fbpx

TZOLKIN – tajemniczy kalendarz Majów

fotochannels.com

21 grudnia 2012 roku – końca świata nie będzie. Ale zamkną się wszystkie cykle ewolucyjne. To będzie jak wschód słońca – nowy czas, nowa energia.
Wokół pojawienia się na ziemi i zniknięcia Majów krążą legendy. Wiadomo, że w IV–VII wieku n.e. stworzyli w Ameryce Środkowej wielką cywilizację. Zostawili po sobie piramidy schodkowe, świątynie, kamienne boiska do gry w piłkę, inskrypcje. Te ostatnie upamiętniły daty wydarzeń nawet sprzed milionów lat. Bo Majowie uważali siebie za nawigatorów czasu. Traktowali go zupełnie inaczej niż my dzisiaj – nic dziwnego, że Amerykanin meksykańskiego pochodzenia José Argüelles (historyk sztuki, doktor filozofii, pisarz) aż 33 lata pracował nad rozszyfrowaniem ich najsłynniejszego, 260-dniowego kalendarza zwanego Tzolkinem. Hanna Kotwicka, największa w Polsce propagatorka wiedzy Majów, podkreśla, że Tzolkin znany był od lat, tylko nikt nie wiedział, jak się nim posługiwać. „Argüelles studiował wiedzę Majów, ich kulturę, sztukę, archeologię, astrologię, mitologię, ale jako wykładowca uniwersytecki podchodził do sprawy bardzo naukowo, co często ogranicza. W latach 70. pewien szaman Majów zwrócił mu uwagę na duchowość kalendarza. Argüelles poszedł w tym kierunku i zaczęły mu się otwierać obrazy. Znalazł klucz. Co nie znaczy, że odrzucił całkowicie naukowe podejście – zwłaszcza że w kalendarzu Majów nie ma nic przypadkowego, to uporządkowana formuła, oparta na ścisłym porządku matematyczno-astronomicznym i prawach cykliczności”. Dopiero w latach 90. udało się przeniknąć tajemnicę Tzolkinu i odkryć jego istotę: otóż Majowie wierzyli, że każdy dzień ma swoją specyficzną energię – jeśli się z nią zsynchronizujemy, zrealizujemy naszą życiową misję, będziemy spełnieni.

Nawigacja w czasie

Kalendarz Majów opiera się na liczbach 13 i 20, rok trwa w nim 260 dni (tyle, ile przeciętna ciąża!). Argüellesowi udało się zsynchronizować Tzolkin z naszym kalendarzem gregoriańskim. Według tych wyliczeń rok zaczyna się 26 lipca. Wtedy też ma miejsce stałe zjawisko astronomiczne – Syriusz B w gwiazdozbiorze Psa znajduje się w bezpośredniej koniunkcji ze Słońcem i najjaśniejszą gwiazdą gromady Plejad w gwiazdozbiorze Byka – Alkionie. Docierające do Ziemi promienie Syriusza pobudzają rozwój, poruszają w świadomości twórczą energię. Hanna Kotwicka zwraca uwagę, że kalendarz gregoriański jest niespójny z naturalnym rytmem, 1 stycznia nie ma żadnego ważnego zjawiska astronomicznego: „Kalendarz gregoriański dokonał rozdarcia czasu, odsunął nas od właściwej Ziemi wibracji trzynastki. Dwunastka zamknęła nas na planie koła, co oznacza, że kręcimy się w kółko, tkwimy w różnych uzależnieniach, postęp dokonuje się bardzo wolno. Trzynastka porusza się po spirali – zataczając kręgi, można wznosić się coraz wyżej. To liczba prawdziwego postępu, odwagi, wewnętrznej wolności, odkrywania nowych ścieżek. Wszystkie pierwotne kultury pogańskie posługiwały się trzynastką, ich kalendarze liczyły 13 miesięcy po 28 dni. To jak z fazami kobiecego cyklu – najlepsze przykłady znajdujemy w naturze. Jesteśmy jej częścią, mamy 13 stawów, 20 aminokwasów, 20 palców u rąk i nóg…”.

Pojawienie się u Majów dwudziestki i trzynastki wiąże się z mitologią. Najwyższą świadomością (my nazywamy ją Bogiem) był dla nich Hunab Ku – Pan Ruchu i Miary, Praprzyczyna Bytu, Najwyższa Inteligencja Wszechświata. By przybliżyć go ludziom, kapłani podzielili tę świadomość na 20 aspektów – tak powstało 20 solarnych pieczęci. Statyczną z natury pieczęć wprowadza w ruch energia kosmiczna zwana tonem – jest ich 13. „Patrząc na Tzolkin, prości ludzie wiedzieli, z jakim aspektem najwyższego ducha mają się w danym momencie zharmonizować, jak żyć w zgodzie z wibracją danego dnia – wyjaśnia Kotwicka. – Był to swoisty drogowskaz, jak zbliżyć się do stwórcy. Dzień niebieskiej ręki warto było wykorzystać na zabiegi uzdrawiające, dzień czerwonego węża wyczulał na relacje z płcią przeciwną, dzień słońca, czyli miłości, należało uczcić, rezygnując z zabicia zwierzęcia”.

Majowie uznawali czas za czwarty wymiar rzeczywistości (podobnie jak współcześni fizycy). Określali nie tylko ilość, ale też jakość czasu, był dla nich energią niosącą w sobie określony program rozwoju. „Majowie to ostatnia wielka kultura, która miała za zadanie spisanie tej wiedzy” – zauważa Hanna Kotwicka. „Zostawili po sobie takie kody, klucze, że dziś potrzeba bardzo dobrego komputera, żeby to wszystko rozpracować – wszystkie cykle, ruchy planet określali z dokładnością do czterech miejsc po przecinku. Tzolkin kryje w sobie niezmierzoną wiedzę: matematykę, astronomię, numerologię, astrologię, runy, astrogenetykę, I-Cing…”.

Jest też niezwykle wszechstronny – można go rozpatrywać jako „wielką rachubę” obejmującą 26 tysięcy lat ewolucji (wówczas jednemu polu Tzolkina odpowiada sto lat) i „małą rachubę” rozpisaną na 260 dni. „Na te okresy przypada ta sama treść, energia – wiemy, kiedy działa i co w tym czasie jest do zrobienia. Na polach Tzolkina jest zapisana cała historia ludzkości, co więcej, wszystko cyklicznie się powtarza – jeśli czegoś nie uporządkujemy, będzie wciąż wracać, upominać się, żeby się tym zająć. Po uzdrowieniu też powróci, ale już nie jako drażliwy punkt. Będzie nas wspierać, pojawią się nowe możliwości”. Kalendarza Majów nie należy jednak traktować jak horoskopu – nie ma w nim dobrych ani złych dni. Za to zmieniająca się każdego dnia energia wywiera na nas niebagatelny wpływ. Każdy reaguje na nią inaczej, w zależności od daty urodzenia i od tego, na ile zechce zsynchronizować z nią swoje działania.

Wtyczka z kosmosu

W dniu urodzin otrzymujemy jedną z 20 pieczęci solarnych (aspektów stwórcy albo po prostu wzorców postępowania). Może to być gwiazda, smok, zwierciadło, orzeł, wędrowiec, wąż, słońce, ziarno, pies, wicher, wojownik, łącznik. Pieczęcie występują w czterech kolorach: czerwonym, białym, niebieskim i żółtym. Czerwień to kolor wtajemniczenia – zarezerwowany dla prekursorów, inicjatorów przemian, pomaga przecierać szlaki. Bielą pieczętują się tzw. służby porządkowe – ich zadaniem jest zaprowadzanie ładu i dyscypliny, oczyszczanie terenu, segregowanie i selekcja. Ci, którym przypadł w udziale kolor niebieski, są odpowiedzialni za eksperymenty i zmiany, za uzdrawianie i pośredniczenie między wymiarami. I wreszcie żółta pieczęć – nauczyciele. Ich misją jest oświecanie, propagowanie nowych wartości.

Niezwykle ważnym uzupełnieniem pieczęci jest ton. Pieczęć określa dziedzinę, w której mamy coś do zrobienia, płaszczyznę działania; ton jako czynnik ruchu wyznacza nam zadania i wyzwania. Z kombinacji 20 pieczęci i 13 tonów (20 x 13) powstaje 260 kinów, czyli naszych osobistych znaków. Każdy z nich to swego rodzaju program na całe życie – lekcje, które będą do nas cyklicznie wracać, dopóki ich nie przepracujemy. Swój kin możemy sprawdzić na www.maya.net.pl (tam też znajdziemy wskazówki dotyczące kinu dnia i charakterystykę poszczególnych pieczęci oraz tonów). „Jak łatwo wyliczyć, kin narodzin pojawia się w kalendarzu co 260 dni, ale ten sam znak z innym tonem już co 20 dni” – podpowiada Hanna Kotwicka. „W tych dniach jako pierwsi zostajemy zaproszeni na scenę, dochodzi do specyficznego rezonansu jednostki z energią dnia, mamy swoją wtyczkę, informację prosto z kosmosu. Warto wtedy wzmóc czujność – zwrócić uwagę na własne reakcje i emocje, wydarzenia i zbiegi okoliczności”.

Oczywiście jeden dzień to mało, szerszą perspektywę daje 13-dniowy cykl zwany falą: „To najkrótszy okres, w jakim możemy dokonać zmiany w polu świadomości. Ale musimy pracować codziennie – pierwsze cztery dni to przygotowanie fundamentu, następne sześć – działanie, wreszcie bilans”. Ci, którzy zechcą wejść w temat głębiej, znajdą w kalendarzu kolejne osobiste „wtyczki”. Odkryją też, że w każde urodziny dostajemy zadania na kolejny rok – aż do 52. roku życia, kiedy powraca nasz kin narodzin: „rozpoczynamy nowy cykl życiowy i możemy nadrobić braki z lat, kiedy żyliśmy nieświadomie i mierzenie się z pewnymi zadaniami przekraczało nasze siły”.

Nie ma przypadków, jest ewolucja

Majowie nie uznawali przypadków – byli przekonani, że wszystko rozwija się według ściśle określonych, następujących po sobie cykli ewolucyjnych. Czas nigdy się dla nich nie kończył: „Według Majów każdy wielki cykl galaktyczny trwa 26 tysięcy lat – mówi Kotwicka. – Nasz gatunek ma już za sobą trzy takie cykle, w tej chwili dobiega kresu czwarty. Wciąż ścierają się w nim dwa potężne nurty świadomości – stary, kierujący się żądzą władzy, pieniądza, pojęciem kary i grzechu, umownie nazwany programem babilońskim, i postępowy, porządkujący. 21 grudnia 2012 roku zakończą się wszystkie cykle ewolucyjne: 26 tysięcy, 5200, 260 i 26 lat. W mitologii Majów powiedziane jest, że przed zakończeniem każdego wielkiego cyklu Ziemia musi zostać wysprzątana, trzeba zrobić bilans. Nic dziwnego, że ostatnie 26 lat, od 1987 roku, to wyjątkowo gorący okres”.

Wielkie cykle galaktyczne Majowie nazywali światem – dziś koniec takiego cyklu niektórzy próbują interpretować jako koniec świata. Dla Kotwickiej jest to poszukiwanie sensacji: „W 2012 roku nic wielkiego się nie stanie, ewolucja to nie rewolucja, więc postępujemy, doświadczamy. Dzień 21 grudnia 2012 r. możemy porównać ze wschodem słońca – pojawią się nowe wartości, nowa energia, ale będziemy mieć czas, żeby przestawić się na inny sposób myślenia. Przez ostatnie 26 tysięcy lat naszym zadaniem w programie ewolucji było zgłębienie prawdziwej, bezinteresownej miłości. To dlatego od jakiegoś czasu coraz więcej się o niej mówi. Gorzej z praktyką, parę rzeczy trzeba będzie jeszcze nadrobić. A zmian dokonuje jednostka – od niej wszystko się zaczyna, dopiero potem dołączają inne osoby, grupy, większe formacje”. Każdy musi działać.

Kalendarz Majów jest znakomitym polem do pracy – „Tzolkin to mapa, po której możemy się poruszać, płaszczyzna, na której czwarty wymiar zazębia się z wymiarem ziemskim, fizycznym. Platforma, na której kosmos spotyka się z człowiekiem. Zwłaszcza że – twierdzi Hanna Kotwicka – w nowym cyklu ewolucji mamy odzyskać dawne umiejętności związane z postrzeganiem pozazmysłowym. „To już się dzieje, idziemy w kierunku telepatii, pozwalamy obudzić się tym zdolnościom. Codzienny kontakt z energią dnia sprzyja ich rozwinięciu – nie chodzi o to, żeby stać się jasnowidzem, tylko żeby łatwiej komunikować się z własnym wnętrzem. Jeśli zharmonizujemy się z 260 polami Tzolkina, staniemy się istotami doskonałymi. Proste”.

Warto przeczytać: Hanna Kotwicka, Przewodnik i Klucz do kalendarza, Pulsar 2008