1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. 7 ćwiczeń na stres

7 ćwiczeń na stres

123rf.com
123rf.com
Umiejętność radzenia sobie ze stresem jest istotna, ponieważ od niej zależy nasza forma zarówno psychiczna, jak i fizyczna.

Przed każdym ćwiczeniem oceń skalę swojego odczuwania stresu w skali 1 do 10 – od lekkiego podrażnienia i niepokoju do takiego, który uniemożliwia ci funkcjonowanie. Po wykonaniu ćwiczenia zrób to ponownie, by wiedzieć, czy potrzebujesz innych jeszcze sposobów redukcji stresu.

ćwiczenie 1

1. Przestań myśleć, weź głęboki oddech. 2. Wstrzymaj oddech na 4 sekundy. 3. Wydychaj powietrze z płuc przez 4 sekundy. 4. Poczekaj 4 sekundy zanim weźmiesz następny wdech. 5. Powtórz 4 cykle.

Powtarzaj to ćwiczenie tak często, jak jest to konieczne. Gdy oddychamy celowo i wolno, mózg nie może aktywować swoich lękowych programów.

ćwiczenie 2

1. Weź głęboki oddech. 2. Zacznij zataczać jak najszersze koła oczami (do zewnętrznych krawędzi oczodołów). 3. Wykonaj 4-6 kompletne koła. 4 Weź kolejny głęboki wdech.

Ta prosta metoda działa naprawdę szybko!

ćwiczenie 3

1. Weź głęboki oddech. 2. Postukaj się palcami wskazującymi w policzki (dosyć mocno). 3. Zrób to 10 do 20 razy. 4. Weź kolejny głęboki wdech.

W razie potrzeby powtórz.

ćwiczenie 4

1. Weź głęboki oddech. 2. Wsłuchaj się uważnie w jakiś szum – lodówki, wentylatora, drzew, wiatru, deszczu... (to nie może być muzyka czy inny hałas tylko cichutki szum). 3. Słuchaj przez 30 sekund. 4. Weź kolejny głęboki wdech.

Ćwiczenie to oraz poniższe ucisza wewnętrznego krytyka i otwiera na słyszenie naszego prawdziwego głosu wewnętrznego.

ćwiczenie 5

1. Weź głęboki oddech. 2. Wsłuchaj się w swoje negatywne myśli. 3. Powiedz sobie: To jest moja myśl – i wypowiedz ją głośno. 4. Obserwuj swoje reakcje, mając świadomość, że to tylko myśl, która minie. 5. Weź kolejny głęboki wdech.

ćwiczenie 6

1. Weź głęboki oddech. 2. Wyobraź sobie, że jesteś neutralnym obserwatorem swoich problemów. Jesteś z boku, nie daj się wciągnąć w problem przynajmniej przez 3 minuty. 3. Weź kolejny głęboki wdech i napisz o swoich wrażeniach.

ćwiczenie 7

1. Weź głęboki oddech. 2. Zapisz każdą myśl, która przechodzi przez twój umysł. Rób tak przez 15 minut, nie pomijaj żadnej z nich. 3. Weź kolejny głęboki wdech i przeczytaj to, co napisałaś. Wykreśl myśli, które są dla ciebie niekorzystne.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Gdy stres przekracza granicę naszych możliwości...

Jak radzić sobie z nadmiarem stresu? Czy na stresogenne sytuacje możemy przygotować się już wcześniej? (fot. iStock)
Jak radzić sobie z nadmiarem stresu? Czy na stresogenne sytuacje możemy przygotować się już wcześniej? (fot. iStock)
Codzienne bodźce są nam potrzebne, żeby wstać z łóżka, wyjść do pracy, ale i spełniać marzenia… chyba że przekroczą granicę naszych możliwości. Jak do tego nie dopuścić – radzi psycholog Dorota Szczygieł.

Stres ma ostatnimi laty bardzo czarny PR. Aż strach zadać pytanie, czy może być też pozytywnym doświadczeniem… Ale stres jako taki jest naszym przyjacielem. Stres, czyli nacisk, jest niezbędny, żebyśmy mogli funkcjonować. Gdybyśmy nie mieli żadnych wyzwań zewnętrznych, toby nam się nie chciało nawet wstać z łóżka, to kwestia dopływu bodźców, stymulacji. Problem zaczyna się wtedy, kiedy obciążenie bodźcami jest zbyt duże. To, kiedy pojawia się ten moment krytyczny, zależy oczywiście od osoby, od tego, jak postrzega daną sytuację: jako wyzwanie czy obciążenie. Duże znaczenie ma także to, jakie mamy zasoby fizyczne, psychiczne oraz wartości, a w związku z tym, czy jesteśmy bardziej pesymistyczni, czy optymistyczni.

Zasadniczo stres to coś w rodzaju psychicznego nacisku, np. myśl: „o 10.00 muszę zadzwonić do klienta”. Stresem są też święta Bożego Narodzenia, nasz ślub czy narodziny dziecka. Wszystkie one są jak najbardziej pozytywnymi zdarzeniami, ale wymagają od nas mobilizacji, gotowości do działania. Są też takie zdarzenia jak choroba, nasza czy partnera, wyjazd dzieci na studia – trudno jednoznacznie powiedzieć, jak dana sytuacja wpłynie na człowieka. Jeśli siła bodźców zewnętrznych przekroczy próg jego wytrzymałości, okaże się destrukcyjna i będziemy ją postrzegali oraz doświadczali jako dystres.

Czyli stres wywołują w nas sytuacje obciążające emocjonalnie, niezależnie od tego, czy dane emocje są pozytywne, czy nie? Tak, ale w zależności od tego, jak sobie z tymi emocjami radzimy, stres może być większy lub mniejszy. Dla jednych publiczne wystąpienie jest tylko mobilizacją, innym na wieść o tym, że mają przemówić do większego grona, miękną kolana. Różnie reagujemy na sytuację krytyki czy kłótni, jedni długo nie mogą się uspokoić, z innych napięcie schodzi od razu. Radzenia sobie ze stresem uczymy się już w dzieciństwie, obserwując bliskich nam dorosłych. Czy wpadają w histerię, czy potrafią przewidzieć pewne sytuacje i zaplanować swoje przyszłe zachowanie. Przecież skoro wiemy, że boimy się wystąpień publicznych, a właśnie takie nas czeka, możemy je sobie „na sucho” przećwiczyć. Powinno uczyć się tego już małe dzieci.

Polacy są zestresowanym narodem? Badania wskazują, że Polacy są mocno obciążeni stresem i jest to związane głównie z ich życiem zawodowym. Organizacja Eurofunds, czyli Europejska Fundacja na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy, przeprowadziła w 2012 roku w 13 krajach europejskich (dodam, że z krajów Europy Centralnej były tylko Polska i Czechy) zakrojone na szeroką skalę badania, z których wynika, że w Polsce warunki pracy są uznawana za najcięższe – chodzi tu głównie o obciążenie godzinowe. Jesteśmy w czołówce w kwestii liczby przepracowanych godzin w tygodniu. Powszechnie występuje u nas zjawisko tzw. wielopracy, czyli pracowania jednocześnie w kilku miejscach, co dla wielu jest koniecznością, ale jednocześnie – zbyt wielkim wyzwaniem. I gdzie tu znaleźć czas na życie prywatne, rodzinę, znajomych?! Do tego dochodzi niepewność pracy i zatrudnienia, którą nie do końca wynagradza nam gratyfikacja finansowa, w związku z tym jeździmy na krótkie, około tygodniowe urlopy, a to zbyt krótki czas, by w pełni odpocząć i naładować uszczuplone całoroczną pracą zasoby. W konsekwencji pojawia się wypalenie zawodowe, depresja, przewlekłe zmęczenie. Zapominamy o aktywności fizycznej i kontakcie z naturą – a one bardzo pomagają w niwelowaniu skutków oddziaływania zbyt dużego stresu. Dopiero tworzy się w Polsce kultura regularnego uprawiania sportu i spędzania czasu na świeżym powietrzu, ideałem by było, gdyby weszło nam to w krew.

Na razie działamy głównie doraźnie? Tak i bierze się to głównie z braku umiejętności przewidywania trudnych sytuacji. Zwykle nie jesteśmy przygotowani na stres i kiedy nadchodzi, spada na nas jak grom z jasnego nieba i wtedy skupiamy się na zapanowaniu nad emocjami, co zabiera całą naszą uwagę i energię. Dlatego stres tak nas wypompowuje. Winne jest tu także wychowanie. Wpaja się nam, że niepokazywanie po sobie, co czujemy, jest dla nas korzystne. I owszem, zwykle warto nie okazywać publicznie wściekłości, niezadowolenia czy dezaprobaty, tyle tylko, że tłumienie wcale nie zmienia tego, co czujemy. Co więcej, wiąże się z większą aktywnością fizjologiczną (przyspieszone bicie serca czy drżenie rąk mogą nas zdradzić, więc wkładamy jeszcze więcej energii w powstrzymanie tych odruchów) i koniecznością ciągłego monitorowania swojego zachowania. A to potworny wysiłek.

Chcemy działać doraźnie? Proszę bardzo! Ale zamiast tłumienia emocji skupmy się na takim przeformułowaniu znaczenia trudnej sytuacji, aby wywoływała w nas jak najmniej niepożądanych emocji. Warto traktować trudne sytuacje jak wyzwania, zdarzenia, dzięki którym mogę się czegoś o sobie dowiedzieć. Zamiast zaciskać zęby podczas rozmowy ze sfrustrowanym klientem, mogę pomyśleć, że jest on po prostu zagubiony, że nie chce mnie obrazić, tylko załatwić swoją sprawę. Jednak podchodzenie z dystansem do trudnych sytuacji nie jest łatwe, ponieważ wymaga dość dobrze rozwiniętych kompetencji emocjonalnych i… wysiłku. I tu czasami koło się zamyka. Skąd czerpać siłę, skoro jesteśmy zmęczeni? Nie obejdzie się bez długofalowych działań. O każdą rzecz, którą posiadamy i którą chcemy się dłużej cieszyć, powinniśmy dbać. I zwykle dbamy. Jeździmy do warsztatu z samochodem, sprzątamy dom. Dlaczego więc nie dbamy o siebie? Ktoś, kto pali papierosy, nie wysypia się, na dodatek jeszcze niewłaściwie odżywia, będzie łakomym kąskiem dla stresu.

Po czym poznać, że stres już nas „napoczął”? Pierwsze negatywne skutki długotrwałego oddziaływania stresu odzwierciedlają się w ciele. Chyba, że odpowiednio je do tego przygotujemy, na przykład aktywnością fizyczną – to doskonały sposób na to, by nauczyć nasze ciało radzić sobie ze zwiększoną presją. Bardzo dobrze działa też relaksacja, możemy wykorzystać do niej różne techniki, od masażu po ćwiczenia oddechowe czy medytację, a na słuchaniu spokojnej muzyki kończąc. Jednak najważniejsze jest rozpoznawanie siebie: co mnie denerwuje, co pobudza, co uspokaja, co relaksuje. Korzystajmy z tego: przewidujmy sytuacje, które mogą być dla nas zbyt stresujące, i stosujmy działające na nas „środki uspokajające”. I uczmy tego swoje dzieci, od najwcześniejszych lat.

Dr Dorota Szczygieł psycholog specjalizująca się w temacie inteligencji emocjonalnej, SWPS Sopot

  1. Styl Życia

Walka ze stresem - kontakt z naturą

Wystarczy weekend za miastem czy spacer w parku, by doładować swoje akumulatory, rozluźnić ciało, dać odpoczynek oczom. (Fot. Getty Images)
Wystarczy weekend za miastem czy spacer w parku, by doładować swoje akumulatory, rozluźnić ciało, dać odpoczynek oczom. (Fot. Getty Images)
Kontakt z naturą ma moc uzdrawiania. Pisał już o tym w XIX w. Henry Thoreau w książce „Walden”. Jak dziś możemy wykorzystać jego wskazówki w walce ze stresem ?

Coraz częściej jesteśmy otoczeni ścianami z betonu i szkła, a większość dni spędzamy w pracy w klimatyzowanych pomieszczeniach, z dala od naturalnego światła. Ograniczony kontakt z naturą to jedna z przyczyn plagi naszych czasów – stresu. A przecież wystarczy weekend za miastem czy spacer w parku, by doładować swoje akumulatory, rozluźnić ciało, dać odpoczynek oczom. To najtańsza metoda na świecie w walce ze stresem. A do tego na wyciągnięcie ręki.

Amerykański filozof i poeta Henry Thoreau w 1840 roku przeprowadził się do krainy jezior i lasów w pobliżu stawu Walden w Massachusetts. Spędził dwa lata w drewnianej, własnoręcznie zbudowanej chacie, samotnie (choć od czasu do czasu odwiedzając krewnych i znajomych), wiodąc proste życie na łonie natury. Swoje spostrzeżenia opisał w książce „Walden, czyli życie w lesie”, która dziś jest biblią dla ekologów i wyznawców filozofii slow life. Thoreau twierdził, że udał się w leśne zakątki, by przypomnieć sobie o tym, co w życiu najważniejsze, odróżnić oczekiwania innych od własnych pragnień, odzyskać kontakt ze sobą, z naturą, światem i Bogiem. Już wtedy ostrzegał przed pośpiechem, który może doprowadzić nas do zguby, przed wynalazkami, które zamiast ułatwiać nam życie, oddalają od jego esencji. Dziś pewnie ze smutkiem pokiwałby głową nad naszym siedzącym trybem życia, niezdrowym jedzeniem i osłabieniem kontaktów międzyludzkich. Ale też nie ustawałby w dawaniu wskazówek.

Oliver Burkeman, pisarz, felietonista brytyjskiego „Psychologies” twierdzi, że możemy potraktować książkę Thoreau jako klasyczny poradnik psychologiczny, który mówi, jak uprościć swoje życie i docenić kontakt z naturą. Oto lekcje, jakie możemy z niego dzisiaj wynieść:

  1. Otaczajmy się zielenią. Zgodnie z hipotezą biofilii, słynnym odkryciem Edwarda O. Wilson, przyrodnika i socjobiologa, człowiek potrzebuje kontaktu z naturą niczym powietrza. Natura koi nasze nerwy, daje odpoczynek ciału i duszy i wypełnia szczęściem. Nie musimy przenosić się do chaty w lesie, by być bliżej natury, wystarczy, że będziemy starali się otaczać zielenią na co dzień, także w naszych domach i biurach. Spacer po pracy, widok z okna na tereny zielone – to już dobry początek. Świetnym pomysłem będzie także zasadzenie w domu roślin doniczkowych albo założenie małego ogródka zielarskiego na parapecie. Nie tylko ożywią atmosferę, ale też  - co potwierdzają badania – są w stanie przedłużyć nasze życie.
  2. W grafiku zawsze zostawiajmy sobie spory margines czasu wolnego. Nie wypełniajmy naszych dni od rana do wieczora zajęciami, nawet jeśli wszystkie miałyby być pożyteczne i rozwijające. Lekcje angielskiego trzy razy w tygodniu, pomogą nam co prawda lepiej opanować język obcy, ale mogą też sprawić, że zapomnimy podziwiać świat w jego pięknie, nie będziemy zauważać kwitnących lip, intensywności letniego słońca, zmieniających się pór roku. Dlatego postarajmy się choć godzinę dziennie pozostawiać luźną od zaplanowanych zajęć. A kiedy jesteśmy zmęczeni lub zestresowani, usiądźmy na chwile na ławce w parku, zamknijmy oczy i wsłuchajmy się w odgłosy przyrody. Już 5 minut takiej kontemplacji potrafi rozluźnić i zregenerować.
  3. Spędzajmy czas sam na sam ze sobą. Oliver Burkema twierdzi, że pół godziny dziennie spędzone na kontakcie z samym sobą to podstawa harmonii psychiczno-fizycznej. Spędzając czas samotnie nawiązujemy dobry kontakt ze sobą, ale też bardziej doceniamy kontakty z innymi.

  1. Psychologia

Sposób na stres? Mind Shui, czyli porządek w głowie

Mind Shui to praca nie tylko nad uporządkowaniem myśli, potrzeb, dążeń, ale też tych wszystkich obszarów, w których funkcjonuje człowiek, i dostarczeniem mu narzędzi oraz motywacji do świeżego spojrzenia na siebie, innych i otoczenie. (Fot. iStock)
Mind Shui to praca nie tylko nad uporządkowaniem myśli, potrzeb, dążeń, ale też tych wszystkich obszarów, w których funkcjonuje człowiek, i dostarczeniem mu narzędzi oraz motywacji do świeżego spojrzenia na siebie, innych i otoczenie. (Fot. iStock)
Przewlekły stres może nie dawać silnych objawów. Jak słuchać, co chce nam powiedzieć, nawet jeśli mówi bardzo cicho, radzi psycholog Anna Kocwa-Karnaś, pracująca według autorskiej metody Mind Shui.

W Mind Shui chodzi o uporządkowanie myśli – dobrze się domyślam?
Mind Shui to dużo szerszy koncept, wynikający z mojej wieloletniej pracy i doświadczenia w zawodzie psychologa na różnych płaszczyznach widzenia człowieka. Na początku swojej drogi byłam zafascynowana psychoterapią, pracą z rodziną, psychiatrią, potem pojawiła się reklama i biznes, bardzo długo zajmuję się też neuropsychologią, treningiem rozwoju osobistego i coachingiem – i jedna rzecz mnie zawsze zastanawiała, że każdy z tych obszarów zamyka się na pozostałe, jakby ignorując wiedzę i skuteczne narzędzia z innych dziedzin. Mimo że każdy dotyczy człowieka. Ja jestem zwolenniczką łączenia doświadczeń i wiedzy.

Człowieka trzeba zawsze pojmować, badać i widzieć w trzech obszarach: indywidualnym, czyli tego, co dzieje się w jego umyśle i głowie (dosłownie!), obszarze relacji interpersonalnych oraz organizacyjnym, czyli jak funkcjonuje w szkole czy pracy. Dlatego w Mind Shui zakładam pracę nie tylko nad uporządkowaniem myśli, potrzeb, dążeń, ale też uporządkowaniem tych wszystkich obszarów, w których funkcjonuje człowiek, i dostarczeniem mu narzędzi oraz motywacji do świeżego spojrzenia na siebie, innych i otoczenie. Bo nie zawsze trzeba zmieniać, czasem wystarczy coś uporządkować, podkreślić priorytety, ustawić myśli, dopracować zasady, wytyczyć granice, skupić uwagę i wszystko gra, bez skutków ubocznych akcji pt. „zmieniam wszystko w moim życiu, bo nic nie warte”. W Mind Shui porządkujesz swoją przestrzeń życiową i psychiczną, ale też doceniasz to, co już masz, i robisz z tego maksymalny użytek. Bazuję na wiedzy o ludzkim mózgu, neuroplastyczności, jego pracy i wpływie na nasze myśli, emocje oraz zachowanie, możliwościach metapoznawczych. Wiemy, że neurony codziennie nie tylko umierają, ale również tworzą się nowe i trzeba je włączać w kolejne sieci połączeń, aby dawały wymierne korzyści. Jest to możliwe tylko dzięki uczeniu się nowych rzeczy, dzięki odpowiednim technikom i częstej stymulacji. Tak możemy też odwracać skutki stresu.

Dużo osób zgłasza się do pani z takim problemem?
Tak, choć muszę zaznaczyć, że stres jako główna przyczyna naszych problemów jest trochę przereklamowany. Istnieje sporo mitów na jego temat, wiele rzeczy, które nazywamy stresorami, to po prostu wyzwania, zadania dnia codziennego. Ale przyjmujemy, że skoro stresuje Baśkę, to mnie na pewno też, i spirala negatywnych myśli oraz zdarzeń się nakręca. Dzisiaj jechałam autobusem i przeczytałam tam taką reklamę, że zostawiając samochód w domu i przesiadając się do komunikacji miejskiej, sprawiasz, że omija cię stres dojazdu do pracy. Pewnie chodzi o korki. Ale ja osobiście znam osoby, które bardzo lubią korki, bo mogą wtedy posłuchać muzyki, audiobooka, mają czas na przemyślenie pewnych spraw, naładowanie energii przed trudnym dniem, można włączyć karaoke i pośpiewać sobie trochę. To kwestia podejścia.

Ważne, by rozłożyć na czynniki pierwsze wszystko to, co prowadzi nas do stresu, i zastanowić się, czy zawsze to jest konieczna droga. Czasem wystarczy na początek zamienić słowo „stresor” na „motywator”, „poprzeczka”, „wyzwanie”. Zawsze radzę moim klientom, by potraktowali stres trochę jak przyjaciela, czyli myśleli o nim, poznali go, rozmawiali z nim, słuchali, co im chce przekazać. Musisz go mieć przy sobie, bo motywuje, ale też nie daj mu się zwariować i trzymaj dystans. Jeśli będziesz udawać, że go nie ma, będziesz go lekceważyć, to wtedy na bank da ci w łeb tak, że głowa rozboli.

Słuchanie, co stres chce nam powiedzieć, to głównie słuchanie swojego ciała.
Tak, to zwracanie uwagi na zmęczenie, ból, choroby. Ale też słuchanie bliskich nam osób. To one bardzo często jako pierwsze zwracają nam uwagę, mówiąc: „nie dbasz o siebie”, „za dużo pracujesz”, „mało się uśmiechasz”, „częściej się złościsz”. To również obserwacja swojej wydajności w pracy lub szkole. Jedną z technik, którą proponuję moim pacjentom, jest prowadzenie dziennika stresu. Zapisujmy wszystkie szczegóły: jak doszło do sytuacji stresującej, jak się wtedy zachowaliśmy, co czuliśmy i myśleliśmy i jak sobie ostatecznie z tym poradziliśmy. W ten sposób po przeanalizowaniu notatek z kilku tygodni możemy określić, co nas najbardziej stresuje, jakie jest natężenie tego napięcia, co najlepiej nam pomaga, kiedy jest to ponad nasze siły, a kiedy stresor jest motywujący. Bo odpowiednie napięcie, jak w instrumencie napięcie struny, jest niezbędne, by wydobyć z niego odpowiedni dźwięk. Jeśli jednak okazuje się zbyt silne, nie potrafimy zrobić najważniejszej rzeczy, czyli ustalić swoich priorytetów i określić, czy sprawa, która zajmuje teraz nasze myśli, jest naprawdę istotna. I wybuchamy, gdy np. ktoś zajedzie nam drogę samochodem albo kupi ostatni kawałek szynki. Czyli dochodzi do całkowicie nieadekwatnego przemieszczenia gniewu i oznak złości.

Można być w głębokim stresie, a nie zdawać sobie z tego sprawy?
Myślę, że jeśli ktoś jest istotą myślącą i świadomą, to nie. Ale można długo trwać w wypieraniu tego, co się z nami i wokół nas dzieje. Spada mi odporność, to biorę więcej witamin, wypadają mi włosy, więc zmieniam szampon, nie mogę spać, parzę ziółka lub kupuję tabletki nasenne, boli mnie głowa, biorę proszek. Tymczasem każdemu objawowi, który powoduje zaburzenie równowagi organizmu, powinniśmy się przyjrzeć. Na każdym poziomie – jednostkowym, interpersonalnym i organizacyjnym. Możemy zrobić listę tych objawów i zobaczyć, czy nie składają nam się w opowieść pt. „coś jest chyba nie tak”. I to nie tylko z moją pamięcią i koncentracją, nie tylko w relacji z przyjaciółką czy partnerem, nie tylko moimi ocenami w szkole czy kreatywnością, motywacją i wynikami w pracy. Należy patrzeć całościowo. Bo objawy ukrywają się na każdym poziomie.

Jak pracować ze stresującymi myślami? Jest wiele metod. One różnie działają w zależności od osoby, jej gotowości i częstości stosowania. Ja jestem przewrotna, lubię ośmieszać demona i obalać mity. Radzę często, aby na to, co zwykle stresuje, spojrzeć pozytywnie. Choćby troszkę. Co musiałoby się stać, żeby dana sytuacja czy rzecz nie wyprowadzała mnie z równowagi, nie powodowała takiego napięcia, bólu głowy, przerażenia? Postarajmy się też wczuć w perspektywę innej osoby, stanąć odrobinę z boku. Pomaga w tym wspomniany dziennik codziennych stresów, jak również analiza metapoznawcza. No bo pomyślmy, co by się musiało stać, by ten korek w drodze do pracy zrobił się przyjemny – mogę wziąć ulubioną muzykę na płytach albo po prostu przesiąść się na rower. Oczywiście nie ma jednej techniki, która działa w każdej sytuacji, zawsze i na każdego. Ale trzeba próbować.

Mity na temat stresu

Mit 1: Każdy odczuwa stres tak samo.
 Nieprawda. To, co wywołuje napięcie u pani X, jest kompletnie ignorowane przez pana Y, może być nawet motywujące! Każdy z nas inaczej reaguje na wzrost napięcia i inaczej go odczuwa, choć może być oczywiście wiele elementów podobnych.

Mit 2: Stres jest zawsze zły dla człowieka.
 Gdyby tak było, oznaczałoby, że zero stresu i napięcia w życiu to coś cudownego, błogiego, pożądanego… Nuda. I zupełna nieprawda. Stres to pocałunek śmierci albo… smaczek naszego życia. Kwestia ilości – czyli trzeba znaleźć przysłowiowy złoty środek – oraz… nabyć umiejętności radzenia sobie z nim. Jeśli nauczysz się rozumieć to napięcie i nim zarządzać – będziesz twórczy i szczęśliwy, jednak nieradzenie sobie z przewlekłym stresem boli, a nawet może zabić.

Mit 3: Stres czyha wszędzie.
 Bzdura. Nie wszystko jest stresujące, pewne kwestie w życiu to po prostu zadania do wykonania, normalny element ludzkiego życia. Poza tym możesz tak zaplanować sobie dzień, aby napięcie nie pikowało w górę, a stres nie zwalał z nóg. Efektywne planowanie zakłada ustalenie priorytetów oraz rozwiązywanie najpierw prostych zadań, przechodząc do bardziej skomplikowanych. Jednak gdy stres jest zbyt duży, to tracisz dystans i umiejętność ustalania priorytetów. Wszystkie zadania wydają ci się równie ważne (i trudne!), stąd zagubienie i poczucie, że stres jest wszechobecny. Spokojnie, dasz sobie radę.

Mit 4: Najpopularniejsze techniki redukujące stres są najlepsze
. Przykro mi, ale to też nieprawda. Nie ma czegoś takiego jak uniwersalny sposób na pozbycie się stresu, napięcia, lęku. Praca nad stresem to cała paleta różnych działań dostosowanych do danego człowieka w kontekście jego potrzeb na płaszczyźnie mentalnej, interpersonalnej oraz twórczej, organizacyjnej. Praca nad stresem musi być indywidualnie skrojona dla każdej osoby. Jak suknia glamour na czerwony dywan.

Mit 5: Jak nie ma objawów stresu, to go przecież nie ma.
 Hm… brak oczywistych objawów stresu nie oznacza jego braku.

Mit 6: Tylko poważne objawy stresu wymagają uwagi.
 Żadne objawy stresu nie mogą być ignorowane, są informacją, że coś ci się wymyka spod kontroli i że najwyższy czas na szczerą rozmowę o tym, co się dzieje w twojej głowie, twoim ciele, jak i wokół ciebie, w kontakcie z bliskimi, przyjaciółmi, kolegami w pracy.

Anna Kocwa-Karnaś psycholog, neuropsycholog, trenerka rozwoju osobistego, terapeutka. 

  1. Psychologia

Jak opanować nerwy? Sposoby na uspokojenie myśli

W dostrojeniu chodzi o to, by sięgnąć po zmysły i wrócić do teraźniejszości. Wystarczy dotknąć ubrania, wsłuchać się w szum ulicy. Tu jesteś naprawdę – reszta to wymogi i  oczekiwania. (Fot. iStock)
W dostrojeniu chodzi o to, by sięgnąć po zmysły i wrócić do teraźniejszości. Wystarczy dotknąć ubrania, wsłuchać się w szum ulicy. Tu jesteś naprawdę – reszta to wymogi i oczekiwania. (Fot. iStock)
Stres i lęk wpychają nas w otchłań świata myśli, a te często działają destrukcyjnie. Wróć na ziemię! Jak? Za pomocą dostrojenia. Przedstawiamy kilka metod, które w trudnych sytuacjach pomogą sięgnąć po zmysły i wrócić do teraźniejszości.  

Stres i lęk wpychają nas w otchłań świata myśli, a te często działają destrukcyjnie. Wróć na ziemię! Jak opanować stres i nerwy? Za pomocą dostrojenia. Przedstawiamy kilka metod na to, jak być mniej nerwowym, które w trudnych sytuacjach pomogą sięgnąć po zmysły i wrócić do teraźniejszości.  

Dzień wolny. Siedzę sobie pod drzewami, wśród zieleni. Zadowolona z wolnego czasu i wewnętrznie szczęśliwa? Skąd! Martwię się, czy wiatr nie oznacza burzy i zmiany pogody, a ból głowy dziecka jakiejś choroby. Burza! Brak prądu! Może grad? Nie słyszę już dźwięków ogrodu: ptaków, wiatru, nie czuję ciepła słońca – bo wewnętrzne piekiełko lęków odcina mnie od zmysłów.

Według twórców metody Mind-Body Bridging, która formułuje sposoby na uspokojenie myśli, powinnam uciec od nich do świata, dotknąć drzewa, rozgryźć igiełkę świerku i poczuć jej mocny smak – dokonać dostrojenia ciała i umysłu. Nie spowoduje ono, że burzy nie będzie, ale zatrzyma wybuch szkodliwych piorunów złości w mojej głowie. Teoria Mind-Body Bridging jest łatwa w zastosowaniu, gdy zmagamy się z tym, jak uspokoić nerwy. Zakłada, że nasze codzienne męczarnie (stresy, nerwy, złość) wywołują nie tyle zdarzenia płynące z zewnątrz, co wewnętrzne wyobrażenia i wymogi. O co chodzi? Jak być mniej nerwowym dzięki wykorzystaniu tej teorii?

PO PIERWSZE:
Za każdą irytacją stoi TWÓJ WYMÓG. Nieważne, czy słuszny, czy mniej – nie trzeba go oceniać, wystarczy go sobie uświadomić, by wiedzieć, jak opanować nerwy. Wkurza mnie brak prądu? Zamiast mnożyć w głowie scenariusze koszmarnych konsekwencji, pytam: „Jaki mój wymóg za tym stoi?”. Oto on: Aby wszystko zawsze działało sprawnie, bo należy mi się spokój i wygoda. Czy nie? Tak, ale oczekiwanie, że nigdy nic się nie popsuje, jest nieco absurdalne.

PO DRUGIE:
UKŁAD TOŻSAMOŚCI. Tak twórcy metody nazwali nasz podświadomy autoportret. Innymi słowy: pomysł na siebie. Jestem lub mam być taka czy inna. Idealna matka, świetna nauczycielka, najbardziej lubiana sąsiadka – to ja. Układ produkuje wspomniane wyżej wymogi. Bo jeśli jestem doskonałą matką, jak mogę dopuścić do bólu głowy dziecka? Same układy tożsamości nie są złe – ale kiedy masz poczucie ich uszkodzenia, odcinają cię od zmysłów, od chwili obecnej, wpychają w otchłań czarnych myśli, stresu, bezsenności.

PO TRZECIE:
Sięgnij po zmysły i wróć do teraźniejszości. To DOSTROJENIE. Jak opanować stres i nerwy w ten sposób? Wystarczy dotknąć ubrania, wsłuchać się w szum ulicy. Tu jesteś naprawdę – reszta to wymogi, oczekiwania, rozpamiętywanie. Chodzi o to, by powrócić do ciała, bo opuszczasz je, kiedy oddajesz się myślom. Twórcy metody piszą: „Od rana dotknąłeś: poduszki, ręcznika, wody... A czy pamiętasz którykolwiek z tych momentów?”.

Mind-Body Bridging oznacza opanowanie sposobów na ukojenie myśli za pomocą trzech umiejętności: 1. Rozpoznajesz sygnały ciała
, takie jak stres, napięcie, lęk, zdenerwowanie. Gdzie, w którym miejscu ciała się lokalizują i jak je odczuwasz.

2. Uświadamiasz sobie
, że to działanie układu tożsamości, który stawia żądania, oddalając cię od zmysłów. Wracasz na ziemię, używasz zmysłów: dotykasz, wąchasz, smakujesz.

3. Nazywasz swoje myśli
, po to, by nie przekształcały się w wymogi. Zamiast myśleć: „On mnie lekceważy”, mówisz sobie: „Mam taką myśl, że on mnie lekceważy. Ale to tylko myśl”.

Jak opanować nerwy i furię podczas kłótni?

SYTUACJA: Osoba, z którą się nie zgadzasz, doprowadziła cię do pasji. Mąż po raz kolejny zignorował prośbę, matka skrytykowała twój wygląd. Masz ochotę wykrzyczeć, co o nich myślisz.

CO SIĘ DZIEJE:
Jeden z twoich wymogów nie został spełniony, w rezultacie układ tożsamości daje ci poczucie niedoskonałości, przez które nie wiesz, jak opanować nerwy.

CO ROBIĆ:
Połącz znaną metodę „przerwy w kłótni” z powrotem do zmysłów. Czyli po prostu wyjdź – na balkon, do pokoju obok, i dotknij: poręczy, ściany, zasłony. Skup się na tym doznaniu. Przed chwilą w gniewie w ogóle nie zwracałaś uwagi na to, jak gładka jest ściana, miękka zasłona. Teraz dotyk pozwoli ci uspokoić nerwy. Głupie wydaje się głaskanie ściany, gdy mąż zapomniał, że się z tobą umówił? Pomyśl: „Mój wymóg bycia szanowaną, kochaną nie został spełniony, dlatego tak się irytuję. Ale jestem tutaj i teraz, czuję chłód i gładkość”.

ĆWICZENIE Z GRAWITACJĄ: Siłę grawitacji znamy, ale nie myślimy o niej, dopóki... nie zostanie zachwiana. Wtedy może być nieprzyjemnie. Na przykład zbyt mocne przechylenie się do tyłu powoduje lęk przed upadkiem. Powrót do pionu, czyli harmonia z siłą grawitacji – przynosi ulgę. W ramach sposobów na uspokojenie myśli i nerwów (na przykład przed prezentacją, rozmową, egzaminem) wykonaj kilka ćwiczeń z grawitacją. Wychyl się na bok, tak mocno, jak dasz radę, by się nie przewrócić, do tyłu, do przodu… Spróbuj utrzymać równowagę na jednej nodze. Skup się na odczuwaniu tej siły. Pomyśl – to że nią dysponujemy, to dopiero potęga!

Co zrobić, gdy „nie ogarniasz wszystkiego”? Jak być mniej nerwowym w takiej sytuacji?

SYTUACJA:
Ilość obowiązków, konieczność spełnienia się w wielu rolach czasem powoduje, że denerwujesz się, ogarniają cię stres i lęk. Wciąż powtarzasz: „nie wyrabiam się, za dużo tego”. Czujesz dławienie w gardle na myśl, że nie zdążysz podać rodzinie obiadu, nie pomożesz dziecku w lekcjach.

CO SIĘ DZIEJE:
Dałaś się opanować wymogom i mechanizmowi, który twórcy Mind-Body Bridging nazywają fikserem, czyli wewnętrznym „muszę to zrobić” – po to, by być zorganizowaną kobietą, świetną pracowniczką, dobrą matką. A to wymóg, który – niespełniony – daje poczucie niezadowolenia i powoduje stres. Za chwilę pomyślisz: „Jestem do niczego, znów nie udało mi się ogarnąć wszystkich spraw”.

CO ROBIĆ:
Technika dostrojenia nie zredukuje ilości obowiązków, ale poprawi ci samopoczucie. Po pierwsze, uświadom sobie wymóg. Po drugie, praktykuj metodę nazywania myśli. Jeśli czujesz: „nie dam rady przygotować… (danych na zebranie, ubrań, posiłku)”, powiedz sobie: „Tak, mam taką myśl, że nie zdążę. To tylko myśl, nie fakt”. Zastosuj dostrojenie: połącz się ze swoimi zmysłami. Wsłuchaj się w dźwięki otoczenia, dotknij miejsca w ciele, w którym czujesz napięcie, poczuj materiał ubrania. Nieprzyjemne uczucie maleje, aż w końcu znika.

ĆWICZENIE Z MAPĄ „RZECZY DO ZROBIENIA”:
Na środku czystej kartki rysujesz koło, w nim piszesz „rzeczy do zrobienia”. Potem wypisujesz czynności, które masz dziś zrobić. Nie w kolejności wykonania ani wagi. Ot tak, porozrzucane po kartce, która pierwsza przyjdzie ci do głowy: posprzątać szafę, zrobić obiad, umówić wizytę u lekarza, wyjść na spacer z psem. Teraz zaznacz, które z zadań wywołuje w tobie lęk, niechęć, zniecierpliwienie. Gdzie umiejscawia się to uczucie? „Zadzwonić do lekarza” – powoduje ucisk w żołądku. Dlaczego? Wymóg „nie chorować” jest zagrożony. Nazwij myśl: „Boję się, że mogę być chora. To tylko myśl”. Aby dostroić się do zmysłów, wypij ciepłą herbatę i poczuj, jak ciepło przenika do żołądka.

Jak zapanować nad czasem i jak uspokoić nerwy, gdy czas nas goni?

SYTUACJA: Cokolwiek robię – mogłam coś lepszego. Kiedy sprzątam, martwię się, że nie odpoczywam. Kiedy spaceruję, mnożę w głowie obowiązki do wykonania. Jak być mniej nerwowym, żyjąc w takim natłoku obowiązków?

CO SIĘ DZIEJE:
Działa układ tożsamości, wysyłając ci oznaki uszkodzenia. Za tymi myślami stoi bardzo silny system wymogów: „powinnam perfekcyjnie wykorzystać czas, ani chwili nie zmarnować”. A jeśli nie? No to: „jestem źle zorganizowana, nieidealna, uszkodzona, nie jest dobrze”.

CO ROBIĆ:
Zwróć uwagę na to, jak podobne uczucia odrywają cię od zmysłów, od odczuwania rzeczywistości. Jeśli sprzątasz, zauważ miękkość gąbki, kolor i gładkość podłogi, popatrz na kształt szczotki, dotknij dłonią piany. Zatrzymaj się nad tym chwilę, odejdź od myśli o sobie, by znaleźć sposób na to, jak uspokoić nerwy. Powiedz: „Mam myśl, że źle wykorzystuję czas. To tylko myśl”. Prawdą jest dotyk, zapach.

ĆWICZENIE Z MAPĄ CZASU: Na kartce narysuj koło, napisz w nim: „czas”. Zapisuj dookoła swoje myśli na temat czasu, nie dłużej niż kilka minut. Jakie są? Czy: „brak mi czasu”, „marnuję czas”, „moja doba jest za krótka”? Zobacz, czy wyrażają niepokój, jakie budzą w tobie uczucia. Jeśli nieprzyjemne, to znaczy, że jesteś oddzielona od czasu. Próbujesz dosięgnąć jakiegoś wyobrażenia. Zamknij oczy, wsłuchaj się w szum wody z kranu, słuchaj kilka minut. To twoja chwila obecna.

Jak opanować nerwy, gdy „wszystko idzie nie tak”?

SYTUACJA:
Samochód nie chciał rano zapalić, uruchomienie trwało długo. Po drodze do pracy korek, zawsze, jak się później wyjedzie, robi się korek. Dziecko ma gorączkę – no to już po wizycie u przyjaciół zaplanowanej na popołudnie! Czemu akurat mi to wszystko musi się przytrafiać? Gdybym wczoraj sprawdziła auto i cieplej ubrała dziecko...

CO SIĘ DZIEJE:
Popadasz we władanie układu tożsamości, który żąda, aby wszystko układało się jak po maśle. Nie odróżniasz dwóch rodzajów zdarzeń: pierwszego, który zależy tylko od okoliczności zewnętrznych (korek, zepsute auto, choroby), od interpretacji, które powstają w twojej głowie.

CO ROBIĆ:
Uświadomić sobie, że na zjawiska zewnętrzne masz bardzo mały lub żaden wpływ. Że to wszystko zdarza się cały czas i wszystkim – korki, awarie, choroby. Ocenianie siebie nic nie pomoże, wizyta u lekarza z dzieckiem – tak. Zamiast myśleć: „jak mogłam nie sprawdzić auta?!” (czyli: „jestem niedbała, nieprzewidująca”) – pomyśl: „Będę zawsze sprawdzać auto”. Jako sposób na ukojenie myśli powróć do zmysłów: w korku dotknij tapicerki i poczuj jej fakturę.

ĆWICZENIE NA USPOKOJENIE UMYSŁU:
Pokaże ci, jakie wymogi sobie stawiasz, a sama świadomość tego pozwoli działać skuteczniej. Na środku kartki napisz „spokój umysłu”. Dookoła wypisuj, co dałoby ci spokój. Bezpieczeństwo dzieci? Stabilizacja finansowa? Szacunek otoczenia? Zdrowie? Dopisz szczegóły: dobre jedzenie, częste badania, inny tryb życia, szczepienia... Przeczytaj każde z założeń i obserwuj reakcję ciała. Czy doznajesz skurczu, odczuwasz lęk, żal? Gdzie to umiejscawia się w ciele: w gardle, koło serca, w brzuchu? Uświadom sobie, że ta mapa to mapa wymogów. Nie są niesłuszne, ale sprawdź, czy nie odcinają cię od zmysłów. Martwisz się o finanse, spłatę kredytów? Na myśl o stracie pracy nie wiesz, jak opanować stres i nerwy, które ściskają ci żołądek? Wypij ciepły płyn, pomasuj brzuch, posłuchaj tykania zegara, uświadom sobie, czy pijesz płyn słodki, czy kwaśny.

To jest prawda o tej chwili. W sprawie finansów możesz działać w sposób naturalny: by wiedzieć, jak uspokoić nerwy, spróbuj pomyśleć o oszczędnościach, ewentualnych awaryjnych scenariuszach. Przypomnij sobie słowa modlitwy, która przydać się może nie tylko wierzącym: „Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić, odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić i mądrości, abym umiał te dwie rzeczy odróżnić”.

  1. Psychologia

Zatrzymaj się. Czas na restart 

Pandemia to również szansa na zmiany. (Fot. iStock)
Pandemia to również szansa na zmiany. (Fot. iStock)
Może pora otrząsnąć się z emocjonalnego marazmu, wyjść z roli ofiary. Zaakceptować rzeczywistość taką jaka jest, bo innej nie będzie. Spróbować się odnaleźć w tym świecie na nowo.  

Kilka dni temu brałam udział w spotkaniu on-line z kolegami z branży: psychiatrami, psychoterapeutami, psychologami. Wymienialiśmy doświadczenia z pracy w ,,stanie wyjątkowym”. Część z nas koncentrowała się na negatywnych konsekwencjach długotrwałego napięcia lękowego, nasilających się zaburzeniach i chorobach psychicznych. Byli tacy, którzy uważali, że po pandemii zaleje nas fala samobójstw i w ogóle będziemy mieć pełne ręce roboty. Jednak większość z nas zgodnie stwierdziła, że nasi stali pacjenci, nawet ci najbardziej lękowi w czasach zarazy radzą sobie całkiem dobrze. Prawdopodobnie umiejętność autoanalizy i nawyk uruchamiania wszelkich dostępnych metod radzenia sobie ze stresem to dla nich chleb powszedni. Gorzej mają nowi pacjenci – ludzie, którzy do tej pory żyli przede wszystkim w zewnętrznym świecie, swoją tożsamość i wartość definiowali sukcesami zawodowymi, ilością zgromadzonych dóbr materialnych, bujnym życiem towarzyskim, podróżami itp. Dziś zamknięci w domach nie rozumieją, co się z nimi dzieje - bardziej szukają magicznej pigułki, aniżeli zdobycia umiejętności konfrontacji z samym sobą.  

Dla nas terapeutów najtrudniejsze jest to, że wirus, na dodatek o tak globalnym zasięgu, jest realnym zagrożeniem dlatego trudno jest złagodzić stres, lęk i inne emocje, które są reakcją pacjenta na rzeczywistość. To się dzieje naprawdę, a nie jest jedynie neurotyczną reakcją pacjenta. Choć terapeuta nie jest od dawania rad, dziś, w tych wyjątkowych czasach jedyne co możemy i co działa to pokazywać pacjentowi jak może radzić sobie z lękiem, m.in. mówiąc jak my sami sobie z nim radzimy, czy jak dbać o poczucie bezpieczeństwa na tyle, na ile to możliwe w obecnych warunkach. Wszyscy pomagający mamy obowiązek być razem z pacjentami w tej trudnej pod każdym względem (emocjonalnie, materialnie, psychicznie, relacyjnie) rzeczywistości. A także pokazywać jasne i pozytywne strony tego, co nam wszystkim się przydarzyło. Ale najpierw musimy przeżyć tę „katastrofę” - każdy w swój zależny od temperamentu sposób.

Zatrzymaj się, nie uciekaj

Kwarantanna, izolacja, praca z domu, ograniczenie kontaktów – to nas wszystkich gwałtownie zatrzymało w biegu. Ten moment zatrzymania jest najtrudniejszy. Ci którzy ciągle łudzą się, że jeszcze będzie tak jak dawniej zaprzeczają rzeczywistości. A ci, którzy rzucają się w wir nadmiarowego działania – uciekają od lęku. Zatrzymanie to punkt zwrotny, to czas, kiedy stare już nie działa, a nowego jeszcze nie ma i długo nie będzie. Nikt nie wie, kiedy to wszystko się skończy i jak będzie wyglądał nasz nowy świat. Jedyne co możemy, to czekać, sprawdzać co nam w duszy gra i ufać, że nowe będzie dobre.

Zatrzymaj się, poczuj złość

Reakcje na pandemię ewaluują. Lęk i złość zamieniają się w nas miejscami: raz więcej jednego, raz drugiego. Na dodatek wszyscy dookoła radzą nam jak powinniśmy żyć w tym szaleństwie: bądź blisko z rodziną, pobaw się z dziećmi, posprzątaj piwnicę i strych, naucz się hiszpańskiego, schudnij w dwa tygodnie, a w międzyczasie skorzystaj z darmowego kursu jogi i obejrzyj webinar na FB. Wiesz co, olej te wszystkie rady, huknij pięścią w stół, poczuj swoją złość. Złość to mocna emocja, która pozwoli ci naprawdę poczuć, skontaktować się ze sobą, twoim ciałem, twoimi przekonaniami.

Zatrzymaj się, reset trwa

Większość z nas prawdopodobnie po raz pierwszy w życiu ma okazję doświadczyć jak pracuje nasz mózg w sytuacji walki o przetrwanie, realnego zagrożenia życia i bycia. I jest to bardzo autentyczne doświadczenie. Mózg lubi takie wyzwania, byle nie za długo. Gdy ten stan przeciąga się w czasie, ciało opada z energii. Pomyśl jak to jest w twoim przypadku. Być może na początku pandemii byłaś aktywna za dwoje, pracowałaś więcej niż zwykle, miałaś dużo energii, może nawet tryskałaś poczuciem humoru. A potem nadszedł etap totalnego osłabienia; rano z trudem zwlekasz się z łóżka, pojawiają się chwile zwątpienia. Spokojnie, te etapy będą się pojawiać i znikać. Jedyne co możesz zrobić, to od czasu do czasu celowo wracać do fazy zatrzymania -  możesz wtedy medytować, siedzieć w bezruchu albo przyjąć pozę z gry dla dzieci w ,,Raz, dwa, trzy baba Jaga patrzy”. Ważne, żeby po raz kolejny wrócić do początku (zatrzymania pociągu), poczuć zatrzymanie i reset: starego już nie ma, nowe jeszcze nie nadeszło. Stopniowo oswajaj się z tym stanem. Zuzanna Skalska, znana polska obserwatorka trendów, przekonuje że koronawirus to kompletny reset na wszystkich frontach i jednocześnie globalne wyzwanie. Jej zdaniem wszyscy musimy spojrzeć sobie głęboko w oczy i zastanowić się, czy system, który do tego doprowadził ma jeszcze sens? Musimy zresetować cały system i postawić go na nowo.

Zatrzymaj się, nie jesteś sam

Koronawirus wywrócił nasze plany do góry nogami: te wielkie (biznes) i te małe (wakacje). Powoli oswajamy się z myślą, że wirus być może rozgości się w świecie na dobre. Ale wierzymy też, że nasze życie powoli wróci do równowagi. Wychodzimy z domów pewnie bardziej ostrożni, może bardziej refleksyjni i mniej pewni siebie, ale też mądrzejsi o wiedzę na temat samego siebie.  Zaczęliśmy się cieszyć drobiazgami. I przede wszystkim pogodzeni z faktem, że nie jesteśmy bogami, że nie nad wszystkim mamy kontrolę, nie wszystko możemy przewidzieć a nasz skrupulatnie zaplanowany plan na życie właściwie każdego dnia, w jednej chwili może przewrócić się jak domek z kart. Jeszcze przez długie miesiące a może nawet lata będziemy zadawać sobie pytania: Co zyskałem a co straciłem? Czego się pozbyłem? Czego dowiedziałem się o sobie, o czym wcześniej nie miałem pojęcia? Co zrobiłem po raz pierwszy? Do czego wróciłem po latach?

Być może wielu z nas będzie musiała zacząć wszystko od zera, jeszcze raz znaleźć swoje miejsce na tej planecie, odbudować swoją rodzinę, zbudować nowy dom, znaleźć nowy sposób zarabiania na życie, zbudować od początku relacje, odnaleźć nowy sens życia… najważniejsze, że nie jesteś z tym sama. Inni czują podobnie i nie wstydzą się o tym mówić, bo za panowania wirusa w koronie słabość nie jest piętnowana, wszyscy przyznajemy sobie do niej prawo. Testerzy trendów fantazjują o człowieku przyszłości – postczłowieku: mądrzejszym, wrażliwszym, rozumiejącym, który w pełni pojmuje kruchość i delikatność życia, który wybierze miłość a nie lęk. Zuzanna Skalska przekonuje, że pandemia to doskonała szansa na zmiany, przede wszystkim przeniesienia uwagi z Ja na My. W tej chwili wszyscy powinniśmy zadać sobie pytanie: co chcę zostawić po sobie? W jaki sposób żyć, pracować, prowadzić firmę, by pozostawić po sobie świat dla następnych generacji?

Ewa Klepacka-Gryz – psycholog, terapeutka, autorka wielu poradników psychologicznych. Prowadzi warsztaty dla osób cierpiących na choroby psychosomatyczne, kobiet w trudnych sytuacjach życiowych oraz par w kryzysach. Polecamy najnowszą książkę Ewy Klepackiej-Gryz „Kiedy Twoja wrażliwość staje się zaletą”.