1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Uwolnij uczucia i przeżyj ekstazę w seksie

Uwolnij uczucia i przeżyj ekstazę w seksie

Żadne, nawet najbardziej wyrafinowane, techniki seksualne nie zapewnią nam w łóżku ekstatycznych doznań, jeśli jesteśmy odcięci od własnych uczuć. Dopiero połączenie cielesnej zmysłowości z otwartym sercem pozwala nam w pełni cieszyć się seksem. (Fot. iStock)
Żadne, nawet najbardziej wyrafinowane, techniki seksualne nie zapewnią nam w łóżku ekstatycznych doznań, jeśli jesteśmy odcięci od własnych uczuć. Dopiero połączenie cielesnej zmysłowości z otwartym sercem pozwala nam w pełni cieszyć się seksem. (Fot. iStock)
Płacz, jeśli jesteś smutna, krzycz, gdy dopada cię złość. Na bieżąco wyrażaj co czujesz i kim jesteś. W ten sposób uwolnisz stłumione w dzieciństwie emocje i otworzysz się na ekstatyczny i pełen uczuć seks.

Żadne, nawet najbardziej wyrafinowane, techniki seksualne nie zapewnią nam w łóżku ekstatycznych doznań, jeśli jesteśmy odcięci od własnych uczuć. Dopiero połączenie cielesnej zmysłowości z otwartym sercem pozwala nam w pełni cieszyć się seksem. Wtedy jest on równocześnie ekspresją i uwolnieniem, podnieceniem i odprężeniem. Według Alexandra Lowena, amerykańskiego psychiatry i psychoterapeuty, twórcy bioenergetyki, przyczyną naszych seksualnych blokad jest to, że nie wyrażamy naszych uczuć, ponieważ nauczyliśmy się je tłumić w dzieciństwie. 40-letnie doświadczenie terapeutyczne Lowena dowodzi, że nie umiemy się smucić i złościć. Dlatego też nie potrafimy tak z głębi duszy śmiać się czy kochać i w sposób spontaniczny, naprawdę niekontrolowany wyrażać siebie.

Gdy żyjemy we władzy stłumionych uczuć, nasze pobudzenie seksualne zwykle ograniczone jest do sfery genitalnej i nie obejmuje całego ciała. Nasza część od pasa w dół nie jest połączona z sercem i jego gamą uczuć. Rozdzielenie tych dwóch ośrodków wynika z tego, że fala oddechowa nie może przebić się przez „martwy” obszar dolnej części brzucha i miednicy, gdzie mieszczą się wypierane, trudne uczucia. Seks jest wówczas odczuwany jako miejscowe fajerwerki, a nie jako namiętność, która pochłania całe ciało i prowadzi do radosnego spełnienia, mogącego osiągnąć rozmiary ekstazy.

Stłumione emocje możemy uwolnić poprzez świadomy, głęboki płacz lub krzyk - w ten sposób dajemy wyraz takim uczuciom jak: ból, wściekłość, nienawiść, zranienie, smutek. Uczucia te pochodzą z przeszłości i powodują napięcia w ciele. Możemy nie być świadomi, że nasz kark jest sztywny, szczęki zaciśnięte, oddech zbyt płytki, albo całe ciało lekko odrętwiałe. Z kolei bez uwolnienia tych napięć nasz seks nie będzie pełny.

Alexander Lowen w swoim gabinecie terapeutycznym używał do tego celu zaprojektowanego przez siebie stołka bioenergetycznego. Stosował również metody pracy z głosem, oddechem, ciałem. Tłumaczył, że aby uwolnić napięcia, potrzebna jest podróż w przeszłość, w celu odkrycia w jaki sposób zostaliśmy zranieni przez bliskie nam osoby i jak to wpływa na nasze teraźniejsze zachowanie. W końcu impulsy zablokowane w tamtych emocjach zostają wyrażone…

Trwała transformacja wymaga pracy i czasu. Warunkiem jest prawdziwa zmiana stylu życia, polegająca przede wszystkim na bieżącym wyrażaniu uczuć i emocji, które się w nas pojawiają. Sam Lowen płakał „profilaktycznie” 20 minut dziennie. Nie jest jednak łatwo płakać. Opór przed płaczem ma silne źródło w strachu przed rozpaczą - uczuciem, które osłabia pragnienie życia. Mamy też ogromne opory przed wyrażaniem złości, boimy się pokładów agresji, które w nas tkwią. Jednak, gdy nie wyrażamy tych uczuć, kierują się one ku naszemu wnętrzu, prowadząc do depresji. Nie warto w sposób niekontrolowany wyrażać agresji wobec innych ludzi, raniąc ich. Złość możemy sami uwalniać lub skorzystać z pomocy terapeuty. Lowen swoim klientom wręczał rakietę tenisową i zachęcał, żeby z całych sił uderzali nią w łóżko i wykrzykiwali swoje dawne żale.

Gdy przejdziemy przez proces uwalniania trudnych uczuć, pojawia się w nas miejsce na te dobre. Kiedy miłość jest głównym składnikiem pożądania seksualnego, można mieć wrażenie topnienia w jamie brzusznej. Miłość zmiękcza ludzi, lecz miękkość sprawia również, że stajemy się bezbronni i podatni na zranienie. Kogoś, kto nie poddaje się tej miękkości, nazywamy człowiekiem o zimnym sercu. Lecz serce nie może być twarde, jeśli chcemy prawdziwie kochać.

Ćwiczenie na głęboki kontakt ze swoją wrażliwością

Ćwiczenie to robimy w parze. Włączamy ulubioną muzykę i zaczynamy tańczyć naprzeciwko siebie. Patrzymy sobie w oczy, nie dotykając się. Nie skupiamy się na myślach, nie zanurzamy we wspomnieniach ani marzeniach tylko na swoim oddechu. Pozostajemy tu i teraz, czując swoje ciało i nie uciekając wzrokiem na boki. Nie uwodzimy się nawzajem uśmiechami ani gestami. Jednocześnie jesteśmy rozluźnieni i naturalni. Próbujemy wejść poprzez kontakt wzrokowy w jak największą bliskość. W momentach, gdy czujemy się zmieszani, zamykamy na chwilę oczy, aż wróci nam spokój. Gdy jesteśmy gotowi, pierwsza osoba zdejmuje dowolną część garderoby. Kiedy skończy, druga robi to samo. I tak na przemian, aż obie osoby zostają nago. Nie oceniamy ani partnera, ani siebie. Tańczymy i patrzymy. Pozwólmy, aby wszystko toczyło się bardzo powoli. Kiedy oboje jesteśmy już nago, możemy się delikatnie przytulić i poddać temu, co się pojawi. Może pozostaniemy w bezruchu, ciesząc się bliskością albo zaczniemy skakać i tańczyć, radując się wolnością. Być może będziemy się delikatnie dotykać i pieścić, a może zaczniemy uprawiać dziki seks. Niewykluczone, że pojawi się frustracja, żal, płacz albo złość. Nie brońmy się przed tym i nie udawajmy, że jesteśmy zadowoleni. Wyraźmy swoje uczucia. Podzielmy się z drugą osobą tym, co się dzieje i dlaczego. To może być przełomowy moment w naszej relacji lub w naszym rozumieniu samego siebie.

Wojciech Pierga, psychoterapeuta, Akademia Psychologii Zorientowanej na Proces w Warszawie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Jak pobudzić pieszczotami erogenne strefy partnera?

Pieszczoty mogą przynieść większą satysfakcję niż sam seks. (fot. iStock)
Pieszczoty mogą przynieść większą satysfakcję niż sam seks. (fot. iStock)
„Petting" to słowo tak stare jak magnetofon kasetowy. I równie wycofane z użycia. Szkoda, bo opisuje fenomenalną technikę - pobudzania stref erogennych bez odbywania stosunku. Strefy erogenne to nasz cenny zasób seksualny i opłaca się o nie dbać.

Erogenna mapa ciała

Pierwsza prawda o naszych strefach erogennych jest prosta. Bez kontaktu z ciałem gadanie o tym wszystkim nie ma najmniejszego sensu. Zmysły wymagają pielęgnacji i uwagi. I dotyk, którego używamy, pobudzając strefy erogenne, nie jest wyjątkiem. Wszystkie możliwe szkoły psychologiczne akcentują wagę dotyku w naszym życiu, opracowując wskazania minimalnej liczby głasków na dzień, jaką powinnyśmy przyjąć, aby zachować zdrowie. Dotyk i głaskanie redukuje ilość kortyzolu (hormonu stresu), co pozwala rozluźnić się i otworzyć  na kontakt fizyczny i psychiczny. Bez niego  nasze strefy zmieniają się w pustynię.

Druga zasada pettingu jest równie prosta: nie ma zasad. Każdy z nas ma własny, indywidualny rozkład punktów, które reagują na stymulację. Co więcej, każdy z nas ma swoje punkty aktywne w różnym czasie. To znaczy, że na przykład delikatne gryzienie sutków na początku gry wstępnej może być dla niektórych kobiet świetnym bodźcem, ale robienie tego samego pod koniec aktu może sprawiać ból.

Podobno ilość kobiecych i męskich stref erogennych jest jak 5 do 1. „Podobno”, bo tak mówią badania, a nie doświadczenie. Mężczyźni, oprócz genitaliów, dysponują w większości tymi samymi strefami erogennymi, co kobiety, choć o różnej wrażliwości. Wciąż istnieje takie myślenie, że mężczyźni dbają tylko o „porządny stosunek", czyli penetrację, a dotykanie ich nie rusza. Tymczasem większość mężczyzn uwielbia dotyk, a znaczenie pettingu i innych form pobudzania wzrasta wraz z  wiekiem. O ile 20-latek podnieca się szybko i łatwo, o tyle 50-latek będzie potrzebował więcej zabiegów, żeby wkręcić się na obroty. I do tego właśnie mamy strefy erogenne.

Całe nasze ciało to jedna wielka strefa do pieszczenia. W zasadzie wszędzie tam, gdzie ludzka skóra jest delikatna i ukrwiona, możemy znaleźć miejsca, które można zmysłowo lub erotycznie stymulować. Będą to usta, małżowiny uszne, sutki, skóra na wnętrzach ramion i pod kolanami, nadgarstki, okolice pępka, pośladki, wnętrze ud, kark, nawet podeszwy stóp. Naturalnie do stref erogennych zaliczamy także nasze genitalia. I warto pamiętać, że miejsca, gdzie śluzówka przechodzi w skórę, są najbardziej wrażliwe - czubek penisa, strefa anusa, zewnętrze warg sromowych większych. Z niektórymi się urodziliśmy, niektóre rozwinęli nasi poprzedni partnerzy, partnerki, stymulując nas w określony sposób. Do końca życia zachowamy zdolność odbierania wrażeń erotycznych poprzez dotyk i ciągle możemy rozwijać swoje mapy.

Strefy erogenne stymuluje dotykanie ręką, ale także całowanie, lizanie językiem, głaskanie włosami i piórkiem, smyranie lodem, klepanie, delikatne szczypanie czy gryzienie. Trzeba tylko pamiętać o zmianach - rytmu, miejsca, sposobu stymulacji. Żeby się nie znudziło, żeby nie zaczęło boleć, żeby doznania były urozmaicone. 10 minut głaskania w jednym miejscu i koniec szału namiętności. Jeden z pomysłów, który polecam wszystkim kobietom mającym trudność przed z oznajmieniem tego, jak i gdzie chcą być dotykane, to zastosowanie jadalnej farby do ciała. Malują na sobie strzałki, kółka i piszą, co ma się wydarzyć, z humorem i polotem dając znać partnerowi, że kark powinien iść pierwszy, a dopiero po nim pośladki. Już samo zlizywanie farby to obustronna przyjemność.

Orgazmy strefowe

Na koniec o czymś, czego podobno można się nauczyć, a z czym rodzą się niektóre kobiety - orgazmy strefowe. Polegają na szczytowaniu przy niewinnym dotykaniu konkretnej części ciała, niebędącej genitaliami. Kobieta zdolna do orgazmów strefowych na przykład idzie do fryzjera i doznaje rozkoszy od masażu głowy. Jej ciało jest tak wrażliwą strefą erogenną, że pobudzenie może przyjść skądkolwiek.

Jednak niezależnie od tego, jak układa się twoja mapa stref erogennych, pamiętaj, że największą i najsilniejszą strefą erogenną jest mózg. W nim dzieje się duża część cudu zwanego  seksem, to on zawiera przysadkę mózgową w znacznej mierze kontrolującą funkcje seksualne, to tam wreszcie, przy niewłaściwym nastawieniu, może utknąć zablokowane podniecenie. Wolność od negatywnych przekonań na temat seksu uwalnia twoją głowę i umożliwia świadome czerpanie z całego bogactwa stref erogennych, z twojego ciała.

  1. Seks

Energia seksualna pomoże ci pokonać lęk

Energia seksualna to źródło mocy i siły. (fot. iStock)
Energia seksualna to źródło mocy i siły. (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kiedy jesteśmy zamknięci na energię seksualną, nie potrafimy kochać. Jeśli się na nią otworzymy, wypełni nas pierwotna siła, dzięki której będziemy mieli odwagę skonfrontować się z lękiem.

Kultura, w której żyjemy, sprzyja odbieraniu nam wewnętrznej siły płynącej właśnie z energii seksualnej. Postrzeganie ciała jako grzesznego, wpajanie przekonań zamykających na swobodne bycie w kontakcie seksualnym z drugą osobą, tłumienie emocji, takich jak złość czy smutek – przyczyniło się do rozwoju cywilizacji ludzi zalęknionych i zamkniętych w sobie, coraz częściej doświadczających poczucia bezsensu i zagubienia. Drogą do wyzwolenia jest otworzenie się na prawdziwą bliskość z drugim człowiekiem.

Nazwij swoje ograniczenia

Seks ma swój początek w mózgu, dlatego nie dojdzie do stanu spełnienia, jeśli umysł na to nie zezwoli. Zatem pierwszym krokiem na drodze do wolności seksualnej jest przyjrzenie się naszym przekonaniom i temu, co dla nas jest wstydliwe, czyli tak naprawdę granicom, które przejęliśmy w spadku po rodzicach. Dobrze jest na nowo je nazwać i świadomie zracjonalizować, czyli zobaczyć, na ile są słuszne, aktualne, zdrowe i wspierające, a w jakim stopniu nas ograniczają i sprawiają, że życie traci blask – a my uznajemy to za coś naturalnego, szukając spełnienia na zewnątrz.

Zaakceptuj swoje lęki

Zawsze przyciągamy do siebie partnera, który odwzajemnia naszą gotowość do otwarcia się na seksualność. Jeśli masz zamknięte serce i spięte ciało, będziesz spotykała mężczyzn o podobnych problemach, często nieobecnych, odciętych od uczuć. Dlatego bardzo ważne jest zaakceptowanie siebie ze swoimi lękami i blokadami, z intencją otwarcia się – to drugi krok, który należy uczynić. Wyrażenie jasnej intencji – kierunku, w którym zmierzamy, spowoduje, że podświadomość otrzyma jasny komunikat. Wyjdźmy więc poza ramy aktualnych przekonań. Jeśli przeszłość dostarczyła nam wielu traum, jeśli miłość nas zraniła, nic dziwnego, że obawiamy się przyszłości. Jednak poprzez wyrażenie szczerego pragnienia doświadczenia prawdziwej bliskości, zamiast koncentrowania uwagi na poczuciu bycia ofiarą – sprawimy, że koleje losu powoli zaczną się zmieniać.

Przestań dążyć do ideału

Kiedy wkraczamy na drogę rozwoju osobistego, często dostrzegamy w sobie tyle niedoskonałości, że naprawiania siebie nie widać końca, tymczasem nie ma nic bardziej zamykającego na prawdziwą bliskość, jak maniakalna potrzeba udoskonalania siebie. Masz prawo odczuwać złość, masz prawo czuć się źle, masz prawo wyobrażać sobie, że jest wiele kobiet bardziej atrakcyjnych od ciebie. Usiądź spokojnie i obserwuj, jak powstają te ciągi myśli, jak dana teoria kiełkuje w świadomości i jak wpływa na twoje uczucia i wybory, bądź świadoma, że każde uczucie jest stwarzane przez myśl. Pozwól pojawić się emocji, pozwól na drżenie ciała. Otul się kocem i obserwuj.

Zacznij wyrażać uczucia

Co robi dziecko, kiedy jest przestraszone? Krzyczy, płacze. Co robią dorośli, kiedy się czegoś boją? Najczęściej udają, że nic nie czują. Jeśli udajesz, że się nie boisz, będziesz tak samo udawała, że jest ci dobrze – w konsekwencji stracisz odwagę do poszukiwania przyjemności dotyku i bliskiego kontaktu. Jeśli nie zdążysz przekształcić myśli we wspierające, i zawładnie tobą trudna emocja, przejdź do kroku czwartego, czyli do pozwolenia sobie na wyrażenie tego, co czujesz. Jeśli chce ci się płakać, to płacz naprawdę, jeśli czujesz złość, to znajdź sposób na szczere, ale bezpieczne dla otoczenia danie jej ujścia. Ten, kto poddał się takiemu doświadczeniu, wie, że na dnie każdej trudnej emocji czeka niespodzianka – pełne wyrażenie smutku sprawia, że możemy doświadczać czystej, niczym nieskrępowanej radości, a poddanie się złości jest kluczem do dzikiej, pozbawionej lęku seksualności, która otwiera serce na miłość.

Skieruj się ku ciału

Gdy zauważysz moment, w którym zaczynasz funkcjonować jak na automatycznym pilocie: jesteś spięta, boli cię głowa, zatrzymaj się i poszukaj spokojnego miejsca. Zacznij powoli oddychać, przypominając sobie miejsce i czas, w którym czułaś najgłębszy spokój. Teraz skieruj uwagę w stronę serca, potem połącz je z centrum twojej seksualności, czyli dolnymi partiami ciała, delikatnie oddychając. Uświadom sobie, że wszystko, co blokuje twoje ciało na swobodny przepływ energii, jest wynikiem twoich myśli. To spowoduje, że znowu się odprężysz i przestaniesz się wstydzić. Twoje ciało zaczyna żyć, a ty, bez względu na wiek, emanujesz kobiecością i seksualnością. Zadomowienie się w ciele jest podstawową zasadą atrakcyjności. Każdą komórką ciała czujesz, że żyjesz!

Dorota Hołówka: Prezeska Stowarzyszenia Nowa Psychologia, terapeutka pracy z ciałem, certyfikowana terapeutka pracy z traumą Somatic Experiencing.

  1. Psychologia

Gdy ekskochanek „nie opuszcza” nowego związku

Warto mieć świadomość swojego „seksualnego CV”. To niezbędne, by stworzyć satysfakcjonujący związek i nie pozwolić, by przeszłość determinowała to, co dzieje się w naszej sypialni teraz. (fot. iStock)
Warto mieć świadomość swojego „seksualnego CV”. To niezbędne, by stworzyć satysfakcjonujący związek i nie pozwolić, by przeszłość determinowała to, co dzieje się w naszej sypialni teraz. (fot. iStock)
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Partner nie chce słyszeć o twoich byłych ukochanych? Nic dziwnego. Wspomnienie eks potrafi rzucać długi cień na obecną relację. A ten wpływ najsilniej zaznacza się w sypialni. O tym, że byli kochankowie w obecnym związku to niemały kłopot, świadczy liczba pacjentów Joanny Twardo-Kamińskiej, którzy właśnie z tego powodu trafili do gabinetu seksuologa.

Kilka plików ze wspólnymi zdjęciami, wspomnienia, nierzadko także bolesne. A w sferze seksu – pewne preferencje, czasem jakieś uprzedzenia, niekiedy poważne blokady. To właśnie zostaje nam po byłych partnerach. Z prowadzonych pod kierunkiem profesora Zbigniewa Izdebskiego badań nad seksualnością Polaków wynika, że średnio mamy w życiu 4,28 partnerów seksualnych. Jakkolwiek ma się ta liczba do naszego doświadczenia, to zapytane przez ukochanego, zaniżamy ją, poniekąd słusznie: wszystko, o czym się powie mężczyźnie, staje się pożywką dla jego wyobraźni. Nie dlatego, że on tak chce – on tak ma. – Nadmiar szczerości w sferze seksualnej nie zrobi dobrze żadnej relacji – tłumaczy seksuolożka Joanna Twardo-Kamińska. – Partner ma prawo do naszej teraźniejszości, ale nie przeszłości.

Zrób tak jak on

Nazwijmy ją Małgorzata. Wykształcona, odważna, samodzielna. Tuż przed trzydziestką. Nie ma problemu z powiedzeniem, o co jej chodzi w życiu. Dlaczego jednak nie potrafi być równie otwarta w łóżku? Małgorzata dziewictwo straciła z Krzyśkiem. Byli razem kilka lat. Seks był fantastyczny, ale, jak to bywa w życiu, w końcu przestał wystarczać. Związek nie przetrwał próby czasu. Dziś Gośka jest z chłopakiem, któremu nadamy imię Michał. Kocha go, ale w łóżku zaciska zęby. Dlaczego? – Z Krzyśkiem za każdym razem miałam orgazm – wyjaśnia. – Michał też próbuje, stara się, ale robi to zupełnie inaczej. I choć mi na nim zależy, zazwyczaj udaję orgazmy. Czemu nie nauczy Michała, jak powinien ją dotykać? Bo Gośka nie chce przenosić starej relacji do nowej sypialni. Woli poczekać, aż Michał w końcu wypracuje jakąś skuteczną metodę…

Joanna Twardo-Kamińska: Kobiety często przyzwyczajają się do jednego sposobu przeżywania orgazmu, i potem mają problem, by dotrzeć na szczyt w inny sposób. Tym bardziej, jeśli szczytowania nauczył je pierwszy partner… Gośka nie powinna mieć jednak oporów przed nauczeniem Michała metod stosowanych przez byłego chłopaka, jeśli były skuteczne. To nie jest zdrada ani wnoszenie bagażu poprzedniej relacji do nowej, to jest znajomość swojego ciała i potrzeb, które po prostu odkryła z kimś innym. Nie musi mówić obecnemu partnerowi, że to coś, czego nauczył ją były. Wystarczy, że po prostu powie: „Wiem, jaka jest moja droga do rozkoszy, wygląda tak. Chcesz spróbować?”. Nie ma sensu rezygnować z czegoś, co działa. Czy jeśli z poprzednim partnerem oglądała film, przytulona na kanapie, z nowym już tego nie będzie robić? Gośka powinna także popracować nad nowymi sposobami i pieszczotami. Najlepiej jeśli zacznie… na własną rękę. Pieszcząc się w samotności, uniknie presji, by spełnić oczekiwania starającego się o orgazm partnera.

Nie umiem inaczej

Monika to też nie jej prawdziwie imię. Ma 27 lat, nie lubi zmian, pochodzi z konserwatywnej rodziny. Tak samo jak jej ekspartner, dajmy na to – Paweł. Miał temperament, ale preferował tylko jedną pozycję: „na pieska”. Monice nie przyszło do głowy, by proponować cokolwiek innego. Dobrze było, jak było. Aż do dnia, gdy Paweł zniknął z życia Moniki, łamiąc jej serce. Jakkolwiek poturbowana emocjonalnie, kiedy tylko nadarzyła się okazja, zdecydowała się na nowy związek. Nie liczyła od razu na wielką miłość. Chciała, by obok niej był ktoś miły, otwarty, z kim pójdzie do kina, na włoską kolację, może do łóżka. O ile dwa pierwsze punkty udało się realizować w sposób satysfakcjonujący dla obu stron, o tyle z trzecim nie było już tak łatwo. Łóżkowy repertuar Moniki wyczerpywała jedna pozycja. Tylko tak potrafiła się kochać. Kilka razy przystała na propozycję zmiany, ale czuła się fatalnie. Nietrudno zgadnąć, że związek zakończył się katastrofą. Monika po raz kolejny została sama, ze zrujnowanym poczuciem własnej wartości, urażoną dumą i przekonaniem, że „jest feralna”.

Joanna Twardo-Kamińska: Problemem Moniki jest uwarunkowanie nie tyle na określone pieszczoty, ile na jedną pozycję. Tak lubił się kochać jej były chłopak, a Monika nie potrafi wyobrazić sobie, że mogłaby zrobić to inaczej. To smutne, bo w ten sposób pozbawia siebie i ewentualnego partnera radości z seksu. Dlaczego trzyma się kurczowo łóżkowych przyzwyczajeń?  Prawdopodobnie wciąż nie przeżyła pełnej żałoby po starej relacji. Fakt, że powtarza to, co robiła z byłym kochankiem, jest najlepszym dowodem na to, że zastygła w bólu. Potrzeba czasu i fachowego wsparcia, by mogła skonfrontować się z prawdziwymi uczuciami, przepracować swoje ograniczenia i zapragnąć zmiany.

Chcę i się boję

Na potrzeby tej historii damy jej imię Bożena, a jej ekskochanka nazwiemy Wojtek. Oboje koło czterdziestki, pracownicy międzynarodowej firmy produkcyjnej. Spotkali się w pracy, przyjechali otwierać nowy zakład w głębi Polski. Co może robić dwoje samotnych, zmęczonych ludzi po pracy w obcym mieście? Iść do łóżka. Seksualnie byli dopasowani jak rzadko. Kto wie, może zostaliby małżeństwem… Niestety, on dostał awans. Wiązało się to z pracą na innym kontynencie. Bożena nie była gotowa na przeprowadzkę. On wyjechał, ona została. Ale każda kolejna próba związania się z kimś kończyła się w chwili, gdy szli do łóżka. I to najczęściej już po pierwszej nocy. – Żaden nie był tak dobry jak Wojtek. Żaden nie wytrzymywał porównania z nim, a ja wolę nie sypiać z nikim, niż mieć kiepski seks. W łóżku trzeba się dotrzeć. Wojtek znał moje ciało i umiał na nim grać jak na czułym instrumencie. Niezdarne próby zaspokojenia mnie podejmowane przez kolejnych kochanków tylko mnie irytowały.

Joanna Twardo-Kamińska: Może się zdarzyć też tak, że choć kontakt między byłymi kochankami został zerwany, to pozostało coś, co uzależnienia. Bożena może podświadomie nie chcieć nowej relacji. To dlatego nikt nie wytrzymuje porównania z Wojtkiem. Ale dziewczyna robi jeszcze jeden błąd. Nie jest mądrze oceniać kochanka po jednej nocy. Mężczyzna, im bardziej jest zaangażowany i im bardziej mu na kobiecie zależy, tym gorzej może wypaść na samym początku. Może mieć niepełną erekcję, przedwczesny wytrysk – to wszystko skutki napięcia. Dopóki nowy kochanek nie poćwiczy, nie dogoni swego poprzednika. Warto też patrzeć na relacje całościowo: bo może w sypialni nie jest na razie idealnie, ale poza nią świetnie…

Już nie chcę

Dajmy na to – Urszula, 35-latka miała. Przez niemal cztery lata miała romans z żonatym facetem. Chciała być lepsza od jego żony, mieć nad rywalką przewagę – dlatego godziła się w łóżku na to, na co nie zgodziłaby się w innej sytuacji. On jednak nie odszedł od żony. Dlatego Urszula odeszła od niego. Tak dziś mówi o tamtych czasach: – Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo trochę mi wstyd. Ale efekty są takie, że teraz w ogóle nie mam ochoty na seks. Żaden i z nikim. Jestem szczęśliwa, że nie muszę go uprawiać. Od roku jestem sama.

Joanna Twardo-Kamińska: Skąd ta awersja do seksu? Tak bywa, kiedy mamy nadzieję, że coś nim ugramy. I właśnie wtedy godzimy się na coś, na co nie mamy ochoty. Do znudzenia powtarzam to wszystkim pacjentkom: seks nie ma być kartą przetargową, nie ma służyć żadnym innym celom poza realizacją potrzeby seksualnej. Urszula traktowała seks jak rodzaj haraczu za to, że ma kogoś. Trudno się dziwić, że z jego zniknięciem prysnęła też ochota na seks, bo kto z nas chciałby dobrowolnie i za nic płacić haracz? Czy awersja Uli sama minie? Może, zwłaszcza jeśli się szczerze zakocha. Ale lepiej, by przedtem poszła na terapię. To pozwoli jej poznać własne potrzeby. I uchroni w przyszłości przed wejściem drugi raz w związek, w którym znów zapomni o sobie i będzie spełniała zachcianki drugiej strony.

Co było, minęło?…

Wizja kogoś, kogo kochamy, w obcych objęciach, potrafi zaboleć. Dlatego tak ważne jest, by do tematu ekskochanków podchodzić z delikatnością i szacunkiem dla uczuć partnera. Dotyczy to w równym stopniu kobiet i mężczyzn. Oni też przecież mają niejeden związek na koncie. Bez sensu robić o to wyrzuty czy obrażać się. Ale kiedy to naszemu partnerowi zbierze się na pikantne zwierzenia z przeszłości, warto dać mu jasny komunikat: „Słuchaj, to, co było, zanim mnie poznałeś, kompletnie mnie nie interesuje. Jedyne, czego wymagam, to być jedyną kobietą, z którą sypiasz, dopóki jesteś ze mną”.

Joanna Twardo-Kamińska, psycholożka, seksuolożka, współpracuje z Poradnią Seksuologiczną i Patologii Współżycia w Centrum Psychoterapii w Warszawie i Centrum Psychoterapii MAGO.

  1. Seks

Erotyzm w pojedynkę - sposób na poznanie swoich potrzeb

Masturbacja może być kluczowym doświadczeniem w poznawaniu swojego ciała i seksualności. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Masturbacja może być kluczowym doświadczeniem w poznawaniu swojego ciała i seksualności. (fot. Getty Images/ Gallo Images)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Kiedy kobieta lubi sama dostarczać sobie rozkoszy, może okazać się to bardzo korzystne dla jej związku. Choć nie zawsze.

Podejście do autoerotyki zmieniło się diametralnie od czasów prababek. Dawne bzdury o grzechu, wyrastaniu włosów na rękach albo zezie zastąpiła zupełnie inna teoria. Dziś, gdy poskarżysz się seksuologowi, że seks nie daje ci rozkoszy, usłyszysz: „masturbuj się!”. Nieważne, czy jesteś w związku, czy śpisz sama. Tylko tak masz szansę nauczyć się, co to jest orgazm i gdzie go szukać. Co my na to?

Wzorem starożytnych mędrców pochwalamy umiar. Masturbacja nie jest groźna w skutkach, na pewno dzięki niej wzrasta znajomość własnego ciała. Dziś świat już nie oczekuje od wchodzącej w relację kobiety całkowitej niewinności i absolutnej czystości. Przeciwnie: lepiej, jeśli dziewczyna lubi seks i chętnie mu się oddaje. – I tak będzie, jeśli odkryje siebie, oswoi się ze sobą i samodzielnie zintegruje swoją seksualność – mówi psycholog i seksuolog Joanna Twardo-Kamińska. – Dlatego seksuologowie zalecają treningi masturbacyjne także kobietom w związkach, jeśli mają problemy z osiągnięciem orgazmu podczas stosunku. Warunkiem przyjemności w łóżku jest odpowiednia synchronizacja, pełna akceptacja, zgoda na to, co się dzieje, i całkowity relaks – a to niekiedy łatwiej uzyskać w samotności niż we dwoje.

Kiedy kochanek zbyt młody…

Szczęściarą może się nazwać 20-latka spotykająca rówieśnika, który rozumie kobiece ciało na tyle, że jest w stanie dać jej przyjemność. Większość młodych kochanków nie potrafi jeszcze „postępować” z kobietą. Brak im wprawy, znajomości tajników kobiecego ciała; w dodatku z reguły wszystko dzieje się zbyt szybko. – Masturbacja w takiej sytuacji to często jedyny sprzymierzeniec młodej kobiety związanej z niedoświadczonym partnerem – mówi Twardo-Kamińska. Przekonała się o tym Weronika: – W świat seksu wprowadzali mnie kolejni mężczyźni. Ale trudno ich było nazwać mistrzami ars amandi, nie umieli pieścić kobiety i w ogóle myśleli raczej głównie o sobie. I pewnie nie odkryłabym orgazmu, gdyby nie przypadek: w poradniku przeczytałam, że kobieta orgazmu najlepiej może nauczyć się sama. Zaczęłam więc i… uczyłam się z przyjemnością – opowiada. Weronika próbowała różnych sposobów dochodzenia do rozkoszy – pieściła swoje ciało, sutki, łechtaczkę; trenowała różne siły nacisku i różne rodzaje dotyku. Tymi, które „działały”, dzieliła się ze swoim partnerem. I cóż? I bardzo dobrze!

– Dzięki moim wskazówkom partner wie, jak mnie dotykać i co sprawia mi największą przyjemność. We dwoje korzystamy z wiedzy na temat mojego ciała – mówi Weronika. Czy jej partner wiedział o tych „ćwiczeniach”? Nie, Weronika uznała, że to zbyt intymne doświadczenie.

Brak orgazmu

Ewa ma 30 lat. Jest z Albertem od półtora roku. Kocha go, ale… przez te półtora roku nie miała orgazmu. Zapytana, czy sama też nie osiąga przyjemności, unosi brwi. Przecież ma partnera, a te potrzeby powinien zaspokajać mężczyzna, masturbacja w związku jest czymś nienaturalnym. Owszem, wcześniej się masturbowała. Ale teraz już tego robić nie będzie, bo to niezgodne z jej poglądami.

To częste zjawisko: kobiety, które kiedyś chętnie oddawały się autoerotycznym praktykom, zarzucają je, gdy znajdują partnera. Wciąż wiele osób hołduje stereotypowi, że singielki mogą się masturbować, ale kiedy wchodzą w związki, powinny o autoerotyce całkowicie zapomnieć – chyba że partner wyjechał daleko i na długie miesiące. – Tymczasem masturbacja w związku może być dobra, pod warunkiem że nie zastępuje współżycia z partnerem – komentuje seksuolog. – Ale jako dodatek może stanowić miłe urozmaicenie.

Co to znaczy: dodatek? O takiej sytuacji mówimy wtedy, kiedy para normalnie współżyje i ma z tego odpowiednią dawkę przyjemności, ale kobieta raz na jakiś czas chce zostać ze swoją rozkoszą sama. Zwłaszcza jeśli ma większe potrzeby niż partner. Wiele kobiet lubi takie sam na sam ze sobą, niezależnie od udanego współżycia z partnerem.

– Czasem gdy leżę w wannie, w pachnącej pianie, dookoła palą się świece, a woda i zapachy pieszczą moje zmysły, nachodzi mnie nieodparta ochota, by się podotykać i dać sobie chwilę przyjemności – wyznaje Alicja. – Mam nadzieję, że nie ma w tym nic złego.

Zdaniem Joanny Twardo-Kamińskiej – nie ma, pod warunkiem że nie jest to jedyny sposób dochodzenia do przyjemności. Masturbacja może być jednym z elementów życia erotycznego i wcale nie musi konkurować ze stosunkiem czy go zastępować. Zdarza się też, że masturbacja jest alternatywą dla pozamałżeńskich romansów. Chwila autoerotyki od czasu do czasu jest w porządku, pod warunkiem jednak, że w sypialni nie czeka spragniony naszego ciała i bliskości partner.

– Bo jeśli czeka – lepiej byłoby go do pieszczot zaprosić – mówi seksuolog. – Jeśli sprawiamy sobie rozkosz za zamkniętymi drzwiami, a potem odtrącamy partnera, to nie jest w porządku. Lepiej przyjąć scenariusz Renaty.

– Mój mąż bardzo się starał, ale coś było nie tak, nie mogłam osiągnąć szczytu – opowiada. – Po kilku miesiącach zebrałam się na odwagę i kochając się z mężem, zaczęłam sama się pieścić. Niepotrzebnie bałam się jego reakcji: był zachwycony! Obydwoje szybko osiągnęliśmy rozkosz.

Jak zapewnia seksuolożka: – Widok pieszczącej się partnerki jest dla mężczyzny bardzo atrakcyjny. Warto wciągnąć autoerotykę na listę zabaw, którym oddajemy się wspólnie z partnerem. Większość mężczyzn będzie zachwycona, obserwując pokaz kobiecej rozkoszy.

Erotyczne fantazje

Podczas seansu masturbacyjnego – czy jest on udziałem nastolatki, czy młodej mężatki – ważną rolę spełniają fantazje seksualne. – Kobieta, pieszcząc się, snuje różne wizje, które służą wzbudzeniu i spotęgowaniu podniecenia. Dobrze jest przyjrzeć się tym wizjom i elementom, które nas w nich podniecają, ponieważ to skrócona instrukcja obsługi własnej seksualności – mówi Joanna Twardo-Kamińska.

Bo jeśli znamy swoje fantazje, znamy też swoje upodobania. Te najskrytsze pewnie nigdy nie ujrzą światła dziennego, ale są wśród nich i takie, które kiedyś z przyjemnością zrealizujemy w ramionach partnerów. Zdaniem wielu seksuologów seks w rytm fantazji erotycznych jest jednym z najbardziej satysfakcjonujących.

Jak podkreśla Joanna Twardo-Kamińska: – Często zachęcam moje pacjentki do poszukiwania materiału, który mógłby stanowić wątek ich erotycznych fantazji snutych podczas autoerotyki. Fantazje są zlepkiem naszych doświadczeń, obserwacji, przechwyconych obrazów. Dlatego zajrzyjmy do sex shopu i zapytajmy o film erotyczny. Czytajmy erotyczną literaturę. Nigdy nie wiadomo, gdzie znajdziemy ziarno podniecenia, które zakiełkuje kiedyś cudownym doświadczeniem. Poszerzajmy swój sypialniany repertuar, najpierw w teorii, by potem móc to zrobić w praktyce.

Erotyczne spotkanie ze sobą

Kulturowy zakaz masturbacji przynosi tak naprawdę całkiem sporo szkody. Zabrania czegoś, co jest dla człowieka naturalne, i odcina go od najlepszego źródła doświadczeń pozwalających nauczyć się własnego ciała. – Gdybyśmy żyli wolni od zahamowań narzuconych przez kulturę i normy społeczne, pewnie wszyscy młodzi ludzie masturbowaliby się regularnie i z ochotą. Niezależnie od płci – twierdzi Joanna Twardo-Kamińska. Nie byłoby to złe, bo masturbacja jest niezastąpionym narzędziem erotycznego samopoznania. Bo choć kobiety rodzą się ze zdolnością, której zazdroszczą im mężczyźni: mogą mieć wielokrotne orgazmy – to zanim doświadczą chociaż jednego, muszą poćwiczyć.

– Autoerotyzm pozwala kobiecie poznawać własne ciało, uczyć się ścieżek dochodzenia do rozkoszy, wypracowywać mapę rozkoszy, poznawać własne czułe punkty. Badania potwierdzają, że masturbujące się kobiety mają bardziej udane życie seksualne, a to często przekłada się na budowanie trwalszych więzi – wyjaśnia seksuolożka. I dodaje, że erotyczne ćwiczenia, okraszone fantazjami seksualnymi i zwieńczone orgazmem, mogą przynieść więcej pożytku niż przeczytanie poradnika na temat erotyki.

Ekspert: Joanna Twardo-Kamińska: psycholożka, seksuolożka, współpracuje z Poradnią Seksuologiczną i Patologii Współżycia w Centrum Psychoterapii w Warszawie i Centrum Psychoterapii MAGO.

  1. Seks

Seksualność powinna cię wzmacniać! Do jej odkrywania wcale nie potrzebujesz partnera

Seks jest naszym wewnętrznym zasobem. Co powinniśmy wiedzieć o naszej seksualności, żeby dobrze ją ukierunkować? (fot. iStock)
Seks jest naszym wewnętrznym zasobem. Co powinniśmy wiedzieć o naszej seksualności, żeby dobrze ją ukierunkować? (fot. iStock)
Seks to silna energia. Twórcza, żywa, wiecznie młoda. Mimo to większość z nas nie ma do niej dostępu, wciąż jesteśmy pod wpływem kastrujących mitów na jej temat. Czy są aktualne? Czy seksualność to to samo, co seks i co sprawia, że mężczyźni boją się rozbudzonych kobiet – tłumaczy seksuolog dr Alicja Długołęcka.

Temat seksualności nie jest łatwy. Z jednej strony, mamy oczekiwania i parcie na sukces, czyli posiadanie tak zwanego udanego życia seksualnego, które się określa w liczbach odbytych stosunków i osiągniętych orgazmów…
…a z drugiej – rzeczywistość, którą widać m.in. na warsztatach o seksualności i w indywidualnych rozmowach, gdzie okazuje się, że do sukcesu daleko, a jeszcze dalej do prawdziwej satysfakcji w tej dziedzinie.

Ja to widzę w osobistym wymiarze. Symbolicznie chciałabym przeciąć połączenie z interpretacją mitu o stworzeniu świata, do której szerzenia Kościół się przyczynił: kobieta jest winna grzechu, ciało to siedlisko żądz, a seksualność jest złem. Uważałam, że mnie to już nie dotyczy, bo mam inne poglądy. Jednak kilka wydarzeń uświadomiło mi, że emocjonalnie reaguję według starego wzoru.
Często w dzieciństwie dostajemy przekaz, że cielesność i seks to coś wstydliwego, o czym się nie rozmawia, trzeba się z tym chować. Seksualność łączy się wtedy w jedno z lękiem, wstydem, poczuciem winy i silną ambiwalencją. Z tą mieszanką mamy potem prowadzić owo „udane życie”, do którego zachęcają media, dla odmiany epatujące sterylnym i wysnobowanym seksem. W związku z tym sporo dorosłych ludzi się w tym gubi i w efekcie traktuje seks płytko, jak siłownię lub teatr, albo instrumentalnie, bo coś im tam załatwia. Taki seks może oczywiście spełniać ważne funkcje, ale nieseksualne, np. rozładowywać emocjonalne napięcie lub podnosić poczucie własnej wartości.

Jak sprawić, że seksualność stanie się naszym zasobem, a nie czymś, co nas dodatkowo obciąża?
Próbować żyć z tym bardziej świadomie. Zdobyć się na odwagę i porzucić grę pozorów. I skoncentrować się na ciele. Zwykle, kiedy się zabieramy do jakiegoś tematu, zaczynamy od pracy intelektualnej, by to jakoś ogarnąć poznawczo. Zmieniamy postawy, postawy wpływają na emocje, a my liczymy, że nas to jakoś wyprostuje. A tu okazuje się, że to nie wystarcza. O tym pani właśnie mówiła, że myślenie sobie, a ciało sobie – ono reaguje po staremu. Napina się, zamyka i cierpi albo emituje ciepło, miłość i pożądanie w niekontrolowany sposób, tak że nic z tego nie rozumiemy, więc boimy się tego i to odrzucamy. Dlatego na warsztatach z seksualności, które prowadzę, koncentruję się zwykle na czterech obszarach: cielesności, stereotypach kulturowych, duchowości i relacjach. Ciekawe, choć właśnie uwarunkowane kulturowo, że kobiety rozmowy o stereotypach uważają za najmniej interesujące.

Dlaczego?
Bo koncentrują się na relacjach.

Seksualność kojarzy się im niemal wyłącznie z byciem z drugą osobą. Mityczny „on” włada całą tą sferą.
Celowo takie rozmowy ucinam. Bo tak naprawdę pozostałe obszary są istotniejsze, jeśli patrzymy na seksualność jako zasób. Kobiety czują niechęć, może lęk, by rozmawiać o seksualności w kontekście kulturowym, bo musiałyby wówczas się zmierzyć z własnymi ograniczającymi przekonaniami na ten temat. W obszarze duchowym kojarzy im się to z sekciarstwem. Czują przecież, że to jest jakaś siła, której się poddają w sposób nieświadomy, więc pojawia się w nich lęk. Gdy nie ma się kontaktu z własną seksualnością, ta sfera może się wydawać przerażająca.

Bo bywa, że wymyka się nam spod kontroli.
Poza tym jeszcze niedawno nie wolno nam było czuć pożądania. Podział na „święte” i „dziwki” bardzo nam miesza obraz. Więc wygodniej jest myśleć, że możemy być seksualnie otwarte tylko wtedy, kiedy coś nas otworzy, niemal wbrew naszej woli, na przykład: alkohol, wyjazd służbowy albo tajemniczy brunet. Jesteśmy nauczone, że to jest jakaś rzecz od nas samych niezależna. A najlepiej, żeby przyszedł facet – Pigmalion, który nas stworzy od początku. Jeśli coś nie zadziała, można zwalić na niego winę. To bardzo silny wzór, który zwalnia od odpowiedzialności za siebie. Pora w pewnym momencie dojrzeć i tę odpowiedzialność przejąć. Jeśli chcemy oswoić tę energię, musimy ją chcieć poznać.

Nie mamy do tego dostępu?
Nam się wydaje, że mamy. Przecież seks jest w naszym życiu jakoś tam obecny. Ale na warsztatach widać, że nie znamy swoich ciał, nawet anatomicznie, swoich reakcji, sposobów sprawiania sobie przyjemności, osiągania orgazmu, nie mamy pozytywnych nazw na antyczną waginę lub zinfantylizowaną cipkę. To o czym my tu mówimy? Deklaracje jedno, a rzeczywistość drugie. Interesujące jest to, że w miarę upływu lat zaczynamy zauważać fakt, że z tym seksem to chyba chodzi o coś więcej. Bo uprawianie seksu nie musi mieć wiele wspólnego z dostępem do własnej seksualności. Mam na myśli stan seksualnego otwarcia. To się często wcale nie dzieje w relacji. Po prostu otwiera się w nas przestrzeń pożądania, energii, z którą chcemy płynąć. Co ciekawe, takie doświadczenie przytrafia się częściej kobietom dojrzałym, które uwolniły się od swoich Pigmalionów z wyobraźni.

Chodzi o sytuację, kiedy spotykamy mężczyznę i on nagle na nas tak silnie działa, że mamy ochotę się totalnie w tym zatracić?
To nie on działa, tym razem my się świadomie otwieramy na kogoś. Ważne rozróżnienie: to nie jest zakochanie, w którym koncentrujemy się na marzeniach o tej osobie i na wizji przyszłości, tylko głębokie doświadczenie seksualne. Ponieważ, jak mówiłam, nie wolno nam było czuć pożądania, więc nadal mylimy ten stan z zakochaniem.

Przytrafiło mi się takie otwarcie i wszystko we mnie chciało zaklasyfikować je jak coś więcej niż tylko pożądanie.
No właśnie: tylko czy aż? Wciąż deprecjonujemy tę naszą seksualność. Miłość – coś wielkiego, a pożądanie – zwierzęca żądza, marna fizyczność. Szkoda, bo zarówno próby klasyfikowania tego doznania, jak i to, że natychmiast próbujemy jakoś je uciszyć, zaspokoić, sprawiają, że odbieramy sobie szansę na odkrywanie prawdziwej natury tego, co czujemy. Nie mam nic przeciwko zaspokajaniu pożądania. Ale często spieszymy się za bardzo i nie dajemy sobie szansy, by nieco przedłużyć samo odkrywanie. Rozsmakować się, rozgościć w tym, co czujemy: że nam się gotuje w dole brzucha, mamy poruszony obszar serca. Jeżeli nie kombinujemy, co z tym uczuciem zrobić, nie projektujemy go na żadnego „mężczyznę przyszłości” – wtedy mamy dostęp do czystej energii.

Usłyszałam to na warsztacie tantrycznym: żeby uwolnić seksualność, nie potrzeba drugiej osoby, wręcz przeciwnie. Prowadząca opowiedziała, że sama kiedyś świadomie postanowiła żyć w celibacie tak długo, aż poczuje, że już na tyle zna siebie  i umie się opiekować swoją energią seksualną, że może się nią dzielić z mężczyzną. A do tego czasu – zero seksu.
Brak stosunków seksualnych absolutnie nie oznacza, że w naszym życiu nie istnieje seks. A tym bardziej energia seksualna. Myślę, że aby naprawdę nauczyć się siebie w tej dziedzinie, potrzeba dłuższego czasu – nawet paru lat. To może być ten czas, kiedy akurat nie mamy partnera. Jednak trzeba się tym zająć, mówiąc krótko, poświęcić czas swojej seksualności, by nie usnęła, tylko wzrastała. A my marnujemy szansę, uważając, że jak jesteśmy bez partnera, to nic z tego. To właśnie dowód na splątanie, o którym mówiłam, że seksualność równa się relacja. Pewnego rodzaju osobność – zarówno w związku, jak i bez niego – to świetny moment, żeby się rozbudzić i poznać swoje reakcje. Nie szukać przypadkowych partnerów, byle się zaspokoić. Wprowadzę proste rozróżnienie, można – za przeproszeniem – rżnąć się, mieć seks i być w relacji. To zupełnie inne poziomy. Przypadkowe zaspokajanie seksualnego głodu to jest to pierwsze, czyli obniżanie poziomu lęku i zagłuszanie emocji w poczuciu bezsensu i desperacji. Zamiast tego warto uczyć się autoerotyzmu: przyjrzeć się sobie, swoim fantazjom, złapać jakiś kontakt z ciałem i mieć seks, czyli kontakt ze sobą. Żeby potem być w relacji. Wie pani, co jest sprawdzonym, świetnym wyzwalaczem energii seksualnej? Ćwiczenia fizyczne i kontakt z naturą. Ale również wszelkie warsztaty odkrywania swojej wewnętrznej mocy, warsztaty bębniarskie...

W moim przypadku to był taniec. Tańcząc, odkryłam, że nie musi być przy mnie nikogo, a moja seksualność aż kipi. Poczułam, że to mój zasób. I że mam do niej dostęp, jeśli chcę.
Dopiero w konsekwencji tego odkrycia przychodzą kolejne. Na przykład jak bardzo to obciąża mężczyzn, kiedy w ich ręce składamy odpowiedzialność za pobudzenie naszej energii seksualnej. Zrzucamy na nich odpowiedzialność za to, jak się czujemy i co czujemy. Bo najpierw jego zadaniem jest nas otworzyć, a następnie zaspokoić. Być mężczyzną w tej kulturze też nie jest łatwo. Nie jest to może poprawne politycznie, ale na pewnym poziomie świadomości seksualność jest po prostu darem. Możemy się nią cieszyć i nią kogoś obdarować. Każdy, kto miał choć przez chwilę dostęp do tej energii w jej czystej formie, czuje intuicyjnie jej potęgę i piękno. Dlatego sfera seksualności łączy się z sacrum. Bo to coś, czego nie ogarniamy, ale czujemy, że jest pełne i doskonałe.

To jest też niezwykły dar dla nas samych. Energia seksualna jest czymś więcej niż napędem do seksu. To napęd do życia.
Dlatego też orgazm tak nas przyciąga. Bo nie jest jedynie doznaniem fizycznym. Bywa przecież tak intensywny, że aż nieprzyjemny, trudny do zniesienia. Orgazm to przede wszystkim doznanie psychiczne, kontakt z czystą energią życiową, graniczne doświadczenie. Jest chwilą, w której nasz logiczny umysł traci kontrolę i doświadczamy życia bez poczucia tożsamości. Dlatego też jest kojarzony ze sferą duchową. W praktykach medytacyjnych chodzi przecież o osiągnięcie tego stanu – bez ego, rozpuszczenia się w czymś większym. Rzadko się o tym mówi, a przecież mamy to zawsze pod ręką. Możliwe, że jest to dostęp do miejsca, z którego przychodzimy jako noworodki i odchodzimy, umierając. W tym sensie obszar seksualności jest ekumeniczny. To samo duchowe doświadczenie niezależnie od wyznania, rasy czy kultury. Absolutnie uwalniające.

Na warsztacie tantry uczyliśmy się, jak samemu rozbudzać swoją energię seksualną. Ciekawe, że wcale nie było to związane z podnieceniem. Raczej z poczuciem ożywienia, otwarcia, ciepła. Robiliśmy ćwiczenia oddechowe, na przykład krążenie energią, podnoszenie jej do góry oddechem...
To ważne, bo często energia nie krąży w ogóle, tak jesteśmy spięte, sztywne ze zmęczenia. Cielesna zbroja nie jest najlepszym strojem do seksu. Trzeba się najpierw rozluźnić, pozwolić energii krążyć. Dopiero wtedy, jeśli zechcemy, eksperymentować ze światem erotyki. Cieszy mnie, że zaczęły się pojawiać sklepy z gadżetami dla kobiet. Wibrator to nie surogat męskiego członka, to narzędzie do poznawania swojego ciała i jego reakcji. Dodam, że penis to zupełnie coś innego, bo nie jest narzędziem do masturbacji, tylko ciałem osoby, z którą pragniemy być w relacji. Boleję nad tym, że wszystko, co się wiąże z autoerotyzmem, jest wciąż tak napiętnowane. Zwłaszcza w przypadku kobiet prawda wygląda tak, że ciało nie jest naszą własnością. Ciągle ktoś określa, co nam wolno czuć, co nie, gdzie się można dotykać i jak. Nasze ciało jest tylko nasze. Jakże ważne jest takie odkrycie dla kobiety! Spotkanie świadomych osób, które chcą razem być w relacji seksualnej, to wymiana darów kobiecości i męskości. Ale to rzadkość. Bo nie ma czegoś takiego jak seks tantryczny czy nawet dojrzały w weekend. Nie oszukujmy się.

Może więc nie warto się starać? Nie dam się wkręcić w odpowiedzi typu: warto, bo seksualność jest piękną dziedziną i ucząc się jej, odkryjemy swoją esencję, a nawet może zbliżymy się w ten sposób do Boga. Chociaż to wszystko może być prawdą. Ale ma swoją cenę. Każda zmiana jest ryzykiem. Może się zdarzyć, że gdy my zaczniemy się rozwijać seksualnie, partner się przestraszy i odejdzie. Albo nie będziemy mogły znaleźć partnera. Mężczyzna, który nie ma kontaktu z własną energią, nie będzie wiedział, co z taką kobietą robić. Dlatego kobiety, u których energia seksualna jest silna, często w naszej kulturze budzą lęk i bywają odrzucane. Porównuję te momenty, w których mamy lepszy dostęp do własnej seksualności, do rozpinania ciasnej koszuli z guzikami. To zapięcie nie zawsze jest złe – daje poczucie granic, trzymania się w ryzach, bezpieczeństwa. Kiedy jednak powoli rozpinamy tę koszulę, czujemy, że zaczynamy wreszcie oddychać pełną piersią. Ale to jest zawsze kwestia decyzji, czy możemy i chcemy sobie na to w danym momencie życia pozwolić.

dr Alicja Długołęcka:
edukatorka psychoseksualna, doradca  partnerski, propagatorka zdrowia seksualnego. Jest autorką i współautorką wielu książek z zakresu edukacji seksualnej dla młodzieży i dorosłych, m.in. „Jak się kochać?” (razem ze Zbigniewem Lwem-Starowiczem).