Śmierć – jaka jest wizja buddyjska?

123rf.com

W naszej kulturze śmierć to temat ponury i bolesny. Co będzie potem? Nikt nie wie. Wizja buddyjska napawa większym optymizmem. Może warto ją poznać?
Jedno z jej najwcześniejszych wspomnień z dzieciństwa to lęk, jaki budził się w sercu o szarej godzinie – między dniem a zmierzchem. Wtedy pojawiała się myśl o śmierci i związane z nią przerażenie. Uczucie bardzo silne i przenikające na wskroś myśli i ciało. Bała się zasnąć, bo zapadnięcie w sen groziło nieobudzeniem się. To było nie do zniesienia. Szukała pomocy u rodziców – dostawała zapewnienia, że nie umrze, że jest młodziutka, zdrowa i bezpieczna, że całe życie przed nią. To pomagało tylko na moment, czasem na parę dni, czasem na miesiąc. Ale któregoś kolejnego dnia o zmierzchu – wracało. Aż do tego magicznego popołudnia, kiedy to o zachodzie słońca spacerowała z Babcią nadrzeczną promenadą. „Babciu, boję się, że umrę – powiedziała i oczekiwała całego repertuaru zapewnień, że tak się nie stanie, jaki przyniósłby jej chwilowe wytchnienie w zmaganiach z lękiem. Tymczasem wydarzyło się coś zupełnie niespodziewanego: Babcia spojrzała uważnie na nią, na zachodzące po drugiej stronie rzeki słońce i powiedziała: „Pewnie, że umrzesz, ze słoneczkiem żyć nie będziesz, każdy kiedyś umrze. Ale wiesz, kiedy już się nażyjesz, to nie będzie takie straszne, to tak, jakbyś zmęczona zabawą, pływaniem i bieganiem z innymi dziećmi chciała się położyć i odpocząć”. I wtedy lęk poszedł sobie nie wiadomo dokąd. Szara godzina przestała otulać strachem. Po prostu sprawy zostały nazwane po imieniu i nikt nie zaprzeczał rzeczywistości, mówiąc „nie umrzesz”. Paradoksalnie „tak, umrzesz” wyzwoliło ją z lęku przed umieraniem.

I ja, idąc w ślady Babci, mówię: „Tak, umrzesz”, bo taka jest kolej rzeczy. Ale zanim umrzesz, będziesz żyła. Jak? To zależy od ciebie. Co ciekawe, cenną inspiracją do bardziej świadomego życia może stać się właśnie myśl o śmierci.

Kultura, w jakiej żyjemy

Trudno jest traktować ten temat bez lęku. Zwłaszcza jeśli jest się członkiem kultury usuwającej odchodzących na tę drugą stronę, poza nawias normalnego życia – do szpitali, hospicjów, zakładów pogrzebowych. Trudno też wyobrazić sobie, że jak starożytni Egipcjanie, z radością „wstąpimy na barkę słońca”, bo wszystkie kosmiczne metafory straciły na wartości od czasu lotów międzyplanetarnych i nieustannej penetracji przestrzeni teleskopami najnowszych generacji. Ciągle jednak wewnętrzna intuicyjna niezgoda na całkowity koniec egzystencji w momencie śmierci fizycznego ciała popycha do szukania odpowiedzi adekwatnych do współczesnej świadomości człowieka.

Lama Ole Nydahl, który od 40 lat pracuje na rzecz przeniesienia nauk buddyzmu tybetańskiego na Zachód, przedstawia buddyjską wizję śmierci w książce „O śmierci i odrodzeniu, czyli jak umrzeć bez lęku”. To oparte na liczącej dwa i pół tysiąca lat tradycji, skrojone na miarę potrzeb współczesnego odbiorcy podejście do procesu umierania. W 1968 roku Ole i jego żona Hannah po raz pierwszy spotkali się z buddyzmem podczas swego miodowego miesiąca w Katmandu. Poznali wówczas Lobpyna Tseczu Rinpocze, jednego z największych nauczycieli buddyjskich w Himalajach, a rok później spotkali XVI Karmapę i stali się jego najbliższymi zachodnimi uczniami. Karmapa jest najwyższym lamą w liczącej 11 wieków buddyjskiej szkole Karma Kagyu, która naucza buddyzmu Diamentowej Drogi (sanskr. Wadżrajana). Na prośbę XVI Karmapy zaczęli przenosić nauki buddyjskie do Europy.

Śmierć jest przemianą

Lama Ole Nydahl w swojej pracy skupia się na istocie nauk, możliwościach ich praktycznego wykorzystania przez współczesnego człowieka Zachodu. Promuje zdrowy rozsądek w podejściu do praktyk umożliwiających rozwój oparty na podążaniu ścieżką szczęścia. Wszak dwa i pół tysiąca lat temu Budda powiedział: „Nie ma żadnej drogi do szczęścia. To szczęście jest drogą”. Szczęście nie chadza jednak w parze z lękiem. A najbardziej boimy się tego, co nieznane. Dlatego tak bardzo w dzisiejszych czasach boimy się śmierci, że wypieramy ją ze świadomości i z życia.