fbpx

Gdy kobieta długo stara się o dziecko…

Gdy kobieta długo stara się o dziecko
Radzenie sobie z sytuacją niepłodności często jest podobne do utraty czegoś dla nas ważnego, jakiegoś marzenia, wyobrażenia, także ważnej relacji. (fot. iStock)

Przedłużający się moment oczekiwania na dziecko może działać destrukcyjnie na psychikę kobiety. Czym charakteryzuje się ten specyficzny czas? Jak wpływa na postrzeganie siebie, jaką lekcję może stanowić? Jak odzyskać w takiej sytuacji nadzieję, opowiada psycholog dr Joanna Kwaśniewska.

Niepłodność to dla wielu kobiet stan, który może prowadzić do depresji.
Stan niepłodności wpływa na wiele obszarów życia kobiety – na relacje z mężem lub partnerem, z bliższymi i dalszymi znajomymi oraz rodziną, na życie seksualne, poczucie własnej kobiecości itp. Dla kobiet, które mają taki problem, bardzo często jest to pierwsze doświadczenie wielkiej bezradności i braku kontroli. Do tej pory odhaczały kolejne cele w życiu – ukończenie studiów, znalezienie pracy, wyjście za mąż, zakup mieszkania – a tutaj nagle pojawia się bariera nie do przejścia! Moje własne ciało mnie zawodzi, tak bardzo chcę i nie wychodzi mi cały czas, mam poczucie, że stoję przed jakąś ścianą. Badania psychologiczne pokazują, że tzw. wyuczona bezradność, czyli przekonanie o braku związku przyczynowego między własnym działaniem a jego konsekwencjami, jest w zasadzie pierwszym krokiem do obniżonego nastroju, a co za tym idzie – do depresji.

Jak taki stan wpływa na postrzeganie swojej kobiecości, na poczucie własnej wartości?
To jest kluczowa sprawa, dlatego że kobiety bardzo często moment zajścia w ciążę postrzegają jako ostateczne potwierdzenie swojej kobiecości. Jest to zresztą kulturowo tak oceniane i w pewien sposób nam narzucane. W związku z tym pojawia się poczucie porażki i pytanie: czy jestem pełnowartościową kobietą, skoro nie mogę zajść w ciążę, urodzić dziecka? Co więcej, zalecenia, które kobiety dostają w tym okresie od lekarzy, bardzo często sprowadzają się do tego, że trzeba wyzbyć się swoich potrzeb i instynktów – kochać się w określonej pozycji, w określone dni, robić sobie zastrzyki, żeby osiągnąć równowagę hormonalną itp. – w związku z tym to naturalne odczuwanie kobiecości jest mocno zaburzone. Kobiety bardzo różnie sobie z tym radzą. Niektóre, żeby zapomnieć, rzucają się w wir pracy i wtedy wpędzają się w błędne koło, bo jest to próba ucieczki od jednej roli poprzez sprowadzenie siebie do innej.

Zwiększa się chyba również poziom stresu?
Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że właściwie cała energia życiowa idzie wtedy w jednym kierunku, dlatego że kobieta bardzo mocno chce dziecka, ale okazuje się, że to się nie udaje, w związku z czym rodzi się poczucie wielkiej frustracji. Pojawiają się skrajne, trudne uczucia – zawiść w stosunku do innych, zazdrość, złość, wściekłość. Kobieta czuje się z tym niekomfortowo, doświadcza ambiwalencji, bo wie, że to jest po prostu irracjonalne, np. zazdrościć koleżankom, że mają dzieci, że są w ciąży, a jednocześnie to właśnie czuje. Kobiety w takiej sytuacji często zaprzeczają swoim uczuciom. A przecież uczucia same w sobie są neutralne pod względem moralnym, więc nie ma niczego złego w tym, że np. odczuwamy złość. Wartościować możemy to, co potem zrobimy z tą złością.

Czy to nie jest tak, że kobiety częściej niż mężczyźni mają problemy z emocjami?
Myślę, że w ogóle współczesny człowiek ma problem z emocjami, i to niezależnie od płci. Często tak prowadzimy życie, jakbyśmy byli istotami rozpostartymi pomiędzy zwierzęciem a robotem, trudno nam się przyznać do tej swojej zwierzęcej natury i trochę byśmy chcieli funkcjonować jak roboty, czyli właśnie bez uczuć. Utrudniają nam przecież wykonywanie pracy, zaburzają analityczne myślenie, przez nie popełniamy błędy. A przecież wszystko to, co związane ze sferą emocjonalną, jest nieodłącznym elementem ludzkiej natury. Emocje pozwalają nam lepiej siebie zrozumieć, zbliżyć się do innych, stanowią informację zwrotną, która nam pokazuje, czego tak naprawdę potrzebujemy, co się z nami dzieje. Zaakceptowanie w sobie niewygodnych uczuć jest jedynym sposobem na to, żeby je opanować. Trzeba je przeżyć, żeby się z nimi pożegnać.

Jest pani zwolenniczką terapeutycznej mocy płaczu.
Tak, i to niezwykłe, że taka, wydawałoby się, czysto fizjologiczna czynność jak płakanie może być bardzo odblokowująca. Oczywiście, pod pewnymi warunkami – ten płacz powinien być połączony z poznawczą oceną tego, co się dzieje, czy też rozmową z kimś, kto da wsparcie, i odpowiednim potraktowaniem siebie. Wiele badań pokazuje, że pomocne jest współczucie wobec siebie samego i aktywne radzenie sobie ze stresem czy smutkiem, czyli próba nie tyle zaprzeczania, że coś takiego odczuwamy, ile przeformułowywania tego, zastanawiania się, jaki to ma sens.

„Nadzieja na nowe życie”, książka, którą pani współtworzyła, traktuje o problemie niepłodności. Można ją jednak też odczytać jako praktyczny poradnik dla wszystkich osób, które chcą zająć się rozwojem wewnętrznym. Niepłodność jest tu punktem wyjścia do pracy nad sobą?
Ta książka początkowo miała być formą autoekspresji, wyrażeniem siebie. Jej pierwsza wersja to owoc bólu, smutku i dużego poczucia bezradności. Sama przez dwa lata starałam się o dziecko i to był dla mnie czas, kiedy przeżyłam poronienie i różne sytuacje, z którymi czułam się bardzo źle. Stąd zrodził się pomysł, żeby jakoś wyrazić te wszystkie uczucia. Zaczęłam pisać dziennik, ale potem pomyślałam, że fajnie by było wzbogacić części literackie o spojrzenie psychologiczne. I wtedy zaprosiłam do współpracy moją siostrę Justynę Kuczmierowską, psycholożkę, która również długo nie mogła zajść w ciążę, a później jeszcze dołączyła przyjaciółka Agnieszka Doboszyńska, specjalistka w dziedzinie niepłodności. Książka stanowi odpowiedź na bardzo konkretne tematy, z którymi się zmagałyśmy. Z czasem zaczęłyśmy dostawać sygnały od osób, które się zetknęły z tą publikacją, że jest w niej zawarty uniwersalny przekaz – dla każdej kobiety, może nawet dla każdego człowieka.

Zachęcają panie do szukania sensu trudnej sytuacji.
Radzenie sobie z sytuacją niepłodności często jest podobne do utraty czegoś dla nas ważnego, jakiegoś marzenia, wyobrażenia, także ważnej relacji. I tu wyzwalające może się okazać przeżycie żałoby. Trzeba poszukać sensu w tym doświadczeniu. I wierzę, że tych sensów może być bez liku. W zależności od tego, jakimi ludźmi jesteśmy i jak to będziemy postrzegać, każdy może znaleźć inny.

Zachęcają panie także do zrobienia koła coachingowego i pracy nad wszystkimi życiowymi sferami.
Kluczem do dobrego, szczęśliwego życia jest właśnie spojrzenie na nie trochę z lotu ptaka, jak na to koło coachingowe, gdzie zdajemy sobie sprawę z pewnych proporcji. Bo nasza płodność czy też niepłodność jest tylko elementem życia, a możemy przecież czerpać satysfakcję z wielu innych sfer. Ważny jest też moment życiowy, w jakim jesteśmy – z psychologicznego punktu widzenia u kobiet ok. 35. roku życia następuje tzw. kryzys wieku średniego – czyli chęć spojrzenia wstecz i zrobienia rachunku tego, co się udało, a co nie. Doświadczenie niepłodności często pokrywa się z tym momentem i w wielu przypadkach pogłębia uczucia frustracji i bezradności. Tym bardziej przydaje się w takiej sytuacji dystans.

Kluczowe jest też odpowiedzenie sobie na pytanie o to, dlaczego chcemy mieć dziecko.
Tak, dlatego że czasami się zdarza, że u źródła tego pragnienia leżą potrzeby, które można zaspokoić w inny sposób. Niektóre kobiety dzięki procesowi przyglądania się sobie dochodzą do wniosku, że tak naprawdę pragną pielęgnować życie, dawać miłość, towarzyszyć komuś w dojrzewaniu – a wtedy pojawiają się takie możliwości, jak np. adopcja, opiekowanie się dziećmi bliskiej osoby, wolontariat. Ktoś może dojść do wniosku, że nie kierowała nim wewnętrzna motywacja, tylko presja otoczenia, oczekiwania innych ludzi. I że to nie jest jeszcze właściwy moment na dziecko, tylko czas na zadbanie o siebie i realizację marzeń. Niektóre osoby uświadamiają sobie, że najważniejsze dla nich jest twórcze życie, płodne nie w sensie prokreacyjnym, ale w aspekcie twórczej pracy. Możliwością dla takich ludzi staje się np. założenie własnej firmy, realizacja niepospolitego projektu.

Czyli drogą do odblokowania własnego potencjału życiowego jest lepsze poznanie siebie?
Tak, absolutnie. Zarówno w sytuacji starania się o dziecko, jak i w ogóle płodnego, twórczego życia, ważna jest umiejętność dania sobie luzu. Bardzo często współczesne kobiety są tak zapracowane, że zapominają o wypoczynku, próbują równolegle pracować i ewentualnie odpoczywać gdzieś pomiędzy, a to skutkuje wiecznym przemęczeniem. Dlatego ważne jest, żeby dawać sobie czas na relaks i na radość życia. Mam takie wspomnienie z czasu, kiedy sama starałam się o dziecko. Poszłam do pani ginekolog, cała zapłakana i spięta, a ona powiedziała: „Proszę pójść na bazarek, kupić sobie pyszne czerwone truskawki, usiąść na balkonie w słońcu i jeść je z poczuciem wielkiej radości i przyjemności”. I to było dla mnie tak odblokowujące – bo uświadomiłam sobie wówczas, że ja nie potrafię odpoczywać i słabo mi wychodzi czerpanie radości z życia. Myślę, że dla takich osób jak ja, u których problem z niepłodnością nie wynika tylko ze schorzeń medycznych, ale tkwi przede wszystkim w głowie, może to być bardzo wyzwalające doświadczenie.

Dr Joanna Maria Kwaśniewska psycholog, trener i coach, pracownik SWPS zajmujący się stymulowaniem twórczości w rozwoju osobistym i zawodowym podczas autorskich warsztatów i sesji. Oprócz płodności twórczej interesują ją także psychologiczne aspekty płodności i niepłodności w kontekście prokreacji.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>