że w tym momencie to nie ty jesteś problemem.

Fragment książki „Poznaj, zaakeptuj i pokochaj siebie” Megan MacCutcheon. Została ona napisana z myślą o kobietach stojących przed wyzwaniami związanymi z niską samooceną oraz o tych, które pragną zyskać pewność siebie i większą wewnętrzną siłę. To dobre narzędzia służące do podniesienia samooceny.

  1. Psychologia

Rewolucja w życiu zawodowym jest możliwa

Fot. materiały prasowe
Fot. materiały prasowe
Wiele osób myśli, że odkrywanie swojej drogi zawodowej odbywa się zaraz po szkole, kiedy zaczynamy życie zawodowe. Nic bardziej mylnego. Odkrywanie własnej drogi to proces, który powinniśmy przechodzić od nowa co kilka lat.

Świat zmienia się błyskawicznie. Jedne zawody znikają, inne powstają. Pojawiają się nowe możliwości i nowe okoliczności w których powinniśmy zadać sobie pytanie o to jakie aktualnie są moje wartości, moje talentu i jak w oparciu o nie prowadzić swoją dalszą drogę.

Wiele osób po latach doświadczenia zawodowego w ogóle nie wierzy, że zmiana kierunku jest możliwa. Wolą tkwić w czymś, co nie jest ich pasją, a potem dziwią się, skąd pojawia się u nich wypalenie zawodowe.

Bez względu na to jaki masz staż zawodowy zawsze możesz na nowo odkryć swoje talenty, aspiracje, wartości i w oparciu o to zbudować nowy pomysł na siebie. Nie tylko możesz - powiedziałabym nawet, że musisz. To nasza odpowiedzialność wobec nas samych, aby pracować z pasją, bo życie mamy tylko jedno - mówi Elżbieta Krokosz, autorka książki „Ty też to masz! Odkryj swoje talenty i zacznij robić w życiu to, co lubisz i potrafisz najlepiej”.

Poniżej publikujemy fragment tej książki, w którym jedna z uczestniczek autorskiego programy Elżbiety Krokosz opowiada o radykalnej zmianie, jakiej dokonała dzięki niemu w swoim życiu - zmieniła miejsce zamieszkania i odnalazła się w zupełnie nowym zawodzie.

Rewolucja w życiu zawodowym jest możliwa

Nic tak nie wspiera naszej odwagi do działania, jak przykład kogoś, kto dokonał tego, o czym my myślimy. I dlatego zaprosiłam tutaj do wywiadu osobę, która jest zdecydowanie przykładem tego, że obranie własnej ścieżki jest możliwe. Co więcej — możliwe jest kompletne przebranżowienie, zaczęcie na nowo po 12 latach pracy w innym zawodzie i osiągnięcie poczucia, że jest się w dobrym miejscu, we właściwej rzece. Przeczytaj, proszę, mój wywiad z Anią — szczerze wierzę, że jej historia może być dla ciebie dowodem, że i tobie starczy odwagi, aby dokonywać zmian, na jakie się zdecydowałeś. Ania realizowała kurs „Odkryj, co chcesz robić w życiu, i zbuduj swój plan”. W dużej mierze wykorzystuje on ćwiczenia, którymi podzieliłam się z tobą w tej książce. Możesz więc mieć pewność, że to, czego nauczyłeś się o sobie, o swojej drodze, czytając tę książkę, możesz całkowicie zastosować w swoim życiu, podobnie jak Ania.

Ela: Witaj, Aniu. Cieszę się, że zgodziłaś się na ten wywiad. Jesteś świetnym, żywym przykładem tego, że swoje życie można zmieniać, ot po prostu, na spokojnie. Mam wrażenie, że na ten temat krążą niepotrzebne legendy i mity.

Ania: To ja dziękuję za zaproszenie.

Ela: Zarówno ja, jak i moi czytelnicy chcielibyśmy poznać twoją historię trochę lepiej. Czy mogłabyś opowiedzieć nam trochę o sobie?

Ania: Prywatnie jestem mamą dwóch chłopców, żoną, a zawodowo przez 12 lat pracowałam w bankowości, zaczynając od recepcji. Potem byłam wsparciem doradcy klienta premium, a następnie trafiłam nagle na stanowisko analityka kredytowego, po jakimś czasie miałam przerwę związaną z urodzeniem dzieci. Praca jako analityk kredytowy nie do końca mi odpowiadała, a po twoim kursie jestem na zupełnie innym poziomie — praca daje mi satysfakcję. Obecnie pracuję jako specjalista ds. HR w firmie szkoleniowo-rekrutacyjnej.

Ela: Chciałabym zwrócić uwagę, że twój przykład jest bardzo ciekawy. Po 12 latach pracy w bankowości zmieniłaś swoje życie o 180 stopni. Zmieniłaś firmę i branżę. Zmieniłaś całkowicie zawód. Powiedz mi, proszę, ile miałaś lat doświadczenia w pracy w dziale HR?

Ania: W branży HR — zero.

Ela: Dokładnie! Zero. A ja non stop spotykam się z tym, że ludzie uważają, że jak pracują w jednej branży 10 czy 15 lat, to już nie ma dla nich szansy na zmianę. Kiedy przyszedł moment, że powiedziałaś sobie: „dość”?

Ania: Patrząc na to z perspektywy czasu, myślę, że cała ta sytuacja się po prostu nawarstwiała. Awans na analityka kredytowego, posadzenie mnie za biurko na 8 godzin, bez kontaktu z ludźmi zaczęło powodować dyskomfort. Po urodzeniu dzieci, po dłuższej przerwie i powrocie do pracy, nie mogłam wejść z powrotem w system korporacji, kiedy byłam przerzucana między jednym zespołem a drugim. Czułam się niedoceniana. A punktem kulminacyjnym były moje problemy zdrowotne. Miałam problemy z kręgosłupem, z biodrem, w pewnym momencie nie byłam w stanie chodzić. Myślę, że fakt, że nie byłam doceniana, wpłynął też negatywnie na mój stan zdrowia.

Ela: Chciałabym podkreślić, że to nie jest tak, że pewnego dnia ot tak stwierdzamy, że coś nam się nie podoba, tylko to jest proces. Tkwimy przez jakiś czas w danej sytuacji, która wydaje nam się później nieodpowiednia. Potrzebujemy czasu na zmianę. U ciebie było podobnie, nie stwierdziłaś po miesiącu, że tu nie pasujesz, bo nie masz kontaktu z ludźmi, tylko dopiero kiedy nałożyły się na siebie dodatkowe czynniki, złożyło się to wszystko na ostateczną decyzję.

Ania: Chciałabym podkreślić, że my naprawdę tkwimy w jakiejś sytuacji, mimo iż podświadomie wiemy, że nie do końca nam to pasuje. Dlaczego ja tkwiłam w tej sytuacji? Czułam, że moja praca jest stabilna, że jest umowa na czas nieokreślony, że może nie daje mi pełnej satysfakcji, ale dzięki niej moja rodzina może normalnie funkcjonować. Podejrzewam, że gdyby nie ta choroba, tkwiłabym w tej pracy do tej pory. Jestem o tym przekonana.

Ela: Podejrzewam, że tę satysfakcję życiową czerpałaś z rodziny, z innych aspektów, a zawodowo, gdzieś w głębi duszy się uspokajałaś, że przynajmniej jest praca, bezpieczeństwo, ta umowa. Gdyby jeszcze cię doceniali, prawdopodobnie nadal robiłabyś to, co może nie daje ci radości, ale jest bezpieczne, prawda?

Ania: Nawet większość dziewczyn z grupy z twojego programu potwierdzała to, że mocno w czymś tkwiły, dopóki się coś nie wydarzyło. My naprawdę lubimy bezpieczeństwo i stabilizację. I ja też tak to sobie tłumaczyłam, że może nie czuję się dobrze jako analityk, ale jest satysfakcja finansowa. Że może jeszcze się rozwinę, a jeśli nie, to przynajmniej jest to bezpieczeństwo.

Ela: Twoja historia przypomina mi moją, którą często wspominam. Ja sama, będąc w Irlandii, tkwiłam w nieodpowiednim miejscu
— dwa lata trwało, zanim zmieniłam swoją sytuację. Opowiedz mi, proszę, co było dalej. Wyjechałaś z Warszawy?

Ania: Tak. Po rozmowie z moim mężem, oboje doszliśmy do wniosku, że ta sytuacja to nie tylko aspekt zawodowy, ale także prywatny. Wpływało to negatywnie na naszą relację. Mąż kazał mi się zastanowić, jak długo jeszcze będziemy tkwić w takiej sytuacji, skoro źle to wpływa na nasze życie rodzinne, są kłótnie, pretensje —jak długo będziemy to wytrzymywać? Na szczęście miałam w nim wielkie wsparcie, był osobą, która mi to uświadomiła, która pociągnęła całą decyzję... i stało się. Postanowiliśmy, że się przeprowadzimy. I w tamtym momencie poczułam, że cały świat nam sprzyja. Wszelkie kroki, które musieliśmy podjąć — sprzedaż mieszkania, znalezienie nowego, miejsce w przedszkolu — wszystko udało się załatwić ekspresowo. Plusy i minusy, to nie jest bajka, lecz życiu.

Ela: Aniu, z perspektywy czasu, co po waszej przeprowadzce do Trójmiasta było super, a czego się nie spodziewałaś? Co okazało się trudne?

Ania: Na pewno super było znalezienie swojego miejsca. Wszystko nam się tam podobało i fakt, że w końcu mieliśmy czas na odbudowanie relacji rodzinnej, był bardzo na plus. Dzieci miały wakacje, a my czas, żeby z nimi pobyć. Natomiast ciężkie było nasze zderzenie z rzeczywistością, jeśli chodzi o rynek pracy. Ogólnie mówiąc, praca za najniższą krajową, umowy śmieciowe albo po prostu problem ze znalezieniem odpowiedniej pracy, która dawałaby satysfakcję, pieniądze i czas dla rodziny. Gdy zaczęłam jeździć na rozmowy kwalifikacyjne, zaczęły się także problemy. Brak pozytywnych odpowiedzi, kiedy to, po tylu latach doświadczenia, nie powinnam mieć w ogóle problemu ze znalezieniem zatrudnienia. Niestety rzeczywistość okazała się dość ciężka. Co ciekawe, mogę powiedzieć, że każda z tych rozmów coś mi uświadomiła. Coś, czego w głębi duszy nie chcę, coś, na co powinnam zwrócić uwagę. Ale tak to właśnie w życiu się zdarza, że ono samo czasem pokazuje i podpowiada, co jest dla nas dobre. Nie chciałam się godzić po raz kolejny na pracę, która nie będzie mi przynosić satysfakcji albo nie pozwoli odebrać dzieci z przedszkola.

Ela: Aniu, muszę cię jeszcze zapytać o kwestię finansową. Pewnie każdy z nas zastanawia się, jakie miałaś zaplecze finansowe
(i czy w ogóle), skoro i ty, i twój mąż mogliście sobie pozwolić, żeby nie pracować przez pewien czas, a jednocześnie mieć za co żyć.

Ania: Tak, to prawda. Mieliśmy mieszkanie na kredyt, które udało nam się sprzedać i wziąć kolejne na kredyt, tylko w tym momencie wzięliśmy je z „górką”, tzn. mieliśmy zapas pieniędzy, z których mogliśmy żyć. W tamtym momencie także, z powodu mojego stanu zdrowia, kiedy tak naprawdę nie wiedziałam jeszcze, co mi jest, miałam przyznane pieniądze z ZUS-u i pieniądze na świadczenie rehabilitacyjne.

Ela: Dziękuję ci, że o tym mówisz. Oczywiście nie chcę ci zaglądać do portfela, ale z doświadczenia wiem, że jeśli jesteśmy w sytuacji, w której nie mamy za co żyć, to ostatnie, o czym myślimy, to to, co chcemy robić w życiu. Bardzo często powtarzam, że jeśli masz naprawdę wszystkiego dość i chcesz trzasnąć drzwiami w swojej obecnej pracy, to wytrzymaj jeszcze trochę i zbuduj sobie poduszkę finansową. Poduszkę, która pozwoli ci coś zmienić i nie myśleć tak bardzo o finansach. Która da ci przestrzeń i możliwość poszukania odpowiedniej pracy. Inaczej, zamiast mieć otwarty umysł, znowu będzie-my się tylko martwić finansami i zgadzać na coś, co wewnętrznie jest dla nas nie do zaakceptowania.

Ania: Gdybym nie miała tej poduszki finansowej, to pewnie znowu zgodziłabym się na pracę poniżej moich oczekiwań. Zgodziłabym się na nią, wiedząc, że to nie jest „to”, i tylko po to, żeby mieć za co żyć i za trzy miesiące znowu poszukać innej. Tylko niestety ten czas byłby bardzo dla mnie ciężki, znowu wymagałby wyrzeczeń. Zaufanie do intuicji i działanie kluczem do sukcesu.

Ela: Przejdźmy do twojej obecnej pracy, bo to także jest bardzo ciekawy moment. Powiedz mi, kiedy zaczęłaś pracę z kursem „Odkryj, co chcesz robić w życiu”? Wiem, że wykonałaś pracę nad sobą, poznałaś swoje talenty, wartości... ale w którym momencie to się wydarzyło?

Ania: Kurs pojawił się, kiedy mieszkaliśmy już w Trójmieście, a kiedy byłam już po kilku rozmowach kwalifikacyjnych, po których nie pojawiły się odpowiedzi. W tamtym momencie podłamałam się już trochę psychicznie, wydawało mi się, że to będzie takie proste, że przecież zmiana pracy z moim doświadczeniem będzie łatwa. Dotarło do mnie, że muszę coś zmienić, skoro nadal nie mogę znaleźć pracy. Któregoś dnia wyświetliła mi się twoja reklama na Facebooku. Poczułam po prostu, że to jest znak. Znakiem było nowe mieszkanie, Gdynia i właśnie ten kurs. Po prostu poczułam, że muszę go zrobić. Mąż dowiedział się później, że go kupiłam, był nastawiony sceptycznie do niego, a ja po prostu wiedziałam, że potrzebuję pomocy. Skoro próbowałam sama, jeździłam na rozmowy i nadal coś się nie udawało, potrzebowałam coś zmienić.

Ela: Co dla ciebie było najistotniejsze w tym kursie? Co najbardziej ci pomogło?

Ania: Po tych wszystkich wydarzeniach, które mnie podłamały —odbudowanie pewności siebie, poznanie siebie lepiej i taki... wewnętrzny spokój.

Ela: A z czego to wynikało? Ta pewność siebie, spokój, przecież to właściwie nie jest kurs o pewności siebie. Czy możesz uściślić, z czego to u ciebie wynikało?

Ania: Bardzo ważny był dla mnie moduł o talentach, był dla mnie zaskoczeniem. Dowiedziałam się o sobie czegoś nowego. Tego, że talentem nie są tylko jakieś zdolności, np. te finansowe czy techniczne, tylko tak zwane „kompetencje miękkie”. Stwierdziłam, że całkowicie porzucam swoje dotychczasowe spojrzenie na siebie, bo mam zupełnie inne atuty. Na kursie odkryłam, że potrafię słuchać, że mam umiejętność szukania rozwiązań, łatwość nawiązywania kontaktów, a do tej pory w ogóle tego nie zauważałam! Dobry plan to dopiero początek,.

Ela: Aniu, chciałabym cię teraz zapytać o bardzo cenną rzecz. Powiedz mi, proszę, jak u ciebie wyglądał moment zaplanowania zmiany. Moment, kiedy już przerobiłaś pewne rzeczy i podjęłaś decyzję, że teraz czas na kolejny krok, co się wtedy wydarzyło?

Ania: To był bardzo ciężki moment. Pamiętam, że kiedyś, w którymś podcaście wspominałaś, że to planowanie jest najcięższe, i po-myślałam wtedy: Planowanie? Ale jak to? Przecież tak ciężko jest mi wydobyć z siebie te talenty! I faktycznie na planowaniu się zatrzymałam. Dałam sobie czas, potrzebowałam odpocząć od tego wszystkiego, bo takie „grzebanie” w sobie jest męczące, pozytywne, ale jednak męczące. Wiedziałam, że teraz nic nie wymyślę i potrzebuję odetchnąć. Zrobiłam sobie trzy tygodnie przerwy i wróciłam do tego wszystkie-go, zaczęłam działać. Zaczęłam chodzić na różne warsztaty, zaczęłam dostrzegać to, co zawsze mnie fascynowało, jak np. budowanie relacji, komunikowanie się ludzi w zespole, ale zupełnie nie patrzyłam na to jak na misję, którą miałam. Podświadomie poszukiwałam czegoś, co mi pokaże jakąś drogę. I tak właśnie było.

Ela: Chciałabym to jeszcze raz podkreślić, bo jest to szalenie istotne. Czasami coś nas blokuje przed działaniem, ale to nie szkodzi, bo na poziomie podświadomości my wiemy, o co nam chodzi, wiemy, co powinniśmy robić. Intuicyjnie idziemy w dobrym kierunku, by wszystko dobrze się potoczyło.

Ania: Wszystkim, którzy działają, a gdzieś się zatrzymali, chciałabym powiedzieć, żeby się nie poddawali. Nawet jeśli czasem nam się wydaje, że coś jest nieistotne, nieodpowiednie, zaskakujące — zaufajcie intuicji, bo w rezultacie gdzieś na końcu okazuje się, że to wszystko podpowiada nam, co robić.

Ela: Zazwyczaj są dwie strategie. Jedna, w której niektórzy mają tę łatwość, że po odkryciu swoich talentów po prostu potrafią zbudować plan. Zakładają, że po pięciu latach osiągną to czy tamto i wydaje nam się, że to jedyna droga. A jest przecież druga, którą ty poszłaś całkiem nieświadomie, że: Dobrze, może nie mam planu na całe pięć lat, ale wiem, co chcę zrobić jutro, intuicyjnie wiem, w jakie działania chcę zacząć wchodzić. Naprawdę polecam mimo wszystko nie zatrzymywać się, tylko zacząć po prostu działać w zgodzie z tym, co ci intuicja podpowiada. Aniu, powiedz nam w takim razie, gdzie te działania cię zaprowadziły?

Ania: To było bardzo ciekawe wydarzenie, ponieważ zupełnie bez jakiegokolwiek konkretnego zamiaru wzięłam udział w warsztatach grupowych, na których zgłosiłam się do przeprowadzenia sesji ze mną. Miałam wskazać obszar, z którym będę pracować, i wtedy po prostu powiedziałam, że ja się nie nadaję do bankowości, i zaczęły się pytania takie jak: Ale czego dokładnie nie chcesz robić w banku? Każda z tamtych osób miała zupełnie inne wyobrażenia na ten temat, a ja tak bardzo skupiłam się na swoich i na tym, że nie chcę pracować w sprzedaży w banku, że nie dostrzegałam tych innych dróg. Ten właśnie moment sprawił, że w mojej głowie w końcu zakiełkował jakiś pomysł, że może będę prowadzić blog, pisać o finansach i pomagać innym. Zaczęłam zmierzać w stronę, która bardziej mi odpowiada, zaczęłam rozumieć, że finanse to nie jestem „ja”, to nie jest „moje”, a bardzo mi zależało na pracy z zarządzaniem talentami. I cudownie na horyzoncie pojawił się staż. Tutaj zaczyna się moja historia. Gdybym nie pojawiła się wtedy na tych warsztatach, to pewnie nawet nie wiedziałabym, że taki pracodawca się pojawi.

Ela: Czyli wszystko jest po coś. A powiedz mi, czy ten staż był bezpłatny?

Ania: Niestety był bezpłatny, przez półtora miesiąca, a po tym czasie dostałam pensję o wysokości ledwo powyżej najniższej krajowej.

Ela: Chciałam tutaj podkreślić i pokazać, że twoja sytuacja była prawdziwa. To nie było tak, że z jednego superpłatnego kwiatka skoczyłaś na drugi, tylko był okres, że pracowałaś za darmo. Powiedz w takim razie, dlaczego się na to zgodziłaś?

Ania: Kiedy zaczęłam się przyglądać tej firmie, poczytałam wpisy na Facebooku, przeczytałam artykuły na blogu, ja w to po prostu wsiąkłam. Poczułam, że to jest „to”, co chcę robić. Te wartości, które zobaczyłam, były tak spójne ze mną, że po prostu nie wyobrażałam sobie pracować w innym miejscu.

Ela: Czyli zadziały się dwie sprawy: poczułaś, że to jest to, co chciałabyś robić, że to jest odpowiednie miejsce, i druga rzecz: poczułaś, że te wartości są spójne z tobą, tym, co dla ciebie jest ważne.

Ania: Nawet bardziej ta druga rzecz, że przychodząc na rozmowę, nie wiedziałam, co dokładnie chcę robić w tej firmie, tylko po prostu czułam bardzo mocno, że to, co oni robią, jest bardzo ze mną zgodne. Ich wartości i moje są ze sobą bardzo spójne. To było
dla mnie zaskoczeniem, że pierwszy raz w życiu na rozmowie kwalifikacyjnej przyznałam, że nie wiem, co chcę robić, ale wiem, że to właśnie w tej firmie chcę się rozwijać.

Ela: Jak przekonałaś do siebie tę firmę, kiedy nie miałaś właściwie żadnego doświadczenia związanego z HR?

Ania: Przedstawię tę odpowiedź z mojego punktu widzenia i z punktu widzenia pracodawcy. Według mnie na pewno ujęłam ich faktem, że wspomniałam o wartościach, które bardzo mi odpowiadały, następnie sama już zaczęłam działać w podobnym obszarze, bo udało mi się zrobić kilka webinarów o podobnej tematyce i wpisałam to w CV. Natomiast kiedy zapytałam o to samo pracodawcę, na potrzebę tego podcastu, to uwaga, usłyszałam, że podobał im się mój entuzjazm i uśmiech, po drugie duża pokora, którą się wykazałam, kiedy zdecydowałam się na bezpłatny staż i zaangażowanie 8 – 9 godzin dziennie. Kolejną rzeczą, która była bardzo ważna, było to, że przejęłam inicjatywę. Musisz wiedzieć, że mnie tak bardzo zależało na pracy w tej konkretnej firmie, że sama wysłałam do nich maila z zapytaniem, a trzy dni później z przypomnieniem. Kiedy nie dostałam odpowiedzi, zadzwoniłam, żeby się przypomnieć, i usłyszałam, że właściwie to dobrze, że dzwonię, bo oni nie zdążyli jeszcze przejrzeć kandydatur, ale mogę przyjechać na rozmowę, na której usłyszałam: Okej, bierzemy Panią.

Ela: Chciałabym zwrócić innym uwagę na jedną ważną rzecz. Ten pracodawca wybrał ciebie, bo widział ten twój entuzjazm, tę determinację i chęć, bo wiedziałaś, czego chcesz. A gdybyś tego nie wiedziała, na pewno twoja determinacja byłaby mniejsza. Naprawdę ważne jest, żeby odkryć to, co chce się robić w życiu, bo to niesamowicie zwiększa szanse na osiągnięcie swojego celu.
Często jestem pytana o to, jak zwiększyć swoje szanse w przypadku, kiedy nie ma się doświadczenia. twój przykład jest odpowiedzią. Ta determinacja, chęć i entuzjazm sprawiają, że pracodawca przymknie oko na jakieś braki, bo wie, że ty szybciej je nadrobisz. To jedna rzecz, a druga — nie możemy pominąć pracy, którą wykonałaś, żeby zwiększyć perspektywę swoich szans w tej firmie. Może nie miałaś doświadczenia, ale już poszłaś trzy kroki do przodu, zaczęłaś prowadzić webinary i budować swoją pozycję w obszarze kompetencji miękkich.

Ania: Bardzo długo patrzyłam na swoje doświadczenie przez pryzmat umiejętności specjalistycznych, a nie brałam pod uwagę np. kompetencji miękkich, które można wykorzystać w dowolnej dziedzinie. Takich jak np. elastyczność.

Ela: Ważna jest też ta pokora, o której wspomniałaś, bo wchodząc trochę w buty pracodawcy, trzeba się postawić w sytuacji, kiedy to on musi zainwestować w pracownika i na pewno zrobi to o wiele chętniej w przypadku osoby, która wykazuje chęć i zaangażowanie. Chciałabym się też ciebie zapytać, z jakimi lękami i sabotażystami miałaś do czynienia?

Ania: Jeśli chodzi o samą zmianę pracy, to pojawił się we mnie taki wewnętrzny lęk o to, czy sobie poradzę w pracy bez doświadczenia, oraz drugi taki ważny — kwestia finansowa. Bałam się, czy w ogóle damy radę wyżywić rodzinę, patrząc na to, że nasza poduszka finansowa powoli się kończyła. Na szczęście mój mąż bardzo mnie wspierał i ustaliliśmy, że warto jeszcze wytrzymać, że warto podjąć te wyrzeczenia na rzecz nowej pracy. Jednak cały czas musiałam sobie uświadamiać, że te wyrzeczenia to tylko na jakiś czas, że będzie lepiej.

Ela: Drugie pytanie z tych powoli kończących nasz wywiad to: jak się teraz czujesz? Co się w twoim życiu zmieniło? Gdzie jesteś teraz?

Ania: Jestem teraz osobą, która ma bardzo dużo satysfakcji. Dużo satysfakcji z pracy, satysfakcji z tego, że mam czas dla rodziny. Mam teraz bardzo duży wewnętrzny spokój, cieszę się, że to, co robię, jest tym, co lubię robić, że pomagam ludziom, czego wcześniej mi brakowało. Ważne jest też to, że umiem ładować energię. W poprzedniej pracy byłam wiecznie zagoniona, wiecznie zmęczona. Aktualnie jest spokojniej, cały tydzień wygląda spokojniej. Codziennie się rozwijam, codziennie rozwijam swoje kompetencje i w końcu zaczęłam żyć w zgodzie ze sobą.

Ela: Bardzo się cieszę, bardzo miło mi to słyszeć. Aniu, jeszcze na sam koniec, co byś poradziła osobom, które szukają swojej drogi?

Ania: Na pewno, żeby zaufać innym, bo ja zaufałam tobie, mogę śmiało polecić twój kurs, który mi dużo dał. Żeby dzielić się wątpliwościami z innymi, bo jeśli gdzieś utkniemy, jeśli z czymś nie będziemy mogli sobie poradzić, to może ta rozmowa z innymi osobami nas uwolni albo ktoś nam pomoże. Moja rada jest też taka, żeby nie odpuszczać i słuchać intuicji. Jeśli czujemy wewnętrznie, że potrzebujemy odpoczynku — to odpocząć, ale później zacząć działać. Nawet jeśli nie czujemy, że idziemy w dobrym kierunku, to ostatecznie działanie zaprowadzi nas tam, gdzie chcemy dojść, tylko jeszcze może o tym nie wiemy.

Ela: Zgadza się, nawet kiedyś Steve Jobs powiedział: Nie możesz połączyć kropek, patrząc do przodu; możesz je połączyć, patrząc wstecz. Musisz więc uwierzyć, że kropki w jakiś sposób się połączą w twojej przyszłości. I coś w tym faktycznie jest.
Aniu, ogromnie ci dziękuję za podzielenie się swoją historią.

Elżbieta Krokosz, Dyrektor Zarządzająca Talent Development Institute. Master Coach, Trener, Ekspert w obszarze przywództwa oraz rozwoju potencjału ludzi, Mówca TEDx, autorka książki pt. „Ty też to masz! Odkryj swoje talenty i zacznij robić w życiu to, co lubisz i potrafisz najlepszej” oraz podcastów: „O rozwoju ludzi profesjonalnie” i „TDI – School of Coaching”. Prekursorka self coachingu oraz autorka programu Self Coaching Program, w którym pomaga zostać najlepszym coachem dla samego siebie.

  1. Psychologia

Sama czy samotna? – Jak poradzić sobie z samotnością?

W natłoku codziennych spraw większość ludzi wciąż gna z miejsca na miejsce. Bardzo niewielu z nas znajduje czas, by przystanąć i rozejrzeć się wokół. W rezultacie tracimy wiele okazji do nawiązania kontaktu. (fot. iStock)
W natłoku codziennych spraw większość ludzi wciąż gna z miejsca na miejsce. Bardzo niewielu z nas znajduje czas, by przystanąć i rozejrzeć się wokół. W rezultacie tracimy wiele okazji do nawiązania kontaktu. (fot. iStock)
Istnieje subtelna różnica pomiędzy byciem samym a czuciem się samotnym i ważne jest, byś umiał odróżnić jedno od drugiego. Bycie samym to przebywanie w pojedynkę – takie doświadczenie może odświeżać i wzmacniać, a dla niektórych osób ma wartość terapeutyczną. Może jednak przerodzić się w poczucie samotności. Przebywanie w pojedynkę staje się wówczas nie do zniesienia i pragniemy nawiązać kontakt z innymi, ale przychodzi nam to z trudem – wyjaśnia Hope Kelaher, psychoterapeutka, autorka książki „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu”.

Każdemu z nas zdarza się być zarówno samym, jak i samotnym. Można jednak doświadczać samotności również w towarzystwie. Pamiętasz sytuację, kiedy byłeś otoczony ludźmi, ale jakoś nie mogłeś znaleźć z nimi wspólnego języka? Takie momenty mogą wiązać się z poczuciem samotności, niekiedy potwornie bolesnym. Niestety, są także bardzo powszechne, doświadczają ich miliony osób. Statystyki wskazują, że niemal w każdej chwili prawie połowa Amerykanów czuje się samotna, przy czym poczucie to jest bardziej dotkliwe dla osób młodszych niż dla starszych.

Samotność w epoce mediów społecznościowych może doprowadzić do przekonania, że więcej znaczy lepiej – obserwowania niezliczonych osób na Instagramie albo przewijania w prawo każdego zdjęcia na Tinderze. Jednak więcej nie zawsze znaczy lepiej. Część osób odczuwa samotność mimo posiadania 5, 15 czy nawet 50 głębokich więzi. Inne skwapliwie korzystają z każdej okazji do znalezienia towarzystwa i w rezultacie spędzają czas z nielubianymi osobami, co tylko nasila u nich poczucie przygnębienia i samotności.

Zdarza się, że uczucie samotności wynika z czynników innych niż brak przyjaciół czy wysokiej jakości relacji. Niekiedy trudno jest określić wyraźny, oczywisty powód. Do odczuwania przez dorosłego samotności może się jednak przyczynić wiele kwestii związanych nie z jego kręgami społecznymi, a z doświadczeniami z wczesnego dzieciństwa, niedostępnymi rodzicami lub traumą w relacji. Takie czynniki najlepiej jest odkrywać i przepracowywać podczas terapii z odpowiednio wykwalifikowanymi specjalistami.

Nie jesteś sam w swojej samotności - badania

Osamotnienie najtrafniej można opisać jako uczucie pojawiające się, kiedy chciałbyś mieć towarzystwo, ale nie jesteś w stanie go zdobyć – na przykład kiedy chcesz spotkać się z przyjaciółmi w piątkowy wieczór, ale wszyscy mają już jakieś plany. Samotne oglądanie Netflixa może być przykre, ale szybko mija.

Samotność różni się od osamotnienia, ponieważ ma charakter przewlekły – utrzymuje się przez cały czas.

Przewlekła samotność to dość powszechne zjawisko. Wyniki badań wskazują, że:

  • Niemal połowa dorosłych w USA skarży się na samotność lub wykluczenie.
  • Najbardziej samotne wydaje się pokolenie Z, urodzone w latach 1997–2013.
  • Na drugim miejscu plasuje się pokolenie Y, urodzone w latach 1981–1996.
  • Starsze pokolenia doświadczają samotności w mniejszym stopniu.

Zmaganie się z samotnością – wskazówki

Zapewne udało ci się już określić, w jakich sytuacjach jesteś sam, a wolałbyś nie być. Kolejny, trudniejszy krok to zaradzenie samotności. Wiadomo, że w przypadku niektórych osób przyczyny tego uczucia leżą głębiej niż w sieci społecznej, a zmierzenie się z głębokim podłożem samotności, wynikającym z traumy lub wczesnego dzieciństwa, może wymagać dłuższego czasu i pomocy specjalisty.

Zapewne zastanawiasz się, jak możesz samodzielnie poradzić sobie z uczuciem samotności w swej wyprawie w poszukiwaniu dobrych, znaczących przyjaźni. Poniżej znajdziesz propozycje sposobów, które pozwolą ci zwalczyć lub złagodzić to uczucie.

  1. Praktykuj samowspółczucie.

Pierwszy krok do pokonania samotności to spojrzenie w głąb siebie i przypomnienie sobie, że nawet w chwilach cierpienia nie jesteś sam. Przypomnij sobie statystyki. Postaraj się nie zadręczać i nie snuć negatywnej narracji na temat przyczyny swoich uczuć. Spróbuj zwrócić uwagę na coś, co się układa. Może ci się wydawać, że nie ma takiej rzeczy, ale to nieprawda. Zawsze da się znaleźć coś takiego. Nie musi to być nic wielkiego, wystarczą dwa drobiazgi. Może dziś rano obudziłeś się punktualnie, zanim zadzwonił budzik. Może dojazd do pracy był mniej koszmarny niż zwykle albo nie ma szefa, więc będziesz mógł wyjść nieco wcześniej. Może po drodze do domu zobaczyłeś uroczego psa i uśmiechnąłeś się na jego widok. Dostrzeganie małych rzeczy, które dają nam radość, pomaga być dla siebie dobrym. Ja na przykład w trudnych sytuacjach – na przykład po tym, jak osoba, z którą miałam zjeść w piątek kolację, odwoła plany, bo umówiła się z kimś innym, albo po kłótni z kolegą z pracy – staram się skupiać na pozytywach, choćby najmniejszych, które dostrzegłam przed negatywnym doświadczeniem. Na słonecznej pogodzie, ulubionej przekąsce albo pozytywnej rozmowie. Zauważam i zapamiętuję takie rzeczy, a później przypominam sobie, jakie uczucia we mnie wywołały. Pomaga mi to łagodzić uczucia negatywne wynikające z odwołanych planów lub kłótni.

  1. Bądź obecny.

To największe wyzwanie dla wszystkich, zwłaszcza w przypadku złego samopoczucia. Kiedy czujemy się przygnębieni, wolelibyśmy zrobić wszystko, byle NIE być tu i teraz.

Wyćwiczenie umiejętności skupiania się na chwili obecnej pozwoli ci jednak lepiej się dostroić do innych ludzi i otaczającego świata. W osiągnięciu tego celu mogą ci pomóc medytacja i codzienna praktyka uważności. Postaraj się codziennie wykonywać ćwiczenie oddechowe lub chodzić w sposób uważny. Niektórym osobom koncentrację na teraźniejszości ułatwia powtarzanie mantr. Moje ulubione to: „Nic nie jest stałe”, „Ani dobre, ani złe”, „Jestem tu i teraz” i „Nie ma dwóch takich samych chwil”.

  1. Choć raz dziennie zrób coś ludzkiego.

Pewna bardzo mądra osoba, godząca naukę, pracę i rodzinę, powiedziała mi kiedyś, że kluczem do ograniczenia ryzyka izolacji społecznej jest „zrobienie czegoś ludzkiego przynajmniej raz dziennie”. Oznaczało to dla niej opuszczenie osobistej przestrzeni. Siedzenie w swojej bańce może być łatwiejsze, ale nasila uczucie samotności. Upewnij się, że chociaż raz dziennie wyjdziesz gdzieś, by dać sobie okazję do osobistych kontaktów w innej fizycznej przestrzeni – choćby robiąc zakupy lub tankując auto.

  1. Zgadzaj się na wszystko (lub chociaż na tyle, na ile dasz radę).

Stare powiedzenie głosi, że jeśli nigdy nie przyjmujesz zaproszeń, to w końcu przestajesz je otrzymywać. Niestety, to prawda. Jeśli będziesz odrzucać okazję za okazją, mogą się one więcej nie powtórzyć. Przyjmowanie zaproszeń może być trudne, jeśli czujesz się samotny lub przygnębiony i instynktownie masz ochotę zagrzebać się w łóżku z Netflixem. Walcz z tym! Tak właśnie zrobiła moja przyjaciółka Ashley, która nie czuła się gotowa wrócić do częstych wyjść na miasto po kilkumiesięcznym pobycie u rodziców, gdzie dochodziła do siebie po poważnej operacji. Mogła wziąć na wstrzymanie i odrzucać zaproszenia – tak byłoby łatwiej. Zaczęła jednak czuć się samotna, a nie chciała pozwolić, by to uczucie i jej rekonwalescencja spowodowały jeszcze większe zaległości. Mimo zmęczenia i braku wprawy zaczęła przyjmować zaproszenia na lunche, mecze tenisa, koncerty i tak dalej. Stanowiło to dla niej wyzwanie, tym większe, że była z natury introwertyczką, ale znalazła w ten sposób chłopaka i troje przyjaciół, poszerzyła także swą sieć społeczną. Trzeba przyznać, że jej nowa mantra, „Po prostu powiedz »tak«”, zadziałała! W dodatku Ashley upiekła dwie pieczenie przy jednym ogniu – jest teraz znacznie mniej introwertyczna niż wcześniej!

  1. Zaplanuj czas.

Harmonogram daje poczucie zorganizowania, a niekiedy również celu. Większą część dnia pochłaniają nam plany zawodowe, ale czas wolny jest równie istotny. Jego planowanie nie musi być uciążliwe, a da ci okazję do uważności, zrobienia co dzień czegoś ludzkiego i kontaktów towarzyskich. Zamiast leniwie zastanawiać się, jak spędzić najbliższą niedzielę, i ryzykować, że za dużo czasu przesiedzisz w internecie lub przed telewizorem, postaraj się zaplanować wyjście do muzeum lub do kina. Znajdź czas, by przyrządzić ulubione danie i przygotować wstępnie lunche na cały tydzień. Gwarantuję, że poczujesz się dzięki temu bardziej produktywny, pewny i, przy odrobinie szczęścia, skuteczny.

  1. Ogranicz siedzenie przed ekranem.

Każdemu zdarza się zatracić w wędrówkach po internecie, a większość z nas spędza zbyt wiele czasu przed ekranem. Dane zebrane przez grupę Nielsen zajmującą się badaniami rynku wskazują, że dorośli Amerykanie spędzają ponad jedenaście godzin dziennie przed urządzeniami multimedialnymi. Sam ten fakt wyjaśnia, dlaczego tak wiele osób ma trudności z nawiązywaniem osobistych kontaktów. Jeśli podobnie jak wiele innych osób zmagasz się z uzależnieniem od elektroniki, możesz złagodzić doskwierającą ci samotność, spędzając mniej czasu przed ekranem. Im krócej będziesz przed nim siedzieć, tym więcej dasz sobie okazji do interakcji z innymi osobami i otoczeniem.

  1. Świadomie wykorzystuj czas przed ekranem.

Najlepszym rozwiązaniem byłoby jednoczesne ograniczenie czasu spędzanego przed ekranem i wykorzystywanie go w sposób uważniejszy i bardziej świadomy. Jak wspomniałam powyżej, każdemu zdarza się utkwić w błędnym kole bezcelowego surfowania po sieci. Podobnie jak w przypadku uważnego chodzenia, aby świadomie wykorzystywać czas przed ekranem, należy określić jego cel. Zanim ponownie sięgniesz po urządzenie elektroniczne, zadaj sobie poniższe pytania: Co zamierzam osiągnąć za pomocą swojej następnej wizyty w internecie? Czy mógłbym wykorzystać ten czas, aby odnowić z kimś kontakt? Jak wiele czasu poświęcę na przewijanie i klikanie „Lubię to”? Czy mógłbym lub powinienem robić w tym czasie co innego? Czy czułbym się lepiej, gdybym robił to, zamiast błądzić po sieci?

  1. Spraw sobie zwierzaka lub pobaw się z cudzym.

Takie rozwiązanie nie jest odpowiednie dla każdego, ale posiadanie zwierzęcia poprawia nastrój i łagodzi uczucie samotności. Wyniki badań wskazują, że osoby mieszkające samotnie, ale posiadające zwierzę, ogólnie lepiej sobie radzą. Kontakt ze zwierzęciem nie jest w stanie całkowicie zastąpić wsparcia społecznego otrzymywanego podczas interakcji międzyludzkich, jednak z badań wynika, że posiadanie zwierzaka jest pomocne i może w wielu przypadkach zapewniać wsparcie emocjonalne. Wielu właścicieli zwierząt zyskuje dzięki swoim pupilom okazję do kontaktów i sposób na złagodzenie samotności. Posiadanie zwierzęcia oznacza chodzenie do sklepu zoologicznego, do weterynarza, a w przypadku psa – na spacery. Z moich doświadczeń jako właścicielki psa wynika, że samo wyprowadzanie go dostarcza wielu okazji do łatwego, spontanicznego nawiązania rozmowy. Zwierzak pomaga przełamać lody. Nawet jeśli sam nie możesz mieć psa, masz szansę odczuć związane z nim korzyści, pilnując czworonoga sąsiadów, odwiedzając kafejkę przyjazną zwierzętom czy pracując jako wolontariusz w schronisku.

  1. Porozmawiaj z kimś.

Zastanów się nad zwierzeniem się ze swoich uczuć bliskiej osobie. Okazanie w ten sposób wrażliwości może pogłębić waszą więź. Jeśli powiesz, co czujesz, komuś, kto się o ciebie troszczy, możesz też otrzymać od niego wsparcie społeczne i emocjonalne. Wiele lat temu pracowałam z Jonem, młodym człowiekiem, który przeprowadził się do Nowego Jorku po ukończeniu studiów i miał w pracy bardzo napięty grafik. Spędzał w niej tyle czasu, że pozostawało mu bardzo niewiele wolnego. Jon nie potrzebował bardzo intensywnych kontaktów towarzyskich – lubił od czasu do czasu pobyć sam, ale z czasem zbyt częste osamotnienie zmieniło się w samotność. Jon zdobył się na odwagę i opowiedział kilkorgu bliskich przyjaciół ze studiów o swoich problemach. Ku jego zaskoczeniu pospieszyli z pomocą. Zaczęli dbać o to, by częściej esemesować do Jona, odwiedzać go i wciągnąć go do swoich nowojorskich sieci znajomych. Dzięki swoim zwierzeniom mój pacjent nie tylko poczuł się lepiej – odwaga, jaką wykazał, ujawniając swą wrażliwość, pozwoliła mu nawiązać głębsze, bardziej znaczące przyjaźnie.

  1. Zacznij marzyć.

Takie zalecenie może się niektórym wydać nierozsądne, zwłaszcza w chwilach gorszego samopoczucia, ale wyobrażanie sobie, jak chcemy, by wyglądało nasze życie, pomaga. Udowodniono, że śnienie na jawie i fantazjowanie poprawia nastrój. Marzenia mogą mieć bardzo oczyszczające działanie i dawać chwilę wytchnienia w trudnych sytuacjach. Kiedy marzymy lub wizualizujemy, jak inaczej mogłoby wyglądać nasze życie, mózg przez cały dzień wykonuje drobne ćwiczenia z wizualizacji, sprawiając, że wprowadzamy mikrozmiany pomagające w dążeniu do wymarzonego celu. Czy potrafisz wyobrazić sobie, jak byś się czuł, gdybyś przyjął tamto zaproszenie albo poszedł na happy hour z kolegami z pracy? Czy fantazjując o tym, z kim chciałbyś mieć częstszy kontakt, łatwiej zdobyłbyś się na telefon do tej osoby lub odpisanie jej następnym razem, kiedy pierwsza się odezwie?

  1. Pozbądź się negatywnych myśli.

Zanim dowiesz się więcej o negatywnych myślach, musisz uświadomić sobie istnienie pętli przyczynowo-skutkowej pomiędzy myślami, uczuciami i zachowaniami. Terapia poznawczo-behawioralna opiera się na założeniu, że da się wprowadzić zmiany na każdym z tych poziomów: myśli, uczuć i zachowania. Jeśli doskwiera ci samotność, możliwe, że doświadczasz nieświadomych negatywnych myśli, które uznany psycholog i ekspert w dziedzinie szczęścia, dr Elisha Goldstein, określa skrótem NUTs od angielskiej nazwy Negative Unconscious Thoughts.

Negatywne myśli, kryjące się pod powierzchnią naszej świadomości, to między innymi głęboko zakorzenione przekonania. Te powiązane z uczuciem samotności to na przykład: „Nie zasługuję na przyjaciół”, „Kto w ogóle chciałby się ze mną przyjaźnić?” czy „Zawsze będę czuć się sam”. Takie nieświadome negatywne myśli wywołują negatywne uczucia, takie jak przygnębienie, i nasilają zachowania izolujące. Jak można zmienić tę negatywną pętlę przyczynowo-skutkową? Należy zacząć od odwrócenia początkowych negatywnych myśli lub ich przeformułowania w pozytywne. Na przykład negatywną myśl „Kto chciałby się ze mną przyjaźnić?” można przeformułować na „Wiele osób chciałoby się ze mną przyjaźnić”. Zastanów się, jaki wpływ na twoje uczucia i zachowania mogłaby wywrzeć myśl „Wiele osób chciałoby się ze mną przyjaźnić”. Taka automatyczna pozytywna myśl mogłaby wywoływać pozytywne uczucia i pozytywne zachowania.

Pomocne może być na początek nazywanie negatywnych myśli. Nazywając negatywne myśli, nie tylko stajesz się ich świadomy, ale także robisz pierwszy krok do pozbycia się ich. To ważna umiejętność – dopóki nie zrozumiesz swoich negatywnych myśli, nie będziesz w stanie ich zwalczyć ani przeformułować. Kiedy nabierzesz wprawy w przeformułowywaniu myśli, będziesz mógł wyjść ze strefy komfortu w nowe obszary dające sposobność do zawarcia przyjaźni.

Fragment pochodzi z książki Hope Kelaher „Jak zdobyć i pielęgnować przyjaźń w dorosłym życiu. Porady i ćwiczenia”. Książka przeznaczona jest przede wszystkim dla osób, które pragną budować szczere i bliskie relacje z ludźmi. Wyposażona w wiele ćwiczeń pomoże poznać i pożegnać rozmaite blokady, stojące na drodze do życia pełnego prawdziwych przyjaciół.